-
Fotopata
Tylko Bez Szczegółów
Kim jest fotopata? Postać to nie specjalnie wyszukana, choć można przez moment założyć że do opisania go, potrzebny będzie cały pasaż zagadnień z dziedziny ludzkiej natury. Mógłbym posiłkować się tu przede wszystkim krępującymi przypadłościami wynikającymi z nerwic, zwichrowań i dewiacji powszechnie diagnozowanych przez telewizyjnych psychologów oraz celebrytów, dorabiających po godzinach a raczej przed godzinami, bo w telewizjach śniadaniowych siedzą od świtu jako tzw. eksperci. Tacy ze zwykłej bylejakości czy braku ogłady potrafią zrobić w mig głęboki rys charakterologiczny, motywując swój osąd problemami w pracy lub łóżku. Nasuwa mi się od razu ochota przyjrzenia się bliżej tematyce w której aktorzy ostatniego sortu, uchodzą w mediach za demiurgów. Wszystko to jest zwykle maskowane społeczną troską, dotyczącą nietolerancji czy egoizmu. Swoje spostrzeżenia na ten temat przedstawię kiedy indziej. Bowiem muszę pilnować wyjściowego wątku w tej galopadzie myśli.
Byłoby tendencyjne i przesadnie krzywdzące by osoby o wybujałej fantazji, wyobraźni rozwiniętej ponad przeciętnie oraz nieposkromionej ciekawości świata, tak oczywiście obarczyć tu przynależnością do grona fotopatów. W końcu zdarzają się tacy w których rozwija się to do rozmiarów szkodliwych dla otoczenia, jak też ci traktujący ów „talent” jako psychologiczny kaprys, nic więcej. Dlatego zachowując odrobinę obiektywizmu sądzę że do tego ulegającego permanentnym projekcjom grona, zaliczyć może się każdy jedynie w różnym stopniu natężenia. Jeśli wątek prowadzonej z kimś rozmowy, nagle zaczyna obradzać namnażającymi się obrazami których w umyśle nie sposób zignorować, tracąc przy okazji na chwilę kontakt z rzeczywistością, bo ten nagły film jest hipnotyzujący, znaczy że fotograficzna patologia rozwinęła się chorobliwie.
Zdarza mi się to odkąd pamiętam, ale dopiero w mijającym tygodniu prowadząc konwersacje z sympatycznym wydawcą, dowiedziałem się jak nazywa się ta nieproszona przypadłość. Okazało się że nie tylko mnie męczy to, że unaoczniam sobie każdą nawet najbardziej odpychającą sytuację jaka jest przytaczana. Co rusz zdarza się przecież teoretyzować, zakładać rozwój wydarzeń lub co gorsza ludzkich ekstremalnych zachowań, jakich jedynie można się domyślać. Czasem wybucham przez to śmiechem, tłumacząc że właśnie wyobraziłem sobie to o czym mowa. Niestety wyświetlając sobie ten obraz w podświadomości, wchodzę w szczegóły tak głęboko że to co zobaczę jest najczęściej mocne i wstrząsające na tyle, że ciężko mi później wrócić do postawy wyjściowej jaką miałem podczas rozmowy wobec człowieka, lub jakiejś sytuacji. Problem polega tez na tym, że widząc w myślach coś tak mocnego przez swoją wyrazistość, uprzedzam się na wyrost lub wyrabiam absurdalne, nierzeczywiste i kretyńskie zdanie o kimś kogo nie znam, bądź o czymś czego nawet nie widziałem. Potem nosząc w sobie to negatywne i largo ocenne nastawienie, zapominam skąd się wzięło. Pozostaje jedynie zakodowany stosunek bez powodu.
Inną sprawą jest to, że w momencie gdy ktoś opowiada historię nie oszczędzając swych słuchaczy w pikantnych detalach brzydactwa, odpychającej dosłowności czy wszystkich wstrętnych dolnych częściach bielizny świata, natychmiast widzę to przed oczami. Nauczyłem się na szczęście odwracać od tego uwagę, w przeciwnym razie doprowadziłoby to mnie do szaleństwa albo permanentnego rozzłoszczenia.
Idzie sobie ulicą wyjątkowo niechlujna i brakiem swej higieny przykuwająca uwagę para ludzi. Kolega wypala: masakra, wyobraź ich sobie jak to robią. Masakra, właśnie sobie wyobraziłem. Dosyć już.
Tomasz Kin
Użytkownik Tomasz Kin zaktualizował swój stan: 2012-02-19 10:20:32 · Wyświetl
Kiedy brnę i muszę po wielokroć wracać, by zabrnąć do końca tekstu – przypomina mi się mój profesor z liceum, który zawsze powtarzał, że język polski lubi krótkie zdania.