Wypisz, wymaluj

Materiały prasowe

Jak ma się poczuć widz, wchodząc do galerii i stając przed obrazem, na którym namalowano litery układające się w życzenie „zebys zdechł”? Obraz ma 50 na 70 centymetrów; olej na płótnie, rok 2005. Tło jest cieliście różowe, a namalowane z gestem nierówne litery są czarne. Nie trzeba widzieć tego obrazu, żeby rozpoznać Jadwigę Sawicką.

Media jej sztuki są zmienne: to może być obraz olejny, ale także cyfrowy wydruk, nakład plakatów, tapeta, zadrukowana tekstem taśma samoprzylepna, seria kartonowych pudełek, a nawet autorska partia ołówków czy cukierków. Nośniki się zmieniają, ale są też rzeczy niezmienne: zapisane czarnymi literami teksty jak wyroki, od których nie przysługuje apelacja – i obowiązkowe pastelowe, różowe tła.

Pani nie rozpieszcza

Wracając do postawionego na początku pytania: jak ma się poczuć widz? Brak polskich znaków diakrytycznych – „ż”, „ś” i „ł” – w „żebyś zdechł” nie łagodzi brzmienia przekleństwa. Odzywki w rodzaju „żebyś zdechł” rzuca się często na wiatr, ale kiedy namaluje się je olejem na płótnie, robią się dziwnie ciężkie. Na obrazie Sawickiej jest tylko puste różowe tło i wypełniający cały kadr tekst. Nie ma więc wyboru: trzeba czytać. I trzeba poczuć się źle – bo jak widz ma się dobrze poczuć, kiedy konfrontuje się z utrwaloną na płótnie czystą negatywną emocją? Jadwiga Sawicka nie robi widzowi dobrze. „Pani nie rozpieszcza” – zauważył pewien kolekcjoner jej prac. Na jednym z obrazów Sawicka namalowała tekst „zero przyjemnosci”. Ten obraz można by odczytać jako programową deklarację artystki – ale oczywiście przewrotną. To, że jest nieprzyjemnie, niekoniecznie znaczy, że nie ma przyjemności – nawet jeżeli, jak w wypadku tej sztuki, jest to perwersyjna przyjemność obcowania z cierpkim i pesymistycznym odbiciem otaczającej nas ciasnym pierścieniem rzeczywistości.
 
Jadwiga Sawicka zniszczyła swoje wczesne prace. Po studiach w Krakowie, które skończyła w 1984 roku, wróciła do rodzinnego Przemyśla. Próbowała włączyć się w panującą w latach 80. „nową ekspresję”, malarstwo „nowych dzikich”. Malowała gwałtownie i brutalnie, tworzyła dramatyczne kobiece akty, przedstawiała nagich skrępowanych mężczyzn z workami na głowach; kiedy ogląda się dziś reprodukcje tych prac, trudno uciec od skojarzeń ze zdjęciami z Abu Ghraib.

„Spodnie”, olej i akryl na płótnie, 2002Kiedy w połowie lat 90. galerie zainteresowały się w końcu Jadwigą Sawicką, była już inną artystką. Zdystansowana, wciąż zainteresowana emocjami, ale w sposób obiektywny do granic okrucieństwa poddała ekspresję surowej dyscyplinie formy. Dużo później, na wystawie w Kordegardzie w 2006 roku, Sawicka cytowała Gombrowicza: „Wytwórca formy, jej niezmordowany producent”. Jej wielkim tematem stała się forma codziennego banału – i kryjące się za nią pustka i dramat. Studiowała u Jerzego Nowosielskiego, ale nie zaraziła się metafizyką. Przeciwnie; w jej sztuce rządzi konkret: rzeczy i słowa, a także ciało, które w połowie lat 90. przywoływała dosadnie w rzeźbach z mielonego mięsa. Najczęściej jednak w sztuce Sawickiej ciało jest nieobecne. Są za to ubrania – pokrowce na ciało: części garderoby lepione z plasteliny albo malowane na płótnie. Sawicka maluje portrety marynarek, spodni, sukienek do Pierwszej Komunii, butów. Te ubrania są puste – jak odzież bohaterów Andrzeja Wróblewskiego z „Rozstrzela ”: kurtki, spodnie i marynarki, w których nic już nie ma, bo właśnie z ich właścicieli uszło życie.

Nauczycielka angielskiego

Skoro mowa o życiu; Sawicka wiedzie poniekąd podwójne życie. W Przemyślu jest nauczycielką angielskiego w liceum. W świecie sztuki jest sławną artystką, postacią, bez której nie może się odbyć prawie żadna większa wystawa zbiorowa. Pytana o mistrzów, Sawicka, zamiast wskazać jakiegoś artystę wizualnego, woli mówić np. o Prouście. Literackie punkty odniesienia nie powinny w gruncie rzeczy dziwić; chodzi w końcu o artystkę, która chętnie operuje słowem. Nie należy jednak mylić tej praktyki z pisaniem; Sawicka nie pisze słów, lecz je maluje i przedstawia. U niej słowa wyglądają; artystka maluje je tak, jak maluje się przedmioty. Typografia poddana jest reżimowi kompozycji, tak że czasem na pierwszy rzut oka trudno odszyfrować znaczenie. W jednym z obrazów widzimy zapisany w trzech wierszach tekst: „wszys tkood razu”. Chcielibyśmy mieć „wszystko od razu” podane na tacy; ale sztuka Sawickiej jest między innymi o tym, że nie zawsze dostaje się to, czego się chce.

„Ładne i oryginalne”, instalacja tekstowa, 2004Jedna z prac Sawickiej to wyprodukowane w setkach egzemplarzy kartonowe pudełko. Na jego różowych ściankach czernieje nadrukowany napis „Nic w środku”. W środku nie ma nic; artystka nie zostawia nadziei na drugie dno, obezwładnia widza dosłownością. Maluje na płótnach: „dorzy nanie”, „okrad ziono”, „bydlaki bydlaki”. W 2000 roku wylepiła ścianę galerii Foksal wydrukami; w pionowych kolumnach powtarzały się słowa „zła”, „krw awa”, „złodziej”, „znow zabija”. Na wystawie „Supermarket sztuki” zalepiła wszystkie okna warszawskiego Domu Artysty Plastyka plakatami z tekstem „zaraza zaraza”. Wyprodukowała ołówki z napisem „niedysponowana niepożądana” i cukierki – owinięte w różowe papierki ze słowem „kłamliwe”.

Zbawienna ironia

Słowa i komunikaty, które pojawiają się na obrazach, w tekstowych obiektach i instalacjach Sawickiej, są, jak to się mówi, z życia wzięte – pochodzą najczęściej z nagłówków gazet. W 2002 roku Sawicka namalowała streszczenia seriali z programu telewizyjnego: „Poniedziałek Czesia opuszcza dom Darek chce przyjąć pracę w Polkurze niestety miejsce jest już zajęte”. Najczęściej jednak wystarcza zobaczone na pierwszej stronie gazety i wyjęte z kontekstu pojedyncze słowo, wyrażenie, fragment zdania: „Tragedia”, „powodujeraka”, „malolet niezabo jczynnie znoww”. Paradoksalnie, właśnie wypreparowanie słów z oryginalnego (i w ogóle jakiegokolwiek) kontekstu przywraca im siłę. Czytamy na obrazie „38 egzekucji”. Nie wiemy, kto i gdzie został stracony; przypadkowość i banał medialnych komunikatów zmienia się w rozpoznanie uniwersalnej zasady rządzącej światem. Już dawno znieczuliliśmy się na dostarczane przez media złe wiadomości, choćby były najgorsze. Znacznie trudniej przejść obojętnie obok takiej artystki jak Sawicka, która sugeruje, że nieszczęście nie tylko nie jest przypadkowe, lecz jest również nieuchronne. Podobnie nieuchronne wydają się rozczarowanie i pokraczność formy, w jakiej objawia się codzienność. Najbardziej niepokojące jest przeczucie, że Sawicka może mieć rację.

„Brak sensu dokucza”, a „Forma wyzywa do użycia” (przez artystkę) – by przywołać dwa tytuły indywidualnych wystaw Jadwigi Sawickiej. Oczywiście pozostaje jeszcze zbawienna ironia. W 2004 roku w galerii Kronika w Bytomiu Sawicka przylepiła na ścianie grube warstwy plakatów, a potem częściowo je pozdzierała. Zwisające ze ściany postrzępione afisze witały widza tekstem: „ładne i oryginalne”. Prawda, że oryginalne? I przy całym swym pesymizmie bezsprzecznie ładne.