Złoty środek

„Lekarz medycyny Zachodu ma za zadanie wyprowadzić z choroby, a chińskiej – nie doprowadzić do niej” – mówi dr Wiesława Stopińska, autorka książki „Medycyna między Wschodem a Zachodem”.
– Dla zatwardziałych zwolenników medycyny akademickiej zioła, akupunktura czy leczenie moksą to tylko czary i gusła ludowe stojące w jednym rzędzie z wróżkami i przesądami. Pani ma specjalizację z pediatrii i medycyny ogólnej, a jednak zafascynowała się medycyną chińską i w praktyce lekarskiej od lat łączy naukę zachodnią i wschodnią…

reklama

– Te negatywne opinie na temat medycyny chińskiej zazwyczaj wypływają z ust osób, które nie mają żadnej wiedzy na jej temat. Ja zawsze byłam tzw. umysłem ścisłym, jestem racjonalistką, mocno stąpam po ziemi i dlatego właśnie tak bardzo wciągnęła mnie medycyna chińska. Bo to system bardzo logiczny – począwszy od diagnozowania, a skończywszy na leczeniu.

– Czym różni się lekarz medycyny ogólnej od chińskiej?

– Lekarz medycyny ogólnej ma za zadanie wyprowadzić z choroby, a chińskiej – nie doprowadzić do niej. Medycyna akademicka jest z założenia naprawcza, np. poprzez zabiegi chirurgiczne, i rozwija się głównie w kierunku usuwania objawów choroby. Jeśli pacjenta boli głowa, to podaje mu się leki przeciwbólowe, często nie zastanawiając się, skąd ten ból się wziął. A przecież ból czy gorączka to sygnały ostrzegawcze, które wysyła nam organizm. Ból powinien więc wymuszać naprawienie chorego organu, pozwolić mu odpocząć. Z kolei gorączka to objaw walki organizmu z chorobą, uruchamia wzmożoną produkcję przeciwciał – wtedy zostaje zatrzymana inkubacja drobnoustrojów. Powinno się pozwolić organizmowi gorączkować przez pierwszy dzień, a my często od razu zbijamy temperaturę lekami, zwłaszcza dzieciom. Jeśli gorączka jest bardzo wysoka, można ją tylko lekko obniżyć, podając np. napotne zioło – czarny bez czy kwiat lipowy. Lepiej stosować ochładzające okłady na ciało niż od razu aplikować leki działające tylko na objawy.

– Jaki jest największy błąd ludzi Zachodu, przyczyna większości chorób?

– Nie wsłuchujemy się w sygnały wysyłane przez własne ciało, w związku z tym ignorujemy wiele objawów albo likwidujemy je lekami, bo tak jest najszybciej. Wynika to z tempa życia, a przecież moglibyśmy zwolnić. To tak jakby porównać przejażdżkę po mieście karetą zaprzężoną w konie i jazdę superszybkim autem. Z karety możemy zauważyć każdy detal mijanych budynków czy ulic, z auta niewiele dostrzeżemy.

– No dobrze, wsłuchuję się w siebie i zauważam na przykład, że bardzo bolą mnie ręce, wręcz parzą, przez co budzę się w nocy. Zgłaszam się z tym do lekarza i słyszę magiczne słowo: „stres”, albo zostaję nazwana hipochondryczką. Więc uczę się żyć z tym dalej…

– Lekarz wykształcony w systemie medycyny chińskiej nie ignoruje żadnych objawów. Przede wszystkim poświęca dużo więcej czasu pacjentowi niż lekarz akademicki. Wizyta u mnie trwa od pół godziny do półtorej. Najpierw przeprowadzam diagnostykę wizualną: patrzę pacjentowi prosto w oczy, badam jego twarz, postawę, ruchy, sposób zachowania. To smutna prawda, że często w gabinecie lekarz siedzi pochylony nad kartą, coś notuje lub patrzy w ekran komputera i nawet nie spojrzy na pacjenta. Taka wizyta nie ma sensu. Ja oglądam język, badam puls, rozmawiam o trybie życia, o dolegliwościach… i kojarzę ze sobą wszystkie te informacje. Medycyna chińska traktuje człowieka holistycznie. Bezsenność jednego pacjenta może wynikać z chorej wątroby, a innego z tego, że przed snem za dużo je – i każdemu z nich pomoże co innego. Lekarz medycyny ogólnej obu osobom przepisze prawdopodobnie te same tabletki. A przecież każdy człowiek jest niepowtarzalny, rodzi się z innym potencjałem, ma inną energię i predyspozycje, dlatego każdego trzeba traktować indywidualnie.

– A co to jest energia człowieka?

– Po chińsku nazywamy ją chi. To nasz biopotencjał – składa się na niego to, co dostajemy od rodziców, przodków, i to, co możemy uzyskać z pokarmu, oddechu i umysłu. Już od chwili narodzin zaczyna ubywać tej energii, dlatego z czasem starzejemy się, a gdy całą wyczerpiemy – umieramy. Ale możemy ją podtrzymywać przez właściwy tryb życia. W medycynie chińskiej można ocenić energię człowieka w chwili narodzin, obserwując, w jaki sposób noworodek bierze pierwszy oddech. Tonus jego mięśni brzucha określa się po pępku – jeśli są mocne, kikut odciętej pępowiny zostaje samoistnie wciągnięty do środka i oznacza silne chi, a jak pozostaje na wierzchu – słabsze.

– Coraz więcej mówi się o chorobach psychosomatycznych. Stany emocjonalne mogą wzmacniać, ale też osłabiać różne narządy w ciele i doprowadzać do choroby. W swojej książce pisze pani, że dzieje się również dokładnie na odwrót: na nasze zachowania wpływają również osłabione narządy.

– To działa w dwie strony. Istnieje powinowactwo emocji do konkretnych narządów. Jeśli ktoś ma np. problemy z wątrobą, to znaczy, że chi jest u niego zablokowane, a wtedy wystarczy stanąć mu na przysłowiowy odcisk, by doprowadzić go do agresywnej reakcji – „rozgrzana” wątroba może wywoływać nadmierną wściekłość, złość… Z kolei słabe nerki lub osłabiony układ moczowo-płciowy budzą w człowieku nieuzasadniony strach. Nadmiar energii w sercu powoduje fale gorąca, nadpobudliwość – to ludzie, których wszędzie jest pełno. Osoby ze słabymi płucami są często smutni i zgarbieni, wycofani. A kurację psychotycznego pacjenta powinno zaczynać się od jego układu pokarmowego…

– Tylko psychotycznego? A może każdego pacjenta?

– Racja. Przyczyną większości chorób cywilizacyjnych jest nadmiar w diecie białka zwierzęcego, czyli mięsa i nabiału. We współczesnym świecie zupełnie odwróciła się naturalna piramida żywienia. Tymczasem należy jeść najwięcej tego, co w łańcuchu pokarmowym jest od nas najdalej, czyli: zboża, ryż, rośliny i warzywa. Dopiero potem: jaja, ryby, mięso ptaków i ssaków. I pamiętajmy, że dieta oparta na codziennych posiłkach z ryb też będzie obfitowała w białko zwierzęce. W zachodnim świecie przyjęło się jeść mięso codziennie, a w piątek pościć. Uważam, że właściwa proporcja powinna być odwrotna – raz w tygodniu mięso, a w pozostałe zboża, warzywa, owoce czy ryby. Oczywiście, także sposób odżywiania dopasowuje się indywidualnie.

– Jesień w pełni, a wraz z nią nastał czas przeziębień. Jak ustrzec się od przewlekłego kataru?

– Osoba, która ma skłonności do kataru i ciągłego przeziębiania się, powinna na początek odstawić słodycze i cukier, które zaflegmiają i zbytnio nawilżają organizm. Takiemu pacjentowi zalecam przerzucenie się na dania pikantno-wytrawne i nieco ostrzejsze, rozgrzewające przyprawy.

dr Wiesława Stopińska doktor nauk medycznych, lekarz rodzinny i pediatra, dyplomowany homeopata i akupunkturzysta.

Warto przeczytać: „Medycyna między Wschodem a Zachodem”, Wiesława Stopińska, Galaktyka 2011; „Nowoczesne zasady odżywiania”, T. Colin Campbell, Thomas M. Campbell II, Galaktyka 2011; „Odżywianie dla zdrowia” Paul Pitchford, Galaktyka 2008

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »