Angielki rodzą w domu

123RF.com

I nie są to fanaberie niewielkiej grupy entuzjastek wszystkiego, co naturalne. Na taki poród decyduje się coraz więcej kobiet.
Teoretycznie Polki też mogą, ale… Jeśli taką decyzję podejmują, robią to na własną odpowiedzialność. Bo „normalny” poród po polsku to poród w szpitalu. Angielki decydują same. Oczywiście mówimy nie o porodach w prywatnych klinikach, a tych dostępnych z ubezpieczenia. Może być szpital (i tu albo poród w wodzie, albo tzw. poród aktywny), a jeśli ciąża przebiega bez powikłań, mają prawo zdecydować się na to, by ich dziecko przyszło na świat w domu. I coraz więcej kobiet tak właśnie robi. Czy to bezpieczne?

reklama

Sprawdzali to naukowcy z uniwersytetu w Oksfordzie. Przebadano aż 64 538 porodów w domach i szpitalach. Poważne komplikacje pojawiały się bardzo rzadko, bo tylko nieco ponad cztery na 1000 i nie były one zależne od tego, gdzie i jak kobieta rodziła. Jeśli chodzi o sam poród w domu, to bardziej narażone na powikłania były kobiety, które rodziły po raz pierwszy (9,3 porodu na 1000 nie przebiegało tak, jak powinno). Wśród kobiet, które mamami zostawały już kolejny raz, procent ten był naprawdę znikomy. Być może nie bez znaczenia jest też to, że właśnie dom jest miejscem, gdzie czujemy się najbezpieczniej.

Angielscy lekarze popierają rodzenie w domu, co nie dziwi nie tylko ze względu na wyniki badań. W Anglii bowiem kobieta, która decyduje się na poród w domu, ma do dyspozycji położną, lekarza, a pod domem stoi karetka pogotowia, by zminimalizować ryzyko. W Polsce taka opieka to na razie science fiction.