Pełnia smaku, pełnia szczęścia

Przed nami jesień, pora pełna smaków, czas powrotu do kuchni po lecie, ale i okres szarości za oknem… Czy nie pora na dietę, która dostarczy nam przyjemności i rozproszy mgły? Wydawnictwo Zwierciadło przygotowało na jesień polskie wydanie książki znanego szefa kuchni, Toma Kerridge’a pod tytułem Dieta szczęścia. Czy może być coś lepszego, niż dieta, która dostarczy nam endorfin?

reklama

Najważniejszym pojęciem i kluczem do tej diety jest dopamina. To kluczowa substancja chemiczna, towarzysząca sygnałom nerwowym w ośrodku przyjemności naszego mózgu. Kiedy doświadczamy przyjemności, czy to z powodu jedzenia, śmiechu, seksu, alkoholu czy hazardu, w mózgu wytwarza się dopamina. Istnieją badania, które wskazują, że niski poziom dopaminy prowadzi do obniżenia motywacji, letargu i apatii, a nawet depresji.Dieta dopaminowa oparta jest o produkty, które wspomagają wydzielanie hormonu przyjemności. Odchudzanie staje się po prostu… przyjemne.

Jej twórca, Tom Kerridge od wielu lat zmagał się ze zbędnymi kilogramami, ale kiedy wskazówka wagi przed 40. urodzinami pokazała 190 kg, autor postanowił rozprawić się z nadwagą. Jednocześnie wiedział, że osiągnie cel tylko wówczas, gdy uda się mu wprowadzić trwałe zmiany i jeśli zachowa to co, w jedzeniu ceni najbardziej: smak i poczucie szczęścia, jakie ono daje.

Tak narodziła się jego autorska dieta dopaminowa. A zapisem jej idei jest książka Dieta szczęścia, zaś wykładnikiem – autorski program dla telewizji BBC Tom Kerridge: Lose Weight For Good. Nikt też nie ma wątpliwości, że to działa. Wizytówka to nowa sylwetka – Tom Kerridge stracił ponad 70 kg i utrzymuje tę wagę.

Książka dostępna w Księgarni Zwierciadła

Tom Kerridge – popularny w Wielkiej Brytanii mistrz kulinarny. Pracował w wielu restauracjach, a w 2005 roku otworzył pub Hand & Flowers i ciągu roku zdobył pierwszą gwiazdkę Michelin. W roku 2012 do pierwszej gwiazdki dołączyła druga. Jest gwiazdą wielu programów kulinarnych – w tym formatów autorskich. Autor popularnych w Wielkiej Brytanii książek.

„Żeby stracić tak dużo na wadze, musiałem zastosować dietę niezbilansowaną.

Jestem świadomy, że takie postawienie sprawy otwarcie przeciwstawia się popularnym mądrościom dietetycznym, ale wiem, że ważąc 190 kg, musiałem naprawdę porządnie się wziąć za siebie i dokonać wielkiej zmiany. Żeby zmniejszyć swoje rozmiary, musiałem usunąć niektóre rzeczy, które mnie tuczyły i utrzymywały moją wagę. Musiałem przemyśleć swoje priorytety, zastanowić się, co było nie tak w moim sposobie odżywiania i czego musiałem się pozbyć, żeby osiągnąć zamierzone rezultaty.

Wiele czasu spędziłem na studiowaniu diet, próbując znaleźć inspirację, coś, co byłoby dla mnie skuteczne. Przeczytałem wszystko, co wpadło mi w ręce. Przejrzałem liczniki kalorii, diety beztłuszczowe i białkowe. Brałem nawet pod uwagę dziwaczne diety jednoskładnikowe, np. opartą na zupie kapuścianej.

W pewnym momencie pomyślałem, że spróbuję się dowiedzieć, czy jest coś takiego jak dieta piwna, bo mógłbym wyeliminować jedzenie i pić tylko piwo (niestety, nie ma takiej).

Żadna z istniejących diet nie wydawała się odpowiednia dla mnie – były zbyt drobiazgowe, zbyt restrykcyjne albo po prostu nieprzyjemne. Zatem musiałem wrócić do początku. Wiedziałem, że mojej sytuacji nie da się rozwiązać za pomocą jakiejś ekspresowej, modnej dwumiesięcznej diety. Ważne było dla mnie, żeby znaleźć coś, co mógłbym stosować długoterminowo, styl żywienia, który mnie nie znudzi po paru tygodniach, po których znów wrócę do swoich starych zwyczajów niedobrego chłopca.

Dość szybko zdałem sobie sprawę, że liczenie kalorii jest nie dla mnie. Nawet jeśli próbowałem jeść to, co chciałem, bałem się, że nie będę mógł zjeść wystarczająco dużo, by zaspokoić głód, i stosunkowo szybko wpadnę w nałóg ukradkowego podjadania…”

Po etapie przemyśleń Tom zaplanował swoją dietę – uszytą na miarę, pyszną i, co szalenie ważne – taką, która mu smakowała…