1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Po co nam tradycje bożonarodzeniowe? Co z nich czerpiemy? - wyjaśnia Wojciech Eichelberger

Święta Bożego Narodzenia kojarzą nam się z tradycją i rodziną. To głęboko zapisane w nas archetypy. (fot. iStock)
Święta Bożego Narodzenia kojarzą nam się z tradycją i rodziną. To głęboko zapisane w nas archetypy. (fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Czy marketing przywłaszczył sobie tradycję bożonarodzeniową? Co będzie z choinką, białym obrusem, opłatkiem? Budzą trudne wspomnienia? I tak warto obchodzić święta – mówi Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta. Samotne w bloku, z nieznajomymi na jachcie czy z rodziną pod miastem – mogą być czasem niezwykłym. Musimy tylko poznać ich uniwersalną symbolikę.

Z dzieciństwa spędzonego w blokowisku we Wrocławiu pamiętam, że choinki świeciły w oknach u wszystkich sąsiadów: Karaimów, Ukraińców, rodzin pochodzenia żydowskiego, niemieckiego i litewskiego. W moim domu święta przynosiły spokój i radość, gości tak rzadkich jak zwierzaki mówiące ludzkim głosem. Pewnie dlatego kocham te święta.
Tradycja bywa dobra i zła, a świętowanie Bożego Narodzenia to na pewno dobra jej część. Poprzez swoją uniwersalną symbolikę ten czas dotyczy niezwykłego i wspólnego nam wszystkim wymiaru życia. Niezależnie od tego, co się wydarzy, niezależnie od tego, ile mamy lat i co myślimy, święta powtarzają się co roku. Podobnie pachną, niosą podobne smaki i wzruszenia. To daje nam namiastkę nieskończoności, odczucie uczestniczenia w czasie świętym, czyli w wieczności. To niezwykłe przeżycie. Ludzie skupieni na rozwoju duchowym doświadczają go świadomie. A ci, którym duchowość nie zaprząta głowy, po prostu wzruszają się, widząc te bombki, światełka, czerwoną czapkę Świętego Mikołaja i nos renifera Rudolfa.

Co nam daje kultywowanie świątecznej tradycji? Po co ten wysiłek, by o nią zadbać?
Powtarzalność i niezmienność zachowań, jakie pociąga za sobą dbałość o tradycję, zapewniają nam poczucie bezpieczeństwa. Święta stają się w tym naszym zwariowanym świecie czymś niezmiennym i pewnym. Wzmacniają to, co dziś bardzo cenne – poczucie więzi rodzinnych. Nasycają nas zarówno dobrym jedzeniem, jak też dobrą miłością i troską najbliższych. Bo oto oni – zaganiani i zmęczeni – dla nas się natrudzili i przygotowali prezenty. Czasem absurdalne, ale wykonali wysiłek. Dla nas ulepili pierogi, ugotowali barszcz, posprzątali. No i my też okazaliśmy im nasze przywiązanie, postępując podobnie. Ale bywa, że ta troska, te przygotowania zamieniają się w istną mordęgę. Goniąc za materialnym ideałem świąt, zapomina się, czym one są. Chcąc się pokazać, zrobić wrażenie, zmuszamy siebie i bliskich do wysiłku tak dużego, że kiedy wreszcie usiądziemy przy stole, brak nam sił, by świętować – zjeść chociaż jedną z tych 12 potraw, okazać bliskim miłość. Nie mówiąc już o tym, co najważniejsze, czyli o zadumie nad sensem duchowym tego czasu.

Tradycje bożonarodzeniowe, kultywowane z pokolenia na pokolenie, dają nam poczucie bezpieczeństwa. (Fot. iStock) Tradycje bożonarodzeniowe, kultywowane z pokolenia na pokolenie, dają nam poczucie bezpieczeństwa. (Fot. iStock)

Oj, masz chyba trudne gwiazdkowe wspomnienia?
Święta powinno się przygotowywać bardziej dla dzieci niż dla dorosłych. Dzięki temu dzieciaki nasiąkają dobrymi emocjami: zachwycają się światełkami, bombkami, smakami, zapachami, a kiedy dostają prezenty, są wniebowzięte. Czują się kochane, znajdują się w centrum uwagi. Są ładnie ubrane, uczesane, podziwiane, a więc ważne. I fajnie nasiąkać taką tradycją, która jest miłością, dobrem. Tym nasiąkać warto, bo potem się o tym pamięta i dąży do tego, aby przekazać swoim dzieciom i najbliższym ten dobry czas. Dzieci w nas, jeśli poczuły taką atmosferę świąt, kiedy dorosną, będą w święta pełne dobrych emocji i ochoty, by je okazać i przekazać – za sprawą kultywowania świąt – swoim dzieciom i swoim bliskim. Byle więcej takiej tradycji, takich świąt! Jeśli jednak jako dzieci byliśmy zmuszani, by brać udział w świątecznej mordędze, nie mamy takich odczuć. A ja jako chłopiec nieźle się zawsze wtedy umordowałem. Moja matka uważała bowiem, że przed świętami trzeba zrobić koniecznie wszystko, a więc m.in. wywiórkować podłogę.

Co to znaczy „wiórkować podłogę”?
Kiedyś drewniane podłogi nie były lakierowane czy olejowane, ale pastowane, a potem froterowane. W miarę upływu czasu zbierało się więc na drewnie wiele warstw pasty, co istotnie nie wyglądało najlepiej pod koniec roku. Trzeba więc było zedrzeć podłogę do żywego właśnie takimi stalowymi wiórkami, które kupowało się w sklepach metalowych. Czyściłem każdą deskę z osobna. Wywiórkowanie dużego pokoju to naprawdę była mrówcza praca.

Zadanie dla Kopciuszka! Ale też może jedno z pierwszych ćwiczeń uważności?
Na pewno można tak powiedzieć. Ale prawdą jest też, że kiedy dorastałem, proporcje świąt i codzienności były zaburzone, więcej było trudu niż radości, często nawet dla dzieci. W tamtych czasach jeden statek pomarańczy przypływał do Polski z Kuby, więc wszyscy staliśmy w kolejce, by je kupić. Kilogram tych owoców, pamiętam jak dziś, kosztował 85 złotych, czyli jedną dziesiątą pensji. Na szczęście dziś święta to czas frajdy dla dzieci. I dobrze, warto o to zadbać, by mogły nasycić się świętowaniem. Ale my też nie możemy być wykończeni, bo zabraknie nam cierpliwości, żeby okazać dzieciom miłość, nawet szczerze się uśmiechnąć. Trzeba ogarnąć dom, bo posprzątany nabiera rangi świątyni, ale też zachować umiar, żeby móc cieszyć się narodzinami tego naszego Boga-dziecka.

Choinkowy apel zwłaszcza do kobiet, bo to my napinamy się niemiłosiernie, że musi być „wiórkowanie”!?
Przygotowania do świąt to wielki sprawdzian dojrzałości dla każdego z nas (ale też dla całej rodziny), czy umiemy współpracować. W święta najważniejsza jest atmosfera. Trzeba o tym pamiętać, zwłaszcza w kuchni nie wolno się kłócić. Osoby uduchowione wiedzą, że jedzenie wchodzi w wibracje emocji, dlatego podczas gotowania powinna panować harmonijna atmosfera. To ważniejsze niż 12 dań. W klasztorach buddyjskich do pracy w kuchni oddelegowani są ludzie najwyżej duchowo rozwinięci. Byle kto nie może gotować dla innych, bo swoimi emocjami, niskimi wibracjami „zatrułby” jedzenie. W naszej tradycji też dbamy o pokój między domownikami, zwłaszcza przy przygotowaniu potraw wigilijnych, bo ta jest rodzajem komunii. Te dania spożywamy wspólnie przy jednym stole, w podniosłej atmosferze.

Możemy szanować nasze tradycje bożonarodzeniowe, jednak coraz częściej potrzebujemy zmiany i oderwania się od natłoku obowiązków. Dlatego wiele osób łączy święta z wyjazdem o odpoczynkiem. (fot. IStock) Możemy szanować nasze tradycje bożonarodzeniowe, jednak coraz częściej potrzebujemy zmiany i oderwania się od natłoku obowiązków. Dlatego wiele osób łączy święta z wyjazdem o odpoczynkiem. (fot. IStock)

Skoro tradycja jest tak ważna, to może nie jedźmy na narty w Alpy, usiądźmy przy wspólnym stole w domu w Łodzi czy Gdańsku?
Z dala od domu też można przeżyć coś cudownego. Tak się złożyło, że podczas którychś świąt Bożego Narodzenia znalazłem się w Wietnamie, i to w dodatku na statku wycieczkowym. Zwiedzaliśmy jeden z najsłynniejszych archipelagów. Niewielkie wyspy z wysokimi górami, wyglądające bajecznie i mistycznie. No i tam, na tym statku, było nas 12 osób z różnych krajów świata i razem zasiedliśmy do wigilii. Przygotowała ją obsługa statku. Trochę im się pomyliło z sylwestrem, ale było świątecznie, bo nastąpiło zbratanie przypadkowych ludzi z rozmaitych zakątków świata. Czar zadziałał, bo wszyscy zgromadzeni tam dorośli jako dzieci uczestniczyli w świętach, które dały im wiele radości, które rozgrzewały ich serca. Mieli wiele dobrych gwiazdkowych wspomnień, i to dobro tam nam oddali. To jedna z lepszych wigilii w moim życiu, bo nie kosztowała mnie żadnego wysiłku. Nie trzeba było sprzątać, pomagać w gotowaniu…

Uczestniczyłam w kilku wigiliach jako dodatkowy gość. W domu zawsze miałam choinkę choćby tylko dla siebie. Jednak samotne święta nie są łatwe, nawet gdy mamy serce pełne ciepłych wspomnień.
To prawda, ale i tak warto świętować prawdziwie, i to z ludźmi, bo tych można spotkać choćby na pasterce. Pamiętam pasterkę na Gubałówce w Zakopanem. To była piękna, mroźna, śnieżna i jasna, bo księżycowa, noc. I jak ci górale zaśpiewali, jak to się po górach poniosło. To było fantastyczne przeżycie. Uniwersalne, ponadreligijne. Także dlatego, że te symbole, jakie ożywają w Boże Narodzenie, są uniwersalne, żadna religia ich nie zawłaszczyła, bo nie można zawłaszczyć Boga. Te symbole, które tam się pojawiają, pochodzą z czasów przedchrześcijańskich i mają charakter ponadreligijny. Drzewo jest symbolem życia. Światło symbolizuje i Boga, i oświecony umysł. To czas mnóstwa świateł, nikt ich wtedy nie oszczędza, nie żałuje. Rozświetlone ulice, domy. Straszne ilości prądu zużywamy, bo musi być jasno, noc musi być rozświetlona, bo tak metaforycznie walczymy z ciemnością. Dobro walczy ze złem. Życie ze śmiercią. Wiedza z niewiedzą itd. Bardzo wiele można znaleźć znaczeń. Jeszcze przecież cisza.

„Cicha noc, święta noc […]”.
Właśnie, też ma uniwersalne znacznie. Bóg jest ciszą w tradycji chrześcijańskiej. Cisza jest symbolem oświecenia w buddyzmie i w innych tradycjach duchowych. Mamy jeszcze jeden symbol – dziecko, które się rodzi. Jest święte, bo pochodzi od Boga, od natury. Symbole tych świąt są ich siłą.

Potrzebujemy ich, by przypomnieć sobie o sprawach najważniejszych, odnieść je do siebie. Co jest we mnie światłem, co jest we mnie ciemnością? Ile istnieje we mnie ciszy? Czy ja ciszę znam? Czy może się jej panicznie boję? A to niewinne dziecko: ile we mnie niewinnej prawdziwej natury, z którą przyszłam na świat? Co ja z nią zrobiłam? W sensie psychologicznym i duchowym święta mają dla nas znaczenie, jeśli sami sobie się przyjrzymy poprzez te świąteczne symbole.

Tradycja jest ważna, a tu marketing nas z niej okrada, wykorzystując jej symbolikę, by zarobić!
Nie bez powodu wokół pełno reklam tradycyjnej wódki, tradycyjnych ciast itd. To dowodzi, że w odczuciu ludzi to, co tradycyjne, jest lepsze niż współczesne. Nie chcemy żywności wytwarzanej przemysłowo, bo się przekonaliśmy, że nam nie służy. Podobnie z innymi przestrzeniami życia, w których okazało się, że idąc za postępem, zgubiliśmy coś ważnego. Ale nie wszystko, co tradycyjne, wydaje się dobre. Tradycyjne wędliny tak, ale tradycyjne wychowanie dzieci, oparte na przemocy, na pewno nie. Polska nie podpisała ważnego traktatu o przeciwdziałaniu przemocy, bo uznano, że pozostaje niezgodny z tradycją. Ceniąc tradycję, cenić trzeba też postęp i skrupulatnie wybierać z tego, co dawne – jak z koszyka – to, co warto kultywować i przekazać kolejnym pokoleniom. Na pewno tym dobrem jest Gwiazdka…

Wojciech Eichelberger:
psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor Warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

  1. Psychologia

Filmy świąteczne - jak działają na emocje?

Filmy świąteczne kojarzą nam się głównie z „Kevin sam w domu”, „Kevin sam w Nowym Jorku”. Tymczasem Amerykanie wracają częściej do dawnych produkcji z lat 40. Jednym z takich świątecznych filmów jest „Cud na 34. ulicy” (Miracle on 34th Street) z 1947 r. (fot. BEW)
Filmy świąteczne kojarzą nam się głównie z „Kevin sam w domu”, „Kevin sam w Nowym Jorku”. Tymczasem Amerykanie wracają częściej do dawnych produkcji z lat 40. Jednym z takich świątecznych filmów jest „Cud na 34. ulicy” (Miracle on 34th Street) z 1947 r. (fot. BEW)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Kino familijne, filmy świąteczne, kultowe komedie skłaniają do powrotu do bezpiecznej bazy i pozwalają pielęgnować pozytywne emocje. Na czym polega ich działanie na naszą psychikę, opowiada Martyna Harland, psycholog SWPS.

Dlaczego lubimy oglądać filmy o świętach? Co nam one dają – poprawiają nastrój, przenoszą w bezpieczny świat, zdejmują z nas maskę poważniaków? Takie filmy świąteczne oglądamy często na zasadzie kreskówek. Przenosimy się w inną, nieco bajkową rzeczywistość. Możemy przez chwilę żyć inaczej i patrzeć na świat z różnych perspektyw. Wyskakiwanie z własnej skóry jest przyjemne. Kto by nie chciał raz na jakiś czas przenieść się w wymiar, w którym wszystko jest możliwe i dobre? Prezenty, spotkania z bliskimi, pyszne jedzenie.

Filmy familijne, filmy świąteczne przypominają też o tym, żeby zatrzymać się na chwilę i skupić na bliskich, na rodzinie. Człowiek jest istotą społeczną. Tymczasem prognozy straszą – według GUS w 2035 roku liczba rodzin co najmniej czteroosobowych zmniejszy się o 25 proc., przybędzie za to ludzi samotnych. Czy zatem rodzina, jaką znamy z seriali familijnych, to już przeżytek? Co może ją zastąpić? Świąteczne kino familijne odwołuje się do tej tęsknoty za tradycyjną rodziną.

Profesor Janusz Czapiński powiedział kiedyś, że Polacy wykazują się jednym z największych w Europie wskaźników familizmu. Jednak nie wszystkim rodzinne święta kojarzą się z przyjemnością. Poza tym stres związany ze świętami bierze się z wielu czynników. Boże Narodzenie jest pod koniec roku. Ten moment skłania do zrobienia podsumowania. Często bilans okazuje się ujemny, więc samo to wprowadza nas w negatywny nastrój.

Filmy o Świętym Mikołaju traktujemy zazwyczaj trochę pobłażliwie – nie kojarzą się z kinem wysokich lotów. Z drugiej strony, co roku do nich powracamy. Na czym polega ich fenomen? Oglądając je, wracamy do bezpiecznej bazy i dzieciństwa, które często kojarzy nam się pozytywnie. Działa to trochę na zasadzie rytuału, a to wytwarza w człowieku poczucie komfortu. Ich brak oznaczałby zburzenie tego poczucia przewidywalności świata. Rytuały jednoczą wspólnotę, a to szczególnie istotne w czasach, gdy żyjemy w większości jako odrębne jednostki.

Z punktu widzenia psychologa nie liczy się wartość estetyczna filmu. Chodzi przede wszystkim o poruszanie naszych emocji.

„Listy do M” zapisały się już na dobre na polskiej liście filmów świątecznych (fot. materiały prasowe Kino Świat) „Listy do M” zapisały się już na dobre na polskiej liście filmów świątecznych (fot. materiały prasowe Kino Świat)

W ramówce telewizyjnej pojawiają się obowiązkowe tytuły – święta bez Kevina dla niektórych z nas nie byłyby już prawdziwymi świętami. Na czym polega moc tego filmu? Ten fenomen przyciąga co roku przed ekrany telewizyjne ponad 3,2 mln widzów! W Polsce po raz pierwszy film „Kevin sam w domu” wyemitowano 25 grudnia 1992 roku. Gdy zniknął ze świątecznej ramówki, widzowie zarzucili stacji telewizyjnej, że „zabija święta”. Obok ubierania choinki i śpiewania kolęd film o Kevinie stał się częścią świątecznej tradycji. Tego rodzaju kino oglądamy najczęściej razem z rodziną. I to jest klucz.

Są też prawdziwe perełki świąteczne – jak bijące co roku w Stanach rekordy oglądalności „To wspaniałe życie” z 1946 roku w reżyserii Franka Capry. Ten film to swoista pochwała życia i radości z małych rzeczy. Z jakimi pozytywnymi emocjami pozwala nam się spotkać? Najważniejsza jest nadzieja. Święta i filmy świąteczne dają nam nadzieję na lepsze jutro. To pozytywne wyczekiwanie, że ma zdarzyć się coś miłego. Nadzieja należy do emocji złożonych, które łączą w sobie afekt pozytywny i negatywny, i oba pojawiają się w konkretnej sytuacji – gdy nasze położenie nie jest takie, jak byśmy chcieli. Jednak dominuje w niej oczekiwanie na korzystne zmiany czy lepsze jutro. Nadzieja to taka pożyczka, którą udziela nam szczęście. Pozwala przezwyciężyć strach i napędza do działania. Pomaga zachować równowagę w sytuacjach bardzo trudnych.

Takie kino pomaga nam pielęgnować emocje pozytywne. A one często sprzyjają realizacji zadań na wyższym poziomie, czym przyczyniają się do osiągania sukcesów. Z kolei sukcesy wyzwalają kolejne pozytywne emocje.

Psycholog pozytywna Barbara Fredrickson, zajmująca się badaniami nad szczęściem, wyliczyła idealną proporcję emocji pozytywnych do negatywnych w naszym życiu. Powinna ona wynosić 3:1. Mniejsza o to, w jakim stopniu trzymać się tej złotej zasady. Istotne jest, że stosunek ten nie wynosi 3:0. Warto zatem pielęgnować emocje pozytywne, nie unikając tego, co negatywne.

„To wspaniałe życie”( It's a Wonderful Life) to komediodramat z 1946 r (reż. Frank Capra). Bazą dla filmu była krótka historia „The Greatest Gift”, którą napisał Philip Van Doren Stern. (fot. BEW) „To wspaniałe życie”( It's a Wonderful Life) to komediodramat z 1946 r (reż. Frank Capra). Bazą dla filmu była krótka historia „The Greatest Gift”, którą napisał Philip Van Doren Stern. (fot. BEW)

Na czym dokładnie polega działanie tego typu filmów na naszą psychikę? Czy możemy na przykład wykorzystać terapeutyczną moc filmów do poprawy nastroju, gdy mamy doła? W kinie i literaturze to zjawisko nazywa się „mental transportation”, czyli przeniesienie do rzeczywistości filmowej, identyfikacja z bohaterem i jego światem przedstawionym w filmie.

Czy filmy lekkie, łatwe i przyjemne mogą rozwijać naszą inteligencję emocjonalną? Takie filmy mogą nam chwilowo poprawić nastrój. To emocje proste, którymi niejako zarażamy się z ekranu, w nie do końca świadomy sposób, na zasadzie rezonansu emocjonalnego. Zatem komedia wywołuje śmiech. Większość popularnych filmów to właśnie feel good movies, czyli filmy, które podnoszą poziom serotoniny. Oglądamy i czujemy się lepiej.

Problem w tym, że to efekt krótkotrwały. Dlatego jeżeli chodzi o długofalową pracę nad inteligencją emocjonalną, lepsze jest kino psychologiczne, wywołujące emocje złożone, jak wstyd czy poczucie winy. Zatem te, które są mieszanką emocji pozytywnych i negatywnych.

A jaką listę pozytywnych „doładowywaczy” na święta poleciłby psycholog? Każdy ma swoją żelazną listę, do której wraca. Mnie święta kojarzą się z Luisem de Funesèm. Śmiech jest terapią, którą każdy może sobie przepisać sam. W psychologii nazwano to gelontologią. Śmiech dotlenia, relaksuje, usuwa stres i redukuje ból. Polecam.

ŚWIĄTECZNA TOP LISTA:

  1. „Cud na 34. ulicy” (Miracle on 34th Street), występują: Maureen O’Hara, John Payne, reż. George Seaton, USA 1947
  2. „Kevin sam w domu”, występują: Macaulay Culkin, Joe Pesci, reż. Chris Columbus, USA 1990
  3. „Kevin sam w Nowym Jorku”, występują: Macaulay Culkin, Joe Pesci, reż. Chris Columbus, USA 1992
  4. „Holiday”, występują: Cameron Diaz, Jude Law, reż. Nancy Meyers,USA 2006
  5. „Listy do M. 2”, występują: Tomasz Karolak, Agnieszka Dygant, Polska 2015
  6. „To wspaniałe życie" ("It's a Wonderful Life"), występują: James Stewart, Donna Reed, reż. Frak Capra, USA 1946
  7. Kochajmy się od święta”, występują: Alan Arkin, Diane Keaton, reż. Jessie Nelson, USA 2015
Filmy z lat 40. można obejrzeć m.in. na takich platformach jak CDA, vodplay.pl.

Martyna Harland: psycholog, absolwentka Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich na Uniwersytecie SWPS, a także Warszawskiej Akademii Filmowej. Prowadzi badania nad filmoterapią - wpływem filmów na rozwój, samoświadomości oraz lepsze rozumienie emocji.

  1. Moda i uroda

Najpiękniejsza biżuteria na lato

Fot. Imaxtree (Dior)
Fot. Imaxtree (Dior)
Biżuteria to stały element większości stylizacji. W najbliższych miesiącach polujemy przede wszystkim na tą delikatną, zmysłową, która sprawdzi się jako dodatek do zwiewnych, letnich sukienek i bikini.

Jedna z ulubionych kolekcji Polek od marki W. Kruk - Kwiaty Nocy doczekała się nowej odsłony. Kolekcja Kwiaty Nocy prezentuje niepowtarzalny urok kolorowych kwiatów w eleganckim wydaniu. Malowana emalią biżuteria to wyjątkowe wzornictwo nawiązujące do najnowszych trendów. Na pierwszy rzut oka najbardziej spodobały nam się łańcuszki wykonane z żółtego złota i pokryte różnobarwnymi kamieniami szlachetnymi. Po dłuższym namyśle dobieramy do nich idealnie pasujące pierścionki i długie kolczyki. Wyglądają przepięknie i zmysłowo do letnich stylizacji.

Fot. materiały prasowe W.KrukFot. materiały prasowe W.Kruk

Błękit letniego nieba, czy pudrowy róż płatków kwiatów to tylko niektóre kolory, które odnajdziecie w kolekcji Duro Trend od marki Sadva z wymiennymi eko skórkami. Unikatowa kolekcja składa się z idealnie współgrającymi z letnimi outfitami bransoletek, pozłacanych i srebrnych naszyjników oraz twarzowych kolczyków. Cała kolekcja dostępna jest w różnych wariantach kolorystycznych, a wszystko to za sprawą wymiennych eko skórek, które w zależności od upodobań możemy zmieniać i dobierać do stylizacji.

Fot. materiały prasowe SadvaFot. materiały prasowe Sadva

To co odległe, niecodzienne i różnorodne fascynuje nas od wieków. Nowe wzory Lilou to egzotyczne, energetyczne projekty biżuterii o wyrazistych detalach i stylu. To talizmany składające się z czterech zdobionych okręgów i symbolizujące energię oraz moc jaką niesie poznawanie świata i kultur. Model kolczyków i naszyjnika to pierwsze wzory z kolekcji Etno, która składać się będzie z wyrazistych bransolet, pierścionków i długich kolczyków. Na bransoletach i pierścionkach będzie można nanieść osobisty grawerunek.

Fot. materiały prasowe LilouFot. materiały prasowe Lilou

Fot. materiały prasowe LilouFot. materiały prasowe Lilou

Wszyscy kochający dalekie podróże zachwycą się kolekcją Anki Krystyniak inspirowaną starożytnym Egiptem. Choć uwielbiamy jej kultowe lunule i naszyjniki ze słońcem, w nowej kolekcji zakochałyśmy się równie szybko. Nową kolekcję tworzą naszyjniki, kolczyki oraz pierścienie. Symbole: Oka Horusa, Krzyża Ankh, Pierścienia Shen, Skarabeusza czy Solejki. Symbolika zamknięta w biżuterii to ucieleśnienie ciągłego trwania i nieustającego ruchu. I tak Oko Horusa – to strażnik bezpieczeństwa i zdrowia, Krzyż Ankh – to życiodajne ramiona, Pierścień Shen – wieczna ochrona, Skarabeusz – nieustający ruch, czyli stały rozwój, a Solejka to promienie dobra. Już wiemy, jaki kierunek obierzemy tego lata!

Fot. materiały prasowe Anka KrystyniakFot. materiały prasowe Anka Krystyniak

Najmodniejsze zegarki tego sezonu? Klasyczne na bransolecie lub na subtelnym skórzanym pasku w obłędnych kolorach - żywym pomarańczowym, klasycznym beżu bądź połyskującym granacie. Nowa linia zegarków Longines inspirowana słynnym włoskim hasłem "Dolce Vita" to hołd dla słodyczy życia. Świetny dodatek dla wszystkich, którzy cenią to co solidne, eleganckie i stylowe.

Fot. materiały prasowe LonginesFot. materiały prasowe Longines

Fot. materiały prasowe LonginesFot. materiały prasowe Longines

  1. Listy do Psychologa

On mnie poniża

- Spróbuj wspólnie ze swoją terapeutką opracować plan swojego nowego życia - radzi Ewa Klepacka-Gryz. (Ilustracja: iStock)
- Spróbuj wspólnie ze swoją terapeutką opracować plan swojego nowego życia - radzi Ewa Klepacka-Gryz. (Ilustracja: iStock)

Mój problem dotyczy poniżania, lekceważenia i ignorowania ze strony partnera. Oboje mamy wyższe wykształcenie; kiedyś (tzn. przed wejściem w rolę mamy i gospodyni domowej 24/7) byłam pewną siebie, uśmiechniętą, niezależną kobietą. Od siedmiu lat zajmuję się trójką maluchów (najmłodszy ma rok). Zdecydowaliśmy (właściwie to partner był za tym), że tylko on będzie pracował zawodowo. Praca tzw. pani domu to ciężka harówa, więc po 17 już raczej zasypiam na stojąco. Przestałam nadążać za światem i tym, co niosą choćby nowe aplikacje czy rozwiązania technologiczne. Od mniej więcej trzech lat partner podchodzi do mnie bardzo lekceważąco, deprecjonując moje wybory czy rozwiązania, odpowiadając coś w stylu: „ty się na tym nie znasz, ty w ogóle się na niczym nie znasz" lub „nie uczestniczysz w rynku pracy, więc nic o tym nie wiesz" albo „ciebie nigdzie bym nie zabrał, bo można by się było wstydzić". Czuję się źle, tracę poczucie wartości i jestem coraz bardziej bezsilna. Nie potrafię się obronić, używając ciętego języka bądź mocnych argumentów, płaczę za zamkniętymi drzwiami i raz w tygodniu opowiadam o tym pani terapeutce. Dlaczego on tak się zachowuje (czy jest w jakiś sposób zaburzony?). Będę wdzięczna za wyjaśnienie sensu jego postępowania.
Agnieszka

Ewa Klepacka-Gryz: Kochana moja, bardzo jestem ciekawa, czy zadałaś to pytanie swojej terapeutce. A jeśli tak, to prawdopodobnie ode mnie dostaniesz identyczną odpowiedź. Chcę, żebyś dobrze mnie zrozumiała: terapeuta nie jest w stanie interpretować czy diagnozować zachowania osób, z którymi jego pacjent jest w relacji. On zajmuje się jedynie tym, kto do niego przychodzi.

Rozumiem, że zachowania partnera sprawiają ci ból. Masz prawo powiedzieć mu, że nie chcesz być tak traktowana, a jeśli nie posłucha – ilekroć zaczyna prawić ci te „komplementy”, po prostu wychodź. Czuję, że większym problemem jest to, jak ty postrzegasz siebie w obecnej roli. Piszesz, że dałaś się wkręcić, że to partner właściwie o wszystkim zdecydował. A gdzie ty byłaś, kiedy on decydował? Nie da się wrócić do przeszłości, ale nie ma też potrzeby tkwienia we „wkręconym” życiu, które, no właśnie – jest czy nie jest twoje? A jeśli nie jest, to zastanów się, jakiego życia chcesz. W jakiej roli, oprócz pani domu, się widzisz? Jakie masz pasje? Co cię cieszy? Wierzę, że opieka nad trójką maluchów to praca na kilka etatów, ale twoja w tym głowa, żeby wygospodarować trochę czasu dla siebie. Ty już masz taki czas – chodzisz na terapię i… może zamiast co tydzień opowiadać, co złego cię spotkało ze strony partnera (to jedynie chwilowo obniży napięcie), spróbuj wspólnie z nią opracować plan swojego nowego życia. Trzymam kciuki za powodzenie!

  1. Moda i uroda

Przebarwienia i trądzik na wakacjach

Przebarwienia, czy inne kłopoty z cerą, to nie powód, by urlop spędzić pod parasolem. Odpowiednia pielęgnacja oraz wysoka fotoprotekcja mogą zminimalizować ryzyko powstawania plam. (Fot. iStock)
Przebarwienia, czy inne kłopoty z cerą, to nie powód, by urlop spędzić pod parasolem. Odpowiednia pielęgnacja oraz wysoka fotoprotekcja mogą zminimalizować ryzyko powstawania plam. (Fot. iStock)
Latem pielęgnacja cery z przebarwieniami to nie tylko stosowanie kremów z filtrami, równie ważny jest dobór odpowiednich składników aktywnych i właściwe oczyszczanie. Rozmawiamy z dermatolożką dr Małgorzatą Huczek z Kliniki dr Huczek i dr Wanat.

Dr n. med. Małgorzata Huczek, dermatolog-wenerolog, lekarz medycyny estetycznej i regeneracyjnej. Klinika dr Huczek dr WanatDr n. med. Małgorzata Huczek, dermatolog-wenerolog, lekarz medycyny estetycznej i regeneracyjnej. Klinika dr Huczek dr Wanat

Osoby, które walczą z przebarwieniami boją się lata, bo wiedzą, że problem może się nasilić, a nawet kremy z wysokimi filtrami i kapelusze z dużymi rondami nie gwarantują 100-procentowej ochrony. Co by im Pani poradziła, żeby jednak mogły się cieszyć ze słońca, z wakacji?
Rzeczywiście nikt im nie zagwarantuje, że plamy po lecie się nie pojawią. Przebarwienia to bardzo złożony problem, ale po pierwsze skutecznie da się je leczyć, a po drugie odpowiednio dobrana pielęgnacja znacznie zmniejsza ryzyko ich powstawania. Proponuję zatem zadbać o profilaktykę i korzystać z uroków lata.

Na czym dokładnie ta profilaktyka ma polegać?
Przede wszystkim warto wiedzieć dlaczego przebarwienia powstają. Na przykład osoba z cerą trądzikową z przebarwieniami tzw. pozapalnymi, ma stale skórę w stanie zapalnym, a melanocyty (komórki tworzące pigment) źle reagują na stan zapalny. Chodzi o to, że tlący się stan zapalny w skórze dodatkowo aktywuje melanocyty do produkcji melaniny, czyli następuje zwiększenie jej produkcji i tym samym, przebarwień. W takim przypadku ważne będzie nie tylko leczenie trądziku, ale też włączenie do pielęgnacji tych składników, które wpływają na zmniejszenie produkcji melaniny, np. blokujących enzym tyrozynazy.

Znane są też badania mówiące o tym, że skład łoju i oksydacja lipidów w przebiegu trądziku, a dodatkowo kontakt z zanieczyszczeniam ze smogu, aktywują powstawanie melazmy. Dlatego tak ważne jest właściwe oczyszczanie skóry i stosowanie antyoksydantów w pielęgnacji.

Najnowsze publikacje naukowe mówią o tym, że przyczyną powstawanie melazmy, może też być rozchwianie bariery hydrolipidowej skóry. W takim przypadku profilaktyką będą kremy regeneracyjne.

Czyli pielęgnacją letnia to oprócz fotoprotekcji dobranie odpowiednich dla cery składników aktywnych?
Tak. Każda skóra wymaga indywidualnego doboru kosmetyków. Nawet witamina C - podstawowy, rozjaśniający składnik, który warto stosować również latem, wymaga indywidualnego podejścia. Przy cerze trądzikowej nie powinna być stosowana w czystej postaci, czyli jako kwas askorbinowy, a jedynie jako jej pochodne, w odpowiednim pH i właściwym stężeniu. Witamina C w stężeniu powyżej 10 proc. działa aktywująco na sebocyty, co zaostrza trądzik.

Odpowiednie serum z witaminą C to ważny element letniej pielęgnacji ponieważ składnik ten działając przeciwrodnikowo chroni DNA komórkowe przed przedwczesną degradacją, która przyspiesza obumieranie komórek. Dodatkowo wiadomo, że witamina C łączona w pielęgnacji z filtrami przeciwsłonecznymi zwiększa ich skuteczność. Często widzimy w kosmetykach połączenie witaminy C z kwasem ferulowym ponieważ oba te składniki tworzą większy płaszcz ochronny dla skóry w swoim działaniu antyoksydacyjnym, działają synergistycznie - wzmacniając nawzajem swoje działanie i skuteczność.

Czego oprócz witaminy C szukać w kosmetykach na lato?
Moim zdaniem warto tak skomponować swój rytuał pielęgnacyjny, żeby znalazły się w nim substancje, które będę działały na skórę na różnych poziomach zapobiegania przebarwień, czyli:

  1. Uszczelniały barierę hydrolipidową (lipidy, cholsterol, woski, skwalan itd).
  2. Zwalczały wolne rodniki, działały antyoksydacyjnie, minimalizowały stan zalany, chroniły DNA komórkowe przed śmiercią (witamina C, niacynamid, resweratrol, kwas ferulowy, pycnogenol, glutation).
  3. Blokowały tyrozynazę, czyli enzym uczestniczący w procesie melanogenezy (kwas azelainowy, hydrochinon, kwas traneksamowy, tiamidol, arbutyna, rezorcinol, kwas kojowy);
  4. Działały na zablokowanie przechodzenia barwnika np. niacynamid działa na rozpraszanie barwnika i jego transport do keranocytów.
  5. Rozpraszały barwnik przez przyspieszenie różnicowania keratynocytów, co daje mniejsze przyleganie barwnika do komórek w naskórku i skórze właściwej i w związku z tym mniejszą możliwość utrzymywania się przebarwień. Do tej grupy należą retinoidy np., retinol, retinaldehyd.
  6. Działały złuszczająco na naskórek, eksfoliacyjnie, np. kwas glikolowy, kwas mlekowy, papaina. Jednak te składniki wart włączyć do pielęgnacji dopiero w okresie jesienno-zimowym, latem lepiej z nich zrezygnować

A retinoidy? Czy ich na lato też nie należy odstawić?
Nie. Ja stoję na stanowisku, że jeżeli jest odpowiednia fotoprotekcja nie ma przeciwskazań do używania retinoidów, czy retinolu w czasie wakacji. Oczywiście stosujemy je na noc.

Są różne metody ich aplikowania - niektóre osoby lubią stosować je bezpośrednio na oczyszczoną skórę, inni, dodatkowo po aplikacji stosują kremy nawilżające. Przy skórach naczyniowych i wrażliwych ostrożnie i nie codziennie.

Przy nocnej pielęgnacji nie można zapomnieć o regeneracji, czyli kremach odbudowujących barierę hydrolipidową.

Właściwa ochrona przeciwsłoneczna w ciągu dnia to jaka?
Kremy z filtrami przeciwsłonecznymi z wysoką ochrona UVA, bo to promieniowanie najmocniej bodźcuje powstawanie przebarwień. Ważna jest również ochrona HEV, przez światłem niebieskim, oraz podczerwonym IR. To istotne ponieważ są badania które wykazały istotny wpływ temperatury na powstawanie przebarwień. Dlatego u tak wielu kobiet mimo restrykcyjnej ochrony przeciwsłonecznej pod postacią kremów z filtrem ich reaplikacji co 2 godziny i używaniu odzieży ochronnej typu kapelusze, przebarwienia pogarszają się nawet w miejscach osłoniętych, np. na czole.

Reaplikacja to istotny element fotoprotekcji i jednocześnie sprawiający duży problem w codziennym miejskim życiu, dlatego należy dobierać takie metody, które nie będą przysparzały nam kłopotu , np. łatwo użyjemy do reaplikacji preparatów w pędzlu, czy w kompakcie, który dodatkowo poprawia nam makijaż.

Warto w związku z tym porządnie posmarować twarz kremem z filtrem rano, metodą dwóch palców, czyli nałożyć na palce wskazujący i środkowy dwa paski kremu, które pokryją całą ich powierzchnię od podstawy do końca. To powinno wystarczyć na twarz i szyję.

Jakich składników aktywnych w kosmetykach latem lepiej unikać?
W okresie letnim trzeba zminimalizować eksfoliację, czyli złuszczanie. Lepiej zupełnie odstawić kwasy (AHA, BHA, PHA). W gabinetach przerywamy na okres wakacyjny używanie zabiegów na kwasach chemicznych. Dlaczego? Warstwa rogowa naskórka stanowi naturalną ochronę przeciwsłoneczną, dlatego lepiej jej nie usuwać.

Każdy kto używa, to wie, że filtry - nawet te najlżejsze, najnowocześniejsze - to dość oblepiające substancje. Jak prawidłowo je zmywać?
Przede wszystkim warto podkreślić, że to jest bardzo ważny etap pielęgnacji - żeby dobrze umyć skórę i przygotować ją do wieczornej regeneracji. Moim zdanim najskuteczniejsze jest dwuetapowe oczyszczanie skóry. Pierwszym krokiem jest płyn micelarny, który ma właściwości lipofilowe i hydrofilowe. Drugi krok to mycie preparatami z wodą.

Jest z płynem micelarnym tylko jeden problem - niektóre panie nie lubią pocierania skóry wacikiem. Namawiam je do znalezienie odpowiedniego materiału - supermiękkich płatków, albo rękawiczek glow, bo uważam, że płyn micelarny naprawdę się sprawdza.
Paniom, które nie chcą się przekonać do płynu micelarnego, polecam podwójne mycie skóry żelem, pianką, kostką syndetowa.

Osobiście nie rekomenduję swoim klientkom mycia twarzy olejkami czy masełkami. Wynika to z tego, że większość substancji zawartych w olejkach (chyba, że jest to czysty skwalan, który jest składnikiem bariery hydrolipidowej skóry) jest komedogenna i przez to obserwuję u swoich pacjentek zaostrzenie stanów zapalnych.

Po myciu tonizacja.
Nie zawsze. Ja uważam, że to zbędny produkt. Jak wiadomo głównym celem toniku jest wyrównanie poziomu pH na skórze do 5,5. I tonik spełniał swoją bardzo ważna funkcję, kiedy używaliśmy mydeł zasadowych. Dziś produkty do oczyszczania twarzy mają najczęściej odpowiednie dla skóry pH, wiec stosowanie toniku nie ma większego sensu.

No ale przecież kosmetyk z twarzy zmywamy i płuczemy wodą, która może zmienić odczyn skóry?
Musimy sobie zdać sprawę z tego, że cząsteczki z kosmetyku, którym myliśmy twarz, nawet po dokładnym opłukaniu, zostają na naszej skórze. Żeby pozbyć się wszystkiego, co wcześniej na nią nałożyliśmy trzeba byłoby ją szorować godzinami… Dlatego przy skórach alergicznych bardzo ostrożnie bym stosowała żele zwłaszcza roślinne mocno zapachowe bo one maja takie formulacje, które zatrzymują się w barierze hydrolipidowej skóry i mogą działać jak alergeny. I dlatego jeśli produkt do mycia twarzy zapewnia właściwe pH, stosowanie toniku nie jest konieczne. Chyba, że stosujemy go dla przyjemności.

Podobnie z hydrolatami - nie mają właściwości pielęgnacyjnych, używanie ich ma raczej odświeżające funkcje.
Jednak - jeśli ktoś lubi sobie spryskać twarz jako wykończenie pielęgnacji to polecam wody termalne. Lekko wilgotna skóra zachowuje się jak gąbka, a substancje użyte w kolejnych etapach głębiej penetrują.

Dziekuję za rozmowę.
Miłych wakacji.

Redakcja poleca - przegląd kosmetyków dla skór z przebarwnieniami

ZO Skin Health, Brightalive Skin Brightener. Nowość!

ZO Skin Health, Brightalive Skin Brightener, 560 zł/50 mlZO Skin Health, Brightalive Skin Brightener, 560 zł/50 ml

Brightalive Skin Brightener to wieloskładnikowa formuła, która rozjaśnia skórę, wyrównuje pigmentację i skutecznie hamuje melanogenezę. Formułę tego preparatu opracowano na bazie nowatorskiej technologii: niacynamid blokuje transfer melaniny z melanocytów do keratynocytów, ogranicza stan zapalny, zwiększa produkcję ceramidów; kwas traneksamowy eliminuje przebarwienia i rozjaśnia cerę, poprzez blokowanie wytwarzania melaniny pod wpływem promieni UV. Dodatkowo preparat bardzo delikatnie złuszcza wierzchnie warstwy rogowe, dzięki zawartości papainy. Gliceryna uzupełnia nawilżenie.

SVR, Clarial Day. Krem przeciw przebarwieniom z wysoka ochroną. Nowość!

SVR, Clairial Day, 125 zł/30 mlSVR, Clairial Day, 125 zł/30 ml

Clairial Day hamuje melaninę i chroni przed nawrotem przebarwień, ujednolica i rozświetla koloryt skóry. Zawiera pochodną kwasu ferulowego, który działa na fibroblasty. Ekstrakt z planktonu morskiego działa na naczynia krwionośne, wzmacniając je. Kompleks depigmentacyjny Duowhite działa na klasyczny szlak melanogenezy - hamuje tyrozynazy, przeciwdziałając powstawaniu przebarwień. Formuła zawiera też dwa filtry przeciw UVB (SPF 30) i UVA. Dodatkowo krem działa antyoksydacyjnie chroniąc przed skutkami zanieczyszczeń: zawiera 2-procentową witaminę C, która ujednolica koloryt, oraz ekstrakty fermentu z drożdży pochodzenia naturalnego (kaktus Saguaro). Krem dzięki naturalnym pigmentom daje też ochronę przed światłem niebieskim.

Pharmaceris, Melacyd, dermo-ochronny krem wybielający przebarwienia, 4% niacynamid na dzień SPF 50

Pharmaceris, Melacyd, 52 zł/30 mlPharmaceris, Melacyd, 52 zł/30 ml

Wysokoskoncentrowany krem zawiera 4 proc. niacynamidu, który skutecznie hamuje zarówno syntezę melaniny, jak i migrację barwnika do naskórka, przeciwdziałając powstawaniu nowych plam. Efekt kilkupoziomowego wybielania potęguje witamina C oraz kompleks biomimetic-peptid. Stopniowo zmniejszają one intensywność istniejących przebarwień, rozjaśniają i wyrównują koloryt skóry. Witamina E pełni rolę fizjologicznego antyoksydantu, opóźniając procesy starzenia. SPF 50+ zapewnia skuteczną fotoochronę skóry. Krem nie powoduje odbarwień zdrowej skóry. Skuteczność potwierdzona w badaniach na skórze z przebarwieniami: w 79 proc. rozjaśnia przebarwienia, 83 proc. wyrównanie kolorytu skóry.

SkinTra - Brightoner, Całoroczny Tonik Kwasowy 9%

SkinTra, Brightoner, Całoroczny Tonik Kwasowy 9%, 55 zł/100 ml (produkt dostępny na cosibella.pl)SkinTra, Brightoner, Całoroczny Tonik Kwasowy 9%, 55 zł/100 ml (produkt dostępny na cosibella.pl)

Złuszczająco-rozświetlający tonik kwasowy o działaniu rozjaśniającym. W jego skład wchodzą między innymi: kwas migdałowy, kwas kojowy, kwas traneksamowy, azeloglicyna i witamina C, odpowiadające za złuszczanie, wygładzenie i rozjaśnienie skóry. Dodatkowo koktajl składników wpływa na enzym tyrozynaza, co ogranicza syntezę melaniny, tym samym zmniejszając ryzyko powstania nowych przebarwień. Tonik osłabia wiązania komórek naskórka, przyspieszając fizjologiczny proces złuszczania, dodatkowo stopniowo rozjaśnia przebarwienia. Sprawdzi się w przypadku skóry ziemistej, matowej, zanieczyszczonej, z przebarwieniami, a także z tendencją do powstawania wyprysków i zaskórników. Produkt nie wykazuje potencjału fototoksycznego ani fotouczulającego, może być stosowany niezależnie od pory roku, a jego pH wynosi około 3,8. Do stosowania wyłącznie wieczorem zgodnie z zaleceniem producenta.

Bioderma, Photoderm M SPF 50+ UVA 3. Ochronny krem tonujący zapobiegający powstawaniu przebarwień

Bioderma, Photoderm M, 74 zł/ 40 ml (dostępne są wyłącznie w aptekach)Bioderma, Photoderm M, 74 zł/ 40 ml (dostępne są wyłącznie w aptekach)

Photoderm M zawiera patent Bioprotection, który biologicznie wspomaga naturalne mechanizmy obronne skóry przed szkodliwymi efektami działania promieniowania UV. Ogranicza powstawanie przebarwień dzięki zawartości glabrydyny, która hamuje pigmentację wywołaną promieniami UVB i hamuje tyrozynazę (szczególne T1 i T3) -czyli enzym, który aktywuje syntezę melaniny (barwnika skóry). Chroni przed szerokim spektrum promieniowania – filtry UVB/UVA i światłem widzialnym. Formuła bezzapachowa. Bez parabenów. Wodoodporny i fotostabilny. Hipoalergiczny.

Basiclab, serum redukujące przebarwienia

Basiclab, serum redukujące przebarwienia, 199 zł/ 30 mlBasiclab, serum redukujące przebarwienia, 199 zł/ 30 ml

Kompleks kwasu azelainowego i glicyny (azeloglicyna) w stężeniu 10 proc. efektywnie rozjaśnia skórę z problemem hiperpigmentacji dzięki ograniczaniu procesu melanogenezy, w wyniku którego produkowana jest melanina. Dodatkowo dzięki właściwościom przeciwzapalnym i przeciwbakteryjnym dobrze sprawdza się u skór z trądzikiem różowatym i pospolitym. Niacynamid zawarty w formule wyrównuje koloryt skóry i spłyca drobne zmarszczki oraz nawilża. Pochodna witaminy C w towarzystwie alfa arbutyny skutecznie rozjaśnia istniejące przebarwienia. Ekstrakt z korzenia lukrecji gładkiej rozjaśnia nierówny koloryt skóry, łagodzi podrażnienia, zmniejsza zaczerwienienia i regeneruje. Dzięki właściwościom antyoksydacyjny skutecznie chroni przed wolnymi rodnikami.

The Ordinary, Azelaic Acid Suspension 10% (kwas azelainowy)

The Ordinary, Azelaic Acid Suspension 10% (kwas azelainowy), 32 zł/30 ml (produkt dostępny na cosibella.pl)The Ordinary, Azelaic Acid Suspension 10% (kwas azelainowy), 32 zł/30 ml (produkt dostępny na cosibella.pl)

Kwas azelainowy jest wskazany przy kuracji trądziku różowatego i w przypadku rumienia oraz przebarwień. Ma właściwości bakteriostatyczne i zmniejsza produkcję melaniny. Jest skutecznym przeciwutleniaczem. Ta formuła ma wysokie 10 proc. stężenie kwasu azelainowego o wysokiej czystości, w lekkiej kremowo-żelowym konsystencji. pH produktu waha się między 4,0, a 5,0. Kosmetyk nie zawiera alkoholu i olejów.
Uwaga, kosmetyk nie posiada właściwości leczniczych, jeżeli zmagasz się z trądzikiem różowatym, w pierwszej kolejności konieczna jest konsultacja z dermatologiem!

Arbonne, rozświetlająca linia BrightenUp

Arbonne, linia Brighten Up, tonik 156/50 ml; serum 279 zł/30 ml; krem z filtrem mineralnym 264 zł/50 g; krem pod oczy 248 zł/15 g; krem na noc 349 zł/50 gArbonne, linia Brighten Up, tonik 156/50 ml; serum 279 zł/30 ml; krem z filtrem mineralnym 264 zł/50 g; krem pod oczy 248 zł/15 g; krem na noc 349 zł/50 g

To rozświetlająca kolekcja produktów, która pozwoli każdej cerze odzyskać utracony blask, wyeliminować przebarwienia i przywrócić równomierny koloryt. Linia BrightenUp ma specjalnie opracowaną formułą, której podstawą są: niacynamid, kwas hialuronowy oraz brunatnice. Składniki te długotrwale nawilżają skórę, rozświetlają ją, wyrównują koloryt, a także zmniejszają widoczność drobnych i głębszych zmarszczek. W skład linii wchodzi płyn do mycia twarzy BrightenUp, rozświetlające serum z kwasem hialuronowym BrightenUp, krem pod oczy z niacyną, krem z mineralnym filtrem przeciwsłonecznym SPF 15., krem na noc z brunatnicami.

drSkin Clinic, krem intensywana ochrona 2% niacynamid +SPF50

drSkin Clinic, krem intensywana ochrona 2% niacynamid +SPF50, 69 zł/50 mldrSkin Clinic, krem intensywana ochrona 2% niacynamid +SPF50, 69 zł/50 ml

Zawiera filtry chroniące przed uszkodzeniami skóry wynikającymi z promieniowania UV (UVA, UVB oraz VIS) oraz przeciwzmarszczkowy niacynamid o właściwościach poprawiających koloryt cery. Krem przeciwdziała powstawaniu oraz aktywnie zmniejsza przebarwienia, zmarszczki i przesuszenie. Nacynamid oprócz wpływania na proces powstawanie przebarwień stymuluje syntezę kolagenu i ceramidów, które stanowią podstawowy składnik cementu międzykomórkowego, zapewniającego integralność bariery skórnej. Wykazuje silne działanie nawilżające, poprawia funkcję bariery naskórkowej i ogranicza nadmierną ucieczkę wody ze skóry (TEWL).

Samarité, Divine Secret Serum

Samarité, Divine Secret Serum, 299,99 zł/30 mlSamarité, Divine Secret Serum, 299,99 zł/30 ml

To super skoncentrowany kosmetyk, głównie o działaniu anti-aging i odbudowującym, zawiera aż 61 składników aktywnych, 9 peptydów, które działają pobudzająco na kolagen i elastynę, mocną roślinną witaminę C wzmacniającą naczynia krwionośne i rozjaśniającą przebarwienia oraz filtraty zbożowe przyspieszające procesy naprawcze skóry. W koktajlu tym nie mogło zabraknąc superskłandika jakim jest niacynamid. Ponadto 3 różne kwasy hialuronowe wykazują działanie nawilżające i wygładzające.