Robert Rient - Dla naszych przodków „bóg” i „buk” znaczyły niemal to samo. Czego Słowianie uczyli się o życiu od lasów?
00:00
09:44
Rdzenni mieszkańcy lasów amazońskich i innych prastarych kultur wierzą, że w centrum świata rośnie praroślina, matka dżungli. Nasza relacja z roślinami przypomina tę łączącą dziecko z mamą, która utrzymuje przy życiu, jednak wraz z dojrzewaniem powinniśmy rozpoznać jej rolę nie tylko jako istoty dającej, lecz także tej, która ma własne historie, pragnienia i prawa. Bo leśne wędrowanie może prowadzić w poszukiwaniu świętości.
Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 12/2024.
W języku Drzewian, jednego z plemion słowiańskich, słowa „buk” i „bóg” brzmią tak samo, jakby chciały wskazać na jedno. Dla ludzi dawnych, często niepiśmiennych, bóg i buk byli tożsami, objęci szacunkiem. Podobnym szacunkiem w świętych gajach na naszych ziemiach darzone były dąb czy lipa. Dawni ludzie wierzyli raczej w liczne lokalne bóstwa, a nie męskiego jedynego Boga, i byli świadomi, że dąb, który może przeżyć 1000 lat, zasługuje na uznanie, ponieważ ma strategię przetrwania dla nas niedostępną.
Co ciekawe, współczesna nauka zaczyna dostrzegać mądrość dawnych plemion i wierzeń, uznając, że las i jego pozaludzcy mieszkańcy mają własny system komunikacji.
Buki porozumiewają się między sobą za pośrednictwem korzeni i dzielą się pokarmem, zwłaszcza gdy któryś z nich został zraniony, a nawet ścięty. Mchy, które nie mają korzeni, stykają się listkami, aby dzielić się wodą z rosnącymi obok krewnymi. Rzodkiewnik pospolity rozpoznaje wibracje wywołane przez gąsienice i zaczyna wydzielać substancje, które odstraszają szkodniki. Kwiaty storczyków niekiedy udają owady, by zachęcić prawdziwe owady do kopulacji, a tym samym zebrać z ich ciała pyłek. Dojrzałe brzozy przenoszą węgiel do młodych drzewek, którym brakuje światła, i dzięki temu mogą one rosnąć w cieniu innych drzew.
Specjalistka w dziedzinie ekologii lasu, prof. Suzanne Simard z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej, zaobserwowała, że wiele sadzonek nie mogłoby przetrwać, gdyby nie podziemne wsparcie. Drzewa rosnące w lesie komunikują się, wykorzystując wiatr roznoszący ich nasiona i zapach, ale też za pomocą mikoryzy – przypominającej internet podziemnej sieci złożonej z cienkich nici grzyba.
W Polsce od czasów zakończenia drugiej wojny światowej lesistość rośnie, jednak są to przede wszystkim odnowienia, czyli młode drzewa sadzone w miejsce ściętych. Tymczasem badania naukowe wskazują, że jeden duży buk produkuje tyle tlenu, ile ponad 1,5 tysiąca małych, dziesięcioletnich – czyli potwierdzają się mądrości dawnych plemion mówiące, że stare drzewo niesie w sobie życie.
„Przy którym domie bukowina rośnie, tam czary i żadne gusła szkodzić nie mogą” – głosiły podania Słowian, a ci budowali chaty w cieniu buków i z szacunkiem do nich.
W dawnych czasach japońskie lasy były uznawane za domy wielu duchów – opiekuńczych oraz szkodliwych. Mogły pomóc, uratować zdrowie, a nawet życie, lub zesłać klątwę, nieszczęścia – zależnie od tego, w jaki sposób człowiek traktował las, drzewo, zwierzę i kamień.
Sieć leśnych ścieżek, którymi od ponad tysiąca lat wędrują pielgrzymi na górzystym półwyspie Kii w Japonii, to Kumano Kod. Przemierzają je osoby ze wszystkich grup społecznych. „Owe ścieżki o rosnącym stopniu trudności były sprawdzianem dla najbardziej zdeterminowanych mnichów, okazją dla dygnitarzy, by pokazać swoją religijność, dla zwykłego człowieka zaś szansą na zaskarbienie sobie odrobiny przychylności bóstw” – napisał niezależny dziennikarz Lorenzo Colantoni w swoich zapiskach z Japonii pod tytułem „Powrót do świętych lasów”.
Od 2004 roku, gdy Kumano Kodō zostały wpisane na Listę światowego dziedzictwa UNESCO, zyskały na popularności i zmieniły się w atrakcję turystyczną. Przez ostatnie dziesięciolecia tradycja duchowej wędrówki przez dzikie lasy zanikała wskutek rozwijającej sie gospodarki i utraty zainteresowania duchem lasu rozumianym dosłownie.
Podążając ścieżkami, Lorenzo Colantoni trafia na wzniesienia, dawne miejsca pochówku, bardzo podobne do tych, które Słowianie budowali w cieniu buków, zwane kurhanami. To właśnie buki wraz z innymi drzewami kształtowały gozdy, czyli ciemne, dziewicze lasy często porastające zbocza górskie. Tysiące liści i rozłożyste konary tworzą zacienione miejsce, ukryte, tajemnicze – idealne, by odpocząć, namyślić się albo spotkać z mocą, duchem lasu. A to wszystko w ekscytacji, pokorze i wdzięczności – to właśnie trzy mosty prowadzące do spotkania z opiekuńczym duchem lasu.
Jednak także w kulturze japońskiej – idealizowanej przez zachodniego czytelnika – dominują pośpiech, technologia, plastikowa reklamówka, a las w najlepszym wydaniu staje się dla człowieka miejscem coraz popularniejszych „kąpieli”, czyli metody, która ma pomóc szybko się uspokoić i skutecznie pozbyć się zbędnych emocji.
Ta praktyka często nie odbywa się jednak z szacunkiem do ducha, a przypomina raczej traktowanie lasu jako kontenera na odpadki – tym razem nie te materialne, ale emocjonalne, duchowe. Jak zatem powrócić do świętości lasu?
„Japoński ogrodnik akceptuje także niedoskonałość, roślinę, która nie rośnie idealnie i która przystosowuje się do cienia, kamień, który wydaje się krzywy, ale tworzy harmonię z krajobrazem, do którego przynależy. Japoński ogrodnik analizuje świat wokół siebie i wiernie odtwarza go w swoim domu, by się nim cieszyć, ale przede wszystkim by go zrozumieć. Modyfikuje tylko w minimalnym stopniu, aby móc go przemierzać, lecz bez bezpośredniej i nieustającej ingerencji” – czytamy w książce Lorenza Colantoniego.
Uznanie otaczającej rzeczywistości jest nie tylko pożegnaniem romantycznych iluzji na temat odległych kultur, ale rozpoznaniem, że pod naszymi stopami jest żywa ziemia, która ma swojego ducha. To uznanie ekstremalnych zmian klimatu i zmian środowiska, do których doprowadził człowiek, oraz szansy, jaką niesie rozpoznanie, że natura jest też w człowieku.
Taka samoświadomość pozwala na to, że podczas spaceru do lasu człowiek rozpozna w nim to, co święte. Nie jest zatem celem takiej wyprawy zrzucenie niepokoju i trudnych emocji, ale spotkanie z tym, co pozostało nienaruszone, prawdziwe w swej dzikości. To umożliwia spotkanie z duchem lasu, nienagabywanym, wolnym, niezmuszonym do służenia komukolwiek.
Tym samym możliwe jest spotkanie z pierwotną częścią siebie, która pozostaje wiecznie wolna i wiecznie spragniona bliskości, autentycznego połączenia, a to jest warunkiem istnienia każdego zdrowego lasu i każdej zdrowej relacji.
Chociaż mimo tęsknoty za życiem w przymierzu z naturą nie da się przywrócić stanu sprzed setek lat i odtworzyć słowiańskich chramów, warto czerpać ze wzorca, o którym pisze Colantoni. Japonia żyje w cyklu, „gdzie dom zostaje zniszczony, lecz istnieje, dopóki istnieją fundamenty; gdzie chramy rozbierane i budowane od nowa są nadal takie same, nawet jeśli materiały zmieniają się co dwadzieścia lat; wioska nie znika, dopóki pamięć o niej jest kultywowana. Tego samego cyklu doświadczają japońskie lasy, które podobnie jak domy są tworzone i utrzymywane, rosną i zmieniają się razem z mieszkającym w nich człowiekiem”.
Dojrzała duchowość traktuje naturę podmiotowo i z szacunkiem. Nie jest przez to mniej ważna czy ważniejsza od człowieka. Nauka udowodniła, że gwóźdź wbity w pień dębu może uszkodzić przepływ wody i doprowadzić do uschnięcia gałęzi rosnącej w koronie. Zerwanie liścia jest odczuwane przez roślinę, co udowodniły eksperymenty polegające na odcięciu fragmentu rzodkiewnika. W miejscu zranienia pojawił się impuls elektryczny, który z prędkością jednego milimetra na sekundę rozprzestrzenił się po całym ciele rośliny.
Ruch ten jest analogiczny do impulsów wędrujących po układzie nerwowym człowieka w odpowiedzi na zranienie. Nie podlega dyskusji, że las żyje – jednak to, czy stanie się miejscem świętym, zależy od nas. Chodzi zatem o to, by realizując swoją duchową potrzebę w lesie, czyli świecie dzikiej natury, nie uczynić z niej poddanej, ale partnerkę spotkania.