W poszukiwaniu pamięci wody – homeopatia

Co z tą homeopatią? Dlaczego niektórzy sięgają po nią chętnie niemal przy każdej dolegliwości, a inni uparcie szukają dowodów, że to nie może działać?
Stosujący leki homeopatyczne lekarze i pacjenci są gotowi zapewniać o ich skuteczności. Rzecz w tym, że nauka wciąż nie potrafi wyjaśnić działania homeopatii. Jedną z największych zagadek jest zasada rozcieńczania. Jak to możliwe, że po wielokrotnym (nawet wielotysięcznym) rozcieńczeniu substancja wyjściowa zostawia w wodzie swój ślad – i to na tyle silny, że roztwór może leczyć?

reklama

Nieżyjący już francuski badacz-immunolog, Jacques Benveniste, przekonywał przez lata (ku oburzeniu kolegów), że woda zachowuje pamięć kształtu rozpuszczonych w niej cząsteczek. W książce „Nic nie zdarza się przypadkiem” Tiziano Terzani, jeden z najwybitniejszych dziennikarzy naszych czasów, zastanawia się: „Co my wiemy o wodzie? Staliśmy się tak bardzo racjonalni, że wydaje się nam absurdem, by woda mogła zawierać informacje na temat elementów, które były w niej obecne, choć już nie są. Co wiemy o tym, jaki ślad zostawia wydarzenie w miejscu, w którym do niego doszło? O tym, co rzeczy, substancje albo cząsteczki tych substancji mogą komunikować?”. Terzani pisze o swoich zmaganiach z chorobą nowotworową, również o spotkaniu z homeopatią i dobrodziejstwach kuracji. Bo choć nie leczy ona raka, to przynosi ulgę pacjentom poddawanym chemio- i radioterapii.

Podnieść jakość życia

Strasburg, klinika Toussaint, oddział opieki paliatywnej. Jasno i przyjaźnie. Za oknem park należący do szpitala i niewielka neogotycka katedra. Klinika powstała w 1734 r. z inicjatywy Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo i nadal jest własnością kongregacji. Chorzy korzystają z niej nieodpłatnie.

Lekarz homeopata dr Jean-Lionel Bagot prowadzi nas do sali, gdzie pacjenci jedzą posiłki razem z personelem. W piątki dołączają do nich rodziny. Przychodzą też szefowie kuchni najznamienitszych strasburskich restauracji i gotują dla wszystkich.

To nie jedyni wolontariusze działający na rzecz szpitala – dość wspomnieć Jean Pierre’a, muzyka, który przygrywa na pianinie. Dr Bagot zwraca naszą uwagę na obrazy na ścianach – namalowali je pacjenci podczas zajęć z arteterapii. Pracuje też z nimi muzykoterapeuta, a pielęgniarka Marie Charmes jest specjalistką z zakresu ziołolecznictwa i aromaterapii.

Doktor Bagot odbywa w ciągu roku około 3 tysięcy konsultacji z chorymi na raka. Z całą mocą podkreśla, że leki homeopatyczne nie mają zastosowania przy leczeniu nowotworów. – Ale pomagają wzmocnić układ odpornościowy, pozwalają odpowiednio przygotować do chemioterapii wątrobę, podtrzymać jej funkcje. Dzięki temu pacjent łatwiej stawia czoło chorobie, lepiej znosi bardziej inwazyjne terapie – dodaje.

Lekarz przyznaje, że radioterapia, chemioterapia czy terapia hormonalna, nieodzowne w leczeniu onkologicznym, wywołują wiele skutków ubocznych, z którymi medycyna konwencjonalna sobie nie radzi. I wylicza: mrowienie w palcach, zaburzenia smaku, uderzenia ciepła, mdłości, zmęczenie, zapalenie śluzówek, zmiany nastroju, zaburzenia trawienia, łamliwość paznokci, wreszcie wywołujące infekcję pęknięcia w zgięciach palców. – Dzięki lekom homeopatycznym mogę zminimalizować te skutki uboczne i podnieść jakość życia pacjentów – zapewnia. – Ich zaletą jest to, że nie wchodzą w interakcję z innymi, nie obciążają organizmu, są niedrogie, łatwe w przyjmowaniu i bardzo szybko dają dobre rezultaty.

Komplementarność i moc lecznicza

Klinika Sainte Anne na obrzeżach miasta (niedaleko siedziby Parlamentu Europejskiego), nowoczesny zakład radioterapii. Onkolog, dr Jean-Philippe Wagner, przysiada na tomografie: – Kiedyś nie wierzyłem, że ta kuracja może przynieść tak dobre efekty, ale nie mogłem pozostać obojętny, kiedy pacjenci o nią pytali, szukali wsparcia u innych lekarzy. Postanowiłem przeszkolić się w tej dziedzinie. Teraz sam zalecam leki homeopatyczne przy zwalczaniu skutków ubocznych terapii onkologicznej.

Zdaniem doktora Wagnera, 20 lat temu homeopaci popełnili błąd, uważając, że dysponują cudownym remedium na wszystko. Teraz już wiedzą, że tak nie jest – są otwarci na współpracę z onkologami. Na tym zresztą polega zintegrowana medycyna – nie wykluczać, tylko umiejętnie łączyć.

I nie tylko o homeopatię tu chodzi. Wagnerowi udało się skupić wokół siebie psychologów, hipnotyzerów, kosmetyczki, sofrologów: – Staramy się oferować pacjentom wszystko, co może im przynieść ulgę, poprawić samopoczucie. Wierzę, że lekarz dysponuje swoistą mocą leczniczą, ale ważne też, by szukał nowych narzędzi. Jeżeli może wzbudzić w pacjencie dodatkowe siły do walki z chorobą, nie powinien tego zaniedbać.

Jakim jesteś lekiem?

Homeopatia stymuluje to, co Rzymianie nazywali vis medicatrix naturae (uzdrawiająca siła natury). Lek jest bodźcem dla organizmu, pobudzającym jego naturalne mechanizmy obronne. Nic dziwnego, że po podaniu leku homeopatycznego następuje często przejściowe pogorszenie stanu zdrowia. Dzięki nasileniu objawów organizm łatwiej się mobilizuje i skuteczniej radzi z chorobą. Proces zdrowienia zwykle rozłożony jest w czasie, zwłaszcza że homeopatia nie ogranicza się do usunięcia objawów fizycznych, dąży do wyleczenia na różnych poziomach. To kuracja zindywidualizowana – zajmuje się nie tyle chorobą, co pacjentem, szanuje jego niepowtarzalność.

Uważany za twórcę metody Samuel Hahnemann stworzył zresztą specjalną klasyfikację osobowości homeopatycznych (zwanych typami konstytucyjnymi). Rozpoznaje się je po wyglądzie, ale też po cechach charakteru, zachowaniach społecznych, preferencjach żywieniowych, a nawet muzycznych! Każdy przejawia skłonności do pewnych chorób. Ideałem jest więc znalezienie similimum – leku pasującego dokładnie do obrazu reprezentowanego przez pacjenta.

Rewolucja homeopatyczna

Stany Zjednoczone zachłysnęły się homeopatią na początku minionego stulecia. Była wykładana na uniwersytetach, włączana do leczenia w szpitalach. I tak popularna, że firmy ubezpieczeniowe oferowały 10 procent zniżki dla leczących się tą metodą. Ale, paradoksalnie, ten sukces doprowadził wkrótce do swego rodzaju degradacji homeopatii. Odnotowujące straty koncerny farmaceutyczne i tradycyjne stowarzyszenia lekarskie zaczęły dostrzegać w niej groźnego rywala. Ataki były bezpardonowe, udało się stworzyć wokół niej atmosferę podejrzliwości, która udzieliła się też Europie, choć z homeopatii korzystali dostojnicy kościelni (choćby papież Pius X) i monarchowie (angielska rodzina królewska od 1830 roku).

We Francji homeopatia jest w pełni uznaną medycyną komplementarną. Homeopaci uzyskują dyplom uniwersytecki, a przepisywane przez nich leki są od ponad 40 lat refundowane przez kasę chorych. Francuzi mają duże zaufanie do terapii Hahnemanna, chętnie stosują ją pediatrzy (często w pierwszej kolejności).

Mahatma Gandhi nazwał homeopatię „najbardziej wyrafinowanym, najtańszym i najmniej inwazyjnym systemem leczenia” i niewątpliwie przysłużył się do tego, że w Indiach praktykuje ją obecnie około 200 tysięcy lekarzy.

W Polsce mimo specjalistów, którzy równolegle do leków chemicznych stosują homeopatyczne, ten sposób leczenia wciąż wzbudza spore kontrowersje i emocje. Niektórzy utrzymują, że swoją skuteczność zawdzięcza efektowi placebo. Tylko jak wytłumaczyć sukcesy w leczeniu tą metodą dzieci i zwierząt? Zdaniem doktora Jean-Lionela Bagota, efekt placebo wykorzystuje tak naprawdę każda terapia. Wiara w uzdrowienie ma przecież kluczowy wpływ na proces leczenia…

– W leczeniu homeopatycznym widać też wyraźnie pewną powtarzalność reakcji – twierdzi dr Bagot. – Jeżeli po podaniu leku objaw znika, oznacza to dla mnie, że ów lek oddziałuje na dany symptom. Gdybym nie dostrzegał tych zależności, nie wykonywałbym od dwudziestu lat tego zawodu. Nie ma znaczenia, jaki mechanizm uruchamia proces powrotu do zdrowia – najważniejsze to pomóc pacjentowi.

Podobne leczyć podobnym

„Homeopatia” pochodzi od greckich słów homoios (podobny) i pathos (cierpienie, choroba). Za jej twórcę uważa się Samuela Hahnemanna, niemieckiego lekarza żyjącego na przełomie wieków XVIII i XIX.

Pierwsza zasada homeopatii to similia similibus curantur (niech podobne leczy podobne). Stosowali ją już starożytni: Hipokrates np. sugerował podawanie przy biegunce niewielkiej ilości środka przeczyszczającego. W epoce Renesansu zasadę tę odkrył ponownie Paracelsus (uznawany za ojca medycy nowożytnej). Dziś jest wykorzystywana w szczepieniach ochronnych. Druga zasada homeopatii dotyczy rozcieńczania. Leki homeopatyczne (sporządzane z naturalnych składników – roślinnych, zwierzęcych czy minerałów) mogą być w swojej pierwotnej postaci trucizną (np. arszenik, rtęć). Po rozcieńczeniu tracą te właściwości. Co ciekawe, im większy zastosujemy roztwór, tym silniejsze działanie remedium! Nie mniej ważna jest dynamizacja, inaczej potencjalizacja leku – podczas jego przygotowania substancja wyjściowa zostaje poddana wielokrotnemu wstrząsaniu. Dzięki temu informacja o jej właściwościach
jest przekazana wodzie i może zostać przez nią „zapamiętana”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »