Prawie codzienny blog
-
-
Oj, współczuję. Nieprzyjemna dolegliwość, ale ma jedną zaletę – szybko na szczęście mija i tego Ci życzę. i bez nawrotów.
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-21 00:08:18 · Wyświetl
-
A z takiego lustra to byłoby odłamków
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-21 00:06:53 · Wyświetl
-
”Zrównoważenie,spokój sa tworami niestabilnymi i pozorowanymi na użytek społeczny.” – dokładnie! Bardzo często wymaga się tego, co jest oczywiście zrozumiałe i oczekuje nawet, w przypadku osób, którym to trudniej przychodzi, że ktoś ZMUSI SIĘ do takiej postawy właśnie na użytek społeczny. Spotkałam kiedyś człowieka, który nawet względem bliskich przybiera pozę, jak mu się wydaje – zdyscyplinowanego wewnętrznie. Mówi rzeczowo, stanowczo i władczo, udając spokój i opanowanie i z tą pokerową twarzą zdaje się być pustym w środku, bo bez emocji. Tchnie fałszem na odległość.
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-21 00:04:09 · Wyświetl
-
Ja się wycwaniłam i podebrałam komuś przepis na ciasto drożdżowe bez wyrabiania
No dobra, ta osoba podała go dobrowolnie do publicznej wiadomości. Innego nawet nie próbuję.Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-20 23:36:08 · Wyświetl
-
Jeśli chodzi o relacje z rodzicami to nie da się z mojej pozycji nie zauważyć, że największe zmiany zaszły w ciągu 1,5 roku, kiedy się okaleczałam, targnęłam na życie i porzuciłam szkołę. Właśnie to jest ten punkt, kiedy dzieciństwo, w którym bywały konflikty zamieniło się w dorosłość, w której zaledwie bywają dobre momenty, hm… a w zasadzie mogłabym śmiało napisać – bywały. Dużą rolę z pewnością odegrał mój ówczesny wychowawca, który wmówił rodzicom, że okaleczanie się jest próbą szantażowania ich. To był dziwny czlowiek. Ostrzegano mnie przed nim. Raz usłyszałam nawet, że może zniszczyć mi życie. Stosował metody zastraszania, czerpał satysfakcję z podnoszenia ręki na uczniów, obrażania (jak wychowawca może powiedzieć do ucznia ”sieroto ze śmietnika”?). Komunistyczna przeszłość, o której dowiedziałam się z pewnego źródła, pomogła mi zrozumieć jego enkawudowskie metody przesłuchania – usiłował zmusić mnie do przyznania się do czegoś, co nigdy nie miało miejsca i jeszcze do podania nazwisk ludzi, którzy nie istnieją, grożąc mi w przypadku zaprzeczenia i proponując układ i ochronę za współpracę!!! Dzięki niemu po dziś dzień kiedy jestem smutna – szantażuję rodziców, kiedy płaczę – szantażuję, nawet kiedy prosiłam żeby mnie zawieziono do szpitala to posądzono mnie o szantaż, a wylądowałam na stole operacyjnym. Ostatni raz usłyszałam o szantażu jakiś miesiąc temu. Rodzice… pewnie mieli inny plan na życie: założyć rodzinę i żyć sobie spokojnie, zwyczajnie. Wszystko co o nich wiem na to właśnie wskazuje, że dom i rodzina to był szczyt ich marzeń, ale okazało się, że marzenie jak to marzenie – nie jest łatwe do osiągnięcia. I tak się dziwię, że nie mając wzorców potrafili dać dzieciom tak wiele (u mamy w domu ojca już nie było, a rodzice taty byli w separacji i zaniedbywali dzieci). A te dzisiejsze skrajności… ja nie wiem skąd one się biorą, wiem że sama jestem ich pełna i nie tylko zdaję sobie z nich sprawę, ale ludzie wokół mnie też je zauważają.
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-20 23:29:36 · Wyświetl
-
Przezwycięża – uwielbiam to słowo i cały jego potencjał. Chyba jedno z najbardziej motywujących słów
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-20 22:43:24 · Wyświetl
-
W domu trzyma mnie sytuacja finansowa. Jeśli dorabiam to tylko dorywczo, ale potrafię zaoszczędzić, bo pieniądz daje mi poczucie bezpieczeństwa i niezależności. Właśnie kończę szkołę – naprawiam błędy przeszłości… te własne
Dwa razy wyprowadzałam się z domu i wracałam z poczuciem porażki, bo się nie udało. Żałuję, że kiedyś porzuciłam szkołę, bo moja sytuacja mogła wyglądać inaczej, a to, że 27 kwietnia odbiorę świadectwo jej ukończenia jest dla mnie czymś wspaniałym. Chciałabym się dalej uczyć, zaocznie. Uwielbiam szkołę, bo potrafi zorganizować w jakimś stopniu moje życie, wypełnia je czymś i przynosi satysfakcję, a ja bardzo potrzebuję poczucia, że coś osiągnęłam własnymi siłami. To pierwsze miejsce, ten blog tutaj, w którym tak się otwieram, ale to chyba dlatego, że to naprawdę miejsce dobrej energii… dzisiaj na przykład płakałam pisząc tą notkę. Byłam nabuzowana, wszystko puściło, wypisałam się i poczułam niewyobrażalną ulgę, że nie duszę tego, że nikt tu nie zrobi z tego złego użytku, że nie muszę się bać być sobą razem z moim doświadczeniem i moimi myślami.Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-18 16:24:52 · Wyświetl
-
Oglądałam ”Wesele Muriel”, całe lata temu. Dziękuję za wszystkie dobre słowa, dziękuję i za Waszą otwartość, bardzo.
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-18 16:04:16 · Wyświetl
-
Sama nie wiem... ale chcę to napisać.
Kilka dni temu przeczytałam na okładce „Jedz, módl się, kochaj”, że książka ” mówi o tym, co może się zdarzyć, kiedy bierzemy odpowiedzialność za zadowolenie z wlasnego życia. To książka dla każdego, kto kiedykolwiek obudził się rano z nieodpartym pragnieniem zmian.” Pomyślałam tak: Ja usypiam z takim pragnieniem, a budzę się z uczuciem porażki.
Przez całe lata budziło mnie narzekanie matki w pokoju oboku, takie dziamolenie nie wiadomo na jaki temat, taki wyrzut do świata, życia i ludzi. Miała prawo. Bita przez teściową, z mężem, który nie dbał o nią tak, jak mężczyzna powinien dbać o kobietę, który przecież nawet nie wiedział jak to się robi, bo i skąd, skoro jego rodzice się rozeszli. Zrezygnowała z pracy: pierwsze dziecko, drugie dziecko, trzecie dziecko, jakiś czas potem czwarte dziecko. Roztyła się, zaniedbała, sprzedała mieszkanie, włożyła oszczędności w dom, wypadły jej zęby. Też bym narzekała. Kiedy byłam niegrzeczna słyszałam: „Z ciebie nigdy nic nie będzie, ty się nigdy nie nauczysz.” Kiedy coś przeskrobałam, słyszałam przez co najmniej pół godziny: „Ty franco cholerna, ty gnojarzu, nic z ciebie pożytku nie ma, no co za bałwan! Nigdy się nie nauczysz, nic nie potrafisz zrobić tylko zepsuć, francowata lejbo! No cholera jasna!!! No brak sił, no ręce opadają. Czy ty się nigdy nic nie nauczysz?!” Powód: ubrudziłam się (a byłam muszę przyznać brudaskiem), pokłóciłam się lub pobiłam z siostrą, zrobiłam bałagan. Przez całe lata bałam się i boję coraz bardziej stłuc szklankę (dlatego kupiłam sobie kubki i używam tylko swoich kubków i misek) i rozlać coś, bo w dzieciństwie od razu słyszałam od ojca, że mam „grabowe ręce, że dupę kanciastą” i patrzył takim wzrokiem, jakby to nie była jebana szklanka tylko chińska waza z XV wieku. Nie lubię zalewać herbaty, kiedy on siedzi w kuchni. Ale jak jemu się zdarzy, to słychać stek przekleństw i to wszystko i jest dobrze, jemu może się zdarzyć, że coś stłucze.
Nie chcę robić z rodziców tyranów. Najwspanialsze co im zawdzięczam to miłość do książek, bo żadne z nich nie żałowało czasu, a wtedy i pieniędzy, żeby w domu było dużo książek. Mama uczyła mnie czytać i mając 6 lat miałam już swoją kartę w bibliotece miejskiej, a kiedy zapragnęłam książki, którą kiedyś zobaczyłam na wystawie, tato jeździł po wszystkich księgarniach, żeby ją znaleźć i kupić. Za pierwszym numerem magazynu „Ciuchcia” , który akurat już schodził, objechał W DESZCZU wszystkie kioski, ale zdobył go! I opowiadał wspaniałe bajki na dobranoc. Chwilę pomyślał i zaraz opowiadał – wszystkie wymyślone na poczekaniu, emocjonujące, pobudzające wyobraźnię i wszystkie zakończone morałem, w którym dobry bohater wygrywał, a zło zostało pokonane. Były wakacje – co roku! Były wycieczki do Wieliczki, Krasiczyna, do zoo w Łodzi i zamościu, częste wyjazdy nad rzekę, zabawki, gry w badmintona, rowery, wspólne grzybobranie i jagody. Nie mogę powiedzieć, że miałam złe dzieciństwo. Wszystko się zepsuło wtedy, kiedy popadłam w depresję w wieku 15 lat. Tzn. już wcześniej bywały konflikty, często duże, ale jestem impulsywna, a oni też są jacy są, ale zawsze kończyło się zgodą. Depresji mi wybaczyć nie potrafią. Nie mi. Siostrze tak.
Dzisiaj moi rodzice wyglądają, muszę to napisać, bo taka jest prawda… jak kloszardzi. Są wyjątkowo zaniedbani jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, ubiór, zdrowie, a nawet higienę osobistą. Ojciec preferuje styl biedaka, zapominając, że bieda to nie brud, choć nie wiedzieć czemu, często idą w parze. On, który kiedyś tak dbał o każdy szczegół, żeby było porządnie, czysto, żeby mieć przedmioty w poszanowaniu. Matka preferuje styl niewolnicy w łachmanach. Bez oporów odda pieniądze, które dostanie na święta (nie od męża) córkom, aby sobie coś kupiły, a sama nie ma leków i chodzi w podartych spodniach. Ona, która kiedyś interesowała się modą, chodziła w grabnych kozaczkach, amerykańskich rajstopach i kręciła włosy na wałki. Co ich tak wykończyło?! Co im każe robić to samo ze mną? Bo widzę wyraźnie, że chcieliby, abym przyjęła ich styl bycia, czyli zaniedbała siebie, żeby pracować na rzecz rodziny, przyniosła pieniądze do domu i chodziła w szmatach, bez zębów (bo dentysta od wielu lat jest luksusem przeznaczonym tylko dla moich sióstr). Dlaczego z normalnych, a nawet lepszych niż przeciętni, ludzi, zmienili się w sfrustrowane brzydkie potworki, utrudniające na każdym kroku życie. Hm… nigdy nie widziałam żadnych oznak czułości między nimi, choć kłótnia była czymś, co zdarzało się niezwykle rzadko. Pamiętam tylko kilka przez całe swoje życie. Ale nie ma tego ciepła, nie czuć go. Nie są mężem i żoną w pełni, nie ma w tym domu uczuć.Wracając do tematu… często myślałam o zmianach i kładłam się do łóżka napalona na poranek, który przyniesie początek i … budziłam się z uczuciem porażki, a chwilę później już zaczynałam słyszeć odgłosy tego domu… tej nędzy, frustracji, przegniłego rodzinnego życia i myślałam, że przecież lepsze życie nie jest dla mnie, nie wyrwę się. Przez jakiś czas, nawet dość długi, miałam rankami niesamowite uczucie. Stojąc w kuchni czułam się jakbym była w dwóch miejscach naraz: z jednej strony była świadomość, że oto jestem w kuchni rodziców, a częścią świadomości byłam w ciepłej kuchni własnego mieszkania, w której przygotowywałam kanapki na kolorowych talerzykach i parzyłam aromatyczną kawę i … czułam się bezpiecznie.
Pani Katarzyna Miller w książce „Kup kochance męża kwiaty” napisała coś, czego nie można przyjąć w mojej sytuacji obojętnie: „Wierzyłaś im totalnie, gdy byłaś mała i przyjęłaś od nich to wszystko, co ci dali bezświadomie i teraz nosisz to dalej w sobie, choć mała już nie jesteś. Ale z tym rosłaś i trułaś się tym wiele lat. Teraz masz się z tego uwolnić. Oczyścić się. To nie twoja wina. Ale twoja odpowiedzialność, żeby się już dalej nie truć.„
Użytkownik JeszczeBardziej zaktualizował swój stan: 2012-03-18 11:23:05 · Wyświetl
-
Uhm… czasem jest mi tak przykro, czuję momentami nawet litość i żal, że im się w życiu nie udało. Tak, litość, bo kiedy widzę starszych i schorowanych ludzi, którzy jeszcze się muszą na starość pomęczyć, żeby wolno im było stać się typowymi dziadkami, to budzi to we mnie litość i taką jakby niezgodę na taki stan rzeczy… ale zaraz potem pokazują jacy są, tak jakby rozładowanie na mnie swoich frustracji i niszczenie mnie miało wydźwignąć ich z życiowego upadku. Nie wierzę, że gnojenie kogoś pozwala czuć się na dłuższą metę lepiej, bo też mi się zdarzyło i skończyłam z myślą , że jestem jeszcze gorsza niż myślałam. Mojej młodszej siostrze jednak wyraźnie służy trzaskanie za mną drzwiami, nagła potrzeba skorzystania z czajnika kiedy biorę do ręki kubek, nagła potrzeba umycia jakiegoś naczynia kiedy biorę do ręki czajnik, pomysł zrobienia prania kiedy widzi, że segreguję swoje rzeczy, kiedy przechodzę przez przedpokój zdejmuje buty trzy razy dłużej, żebym nie mogła przejść, zamykanie w pośpiechu przed nosem drzwi na zamek kiedy zdarza się taka sytuacja, że wracamy z dwóch stron do domu i ona wejdzie pierwsza, a wczoraj starsza siostra wpadła w odwiedziny i przyniosła mandarynki – młodsza siostra od razu spakowała je do reklamówki i schowała, żebym się nie poczęstowała mimo sprzeciwu starszej siostry, że to jest dla wszystkich. Kiedyś było ok, choć zawsze popadałam w konflikty. Moja siostra zawsze miała bałagan na biurku – jej wolno było. Mój biurkowy bałagan został zrzucony z biurka na ziemie: Teraz sprzątaj. I już konflikt. Święta nie jestem – w kłótni potrafię użyć słów, które bolą, być może na zawsze, ale są prawdziwe, zawsze prawdziwe i nie potrafię się przed tym powstrzymać. Oczywiście nikt nie będzie pamiętał, że siostra dokuczała mi przez cały rok, bo nikt tego nawet nie zauważy, ale wszyscy będą pamiętać, że nie siadłam do wigilijnego stołu z osobą, która złośliwościami stara się wykończyć mnie każdego dnia. Tak na marginesie… nie obchodzę świąt. Z wielu powodów. Jednym z nich jest wizerunek katolika jaki wyniosłam z domu – osoby obłudnej i nie chcę absolutnie generalizować ani broń Boże obrażać nikogo, po prostu czuję się zrażona domowym przykładem. Jestem wierząca. Nie praktykuję w żadnym kościele, w żadnym wyznaniu. Chłopak zwrócił mi uwagę, że to także może być przyczyną stosunku w domu, no ale … tato także nie praktykuje więc… Wracając do tego, o czym chciałam napisać. Zauważyłam, że kiedy jest się dobrym i łagodnym od razu człowieka depczą. W tym domu mają dobrze ci, którzy potrafią rządzić i nie proszą tylko wymagają. Jak nikomu w drogę nie wchodzę, to wszyscy wchodzą w drogę mi. Widziałam już… starsza siostra próbowała wpłynąć na rodziców, tłumacząc pewne sprawy dotyczące wychowania najmłodszej siostry, którą rodzice wychowują na kalekę, bo ma 18 lat i nie potrafi sobie majtek uprać, matkę traktuje jak służącą, ojca jak skarbonkę, więc rodzice są nią zachwyceni – oni szanują tylko tych, którzy mają nad nimi władzę. Starsza siostra ma wykształcenie socjologiczne, więc wiedziała co mówi, ale skończyło się tym, że wyprowadziła się z domu, w którym jest tak jak było i teraz stała się jedną z kochanych córek. A ja ciągle w środku nie wiem o co chodzi. Wiecie co, kiedyś jedna z moich sióstr trafiła do szpitala – wyobraźcie sobie, że na moje pytania rodzice odpowiadali milczeniem. Jakbym była niema, jakby nie słyszeli. Nikt mi nie powiedział, że moja siostra jest w szpitalu mimo iż pytałam. co się stało, a domyśliłam się widząc spakowane rzeczy i po tym, że codziennie gdzieś jechali o mniej wiecej stałej porze. Siostra ma problemy z matematyką i historią, dwoma przedmiotami, które najbardziej lubię, z których zdaję maturę i z którymi najlepiej sobie radzę. W normalnej rodzinie byłoby logiczne, że jeśli jedna siostra ma poprawkę a druga ma z matmy 5 to jedna siostra pomaga drugiej, tak? Ale rodzice by mnie zniszczyli, gdybym się zbliżyła do siostry, bo to jest ich skarb, którego mi nie wolno kalać swoją osobą. Swoją drogą, ona też mi dokucza. To jest takie dziwne i nie mogę znieść tego uczucia – coś mi mówi o wszystkich dobrych chwilach, o tym, że kiedyś miałam wspaniałych rodziców i chciałabym im się za to odwdzięczyć, a coś mnie od nich tak odpycha i mówi mi, żeby uciekać i nigdy nie wracać. I szlag mnie trafia przez to rozdwojenie. Aj, wyżaliłam się chociaż. jest niedziela… zrobili sobie ciasto. Nawet kawałkiem nie poczęstowali, tylko schowali sobie w pokoju. A… jeszcze jedno. Swojego chłopaka i znajomych mogę zapraszać tylko do swojego pokoju, podczas gdy chłopcy moich sióstr mogli tutaj nawet pomieszkiwać, a znajomych mogą zapraszać kiedy chcą, na ile chcą i do którego pokoju chcą. Fajnie, nie? Wiele razy słyszałam, że nie jestem u siebie. Oj… czuję to baaaaardzo wyraźnie, że to nie jest mój dom, naprawdę, bardzo wyraźnie.
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-18 10:04:48 · Wyświetl
-
A co jeśli komuś wanilia kojarzy się tylko z lodami, ewentualnie budyniem?
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-04 11:03:19 · Wyświetl
-
Nas to i tak dotyka tylko jako ludzi, którzy mają jeszcze jakąś wrażliwość, ale ci, którzy przeżyli i rodziny tych, którzy zginęli…
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-04 10:57:11 · Wyświetl
-
Specjalistka od demarketingu
Wczoraj postanowiłam przejść na dietę raz jeszcze. Tamtą dietę zagryzły głodne emocje.
Zrobiłam sobie pożegnalne frytki, obficie zalane ketchupem. Wyglądały jak złote rybki pływające w Morzu Czerwonym. Złote rybki – symbol spełnionych marzeń i biblijne morze symbolizujące wyzwolenie, wejście na nową drogę i zamknięcie za sobą przeszłości.
Podreptałam na tłustych nóżkach do sklepu. Masła orzechowe, mrożone pizze, półki uginające się od majonezów. Wszystko krzyczało: ”Zjedz mnie!”
Mijając alejkę z czekoladami wpadłam na genialną myśl, że skoro cztery kostki czekolady dziennie pomagają schudnąć, to może bym sobie kupiła czekoladę? Tak, tak, tylko że to działa na osoby, które potrafią poprzestać na czterech kostkach. Ja mam za sobą pięć tabliczek w ciągu tygodnia, bo poznałam nową czekoladę i o niej właśnie myślałam. Deserowa, bez żadnych nadzień, całkowicie zawładnęła tą częścią mojego serca, która przeznaczona jest dla czekolady. No i wzięłam zakręt, nawróciłam przy twarogach i popędziłam między czekolady. Stanęłam przed regałami i roześmiałam się… miejsce, w którym leżały TE czekolady, było puste. Wszystkie inne zapełnione po brzegi, ale mojej czekolady nie było. Wierząc, że to znak od Boga powiedziałam pod nosem śmiejąc się: ”Nie ma jej.” I potoczyłam się z turkotem kółek koszyka w stronę jogurtów.Użytkownik JeszczeBardziej zaktualizował swój stan: 2012-03-04 10:52:28 · Wyświetl
-
Właśnie sobie uświadomiłam, że pewne rzeczy nie zmienią się choćbym nie wiem co robiła, bo są już ich wieloletnimi nawykami.
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-04 10:17:23 · Wyświetl
-
Chcę, ale boję się zacząć w obawie przed reakcją na ”nie”. Wogóle to jest straszliwie krępujące, ogromnie wstydliwe. Ze znajomymi nie krępuję się ani trochę rozmawiać w ten sposób. W domu emoje to ”wymysły”, więc jak mam o nich opowiadać. A może lepiej po prostu dać sobie spokój, być miłą mimo wszystko, robić swoje na siłę i konsekwentnie szukać innego miejsca, arelacje same się poprawią? Bo z drugiej strony mogę nic nie osiągnąć, a jeśli coś do nich dotrze, to może jedynie ból, że chcieli być dobrymi rodzicami, a popełnili tyle błędów. Nie wiem czy jest sens ich w tym uświadamiać.
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-04 10:14:32 · Wyświetl
-
Za moim oknem wszystko rozświetlone wesołymi promieniami słońca.
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-03 13:23:24 · Wyświetl
-
Oj prawda, przynajmniej w moim przypadku właśnie tak jest, że przymus rodzi opór.
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-03 13:22:35 · Wyświetl
-
A ja kocham każdą porę roku
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-03 13:21:51 · Wyświetl
-
Wspaniała inicjatywa! A jeśli chodzi o dokumenty itd. to bywają tak pokrętne, że nawet urzędnicy okazują się niekompetentni. Taka nieznajomość bankowego języka kosztowała mojego partnera sporo, tylko że to nie on wykazał się nieznajomością żargonu, tylko pracownica banku, no ale oczywiście za jej błąd zapłacić musi on. A chodziło o jedno słowo w podaniu. Jeden wyraz.
Użytkownik JeszczeBardziej skomentował informację o aktywności: 2012-03-03 13:20:16 · Wyświetl
- Wczytaj więcej
Alternatywna kuchnia z kolorową zastawą to w rzeczywistości Twoja wewnętrzna piękna, dobra i bezpieczna przestrzeń. Wspaniale, że ją w sobie masz. Życzę Ci by zaczęły spełniać się Twoje marzenia!
Jedni ida w slady swoich ’starych’ bo nie maja sily walczyc o inne zycie, inni zas wyrastajac w podobnych warunkach – nie powielaja zadnych zlych wzorcow. Ty nie bedziesz taka jak Twoi rodzice. Moze sie myle, ale z Twojej opowiesci przebija nadal silna wiara, ze moze byc inaczej. Ty sie nie poddalas! To smutne co piszesz i budzi wspolczucie, ale to nie bedzie Twoja droga. Sciskam.
Pytałaś kiedyś jak sobie poradziłam. Nie stałam się nagle kimś innym, bagaż doświadczeń nadal często ciąży mi na barkach, przeżycia z przeszłości nie znikają nawet po przepracowaniu, one odchodzą w cień. ”Poradzić sobie” to tryb dokonany, można sobie poradzić ze skręceniem stołu, zadaniem z matmy, ale z życiem…To zadanie na całe życie, na każdy dzień, na każdą chwilę, a szkopuł tkwi w tym by wreszcie uwierzyć, że to życie jest tylko Twoje,TYLKO TY DECYDUJESZ i bierzesz odpowiedzialność, i jeśli rzeczywiście tak żyjesz, akceptujesz, nie porównujesz, wzmacniasz siebie a nie karcisz, to właśnie sobie radzisz:) Nie ma innej drogi, można jeszcze się znieczulić alkoholem, narkotykami, seksem, czymkolwiek, ale czy o to chodzi? Choć życie czasem boli mnie okrutnie, to jednak zdecydowałam się żyć, mam nadzieję, że nie zawrócę z tej drogi już nigdy. Ściskam Ciebie serdecznie.
Czytam cię dziewczyno zawsze.I podziwiam otwartość.Widać jest ci to potrzebne.Kawał życia w twoich oczach.Myślę,że już buzuje w tobie kreatywność,jakieś poszukiwanie formy.Innej niż znana.Powinnaś uprawiać nawet mikroskopijnie twórczość,jakąś wybrana dziedzinę.Patrzysz i widzisz więcej niż przeciętność nakazuje,przeciętność widzenia.Dbaj o to w sobie.Nawet nie wiesz,jak słowa potrafią zatruć duszę.Ja mam podobne doświadczenia do twoich.Złe słowa rosną jak chwasty.I jedynie ty i tylko ty możesz je wyplenić.Zalej je tą samą trutką.Tak samo zatruj.Mówiono ci franco.To tej francy teraz powiedz-franco gadająco do mnie spier… i to już.Koniec towarzystwa.Bo tu dla ciebie kumpeli już nie ma.Trzymaj się.Naprawdę się trzymaj.Pozdrawiam serdecznie.
Ale pisać to potrafisz naprawdę dobrze….. A ja mam pytanie – co Cię trzyma w domu rodziców? Zakładając że jesteś pełnoletnia, to nie masz obowiązku tkwić tam gdzie jesteś. Słuchać narzekań. Oglądałam ostatnio stary film ”Wesele Muriel”. Polecam….
Oglądałam ”Wesele Muriel”, całe lata temu. Dziękuję za wszystkie dobre słowa, dziękuję i za Waszą otwartość, bardzo.
W domu trzyma mnie sytuacja finansowa. Jeśli dorabiam to tylko dorywczo, ale potrafię zaoszczędzić, bo pieniądz daje mi poczucie bezpieczeństwa i niezależności. Właśnie kończę szkołę – naprawiam błędy przeszłości… te własne
Dwa razy wyprowadzałam się z domu i wracałam z poczuciem porażki, bo się nie udało. Żałuję, że kiedyś porzuciłam szkołę, bo moja sytuacja mogła wyglądać inaczej, a to, że 27 kwietnia odbiorę świadectwo jej ukończenia jest dla mnie czymś wspaniałym. Chciałabym się dalej uczyć, zaocznie. Uwielbiam szkołę, bo potrafi zorganizować w jakimś stopniu moje życie, wypełnia je czymś i przynosi satysfakcję, a ja bardzo potrzebuję poczucia, że coś osiągnęłam własnymi siłami. To pierwsze miejsce, ten blog tutaj, w którym tak się otwieram, ale to chyba dlatego, że to naprawdę miejsce dobrej energii… dzisiaj na przykład płakałam pisząc tą notkę. Byłam nabuzowana, wszystko puściło, wypisałam się i poczułam niewyobrażalną ulgę, że nie duszę tego, że nikt tu nie zrobi z tego złego użytku, że nie muszę się bać być sobą razem z moim doświadczeniem i moimi myślami.
Tak refleksyjnie … zaskakuje mnie (i przeraża) sprzeczność, o jakiej piszesz. Okrucieństwo (bo tak trzeba nazwać psychiczne znęcanie się i słowne tortury) wobec dziecka … i ten świat książek, wycieczek, bajek. I nieodparte wnioski… 1. Czy w każdym z nas tkwi taki kontrast i możliwe jest takie współistnienie sprzecznych zachowań (deklaracji, poglądów, obrazów itp)? 2. Wniosek: dobre rzeczy niczego nie muszą nas nauczyć, bo co z tych książek niosących niejedną przecież mądrość, co z tych bajek niosących dobre morały, co z tego oglądanego pięknego świata … nic nie wypłynęło z nich i nie wpłynęło na relacje z najbliższą osobą-córką, nic z tego więc, gdy kończy się na smętnej okrutnej rzeczywistości … a więc możemy modlić się i złorzeczyć, kłamać i zgrabnie mówić piękne słowa, kochać i nienawidzić … wszystko może być w jednym, jednym z nas … to smutne 3. Nie można do końca ufać nikomu, choćbyśmy widzieli, że robią czy mówią pięknie … gdzieś pod spodem, za rogiem, po cichu czy po godzinach mogą być z równą mocą okrutni, jeśli nie wobec nas, to wobec innych 4. I jak łatwo się przeistoczyć .. z pięknego stać zaniedbanym … ze załamanego – odrodzić (to drugie na szczęście!:) Dużo refleksji dają twoje opowieści … o nieprostej naturze ludzkiej … i o tym, jak ważne jest wszystko, każde słowo, każdy gest najbliższych nam osób, a jak łatwo o tym się zapomina … Trzymaj się dzielnie! Tak precyzyjne przeanalizowanie wszystkiego, co działo się z Tobą i miało na Ciebie wpływ, zidentyfikowanie przyczyn wszystkiego co w Tobie dziś, to chyba ważny etap wyzwolenia
”Czasem najkruchsza delikatność przezwycięża najtwardszą moc.” Lao Tse
Przezwycięża – uwielbiam to słowo i cały jego potencjał. Chyba jedno z najbardziej motywujących słów
Jeśli chodzi o relacje z rodzicami to nie da się z mojej pozycji nie zauważyć, że największe zmiany zaszły w ciągu 1,5 roku, kiedy się okaleczałam, targnęłam na życie i porzuciłam szkołę. Właśnie to jest ten punkt, kiedy dzieciństwo, w którym bywały konflikty zamieniło się w dorosłość, w której zaledwie bywają dobre momenty, hm… a w zasadzie mogłabym śmiało napisać – bywały. Dużą rolę z pewnością odegrał mój ówczesny wychowawca, który wmówił rodzicom, że okaleczanie się jest próbą szantażowania ich. To był dziwny czlowiek. Ostrzegano mnie przed nim. Raz usłyszałam nawet, że może zniszczyć mi życie. Stosował metody zastraszania, czerpał satysfakcję z podnoszenia ręki na uczniów, obrażania (jak wychowawca może powiedzieć do ucznia ”sieroto ze śmietnika”?). Komunistyczna przeszłość, o której dowiedziałam się z pewnego źródła, pomogła mi zrozumieć jego enkawudowskie metody przesłuchania – usiłował zmusić mnie do przyznania się do czegoś, co nigdy nie miało miejsca i jeszcze do podania nazwisk ludzi, którzy nie istnieją, grożąc mi w przypadku zaprzeczenia i proponując układ i ochronę za współpracę!!! Dzięki niemu po dziś dzień kiedy jestem smutna – szantażuję rodziców, kiedy płaczę – szantażuję, nawet kiedy prosiłam żeby mnie zawieziono do szpitala to posądzono mnie o szantaż, a wylądowałam na stole operacyjnym. Ostatni raz usłyszałam o szantażu jakiś miesiąc temu. Rodzice… pewnie mieli inny plan na życie: założyć rodzinę i żyć sobie spokojnie, zwyczajnie. Wszystko co o nich wiem na to właśnie wskazuje, że dom i rodzina to był szczyt ich marzeń, ale okazało się, że marzenie jak to marzenie – nie jest łatwe do osiągnięcia. I tak się dziwię, że nie mając wzorców potrafili dać dzieciom tak wiele (u mamy w domu ojca już nie było, a rodzice taty byli w separacji i zaniedbywali dzieci). A te dzisiejsze skrajności… ja nie wiem skąd one się biorą, wiem że sama jestem ich pełna i nie tylko zdaję sobie z nich sprawę, ale ludzie wokół mnie też je zauważają.
Dużo fajnych rzeczy napisały Tobie dziewczyny
Dodam tylko kilka słów: jesteś SKARBEM i tak się traktuj, podchodź do siebie, kochaj…
Twoim rodzicom zabrakło miłości… Tobie życzę jej w nadmiarze. Zacznij od siebie. Otocz siebie troską, proszę, jak swoje własne dziecko… Potrafisz.