Tęsknię za Brazylią

Eliane Elias jest wyśmienitą pianistką. Zaczynała od muzyki poważnej, potem odkryła jazz i nagrywała ze współczesnymi gigantami. A wreszcie zaczęła śpiewać.

Jak łączą się w tobie dwa muzyczne światy – klasyczny i jazzowy?

– W muzyce jazzowej fascynuje mnie nieustanna kreatywność, wyrażana w każdym takcie, w każdej frazie. Ukształtowała mnie natomiast pianistyka klasyczna. To jej zawdzięczam technikę, która daje mi teraz możliwość wypowiadania się w dowolny sposób. Muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem muzyki Chopina, właściwie zawsze od improwizacji wychodzącej.

Gdyby Chopin żył dzisiaj, byłby z pewnością muzykiem jazzowym.

– Nie miałby wyboru! I skoro pytasz mnie o wspólny mianownik klasyki i jazzu, to wystarczy, że wymienię improwizację. W naszych czasach najbardziej kreatywną formą muzyki jest jazz. A tym, co pociąga nas najbardziej, jest wolność wypowiedzi, jaką jazz umożliwia. Klasykę postrzegam jako narzędzie – oczywiście w cudzysłowie. Druga rzecz to fenomenalna szkoła formy, jaką jest studiowanie klasycznych kompozycji.

A korzenie brazylijskie?
 
– Brazylia jest tak wielka, a jej muzyczna mapa tak rozległa, że każdy region ma praktycznie własną muzykę. Oczywiście najszerzej przyjęła się bossa nova, harmonicznie tak bliska jazzu, że ten nasz muzyczny przeszczep przyjął się błyskawicznie na całym świecie. Dzisiaj ludzie grają i śpiewają bossa novę niemal we wszystkich językach.
 
Także i w polskim, i to od wielu lat. A ty wolisz bossa novę grać czy śpiewać?

– Jestem przede wszystkim pianistką. A do tego gram w trio, a to ważne rozróżnienie. Uwielbiam interakcję pomiędzy muzykami, jaką to umożliwia. Moja następna płyta jest nagrana w trio i wykonujemy na niej nieznane kompozycje geniusza tria Billa Evansa. Utwory, których niestety sam nie zdążył nagrać, a których nikt nie wykonywał po jego śmierci. Wydaje mi się, że jest to najlepsza płyta w mojej karierze.

Jak wyglądały początki twojej kariery po przyjeździe do Nowego Jorku?

– Pewnie cię to rozbawi, ale Nowy Jork wydał mi się taki malutki! Pochodzę z dużego miasta Sa~o Paulo. Zupełnie nie czu-łam się jak przybysz z dalekiego kraju. I od razu się zadomowiłam. Natomiast muzyka to już co innego. Najpierw zaczęłam słuchać na żywo wszystkich wielkich muzyków, a potem z wieloma z nich zaczęłam grać. Nowy Jork to jednak najbardziej inspirujące miejsce na świecie.
 
A co dzisiaj łączy w tobie Brazylię i Stany Zjednoczone? Nie jesteś rozdarta?

– Jestem. Nie mogę zaprzeczyć. Cała moja rodzina żyje w Brazylii, stamtąd pochodzę. Tęsknię.
 
Ciekawe, co sprawia, że jedne utwory wykonujesz instrumentalnie, inne śpiewasz.

– Moja kariera wokalna rozpoczęła się zupełnie przypadkowo, ktoś z wytwórni płytowej usłyszał, jak śpiewam… Potraktowałam to początkowo jako artystyczny epizod, okazało się jednak, że publiczność bardzo dobrze przyjmuje moje piosenki. Ale o tym, czy zdecyduję się śpiewać dany utwór, decyduje tekst, jego przesłanie. Moja przypadkowa wokalistyka otworzyła mnie na znaczenie słów.

Dlaczego twoje płyty wokalne są coraz lżejsze? Prostsza muzyka, szersza widownia?

– Tak to niestety wygląda. Coraz mniej osób ma wyrobienie niezbędne do słuchania jazzu, do docenienia improwizacji, zrozumienia formy. To, co jest w muzyce najgłębsze, staje na drodze do słuchacza jako… utrudnienie. To bardzo okrutny paradoks dla artystów. Jednak moje kompromisy nie są podyktowane tylko względami komercyjnymi. Na koncerty przychodzą ludzie, którzy znają moje piosenki, ale też przy okazji posłuchają zawsze trochę jazzowej pianistyki. Niektórych to zaskakuje, bo nie znają mojego jazzowego oblicza. Poznają coś nowego. I mówią często: To jest jazz? To mi się podoba!

Jak radzisz sobie z konkurencją, z porównaniami np. do Diany Krall?
 
– Jestem przede wszystkim pianistką, pianistką, która trochę śpiewa. Diana Krall to piosenkarka, która trochę gra na fortepianie. Wielki sukces Diany Krall polega na tym, że udało się jej przekroczyć granicę pomiędzy jazzem a muzyką pop. I teraz jest wszędzie. Ale sama Diana Krall pytana o główne inspiracje za każdym razem wymienia… mnie.


Eliane Elias, pianistka, wokalistka, kompozytorka, urodzona w 1960 r. w Brazylii, tam też wykształcona w klasycznej grze na fortepianie. Ma w dorobku płyty z muzyką poważną, m.in. Bacha, Chopina, Ravela i Villa Lobosa. Jej pierwszą miłością był jednak jazz i to na tym polu odniosła największe sukcesy artystyczne, grając w słynnej formacji Steps Ahead i z takimi mistrzami, jak basista Eddie Gomez, perkusista Jack DeJohnette oraz trębacz Randy Brecker (prywatnie mąż Eliane). Na płycie „Solos & Duets” (1995) wykonała serię brawurowych duetów forte-pianowych z samym Herbiem Hancockiem. Stosunkowo późno zaczęła śpiewać, jej debiut wokalny z 1989 roku „Eliane Elias Sings Jobim” zawiera kolejne interpretacje klasyki bossa novy. Jej najnowsza płyta „Around the City” (2006) to nieco zmiękczona kontynuacja świetnego albumu
„Dreamer” (2004).