Wypożyczalnie rowerów

Wypożyczalnie rowerów
123rf.com

Jeśli mieszkasz we Wrocławiu, Poznaniu, Krakowie albo na warszawskim Bemowie, to w jednym z kilkunastu punktów możesz wypożyczyć rower, dojechać do pracy i oddać pojazd w innym miejscu. Jeśli zmieścisz się w 20 minutach, to nic nie zapłacisz. No, może niezupełnie.
Systemy miejskich wypożyczalni rowerów z założenia mają rozładować uliczne korki i tłok w komunikacji publicznej w porannym i popołudniowym szczycie. Są tworzone z myślą o stałych mieszkańcach, dlatego integruje się je na przykład z kartami uprawniającymi do przejazdu autobusami. – To bardzo słuszna idea, widziałem, jak takie systemy funkcjonują w Paryżu, Brukseli czy Berlinie i tam rzeczywiście ludzie masowo przesiadają się na dwa kółka, ale te miasta mają dobrze rozwiniętą infrastrukturę dla rowerzystów – mówi Jarosław Cieliczko, przedstawiciel prywatnej wypożyczalni rowerów ViaBike. – U nas nawet w centrum, gdzie pracuje większość Warszawiaków, którzy korzystają z rowerów, brakuje ścieżek, chodniki są węższe niż przepisowe 2 metry, więc trzeba jeździć ulicą. Kolejnym warunkiem dobrego funkcjonowania systemu jest wystarczająco gęsta sieć punktów, gdzie rowery można wypożyczyć i zwrócić. – Jeżeli biorę rower gdzieś blisko domu, przejeżdżam odległość trzech – czterech przystanków, a potem muszę drugie tyle pojechać, żeby rower oddać, to zajmuje mi to tyle samo czasu, ile korzystanie z komunikacji miejskiej – zwraca uwagę Jarosław Cieliczko. Zaznacza, że kibicuje każdemu miastu, które tworzy system publiczny, bo – jak pokazują doświadczenia europejskich stolic – znakomicie uzupełnia on ofertę punktów prywatnych.