Każdy choruje inaczej: wywiad z Katarzyną Kapsydą Kobro, prezeską Fundacji Rak’n’roll

Fundacja Rak'n'Roll Wygraj Życie/profil FB

Katarzyna Kapsyda Kobro przejęła kierowanie Fundacją Rak’n’roll po śmierci Magdy Prokopowicz. W rozmowie z Renatą Mazurowską opowiada o kontynuacji jej misji i zmaganiach z własną chorobą.

Fundacja Rak'n'Roll Wygraj Życie/profil FB

reklama

Podjęłaś nie lada wyzwanie, przyjmując propozycję prezesowania Fundacji Rak’n’Roll…

Nie zdążyłam poznać Magdy, co w większości sytuacji mi pomaga, niemniej czasem doskwiera mi brak wiedzy. Duch Magdy obecny jest w fundacji, bowiem oprócz realizacji aktualnych projektów, które wytyczam w trybie ekspresowym, kontynuujemy jej działania. Bywa więc, że odczuwam potrzebę zadania pytań jej bliskim. To są pytania w stylu: „A co by chciała Magda?” czy „Co by o tym powiedziała?”.

Nasza ekipa remontowa kilka tygodni temu weszła do Centrum Onkologii. W ramach akcji „Siła Koloru” z firmą AkzoNobel zebraliśmy farby do pomalowania poczekalni w Centrum Onkologii. Poproszono mnie o krótkie przemówienie podczas inauguracji. Powiedziałam, że właściwie chyba nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, że spełniamy Jej marzenie. Wczoraj to do mnie dotarło. Wczoraj też odbyła się ostatnia sesja do kampanii „Łyse jest piękne”. Kampania ruszy niebawem. (Wywiad archiwalny. Ukazał się w magazynie Sens 11/2013. Kampania rozpoczęła się w 10/2013 – red). Udało mi się trochę zaangażować Bartka i brata Magdy, Jarka, w pracę Fundacji, Leoś też ma tu swoje miejsce – stolik i krzesełko, „wizytówkę” na drzwiach: „Prezesik Leoś”. Lubi do nas przychodzić, powiedział mi, że kiedyś, tak jak mama, będzie prowadził fundację. Cieszę się, że Bartek i Leoś wezmą udział w naszym przyszłorocznym projekcie „Ojciec Niebieski”, poświęconym mężczyznom, którzy zostają sami po śmierci swoich żon. Projekt chcemy realizować z Fundacją „Nagle sami”.

Dzięki książce Aliny Mrowińskiej „Magda, miłość i rak” wiemy, że medialny wizerunek Magdy Prokopowicz – silnej, gotowej do działania, atrakcyjnej współczesnej kobiety – był niekompletny. Z rozmowy z jej mężem Bartkiem czy z psychoonkolog Mariolą Kosowicz wyłania się obraz innej Magdy, złożony ze złości, cierpienia, słabości – tego, czego publicznie nie okazywała. Ta książka daje jej do tego prawo. Jej i wszystkim chorym.

Magda mówi w tej książce: „im bardziej choruję, tym bardziej kolorowo się ubieram”. Parafrazuję, ale sens oddaję. To jest jakaś obronna, ochronna, przemyślana strategia. Niedawno napisałam sobie szminką na wielkim lustrze w łazience: „świat jest dla mnie miłym i przyjaznym miejscem”. I choć mam do tego ambiwalentny stosunek, to jest to jednak mała afirmacja. Czasem się uśmiecham, jak spoglądam na ten tekst.

Magda miała na siebie pomysł, miała plan, który konsekwentnie realizowała – tak to widzę. To najwyraźniej dodawało jej sił, trzymało ją w pionie. Nie znałam jej osobiście, ale myślę, że powinniśmy mieć to na uwadze – to, jaka nam się przedstawiała i to, co chciała nam przez to przekazać. To było i jest jej przesłanie.

„Mój ból był prawdziwy i nie miałem z kim o tym pogadać” – mówi Bartek Prokopowicz. Świetnie go rozumiem, bo też byłam osobą wspierającą dla chorego, budziłam się z myślą o raku i z nią zasypiałam. Wiem, jak to jest, gdy twoje potrzeby stają się dla innych, a często i dla ciebie samej, nieistotne.

Ja również rozumiem tę sytuację. Moja mama chorowała na stwardnienie rozsiane, zmarła, gdy miałam trochę ponad osiem lat. Moje dorastanie, mój każdy krok naprzód, był jej krokiem w tył. Wszystko działo się na moich oczach, choroba szybko postępowała – na przestrzeni kilku lat mama stała się niepełnosprawna, nie była w stanie samodzielnie wypić herbaty. Obserwowałam też, co dzieje się z moim ojcem w trakcie jej choroby. Rok po śmierci mamy ożenił się, ułożył sobie życie. Im jestem starsza, tym mniej pochopnie wystawiam oceny, dziś lepiej rozumiem postępowa­­nie mojego ojca niż kiedyś.

Wracając do Bartka, ataki na niego – słuszne czy nie – smuciły mnie. Jedno z moich pierwszych pytań, kiedy trafiłam do fundacji na początku tego roku, już po śmierci Magdy Prokopowicz, było właśnie o Bartka i ich syna Leosia – przed objęciem prezesury chciałam z nimi porozmawiać, to był mój warunek. Kiedyś sama byłam takim Leosiem. Zależy mi, by bliscy Magdy także byli obecni w fundacji.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »