Zdrowe życie z chorobą

Czy choroba może być dla nas źródłem rozwoju, nawet jeśli wiąże się z cierpieniem? Tak, choćby w pierwszym odruchu trudno było się z tym zgodzić. Psycholog zdrowia dr Marlena Kossakowska wyjaśnia, dlaczego warto rozmawiać o tym, co nas boli, i jaką moc ma wyobraźnia.


Mówi się, że cierpienie uszlachetnia. Czy to prawda?

reklama

Nie. Ludzie chorzy mają zwykle niższą samoocenę niż zdrowi, częściej popadają w depresję, mają gorsze relacje z innymi. Choć trzeba przyznać, że często sami sobie przysparzają dodatkowego cierpienia, skupiając się tylko na negatywnych stronach chorowania.

Mogą być jakieś pozytywne?

Pewnie. Ja sama przebadałam dziesiątki pacjentów ze schorzeniami kardiologicznymi, nowotworami, stwardnieniem rozsianym, depresją. Choroba niejednokrotnie okazywała się wartością, która może pozytywnie zmienić życie.

Trudno to sobie wyobrazić.

A jednak tym od blisko dziesięciu lat zajmuje się nurt tzw. psychologii pozytywnej, w której liczy się odkrywanie jasnych stron życia, uruchamianie wewnętrznych zasobów człowieka, budzenie w sobie siły i woli walki. Patrząc na to z takiej perspektywy, utrata zdrowia może być źródłem rozwoju, nawet gdy wiąże się z bólem, cierpieniem. Chorzy, jeśli tylko potrafią zaakceptować chorobę, zyskują dojrzałość, spokój, a to niejednokrotnie pozwala im zmusić organizm do walki, sięgnąć po rezerwy, zdrowieć. Czasem zdarza się nawet, że lubimy swoją chorobę, bo ona nas na nowo definiuje. Nadaje nam tożsamość.

Brzmi to trochę jak hipochondria.

Hipochondria to czynienie z choroby sposobu na życie, na relacje z innymi. Wynika z próby zyskania ze strony innych uwagi czy opieki. To realizowanie za pomocą choroby zaburzonej w naszym życiu potrzeby bezpieczeństwa, opieki. Tacy ludzie potrzebują pomocy, bo wraz z nimi chorują ich bliscy, rodzina. To prowadzi do pogorszenia relacji z innymi, do nierespektowania ich potrzeb. Ja miałam na myśli coś innego – sytuację, w której nie szukamy sobie choroby niejako w zastępstwie – ale gdy w chorobie, która nas dotknęła, szukamy możliwości w miarę normalnego funkcjonowania.

Trudno normalnie żyć, kiedy poznajemy diagnozę i nie jest to banalne przeziębienie…

Trudno. Na początku zawsze przychodzi lęk i depresja. Ale potem możemy odkryć, że choroba wyzwoliła w nas wartości, zdolności, które do tej pory były uśpione. Dzięki niej odkrywamy, że jesteśmy w czymś świetni. Pamiętam pacjenta cierpiącego na stwardnienie rozsiane, który dzięki chorobie odkrył, że jego silną stroną jest nawiązywanie relacji z ludźmi, tworzenie przyjaźni. Czuł się świetnie w różnych ośrodkach, był lubiany i dawał innym radość. To był pozytywny przykład chorowania – kiedy człowiek czerpie z tego jakąś korzyść emocjonalną, a nie tylko skupia się na własnym nieszczęściu. Ów mężczyzna mawiał, że właśnie dzięki swojemu schorzeniu ma wielu przyjaciół i… czuje, że żyje.

Ale może to był tylko taki jego mechanizm obronny?

Często trudno rozsądzić, co jest faktycznym wzrostem osobistym w chorobie, a co mechanizmem obronnym. Dobrym kryterium jest chyba pozytywna zmiana. Jeśli w sposób neurotyczny skupiamy się na wierze, zatracamy w religii, bo mamy wrażenie, że nic innego nam już nie zostało, to obrona. Ale jeśli wróciliśmy do wiary, a przez to zyskujemy lepsze relacje z ludźmi, dokonaliśmy przewartościowania w swoim życiu – to całkiem co innego.

Rozmawiamy o tym, jak psychologia pomaga chorować, a czy pomaga ona również zachować zdrowie? Czy istnieje jakiś rodzaj „psychologicznej szczepionki”?

Oczywiście! Zwiększenie odporności psychicznej poprawia odporność fizyczną. Jest wiele badań, które dowodzą, że osoby samotne albo w nieudanych związkach częściej chorują, są na przykład bardziej zagrożone schorzeniami układu krążenia czy udarem mózgu. Z drugiej strony wiadomo też, że wzmacnianie więzi ma tak wymierne korzyści jak wzrost efektywności białych krwinek czy tzw. komórek NK (natural killer), które walczą z nowotworami. Otwarte, bezpieczne rozmowy o trudnych wydarzeniach zwiększają wydzielanie endorfin, działają przeciwbólowo. Podobnie działa poczucie humoru, śmiech, relaksacja. A także wizualizacje i ćwiczenia fizyczne.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »