Czy są położne idealne? Trzy pytania do Sylwii Szwed

123rf.com

O swoich doświadczeniach i książce „Mundra” mówi reporterka Sylwia Szwed.
„Chciałam wiedzieć, co mnie czeka, kiedy będę rodzić własne dziecko” – tak napisała pani we wstępie do „Mundrej”. Czego więc się pani dowiedziała?

reklama

Przede wszystkim, że moje ciało jest mądre. W rozmowach z położnymi ciągle się to przewijało: tyle kobiet rodziło, ty też sobie poradzisz. Kobiece ciało jest stworzone do rodzenia dzieci. Rodzenie to normalna rzecz. Nawet jak się zgubisz, twoja wewnętrzna samica, czyli zwierzęca, niekontrolująca i dzika część ciebie, będzie wiedziała, co zrobić.

Dzięki tym rozmowom zrozumiałam, że to, jak rodzisz, nie zależy tylko od ciebie i twojego ciała, ale również od systemu politycznego i kultury, w jakiej się wychowujesz. Na przykład pokolenie naszych matek, kobiet rodzących w latach 70. i 80., zostało zainfekowane złymi porodami. Porodówka w czasach komunistycznych przypominała fabrykę wydobywania dzieci z brzuchów, więc ich doświadczenia są pełne lęku, nadużyć, przemocy emocjonalnej, alienacji. Poród jest dla nich czymś, czego trzeba się bać. To ważne dla nas, młodych, co z tym przekazem zrobimy. Mnie to w fajny sposób uporządkowało relację matka–córka. Zrozumiałam, dlaczego moja mama zamiast mnie wspierać przed porodem, wyciągała najczarniejsze historie, jakie słyszała. Ona się o mnie śmiertelnie bała.

Jakie cechy powinna mieć położna, w której ręce oddałaby się pani bez wahania?

Jedną z bohaterek książki „Mundra” jest położna, która przygotowywała mnie do porodu. Dzięki niej w ogóle zainteresowałam się tym tematem. Mam więc za sobą tak interesujące doświadczenie, jak przeprowadzanie wywiadu z bohaterką, która widziała mnie nago. Z kolei ona śmieje się, że jestem jedyną pacjentką, która widziała, jak pali papierosy. A tak serio, to myślę, że w tak wyjątkowym momencie, jakim jest poród, liczy się przede wszystkim wiedza i doświadczenie położnej, a na drugim miejscu jej empatia. Mój ideał mundrej to kobieta, która troszczy się nie tylko o moje ciało, ale również o uczucia. Ważne jest dogranie emocjonalne. Niektóre kobiety potrzebują w trakcie porodu fizycznego kontaktu, inne starszej, doświadczonej położnej z dystansem, która będzie autorytetem i w ten sposób odżegna wszystkie lęki. W kwestii systemowej zrozumiałam jedną rzecz: im lepiej położna czuje się na swoim oddziale, tym bardziej zwiększa się bezpieczeństwo jej pacjentki.

Początek życia

Sylwia Szwed, „MUNDRA”, Wydawnictwo Czarne 2014

Tytułowa mundra to położna, zwana też akuszerką, zwana też babką. Kobieta, która przyjmuje porody. I ma swoje sposoby na to, by ten poród był szczęśliwy. Niektóre mundre otwierały okna i szuflady w domu, żeby otworzyć wrota łona. Albo rozplątywały warkocze, żeby nic nie było splątane. I jeszcze zakopywały łożysko u progu izby. Inne z kolei masowały szyjkę macicy, podawały oksytocynę i monitorowały puls.

Sylwia Szwed rozmawia z dziesięcioma mundrymi i są to fascynujące rozmowy. Najstarsza ma 90 lat i przyjmowała porody jeszcze w czasie II wojny światowej, najmłodsza ma 26 lat i pracowała w Tanzanii. Opowiadają przedziwne historie. O kobiecie, która rodzi z papierosem w ustach, o takiej, co myśli, że jest w 12. miesiącu ciąży, ale przede wszystkim o tym, jak to jest na co dzień uczestniczyć w tak niezwykłym wydarzeniu, jakim są narodziny człowieka. A jest to – fascynujące.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »