Gracz i jego Anna

Gdyby Anna Snitkin nie była żoną Dostojewskiego, nikt by o niej  nie usłyszał. Nie była szczególnie mądra ani ładna, wiedziała jednak,  co to miłość, oddanie i odpowiedzialność. Zostawiła genialne  świadectwo tego związku – dziennik, który pisała tak, jakby filmowała ukrytą kamerą. Udało jej się uwolnić genialnego męża od niszczącego  nałogu gry w ruletkę. Za jej czasów powstały: „Idiota”, „Biesy”  i „Bracia Karamazow”.

Matka Fiodora Dostojewskiego była kobietą łagodną. Zachowały się jej poruszające listy do męża, w których nieszczęsna gorączkowo tłumaczy się, że jest niewinna – mąż nieustannie podejrzewa ją o zdradę. Ojciec Fiodora był lekarzem, podczas wojny z Napoleonem w 1812 roku dokonał setek amputacji. Człowiek wybuchowy i bezwzględny nie tylko dla najbliższych – kiedy stał się właścicielem wsi, wtedy pańszczyźnianej, bardzo źle traktował chłopów. Wrażliwy chłopiec patrzył na to szeroko otwartymi oczami. I ten okrutny krajobraz pokaleczy go na całe życie
.
Niemal wszyscy, nawet ci szczególnie krzywdzeni, po latach idealizują swoje dzieciństwo, dlatego Dostojewski mawiał: „dzieciństwo miałem szczęśliwe”. Ale napisał też: „Są dzieci przeżywające od dzieciństwa rozterki z powodu rodziny, od dzie-ciństwa pokrzywdzone niegodnym zachowaniem swoich ojców, ich i swego otoczenia, a co najważniejsze – od dzieciństwa już poczynające rozumieć brak ładu i przypadkowość, na których zbudowane jest ich życie, brak ustalonych form i tradycji rodu”.

Stenografka

Jest rok 1866. Słynny już pisarz ma lat 45. Publikuje właśnie w odcinkach „Zbrodnię i karę”, do końca powieści brakuje jeszcze kilku rozdziałów. Cierpi na epilepsję. Tkwi w szponach hazardu, jest nieustannie w tarapatach finansowych, długi dręczyć go będą niemal do końca życia. Śmierć ukochanego brata Michała pogłębia finansowy dramat, gdyż szlachetnie bierze na siebie jego długi.
 
Pisarz musi spłacić 3 tys. rubli, jeśli tego nie zrobi, grozi mu więzienie. Nieuczciwy wydawca wie o jego kłopotach i krąży nad nim jak sęp. Proponuje 3 tys. rubli za prawa autorskie do wydanych książek. W umowie jest jeszcze cyrograf – Dostojewski ma w krótkim terminie napisać dla niego nową powieść. Jeśli nie wywiąże się z umowy, straci na zawsze prawa do wszystkich swoich dzieł.
 
Czas ucieka, już tylko miesiąc do oddania powieści, strapieni  przyjaciele proponują, że w kilka osób napiszą kolejne roz-działy. Dostojewski odmawia. Wtedy ktoś wpada na pomysł, by zaczął dyktować tekst stenografce. Taki prosty pomysł, a zmieni jego życie.
 
Anna Snitkin ma 20 lat. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić, więc postanowiła uczyć się stenografii. Robiła postępy, dlatego po-lecono ją Dostojewskiemu. Anna wie, że to wielki pisarz, czytała jego książki, może nawet się w nim podkochuje, nic więc dziw-nego, że z drżącym sercem idzie na spotkanie. Myśli: jak on wygląda? Ponad 20 lat wcześniej ktoś tak go sportretował: „Wystarczyło raz spojrzeć na Dostojewskiego, by zrozumieć, że ten młody człowiek jest straszliwie nerwowy i wrażliwy. Był szczuplutki, jasnowłosy, o niezdrowej cerze. Nieduże szare oczy z jakimś niepokojem przebiegały z jednego przedmiotu na drugi, a blade wargi drgały mu nerwowo. Początkowo był bardzo nieśmiały i nie przyłączał się do ogólnej rozmowy”.

W XIX wieku uważano, że 45-letni mężczyzna stoi na progu starości. Na pierwszym spotkaniu Anna odkrywa, że ten starszy pan nie jest nieśmiały, ale znerwicowany. Napisze: „Był wyraźnie rozdrażniony i nie mógł zebrać myśli. Pytał o moje imię i na-tychmiast je zapominał, to znowu zaczynał chodzić po pokoju, a chodził długo, jakby nie zauważał w ogóle mojej obecności”. Oraz: „Wychodziłam od Dostojewskiego bardzo przygnębiona. Nie spodobał mi się, zrobił na mnie nieprzyjemne wrażenie (…)”.

Ale to się szybko zmieni. Przy następnych spotkaniach ujmie ją jego szczerość. Jest bardzo samotny, zwierza się Annie. Opowie jej o najbardziej wstrząsającym epizodzie swego życia. Za udział w tzw. spisku pietraszewców (to kółka młodzieży i intelektualistów, zwolenników republiki i utopijnego socjalizmu) Dostojewski został osadzony z innymi podejrzanymi w Twierdzy Pietropawłowskiej. Dostał wyrok śmierci. Z listu do brata znamy te kilka minut, które wstrząsnęły jego światem.
 
„Dzisiaj, 22 grudnia, zawieziono nas na plac Siemionowski. Tam wszystkim nam odczytano wyrok śmierci, dano krzyż do ucałowania, złamano nad głowami szpady i ubrano nas w śmiertelne stroje [białe koszule]. Następnie trzech z nas postawiono pod słupami na rusztowaniu. Wywoływano po trzech, byłem więc w następnej kolejce i życia miałem przed sobą nie więcej niż minutę.

Pomyślałem o Tobie, bracie, o Twoich bliskich. W tej ostatniej chwili życia myślałem wyłącznie o Tobie, tylko Ty stałeś mi przed oczyma i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak Cię bardzo kocham, bracie mój najmilszy! Zdążyłem też uścisnąć Pleszczejewa, Durowa, którzy znajdowali się obok, i pożegnać się z nimi. Wreszcie uderzono w werble, tych, którzy byli przywiązani do słupów, przyprowadzono z powrotem, i odczytano nam, że Jego Cesarska Mość darowuje nam życie. Następnie odczytano właściwe wyroki”.

Miał 25 lat, gdy zakuty w ciężkie kajdany jechał na czteroletnią katorgę saniami przez śnieżną Rosję, do Omska na Syberii. Tam poznał swoją żonę Marię, kobietę o trudnym charakterze, która umarła na suchoty trzy lata przed spotkaniem pisarza z Anną.

Straszne lata katorgi opisał w wielkim literackim reportażu – powieści „Wspomnienia z domu umarłych”. Wielkie nieszczę-ście da mu genialny materiał do książek i zmieni jego światopogląd: w drugiej połowie życia pisarz stał się konserwatywny i religijny.

Zastawiony posag

Podczas wspólnej pracy Anna i Fiodor coraz bardziej się do siebie zbliżają. Anna wie już, czemu z mieszkania czasami znikają przedmioty, np. chi ska waza czy sztućce – pisarz zastawia je w lombardzie. Zastawia także futro i marznie w zimie. Zwierza się jej, że ma już wszystkiego dosyć, w desperacji zamierza uciec do Jerozolimy albo ożenić się po raz drugi! Nie chce mądrej żony, chce dobrej, która będzie mu współczuła i go kochała.
 
Dzięki Annie pisarzowi udaje się, nie do wiary, w trzy tygodnie skończyć powieść. Tak powstał „Gracz”. Dostojewski za-chował się znowu jak hazardzista, ale tym razem wygrał. Powieść jest niezwykła, czasami okrutna, ale też zabawna, arcydzieło o nałogu hazardu i o nałogu miłości, o dwóch wielkich namiętnościach.
 
Kiedy Dostojewski się jej oświadcza, Anna bez wahania mówi tak. Już pierwsze tygodnie wspólnego życia są dla niej okropne. Z pisarzem mieszka rozległa rodzina, którą utrzymuje, wszyscy siedzą mu na karku i nie znoszą Anny, traktują ją jak konku-rencję. A ona się dziwi: jak to możliwe, że taki genialny znawca ludzkich dusz niczego nie widzi?

Dostojewski chce uciec przed wierzycielami za granicę. Anna wpada na pomysł, jak zdobyć na to fundusze – zastawia cały swój posag. Już nigdy nie odzyska mebli i sukien… Mąż przegra wszystko w ruletkę.

 

W 1867 roku Anna i Fiodor wyjeżdżają do Niemiec. Ich życie poznajemy dzień po dniu, bo Anna opisała je w dzienniku. Na początku nie czuje się pewnie, ma wątpliwości, czy Fiedia ją kocha, ale jest wdzięczna, że taki wielki człowiek w ogóle chce z nią być. Dostojewski miał szczęście: nie jest piękna ani specjalnie mądra, ale jest dobra i praktyczna, podczas gdy on jest naiwny jak dziecko. Bardzo niewiele kobiet wytrzymałoby z Fiedią.
 
Mało jest tak pedantycznych zapisów czyjegoś nałogu jak dziennik Anny. Ona jest jego „skarbnikiem”, więc scenariusz wygląda tak: on bierze od niej trochę pieniędzy, idzie grać, przegrywa, wraca po pieniądze, coś wygrywa, zaraz potem przegrywa, znowu idzie do Anny.

Anna notuje: „Parę razy zaczynałam płakać, odchodziłam od zmysłów, ale kiedy wrócił, zapytałam go z zimną krwią: przegrałeś? »Tak, przegrałem«. Powiedział to rozpaczliwie i znów zaczął siebie obwiniać, mówił wzruszonym głosem, że ma sobie za złe swoją słabość do gry, że mnie kocha, że jestem wspaniałą żoną i że nie jest mnie godny. Potem poprosił o jeszcze trochę pieniędzy”.
 
Wtedy zwykle mu odmawia, a on krzyczy, że jeśli mu nie da pieniędzy, to zwariuje. I tak w kółko dzień po dniu. Od koła ruletki nie umie nigdy w porę odejść, co wygra, to przegra. Cytuję z „Gracza”: „Powinienem był wówczas odejść od stołu, ale zrodziło się we mnie jakieś dziwne uczucie, pragnąłem wyzwać los, chciałem dać mu prztyczka w nos, pokazać mu język”. A więc to też igranie z losem. Ma jakieś swoje genialne systemy gry. Marzy o wielkiej sumie, która wyciągnie go z długów i zapewni dostatnie życie. Zaczyna się gehenna zastawiania rzeczy w lombardach; oddaje w zastaw swoje ubrania, potem ubrania Anny, nawet obrączki ślubne. Nieraz płacze i mówi: „Okradłem cię z ostatnich rzeczy. Zabrałem je i przegrałem”. Ona zaczyna go pocieszać, ale nazajutrz jest to samo. Anna zapisuje: „W końcu przyszedł Fiedia. Wszedł bardzo blady i ukląkł przede mną. Powiedział, że wszystko skończone, że przegrał wszystko. (…) Sytuacja nasza jest potworna, nie mamy pieniędzy i zupełnie nie wiadomo, skąd je wziąć”.

„Fiedię trzeba koniecznie bronić, nie tylko przed innymi, ale również przed nim samym, ponieważ nie ma woli, aby zapano-wać nad sobą”. „Biedny Fiedia”. Zwrot „biedny Fiedia” powtarza się nieustannie.

Wierna i naiwna kronikarka

Graczowi zawsze coś przeszkadza, „jakaś rosyjska dama, która cały czas trajkotała”. Anna pisze: „Przegrał, a to wszystko dlatego, że z tyłu za nim stał bogaty Polak z jakimś drugim Polakiem. Ten drugi Polak stawiał trochę talarów, ale mówił tak dużo, jakby stawiał stosy złotych talarów. (…) To tak rozzłościło Fiedię, że grał bardzo nieostrożnie i przegrał”. (Polaków pisarz nie znosił). Dziennik pełen jest też różnych uwag składających się na intymny opis pisarza. Czasami Anna podgląda, jak Fiedia gra w ruletkę: „Wyglądał strasznie, miał czerwone oczy, cały był purpurowy. Sprawiał wrażenie pijanego”. Albo: „Był bardzo pochmurny. Przy kolacji powiedział, że stół przesunęłam na pewno jemu na złość”. Albo: „Podano nam kawę, ale było za mało cukru i Fiedia musiał poprosić o dodatkową porcję, za którą zapłacił tyle, co za całą filiżankę”.

Dostojewski ma coraz częściej ataki epilepsji. Dla obojga to koszmar. Potem przez kilka dni jest rozstrojony psychicznie, wtedy dochodzi do kłopotliwych sytuacji: „Przy wejściu jak zwykle oglądnął się na nas jakiś Niemiec (oni są strasznie ciekawscy), ale Fiedia przypisał to naszej rozmowie i powiedział, że jeśli Niemiec oglądnie się jeszcze raz, to go uderzy”.

Jako kobieta z patriarchalnej Rusi Anna nie spodziewa się zbyt wiele po mężczyźnie, cieszy się małym. Fiedia „bardzo lubi się krzątać, parzy herbatę i nawet, jak widać, robi to z przyjemnością. Jest to bardzo, bardzo miły człowiek ten mój mąż, miły i prosty, a ja jestem taka szczęśliwa”. Anna traktuje Dostojewskiego jak ojca, a czasem jak dziecko. Trudno się dziwić – jest genialny, dojrzały, a kiedy indziej dziecinny i pozbawiony charakteru. Może te skrajności pozwoliły mu być tak znakomitym obserwatorem ludzkiej psychiki, z jej najbardziej mrocznymi zakamarkami.

Bywa ogromnie ciekawy, co Anna zapisuje w swoim dzienniku, ona jednak wszystko stenografuje. Mówi jej: „na pewno mnie obsmarowujesz”. A przecież chyba żaden pisarz nie miał tak wiernego i naiwnego kronikarza jak Anna. Powód, dla którego zaczęła sporządzać swoje zapiski, jest natury praktyczno technicznej: chcąc doskonalić swoje umiejętności stenograficzne, wolała opisywać szczegóły minionego dnia, niż przepisywać jakieś teksty. Z czasem dokładne relacjonowanie codzienności weszło jej w nawyk. Pisane po dziennikach pamiętniki są już bardziej dojrzałe, w końcu pisze je starsza pani, ale na szczęście nadal pełne szczerych obserwacji.

Zdumiewające, jak często powtarzamy przywary swoich rodziców. Pisarz, podobnie jak jego ojciec o żonę, jest o Annę chorobliwie zazdrosny, choć zupełnie nie ma powodu. Aby nie narażać się na awantury, Anna czesze się i ubiera niemodnie, z mężczyznami zawsze rozmawia chłodno.
 
Opisy niektórych scen zazdrości są przezabawne. Na publicznych spotkaniach Fiedia zawsze najpierw w panice szuka oczy-ma, gdzie siedzi żona. Ona, by ją szybko dostrzegł, ociera czoło chusteczką, wtedy pisarz oddycha z ulgą. Nie przypadkiem, umierając, przysięga, że nigdy jej nie zdradził. Widać, jak odtrącony w dzieciństwie panicznie boi się ponownego odrzucenia. Jednak przy wszystkich swoich słabościach okazywał żonie i dzieciom czułość i miłość. Los nie oszczędził mu tragedii także w ojcostwie: Dostojewscy stracili dwoje dzieci.
 
Po czterech pierwszych latach małżeństwa naznaczonych szarpaniną nałogu Anna z podziwu godną intuicją doprowadza do całkowitego zerwania „biednego Fiedii” z ruletką. Dostojewski przekazuje żonie pieczę nad sprawami finansowymi. Dziesięć ostatnich lat życia spędził dzięki niej w wyjątkowym komforcie psychicznym, poświęcając się pracy pisarskiej i publicystycznej.

Gdy patrzy się z lotu ptaka na życie Dostojewskiego, trudno się dziwić, że biografowie tak interesują się partnerkami i żonami twórców (jak i mężami artystek). W pełnym niepokoju świecie pisarza Anna była oazą spokoju i normalności. Syberyjska katorga, szaleństwa ruletki, dramaty finansowe przeszkadzały Dostojewskiemu tworzyć, ale też wzbogacały go i dostarczały mu tematów. Przyszedł jednak czas, gdy życie i własne słabości, wszystko jakby się zawzięło, by zniszczyć Dostojewskiego. Wtedy spotkał Annę. Czy zainteresowałby się nią w innej sytuacji? Pewnie nie. Najpierw pomogła mu napisać „Gracza”, a potem nie przegrać swego losu.