Problem wypadających włosów

fot.123rf

Wypadanie włosów to czynność fizjologiczna. Jeśli tracisz ich około 100 dziennie, nie masz się czego obawiać. Jeżeli jednak pokrywają całą powierzchnię szczotki po czesaniu, nie lekceważ tych objawów.
Złość piękności szkodzi, a wypadaniu włosów sprzyja stres. Dlatego, kiedy tracisz ich więcej, broń Boże nie wpadaj w panikę, bo… możesz pogorszyć swój stan. Im bardziej czujesz się ich utratą zaniepokojona, tym bardziej one wypadają. Znacznie lepszym rozwiązaniem niż martwienie się będzie działanie. Przede wszystkim upewnij się, czy faktycznie łysiejesz – czasem to tylko okresowe wypadanie, wywołane długotrwałym napięciem, niedoborem żelaza czy zmianami hormonalnymi (np. po ciąży, w trakcie menopauzy). Intensywne wypadanie często towarzyszy też schorzeniom skóry głowy (grzybica, łuszczyca, zapalenia łojotokowe) oraz chorobom ogólnoustrojowym (anemia, toczeń, problem z tarczycą). Niekiedy przyczyną mogą być też zabiegi chemiczne (trwała, rozjaśnianie włosów). Zanim wybierzesz się do specjalisty, poobserwuj włosy przez dwa, trzy tygodnie. Jeśli nie zauważysz poprawy, umów się na wizytę.

reklama

Dobra diagnoza

Pierwszym krokiem jest wywiad u trychologa (specjalisty zajmującego się stanem włosów i skóry głowy) lub lekarza dermatologa w celu ustalenia przyczyn wypadania.

– Podczas pierwszej wizyty zwykle pytam pacjenta o objawy mogące wskazywać na zaburzenia hormonalne, jak również o podobne schorzenia w rodzinie – mówi dr n. med. Marta Kurzeja, dermatolog z Kliniki Dermatologicznej przy ul. Koszykowej w Warszawie. – Bardzo istotny jest też rodzaj stosowanej diety oraz poziom stresu u danej osoby. Zarówno gwałtowny stres, czyli silne przeżycia, np. choroby czy nagłe zmiany, jak i przewlekły, którego pacjenci często nawet nie zauważają, może mieć wpływ na wypadanie włosów.

Kolejny punkt wizyty lekarskiej to pull test, polegający na delikatnym pociągnięciu włosów w trzech okolicach na powierzchni głowy (skroniowej, potylicznej i czołowo-środkowej). Jeśli w rękach lekarza pozostanie więcej niż 10 włosów, to oznacza, że wynik testu jest dodatni. Można go także wykonać w domu, na własne potrzeby, kiedy wydaje nam się, że tracimy więcej włosów niż zwykle.

Dermatolog może też wykonać trichoskopię, czyli badanie urządzeniem podobnym do USG, pozwalającym na obejrzenie skóry głowy w dużym powiększeniu (od 20 do 70 razy). Następnie lekarz ocenia ilość włosów we wspomnianych okolicach oraz ich grubość. Skóra głowy może wykazywać wiele objawów, które pomogą dermatologowi na podstawie trichoskopii ustalić, jaki to rodzaj łysienia. Kolejny sposób pomagający postawić trafną diagnozę to trichogram. Polega na wyrywaniu pęsetą po ok. 25 włosów ze skroni oraz zbadaniu ich pod mikroskopem, co pozwala na stwierdzenie, w jakiej fazie wzrostu są poszczególne włosy. Lekarz ustala między innymi, ile włosów jest w fazie wzrostu (anagen) oraz ile w fazie spoczynku (telogen), trwającej zwykle 2–3 miesiące, podczas której włos wypada. Objawem łysienia telogenowego jest silne wypadanie na przemian z okresami poprawy. W jego przebiegu zbyt wiele włosów przechodzi w stan spoczynku – telogenu, a następnie wypada. – Potwierdzeniem tej diagnozy jest właśnie trichogram – mówi dr Kurzeja. – Oglądam włosy pod mikroskopem i jeśli dużo z nich (ponad 20–30 proc.) jest
w okresie spoczynku, mam dowód, że moja diagnoza jest prawidłowa. Zlecam też badania laboratoryjne, aby znaleźć przyczynę wypadania.