1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury startuje już dziś

Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury startuje już dziś

Od dziś, za sprawą największego festiwalu literackiego nad Wisłą, przez najbliższy tydzień cała Polska żyć będzie literaturą. Siedem dni, siedem miast, dziesiątki spotkań i dyskusji, premiery oczekiwanych książek, teatr improwizowany oraz najlepsze literackie brzmienia podczas koncertów.

Oprócz najważniejszych polskich twórców, na Apostrofie. Międzynarodowym Festiwalu Literatury pojawią się autorzy z wielu zakątków świata. Literacko festiwal skupi się na tłumaczeniu, ideowo na naturze, a kulinarnie na trendzie zero waste. Festiwal organizowany przez Empik to prawdziwa uczta dla miłośników literatury.

Festiwal otworzy spotkanie z Dorotą Masłowską prowadzone przez kuratora tegorocznej edycji Apostrofu, Jacka Dehnela. Na festiwalowych scenach w siedmiu miastach zagoszczą także między innymi: Orhan Pamuk, Nathan Hill, Graham Masterton, Sofi Oksanen, Peter V. Brett, A. J. Finn, Magdalena Grzebałkowska, Katarzyna Bonda, Olga Tokarczuk, Natalia Fiedorczuk, Andrzej Franaszek, Wojciech Chmielarz, Jacek Hugo-Bader, Mariusz Czubaj, Jakub Żulczyk, Katarzyna Nosowska, Jerzy Bralczyk i Lucyna Kirwil, Jakub Małecki, Katarzyna Puzyńska, Wojciech Tochman czy Jacek Dukaj. Co więcej, większość wymienionych autorów pojawi się na festiwalu z premierami swoich książek. Apostrof to nie tylko spotkania z pisarzami, ale również szereg dyskusji wokół tłumaczeń i wiele innych wydarzeń czerpiących z fenomenu literatury.

Po raz kolejny w Ogrodzie Powszechnym w Warszawie powstanie klub festiwalowy Apostrofu. W tym roku działać będzie tu pop-up restauracja Apostrof Zero Waste, w której będzie można spróbować potraw inspirowanych książkami Mai Sobczak oraz Sylwii Majcher. A skoro jesteśmy w ogrodzie, to sporo będziemy rozmawiać o naturze – m.in. z Weroniką Muszkietą i Olą Sieńko, autorkami książki „Projekt Rośliny” (Wydawnictwo Buchmann) czy Anną Kamińską, autorką książki „Białowieża szeptem” (Wydawnictwo Literackie). Na scenie wystąpi również teatr improwizowany Klancyk z cyklem spektakli „Klancyk gra z naturą”. Ponadto, specjalnie dla festiwalu powstanie plenerowa wystawa dla dzieci „Mrówki wspaniałe”, której kuratorką jest Ewa Solarz, a grafiki do niej przygotowała autorka tegorocznej oprawy wizualnej Apostrofu, Małgorzata Gurowska. Warszawska widownia festiwalu przez cały czas trwania Apostrofu będzie mogła odbywać wirtualną podróż w czasie dzięki nowoczesnemu fotoplastykonowi, czyli przeglądowi 70 lat spotkań z kulturą w technice VR. Wyjątkowy projekt multimedialny powstał z okazji jubileuszu 70-lecia Empiku.

Apostrof to także fantastyczne koncerty. Na muzycznej scenie festiwalu pojawi się Karolina Czarnecka ze swoim nowym projektem UV. Kolejny z koncertowych wieczorów w klubie festiwalowym należeć będzie do Króla, czyli wokalisty i kompozytora Błażeja Króla. Bisz i Radex, czyli błyskotliwy głos rodzimego hip-hopu oraz lider formacji Pustki, zagrają zaś w towarzystwie Katarzyny Nosowskiej, która na tegorocznym Apostrofie zadebiutuje także jako pisarka. To nie jedyne koncerty w ramach festiwalu. Już w czwartek 17 maja, po warszawskim premierowym spotkaniu z Magdaleną Grzebałkowską, poświęconym napisanej przez nią biografii Krzysztofa Komedy, odbędzie się koncert EABS „Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)”.

Wybrane wydarzenia Apostrofu będą transmitowane na facebookowym profilu Empiku, a część z nich będzie tłumaczona na język migowy – szczegóły na

 

Wszystkie wydarzenia w ramach festiwalu są bezpłatne. Na warsztaty obowiązują zapisy.

 

PROGRAM FESTIWALU:

WARSZAWA

Legenda:

/DS/ Duża Scena

/MS/ Mała Scena

/OP/ Ogród Powszechny

/OP/ Ogród Powszechny

Teatr Powszechny, Warszawa, ul. Zamoyskiego 20

 

poniedziałek, 14 maja

14 maja, 18:00 /DS/ Dorota Masłowska

otwarcie festiwalu, spotkanie z autorką książki Inni ludzie, prowadzenie Jacek Dehnel

14 maja, 20:00 /DS/ Tłumaczenie brzydoty. Polskość jako kategoria estetyczna

dyskusja z udziałem Beaty Chomątowskiej, Małgorzaty Czyńskiej oraz Marcina Kołodziejczyka, prowadzenie Adam Leszczyński

 

wtorek, 15 maja

15 maja, 18:00 /DS/ Katarzyna Bonda

premierowe spotkanie z autorką książki Czerwony Pająk, prowadzenie Łukasz Orbitowski

15 maja, 19:00 /MS/ Nathan Hill

spotkanie z autorem książki Niksy, prowadzenie Anna Dziewit-Meller

15 maja, 20:00 /DS/ Tłumaczenie zbrodni. Jak pisać o przelanej krwi?

dyskusja z udziałem Ewy Winnickiej, Justyny Kopińskiej oraz Cezarego Łazarewicza,

prowadzenie Łukasz Orbitowski

 

środa, 16 maja

16 maja, 18:00 /DS/ Natalia Fiedorczuk

premierowe spotkanie autorką książki Ulga, prowadzenie Weronika Wawrzkowicz

16 maja, 19:00 /MS/ Sofi Oksanen

spotkanie z autorką książki Norma, prowadzenie Karolina Sulej

16 maja, 20:00 /DS/ Tłumaczenie zakwitających. Jak pisać o doświadczeniu bycia dziewczyną?

dyskusja z udziałem Martyny Bundy, Patrycji Pustkowiak oraz Radki Franczak,

prowadzenie Sylwia Chutnik

 

czwartek, 17 maja

17 maja, 18:00 /DS/ Magdalena Grzebałkowska

premierowe spotkanie z autorką książki Komeda. Osobiste życie jazzu, prowadzenie Michał Nogaś

17 maja, 19:00 /MS/ Tłumaczenie hiciorów, czyli blockbustery po polsku

dyskusja z udziałem Anny Bańkowskiej, Małgorzaty Hesko-Kołodzińskiej i Pauliny Braiter, prowadzenie Michał Tabaczyński

17 maja, 20:00 /DS/ EABS (Electro Acoustic Beats Sessions)

koncert Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)

17 maja, 21:00 /MS/ Sparing translatorski

pojedynek na tłumaczenia z udziałem Macieja Frońskiego i Szymona Żuchowskiego (poezja) oraz Magdaleny Heydel i Joanny Kozak (proza), prowadzenie Maciej Robert

 

piątek, 18 maja

18 maja, 16:00 /OP/ Kuchnia festiwalowa Apostrof Zero Waste

start pop-up restauracji Zero Waste inspirowanej książkami Mai Sobczak i Sylwii Majcher

restauracja czynna do 22:00

 

18 maja, 16:00 /OP/ Mrówki wspaniałe

plenerowa wystawa dla dzieci, kuratorka Ewa Solarz, grafika Małgorzata Gurowska, aranżacja Kosmos Projekt

wystawa czynna do 20:00

18 maja, 18:00 /DS/ Olga Tokarczuk

spotkanie z autorką książki Opowiadania bizarne, prowadzenie Jacek Dehnel

18 maja, 19:00 /MS/ Andrzej Franaszek

spotkanie z autorem książki Herbert. Biografia, prowadzenie Katarzyna Janowska

18 maja, 20:00 /DS/ Orhan Pamuk

spotkanie wokół książki Rudowłosa i twórczości noblisty, prowadzenie Michał Pogaś

18 maja, 20:30 /OP/ Karolina Czarnecka + UV

koncert na scenie klubu festiwalowego

 

sobota, 19 maja

19 maja, 12:00 /OP/ Kuchnia festiwalowa Apostrof Zero Waste

pop-up restauracja Zero Waste inspirowana książkami Mai Sobczak i Sylwii Majcher

restauracja czynna do 22:00

19 maja, 12:00 /OP/ Mrówki wspaniałe

plenerowa wystawa dla dzieci, kuratorka Ewa Solarz, grafika Małgorzata Gurowska, aranżacja Kosmos Projekt

wystawa czynna do 20:00

19 maja, 12:00 /OP/ Bez resztek – Maia Sobczak i Sylwia Majcher

spotkanie z autorkami książek Qmam kasze. Do ostatniego okruszka oraz Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku, prowadzenie Małgorzata Minta

19 maja, 13:00 /MS/ Nowe otwarcie. Po co artystom i tłumaczom stowarzyszenia?

dyskusja z udziałem Justyny Czechowskiej (Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury), Katarzyny Górnej (Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej) i Jacka Dehnela (Unia Literacka), prowadzenie Grzegorz Sroczyński

19 maja, 14:00 /OP/ Klancyk gra z naturą zero waste

spektakl improwizowany z udziałem Mai Sobczak oraz Sylwii Majcher

19 maja, 14:00 /DS/ Jakub Żulczyk

premierowe spotkanie z autorem książki Zrób mi jakąś krzywdę, prowadzenie Marcin Sendecki

19 maja, 15:00 /MS/ Wojciech Chmielarz

premierowe spotkanie z autorem książki Żmijowisko, prowadzenie Natalia Szostak

19 maja, 15:00 /OP/ Qmam kasze

warsztaty z aranżacji i fotografowania jedzenia na Instagram i Facebook, prowadzenie Maia Sobczak

udział w warsztacie możliwy na podstawie konkursu, szczegóły www.qmamkasze.pl/konkurs

19 maja, 16:00 /OP/ Gotuję, nie marnuję. Od trzonka do korzonka

warsztaty kulinarne, prowadzenie Sylwia Majcher

obowiązują zapisy pod adresem pawel.bitowt@empik.com

19 maja, 16:00 /DS/ Jacek Dukaj

spotkanie wokół książki Serce ciemności, prowadzenie Paweł Goźliński

19 maja, 17:00 /OP/ Poczytalni na trawie

audycja TOK FM na żywo z udziałem publiczności Apostrofu

19 maja, 18:00 /DS/ Tłumaczenie wspólnoty

dyskusja z udziałem Joanny Tokarskiej-Bakir, Mikołaja Grynberga oraz Mirosława Tryczyka, prowadzenie Monika Płatek

19 maja, 19:00 /MS/ Jakub Małecki

premierowe spotkanie z autorem książki Dżozef, prowadzenie Olga Wróbel

19 maja, 20:00 /DS/ Jacek Hugo-Bader

premierowe spotkanie z autorem książki Audyt, prowadzenie Grzegorz Wysocki

19 maja, 20:30 /OP/ Król

koncert na scenie klubu festiwalowego

 

niedziela, 20 maja

20 maja, 12:00 /OP/ Kuchnia festiwalowa Apostrof Zero Waste

pop-up restauracja Zero Waste inspirowana książkami Mai Sobczak i Sylwii Majcher

restauracja czynna do 22:00

20 maja, 12:00 /OP/ Mrówki wspaniałe

plenerowa wystawa dla dzieci, kuratorka Ewa Solarz, grafika Małgorzata Gurowska, aranżacja Kosmos Projekt, wystawa czynna do 20:00

20 maja, 12:00 /DS/ Peter V. Brett

premierowe spotkanie z autorem książki Otchłań. Księga II, prowadzenie Jakub Kukla

20 maja, 13:00 /OP/ Anna Kamińska i Joanna Pawluśkiewicz

spotkanie wokół książki Białowieża szeptem, prowadzenie Weronika Wawrzkowicz

20 maja, 13:00 /OP/ Projekt Rośliny

warsztaty z tworzenia makram, prowadzenie Weronika Muszkieta, Ola Sieńko

obowiązują zapisy pod adresem pawel.bitowt@empik.com

20 maja, 13:00 /MS/ Tłumaczenie (się) wydawcom

dyskusja z udziałem Anny Butrym, Rafała Lisowskiego oraz Jerzego Jarniewicza,

prowadzenie Katarzyna Kłosińska

20 maja, 14:00 /OP/ Klancyk gra z naturą puszczy

spektakl improwizowany z udziałem Anny Kamińskiej oraz Joanny Pawluśkiewicz

20 maja, 14:00 /DS/ Tłumaczenie świata

dyskusja z udziałem Olgi Stanisławskiej, Magdaleny Grochowskiej oraz Macieja Zaremby Bielawskiego, prowadzenie Włodzimierz Nowak

20 maja, 15:00 /MS/ Mariusz Czubaj

premierowe spotkanie z autorem książki Dziewczynka z zapalniczką, prowadzenie Paweł Sołtys

20 maja, 15:00 /OP/ Qmam kasze

warsztaty kulinarne z kiszonek, prowadzenie Maia Sobczak

udział w warsztacie możliwy na podstawie konkursu, szczegóły www.qmamkasze.pl/konkurs

20 maja, 16:00 /OP/ Gotuję, nie marnuję. Wiosenne czyszczenie lodówki

warsztaty kulinarne, prowadzenie Sylwia Majcher

obowiązują zapisy pod adresem pawel.bitowt@empik.com

20 maja, 16:00 /DS/ Wojciech Tochman

premierowe spotkanie z autorem książki Dzisiaj narysujemy śmierć, prowadzenie Cezary Łazarewicz

20 maja, 17:00 /MS/ A. J. Finn

spotkanie z autorem książki Kobieta w oknie, prowadzenie Bartosz Węglarczyk

20 maja, 17:00 /OP/ Weronika Muszkieta i Ola Sieńko

premierowe spotkanie z autorkami książki Projekt Rośliny, prowadzenie Agata Napiórska

20 maja, 18:00 /DS/ Katarzyna Nosowska

premierowe spotkanie z autorką książki A ja żem jej powiedziała, prowadzenie Karolina Korwin Piotrowska

20 maja, 20:30 /OP/ Bisz/Radex feat. Nosowska

koncert na scenie klubu festiwalowego

 

Wydarzenia Apostrofu. Międzynarodowego Festiwalu Literackiego w innych miastach:

 

KRAKÓW

 

empik Bonarka, Kraków, ul. Kamieńskiego 11

 

14 maja, 18:00 Katarzyna Puzyńska

spotkanie z autorką książki Nora, prowadzenie Łukasz Wojtusik

15 maja, 18:00 Peter V. Brett

spotkanie z autorem książki Otchłań. Księga II, prowadzenie Piotr Krasnowolski

16 maja, 18:00 Magdalena Grzebałkowska

spotkanie z autorką książki Komeda. Osobiste życie jazzu, prowadzenie Łukasz Wojtusik

17 maja, 18:00 Mariusz Czubaj

spotkanie z autorem książki Dziewczynka z zapalniczką, prowadzenie Krzysztof Maćkowski

18 maja, 18:00 Jakub Żulczyk

spotkanie z autorem książki Zrób mi jakąś krzywdę, prowadzenie Anna Marchewka

Pauza in garden, Kraków, ul. Rajska 12

20 maja, 16:00 Jerzy Bralczyk i Lucyna Kirwil

spotkanie z autorami książki Pokochawszy. O miłości w języku, prowadzenie Rafał Romanowski

20 maja, 18:00 Jacek Dukaj

spotkanie wokół książki Serce ciemności

 

KATOWICE

empik Silesia, Katowice, ul. Chorzowska 107

14 maja, 18:00 Jacek Hugo-Bader

spotkanie z autorem książki Audyt, prowadzenie Adam Szaja

15 maja, 18:00 Magdalena Grzebałkowska

spotkanie z autorką książki Komeda. Osobiste życie jazzu, prowadzenie Adam Szaja

17 maja, 18:00 Natalia Fiedorczuk

spotkanie autorką książki Ulga, prowadzenie Katarzyna Głowacka

18 maja, 18:00 Mariusz Czubaj

spotkanie z autorem książki Dziewczynka z zapalniczką, prowadzenie Adam Szaja

19 maja, 16:00 A. J. Finn

spotkanie z autorem książki Kobieta w oknie, prowadzenie Maria Olecha

 

WROCŁAW

empik Renoma, Wrocław, ul. Świdnicka 40

14 maja, 18:00 Magdalena Grzebałkowska

spotkanie z autorką książki Komeda. Osobiste życie jazzu, prowadzenie Dorota Wodecka

14 maja, 20:00 Olga Tokarczuk

spotkanie z autorką książki Opowiadania bizarne, prowadzenie Dorota Wodecka

15 maja, 18:00 Jacek Hugo-Bader

spotkanie z autorem książki Audyt, prowadzenie Jędrzej Morawiecki

16 maja, 18:00 Peter V. Brett

spotkanie z autorem książki Otchłań. Księga II, prowadzenie Joanna Płoszaj

17 maja, 18:00 Jakub Żulczyk

spotkanie z autorem książki Zrób mi jakąś krzywdę, prowadzenie Krzysztof Majewski

17 maja, 20:00 Jerzy Bralczyk i Lucyna Kirwil

spotkanie z autorami książki Pokochawszy. O miłości w języku, prowadzenie Jakub Żary

18 maja, 18:00 Katarzyna Bonda

spotkanie z autorką książki Czerwony Pająk, prowadzenie Jacek Antczak

18 maja, 20:00 Natalia Fiedorczuk

spotkanie autorką książki Ulga, prowadzenie Anna Wiatr

Mediateka, Wrocław, Pl. Teatralny 5

19 maja, 16:00 Dorota Masłowska

spotkanie z autorką książki Inni ludzie, prowadzenie Dorota Wodecka

 

POZNAŃ

empik Ratajczaka, Poznań, ul. Ratajczaka 44

14 maja, 18:00 Natalia Fiedorczuk

spotkanie autorką książki Ulga, prowadzenie Milena Buszkiewicz

15 maja, 18:00 Jakub Żulczyk

spotkanie z autorem książki Zrób mi jakąś krzywdę, prowadzenie Milena Buszkiewicz

16 maja, 18:00 Wojciech Chmielarz

spotkanie z autorem książki Żmijowisko, prowadzenie Anna Misztak

17 maja, 18:00 Katarzyna Bonda

spotkanie z autorką książki Czerwony Pająk, prowadzenie Kalina Olejniczak

18 maja, 18:00 Magdalena Grzebałkowska

spotkanie z autorką książki Komeda. Osobiste życie jazzu, prowadzenie Dionizy Piątkowski

19 maja, 16:00 Mariusz Czubaj

spotkanie z autorem książki Dziewczynka z zapalniczką, prowadzenie Leszek Koźmiński

Pawilon, Poznań, ul. Ewangelicka 1

20 maja, 16:00 Dorota Masłowska

spotkanie z autorką książki Inni ludzie, prowadzenie Agata Grenda

20 maja, 18:00 Olga Tokarczuk

spotkanie z autorką książki Opowiadania bizarne, prowadzenie Przemysław Czapliński

 

SZCZECIN

empik Kaskada, Szczecin, al. Niepodległości 36

14 maja, 18:00 Wojciech Chmielarz

spotkanie z autorem książki Żmijowisko, prowadzenie Andrzej Skrendo

15 maja, 18:00 Natalia Fiedorczuk

spotkanie z autorką książki Ulga, prowadzenie Elżbieta Bielecka

16 maja, 18:00 Jakub Żulczyk

spotkanie z autorem książki Zrób mi jakąś krzywdę, prowadzenie Andrzej Skrendo

17 maja, 18:00 Graham Masterton

spotkanie z autorem książek Wirus oraz Duch zagłady, prowadzenie Sebastian Sokołowski

18 maja, 18:00 Jacek Hugo-Bader

spotkanie z autorem książki Audyt, prowadzenie Inga Iwasiów

 

GDAŃSK

empik Galeria Bałtycka, Gdańsk, Al. Grunwaldzka 141

14 maja, 18:00 Jakub Żulczyk

spotkanie z autorem książki Zrób mi jakąś krzywdę, prowadzenie Jarosław Zalesiński

15 maja, 18:00 Wojciech Chmielarz

spotkanie z autorem książki Żmijowisko, prowadzenie Iwona Demska

16 maja, 18:00 Graham Masterton

spotkanie z autorem książek Wirus oraz Duch zagłady, prowadzenie Łukasz Radecki

18 maja, 18:00 Jakub Małecki

spotkanie z autorem książki Dżozef, prowadzenie Elżbieta Żukowska

Gdański Teatr Szekspirowski, Gdańsk, ul. Bogusławskiego 1

20 maja, 16:00 Natalia Fiedorczuk

spotkanie autorką książki Ulga, prowadzenie Iwona Demska

20 maja, 18:00 Katarzyna Bonda

spotkanie z autorką książki Czerwony Pająk, prowadzenie Hanna Toczko

 

Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury, 14-20 maja 2018 roku

Miasta festiwalowe: Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Gdańsk, Katowice i Szczecin

Organizator: Empik

Partnerzy: Teatr Powszechny w Warszawie, Wydawnictwo Literackie, Wydawnictwo Znak, Wydawnictwo Muza, Wydawnictwo Wielka Litera, Wydawnictwo W.A.B., Wydawnictwo Marginesy, Wydawnictwo Świat Książki, Wydawnictwo Agora, Wydawnictwo Fabryka Słów, Wydawnictwo Czarne, Wydawnictwo Albatros, Dom Wydawniczy Rebis, Wydawnictwo Buchmann, Wydawnictwo SQN, Wydawnictwo Prószyński i Ska, Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury, Strefa Wolnosłowa, Stół Powszechny, Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego

Patroni Medialni: POLITYKA, VOGUE, lubimyczytac.pl, Gazeta Wyborcza, Książki. Magazyn do czytania, cojestgrane24, TOK FM

 

 

materiały prasowe

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

#hot16challenge2 - szesnaście wersów na szczytny cel

Screen YouTube: Dawid Podsiadło #hot16challenge2
Screen YouTube: Dawid Podsiadło #hot16challenge2
O tym, że moc Internetu jest ogromna wiadomo nie od dziś. Przekonali się o tym również polscy artyści, którzy w ciągu ostatnich dni zebrali przeszło milion złotych na walkę z koronawirusem.

Wyzwanie #hot16challenge powstało w 2014 roku z inicjatywy znanego rapera, Karola Poziemskiego. Muzyk znany fanom rapu jako Solar postanowił zmierzyć się na wersy z kolegami z branży. Wyzwanie polegało na nagraniu 16-wersowej zwrotki na dowolny temat i do dowolnej muzyki oraz nominowaniu kolejnych artystów, którzy mają 72 godziny na zrealizowanie zadania i wyznaczenie kolejnych uczestników muzycznej zabawy.

Po kilku latach akcja wróciła, i to ze zdwojoną siłą. Poruszony obecną sytuacją związaną z pandemią Solar powołał do życia #hot16challenge2. Tym razem jednak przyjmujący wyzwanie nie tylko walczą na rymy, ale mierzą się również z koronawirusem. Akcji towarzyszy bowiem zbiórka na stronie siepomaga.pl, dzięki której można wpłacać pieniądze na pomoc dla służby zdrowia. Wysokość wpłaty jest oczywiście dowolna. Nominacja do wyzwania stała się więc nie tylko symbolicznym rzuceniem rękawicy na ringu artystycznym, ale też zachętą do realnego wsparcia lekarzy i szpitali walczących z pandemią. 

Do udziału w zbiórce chciałbym zachęcić nie tylko nominowanych, ale i wszystkich słuchaczy. Możesz wpłacić pieniądze na zbiórkę którą stworzyłem, ale jeśli wolisz wesprzeć inaczej – napisał pod swoim filmem Solar.

Charytatywna edycja wyzwania błyskawicznie stała się hitem sieci, wychodząc poza granice sceny hiphopowej. Oprócz znanych raperów takich jak O.S.T.R, Taco Hemingway, Quebonafide czy Pezet wyzwanie podjęli także przedstawiciele innych gatunków muzycznych. Swoją interpretację „szesnastki” (wraz z darowizną) zaprezentowali m.in. Dawid Podsiadło, Brodka, Nosowska, Krzysztof Zalewski, Daria Zawiałow, Margaret, Paulina Przybysz, Igor Herbut, Fisz i Artur Andrus.

Celem akcji było zebranie miliona złotych. Ku zaskoczeniu wszystkich udało się to osiągnąć w niecały tydzień. Dziś, po dwóch tygodniach od rozpoczęcia wyzwania przez Solara, na koncie fundacji siepomaga.pl widnieje kwota przeszło 1,5 miliona złotych. Ponadto z każdym kolejnym dniem licznik zwiększa się o kolejne setki tysięcy złotych, a do akcji wciąż włączają się kolejni artyści.

Zbiórka dostępna jest pod adresem siepomaga.pl/hot16challenge Akcję śledzić można na stronie hot16challenge.network

Artyści, którzy podjęli wyzwanie #hot16challenge2

Dawid Podsiadło, który otrzymał nominację od duetu Taconafide nagrał utwór w charakterystycznym dla siebie stylu. Swój podziw dla służby zdrowia wyraził słowami: "Chciałbym zaznaczyć, że podziwiam lekarzy, wszystkie medyczne siły, stojące na straży".

Brodka postawiła na zabawę słowem i skomentowała obecną sytuację w kraju. Choć artystka nie zajmuje się rapem na co dzień, internauci zgodnie przyznali, że poradziła sobie znakomicie.

Wyzwanie podjęła też Katarzyna Nosowska, która nagrała utwór ze znanym producentem muzycznym, Foxem. Artyści współpracowali ze sobą już wcześniej, chociażby przy ostatniej płycie wokalistki.

Po opublikowaniu utworu przez Darię Zawiałow zachwyceni nowym wcieleniem artystki fani poprosili ją o nagranie całej płyty w podobnym klimacie. W realizacji "szesnastki" pomógł wokalistce producent muzyczny Michał Kush.

Margaret oprócz tego, że świetnie śpiewa, jest również doskonałą raperką. Udowodniła to swoim ostatnim albumem zatytułowanym "Gaja Hornby". Swoją "szesnastkę" wzbogaciła refrenem piosenki Cher, "Bang Bang (My Baby Shot Me Down)".

Igor Herbut, wokalista zespołu LemON, otrzymał dominację od Pawła Domagały. Artysta sam napisał tekst i skomponował muzykę, a podczas nagrania towarzyszył mu kilkumiesięczny synek, Kai.

Wyzwaniu #hot16challenge2 stawili też czoła bracia Waglewscy, którzy nominację otrzymali od Taco Hemingwaya. Zwrotkę napisał Fisz, a muzykę do niej skomponował Emade.

  1. Kultura

Miuosh, Nosowska i Smolik w nowym teledysku do utworu „Tramwaje i Gwiazdy”

Miuosh, Nosowska, Smolik i muzycy NOSPR w internetowym teledysku utworu „Tramwaje i Gwiazdy” (fot. materiały prasowe)
Miuosh, Nosowska, Smolik i muzycy NOSPR w internetowym teledysku utworu „Tramwaje i Gwiazdy” (fot. materiały prasowe)
70 muzyków, 60 godzin montażu wideo i 12 godzin montażu dźwięku – oto nowa, wyjątkowa odsłona utworu „Tramwaje i Gwiazdy”. Niezwykłą aranżacją artyści udowodnili, że obowiązkowa izolacja nie musi oznaczać zaprzestania działalności twórczej – wręcz przeciwnie – w domowym zaciszu mogą powstawać naprawdę nieoczywiste projekty. 

Czas pandemii koronawirusa, upływający pod hasłem akcji #zostanwdomu, stanowi potwierdzenie faktu, że działalność artystyczna nie zna żadnych granic. W tej specyficznej rzeczywistości wciąż można tworzyć nawet najbardziej skomplikowane i wymagające konstrukcje, takie jak projekt symfoniczny. W takich warunkach narodziła się też najnowsza wersja utworu „Tramwaje i Gwiazdy” w wykonaniu Miuosha, Nosowskiej, Smolika oraz muzyków z Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Wszystko bez wychodzenia z domu, tylko przy użyciu smartfonów!

Każdy z muzyków i wokalistów nagrał swoje partie za pomocą własnego smartfona w domowym zaciszu. W kolejnym etapie wszystkie nagrania trafiły do Miuosha, który zajął się montażem wideo oraz edycją dźwięku. Co ciekawe, w nagraniu wykorzystano jedynie partie zarejestrowane na potrzeby tej wersji – nie sięgnięto po materiały z albumu koncertowego ani nie dogrywano instrumentów w warunkach studyjnych przy pomocy profesjonalnego sprzętu. Artyści wykorzystali jedynie to, co mieli pod ręką i z czego korzystają na co dzień. Za mix utworu odpowiadają Miuosh i Smolik.

W nagraniu, poza Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia, Miuoshem, Katarzyną Nosowską i Smolikiem, udział wzięli muzycy FDG.Orkiestry w poszerzonym składzie (Robert Zając, Oskar Ludziak, Jacek Szczypiński, Bartosz Borycki, Marta Fedyniszyn, Patrycja Ciska i Joanna Smajdor), Michał Fox Król (muzyk był również producentem ostatniego albumu Miuosha) oraz Jan Stokłosa (odpowiedzialny za orkiestrację w projekcie MIUOSH | SMOLIK | NOSPR). Ten niezwykły projekt to pomysł Miuosha i Pawła Jaworskiego w całości skoordynowany z domu przez Miuosha.

  1. Psychologia

Ludzie powinni pisać. Napisz książkę w 2020 roku z Katarzyną Bondą

Katarzyna Bonda (fot. Rafał Masłow)
Katarzyna Bonda (fot. Rafał Masłow)
Dlatego, że potrafią. Dlatego, że pisanie czesze myśli, porządkuje emocje i daje ogromną satysfakcję. Dlatego, że mogą w ten sposób nazwać swoje dylematy i wewnętrzne zmagania. Katarzyna Bonda, pisarka i nauczycielka pisania, zachęca, by w 2020 roku zacząć pisać książkę. Nawet jeśli nigdy miałaby nie ujrzeć światła dziennego.

Może to dziwne pytanie dla pisarki, ale jaki sens ma pisanie książek? Dlaczego ludzie chcą to robić? Żyjemy w bardzo szczęśliwych czasach, biorąc pod uwagę przestrzeń wieków. Większość z nas ma co do garnka włożyć, w co się ubrać i gdzie mieszkać – ale żyjemy też w czasach masakrycznego szumu informacyjnego, zewsząd atakują nas newsy, dźwięki, zdarzenia. Brakuje nam refleksji, namysłu, momentu, by się zatrzymać. A przecież każdy powinien też od czasu do czasu znaleźć się w ciszy, w przestrzeni, która będzie tylko jego, w której będzie czas i przestrzeń, by zadać sobie pytania: Kim jestem? Czego naprawdę chcę? Jakie mam plany? Zwłaszcza jeśli jesteśmy ludźmi wrażliwymi, takie odklejenie się, wycofanie jest bardzo potrzebne. Pisanie książki to schowanie się. Już krótkie opowiadanie zwykle tym skutkuje. Książka jest zapisem trudnym i długoterminowym, niczym przebiegnięcie maratonu, daje jednak pewien rodzaj higieny psychicznej. To jest głównym powodem, dlaczego ludzie chcą pisać. Jest jeszcze dodatkowy element motywujący, kiedy ktoś nosi w sobie jakąś dręczącą lub uwierającą go historię, pewien nadmiar lub brak. Albo wiedzę, którą chce się podzielić z innymi. A zapis jest dla człowieka najprostszy. Pisać każdy umie.

I może doskonalić tę umiejętność w coraz częściej powstających szkołach pisania, gdzie uczą tego specjaliści. Sama prowadzisz takie zajęcia. Dziś napisać i wydać książkę jest o wiele łatwiej niż kiedyś. Nie jest to już naznaczone nimbem wyjątkowości. Ta dostępność daje ludziom większą odwagę. I to jest piękne. Wiele osób chce pisać terapeutycznie, opisać swoją historię – po to właśnie przychodzą na zajęcia i kursy kreatywnego pisania. To jest z jednej strony dobre, z drugiej jest pułapką. Bo żeby napisać książkę, trzeba mieć naprawdę duży imperatyw i solidny warsztat pisarski. Fabularny zapis, w którym powołujemy do życia fikcyjne postaci, jest o wiele łatwiejszy. Ale na kursy przychodzi też mnóstwo ludzi, którzy chcą pisać fikcję albo reportaże, czyli opisywać prawdziwe, ale nie swoje historie. Każdemu, kto chce napisać książkę, radzę, by najpierw wybrał swój rodzaj opowieści, swój gatunek. Wyobraził sobie, gdzie ta książka będzie stała w księgarni, na jakiej półce. Czym to tak naprawdę będzie. Oczywiście to się może zmienić w trakcie pisania. Pamiętam jedną kobietę, która deklarowała, że chce napisać kryminał, ale w trakcie rozmów i zapisu wyszło jej, że to jednak będzie romans. Chińczycy zawsze mówią, że i tak ostatecznie uwydatni się w tobie to, co masz najsilniejsze i że nie trzeba się przed tym powstrzymywać. Chodzi więc o to, by odnaleźć to, co cię bierze, co jest dla ciebie najłatwiejsze i najbliższe ciału. W trakcie zajęć w szkole pisania, które są swoistym coachingiem grupowym, uczestnicy mają uświadomić sobie, w czym są najlepsi. To jest ich siła, która przyda się, gdy napotkają przeszkody, a na pewno je napotkają.

Żyjemy w biegu i narzekamy na brak czasu. A przecież napisanie książki zabiera tego czasu mnóstwo. I jest wybitnie samotniczym zajęciem. Sama przyznajesz, że kiedy piszesz książkę, znikasz na kilka tygodni. Jak to zrobić w tzw. codziennym życiu? To jest bardzo trudne. Zwłaszcza ten moment wyłączenia się z życia, kiedy mówisz sobie i innym: „Teraz na chwilę się wyłączam”. Natomiast kiedy już to zrobisz i kiedy dasz radę oddzielić od twoich bliskich, od twojego pracodawcy, od obowiązków urzędowych, od listonosza, hydraulika i telemarketerów – czujesz, że to najlepszy rodzaj odpoczynku. Poza tym pisanie daje ogromną satysfakcję. Jeśli uda ci się stworzyć choćby jedną scenę, ogarnia cię moc, tworzysz w końcu nowy świat, jesteś demiurgiem. Nie mamy w życiu wielu możliwości, by doświadczyć czegoś  takiego, no, może poza rodzeniem dzieci czy robieniem szczytnych rzeczy dla innych. Dlatego pisanie jest tak przyjemne i uzależniające. Kiedy ludzie zaczną to robić, to potem piszą kolejne książki. Można oczywiście dyskutować nad ich jakością, ale ja jestem za tym, by powstawały też i takie produkty, które są jednorazowe. Które są po to, żebyś przez chwilę pożyła w napięciu czy pomarzyła o wielkiej miłości. Ludzie potrzebują pobyć w iluzji, oderwać się od codzienności. To czytelnicy oceniają, czy książka jest potrzebna. Pisanie musi rajcować, trzeba w nim odnaleźć coś takiego, co sprawia, że nie czuje się tych godzin spędzonych przy biurku, tego cierpienia i zmęczenia.

Inaczej to cierpienie odbierze czytelnik… Czytelnik zawsze odbiera pomiędzy wierszami energię pisarza. Jak ci idzie po grudzie, to on to wyczuje i odłoży książkę. Jeśli będziesz pisać tak, jak inni chcą, a nie jak ty sama chcesz – jego nie oszukasz. Dlatego pisząc swoją pierwszą książkę, nie ma sensu słuchać innych, tylko po prostu oddać się pisaniu. Potem, kiedy już damy to, co napisaliśmy, do oceny, będzie czas na poprawki, redakcję i przepisywanie całych fragmentów. Bo pisanie polega właściwie na przepisywaniu.

Haruki Murakami w książce „Zawód: powieściopisarz” wyznaje, że swoją pierwszą książkę zaczął pisać po angielsku, dlatego że w angielskim zdania mają prostą konstrukcję. Nie wiedział, jak pisać, pisał więc możliwie najprościej. Czy prostota to dobry kierunek dla początkujących? Każda strona w książce to tak naprawdę mała książka. Każda scena to jak patrzenie przez soczewkę na temat, który chcesz poruszyć. Kiedy siadasz do pisania, nie myślisz o całej książce, tylko o tej jednej jedynej scenie. W tym sensie upraszczanie to dobry kierunek. W pisaniu najważniejsze jest to, co tu i teraz. Ważne jest to, że mamy kawiarnię, taką a taką godzinę, taki a taki dzień. I w to wszystko wkładamy bohaterów i ich emocje. Bez emocji nie ma książki. Wszystko, co najważniejsze, dzieje się pomiędzy słowami. Dlatego strasznie ważna jest cisza. Początkujący pisarze zwykle za dużo gadają, wkładają mnóstwo słów w dialogi, podczas gdy tak naprawdę porozumiewamy się głównie niewerbalnie, odbieramy na zmysłowym poziomie. Trzeba się nauczyć pisać właśnie w taki sposób, zmysłowo.

Powinniśmy wiedzieć, o czym chcemy napisać? Na początku dobrze mieć bardzo ogólny temat, o którym chcesz opowiedzieć, kontekst, w którym chcesz to umieścić, kierunek, w którym chcesz iść. Ale tak naprawdę temat sam się ujawni, jak zaczniesz pisać, jak wrzucisz swoich bohaterów w konkretną przestrzeń – sami powiedzą ci, dokąd to zmierza. Przy pisaniu pierwszej książki nie radziłabym zatem patrzeć globalnie, z lotu ptaka, tylko kameralnie, skupiając się na detalach. Robić taki zoom jak w fotografii – na spojrzenia, miny, gesty. Odradzałabym też niekończące się dopieszczanie pierwszego zdania, bo nie pójdziemy dalej. Ja pierwsze strony książki zawsze piszę później, kiedy jestem już rozpisana. To tak jak ze sportem, najpierw jest rozgrzewka, potem trening, a formę do przebiegnięcia maratonu łapiesz dopiero po kilku lub kilkunastu treningach.

W brytyjskim „Psychologies” pisarka Lucy Atkins radzi początkującym, by wybrali najpierw miejsce akcji, bo to ono nadaje charakter zdarzeniom i postaciom. Jest kilka ważnych elementów, które warto określić, zanim zasiądziesz do biurka. Główny bohater, który jest zwykle alter ego pisarza. Czas akcji – czy to dzieje się dziś, czy to powieść retro, czy futurystyczna? Trzecia rzecz to miejsce – ono jest jak scena w teatrze. Bez sceny spektakl się nie odbędzie, widzowie nie przyjdą. Wierzę, że ludzie przebywający w określonym miejscu też są określeni. Poza tym każde miejsce ma swoją historię. A to wielki potencjał. Jak się zagłębisz w historie konkretnych miejsc, to znajdziesz tam nie tylko tajemnicę, ale i kolor, który jest ci potrzebny. Zarówno dla pisarza, jak i czytelnika książka jest podróżą.

Musisz się zakochać w tym miejscu? Niekoniecznie, może cię też wkurzać. Na pewno powinno wzbudzać uczucia. Najlepiej, jakbyś tego nie rozumiała. Jeśli nie mieścisz tego w sobie, rodzą się pytania dramaturgiczne. Im bardziej jesteś zaangażowana w to miejsce i ten temat – nieważne, czy negatywnie, czy pozytywnie – tym lepiej. Pozytywne zaangażowanie nawet trochę przeszkadza, bo wtedy nie jesteś w stanie „dowalić” fabule czy ludziom, którzy tam mieszkają.

Oprócz opowiedzenia samej historii chcemy zwykle powiedzieć coś jeszcze – przekazać jakąś prawdę, morał. Warto się nad tym na początku zastanawiać, czy to się jeszcze nieraz zmieni? To zawsze się zmienia. I to jest ten najpiękniejszy moment – kiedy powieść sama przejmuje stery. Ja pierwszej książki wcale nie planowałam, miałam po prostu wewnętrzny imperatyw, żeby pisać, z różnych przyczyn. I pisałam – tak jak się powinno pisać pierwszą książkę. Po godzinach, w wolnym czasie, na zasadzie odreagowania. Nie planowałam jej ani wydawać, ani w ogóle zostać autorką powieści kryminalnych, miałam po prostu potrzebę zapisu. Jeśli masz tak samo, to nie zastanawiaj się, czy to jest dobre czy złe, tylko pisz. Potem wyciągniesz wnioski. W trakcie zapisu rodzi się pewnego rodzaju konstrukcja, zaczyna się wyświetlać coś w rodzaju filmu w głowie. W momencie, kiedy on już jest ugruntowany, czyli bohaterowie nie są tylko papierowymi laleczkami, a akcja sama się nakręca – wiesz już, że pójdziesz dalej. Niezależnie od tego, na ile dźwigasz warsztatowo tę historię – to jeszcze możesz wypracować. Nie przerywaj, pisz dalej. Przypomina to trochę odgruzowywanie zawalonego sprzętami pokoju – jeśli się zatrzymasz, to stracisz siłę, by do tego wrócić. Na poprawienie, redakcję będzie czas potem. Mam znajomych i uczniów, obdarzonych ogromnym talentem, którzy tak cyzelują każde zdanie i są siebie do tego stopnia niepewni, że nadal nie napisali książki. A minęło już 10 lat, odkąd zaczęli. Myślę, że im sprawia przyjemność już samo pisanie, że wcale nie chcą wydawać książki. I to też jest dobre. Takie pisanie porządkuje myśli. Czesze je. Ja dopiero kiedy zaczynam pisać, zaczynam myśleć, poza tym w mojej głowie jest wieczny chaos. Bardzo wiele osób tak ma. Pisanie pozbawia też zahamowań, możesz swojego bohatera postawić w takiej sytuacji, w jakiej sam chciałbyś się znaleźć albo w jakiej nigdy nie chciałbyś się znaleźć, i przeżyć ją razem z nim. Dlatego uważam, że wszyscy ludzie powinni pisać. I wcale nie muszą tego wydawać.

Pisanie czesze myśli, daje dystans i wytchnienie od codzienności. Uczy też innego patrzenia na świat?   Jeżeli chcesz pisać książki, musisz być otwarta na ludzi i świat, musisz dostrzegać te wszystkie sytuacje dramaturgiczne, które będziesz potem opisywała, wygląd konkretnych osób. Czerpiesz z tego jak wampir,  zbierasz, zapożyczasz, kradniesz. Ja czasem wsiadam do tramwaju tylko po to, by przejechać się kawałek i posłuchać rozmów. Teraz to niełatwe, bo ludzie patrzą w ekrany swoich telefonów. Ale jest też trochę racji w tym, że kiedy zaczynasz pisać, szukasz osób, słów, nastrojów, miejsc, kolorów – i orientujesz się, że to wszystko jest, dzieje się dookoła ciebie. Masz cały czas ustawione radary. Kiedy spotykam się w większym gronie z innymi pisarzami, zdarzają się sytuacje, które wszyscy chcą od razu wykorzystać. Warto zbierać takie historie, opisy, dialogi. Zapisywać je, zapamiętywać. Nasiąkać tymi scenami i obrazami jak gąbka. Nigdy nie wiesz, kiedy to do ciebie wróci, ale zawsze wróci we właściwym momencie.

To trochę jak magia… Dlatego właśnie ludzie piszą, dlatego że jest to doświadczenie lekko metafizyczne – oczywiście nie cały czas, u mnie zdarza się to zwykle koło 4 nad ranem. O takie momenty, kiedy wszystko wpada na swoje miejsce, walczy się godzinami przy biurku. Ale kiedy już jesteś w trzecim akcie, czyli gdy wszystko się domyka, pojawia się cudowne poczucie podekscytowania i satysfakcji. Często proszą mnie, bym czytała fragmenty swoich powieści na spotkaniach autorskich. I kiedy to robię, zauważam, że na tyle odcinam się od tego, co napisałam, że nagle potrafię się roześmiać z jakiejś sceny albo skrzywić. Co tylko świadczy o tym, że pisanie to w dużej mierze podświadoma działalność. I bardzo ekshibicjonistyczna. Jeśli ktoś planuje napisać i wydać książkę, to musi zdawać sobie sprawę z tego, że będzie odkryty. Bo między wierszami moich książek jestem ja. Czytelnik ma też frajdę w tym odkrywaniu autora, a im lepszy pisarz, tym bardziej to utrudnia. Oczywiście bywa też tak, że jest dysonans pomiędzy tym, co dana osoba pisze, a tym, jak się zachowuje. Jakby tylko w zapisie literackim była w stanie się skontaktować z tą częścią siebie. Na co dzień jest niepozornym, miłym człowiekiem, a w książkach łamie wszelkie tabu. Wierzę, że im lepszym jest się człowiekiem, tym lepszym jest się pisarzem. Im bardziej człowiek dba o siebie i się rozwija, tym jego książki są wartościowsze.

A mówią, że świetne książki piszą też niezbyt fajni ludzie. Na przykład Hemingway? Ja nie przepadam akurat za jego pisarstwem. Jest efektowne, ale brak w nim głębi. Są autorzy, których poznałam osobiście i którzy mnie zawiedli. Nie kupuję już ich książek. Nie jestem w stanie ich czytać. A są tacy, których uwielbiam i nawet jeśli napisali gorszą książkę, i tak jestem im wierna. To się po prostu czuje. Najważniejsza w pisaniu jest szczerość.

Co ci pomoże w pisaniu?

  • Warsztaty kreatywnego pisania, kursy pisarskie. Warto na nie iść z kilku powodów. Pierwszy: trafiasz do grona osób, które – w odróżnieniu od twoich bliskich – mogą godzinami rozmawiać o pisaniu, o blokadach i przeszkodach też. Drugi: dostajesz wskazówki, dzięki którym możesz doskonalić warsztat. Trzeci: dostajesz wsparcie i zachętę do pisania. Czwarty: dostajesz pracę domową, dzięki której nabierasz dyscypliny.
  • Książki innych pisarzy, w tym poradnikowe, dotyczące tego, jak pisać. Polecamy zwłaszcza trzy tytuły: „Maszyna do pisania. Kurs kreatywnego pisania”, Katarzyna Bonda, wyd. Muza; „Zawód: powieściopisarz”, Haruki Murakami, wyd. Muza; „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”, Stephen King, wyd. Prószyński i S-ka.

Krótki kurs radzenia sobie z krytyką

Kiedy napiszesz już książkę, o jakiej marzyłeś, daj ją:
  • Przyjacielowi. Czyli temu, kto da ci wsparcie. Mężowi, mamie, przyjaciółce – osobie, co do której wiesz, że cię nie skrzywdzi. Znajdzie w niej wszystkie pozytywy i najlepsze fragmenty.
  • Wrogowi. Koleżance w pracy, która czyha na twoje stanowisko, byłemu partnerowi lub partnerce (jeśli rozstanie nie było przyjemne). Zechcą ci dopiec, więc będą hiperbolizować. Ale będzie w tym też źdźbło prawdy. Wróg wskaże ci rzeczy, które masz poprawić, czego nie zrobi żaden przyjaciel. Nie płacz, tylko przyjmij ich krytykę z godnością, po czym zastosuj się do 1/10 z tego, co usłyszałeś.
  • Ekspertowi. Znajomemu, który też pisze, grupie na warsztatach pisarskich, tutorowi, który uczy cię pisać i sam już coś wydał. Zwrócą ci uwagę na braki lub atuty warsztatowe, których nikt inny nie zobaczy.
Potem nanieś poprawki, odłóż książkę do szuflady przynajmniej na miesiąc, potem znów ją popraw (głównie skracając) i ślij do wydawnictwa.

  1. Kultura

Dorota Masłowska: "Umiem nazywać rzeczy, które wielu ludzi przeczuwa, ale nie potrafi ich nazwać"

Dorota Masłowska, fot. BEW PHOTO
Dorota Masłowska, fot. BEW PHOTO
Przyzwyczaiła nas do myśli, że w jej przypadku nie ma nic pewnego. Że równie dobrze może nagrać płytę lub pisać felietony o jedzeniu. W ubiegłym roku wydała pierwszą od sześciu lat powieść. to kolejne zaskoczenie i potwierdzenie, że sama Dorota Masłowska przez te lata mocno się zmieniła.

Po raz pierwszy po przeczytaniu twojej książki zrobiło mi się tak smutno.
Ja sama po jej skończeniu czułam się bardzo źle, miałam rodzaj kaca, emocjonalnego zatrucia. Wydaje mi się, że jeszcze nigdy nie napisałam niczego tak mrocznego.

Główny bohater mieszka w blokowisku. Nie ma pracy ani perspektyw. Wplątuje się w relację z kobietą z innego świata. Zostaje kochankiem znudzonej bogatej mężatki ze strzeżonego osiedla. To jest książka o miłości? O samotności?
Gdybym serio miała odpowiedzieć, o czym napisałam książkę – chociaż słysząc tak postawione pytanie, pewnie bym się jednak obraziła – powiedziałabym, że o emocjonalnym wyjałowieniu, pustce, martwocie. O tym, że nie zauważyliśmy, jak z mediów i Internetu do naszej codzienności przeniknęła nienawiść i obojętność. Jak te lata wolności przyniosły pozorny dobrobyt, ale duchową nędzę. Jest w tym kraju coś strasznie szarego, coś, co jest nie do pokolorowania na pastelowo.

Każda z postaci próbuje sobie jakoś odbić tę szarzyznę. Jest świetna scena, w której zdradzany mąż bawi się swoim nowym luksusowym autem, godzinami testując automatycznego asystenta parkowania. Współczujesz im wszystkim?
Tak. Żeby w ogóle o nich napisać, żeby ich zobaczyć, muszę choć na chwilę się nimi stać. Muszę – co, oczywiście, nie wyklucza pewnej dozy okrucieństwa – także im współczuć.

Komu najbardziej?
Chyba głównemu bohaterowi. Wydaje mi się tak pozbawiony i wartości, i złudzeń, i miłości, i sprawczości.

To autentycznie gość zatrzaśnięty w czyśćcu, bez szans ani na piekło, ani na niebo.
Ale też warto dodać, że to, co wydarza się moim postaciom, najmniej mnie z tego wszystkiego interesuje. Interesuje mnie brak wydarzeń, trwanie w jakichś takich zawieszeniach, stagnacjach.  Tu wszystko dzieje się przez warstwę językową. Z jednej strony ona jest bardzo realistyczna, dosłowna, wikłająca się w szczegół, w fizjologię, slang, potoczność. Z drugiej – forma jest tu tak rozbuchana, że rzeczywistość często się rozpada, przechodzi w operę, szaleństwo. Tak że zostawiam odbiorcom dużo furtek do rozmaitych interpretacji.

„Inni ludzie” to jedna wielka hiphopowa nawijka. Pomysł zrodził się pod wpływem jakiegoś konkretnego wydarzenia? Od czego się zaczęło?
Nagle usiadłam i zaczęłam to pisać. Wcześniej pracowałam długo nad moją drugą płytą, całymi dniami robiłam bity i nagrywałam rapy. Ale coś mi cały czas nie grało. To jest silna konwencja i czułam, że nie potrafię w niej tak do końca wyrazić tego, co chcę. Że mój własny głos to nuda i że najchętniej oddałabym mikrofon ludziom, których spotykam w metrze, i żeby muzyką był ten huk miasta, te samoloty, samochody, gość, który gra przed stacją metra. Ale nie wiedziałam, jak to zrobić w sensie technicznym. I nagle usiadłam i pomyślałam, że trudno, nie umiem tego wyrazić muzyką, to sobie po prostu to wszystko napiszę słowami. Zaczęło się od takiej eksplozji, od pisania niemalże z zamkniętymi oczami, ale po drodze natrafiłam na mnóstwo zagadek, problemów, wręcz koanów [w języku japońskim koan to paradoksalne pytanie lub przypowieść, jedna z metod praktyki buddyzmu zen – przyp. red.]. Bo to jest bardzo konkretna forma i nie wszystko się w niej mieści. I o ile łatwo tym językiem opisać ulicę, tramwaj, metro, to już wejście do mieszkania, do czyjejś sypialni jest trudne. Trzeba żonglować, manewrować, kombinować. Wszystko to było pracochłonne i czasochłonne. Przez ponad rok siedziałam nad tym po wiele godzin dziennie, więc niewiarygodne, że ten tekst jest tak krótki. Ale też nie chciałam, żeby były w nim jakiekolwiek zbędne słowa. Musiałam się siłą oderwać od pisania, bo siedziałabym tak jeszcze kolejne dwa lata, dopieszczając to i dalej kondensując. Gdybym mogła nad „Innymi ludźmi” pracować tyle czasu, ile bym chciała, z tych 150 stron mogłoby zostać jakieś 25.

A pomysł na okładkę? Wygląda jak okładka płyty CD. Jest nawet zafoliowana jak świeżutki album muzyczny.
To koncepcja, którą przygotowywał Maciek Chorąży równolegle z tekstem. Pracowaliśmy razem już przy poprzedniej książce i właściwie działamy, nie musząc nic sobie tłumaczyć. Na bieżąco przysyłałam mu fragmenty książki i razem zastanawialiśmy się, jak to można poprowadzić wizualnie. Stanęło na okładce CD – realistycznej, ale mocno przeskalowanej, jak rekwizyt teatralny.

Szczerze mówiąc, po twojej najnowszej powieści spodziewałam się chyba czegoś innego. Czytałam kilka ostatnich wywiadów, których udzieliłaś. Byłaś tak wkurzona na to, co dzieje się w kraju, wokół nas, że myślałam, że stworzysz raczej coś w rodzaju manifestu.
Że jako ekspertka od wojen polsko-ruskich i polsko-polskich napiszę książkę o tym, jak w tej Polsce jest i jak temu zaradzić? Czuję na sobie to oczekiwanie. I dlatego to jest ostatnia rzecz, jaką mam ochotę zrobić. Zniechęca mnie też łatwość, z jaką formułuje się te apokaliptyczne wizje, te wszystkie komunikaty o końcu Polski i końcu demokracji. To się stało kompletnie jałowe. Oczywiście, sprawa polska jest absolutnie moją sprawą, interesuje mnie i przenika dreszczem. Ale też wiedziałam, że muszę do niej podejść tylnymi drzwiami, bo te frontowe są tłumnie oblegane.

Tylnymi drzwiami?
Wejść tam, gdzie nikt nie zagląda, gdzie nic się nie dzieje. Do środków komunikacji miejskiej, do domu, w którym siedzi znudzona żona. Do sfery obyczajowości, nudnej i jałowej, która codziennie się wydarza, bez fanfar i dżingli.

To twoja pierwsza powieść od sześciu lat. Po drodze wydałaś płytę, dwa zbiory felietonów, nakręciłaś kilka teledysków. Masz swoją prywatną hierarchię? Traktujesz prozę bardziej serio?
Mam do tego, co robię, marzycielski stosunek. W momencie kiedy coś tworzę, wydaje mi się to najważniejsze na świecie i jestem w stanie bronić stanowiska, że to właśnie jest mój główny oficjalny nurt twórczości. Ale te nurty się przenikają, współtworzą, jeden pracuje na drugi. To, czego się uczę, nagrywając, wykorzystuję potem do pisania i na odwrót. Robię to, co mnie akurat wciąga, i po prostu staram się znaleźć dla tego inteligentną formę. Jedyne moje zobowiązanie, to żeby to było szczere. Dzięki temu mam poczucie, że moje istnienie jest uzasadnione. Tak rozumiem swoją rolę na świecie. Umiem nazywać rzeczy, które wielu ludzi przeczuwa, ale nie potrafi ich nazwać. I ja im wymyślam te nazwy. Co prawda są skomplikowane i zajmuje mi to czasem po kilka lat, ale często kończy się sukcesem.

Przez lata z zasady stroniłaś od ludzi, nie spotykałaś się z czytelnikami.
Od „Wojny polsko-ruskiej” unikałam tego jak ognia. Nie radziłam sobie z napaściami, atakami, ocenami, które mnie spotykały. Dla równowagi dodam, że tak samo męczyły mnie wyrazy uznania, adoracje i chęć picia ze mną wódki. W końcu prawie przestałam wychodzić z domu, żeby nikt nic do mnie nie mówił.

Od zeszłego roku jeździsz na spotkania autorskie, masz fanpage. Co się zmieniło? Hejt się skończył?
Oczywiście, że jest hejt, ale jakoś przestało mnie to obchodzić. Większy problem miałam chyba z uznaniem, że to, co robię, jest ludziom potrzebne. To dla mnie duży przełom. Przychodzi do mnie masa osób, czasem całe rodziny, czasem babcie biorą autografy dla wnuków albo wnuki dla babć, to bardzo fajne. Chociaż zdaję sobie sprawę, że część z nich ciągle „przychodzi zobaczyć poetę”. A raczej już w tej chwili nawet nie zobaczyć, tylko zrobić sobie z nim selfie. To mi działa na nerwy i konsekwentnie odmawiam.

Nie zgadzasz się, bo…?
Widzę to jako zjawisko kultury konsumpcji. Ludzie chcą cię zaliczyć, skonsumować, mieć.

Pojawiłaś się w realu, a odeszłaś z fikcji. Przyzwyczaiłaś czytelników do tego, że jesteś jedną z bohaterek swoich powieści. Gdzie podziała się postać Masłowskiej? Dlaczego z niej zrezygnowałaś?
Bo jestem już dorosła. Nie chciałam puszczać oczka do czytelnika. To jest bardzo poważna książka.

 

  1. Kultura

Katarzyna Nosowska: Być jak Hiroszima i Nagasaki

Katarzyna Nosowska, fot. Marlena Bielińska / Move Picture
Katarzyna Nosowska, fot. Marlena Bielińska / Move Picture
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
W jednej z piosenek śpiewa, że tak jak Hiroszima i Nagasaki – podnosi się ze zgliszczy. Katarzyna Nosowska w rozmowie z Robertem Rientem opowiada o fascynującym, ale i trudnym procesie odzyskiwania prawdziwej siebie.

„Tak bardzo się boję, boję, że jestem drzewem, co rośnie wątłe w szczelinie wąskiej płyty chodnikowej, a mogłam być dumną sekwoją” – śpiewasz na płycie „Basta”. Nie chcę opluwać własnego życia i przeszłości, ale trzymając się tego porównania – jestem jak drzewo, które starało się wzrosnąć w bardzo niesprzyjających okolicznościach. Traktuję własną siłę z uznaniem i szacunkiem, ale jestem wykrzywiona, wątła. Ciekawi mnie, co by się stało, gdyby ziarenko trafiło na żyzną glebę, gdyby nie musiało się przeciskać przez płyty chodnikowe. Wędruję przez oś czasu, by odrzucić te wszystkie rzeczy, które mnie obciążały, powstrzymywały, zmuszały do ogromnego wysiłku. Lęk i brak zaufania – warto podjąć próbę dotarcia do pierwotnych przyczyn powstania tych skaz.

Na płytę napisałaś mantrę o biciu: „możesz sobie wybrać, wybrać pas. Boli, boleć ma, jak w zegarku chodzić, chodzić masz”. Śpiewasz o sobie? Ja również, tak jak w tej piosence, rzucałam temperówkami i miałam żółtą kominiarkę. To taki czas w moim życiu – nie mogę i nie chcę opowiadać o rzeczach wymyślonych. Nazywając wprost to, co się zdarzyło, żegnam się z tamtym czasem, ale również oddaje hołd tej małej istocie, którą przecież byłam.

Usłyszałaś jako mała dziewczynka, że „jesteś tylko dodatkiem”? Usłyszałam. Pamiętam wyraźnie kilka sytuacji z dzieciństwa, łącznie z zapachami, szczegółami otoczenia. Te słowa naznaczyły mnie. Ale przywołuję je nie jako pretensję do mojego taty, wiem, że padły nieodpowiedzialnie i że ludzie żyją tak jak potrafią. Wszyscy się staramy i wszyscy popełniamy błędy. Tym razem po prostu skupiam się na bohaterce, do której były skierowane te okrutne słowa. One zaczęły promieniować, ukonstytuowały jej niską samoocenę, którą ciągnęła za sobą całe życie. Wielokrotnie w życiu zawodowym i prywatnym, w kontakcie z bliskimi i publicznością czułam się niepełnoprawną osobą, nie partnerką, a kimś gorszym. Odbierano mi prawo do czucia się osobą pełną, kompletną, wartościową. W związku z tym ustawiłam się w pozycji ofiary i przez lata zwąchiwali mnie ludzie, którzy potrzebowali do swoich celów ofiary.

Jak się ratujesz? Okoliczności mnie wspierają. Wraz ze zmianą priorytetów, okazało się, że mam wokół siebie zdecydowanie mniej osób. Pouciekali ci, których przyciągały ciemne energie. Więcej czasu spędzam w pustej przestrzeni, zajęta sobą i tym, co konstruktywne. Wydałam książkę, pojawiła się płyta. Czyszczenie otoczenia to pierwszy etap. Kolejnym jest próba  praktykowania wyboru. Wcześniej poddawałam się nadużyciom i zostawałam z poczuciem, że jestem marna, żadna, gorsza, nijaka. Nie tkwię już w toksycznych sytuacjach. Nie pozwalam, by mnie bito, zarówno w sensie dosłownym, jak i przenośnym.

A pozwalałaś na to z lęku? Tak, z lęku przed odrzuceniem. Zadałam sobie pytanie, dlaczego tak bardzo się starałam, dlaczego tak mi zależało, by ktoś się nie obraził, nie pogniewał. I jak daleko jestem gotowa przesunąć granice, by nie sprawić komuś przykrości. Zdarzało mi się dusić w czyimś towarzystwie i nie potrafiłam powiedzieć: „Stop. Nie mów do mnie takich słów. Nie zwracaj się do mnie w ten sposób. Nie potrzebuję od ciebie oceny, rady”. Teraz nie pozwalam, by ludzie mnie ociosywali, chcę dać sobie opiekę.

Jak? Może to zabrzmi śmiesznie, ale dwa tygodnie temu po raz pierwszy w życiu wycierałam swoje ciało świadomie. Zazwyczaj brałam kąpiel i omiatałam je jakby do mnie nie należało, funkcjonowałam tylko w głowie. A przecież moje ciało opowiada moją historię. Kupiłam sobie książki Alexandra Lowena, długo leżały na półce, w końcu przyszedł ich czas. I płakałam. Zrozumiałam, że moje ciało i ja opowiadamy inne historie. Przywykłam z niego drwić, mówić, że się obżeram, tymczasem zauważyłam, że ciało tworzy dla mnie ochronę.

To wydaje się logiczne w kontekście słów, które powiedziałaś przed chwilą, że ludzie cię ociosywali. Może stąd to moje przykurczenie, zamrożenie w ciele, wdowi garb. Dzięki Lowenowi zrozumiałam, że moje ciało mówi, komunikuje się ze mną, a ja je ignorowałam. Robiłam zresztą więcej – krzywdziłam je, raniłam. Jakieś dwa lata temu zerwałam ścięgno Achillesa, ciało mnie posadziło, unieruchomiło, miałam czas przemyśleć, co wyprawiam.

To był punkt zwrotny? Myślę, że tak. Musiałam się nauczyć prosić o pomoc. A wcześniej czułam się najbardziej bezpiecznie, kiedy wszystko mogłam zrobić sama, gdy mogłam niczego od nikogo nie chcieć. Przez pierwsze dni nie umiałam chodzić o kulach. Pójście do toalety było problemem. Na scenie zazwyczaj stoję jak kołek, a teraz było jeszcze trudniej. Nie umiałam sama zejść ze sceny. To było bardzo poruszające, ważne doświadczenie, ta chwila zatrzymania, by skupić się na tym, co wyprawiam ze swoim ciałem, co wyprawiam ze sobą.

Katarzyna Nosowska, fot. Marlena Bielińska / Move Picture Katarzyna Nosowska, fot. Marlena Bielińska / Move Picture

„Stoję na scenie ćwierć wieku jak słup, kurczowo chwytam się braw, jestem obiektem, co się staje, gdy wzrokiem omiecie go tłum” – to inny fragment z nowej płyty. I tak jest od lat. To, co się zmieniło, to zmęczenie niedopowiedzeniami. Płytę "Basta" ulepiłam z tekstów wprost, bez kombinacji alpejskich, ozdobników, wielopiętrowych metafor. Nie chcę, by za słowami stało coś więcej niż to, co stoi. Pisałam tak, jak mówię, czuję i myślę. Mam również wrażenie, że prawie w ogóle nie śpiewam na tej płycie, że śpiew jest dodatkiem.

Ale dlaczego w tym utworze łączysz opowieść o sobie z zagładą Hiroszimy i Nagasaki? Czuję, że dopiero teraz się rodzę. Hiroszima i Nagasaki zostały zmiażdżone, zniszczone w jeden z najokrutniejszych sposobów. Ale dziś o zbrodni przypominają pomniki, ludzie chodzą ulicami, wróciło życie, śpiew i taniec. Gdy ktoś mnie pytał w ostatnim czasie, co u mnie, odpowiadałam pół żartem, pół serio, że u mnie Hiroszima. To był brutalny okres. Teraz wiem, że to kwestia czasu. Na tych zgliszczach, zniszczeniach, po całym moim dotychczasowym życiu, turbulencjach w związku – wiem, że ponownie rozkwitnę, a może nawet zatańczę.

Czujesz się silna? Jest we mnie wielka siła i przekonanie, że mamy niezwykłe możliwości naprawiania siebie. Nie pozwolę już nikomu odebrać prawa do akceptowania swojej wyjątkowości. Bez względu na to, jak bardzo jesteśmy wykrzywieni, zagubieni czy skrzywdzeni, to pod tymi warstwami cierpienia wszyscy mamy te same sprawności. Sprawności do kochania i bycia kochanymi. I niech sobie to brzmi banalnie…

A jak z perspektywy czasu i mijających miesięcy oceniasz decyzję o rezygnacji z zespołu Hey? Emocje zostały wyrażone i przeżyte, i dobrze mi z tą decyzją. To była jedna z pierwszych, najtrudniejszych i ważniejszych niepodległościowych decyzji. Tym bardziej że została wyrażona wobec bardzo ważnych dla mnie ludzi, z którymi spędziłam mnóstwo lat. Nie było lekko. Jeszcze kilka lat temu uległabym ich namowom, presji i oczekiwaniom, by grać dalej.

Z niepodległością też można przesadzić, bo jednak jesteśmy współzależni od innych ludzi, natury – jak znajdujesz miedzy tymi światami równowagę? Mój partner niedawno zrealizował swoje marzenie i skończył kurs żeglarski. Pokochał ten sport. Dawniej było tak, że czułam dziwny obowiązek bycia z nim we wszystkich jego pasjach. Chodziłam na mecze, łowiłam ryby, spędzałam czas na łódce. Pewnie kryła się za tym potrzeba kontroli. Ale też potrzeba zasługiwania na miłość, pokazania, jaka jestem świetna, jak bardzo jestem tą kobieta, której warto się trzymać. A od kiedy postanowiłam zająć się sobą z czułością, potrafiłam mu odmówić, gdy zapytał, czy popłyniemy za rok. Wiem, że znajdzie kogoś, z kim popłynie, i co ciekawe, tym razem nie ma znaczenia, jakiej płci będzie ta osoba. Ufam mu i wiem, że kontrolowaniem czy zazdrością niczego nie osiągnę.

W swojej książce i na płycie "Basta" mierzysz się z tabu choroby alkoholowej, sporo ujawniasz o waszym życiu. Jak reaguje twój partner? Od lat wie, że żyje z osobą, która w tekstach piosenek czy wywiadach opowiada o rożnych, czasami osobistych sprawach. Uważam, że problem choroby alkoholowej jest w Polsce powszechny i często zamiatany pod dywan. W małych miejscowościach ludzie chorujący wstydzą się, boją, chodzą po kryjomu na mityngi, jeżdżą do miasteczka obok na spotkania AA – żeby nikt z miasta pochodzenia ich nie rozpoznał. Paweł rozumie mechanizm tej choroby, poszukuje prawdy na swój temat. Wie, że ujawnianie jest etapem zdrowienia, a ukrywanie przypisane jest do chorowania.

A o co chodzi z Cielecką, Ostaszewską i Herman w jednej z twoich piosenek? Wybrałam aktorki, które mi się bardzo podobają, oczywiście jest ich więcej, ale dla rytmu piosenki, o którą pytasz, potrzebowałam trzech. Ludzie bardzo żywo reagują na koncertach na ten utwór, śmieją się, zwłaszcza gdy śpiewam: „patrz przez okno jak lecę”. Tak naprawdę to opowieść o zdradzie. Mnie osobiście zdrada przyniosła wzrost, ale w trakcie potwornie bolało. Śmieje się, że wolałabym być zdradzona z figurą, kimś, kto mnie również się podoba, właśnie z taką Cielecka, Ostaszewska albo Herman.

Dlaczego? Bo nóż wchodzi gładziej w plecy. Zdrada zawsze jest trudna, serce się łamie. Słyszałam o mężczyźnie, który miał partnerkę i zdradzał ją z Björk, z którą zresztą później wziął ślub. Podobno gdy ta kobieta się dowiedziała, że została zdradzona z Björk, powiedziała: „rozumiem”. Opowiadam to oczywiście jako anegdotę i żart, którego esencję wykorzystałam w piosence.

Ale czy ten żart nie obnaża prawdy o zdradzie? Tej, że nikt tak naprawdę nie może nas zdradzić, jeśli nie przyznamy sobie prawa do ciała drugiej osoby, prawa, którego tak naprawdę nie mamy. Prawda. Zdrada bywa konsekwencją pielęgnowanej zazdrości. Ta z kolei bierze się z niskiego poczucia własnej wartości, braku wiary w to, że sama, taka jak jestem, jestem wystarczająca. Stąd pragnienie bycia ostemplowaną jako „czyjaś”. Bo dopiero gdy ktoś mnie pokochał, potwierdził, że jestem warta, nie tylko miłości, ale wręcz istnienia. I jeśli ten ktoś spojrzy w inną stronę, wybierze inną osobę, to zostawia mnie z niczym, czyni mnie niczym. Ale to błędne koło myśli, z którego można się wyzwolić. Robiłam tak przez wiele lat, chwytałam się kurczowo ukochanego, ale też braw płynących od publiczności, by mieć jakąkolwiek fakturę. Dlatego że przez wiele lat dorastania czułam się niewidzialna, jakbym nie istniała, nie miała prawa do istnienia.

Jakie to było uczucie? Pamiętam komunię, na której śpiewałam, miałam kilka lat. Pewna kobieta podeszła do mojej mamy i powiedziała jej, że pięknie śpiewam. Widziałam, że mama jest dumna. To było niezwykłe wydarzenie, jakbym zaczęła istnieć, być. Okazało się, że śpiewanie przyniosło mi ciało. Mogłam być. I zawsze gdy stałam później na scenie, czułam się obecna, posiadająca fakturę. Spojrzenie słuchaczy nadawało mi wartość.

Myślałaś kiedyś o tym, by więcej nie śpiewać? Szczerze, to przeszło mi przez głowę, że to moja ostatnia płyta. Nie wiem, jak będzie i nie chcę wiedzieć. Nie mam pojęcia, co będę robiła. Nauczyłam się w ostatnich miesiącach akceptować, że złe i dramatyczne może przynieść wzrost. Wiem, że potyczka z losem nie oznacza, że jestem stracona na wieki. Przestałam się bać tego, co będzie.

Nawet śmierci? Śmierć przyjdzie, po prostu nie wiemy kiedy. Moment odejścia Kory przeżyłam osobiście. Upadła kolumna, jedna z kilku, na których stoi mój świat. Nie byłam gotowa i nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak bardzo niegotowi byli jej bliscy. I w związku z tym, że nie wiemy, kiedy przyjdzie śmierć, nie ma sensu czekać, budować swojego dobrostanu na potencjalnie lepszej przyszłości. Żyjemy przecież tylko teraz i jeśli tkwimy w cierpieniu, to warto podjąć probe zmiany tej sytuacji.

Jak? Zmiana zachodzi, gdy jakiś stały, toksyczny element zostanie wyrwany. Jeżeli praca, partner lub kościół, w którym jesteśmy, powoduje, że czujemy się zgaszeni, cierpimy – to warto zrobić mały krok. Samo się nie zmieni. Musimy coś ruszyć, czasami wyrzucić starą kanapę z domu, a czasami wstać, spakować walizkę i odejść. Niekiedy słyszę, że łatwo mi mówić, bo mieszkam w Warszawie, śpiewam, mam taką a nie inną pracę, ale na najgłębszym poziomie nie ma różnicy miedzy mną a dziewczyną ze wsi, z małego miasteczka. Uderzenie w twarz boli podobnie, nie da się zmierzyć siniaków, nie można zważyć bólu zdrady, odrzucenia. Najgłębiej w sobie wszyscy jesteśmy tacy sami.

Czasami, gdy jest bardzo źle, nie widać rozwiązania. Sama przez długie lata nie widziałam rozwiązania. Ale właśnie dlatego znaczenie ma decyzja, impuls, wstanie z łózka. Jest lęk, ale decyduję się wyjść, wziąć dzieciaka na ręce albo włożyć plecak z ciuchami na plecy i pójść do kogoś z pytaniem: „Czy mogę zostać u ciebie na noc?”. Na pewno każdy z nas ma chociaż jedną taką osobę. Jeśli nie przyjaciele, rodzina, bliscy, to może być pani sprzedająca w sklepie, która się do nas uśmiecha. Chodzi o ruch, wyjecie jednego klocka z tego, co boli. Ale to jest ryzyko, które wywołuje lęk. Ja też się bałam zmiany. Dlatego na początku warto zrobić mały gest, mały krok. Ta jedna noc spędzona w innym miejscu, opuszczenie tego, co trudne, miejsca, w którym ktoś krzywdzi, pije – daje wielką moc i ma potencjał uruchomienia znacznie większych zmian.

Co tobie pomogło? Rozmowy z ludźmi. Czasami dzwoniłam do nieznanych mi osób, o których wiedziałam, że mierzyły się z problemem choroby alkoholowej, i prosiłam o chwilę rozmowy. Gdy raz było bardzo źle, zadzwonił do mnie pewien mądry dominikanin i powiedział, że mu się śniłam. Przyjechał. Spędziliśmy wspólnie cztery godziny na rozmowie. Płakałam i mówiłam o cierpieniu, o tym, że nie wiem, co dalej. On opowiedział mi swoją prawdę. To jest fascynujące, że gdy powie się do osoby sprawiającej wrażenie zupełnie pozbawionej lęku: „boję się”, to okaże się, że ta osoba odpowie: „ja też". Bo każdy z nas się boi. Dzielenie się prawdą przynosi prawdę. Szczere i głębokie rozmowy pomagają. Wychodzenie do świata z opowieścią o tym, kim jestem, przynosi nieprawdopodobna ulgę.