Ukryta trucizna

Wiele osób uważa się za ekspertów od zdrowego odżywiania. Media huczą na ten temat i wydawałoby się, że nie ma nic prostszego niż szerzenie edukacji żywieniowej. Jest jednak pewien problem…

Nasza „wiedza” o zdrowym żywieniu jest, niestety, często powierzchowna i oparta na mitach już podważonych przez naukę. Ostatnio pacjentka poinformowała mnie kategorycznie, że nie zamierza zrezygnować z łososia, mleka, wołowiny i jajek. Test nietolerancji pokarmowej wykazał u niej silną reakcję alergiczną na te produkty, a jednak miała własną wizję leczenia. Opowiadała o zbawiennych kwasach omega-3 zawartych w rybach, o fantastycznych pokładach wapnia zawartych w mleku i o żelazie z wołowiny o najwyższej biodostępności. Oczywiście, tak można by sądzić po lekturze internetowych poradników czy wielu książek o żywieniu, zapytałam jednak, czy zdaje sobie sprawę, że akurat te produkty gromadzą znaczące ilości dioksyn. Pacjentka, która uważała się za znawczynię zasad zdrowego odżywiania, słyszała już o tych śmiertelnych chemikaliach, ale nie wiedziała, że znajdują się w jej ulubionych produktach spożywczych. To dało mi do myślenia, co tak naprawdę wiemy na temat straszliwej trucizny, która jest dosłownie wszędzie: w glebie, wodzie i pożywieniu.

reklama

Kalejdoskop chorób

Dioksyny uważa się za najbardziej toksyczne substancje chemiczne. Powstają, gdy chlor łączy się z innymi chemikaliami w bardzo wysokich temperaturach. Uwalniane są również podczas produkcji papieru, pestycydów, środków konserwujących, dezynfekujących i palenia śmieci czy opon. Dioksyny są 300 tysięcy razy bardziej toksyczne niż DDT. Jedna uncja wystarczy, by zabić milion osób, i już bardzo niewielka ich ilość naraża nas na rozwój nowotworów. EPA (Environmental Protection Agency – Agencja Ochrony Środowiska) wykazała, że nie ma czegoś takiego jak bezpieczny poziom tych substancji i że dioksyny są czynnikami kancerogennymi klasy 1. Według amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska ilość bezpiecznej dawki dioksyn, niepowodującej zachorowania na raka, jest od 300 do 600 razy mniejsza niż ta, jaką spożywamy każdego dnia. Na tym jednak nie koniec. Ta trucizna niszczy układ odpornościowy i hormonalny. Naukowcy z Dioxin Homepage twierdzą, że dioksyny powodują występowanie defektów płodu, problemy z utrzymaniem ciąży, niepłodność, mniejszą liczbę lub obniżoną jakość plemników, endometriozę, cukrzycę, trudności w nauce, problemy z układem oddechowym, choroby skóry, zmniejszenie poziomu testosteronu i wiele innych. Badania Macarellego i Needhama z Centers for Disease Control and Prevention wykazały, że mężczyźni narażeni na wysoki poziom dioksyn przed ukończeniem 17 lat mieli zaburzone poziomy hormonów przez resztę życia. Jeżeli to narażenie wystąpiło przed dziesiątym rokiem życia, doznali już trwałego uszkodzenia spermy. Z kolei żeńskie płody i niemowlęta narażone na te toksyny mają zaburzony rozwój piersi. Dzieje się tak, ponieważ dioksyny w powolny, ale bardzo skuteczny sposób uszkadzają nasze narządy wewnętrzne – zwłaszcza wątrobę, płuca, nerki, rdzeń kręgowy i korę mózgową. Skutki nie pojawiają się od razu, ale dopiero po kilku lub kilkunastu latach od przyjmowania niewielkich dawek trucizny.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »