Robot zamiast terapeuty

123RF.com

Polak, Grzegorz piątek stworzył urządzenie, które może prowadzić rehabilitację dzieci z porażeniem mózgowym. Na razie to dopiero prototyp, ale wszystko wskazuje na to, że działa. I już niedługo będzie ogromną pomocą dla chorych. Nie tylko dzieci, ale i dorosłych.


Porażenie mózgowe to choroba wymagająca. Rodzice dobrze o tym wiedzą. Podstawa kuracji to rehabilitacja. Ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia. Wiotkie mięśnie trzeba nieustannie wzmacniać, ćwiczyć, wdrażać do wysiłku. Dziecko musi nauczyć się panować nad spastycznymi ruchami, skurczami – to naprawdę ciężka praca. Przy czym praca ta powinna w dużej części odbywać się pod okiem specjalisty. Oczywiście rodzice uczą się ćwiczyć z dzieckiem, ale to mało. Na ogół malucha trzeba wozić do poradni i oddawać w ręce fachowców. To czas, często pieniądze…

Tymczasem absolwent katowickiej Akademii Górniczo-Hutniczej, Grzegorz Piątek, skonstruował robota, który może i rodzicom, i dzieciom znacznie ulżyć. Maszyna zastępuje terapeutę. Piszemy „zastępuje”, a nie „ma zastąpić”, bo robot już ma zajęcie. Na razie pracuje z dwójką dzieci – kilkuletnimi bliźniakami z porażeniem mózgowym. Urządzenie jest, jak zachwala twórca, małe. Tak naprawdę to zupełnie spory, jak na warunki domowe, mebel, ale w porównaniu ze sprzętem używanym w ośrodkach to doprawdy maleństwo. Chorego zapina się w mocowanej w pasie uprzęży i włącza odpowiedni program. Maszyna wprawia w ruch nogi chorego. Można w ten sposób ćwiczyć chodzenie, bieganie, przysiady, wymachy nóg, nawet – obiecuje Piątek – zrobić szpagat. W wybranym tempie – od wolnego po bardzo szybkie. A w dodatku urządzenie zapewnia bezpieczeństwo – jeśli noga „wymknie się spod kontroli” i ułoży czy wygnie w niebezpieczny sposób, maszyna przerywa pracę. Na razie robot pomaga ćwiczyć nogi, ale wynalazca pracuje nad wersją dla rąk. I, jednocześnie, nad modelem dla osób dorosłych.

Urządzenie ma być tanie. Oczywiście to pojęcie względne. Bo zapłacić za nie trzeba będzie mniej więcej tyle, ile za samochód (oczywiście nie z klasy luksusowych limuzyn). Nie jest to wydatek niewielki, ale być może, jeśli zestawi się to z koniecznością nieustannych wizyt u rehabilitantów, okaże się, że warto go ponieść.