Czy detoks może być przyjemny?

fot.123rf

Kiedy decydujesz się oczyścić organizm, zwykle oznacza to zgodę na wyrzeczenia, ograniczenia, poświęcenia w imię wyższej racji… Happy detoks jest inny. Jesz pięć pysznych posiłków dziennie, nie musisz nawet zmniejszać porcji! A organizm jest ci wdzięczny. Dziennikarka SENSu Jolanta Maria Berent sprawdziła, jak to działa. Nie obyło się bez momentów zwątpienia.
Happy Detoks to dieta wegańska, skonsultowana z dietetykiem. Bazuje na owocach, warzywach i pełnych ziarnach zbóż. Odżywia, oczyszcza, odkwasza. – Większość osób, mniej czy bardziej świadomie, zmaga się z zakwaszeniem organizmu – mówi Kasia Bem, autorka programu i książki „Happy Detoks”, nauczycielka jogi. – Odczuwają one ciągłe zmęczenie, senność, zmiany nastroju, niepokój. Narzekają na problemy z koncentracją, wzdęcia, przeziębienia, na bóle głowy, stawów, kręgosłupa. Lubią sięgać po używki, cukier, nierzadko mają skłonność do depresji…

reklama

Podczas detoksu przywracamy organizmowi właściwe pH, nasze ciało regeneruje się, komórki odnawiają (korzysta więc też uroda), zyskujemy nowe siły, świeże spojrzenie na życie. Happy Detoks wychodzi od ciała, ale na nim się nie kończy. To podejście holistyczne – obejmuje też emocje, umysł… Wykonujesz ćwiczenia oddechowe i fizyczne, medytujesz. Dbasz o relaks, kontakt z naturą, ze sobą. Dajesz sobie uwagę, wzbudzasz miłość do samej siebie. Kasia Bem twierdzi, że jej 10-dniowy program jest często pretekstem do wielkich porządków życiowych… Dobrze, zaczynamy!

Przed

Najpierw przygotowania – w detoks nie wchodzi się ot tak, z doskoku! Najlepiej przeczytać książkę zawierającą wszystkie wytyczne. Przejrzeć pytania i odpowiedzi na www.happydetokscatering.pl. No i umówić się ze sobą na pewne zasady. Na trzy dni przed rozpoczęciem programu (i oczywiście cały czas jego trwania) trzymasz się z daleka od kofeiny. Żegnaj kawo, herbato, coca-colo, żegnajcie drinki energetyzujące! Nie patrzysz nawet w stronę alkoholu, cukru, papierosów, białej mąki i czerwonego mięsa. Zapominasz też o istnieniu mleka, jajek i innych produktów pochodzenia zwierzęcego.

W porządku, z wymienionych rzeczy jem tylko ryby i jaja – odstawienie ich nie będzie wyrzeczeniem. Co prawda piąty dzień programu (przypadający w sobotę) przewiduje monodietę opartą na wywarze warzywnym, ale nie budzi to we mnie niepokoju (brałam udział w dwóch dłuższych głodówkach). Wiem, że będzie smacznie – sprawdzałam już niektóre happy przepisy. Kasia Bem mówi o swoim programie, że to kulinarna przygoda dla hedonistów, a ja chcę spróbować wszystkiego! Ale nie, nie będę przyrządzać pięciu posiłków dziennie…

Kontaktuję się z Magdaleną Morgun, która prowadzi Happy Detoks Catering. Prosi o adres (albo i dwa), na który będą doręczane posiłki. Kierowca zostawia paczki pod drzwiami wczesnym rankiem, więc przyda się kod do domofonu. I jeszcze kwestia godziny – o której najpóźniej ma dotrzeć prowiant? Czy mam jakieś alergie albo nietolerancje pokarmowe?

Odwiedzam naturopatkę, żeby sprawdzić, w jakim stanie są narządy wewnętrzne, co z tymi nietolerancjami. Zgłaszam. Pytam Kasię, czy odstawić na czas programu suplementy. Co z ćwiczeniami? Mam swoje ulubione, nie chcę z nich rezygnować. I jeszcze intencja. Bardzo ważna – daje motywację, pomaga wykorzystać te 10 dni.

Dzień pierwszy, wtorek

Śpię bardzo czujnie – to dla mnie coś nowego, że ktoś przywiezie mi wczesnym rankiem jedzenie pod drzwi. I że będzie tam stało, być może lustrowane przez sąsiadów, aż się obudzę. 0 6.50 słyszę szczęk windy, szelest pod drzwiami. Wiem, że już jest. Wszystko wygląda estetycznie i apetycznie. Wyjmuję z torby pojemniki z opisami, wkładam do lodówki. Ach, są jeszcze wytyczne, w jakiej temperaturze spożywać poszczególne posiłki. I kolorowy list od Kasi. „Stworzyłam program Happy Detoks na podstawie wieloletnich doświadczeń i wiem, że ma wielką moc transformacji” – pisze autorka. I wylicza zalety programu: „Jest zastrzykiem energii, przywraca siły, pomaga zaakceptować siebie, uzdrawia relacje ze sobą i Światem”. Jest jeszcze o ciele jako świątyni – wzruszam się. Tak, wiem, to list do wszystkich uczestników programu. Ale rezonuje ze mną – z tym, czego na ten moment potrzebuję.

Zwykle piję na czczo zaparzone wieczorem siemię lniane, Happy Detoks proponuje wodę z cytryną – wciskam więc do siemienia sok z cytryny. Krótka medytacja, oddechy i asany na trawienie. Pierwsze sprawiają mi przyjemność, drugie mniej. Zwłaszcza pozycja girlandy (w kucki). Odczuwam ją jako niestabilną, moje pięty nie dotykają podłoża. Odzywa się wewnętrzny perfekcjonista. Zamiast zalecanej sekwencji powitania słońca wykonuję rytuały tybetańskie, które towarzyszą mi już od jakiegoś czasu.

Wreszcie pora na śniadanie – owsiankę Piękna Helena. W trakcie jedzenia klaruje się intencja. Kiedy kończę, czuję wdzięczność za obfitość, z której mogę czerpać. Na drugie śniadanie smoothie Happy Zielono Mi. Kiedy je kończę, dzwoni Kasia. Pyta, czy jestem happy. Jestem! Pisanie, jedzenie, dbanie o siebie – czy może być coś lepszego? Kasia uprzedza, że – nawet jeśli na co dzień zdrowo się odżywiam – mogę się spodziewać kryzysu. Najczęściej przychodzi trzeciego dnia. Może… Ale na razie nie muszę robić zakupów, gotować. Tylko pić wodę – to akurat jest dla mnie pewnym wyzwaniem.

No i te małe kęsy, łyki, spowolnienie tempa… Po południu relaksacja. Pozycja trupa – przez
20 minut po prostu leżysz. No dobrze, trochę skracam czas – w końcu relaks to nie taka łatwa sprawa. Jest też zalecany kontakt z naturą, a wieczorem asany na dobry sen (przyjemne!) i medytacja.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »