1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Ekologia

Moda cyrkularna to moda przyszłości

Malwina Wędzikowska, stylistka i kostiumografka, entuzjastka mody cyrkularnej (Fot. BEW)
Jeszcze niedawno gwiazda, która pojawiła się na czerwonym dywanie dwa razy w tej samej kreacji, była obiektem kpin. Teraz to się zmienia. Na szczęście, bo innego wyjścia nie mamy – mówi stylistka i kostiumografka Malwina Wędzikowska, entuzjastka obiegu zamkniętego ubrań.

Często kupujesz ubrania?
Prywatnie w ostatnich latach prawie wcale. W pracy odwrotnie, ponieważ ubiór jest moim narzędziem pracy w budowaniu wizerunku, pewności siebie i niekiedy osobowości klienta. Moda jest dla mnie ważna, ale nie ważniejsza ode mnie. Nie ma we mnie potrzeby posiadania jak największej liczby ubrań z najnowszych kolekcji projektantów. Moda ma wiele funkcji, jedną z nich jest wypełnianie emocjonalnych luk i zaleczanie problemów. Ten etap mam już za sobą.

Ale fajnie mieć ładne ciuchy.
Bardzo fajnie. Pochodzę z domu, w którym mama i babcia szyły, a moda i elegancja były ważne. Gdy przeglądam zdjęcia moich rodziców z lat 60. czy 70., widzę, jak ubraniem manifestowali swój charakter, swoją indywidualność, mimo że sklepy odzieżowe świeciły pustkami. Babcia Irenka miała futro z norek do ziemi, dziadek jechał po nie aż do Katowic. A sam miał krawca w Warszawie, który szył mu garnitury na wymiar. Przykładało się u nas ogromną wagę do jakości. Świętej pamięci babcia Irenka mawiała: „Nie stać mnie na tanie rzeczy”, i jest to do dzisiaj moje modowe motto.

(Fot. materiały prasowe Electrolux)

Kupowaliśmy rzadziej, to był czas niedoborów, sklepów nie zalewała ta obfitość, co teraz.
Pod koniec lat 90. i na początku 2000 pojawiły się sieciówki. Byłam wtedy na studiach na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, próbowałam sił jako projektantka sprzedająca indywidualnie swoje projekty w butiku młodych polskich projektantów, ale po jakimś czasie się poddałam, przegrałam z zalewem modeli, kolorów, krojów – i niskich cen.

Wtedy zaczęliśmy kupować dużo. Teraz, wydaje mi się, zaczyna się od tego odwrót.
W mojej branży – czyli w telewizji i show-biznesie – cały czas króluje przeświadczenie, że jeśli masz na sobie coś, co jest świeże, nowe, zaskakujące, tym lepiej się pozycjonujesz. Gdy parę lat temu zrobiłam kostiumy na billboard programu „Taniec z gwiazdami”, wykorzystując kostiumy z magazynu, media wyśmiały ten pomysł, jakby oszczędność kojarzyła się z czymś złym.

Ale chyba coś się zmienia. Modne zaczyna być pojawienie się na czerwonym dywanie w tej samej sukience co kilka sezonów wcześniej.
Na świecie tak, w Polsce to świeży trend, parę lat potrwa, zanim zaczniemy się z tą ideą identyfikować emocjonalnie i zaczniemy ją wdrażać w życie. Jeszcze parę lat temu gwiazda, która pojawiła się na czerwonym dywanie kolejny raz w tej samej kreacji, stawała się obiektem kpin. Nie wie, nie umie się ubrać, może jej nie stać…

Jednak powoli zaczynamy inaczej podchodzić do tematu.
Na szczęście, bo innego wyjścia nie mamy. Jestem świadomą entuzjastką mody cyrkularnej. Od nastolatki ubieram się w second-handach, kiedyś z „braku laku” i potrzeby wyglądania oryginalnie, dzisiaj z sentymentu i w poszukiwaniu jakości, ponieważ rzeczy z lat 60., 70. i 80. są wykonane ze znacznie lepszych włókien. Z entuzjazmem przyjmuję propozycje takie jak ta od Electroluxa, aby gwiazdy na czerwony dywan 46. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni ubrać w rzeczy z drugiego obiegu. Fantastyczna inicjatywa, za którą poszły tak duży odzew i zainteresowanie ze strony gwiazd i gości festiwalu, że nie miałam szansy wszystkim pomóc.

Opowiedz o Gdyni.
Idea była jasna, chodziło o to, by kreacje na czerwonym dywanie festiwalu pochodziły z drugiego obiegu, czyli aby zachowana była ich cyrkularność. Mogły to być ubrania z szafy, z poprzednich kolekcji projektantów, z second-handów, z wypożyczalni albo uszyte z tkanin recyklingowanych. W zgodzie z tą ideą Kingę Dębską, Kasię Klimkiewicz oraz Tomka Włosoka ubrałam w rzeczy z tkanin z drugiego obiegu. Pojawiły się też stylizacje rodem z second-handów, jak na przykład smoking Kingi Dębskiej czy garnitur Malwiny Buss w duchu lat 70., pochodzący z łódzkiego Cukier Puder Vintage Store’u.
Dodatkowo w strefie „Noś Dłużej” stworzyłam rekonstrukcje kostiumowe pięciu postaci z pięciu filmowych klasyków polskiego kina prezentowanych w pozakonkursowej sekcji „Czysta klasyka”. Tworząc rekonstrukcje kostiumów, korzystałam wyłącznie z ubrań z drugiego obiegu i wypożyczalni.
W strefie poza stylizacjami można było znaleźć perełki vintage i unikalne używane ubrania, dostępne w niedawno powstałym butiku nosdluzej.pl, uruchomionym przez markę Electrolux i Ubrania do Oddania.

Moda cyrkularna na czerwonym dywanie. Od lewej: aktorzy Malwina Buss, Tomasz Włosok oraz reżyserka Kinga Dębska z producentem, prywatnie mężem, Zbigniewem Domagalskim, i dziecięcą aktorką Alicją Warchocką

Ubieranie w taki sposób jest bardziej pracochłonne?
Jeszcze tak, ale mam nadzieję, że to się będzie zmieniać. Wchodzisz do sieciówki i masz tam wszystko, możesz stworzyć w kilka minut total look. Dlatego to dla klientów wygodne rozwiązanie. Efekt jest natychmiast, potrzeba zostaje szybko zaspokojona. W przypadku ubrań z drugiego obiegu trzeba poszukać, pogłówkować, w vintage shopach rzadziej trafia się na komplety, rzeczy musimy do siebie dopasować, żeby stanowiły spójną całość. Dlatego właśnie świetne są idee takie jak Noś Dłużej. Mam nadzieję, że ten projekt będzie się rozwijać, aby zakupy vintage można było robić kompaktowo i oszczędzając czas.

Czym jest właściwie moda cyrkularna?
To, jak nazwa wskazuje, moda, która zatacza koło, jak ubrania w bębnie pralki. Chodzi o stworzenie obiegu zamkniętego dla rzeczy, aby się nie marnowały, aby mogły przechodzić do kolejnych rąk, aby nie były wyrzucane, ale naprawiane, tak by mogły krążyć i służyć jak najdłużej. Gospodarka cyrkularna bierze także odpowiedzialność za powstałe odpady, ograniczając ich ilość. Rozwiązanie w opozycji do mody linearnej, która działa według schematu take-make-waste, czyli wyprodukuj, kup, wyrzuć.

Według organizacji Circle Economy jedynie 10 proc. globalnej gospodarki opiera się na zasadach cyrkularnych, a marnowanych jest aż 90 proc. odpadów.

Obieg zamknięty to rozwiązanie idealne, ale wymaga od nas zmiany myślenia i przyzwyczajeń, a od producentów – wzięcia odpowiedzialności za odpad i szukania sposobów na wdrożenie cyrkularnych rozwiązań.
W przemyśle masowym odzieży chodzi przede wszystkim o cenę, a już na etapie rozłożenia tkaniny na stole 85 proc. tego, co znajdzie się na podłodze, nigdy nie zostanie ponownie użyte i wyląduje w śmietniku. Z drugiej strony coraz częściej sieciówki biorą odpowiedzialność za niesprzedane kolekcje, ponownie wprowadzając je do obiegu, jak H&M Studio oferujące ubrania lepszej jakości, z recyklingowanych tkanin oraz łączące ubrania z poprzednich kolekcji z nowymi. I to ma sens!

Czy my, zwykli śmiertelnicy, też możemy ideę mody cyrkularnej wprowadzać w życie?
Jasne. Na przykład kupować rzeczy z drugiego obiegu, w vintage shopach i butikach cyrkularnych, w grupach na portalach społecznościowych, gdzie dostaniemy jakościowe rzeczy za przyzwoitą cenę. Scena vintage się rozwija i ma się coraz lepiej, co miałam okazję sprawdzić, poszukując w całej Polsce ubrań do projektu „Czysta klasyka”.
Są miejsca, gdzie można zrobić zakupy stacjonarnie, są bazarki z wymianą ciuchów, są aplikacje, polskie i zagraniczne – tylko pamiętajmy o śladzie węglowym. Jest inicjatywa Ubrania do Oddania (www.ubraniadooddania.pl), stworzona przez Zosię Zochniak i Tomka Bociana, którzy starają się zrobić porządek z niechcianymi ubraniami, wprowadzając je w drugi obieg. Jeśli masz ubrania, których nie nosisz, przekazujesz je kurierowi, a UdO robią z tym porządek – rzeczy trafiają do potrzebujących i do zamkniętego obiegu, tak aby nic nie wylądowało w śmietniku.
Kolejna sprawa, która według mnie też jest częścią mody cyrkularnej, to kupowanie lokalne. Wspieranie rzemieślników – krawców, szewców, rękawiczników, kaletników – którzy słabo radzą sobie z konkurencją gigantów produkujących w Chinach, a robią rzeczy świetne jakościowo, takie, które będą służyć lata. A kiedy nam się znudzą, z łatwością znajdą nowego właściciela.

I moda zatoczy koło.
Uważam, że lepiej odstąpić rzecz za symboliczną złotówkę komuś, kogo ona na nowo ucieszy, niż wyrzucić. Przecież wszystko, co kupiliśmy, po drodze „wyprodukowało” już sporo toksyn, chemikaliów, zanieczyściło wodę. Temat ekologii w modzie to sprawa skomplikowana na wielu płaszczyznach. Mówi się na przykład, że lepiej korzystać z surowców naturalnych, ale do produkcji jednego kilograma bawełny zużywa się nawet 8000 litrów wody! Przy produkcji poliestru zużycie wody jest mniejsze, ale w procesie noszenia i prania go wytrąca się mikrowłókno, które następnie trafia do rzek, mórz i oceanów.

Zachęcasz do kupowania w ciucholandach, ale stamtąd też chyba tony ubrań trafiają do śmieci.
Ten fatalny proceder w naszym kraju powinien doczekać się w końcu prawnej regulacji. Polska jest dziś druga na liście, jeżeli chodzi o import odzieży używanej z Wielkiej Brytanii. Zaraz po Ghanie.

Malwina Wędzikowska: kostiumografka, projektantka, stylistka. Mówi o sobie: hipokrytka. Ale taka, która zdaje sobie sprawę z własnej hipokryzji w podejściu do mody. I kiedy zrobi krok w tył, stara się, żeby dwa kolejne były do przodu.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze