1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. REKLAMA
  4. >
  5. KOFTA „Kobieta zbuntowana. Autobiografia" - opowiada Krystyna Kofta

KOFTA „Kobieta zbuntowana. Autobiografia" - opowiada Krystyna Kofta

Zobacz galerię 4 zdjęcia
W związku z moją „Kobietą zbuntowaną...” zdarzyła mi się rzecz niezwykła.

</a> Fot: forumgwiazd/Forum Fot: forumgwiazd/Forum

Zadzwonił do mnie na pięć minut przed północą. Sprawdziłam w telefonie, stąd ta dokładność. Leżeliśmy już w łóżku, a mój mąż, gdy usłyszał ten głos, o mało nie stanął na baczność. A głos mówił szybko, w charakterystyczny dla siebie sposób: „Świetną książkę napisałaś”. Dla mnie to był taki szok, że pomyślałam: „Może przez pomyłkę wykręcił mój numer, bo miał w notesie pod K mnie i Hannę Krall?”. Ale nie. Jednak nie, bo nagle zwrócił się do mnie po imieniu, choć nigdy nie byliśmy „na ty”, i odwołał się do szczegółów mojej autobiografii, do moich rodziców. Był poruszony „czułym sposobem opisywania” i „dbałością o szczegół”. Najbardziej utkwił mu w pamięci duży fragment o Tadeuszu Konwickim, z którym się przez całe życie przyjaźnił. Zacytował zdanie z książki, że Konwicki „jest jak dobrze wypieczony chleb, starzeje się, czerstwieje, ale nie pleśnieje”. „Chciałbym, żeby ktoś tak o mnie kiedyś napisał” – nagle zakończył rozmowę. Zaniemówiłam. Znaliśmy się osobiście, ale nie aż tak blisko. Owszem, czasem było wino i rozmowy, byłam na jego 90. urodzinach, zawsze słuchałam go w PEN Clubie. Moja „Kobieta zbuntowana. Autobiografia” go poruszyła, skąd jednak wziął się pomysł, by dzwonić do mnie po nocy? Nie 
jestem sentymentalna, umiarkowanie wierzę w magię, ale nie mogłam pojąć, o co chodziło. Czy miał przeczucie czegoś, co niebawem nadejdzie? Czy chciał się pożegnać? Zdarzyło się to na trzy tygodnie przed jego śmiercią. Gdy umarł, nie pisałam o tym. Dziś mogę o tym mówić, ponieważ myślę, że pora pokazać tę magię chwili, którą tamtej nocy podarował mi profesor Władysław Bartoszewski.

Tak więc moja książka stała się w 2015 roku bohaterką pewnej marcowej nocy. Oddaję ją Bibliotece „Zwierciadła” nie dlatego, że jestem próżna, ale dlatego, że profesor dał jej dodatkową wartość. „Kobieta zbuntowana…” pokazuje minioną epokę, bliską mnie, profesorowi Bartoszewskiemu i wielu ludziom. A poza tym wiem, że ludzie lubią czytać autobiografie. Sama też bardzo lubię. Bo w takich książkach, nawet jeśli treść jest trudna do przyjęcia, czujemy bliskość z autorem, jest miejsce na intymność, zachęta i powód do tego, by w zamyśleniu spojrzeć na swoją przeszłość oraz ludzi, o których pamiętać trzeba. Gdy pisałam o moich rodzicach, pamiętałam ich wyobrażenie. Oboje byli już w niebieskiej przestrzeni, gdy nagle matka bardzo głośno kichnęła, a wtedy ojciec w swojej brązowej bonżurce wychylił się zza chmury i krzyknął do niej: „Ty kichasz tak głośno, że mogłabyś nieboszczyka obudzić!”. W autobiografiach jest miejsce na dobre, czułe, kameralne myśli. Przekazuję je dalej, w świat, z nadzieją, że na licytacji trafią do dobrej, czułej, kameralnej głowy, dzięki której kolejnymi książkami zasili się Bajkowóz – akcja bardzo dzieciom potrzebna. Szczególnie tym w szpitalach, gdzie czeka się (wiem to dokładnie, bo sama wiele miesięcy spędziłam na oddziałach onkologicznych) na – no właśnie – dobre, czułe, kameralne słowo. Dzięki temu zdrowieje się szybciej i łatwiej. Tak myślę, siedząc na gdańskim fotelu, nie z XV, a z początku XIX wieku, z domu mojego męża. Ten fotel wymusza na człowieku proste siedzenie, służy do myślenia, trudno na nim „przysnąć”. Warto czasami pomyśleć o tym, żeby być w życiu właśnie jak ten chleb, starzeć się, czerstwieć, ale nigdy nie pleśnieć. To zgadza się z hasłem profesora Bartoszewskiego – „Warto być przyzwoitym”. Wtedy się nie spleśnieje.

Wysłuchała Hanna Halek

KRYSTYNA KOFTA rocznik 1942; felietonistka, autorka scenariuszy filmowych, dramatów, książek publicystycznych, esejów, powieści i opowiadań, takich jak m.in. „Lewa, wspomnienie prawej”, „Gdyby zamilkły kobiety”, „Fausta”.

Po „dzienniku choroby” przyszedł czas na jej własny. Krystyna Kofta, po raz kolejny, szczerze o sobie. Autorka przenosi się pamięcią do swojego dzieciństwa, bez skrępowania opisuje okres dojrzewania, pierwszych prób pisarskich, miłości czy nawet inicjacji seksualnej. Dla Kofty nie ma tematów tabu - nie unika dywagacji na temat Boga, śmierci, feminizmu, polityki, używek – pozwala poznać nie tylko jako pisarka, ale i kobieta, żona, kochanka, matka - ze swoim specyficznym humorem i, jeśli sytuacja tego wymaga, ciętym językiem.

Źródło opisu: wydawnictwo W.A.B, 2013

Książka nowa. Delikatnie zagięty tylny, górny, lewy róg. Na stronie tytułowej oraz obok długa dedykacja (na dwie strony) napisana własnoręcznie przez Krystynę Koftę.

Zebrane środki trafią do Oddziału Bajka - Wędrującej Szpitalnej Biblioteki. Akcja, zainicjowana przez miesięcznik Zwierciadło, wspiera Fundację „Serdecznik” w zakupie książek dla dziecięcych oddziałów. Każdy może wylicytować książkę na aukcji charytatywni.allegro.pl i wspomóc dzieci. 

 

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze