Shiatsu – masaż holistyczny

fot.123rf

O bogatej w rytuały japońskiej terapii masażem opowiada Peter Woodcraft, dyrektor The European Shiatsu School w Polsce.
A.K.: Zaskoczyło mnie, że masaż shiatsu wykonuje się na osobie, która jest… ubrana. Dlaczego?

reklama

PETER WOODCRAFT: Bo masażysta, jako terapeuta, chce poczuć znacznie więcej niż tylko fizyczną warstwę. Chce wejść na głębszy poziom. Dotykanie skóry może go rozpraszać.

Dzięki ubraniu taki masaż jest też idealny dla osób, które nago nie czują się komfortowo. Także ze względu na kulturę czy religię. Tego typu osoby dość często są „odcięte” od swojego ciała. A dzięki zabiegom shiatsu mogą je wreszcie poczuć.

Ciekawe. Czy shiatsu to masaż z elementami akupresury?

Są stosowane techniki, które przypominają tradycyjny masaż, np. rozciąganie, podważanie. Także akupresura kciukami, dłońmi, łokciami, stopami i kolanami jest jego elementem. W ciele ludzkim istnieje sieć kanałów energetycznych, i to na nich głównie pracuje terapeuta, włączając nacisk w tzw. akupunktach.

Tych samych co w akupunkturze?

Dokładnie. Energia płynąca w kanałach – Qi (wym. czi) – w tych miejscach jest większa. Można to porównać do strumienia górskiego, który na półkach skalnych tworzy głębokie sadzawki. Woda w nich wiruje, zanim popłynie dalej.

Ta wiedza jest także wykorzystywana w medycynie chińskiej czy kung-fu.

Czym jeszcze różni się ta terapia od klasycznych masaży?

Większość form masażu skupia się na problemie ciała – np. sztywnym barku. Shiatsu to holistyczna terapia – patrzy na całość, by dostrzec widoczne i ukryte objawy. Nie zatrzymuje się na fizycznej warstwie, bo oddziałuje także na umysł i emocje.

W przeciwieństwie do klasycznych masaży, do wykonywania shiatsu nie potrzeba dużej siły. Moja żona jest drobniutką kobietą, a z powodzeniem przeprowadza te zabiegi. Nawet 50-latki mogą to robić.

A jaki właściwie jest cel tej metody?

W zen shiatsu mamy teorię przeciwstawnych stanów kyo i jitsu – czyli „pusty” i „pełny”. Terapeuta ma je połączyć, tak by pełnia jitsu uzupełniła pustkę kyo. Czyli przywraca w ciele równowagę i zestraja ją z emocjami. Bo generalnie ludzie są niezbalansowani energetycznie. Z powodu stresu, przemęczenia, złych nawyków. A to prowadzi do chorób.

A czy ta terapia może też leczyć problemy zdrowotne?

Nie użyłbym słowa „leczyć”, bo shiatsu, to nie lekarstwo. Ale z pewnością bardzo pomaga osobom z chronicznymi dolegliwościami. Na przykład kobiety z silnymi bólami menstruacyjnymi zamiast brać co miesiąc garście leków przeciwbólowych swoje boleści mogą znacząco zmniejszyć dzięki tym zabiegom i na nowo cieszyć się kobiecością. Bardzo pomagają.

Prowadzi pan Europejską Szkołę Shiatsu, edukując w niej przyszłych terapeutów. Czy taki zawód jest przydatny tylko masażystom i fizjoterapeutom?

Głównie. Ale nie tylko. Bo wielu kursantów – w Polsce prowadzimy zajęcia już 5 lat – nie ma żadnego doświadczenia w masowaniu. Szukają czegoś interesującego. Drugiego, trzeciego albo innego zajęcia w życiu. Tak też było ze mną – 17 lat temu, gdy poszedłem na kurs shiatsu, byłem zwyczajnym pracownikiem biurowym.

Ooo! Ta metoda łączy tradycję medycyny orientalnej z osiągnięciami współczesnej medycyny, bo powstała w XX wieku, w Japonii. Tam jest popularna?

Bardzo. To normalna forma medycyny w tym kraju od lat 60. Rozpowszechniona jest także w USA, Kanadzie i Europie Zachodniej. Niektórzy ubezpieczyciele zdrowia w UE już zwracają koszty terapii shiatsu. Bo jest skuteczna.

Peter Woodcraft – dyplomowany terapeuta i nauczyciel shiatsu z 15-letnim doświadczeniem, jedyny w Polsce z najwyższymi uprawnieniami. Między 2007 a 2012 rokiem. dyrektor Europejskiej Szkoły Shiatsu w Londynie, a od 2010 prowadzi ESS w Polsce. Kursy dla terapeutów realizował w wielu krajach UE. Zajmuje się ziołolecznictwem medycyny chińskiej, praktykuje qi gong.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »