Geny przemówcie!

Skoro w znacznym stopniu jesteśmy zaprogramowani na zdrowie, warto poznać swoje DNA. Odkryć zapisane w nim informacje, także na temat dziedziczonych chorób. Dziennikarka SENSu
Agata Domańska przeprowadziła prywatne śledztwo. Jego wyniki ją zaskoczyły

Co roku wiosną czuję nieprzepartą chęć, by zrobić coś dla siebie. Wiadomo: teraz jest czas, by się oczyścić po zimie, dodać sobie energii, rozpocząć coś nowego. Zwykle poddawałam się sezonowym modom, które niewiele zmieniały na dłuższą metę: przez jakiś czas piłam więcej wody, na kilka dni przechodziłam na dietę owocowo-warzywną czy przez parę ranków przy otwartym oknie robiłam ćwiczenia rozciągające. W tym roku jednak postanowiłam: dość z pozorowaniem, że dbam o zdrowie. Wreszcie zrobię coś, co naprawdę się liczy! Tylko co? Może jakieś badania? Takie, które nie tylko wykażą, że (chwilowo) nic mi nie jest, ale zadziałają jak system wczesnego ostrzegania.

reklama

Całkiem prosto

Zaczęłam przeglądać Internet i – bingo! Znalazłam: zrobię sobie badania genetyczne. Ale nie będę badać wszystkich genów i wszystkich chorób – to za dużo kosztuje. Znalazłam firmę, która ma tzw. pakiety – czyli możliwość przebadania się pod konkretnym kątem. Jest pakiet „stres” i pakiet „alergia”, jest i pakiet „kardio” – o, to coś dla mnie! W mojej rodzinie wiele osób chorowało lub choruje na serce. Rodzice biorą całe garście nasercowych leków. Ja na razie pod tym względem czuję się nieźle, ale może jestem dziedzicznie obciążona? Może mnie też kiedyś czeka kilka tabletek na śniadanie? I może, jeśli będę o tym wiedziała już teraz, uda mi się chorobom zapobiec? Kliknęłam więc na „koszyk”, opłaciłam badania i parę dni później listonosz przyniósł mi zestaw do pobrania próbki DNA. Trochę się denerwowałam, że to skomplikowany proces, ale nie: dostałam eleganckie pudełko z dwoma zestawami do pobrania wymazu (długi patyczek z wacianą końcówką) i dokładną instrukcją. Należało przez pół godziny nie jeść i nie pić, przepłukać usta wodą i każdym z patyczków energicznie pocierać wnętrze policzka przez minutę – jednym po lewej, drugim po prawej stronie. Potem patyczki zamknąć w specjalnych próbówkach, umieścić próbówki w plastikowej torebce, zapakować do metalowego pudełka, a następnie do załączonej bąbelkowej koperty. I wysłać.

Przemknęło mi jednak przez głowę pytanie, czy taka ilość materiału to nie za mało, by dobrze przyjrzeć się genom. Uspokoił mnie dr inż. Adam Kuzdraliński, specjalista w zakresie biologii molekularnej i genetyki: – Dostarczana przez pacjenta ilość materiału spokojnie wystarczy na zbadanie jego DNA. Próbkę umieszcza się w specjalnym płynie, który usuwa wszystkie zbędne elementy, jak składniki komórek czy białka, a pozostawia tylko DNA. Potem się ją inkubuje w termomikserze i umieszcza w wirówkach laboratoryjnych. W efekcie otrzymujemy czyste DNA, w takiej ilości, która pozwala na oznaczenie wszystkich pożądanych markerów. Skoro tak, zostało już tylko oczekiwanie na wyniki.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »