-
Temat tak nieprzyjemny, że aż nie chce mi się o tym pisać, ale chyba trzeba przez to przebrnąć – MOM-y. Już sama nazwa może zmrozić krew w żyłach. Ale serio. Moja nieświadomość w kwestii żywienia była spora, stwierdziłam, czytając artykuł z dzisiejszej „Gazety”. MOM, o ile zrozumiałam w swojej nieświadomości, w większości jest tym, co zostaje po oddzieleniu mięsa… i czego jest za dużo w kiełbasach, parówkach i pasztetach… Z całym szacunkiem dla zwierząt, ale to straszne paskudztwo… Które mogę nabyć za własne pieniądze w kolorowych supermarketach i nie tylko tam. Może więc zacząć mówić, jak jest, że kupiłam na przykład nie pasztet drobiowy czy wieprzowy, tylko pasztet z MOM-a? (przyznaję, trochę naciągnęłam odmianę wyrazu, ale ta bardziej przemawia do mojej nieświadomości
)A dziś zjadłam m.in. kaszę, jajko, warzywka, zdrowo, i niestety trochę kiełbasy, prawdopodobnie z MOM-u. Ale za to na dobranoc będzie prawdziwe mleko z prawdziwej wsi
. -
@Marika, mam znajomych, którzy uważają, że odżywianie według grupy krwi się sprawdza. Ja nie wiem, czy są na to jakieś naukowe dowody, słyszałam, że nie ma. Jeżeli są, to mam ’wegetariańską’ A Rh+, ale pewna nie jestem…W ostatnich badaniach wyszło mi, że mam za niski poziom cholesterolu HDL i lekki niedobór żelaza, a to przemawia za warzywkami
.
-
Pięknie tak, przypomina się mi wiersz W. Szymborskiej ”Miłość szczęsliwa”..
-
Niezłe te zielone kopytka, trzeba by kiedyś spróbować
.
-
Z dzisiaj, ze strony tytułowej..
http://wyborcza.pl/1,75478,11786592,Zero_miesa_w_kielbasie__Zamiast_niego_kosci__skora.html
Mogę to czytać z uśmiechem- jem własnie pyszną kanapkę z pasztetem sojowym i suszonym pomidorkiem, pycha
Moja koleżanka skomentowała: nawet własnemu kotu bałabym się ”to” dać
Brrr… Makabra! Teraz wiem, dlaczego tak nie cierpie kielbas…
Straszne! Przypomniało mi się powiedzenie ”Nie pluj do studni, bo prędzej czy później będziesz pić z niej wodę”, a jak nie ty, to twoi bliscy.
-
Dobrze, że zwracasz na to uwagę. Przecież każdy ludzki organizm jest inny. Choć uważam, że człowiek jest z natury roślinożercą, to dużą rolę odgrywają też przecież czynniki środowiskowe, kulturowe, dziedziczne… Dlatego dobrze jest poznać możliwości własnego organizmu, zachowując rozsądek w przestawianiu się nowe nawyki i pewną miarę ostrożności przy wprowadzaniu zmian. Zatem, w związku z tym warto zasięgnąć opinii specjalisty. Mi akurat po ostatnich badaniach krwi lekarka zaleciła w diecie więcej warzyw… A co do ’strategii małych kroków’, to pomaga obserwować reakcje organizmu na stopniowe zmiany, a w razie potrzeby coś modyfikować, bez większego wysiłku.
-
Dzięki za miłe słowo
-
@Mary, nie jestem ani nie zamierzam być zbyt rygorystyczna w kwestii odżywiania, o czym też wspominałam wcześniej. Po pierwsze, to sprzeczne z moją naturą, po drugie, niepotrzebne. Nie mam żyłki to tropienia każdej szkodliwej substancji, staram się właśnie jakąś tam w tym temacie wypracować.. Sama jestem za prostymi zasadami, takimi, jak w artykule ”O mądrym jedzeniu”: umiar, równowaga, naturalność, jedzenie produktów wiadomego pochodzenia, jak najmniej przetworzonych, lokalnych. Niby łatwe zasady… ale na co dzień bywa różnie, więc przyjęłam strategię małych kroków i oby wyjątki potwierdzały regułę…
Ostatni cytat dotyczący wegetarianizmu w artykule miał ujęcie globalne. Czyżby więc szykowała się jakaś duża zmiana? Przyznaję, że myślę też o niejedzeniu mięsa w ogóle, bo jem je rzadko, ponieważ za nim nie przepadam i za dobrze się po nim nie czuję. Nie wiem jednak, czy przejdę na wegetarianizm z prawdziwego zdarzenia. Nie chciałabym rezygnować z ryb ani ciągle tropić na przykład żelatyny wieprzowej w jogurtach.. Dziś przeczytałam, że bolączką wegetarian bywa niedobór witaminy B12, dlatego rozeznanie jak najbardziej potrzebne. Pozdrawiam!
-
Czytam dziś na Zwierciadle o mądrym jedzeniu, myśli znane i nieznane. Czytam o kawie… no, no, zapobiega chorobom… Ale nie zaszkodzi, bardziej chyba jednak, bezkofeinowa. Bo okazuje się, że to nie kofeina wpływa na dobroczynne właściwości kawy.
Czytam, że czerwone mięso, słodycze, fast foody, produkty pszenne, tłuszcze trans, sól i masło są teraz na szczycie piramidy żywieniowej. To produkty najbardziej szkodliwe… Jasne. Ale nie chcę tylko przelecieć przez to zdanie. Zadaję sobie najprostsze pytania: Co konkretnie? Dlaczego? Jak tego unikać?I myślę, że nie chodzi tu tylko o unikanie niezdrowego jedzenia. Chodzi o szacunek do siebie, swojego organizmu, a nawet własnego życia.
Nie tylko własnego, życia w ogóle.
W linku z komentarza Uli czytam: „Ogromne ilości rozpraszanych na ślepo substancji bakteriobójczych podczas tak zwanych oprysków prewencyjnych oraz antybiotyki zmieszane w paszach dla zwierząt hodowlanych przedostają się do środowiska, przyczyniając się do powstawania szczepów lekoodpornych.”
„Być może jedynym rozwiązaniem będzie przestawienie się na wegetarianizm.”Czytałam dziś mądry artykulik, miedzy innymi o tym jak produkcja mięsa przyczynia się do spadku odporności, zajrzyj jak chcesz http://duuff.com/ na str. 24
Wszystkich szkodliwych substancji pewnie uniknac sie nie da. WSZEDZIE jest ich tyle: w powietrzu, w wodzie i w glebie… Ja raczej unikam miesa (na szczescie go nie lubie, wiec to dla mnie zadne poswiecenie), a wybieram proste pozywienie. Omijam w miare mozliwosci supermarkety, chetnie robie zakupy ”na ryneczku” lub w sklepach ekologicznych (choc tam tez trzeba sie miec na bacznosci). Nie znaczy to jednak, ze od czasu do czasu nie zjem lub nie wypije tez czegos ”niezdrowego”. Bez przesady! Dobrze, ze coraz wiecej osob zastanawia sie nad tym, co je, skad to pozywienie pochodzi oraz jakiej ”obrobce” bylo poddawane, zanim trafilo do sklepow. Piszesz: ”Chodzi o szacunek do siebie, swojego organizmu, a nawet wlasnego zycia” – dokladnie TAK! I jeszcze cos: jezeli zamierzasz przejsc na wegetarianizm, lepiej skonsultuj sie najpierw z dietetykiem, porob badania, ustalcie wspolnie diete. Chodzi o to, by skladniki zawarte w miesie czyms zastapic. To tyle moich ”porad”. Ja tez duzo czytam o zywieniu, zdrowych dietach. Ciesze sie, ze podejmujecie tu, Dziewczyny, ten temat. Pozdrawiam Was!
@Mary, nie jestem ani nie zamierzam być zbyt rygorystyczna w kwestii odżywiania, o czym też wspominałam wcześniej. Po pierwsze, to sprzeczne z moją naturą, po drugie, niepotrzebne. Nie mam żyłki to tropienia każdej szkodliwej substancji, staram się właśnie jakąś tam w tym temacie wypracować.. Sama jestem za prostymi zasadami, takimi, jak w artykule ”O mądrym jedzeniu”: umiar, równowaga, naturalność, jedzenie produktów wiadomego pochodzenia, jak najmniej przetworzonych, lokalnych. Niby łatwe zasady… ale na co dzień bywa różnie, więc przyjęłam strategię małych kroków i oby wyjątki potwierdzały regułę…
Ostatni cytat dotyczący wegetarianizmu w artykule miał ujęcie globalne. Czyżby więc szykowała się jakaś duża zmiana? Przyznaję, że myślę też o niejedzeniu mięsa w ogóle, bo jem je rzadko, ponieważ za nim nie przepadam i za dobrze się po nim nie czuję. Nie wiem jednak, czy przejdę na wegetarianizm z prawdziwego zdarzenia. Nie chciałabym rezygnować z ryb ani ciągle tropić na przykład żelatyny wieprzowej w jogurtach.. Dziś przeczytałam, że bolączką wegetarian bywa niedobór witaminy B12, dlatego rozeznanie jak najbardziej potrzebne. Pozdrawiam!Katarzeno, ja przez kilka lat bylam wegetarianka i – niestety – akurat dla mnie skonczylo sie to bardzo powaznymi problemami zwiazanymi wlasnie z niedoborem witaminy B. Moj organizm nie chcial jej dobrze przyswajac, gdy pochodzila z innych niz mieso zrodel, rowniez tabletek. To dziwne, bo nigdy, nawet jako dziecko, nie jadalam duzo miesa: skubnelam widelcem kawaleczek kurczaka lub ryby, wedlin nie cierpialam… A jednak tych pare keskow miesa dziennie bylo – jak widac – potrzebne… Po paru latach moj organizm zbuntowal sie na dobre i zaczely sie problemy, badania, wizyty u specjalistow itd. (Dodam, ze bylam juz wtedy osoba trzydziestoletnia, dbajaca o urozmaicone posilki, nie odchudzalam sie – a jedynie nie jadlam miesa pod zadna postacia). Z zalem, pod naciskiem lekarzy, wrocilam do konsumpcji miesa, jednak najczesciej sa to ryby i tez nie codziennie (3-4 razy w tygodniu). Dlatego tez Cie ostrzegam, bys zaczela ewentualna diete od konsultacji ze specjalista i przechodzila na wegetarianizm pod kontrola dietetyka. Unikniesz bledow i niepotrzebnych problemow. Znam rozne osoby, ktore od wielu lat sa wegetarianami i BARDZO DOBRZE im to sluzy. Mnie sie to nie udalo. Moze jeszcze kiedys sprobuje… A ta Twoja ”strategia malych krokow” jest bardzo rozsadna. Tak trzymaj!
Dobrze, że zwracasz na to uwagę. Przecież każdy ludzki organizm jest inny. Choć uważam, że człowiek jest z natury roślinożercą, to dużą rolę odgrywają też przecież czynniki środowiskowe, kulturowe, dziedziczne… Dlatego dobrze jest poznać możliwości własnego organizmu, zachowując rozsądek w przestawianiu się nowe nawyki i pewną miarę ostrożności przy wprowadzaniu zmian. Zatem, w związku z tym warto zasięgnąć opinii specjalisty. Mi akurat po ostatnich badaniach krwi lekarka zaleciła w diecie więcej warzyw… A co do ’strategii małych kroków’, to pomaga obserwować reakcje organizmu na stopniowe zmiany, a w razie potrzeby coś modyfikować, bez większego wysiłku.
Przeczytalam tylko ’po lebkach’ (jestem w pracy
) ale wtrace swoje 3 grosze a propos wegetarianizmu: podobna w przypadku jednych osob przestawienie sie na diete wegetarianska nie wymaga wielkiego wysilku ani wiedzy o tym co czym zastapic, a w przypadku innych osob – owszem, trzeba sie troche napocic, aby zadbac o ewentualne niedobory mineralow, itp. Niektorzy twierdza, ze to zalezy od grupy krwi! Moja, A Rh +, jest ponoc jedna z typowo wegetarianskich, wiec mialam szczescie. Robie sobie badania srednio co roku lub co 2 lata i mam wzorcowe wyniki, zdarzylo mi sie, ze mialam za malo … cholesterolu o dziwo! A jem duzo jajek… moze jest go zatem wiecej w miesie…? A Ty jaka masz grupe krwi Katarzeno?
Właśnie odebrałam wyniki badań krwi- mam wszystko wzorcowe, Gdy jadłam mięso, nie mogłam poradzić sobie z cholesterolem, bo mam niedoczynność tarczycy, a teraz mam nareszcie spokój. Wegetarianizm jest super!
Ula jestes A Rh + ?
Mariko, ja o tych grupach krwi i ich wplywie na upodobania kulinarne ludzi tez czytalam. A mieso jest faktycznie zrodlem tzw. ”zlego” cholesterolu. Ja takze mam wlasnie grupe A Rh +. Nie lubie miesa, nigdy nie jadlam go duzo i nie codziennie, nawet jako dziecko, bo w moim rodzinnym domu nie panowal ”kult kotleta schabowego” i nikt mi nie wmuszal miesnych potraw. A pomimo to – podczas stosowania przeze mnie diety wegetarianskiej – cos w pewnym momencie ”nie zagralo”. Gdzies po drodze musial wystapic jakis blad. Obecnie jem – jak juz wczesniej pisalam - troche ryb (choc zdaje sobie sprawe z tego, ze w ich miesie rowniez mozna spotkac bardzo szkodliwe substancje). Sadze, ze w odzywianiu najwazniejszy jest umiar. Znam ludzi, ktorzy od 20-30 lat sa wegetarianami i czuja sie swietnie, a poznalam tez osoby dosc mlode, ktore ta dieta doprowadzily sie do niedoborow witamin, zelaza i do anemii. Dlatego tez uwazam, ze lepiej, gdy nad wszystkim czuwa dietetyk. Kazdy organizm reaguje inaczej, a poza tym samodzielne eksperymenty moga sie zle zakonczyc. Pozdrawiam Was, Dziewczyny!
A ja jestem AB Rh+, ale w szkole mnie uczyli, że to bujda
natomiast znam niejednego pożeracza mięsa, który ma anemię i niedobory witamin- oraz rodzinę wegan, którzy nie jedzą NIC odzwierzęcego a są zdrowi i na takiej diecie wychowali dwójkę zdrowych, mądrych dzieci. natomiast mają co jakiś czas badania i korygują dietę w razie potrzeby. Witaminę B12 natomiast suplementują. Natomiast żelaza i wapnia jest w zielsku dosyć, nawet dla sportowca. Mike Tyson np. jest wege@Marika, mam znajomych, którzy uważają, że odżywianie według grupy krwi się sprawdza. Ja nie wiem, czy są na to jakieś naukowe dowody, słyszałam, że nie ma. Jeżeli są, to mam ’wegetariańską’ A Rh+, ale pewna nie jestem…W ostatnich badaniach wyszło mi, że mam za niski poziom cholesterolu HDL i lekki niedobór żelaza, a to przemawia za warzywkami
.
-
Jak ładnie, prawdziwa feeria kwiatów!
-
nieugłaskane życie
Czasem czekamy na życie, które będzie łatwiejsze. Ale może życie nie będzie w najbliższym czasie tak łatwe, jakbym chciała, i czas to zaakceptować… Czas to życie przeżywać.. Może właśnie to moje, małe, czasem głupie, czasem śmieszne, czasem tak trudne życie jest bardziej bezpieczne, bardziej rozwijające od życia niejednej poukładanej życiowo osoby… Może chodzi właśnie o to, aby odnajdywać poczucie bezpieczeństwa w czymś więcej niż w zwykłym, codziennym życiu… i aby w pełni stawać się sobą, być człowiekiem.
‘Życie jest piękne, nie to, że jest ładniutkie, kolorowe, ugłaskane, jest po prostu piękne’, tak mniej więcej pisał M. Kamiński, idąc na biegun. I może to właśnie to życie, tu, teraz, ten dzień, i po to, by dążyć wciąż dalej…
Przypomina mi się bajka, którą kiedyś słyszałam (są różne wersje, autora nie znam):
Człowiek spał w nocy w swoim domu, kiedy nagle w jego śnie jego pokój napełnił się światłem i ukazał mu się Bóg. Bóg powiedział człowiekowi, że ma dla niego pracę do wykonania i pokazał mu ogromny kamień przed jego domem. Wyjaśnił, że człowiek ma go pchać z całej siły. I człowiek tak robił, dzień po dniu, tak bardzo chciał go przesunąć. Przez wiele lat trudził się od wschodu do zachodu słońca, jego ramiona i ręce łączyły się z zimną, ciemną powierzchnią skały, gdy pchał ją z całej siły. Ale kamień pozostawał nieporuszony. Każdego wieczoru człowiek ten wracał do swojej chaty obolały, wycieńczony, czując, że cały swój dzień spędził na marne… Coraz bardziej się zniechęcał. Pewien człowiek, który go obserwował, pewnego razu powiedział do niego: „Od dawna pchasz już ten kamień, a on się nie poruszył. Po co tak się męczysz? I tak nigdy go nie przesuniesz.”
Mężczyzna po jakimś czasie zaczął myśleć, że to zadanie jest niemożliwe do wykonania albo raczej, że on sam jest nieudacznikiem. Postanowił więc dać sobie spokój, lecz pewnego dnia zwrócił się do Boga: Boże, tak długo i ciężko pracowałem, wkładałem w to tyle sił, żeby wykonać to, o co prosiłeś. Ale do tej pory, po całym tym czasie, nie ruszyłem tej skały nawet o milimetr. Co jest nie tak? Dlaczego mi się nie udaje? Wtedy Bóg odpowiedział człowiekowi ze współczuciem: „Mój przyjacielu, poprosiłem, byś pchał ten kamień z całej siły, i to robiłeś. Nigdy ci nie powiedziałem, żebyś go przesunął. Twoim zadaniem było go pchać. A teraz przychodzisz wyczerpany, myśląc, że zawiodłeś. Ale czy tak jest naprawdę? Popatrz na siebie. Twoje ramiona są teraz twarde i umięśnione, twoje plecy i ścięgna są mocne, a twoje ręce i nogi są silniejsze jak nigdy przedtem. I teraz ja, mój przyjacielu, przesunę ten kamień za ciebie.” -
Dobry pomysł ze zdjęciem kwiatów
-
Nie wiem, czy pan w telewizji dalej mówi o korzyściach i bezpieczeństwie energii atomowej, telewizji nie mam… I raczej nie dałabym się przekonać. Może dlatego, że jestem laikiem w tym temacie, a może dlatego, że ostatnio, gdy oglądałam zdjęcia mojej koleżanki z wycieczki na Ukrainę, było ładnie i wesoło, dopóki nie pojawiło się zdjęcie elektrowni jądrowej niedaleko polskiej granicy. Dziś szukałam informacji na ten temat i nieco przytłoczyła mnie ilość głosów, notabene naukowych, o bezpiecznym atomie, ale znalazłam i to: http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20120430%2FREPORTAZ%2F120429209
Kilka tygodni minęło od kolejnej rocznicy katastrofy w Czarnobylu. Niemniej w tym kontekście przypomina mi się jeden z wierszy Tadeusza Różewicza i słowa: zapomnijcie o nas… żyjcie jak ludzie, zostawcie nas…
-
Dzisiaj byłam w Łapach. To małe miasto nad Narwią, jakieś 20 kilometrów na południowy zachód od Białegostoku, nieopodal Narwiańskiego Parku Narodowego, zwanego Polską Amazonią
.
Jadąc tam, widziałam drogowskaz Szlak Konopielki, zaciekawiło mnie to bardzo, chciałabym ten szlak odwiedzić i pomyślałam też, że czas przypomnieć sobie szkolną lekturę… przecież to na tych terenach rozgrywa się akcja powieści…
Pamięć przeszłości, zwyczajów, gwar zachowują przeważnie starsi ludzie. Dziś, właśnie w Łapach, spotkałam panią Amelię, pogodną 90-latkę, nie rodowitą łapiankę, ale pochodzącą z okolic, która ładnie ‘mazurzyła’, czyli (dla niewtajemniczonych) zamiast głosek cz, sz, ż, dż wymawiała: c, s, z, dz. I ładnie, bo na Podlasiu rzadko mogę usłyszeć mazurzenie, w podlaskich gwarach na ogół go nie ma.Moja znajoma, dla której zdrowe odżywianie to bliski temat, poleciła mi mleko, które kupuje od gospodarzy z podłapskiej wsi Uhowo, i zaproponowała, że może pośredniczyć w jego przekazywaniu! Bardzo mnie to ucieszyło, bo ostatnio czuję pewien dyskomfort, zaopatrując się w nabiał w sklepie. A tak mam większą gwarancję, że zwierzęta są dobrze traktowane… Choć wiem, że kupowania nabiału sklepowego teraz zupełnie nie uniknę, coraz częściej wybieram produkty z mniejszych, lokalnych spółdzielni, które w dużej mierze skupują mleko ze wsi. Myślę, że to już coś.
-
-
Nieźle się pośmiałam, jak zobaczyłam to pierwszy raz. Ludzie są przeróżni, i kobiety, i mężczyźni, ale generalnie chyba się zgadza..
-
Dzięki Ula, dobrze wiedzieć
Co do zaufania, tez uważam, że trzeba trochę ufać ludziom
Może nieraz ”lepiej zaufać i się rozczarować niż nie ufać w ogóle”…
-
Tej wiosny widzę dużo drozdów. Może wcześniej po prostu nie zwracałam uwagi na te ładne ptaki z nakrapianym brzuchem i nieco dostojnym wyglądem http://www.birdwatching.pl/galeria/kategoria/371-spiewak-turdus-philomelos/zdjecie/23412 albo ich teraz więcej, w parku, w mieście i na peryferiach miasta. Dzisiaj, kiedy szłam ulicą na obrzeżach miasta, jakiś rudawy ptaszek tak coś wyśpiewywał, że trudno było nie zwrócić na niego uwagi, niedaleko odpowiadał mu drugi.
Idę dalej, wzdłuż torów, świeci popołudniowe, majowe słońce, wokół drzewa, przelatują drozdy i inne ptaki, słychać liczne ptasie śpiewy. „Poezja ziemi, cóż ją stłumić zdoła!”, rzekł kiedyś trafnie jeden poeta. I na szczęście tu, teraz, nic nie zdoła. Na drodze przede mną dwie kawki. Rano widziałam, jak jedna kawka ścigała drugą z powodu jakiegoś większego kawałka, bodajże bułki. Niedaleko małe stadko tych ptaków siedziało na ulicy i kłóciło się o resztę zdobyczy. Na początku wyglądało to nieciekawie, nawet jedno dziecko przestraszyło się trochę i krzyknęło do drugiego: patrz, biją się!, ale kawki zaraz się rozgoniły. Pomyślałam, że tak to i bywa w ludzkim świecie, jak komuś trafi się jakiś rarytas, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że od razu znajdą się tacy, co na niego naskoczą.Przez kilka dni nie czuję się za dobrze i w kontekście swych postanowień podejrzewam, że winna jest, między innymi, L-karnityna zawarta w ‘wyśmienitej kawie wspomagającej odchudzanie’, którą ostatnio sobie dawkuję. Czyżby ona? W sumie nie byłby to pierwszy przypadek, gdy to, co ma pomagać, szkodzi, kiedyś na przykład słaniałam się na nogach, a winna była temu witamina B6 z magnezem, bo jak się później dowiedziałam, tak na to niektórzy reagują… A tak naprawdę, karnityna czy zawarta w tej kawie cacti-nea, czyli ‘innowacyjny składnik’ o podobnym działaniu, czy cokolwiek innego… po co mi to?! Czy mój organizm rzeczywiście potrzebuje takich dopomóg? I tak już może być nieco zdezorientowany przestawianiem się na zdrowe nawyki. Więc czy jeszcze takie wspomagacze są mi potrzebne? Przecież najważniejsza jest zmiana. Może wobec tego lepiej, bym zdystansowała się od wszelkich odchudzających specyfików, których jednym z głównych celów jest nabijanie kieszeni producentom. No i zrezygnowała z tego porannego dyskomfortu, a wróciła do smaku prawdziwej kawy…
A w ogóle to chodziło dziś wokół mnie pytanie: Co mam jeść? Nie tylko wtedy, gdy zbliżała się pora obiadu. Po prostu, uparcie wracało do mnie pytanie: Jak jeść? Co mam kupować, i gdzie? Skoro tak wiele zależy od jedzenia… to jak mam jeść zdrowo, tak, by czuć się lepiej, lekko, tak, by dbać o siebie, by żyć lepiej? I jak ma to wszystko ogarnąć osoba, dla której jedzenie nigdy nie było przedmiotem ‘szczególnej uwagi i wyrafinowanych starań’?
Może przede wszystkim chodzi o to, by, można powiedzieć: jeść świadomie. Ale co to dla mnie oznacza? Z umiarem, korzystać z produktów jak najbardziej naturalnych? Chyba i to, i to. Zatem, co mam eliminować, co ograniczyć? Przestać jeść mięso, ograniczyć nabiał? Nie kupować warzyw w supermarkecie? Jaką mam gwarancję, że sałata z osiedlowego sklepu albo marchewka ze straganu nie są bardziej szkodliwe od kurczaka z KFC? Skąd mam pewność, że mleko z „Zielonych Płuc Polski”, nie pochodzi od krów, które nie znają smaku trawy? A nawet, jaką mam gwarancję, że babcia za rogiem sprzedaje jajka od kur na wolnym wybiegu? Fakt, że zawsze mogę mieć jakąś tam gwarancję…
Ale pytania można mnożyć, być może sprowadzając w końcu do tego: Czy w tak skonstruowanym systemie, ekonomicznym, gospodarczym, globalnym i lokalnym, nie wybieram przeważnie tylko mniejszego zła?Wiesz, ja też dużo się nad tym zastanawiam. Ale chyba najlepszą odpowiedzią jest rozsądek. I rzeczywiście trzeba kupować jak najprostsze produkty. No nie zbadam pod mikroskopem co jest w kaszy czy mące- ale jednak takie produkty zawierają najmniej złych składników. Warto też unikać GMO – do produkcji tych roslin jest używana najbardziej szkodliwa chemia-glifosat. A kupując warzywa i owoce dopytuj o kraj pochodzenia i wybieraj mniejsze egzemplarze.9 te duże wchłonęły najwięcej związków azotu, dlatego tak urosły) Polskie ziemie są najmniej skazone, a polscy rolnicy oszczędzają na srodkach ochrony roslin- więc polskie produkty sa dość bezpieczne. Natomiast należy unikać tego, co musiało przebyć długą droge, oraz produktów rolnictwa hiszpańskiego( stosują tony chemii), szczególnie truskawek, winogron, brzoskwiń- owoców miękkich, łatwo chłonących toksyny. I nie trzeba kupować tego co zapakowane w folię- azotany przekształcają się tam w bardziej szkodliwe azotyny. No coś przecież jeść trzeba, a mało kto ma własny ogródek! Na tej stronie będzie niedługo lista dobrych producentów z całego kraju http://www.facebook.com/wiemycozjemy
Też czasem mam takie wątpliwości (jak te z końca Twojego wpisu), ale trzeba jednak trochę ufać ludziom, by nie zwariować.
Dzięki Ula, dobrze wiedzieć
Co do zaufania, tez uważam, że trzeba trochę ufać ludziom
Może nieraz ”lepiej zaufać i się rozczarować niż nie ufać w ogóle”…Bardzo dużo świetnych wskazówek odnośnie zdrowego jedzenia jest w książce ”AntyRak”.
”AntyRak” to faktycznie dobra ksiazka, pokazujaca jak wazne jest prawidlowe odzywianie, jak wiele od niego moze zalezec, nawet podczas zmagan z chorobami nowotworowymi. Ksiazka – pelna porad, ”z zycia wzietych” przykladow, opracowanych wynikow roznych badan, a takze OPTYMIZMU jest dla mnie wiarygodna – takze za sprawa jej Autora, ktory sam od wielu lat zmaga sie dzielnie z rakiem mozgu. Ksiazka dla kazdego! Najlepiej jednak zaczac zdrowa diete juz teraz, by uniknac chorob! Pozdrawiam!
-
Kiedyś usłyszałam od znajomego, że ma swoje cele, marzenia, ale nie żyje tym, co ma być, stara się koncentrować na tym, co tu i teraz. W tamtym momencie było to dla mnie odkrywcze. Bo czasem możemy żyć za bardzo tym, co było lub co będzie, zapominając, że jesteśmy właśnie w teraźniejszości, że ważne jest tu i teraz, i że od tego w sporej mierze zależy nasza przyszłość… Miło znów czytać Twe wpisy
rysunek przedni
-
Jak smętnie, deszczowo. I ładnie, ponieważ wpisuje się to w mój dzisiejszy dzień. Na jakimś kolorowym czasopiśmie widziałam nagłówek o kolejnym sposobie na długowieczność: wolniejszy rytm serca. No to pięknie, bo mam prawie notoryczną tachykardię. To znaczy, że pani serce szybciej się starzeje, usłyszałam kiedyś, zdaje się, u lekarza. Coś irytuje, jakiś drobiazg i nie tylko… Wychodzę z podenerwowania, czytam wpisy z blogów, a tu spokój… I deszcz dalej, i maj. Mogę otworzyć okno, wpuścić więcej świeżego powietrza oraz otulić się ciepłym polarem i zrobić sobie w taki dzień kolejną kawę…
Przy okazji zastanawiam się, jak wytłumaczyć to, że czasami, kiedy myślę o czymś dobrym, na co jest szansa i co mogłoby się stać, zaczynam cieszyć się bardzo, jakby to już się stało, a kiedy to się zdarzy, zaczynam się martwić, a entuzjazm mija…
Na dłuższą metę nie mam się czym denerwować ani czym zamartwiać, ponieważ „there was no reason to be afraid, ever. … I need to remember” (z „American Beauty”).
No i jest jeszcze maj…
SDM, Ballada majowa
Brnąłem do ciebie maju
przez mrozy i biele
przez śnieżyce i zaspy
i lutowe zawieje
przez bezbarwne szpitalne
korytarze stycznia
w tych korytarzach słońce
gasło ustawiczniea teraz maj dokoła maj
wyświęca ogrody
i cały ja i cały ja
zanurzony w jordanie pogody
a teraz maj i maj i maj
dokoła się święci
od wonnych bzów szalonych bzów
wprost w głowie się kręcii płyną przeze mnie dmuchawce
jak dzieciństwa echa
i wielka jest majowa moc
kiedy niebo się do ziemi uśmiecha
śpi w twoim wnętrzu chłopiec
w chłopcu pierwszy zachwyt poznaję
z twoich ziaren wyrosną sady
strudzonemu pielgrzymką ulżyj dodaj wiaryLubię tę piosenkę. Mam podobne odczucia co do wyobrażania sobie dobrych rzeczy… to jest ryzykowne, bo w głowie są takie fantastyczne, później radość stopniowo wygasa. Z drugiej strony – może też zamienić się w euforię, gdy sytuacje są piękniejsze, niż w wyobraźni
To nasze odczucia i wyobrażenia nadają sens rzeczywistości. Dzięki za przypomnienie SDM
”Cudowność chwil i wydarzeń nie wypływa z samej rzeczywistości, ale z naszego na nią spojrzenia.” E.E.Schmitt (mogłam nieco przekręcić słowa, bo z pamięci pisałam, ale sens pozostał) Pewnie podobnie jest z nie-cudownością.
- Wczytaj więcej
