„Dlaczego mamy lepiej traktować samochód niż własne ciało?”

123rf.com


My, mężczyźni, na ogół dbamy o swój samochód. Gdy słyszymy szmer w silniku, gdy coś stuka, brzęczy albo włącza się kontrolka, reagujemy. Jednak gdy nasz organizm wysyła podobne sygnały ostrzegawcze, ociągamy się z działaniem. Dlaczego mamy lepiej traktować samochód niż własne ciało? – pyta psychoterapeuta Benedykt Peczko.

reklama

Prowadziłam wywiad ze znanym artystą w jego domu. Zrobiliśmy przerwę, wyszedł do ogrodu na papierosa. I wtedy przysiadła się do mnie jego żona. „Proszę pani, on się wykończy! – mówiła podenerwowana. – Pięć kaw dziennie, papierosy, a do tego smakosz tłustego mięsa”. To się powtarza w opowieściach kobiet o mężczyznach – nie dba o siebie, ale jeśli zachoruje, to już umiera, pisze testament.

Pewien kanadyjski coach powiedział, że nie ma specjalnej różnicy między 12-letnim chłopcem a chorym mężczyzną.

Tyle teraz mówi się i pisze o odpowiedzialności za własne zdrowie; że zdrowie jest w naszych rękach i że modnie jest być zdrowym. On w to nie wierzy?

Jest skoncentrowany na przetrwaniu, karierze, nie ma czasu ani ochoty zajmować się sobą. Jeden z mężczyzn powiedział mi, że lepiej krótko porządnie się palić, niż długo kopcić. To atrakcyjna metafora, jednak zafałszowuje obraz. Znałem ludzi, którzy długo płonęli jasnym ogniem i nigdy się nie kopcili. Dbali o zdrowie, kondycję. Słyszałem też taką metaforę – jeżdżę na tym osiołku (to o ciele), dopóki nie padnie, ale przecież i tak padnie.

Albo: „Byłem ostatnio na pogrzebie jednego takiego, który dbał o zdrowie”.

Dla wielu mężczyzn sam fakt, że zachorowali, jest druzgocący. Jak to się stało?! Ja?! To, co rzuca się w oczy, to niska świadomość mężczyzn. Często nie mamy pojęcia, co nam szkodzi, a co pomaga, co wzmacnia zdrowie, a co osłabia; co przyspiesza starzenie. Nie potrafimy rozpoznać wczesnych sygnałów ostrzegania; że następują jakieś niepokojące zmiany, które trzeba wziąć pod uwagę. Wczesne sygnały ostrzegania mogą mieć różną postać, to indywidualna sprawa – kłopoty ze stawami, trudności ze snem, przymus wypicia przed snem kilku piw czy drinków. Jeśli nie traktujemy tych sygnałów poważnie, brniemy dalej, powielamy te same szkodliwe działania. Pojawia się ból, który informuje o problemie, ale przecież są środki przeciwbólowe. Pojawia się zmęczenie, ale przecież jest kawa albo coś mocniejszego. To jak bat na zmęczonego konia. Miałem klienta, który wypijał 2 kaw dziennie, sypiał cztery godziny na dobę. Jego organizm znosił to dzielnie przez wiele lat. Aż któregoś razu w sklepie dostał ataku paniki, zaczął się trząść, wystąpiły zimne poty, zwiększyło się tętno, dostał palpitacji serca. Lekarz powiedział mu: „Nigdy więcej nie wolno panu wypić ani filiżanki kawy. Pana organizm będzie teraz reagował na minimalne nawet dawki”. Ten mężczyzna radykalnie przeorganizował swoje życie. Mężczyźni w większości przypadków są nastawieni na eksploatowanie natury i w taki sam sposób traktują własną naturę w postaci ciała – eksploatują je. Fatalnie się odżywiają, przeciążają się stresem. Chcą wycisnąć z tej skały tyle ropy czy kruszcu, ile się da, nie licząc się z konsekwencjami. Nie chcą przyjąć do wiadomości, jakie będą te konsekwencje.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »