Autopromocja
1200300
1200300
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felietony
  4. >
  5. Ale ja nie umiem…

Ale ja nie umiem…

Sonia Kisza (Fot. Krzysztof Opaliński)
Sonia Kisza (Fot. Krzysztof Opaliński)
„Odszkolnianie” zwiedzania, pokazywanie, że spacery po muzeach i galeriach mogą być przyjemnością, a nie bieganiną – wzięłam sobie za życiową misję. Tym razem chciałabym was zachęcić, żeby na pohybel systemowi, który próbuje wszystko nam sprzedać, zmonetyzować i wygenerować sztuczną inteligencją – zacząć odpoczywać, tworząc.

Szybki rozwój cywilizacyjny ma dużo plusów. Gdyby nie trwające w tym momencie wojny i ludobójstwa, na świecie – dzięki zdobyczom medycyny i programom edukacyjnym – umierałoby najmniej dzieci w historii. Człowiek ma dziś najwyższą długość życia i największy komfort. Jednak późny kapitalizm dręczy nas na inne sposoby. Izolujemy się od siebie nawzajem, odcinamy od natury, uzależniamy się od technologii, wpadamy w królicze nory teorii spiskowych.

Jesteśmy skrajnie przemęczeni, zestresowani, miewamy problemy ze snem. Remedium na te problemy jest oczywiście przyroda. Ale nie tylko. Zbawienny wpływ na psychikę ma także oglądanie i tworzenie sztuki.

Twórczy odpoczynek – obok fizycznego, psychicznego, emocjonalnego, społecznego, sensorycznego i duchowego – to jeden z najważniejszych filarów dobrego samopoczucia.

Nie tylko według mnie, historyczki sztuki, której, umówmy się, płacą za mówienie, że sztuka jest ważna. Coraz więcej badań na temat pozytywnego wpływu sztuki robią największe instytucje, takie jak chociażby Światowa Organizacja Zdrowia.

Na stronie WHO znajdziemy informację, że definicja zdrowia obejmuje nie tylko choroby i niedomagania, ale także dobre samopoczucie fizyczne, psychiczne i społeczne – w tych obszarach sztuka po prostu jest nam potrzebna. Koduje wartości i wiedzę. Wspiera poczucie własnej sprawczości i ma wpływ na samoocenę.

Dzięki niej ćwiczymy kreatywność i rozwijamy wyobraźnię. Pomaga przetwarzać emocje, jest formą medytacji. Tworzenie jej jest związane ze sferą transcendentną, otwiera nam drzwi do duchowego rozwoju i połączenia z psyche.

Są tysiące sposobów na to, by tworzyć sztukę. Nie trzeba ładnie, bo nie o to w hobby chodzi. Ono ma być czymś, co robimy dla samego procesu, a nie efektu, głównym celem jest… PRZYJEMNOŚĆ.

Można inspirować się innymi, wyszukiwać pomysły na Pintereście, w albumach, a nawet na ulicy.

Podam wam zaraz tyle przeróżnych technik, że nie będziecie mieli już żadnych wymówek. Zacznijmy od najbardziej dostępnych robótek. Twórczym odpoczynkiem jest robienie kolaży z gazet, wydruków lub zdjęć. Są nim wycinanki, wydzieranki, „mozaiki” z papieru. Rysowanie z natury, z wyobraźni, rysowanie automatyczne (na przykład przy słuchaniu podcastów czy muzyki), kolorowanie i bazgrolenie. Można do tego używać przeróżnych narzędzi: flamastrów, długopisów, cienkopisów, kredek, ołówków, pasteli, węgla, markerów. Świetną zabawą będzie rysowanie suchym pędzlem i atramentem (moja ulubiona technika z czasów liceum). Można rysować kredą na chodniku! Przyjemna jest też grafika, na przykład linoryty: wystarczy dłutko i kawałek linoleum.

Wspaniałym pomysłem może być nauka kaligrafii, a także robienie scrapbooków, albumów, pisanie dziennika, a nawet wyklejanie naklejkami.

Już samo malowanie daje dużo możliwości. Możemy to robić farbami: akrylowymi, olejami, akwarelami, gwaszami, plakatówkami. Klasycznie pędzlem lub poprzez rozlewanie farby, chlapanie, pryskanie, bryzganie (pamiętacie Janet Sobel?).

Możemy malować na papierze, płótnie, dykcie, po ścianie, meblach, ale też na szkle lub ceramice (na przykład doniczkach). Dla osób, które lepiej czują się w słowach niż w obrazach, są specjalne flamastry do pisania na ceramice (napisy się wypala i dzięki temu utrwala). Możemy więc wykorzystać swoje (lub nie swoje) haiku, poezję, teksty, limeryki i rymowanki.

Malować można też na tkaninie, na przykład na dżinsowych spodniach lub kurtkach. Warto pójść na zajęcia z sitodruku lub batiku. A jak już jesteśmy przy tekstyliach, to mamy (długi wdech): szydełkowanie, dzierganie, tkanie, robienie makram, makat, dywaników, chodniczków, bransoletek przyjaźni, pomponów, kołderek z kawałków tkanin, haftowanie, filcowanie na sucho, szycie (nauka szycia jest często na listach postanowień noworocznych), przyszywanie i przeszywanie guzików, przerabianie ubrań, robienie biżuterii (najprościej z gotowych koralików), czyli bransoletek, kolczyków, naszyjników, breloczków.

Oczywiście muszę wspomnieć o ceramice i rzeźbie. Tu dodatkową korzyścią są wyjątkowe odczucia sensoryczne. Lepienie lub toczenie kubków, talerzy, miseczek, figurek. Szkliwienie.

W większych miastach jest sporo pracowni, które organizują takie kursy. Można też rzeźbić w glinie, mydle, masie solnej, modelinie, drewnie, a nawet plastelinie ( jak nie zależy nam na trwałości), robić odlewy gipsowe lub z papier mâché. Osoby, które wolą bardziej awangardowo, mogą tworzyć instalacje z zalegających dupereli, jak choćby starych płyt CD (wspaniale odbijają światło słoneczne).

Zwrotem ku tradycji ludowej będzie robienie kwiatków z bibuły, pająków lub innych mobili, które można zawiesić. Malowanie pisanek, bombek, ozdób na choinkę (można cały rok – nikt nie sprawdza). Wspaniałą zabawą jest plecenie wianków, wieńców na drzwi, ozdób z kwiatów, girland, które można potem zasuszyć.

Dobrze zrobi nam śpiewanie, nucenie, mruczenie (tu specjalne punkty za pracę w grupach), a także tańczenie – freestyle w domu, zapisanie się na zajęcia (tak, można nie umieć tańczyć, jak się idzie na zajęcia; są po to, żeby się nauczyć). Grupowo miło spędza się czas przy pleceniu koszy czy innych form z wikliny albo rurek ze starych gazet.

Twórcze mogą być także codzienne czynności domowe, jeśli pozwolimy sobie na chwilę swobody i oddechu: gotowanie, pieczenie, ozdabianie ciasteczek, tortów. Robienie stempelków z ziemniaków. Do tego eksperymentowanie z makijażem, manikiurem i pedikiurem, body paintingiem, ubiorem. A nawet uprawianie ogródka, szczególnie projektowanie, zakładanie grządek, sadzenie bylin, kwiatów. I oczywiście robienie zdjęć, może starym analogiem, żeby nie męczyć oczu ekranem…

Czy mała sztuka może być wielka? Może! Spójrzcie na to, co tworzyła Mary Delany, ceniona XVIII-wieczna artystka. Delany była pionierką kolaży w Europie. Wycinając różne rodzaje papieru, tworzyła niesamowite kompozycje, odwzorowując z niezrównaną dokładnością rozmaite gatunki roślin. Stworzyła niemal 1000 kwietnych portretów, mimo że zaczęła robić wycinanki dość późno, bo w wieku 72 lat!

„Bombax ceiba” by Mary Delany(1780). (Fot. BEW) „Bombax ceiba” by Mary Delany(1780). (Fot. BEW)

Dziś tworzenie to nie tylko hobby, pasja i sposób na spędzanie czasu. To swoista deklaracja przeciwko kulturze, która nas pogania i każe wszędzie widzieć straty i zyski. To wyrażenie niezgody na wyzysk i wszechobecne dążenie do dominacji. To próba znalezienia siebie poza systemem. Ćwiczenie mięśnia kreatywności to ćwiczenie krytycznego myślenia, koniecznego, by funkcjonować w zdrowiu w dzisiejszym szalonym świecie… Ucząc się szydełkowania, kaligrafii i albo dekorowania ciastek, tworzymy swoisty ruch oporu. Łączymy przyjemne z pożytecznym.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE