Zrównoważona dieta

123rf

Jak szybko stracić na wadze? Kupić ją za 200 zł, a sprzedać za 100. Kawał może stary, prawda wcale nie taka nowa. Chcesz schudnąć – musisz jeść! Ale zdrowo i z głową.
Dieta 1200 kalorii? Proszę bardzo. Na mniejszym talerzu zjesz mniej? Pewnie, że tak. Tylko białko? Jak najbardziej, bo spala tłuszcz. Jedynie warzywa i owoce? Oczywiście – bo błonnik, który zawierają, pobudza przemianę materii, no i warzywa są niskokaloryczne. Ograniczanie kalorii i większa aktywność ruchowa – też sensownie brzmi, zresztą słyszymy to od dawna. Niektórzy nawet stosują. Bywa, że skutecznie. Ale tylko na jakiś czas. Tylko że gdy przestaniemy liczyć kalorie i raz czy dwa nie pójdziemy na aerobik, dawna waga powraca, nierzadko z niezłą nawiązką. I bądź tu mądra!

Wiele dietetycznych postulatów wygląda na całkiem rozsądne, łykamy je chętnie niczym suplementy diety, które mają a to pobudzić nasz metabolizm, a to usunąć „nagromadzoną wodę”. Tylko po bliższym przyjrzeniu okazuje się, że mamy spalać więcej kalorii i jednocześnie, będąc na diecie, mniej sobie ich dostarczać. Jak zareaguje na takie traktowanie organizm? Zacznie gromadzić i odkładać tkankę tłuszczową. Co my na to? Ograniczamy się jeszcze bardziej… Poddawanie się rygorystycznym dietom, a także nadmierna troska o jedzenie, zakłócają naturalny mechanizm apetytu i głodu. Do tego dochodzi stres, na który organizm reaguje nadmiernym łaknieniem, bo jedzenie… uspokaja. Ale zajadanie emocji powoduje tycie, tycie z kolei wyrzuty sumienia i powrót do ścisłego rygoru, a więc znowu stres… Kręcimy się w kółko jak na karuzeli.

Kobiecy problem

Kto najczęściej wpada w pułapkę odchudzania? Jak się okazuje, choć statystyki mówią, że otyłych mężczyzn jest więcej, to na dietę przechodzą głównie kobiety. Mężczyźni robią to dopiero wtedy, gdy waga zaczyna być dla nich jakąś przeszkodą, problemem zdrowotnym, a kobiety – z powodów głównie estetycznych. – Rozmowa między kobietami o tym, ile zjadły, jak się powstrzymywały przed jedzeniem, jak ostatecznie uległy popędowi, jak się z tego powodu czują winne i wreszcie jaką pokutę (ćwiczenia, coraz bardziej restrykcyjne diety) przyjęły w związku z tą winą – zupełnie wyklucza mężczyzn – twierdzi psycholog i psychoterapeuta Paweł Droździak. – To wspólna celebracja problemu etycznego „jak nie dać się ponieść popędom, które prowadzą na złą drogę”. My, mężczyźni, tak tego nie przeżywamy, bo nasz stosunek do własnego popędu nie jest ambiwalentny, ale u kobiet – owszem. Odkąd kultura przyzwala kobietom na swobodne doświadczenia seksualne, odtąd mniej celebrują grę w: „jestem kuszona, czuję pragnienie, postanawiam nie ulegać, ale w końcu ulegam, pokutuję, wzmacniam kontrolę, znów jestem kuszona, ulegam, odczuwam rozkosz, później winę”. A skoro nie można już tego robić na polu seksu, bo kultura anulowała zakaz, to można na polu jedzenia – dodaje.

W powyższym podejściu wyraża się niestety także nasz, kobiecy, stosunek do swojego ciała. Jest narzędziem w naszych rękach, przedmiotem, rzeczą, nad którą trzeba pracować, którą trzeba ulepszać i poprawiać.

– Ono nie służy do tego, by coś z jego pomocą przeżywać albo żeby ktoś je dotykał. Ma być doskonałym obrazem do podziwiania – mówi Paweł Droździak. – Ten obraz nigdy nie jest dość doskonały, bo kobieta porusza się między dwiema skrajnościami: „nie będę jeść nic, schudnę i będę doskonała” oraz: „będę jadła, ile chcę, bo mam prawo i jestem tego warta”. Każda skrajność prowadzi prędzej czy później do drugiej, a poruszanie się między nimi – do depresji.

Nauka wciąż nie wie

Odkąd coraz więcej czytam na temat najnowszych metod odchudzania, często bardzo ze sobą sprzecznych, jestem skłonna uwierzyć tym osobom, które mówią, że stosowały już milion diet i nie mogą schudnąć. I tym, które uprawiają sport, a szczupłe nie są. I tym, które twierdzą, że naprawdę się nie obżerają, jedzą jak wróbelek, a tyją. To wszystko może być prawdą – nie ma bowiem żadnego dowodu naukowego na to, że nadwaga i otyłość bierze się z bilansu dodatniego, czyli nagromadzenia kalorii w większej ilości, niż jesteśmy w stanie spalić. Zrobiono nawet badania medyczne dotyczące wpływu aktywności fizycznej na spalanie kalorii i na otyłość – eksperci Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz Amerykańskiego Ośrodka Medycyny Sportowej ogłosili, że aby utrzymać dobre zdrowie, niezbędny jest 30-minutowy wysiłek fizyczny średnio pięć razy w tygodniu. Jednak przyznali też, że choć rozsądnie jest założyć, że osoba z wysokim dziennym wydatkiem energetycznym będzie z biegiem czasu mniej narażona na wzrost wagi niż osoba z niskim dziennym wydatkiem energetycznym, to dane na potwierdzenie tej hipotezy nie są szczególnie przekonujące. Czyli mówiąc wprost – uprawianie sportu nie powoduje, że chudniemy – jedynie zapobiega gromadzeniu się zbędnych kilogramów. Związek masy ciała z wysiłkiem fizycznym jest „bardziej złożony, niż się powszechnie uważa” – stwierdzili bezradnie naukowcy.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »