Ajurweda – powrót do harmonii

123RF.com

Dieta w zachodnim rozumieniu to regulamin. Z kolei Ajurweda (system medycyny pochodzący ze starożytnych Indii) uczy, że jedzenie to droga do zdrowia i szczęścia.
Układ trawienny można porównać do systemu oczyszczania miasta. Śmieci są tym wszystkim, czego organizm nie strawi. Złogi z czasem zaczynają się psuć, potem toksyny rozchodzą się po organizmie i w różnych miejscach wywołają stany zapalane, a te z kolei – różne choroby. A więc, to, co jemy dzisiaj wpływa na to, jak będziemy trawić i czuć się jutro.

reklama

-Należy jeść to, co organizm w zależności od budowy ciała może strawić – wyjaśnia Iwona Kozak, nauczycielka jogi. – Jest to podstawowa zasada Ajurwedy. Gdy organizm może wchłonąć wszystkie potrzebne wartości odżywcze, a reszty się pozbyć, wówczas tzw. „agni” czyli energia trawienna funkcjonuje prawidłowo.

Powrócić do siebie

Iwona zdała egzamin nauczycielski jogi i zainteresowała się Ajurwedą. Mieszkała wtedy w Kanadzie w Vancouver – tam, gdzie bardzo znany lekarz Ajurwedy Sivakumar Varma. Zaczęła się u niego uczyć.

– Powiedziałam mu, że chciałabym otworzyć studio jogi – kontynuuje Iwona. – A on na to: rób to, nie zastanawiaj się, ty i joga to jedno. Naszym zadaniem jest wyrażanie siebie. Jeżeli coś nas pociąga, mamy to robić bez względu na problemy. Założyłam więc studio jogi.

Iwona była vice-prezesem spółki giełdowej i pracowała na pełnym etacie, jej dzień wyglądał tak: 6.00 rano joga, od 9.00 praca w biurze, w przerwie lunchowej joga, znów praca i od 18.00 do 22.00 zajęcia i prowadzenie studia jogi.

– Poznałam wtedy, co to znaczy robić coś z miłości – wspomina. – Joga nie zabierała energii, tylko mi ją dawała. Siva dostarczał mi pożywienie i wspierał ze wszystkich sił, a ja doświadczałam, czym staje się człowiek, w którym działa joga i Ajurweda – nieskończoną energią , radością, miłością i empatią.

Siva dba o swoje ciało i umysł w sposób zdyscyplinowany i z dużą troską, a przy tym całą energię kieruje na wspieranie innych, ale tylko tych, którzy są gotowi na zmianę.

– Miałam znajomego Prezesa spółki kapitałowej, który miał wiele problemów zdrowotnych – opowiada Iwona. – Skierowałam go do Sivy. Opowiedział mu, jak żyje: że lubi jeść steki, pić wino, palić cygara, pływać jachtem. Siva tłumaczył: z każdym kieliszkiem wina i stekiem otępiasz siebie, będzie coraz gorzej, będziesz miał problemy ze zdrowiem, będziesz funkcjonował na coraz mniejszych obrotach, zamykał się w sobie i miał coraz więcej złości, stracisz ważne relacje, stracisz biznes. Po 2 latach opuściła go żona, zbankrutował, wrócił do Sivy i powiedział: stało się tak, jak mówiłeś, powiedz mi , co mam zrobić. I Siva powtórzył mu, co ma jeść. On posłuchał, przeszedł na prostą dietę, oczyścił organizm i po roku wynalazł system, który jest używany w telekomunikacji.

– Inny przykład – kontynuuje Iwona, -moja mama. Miała astmę, chciałam ją wziąć do Sivy, ona uparcie powtarzała: do szarlatanów nie chodzę. W końcu zgodziła się.

Siva zbadał jej tętno, zajrzał w oczy i powiedział, że ma chronicznie wykrzywiony 8, 9 i 18 krąg, i przeszła przez następujące choroby, które spowodowały takie i takie dolegliwości. Wszystko się zgadzało. Mama dostała rygorystyczną dietę oczyszczającą, wróciła do domu i wyrzuciła wszystkie inhalatory. Po 4 dniach powiedziała mi, że obudziła się bez bólu i sztywności w stawach. Teraz od 6 lat nie używa żadnych leków, tylko stosuje tę dietę. Rano wstaje i jest szczęśliwa, że może zjeść na śniadanie przypisaną jej białą rzodkiew. Jej oczyszczone ciało samo mówi jej, że chce rzodkiewki.

Pewnego razu na obiedzie u Sivy Iwona spotkała młodą kobietę. Szczupła, zadbana, ok. 30-stki.

– Jadła i wciąż powtarzała: O , Boże… – wspomina. Gdy poszła, Siva opowiedział mi jej historię. Wykłada na Uniwersytecie British Columbia, ma świetna pracę, przyjaciół, narzeczonego i od 3 lat depresję… Zapytał ją, co je. Jak się okazało: na śniadanie jogurt z musli, na lunch zieloną sałatę, na obiad grillowaną rybę. Przez godzinę prosił ją, żeby została na lunch i zjadła ryż z fasolką i warzywami. W końcu zgodziła się i to katowane, wyziębione ciało było jej tak wdzięczne za ciepły odżywczy posiłek, że przeżyła orgazm gastronomiczny. Potem przychodziła do niego 5 razy w tygodniu na lunch. Aż powiedziała: jest we mnie iskierka życia.