Sport dla poczucia własnej wartości.

123rf.com

Żeby mieć płaski brzuch? Wejść w sukienkę w rozmiarze „s”? Błąd! Twoim celem nie powinna być praca nad jednym elementem, lecz zadbanie o całą maszynę, jaką jest twój organizm. Czas rozpocząć trzymiesięczny trening, który nie tylko zbuduje piękne ciało, ale też wzmocni psychikę.
Na swojej drodze zawodowej bardzo często spotykam kobiety, które wkładają dużo energii w to, żeby pracować nad wyglądem zewnętrznym – ćwiczą kolejne partie mięśni po to, aby wymodelować sylwetkę i uzyskać idealne proporcje. Zdrowe, jędrne ciało jest oczywiście ważne. Zauważyłem jednak, że to, na co najbardziej zwracam uwagę u kobiet, to wcale nie szczupła figura, a raczej energia i siła witalna – a co się z tym wiąże, pewność siebie, opanowanie, inteligencja emocjonalna. Kobieta w moich oczach jest piękna wtedy, gdy jest świadoma siebie. Ta obserwacja stała się dla mnie inspiracją do ułożenia treningu, który będzie stanowił receptę na to, jak połączyć piękno zewnętrzne z siłą wewnętrzną, czyli pogodzi ćwiczenia fizyczne z pracą nad poczuciem własnej wartości.

reklama

Steruj swoją maszyną

Poczucie własnej wartości jest podstawową potrzebą człowieka. Czym ono jest? Tak naprawdę to przyznanie sobie prawa do tego, żeby być szczęśliwym. Zaakceptowanie siebie takim, jakim jestem tu i teraz, uświadomienie sobie mocnych i słabych stron i podjęcie pracy nad doskonaleniem siebie. Bo kluczowe w wyznaczaniu planów treningowych wcale nie jest to, żeby na końcu móc porównać efekt „przed” i „po”, ale to, żeby skupić się na samej drodze, którą przebyliśmy. Ta droga od podjęcia decyzji i wyznaczenia celu do jego osiągnięcia stanowi świetną okazję do lepszego poznania siebie, podjęcia refleksji nad tym, jaki jestem, popracowania nad własnymi słabościami, przyjrzenia się sobie w procesie zmiany. Bo nie jest istotny tylko efekt końcowy, ale też to, żeby dokonać trwałych zmian w sobie, żeby po osiągnięciu np. upragnionej sylwetki umieć ten efekt utrzymać, a nie zaraz wracać do dawnych nawyków.

Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego tak wiele osób po przejściu spektakularnej metamorfozy szybko wraca do punktu wyjścia? Przyczyną zazwyczaj jest wyznaczenie niewłaściwego celu – nie powinno nim być to, żeby schudnąć, np. przed ważnym wyjściem, ale to, żeby w ogóle zadbać o siebie, poznać swoje ciało, mechanizmy jego działania, nauczyć się zarządzać swoją maszyną, czyli umieć sterować samym sobą.

6 filarów własnej wartości

Swój program treningowy oparłem na sześciu filarach poczucia własnej wartości, które wyodrębnił kanadyjski psychoterapeuta i pisarz Nathaniel Branden. Są to: 1. samoświadomość, 2. samoakceptacja, 3. prawość, 4. asertywność, 5. dążenie do celu, 6. odpowiedzialność. W każdym miesiącu będziemy pracować nad dwoma z nich. Zaczniemy od samoświadomości i samoakceptacji.

Połączenie tych dwóch rzeczy w treningu, czyli: jestem tu, gdzie jestem; taka, jaka jestem, oraz jestem własnym sprzymierzeńcem i wiem, że chcę się rozwijać – powoduje, że wchodzisz w zupełnie nowy świat – wiesz, po co ćwiczysz, i jesteś nastawiona na długoterminowe cele, a nie na osiągnięcie chwilowego efektu.

I filar – samoświadomość

Aby ją wzmocnić, podczas treningu ciała skupimy się na mięśniach brzucha, grzbietu i mięśniach korowych, które odpowiadają za naszą stabilizację (z ang. core stability), koordynację ruchową, postawę i chód. Mięśnie korowe ćwiczy się świadomie – nie wykonujemy zwykłych skłonów brzucha, tylko skupiamy się na napięciu właściwych partii. Żeby to zrobić, musisz się otworzyć, a żeby się otworzyć, musisz mieć samoświadomość, a to z kolei wymaga treningu uważności. Poczucia, że robisz to tu i teraz, umysłu, który myśli i który się koncentruje, który jest obecny. To jest otwarcie się na to, że chcesz tego dokonać. Przy tym treningu na mięśnie głębokie brzucha jednocześnie rozwijasz swoją samoświadomość.

II filar – samoakceptacja

Czyli podanie sobie ręki, przekaz: „ja jestem swoim sprzymierzeńcem, jestem też gotowa, żeby doznawać nowych emocji, nowych wyzwań”. I to można też potrenować – np. mówiąc sobie: „akceptuję na dzień dzisiejszy to, że czegoś nie umiem, nie oceniam się, że jestem słaba, ale jestem gotowa do tego, żeby sprostać zadaniu, czyli… (dajmy na to rozwinąć mięśnie brzucha, mieć wąską talię itp.), jestem gotowa na te zmiany”.

Czyli zdajesz sobie sprawę ze swoich niedociągnięć, ale nie karcisz się za to i to cię nie hamuje.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »