-
Czy mógłby Pan napisać trochę więcej o Pańskiej drodze do psychologii i przystankach na niej? W jakim wieku i stanie świadomości znalazł się Pan na miejscu?
-
Ja właśnie z tych opornych na zmianę. Wałkujemy teraz przeprowadzkę do nowego miasta. Mój mąż juz tam jest od niemal roku, dojeżdża na weekendy, a ja z trójką małych dzieci celebruję radość znanych kątów. I, może to racjonalizacja własnych oporów, wkurza mnie pryncipium ”do przodu, najważniejsze, żeby do przodo”. A co to za grawitacja? Dlaczego trzeba za Alicja z krainy czarów biec ile sił w nogach, żeby stać w miejscu? Dlaczego nie można po prostu stać tam gdzie się jest i pozwolić czasowi, żeby przez nas płynął? Czy energia wydatkowana na satysfakcję z bycia u siebie, akumulowania przyjaźni, poczucia bezpieczeństwa jest gorsza od tej, która idzie na podbój Nowego? Wszystko jedno czy to nowe miejsce, nowa praca czy nowy mąż. Czy moye źle rozumiem pojęcie zmiany, o którą w tekście chodzi.
-
zeby ta zgoda na to, co jest byla taka latwa… Zeby byc tu, a nie tam gdzie ans nie ma, trawa jest zielensza a zycie pelniejsze… Rzeczywiscie przeblyski swiadomosci o tym, co w zyciu wazne i dlugie godziny szarpania sie z ukladaniem sobie zycia zamiast otwierania sie na to, co ono przynosi. Ja sama uczniakiem malenkim i malo zdolnym w szkole Zycia.
-
Ano tak. O porodach też się mówi półgębkiem, bez szczegółów bo to takie nieestetyczne i straszne. O tym, co słodki dzidziuś zostawia za sobą po przeciśnięciu się przez wrota życia też. Grymas niesmaku na twarzy mojej koleżanki, kiedy jej mówię, że czuję się jakby przejechały przeze mnie pociągi w trzech różnych kierunkach. Poszarpana i porozrywana. Takie detale trzeba zsotawić dla sienie. Skala Apgar, waga i centymetry, a nie jakieś pociągi kroczące. A siwe włosy? Ile z nas daje im takie prawp do bycia na głowie, jak mężczyźni? Mężczyzna farbowany wygląda groteskowo. Kobieta niefarbowana a siwa wygląda zbyt prawdziwie. Poza skalą. Z koszyczkiem i kłębuszkami wełny u jej stóp. Po kobiecie. Jest babcia. Wierzę, że to do przejścia, że za dekadę najpóźniej będzie u nas tyle zwykłych, fajnych babek z siwą głową, jak w innych europejskich krajach. I rozmawiających bez zażenowania o tym, co je naprawdę boli i cieszy, a nie o czym mówić wypada. I wspierających się nawzajem w tym, co życie przynosi. Czy to siwe włosy czy menopauza. Swoją drogą, czy nie ma w tym wolności? Wolności od comiesięcznej rzeźni w majtkach? Od strachu przed niechcianą ciążą? Od tego reprodukcyjnego stroszenia piórek?
-
Dobrze, że korekta odhaczona i cała uwaga może teraz pójść w zdrowienie. Trzymam kciuki za czas szpitalny. Dobrych i mądrych lekarzy życzę, myśli pogodnych i pro-żywotnych i posłusznego ciała, które zechce zdrowieć. Pozdrawiam z mojej otomany:)
-
Nadzieja żywa. Może sąsiadka sama wpadnie na pomysł, żeby Ci choć milion za uprzejmość z uprzejmości przekazać? Różnica między cyfrą 33. a 34 milionów jest doprawdy estetyczna:) Ja bym radośnie odpaliła Ci dolę za dobre miejsce w kolejce:)
-
Przed chwilą mój dziesięciomiesięczny Leoś wylądował na podłodze. Zadbany, chciany kochany i zaopiekowany a jednak wylądował. Kiedy spał, jego 4-letnia siostra wyjęła jeden ze szczebelków z łóżeczka. Mamy szczęście, nic się nie stało. Ile w tym jednak mojego zaniedbania a ile zasługi? Ile dobrej a ile wyrodnej matki? Od rzucania kamieniami w najlepszych sprawach chroń nas Boże.
-
I mi ta historia spokoju nie daje. Za matkę się trzeba pomodlić, za jej duszę czarną i skurczoną. Wierzę w to, że to był nieszczęśliwy wypadek, takie zdarzają się też w najszczęśliwszych rodzinach. Czy złość na matkę za to że jej dziecko upadło,czy może za to, że daliśmy jej nasze współczucie, a daliśmy się oszukać, bo ona wiedziała a my nie. Lincz na niej straszny się dzieje we wszystkich mediach. Na emocjonalnym dziecku. Ale matce i żonie. Fascynująca jest ta masa sprawiedliwych, tych co ciskają ”wyrodnymi matkami”, tych cudownych, oachających ojców co sami bezrobotni, bez mieszkania i perspektyw w wieku lat 22 wielką dojrzałością świat zdobywali. Każdy czyta w tej historii, to co jemu samemu w duszy gra. Ja też. Dla mnie to studium wielkiej samotności, bezradności i niedojrzałości. Dziecko, któremu zdarzyło się dziecko i które być może dla utrzymania czegoś dobrego, jakiegoś ochłapu normalności, którym być może było dla niej to małżeństwo, zaplątało się w historię z telenoweli, gdzie i zmarli są wskrzeszani. Jeśli dziecko by się nie znalazło, nigdy by nie umarło. Nic by sie nie stało. Można by zapomnieć o tych decydujących ułamkach sekund. i dałoby się może to jakoś na nowo skleić. Taka dziecięca nadzieja. To poza dobrem i złem, czy nie stąd się bierze literatura? Żadna sztuka iść prosto, kiedy cały świat wspiera tę wędrówkę. Sztuką nieść to swoje życie wbrew temu, że jest ciężko. I godnie przyznawać się do upadków. Bo trudno dać coś, czego się nie ma. Cały ten teatr, ten strach przed nazwaniem tego, co się stało, to utrzymywanie iluzji. To nie strach przed karą. To strach przed końcem świata. Przed pustym łóżeczkiem. Przed wyrzutem w oczach. Szybki kurs dojrzewania…
-
Dlatego wydaje mi się, że ta matka sama bardziej była dzieckiem niż matką. Dzieckiem, które stłukło szklankę i szybko próbuje zamieść szkiełka, żeby jej mama nie skrzyczała. Nie widzę tu strategicznego wyrachowania, tylko jakąś mega spiralę niedojrzałości i strachu i dziecięcego pójścia w zaparte. Dlaetego trudno mi ją po dorosłemu oceniać. I patrzeć z perspektywy matka – matka, Dziecko w ciągu 9 miesięcy miało jedno zadanie – rosnąć i dojrzewać, a ta 21-letnia dziewczyna w tym krótkim czasie musiałą pewnie nieźle przeorganizować swoje życie i chyba niekoniecznie tak, jak jej w duszy grało (to wszystko moje wróżenie z wyobraźni, ale tak to właśnie czuję). To nie jest relatywizacja, zło jest złem, dobro dobrem. Trzy kroki dalej jest jednak świat, w którym faceci świadomie i celowo mordujący mają nasze zrozumienie (jak bohaterowie ”Długu”), a kobiety matki, które nie sprostały swojej roli już nie. Albo mniej. Może jestem przewrażliwiona?
-
Sama nie wiem, noszę tę historię w sobie teraz, może dlatego że sama mam małe dzieci. Jej słabość i zapętlenie są mi bliskie, może dlatego że nie daję sobie do nich prawa i też płacę za to wysoką cenę. Zgadzam się, że jesteśmy odpowiedzialni za oswojone i nie ma drogi w tył. Drzwi mają klamkę tylko z jednej strony. Tylko nie każdy jest herosem, a czasem ma się po prostu pecha, z konsekwencji którego trudno się wyplątać. Karta-stół. Po ludzku bardzo jej współczuję. Skończył się jakiś świat. Brutalnie i bezpowrotnie.
-
”ta zima musi kiedyś minąć, zazieleni się, zakwitnie parę drzew. I stanie się tak, jak gbyby nigdy nic nie było, i stanie się tak, jak gdyby nigdy nic..”:), śpiewam czytając te słowa, na co moje dziecko ”mamo przestań śpiewać, że ta zima musi minąć, śpiewaj że mój król lew się musi znaleźć”. Co świat, to ważności. Czy to nie niezwykłe, że kwiecień naprawdę jest za trzema zakrętami i cichutko wchłonie całą tę lodową zawieruchę?
-
i ja czytam Twojego bloga, wiec wiecej czytelnikow niz same blogowiczki:) Chcialabym do Ciebie na korepetycje z polskiego, nie pamietam juz nic. Czym sie rozni zdanie podrzednie zlozone od nadrzednie zlozonego. Co do zapetlonej matki, zgadzam sie. Macierzynstwo to jazda bez trzymanki, oranie na ugorze, doswiadczenie graniczne ktoore nijak sie ma do tych ckliwych i slodkich obrazeczkow czulych meteczek i slodkich dzieciatek. Odkad mam dzieci rozumiem doskonale matki desperacko skaczace z okien albo z bezsilnosci i poczucia zyciowego osaczenia robiace swoim dzieciom krzywde. Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono…
-
wybaczcie brak polskiej czcionki, wybrakowane moje narzedzie. Mysle, ze Szymborska piekne linijki uklada patrzac na to, co sie u nas dzieje. Tylko cebula ma przewidywalne warstwy, jak sama pisala. Osobiscie mysle, ze lepiej taki medialny szum niz cisza, ktora pewnie kwitowoano by smutnym – jej smierc przeszla bez echa, nikt nie zatrzymal sie nad smercia, umarla w zapomnieniu, itd., itp. Czasy mamy takie, ze wszystko przewartosciowane, stare formy sie wytarly, a nowe w budowie, czy jak mawiaja nasi unijni eksperci ;under construction,…
-
Wow. I takie są początki tego obcowania? Czy po tylu latach to jeszcze obce? Duża Przygoda, jak na dziewczynkę (w tamtych czasach jeszcze pewnie dziewczynkę) i jej małego braciszka…
-
ładne bardzo. ja dziś ta sowa, co nogą ruszyć nie mogę:)
-
Ach, jeśli ci on to, jakże cudnie odmieniony! I mowa niemal perlista! Chwila w odosobnieniu i jaka odmiana! Saro, przed Tobą przyszłość świetlana:) Trzymaj się!
-
Gdzie są wpisy Fly-a? I dlaczego mój wpis z owym zapytaniem został skasowany? To zabawa jakaś w dawne czasy? Jak rekonstrukcje historyczne? Ładnie i gładko to teraz wygląda. Przypudrowane. To może wszystko wyciąć, bo reszta bez kontekstu to jakiś stek bzdur. Wyciąć i wkleić laurkę ku chwale. Jakiś szablon się znajdzie.
-
Nie zjadaj Anka Banana! Daj mu zgnić! Do zgniłych owoców motyle lecą, jak pisze nasz dyżurny entomolog:) Podoba mi się Twój brak konkluzji. Życiowy.
-
Ten sam film, a jakie inne odczucia tu i u T.J. Ja zdecydowanie nie szukam teraz pociemniania ciemnej strony świata. Wczoraj (a w zasadzie dzisiaj) o bezsenność przyprawił mnie stary reportaż, na kanwie którego Krauze zrobił ”dług”. Okropne prawdziwości. Życie jednak silniejsze, może dlatego, że rzeczywiście okrutniejsze niż śmierć? Tu silne w Leosiu, którego mało kręcą moje smutki, mleko musi być. Przytulak musi być. Wczoraj w bibliotece kupiłam ”Anię z Zielonego Wzgórza” po niemiecku – w ramach likwidacji starych zbiorów. 50 centów! Czy to nie cudne? Taka tania wejściówka do starych, dobrych czasów czekania na swojego Gilberta i grubej warstwy idealizmu z naiwnością, jaka dzieliła mnie wtedy od Tej Prawdziwości świata…Myślę, że i jeden (sterylna dosłowność, bezuczuciowość) jak i drugi (romantyczne, ciepłe i miękkie cudności) są kawałkiem tej samej Prawdziwej Rzeczy. Co komu lepiej w duszy gra, to mu się tam pewnie odbija mocniej. A teraz do życia, kuchnie trzeba odgruzować, pranie wstawić, na spacer wyjść, zakupy zrobić….Ogarnąć jakoś te swoje krótkie 5 minut.
-
Taak, taak, jak mówi dziadziuś w dzieciach z bulerbyn. Być dla własnych dzieci tak cierpliwą, pogodną i wyrozumiałą jak dla tych z placu zabaw czy przedszkola łatwe nie jest. Szczególnie, kiedy do cudnego ”mama” niedługo potem dołącza – mama jest głupia:) Ale czy życie jest o świętym spokoju?
- Wczytaj więcej