Joga śmiechu. From India with love, czyli o pewnym postanowieniu noworocznym

„Ze śmiechem ci do twarzy”, „po prostu śmiej się z tego”, „śmiech to zdrowie”… Te słowa słyszałam często, gdy zupełnie nie było mi do śmiechu. Kiedy byłam zmęczona, smutna, zła, czy zwyczajnie, tak „po ludzku” miałam wszystkiego serdecznie dość. Czy działały? Owszem – jak płachta na byka…

reklama

Więcej niż 10 razy? To nie wypada

Kiedy się śmiejemy, do naszych płuc dociera nawet trzykrotnie więcej powietrza niż w czasie „normalnego” wdechu. Śmiech obniża ciśnienie krwi. Poprawia pracę serca i całego układu krwionośnego. Wywołane śmiechem skurcze mięśni brzucha pozytywnie wpływają na pracę wątroby, śledziony i jelit. Śmiech powoduje wydzielanie endorfin hamując jednocześnie wydzielanie adrenaliny i kortyzolu. Łagodzi ból i poprawia nastrój. Czyli im więcej się śmiejemy, tym bardziej jest nam do śmiechu…

Dlaczego więc śmiejemy się tak rzadko? Według statystyk dzieci śmieją się nawet 300 razy dziennie, dorośli już tylko 10… Dlaczego? Dlaczego ja śmieję się tak rzadko? Bo „nie wypada”, bo „to nieładnie śmiać się z…” , „bo co – on, ona, oni – sobie o mnie pomyślą”? Bo…?

Joga śmiechu

A gdyby zacząć zupełnie inaczej? Gdyby potraktować śmiech jak lekarstwo, które by działało, trzeba zażywać codziennie; albo jak codzienną medytację, praktykę jogi – jogi śmiechu?

Naukowcy dowiedli, że ludzkie ciało nie odróżnia śmiechu wywołanego sztucznie od tego, którym wybuchamy spontanicznie. Nie ważne więc, z jakiego powodu się śmiejemy, ważne, byśmy śmiali się jak najwięcej. Bazując na tym przekonaniu, w 1995 roku, w Indiach, pewien lekarz medycyny – dr Kataria opracowuje metodę opartą połączeniu prostych ćwiczeń wywołujących śmiech z praktyką świadomego oddychania zaczerpniętą z jogi. Swoją metodę nazywa jogą śmiechu.

Metoda ta szybko zyskuje uznanie wśród adeptów jogi, chorych w szpitalach, lekarzy, studentów na uniwersytetach, pracowników wielkich korporacji… W siedemdziesięciu krajach (w tym – w Polsce) powstają kluby śmiechu zrzeszające ludzi, dla których praktykowanie jogi śmiechu jest równie ważne jak wizyta na siłowni czy na zajęciach z hata jogi.

From India with love

Do Polski (pod tą nazwą, bo prozdrowotny śmiech od dawna praktykuje np. wiele fundacji pracującymi z chorymi w szpitalach i hospicjach) joga śmiechu przybyła wraz z Piotrem Bielskim, młodym dziennikarzem, który w czasie podróży po Indiach, szukając tematu na artykuł przypadkiem trafił do centrum jogi śmiechu prowadzonego przez dr. Katarię, gdzie odbył kurs instruktorski. Jak mówi, to „doświadczenie odmieniło jego życie”. Odmieniło na tyle, że dziś, na co dzień zajmuje się odmienianiem życia innych – prowadzi kluby śmiechu, warsztaty śmiechowe, szkoli liderów; zaraża radością życia i śmiechem – jogą śmiechu. Zaraził i mnie. W pewne pochmurne popołudnie, na warszawskiej Starówce, gdy wpadłam do Ośrodka Rozwoju Osobistego Alcha tylko na chwilę, by popatrzeć o co tak naprawdę chodzi w jodze śmiechu, o której właśnie pisałam artykuł zostałam do końca. A kiedy wychodząc zauważyłam, że złapałam gumę w tylnym kole roweru i po raz pierwszy od dawna, czeka mnie powrót do domu tramwajem, po prostu się roześmiałam, ot tak.

Ze śmiechem w nowy rok

Dziś, myśląc o nadchodzących świętach i postanowieniach na nowy rok; obiecuję sobie, że w nowym roku będę śmiać się więcej. Rano – myjąc przed lustrem zęby, po południu – wracając rowerem z pracy, na wieczornym spacerze z psem; sama i w grupie – w klubie, czy na warsztatach jogi śmiechu. Pierwsza okazja, by zrealizować postanowienie nadarzy się już niedługo, w czasie organizowanego przez Ośrodek Alcha sylwestra z jogą śmiechu w pięknej okolicy jeziora Wigry.

Informacje na temat Sylwestra z jogą śmiechu nad Wigrami znajdziesz na stronie Ośrodka Alcha – www.alcha.pl

Autorka tekstu: Agata Włodarczyk