1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Artyści na rzecz XIV Aukcji Charytatywnej „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI”

Artyści na rzecz XIV Aukcji Charytatywnej „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI”

XIV Aukcja Charytatywna Fundacja Ogrod Nadziei, Rozalia Wójcik
XIV Aukcja Charytatywna Fundacja Ogrod Nadziei, Rozalia Wójcik "Jesień na Starym Mieście" - olej na płótnie
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Ewa Kuryluk, Renata Bonczar, Wojciech Plewiński, Krzysztof Ludwin i Eugeniusz Gerlach to jedni z pierwszych artystów, którzy postanowili wesprzeć XIV Aukcję Charytatywną „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI”. Grono artystów przekazujących nieodpłatnie swoje prace na to dobroczynne wydarzenie rośnie z tygodnia na tydzień. Dochód z licytacji, która odbędzie się 17 października 2018r. w Muzeum Narodowym w Warszawie, zostanie przeznaczony na terapię osób z chorobami nowotworowymi i ich bliskich.

- Kompletowanie prac trwa i cieszymy się, że współpracują z nami zarówno artyści już świetnie znani, jak też ci nadal budujący swoje pozycje w świecie sztuki – powiedziała odpowiedzialna za warstwę artystyczną aukcji Anita Wolszczak-Karasiewicz, założycielka Domu Aukcyjnego Art in House, która poprowadzi licytację. Do aukcji przyłączyli się do tej pory także Joanna Szumska, Mira Skoczek-Wojnicka, Rozalia Wójcik, Kazimiera Myk-Magdziak, Karol Bąk, Tomasz Kostecki, Jacek Lipowczan, Dariusz Miliński, Michał Warecki, Tomasz Tobolewski, Krzysztof Pająk, Tomasz Kawiak i Dariusz Żejmo.

- W grupie pierwszych twórców przekazujących nam swoje prace są tacy, którzy wspierali aukcję wcześniej oraz ci, którzy po raz pierwszy angażują się w to dobroczynne przedsięwzięcie. Świadczy to o tym, że w środowisku artystycznym jest bardzo wiele osób dobrej woli – dodała A. Wolszczak-Karasiewicz.

XIV Aukcja Charytatywna Fundacja Ogrod Nadziei, Joanna Szumska 'Nymphaea' -olej na płótnie XIV Aukcja Charytatywna Fundacja Ogrod Nadziei, Joanna Szumska "Nymphaea" -olej na płótnie

Fundacja Psychoonkologii i Promocji Zdrowia „Ogród Nadziei” swoje aukcje charytatywne „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI” organizuje już od 2007 roku . Projekt ten wsparło dotąd ponad dwustu twórców, a wśród nich Magdalena Abakanowicz, Joanna Sarapata, Jan Kanty-Pawluśkiewicz, Rafał Olbiński, Witold Kaczanowski czy Chris Niedenthal.

- Ze środków pozyskanych z tych licytacji mogliśmy wesprzeć już dwa tysiące osób zmagających się z nowotworami. Bardzo się staramy, aby po październikowej licytacji to grono mogło znacznie się powiększyć – powiedziała Monika Anna Popowicz, prezes Fundacji.

Wszystkie prace przeznaczone na licytację zostaną zaprezentowane na pokazie przedaukcyjnym, który odbędzie się w dniach 15-17 października 2018r. w holu kinowym warszawskiego Muzeum Narodowego.

XIV Aukcja Charytatywna Fundacja Ogrod Nadziei, Dariusz Żejmo 'Deep purple' - olej na płótnie XIV Aukcja Charytatywna Fundacja Ogrod Nadziei, Dariusz Żejmo "Deep purple" - olej na płótnie

Bieżące informacje o aukcji:

Jak wziąć udział w aukcji?

  • osobiście – podczas Aukcji
  • telefonicznie – zlecenia przyjmuje: Anita Wolszczak-Karasiewicz, tel. 510 211 410, anita_wolszczak@artinhouse.pl
  • online (więcej informacji już wkrótce)

O organizatorze:

Fundacja Psychoonkologii i Promocji Zdrowia „Ogród Nadziei” działa od 2004 r. i jest organizacją pożytku publicznego. Jej głównym celem jest udzielanie wsparcia i pomocy - w szczególności psychologicznej - osobom chorym na nowotwory oraz ich bliskim.

Fundacja opracowała i realizuje Integralny Program Zdrowienia, obejmujący psychoedukację i psychoterapię w oparciu o terapię  Simontonowską, terapię tańcem i ruchem, jogę relaksacyjną, warsztaty antystresowe, zdrowego gotowania i umiejętności społecznych oraz treningi Mindfulness. Ten holistyczny program daje możliwość diagnostyki emocjonalnych przyczyn chorób oraz wsparcia leczenia onkologicznego terapią opartą na starożytnej wiedzy Ajurwedy. Chorzy i ich bliscy mogą także korzystać ze spotkań z innymi w grupie wsparcia.

Od 2007 roku Fundacja organizuje aukcje charytatywne we współpracy z czołowymi polskimi artystami – malarzami, grafikami, fotografikami, rzeźbiarzami. Do 2017 roku zaangażowało się w nie ponad dwustu twórców.

Założycielką i prezes Fundacji jest Monika Anna Popowicz – psychoonkolog, terapeutka Racjonalnej Terapii Zachowania i Terapii Simontonowskiej, nauczycielka jogi i medytacji, trenerka, coach, członkini Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Sophie Taeuber-Arp – wybitna przedstawicielka awangardy

Portret Sophie Taeuber-Arp ukrywającej część twarzy za rzeźbą-obiektem „Głowa Dada” (1920). (Fot. materiały prasowe)
Portret Sophie Taeuber-Arp ukrywającej część twarzy za rzeźbą-obiektem „Głowa Dada” (1920). (Fot. materiały prasowe)
Zainteresowanie twórczością Sophie Taeuber-Arp nigdy nie było tak żywe jak dziś – co potwierdza największa od lat retrospektywna wystawa artystki przygotowana wspólnie przez trzy muzea.

Mamy rok 1916. Wielka Wojna jest dopiero na półmetku, ale nie trzeba czekać do jej finału, żeby dostrzec, że stary świat się skończył. Na polach bitew tej powszechnej rzezi kultura europejska poważnie się skompromitowała, stając na krawędzi moralnego bankructwa. Tak sprawy widzi grupa artystów, którzy skupili się w Zurychu wokół Cabaretu Vol-taire. Dlaczego akurat w Zurychu? Bo to do neutralnej Szwajcarii uchodźcy z różnych krajów, anarchiści, pacyfiści i dysydenci uciekali przed szaleństwem wojny. Właśnie rodzi się wywrotowy ruch dada – latem 1916 roku twórca Cabaretu Voltaire, niemiecki pisarz Hugo Ball, ogłasza pierwszy manifest dadaizmu. Wśród sygnatariuszy tego dokumentu jest młoda Sophie Taeuber.

Przede wszystkim wolność

W przeciwieństwie do większości dadaistów z Zurychu Taeuber była Szwajcarką. Przynajmniej z obywatelstwa i urodzenia. Przyszła na świat w 1889 roku w sanatorium w Davos, które Tomasz Mann miał później rozsławić w „Czarodziejskiej górze”. Ojciec przyszłej artystki, pruski farmaceuta, walczył w tym uzdrowisku z gruźlicą, zresztą bezskutecznie. Po jego śmierci wdowa wraz z dziećmi została w Szwajcarii na stałe.

Utalentowana plastycznie Sophie studiowała przed pierwszą wojną światową w St. Gallen, potem w Monachium i Hamburgu. Interesowały ją przede wszystkim sztuki stosowane, ale też taniec, teatr, projektowanie przestrzeni. Programy, które oferowały ówczesne szkoły artystyczne, wydawały się jej jednak zbyt zachowawcze, zbyt głęboko zakorzenione w myśleniu XIX-wiecznym, które – jak słusznie przeczuwała – choć wciąż jeszcze dominowało, należało już do przeszłości.

Jest przewrotna ironia w tym, że Sophie to, czego nie mogła znaleźć na uczelniach w czasie pokoju, odnalazła w Zurychu dzięki wojnie. Po 1914 roku za sprawą uchodźców w mieście powstała jedna z najbardziej kosmopolitycznych i najciekawszych scen artystycznych w ówczesnej Europie. Wśród przybyszy, którzy szukali azylu w Szwajcarii, był Hans Arp, artysta z alzackiego, niemiecko-francuskiego pogranicza, jeszcze przed wojną zaangażowany w międzynarodowe środowiska awangardowe. Sophie stworzyła z nim duet w sztuce i w życiu, a wkrótce oboje znaleźli się w ścisłym kręgu twórców Cabaretu Voltaire. Ideą skupionych wokół niego artystów było wyzwolenie twórczości z okowów konwencji, reguł, estetycznych dogmatów. Nową sztukę chcieli budować na gruzach obowiązujących do tej pory zasad. A wartością nadrzędną miała być odtąd wolność. Każdy korzystał z niej na swój sposób.

Kobieta w masce

Sophie Taeuber użyła tej swobody do przekraczania granic dzielących artystyczne gatunki. W jej pracach z tego okresu nie sposób ustanowić podziału między sztuką użytkową a sztukami pięknymi. Do ulubionych gatunków Sophie należała tkanina. Z tym, że szwajcarska artystka szyła tak, jak inni tworzyli obrazy, posługując się awangardowym językiem kubizmu i geometrycznej abstrakcji. Projektowała marionety dla eksperymentalnych teatrów lalkowych. Jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny światowej intensywnie zajmowała się tańcem, teraz nawiązała współpracę z najciekawszymi przedstawicielami nowego myślenia w tej dyscyplinie, takimi jak choreograf Rudolf Laban czy charyzmatyczna tancerka nowoczesna Mary Wigman. Odwiedzała także Monte Verità w Asconie – założoną na początku XX wieku w szwajcarskich górach komunę artystyczną, której członkowie łączyli studia nad alternatywnymi stylami życia, wolną miłością i poszukiwaniami duchowymi z praktykowaniem sztuk performatywnych.

Marioneta ze sztuki „Król jeleń” (1918). (Fot. materiały prasowe)Marioneta ze sztuki „Król jeleń” (1918). (Fot. materiały prasowe)

Cabaret Voltaire był idealną sceną dla eksperymentów Taeuber. Artystka występowała w kostiumach i maskach własnego projektu. Przebrania te miały wymiar estetyczny, ale spełniały też bardzo praktyczne zadanie. W czasach zaangażowania w działania Cabaretu Sophie była już wykładowczynią w Szkole Sztuk i Rzemiosł w Zurychu (z uczelnianej pensji utrzymywała zarówno siebie, jak i Hansa Arpa). Tymczasem działalność Cabaretu Voltaire uważano za skandaliczną, miejsce postrzegano jako jaskinię wywrotowców. Występując z dadaistami, Taeuber ukrywała więc swoje nazwisko pod pseudonimem, a twarz – pod abstrakcyjnymi maskami. Ujawniła się dopiero po zakończeniu wojny, kiedy jej pozycja na rynku sztuki stała się na tyle mocna, że nie musiała się już przejmować opinią konserwatywnej opinii publicznej.

Nowy język

Lata 20. były dla niej czasem intensywnych podróży, a także sukcesów. Do największych należała Café de L’Aubette, lokal w Strasburgu. Nad projektem wnętrza pracowała w latach 1926–1928 razem z Arpem i Theo van Doesburgiem, współtwórcą słynnej holenderskiej grupy De Stijl. Kawiarnia – od architektury wnętrza, przez meble i sprzęty, po kolory i malarskie dekoracje – była totalnym dziełem sztuki. Język tego totalnego dzieła był geometryczny i abstrakcyjny, a jednocześnie nie przestawało ono należeć do dziedziny sztuki użytkowej. Café de L’Aubette jest jednym z najwybitniejszych przykładów konstruktywizmu z lat międzywojennych w Europie Zachodniej. Który nie uszedł, niestety, uwadze nazistów. Po zajęciu Strasburga w 1940 roku hitlerowcy zniszczyli kawiarnię jako przykład „sztuki zdegenerowanej”. Została zrekonstruowana dopiero w XXI wieku.

„Równowaga” (1932), obraz. (Fot. materiały prasowe)„Równowaga” (1932), obraz. (Fot. materiały prasowe)

„Geometryczny i falisty” (1941), rysunek. (Fot. materiały prasowe)„Geometryczny i falisty” (1941), rysunek. (Fot. materiały prasowe)

W następnej dekadzie Sophie i Hans Arpowie, idąc jeszcze dalej w stronę konstruktywizmu, trafili do międzynarodowego sprzysiężenia artystów Cercle et Carré (Koło i Kwadrat). Prace Sophie Taeuber-Arp z tego okresu to prawdziwe arcydzieła geometrycznej abstrakcji. O ile wielcy przedstawiciele tego gatunku, tacy jak Piet Mondrian, szukali w matematycznych formach mistyki, o tyle Sophie stawiała na kolor, ruch, niemal taneczną dynamikę form, a także na radość. Jak wielu innych przedstawicieli awangardy traktowała swoją praktykę w kategoriach tworzenia języka wizualnego, którym opowiedzieć można nowy świat. Stała przy tym na stanowisku, że jeżeli ten nowy świat ma być naprawdę lepszy, musi być nie tylko piękny, lecz także pełen życia i radosny.

Tak, tak i tak

Tymczasem wybucha druga wojna światowa, zaskakując Sophie i Hansa w Paryżu. Udaje im się uciec przed nazistami na południe Francji. Znajdują w końcu schronienie w Szwajcarii, ale w 1943 roku Sophie ulega śmiertelnemu zatruciu tlenkiem węgla wydobywającym się z zepsutego piecyka gazowego.

Przedwczesna śmierć zastała ją w pełni twórczych sił. W odróżnieniu od wielu artystów awangardowych, którzy z trudem walczyli o uznanie, w latach międzywojennych kroczyła od sukcesu do sukcesu, jej sztuka cały czas się rozwijała. A jednak w drugiej połowie XX wieku Sophie Taeuber-Arp zaczęła popadać w zapomnienie, stając się jeszcze jedną ofiarą mizoginii, której plaga nie omijała też historii sztuki. W rodzinnej Szwajcarii pozostawała cenioną figurą, od lat 90. podobizna artystki zdobi nawet banknot pięćdziesięciofrankowy. Na świecie – w omówieniach dziejów dadaizmu czy międzywojennej geometrycznej abstrakcji coraz częściej zapominano obok licznych mężczyzn wymienić i jej nazwisko. Fakt, że dużą część dorobku Sophie stanowią tkaniny artystyczne oraz projekty z pogranicza sztuk użytkowych i pięknych, a więc gatunki uważane za „drugorzędne” i „kobiece”, usuwał ją w tym głębszy cień.

„Kompozycja” (1930), obraz. (Fot. materiały prasowe)„Kompozycja” (1930), obraz. (Fot. materiały prasowe)

„Obraz z ruchomymi kołami” (1934). (Fot. materiały prasowe)„Obraz z ruchomymi kołami” (1934). (Fot. materiały prasowe)

Artystka wyszła z niego na fali feministycznej rewizji historii sztuki – i jest to powrót w wielkim stylu. Poświęcona jej wystawa, której premiera odbyła się w Kunstmuseum w Bazylei, pojedzie w tym roku do dwóch najważniejszych globalnych instytucji zajmujących się sztuką nowoczesną – Tate Modern w Londynie i Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Wystawa ta ukazuje artystkę, która była jedną z najbardziej utalentowanych przedstawicielek swojej epoki i jednocześnie tę epokę wyprzedzała. Czy abstrakcja może być radosna? Użyteczna? Czy może być tkaniną, ruchem i tańcem? Sophie Taeuber-Arp na wszystkie te pytania odpowiadała: tak.

Wystawa „Sophie Taeuber-Arp: Living Abstraction” w Kunstmuseum w Bazylei trwała do 20 czerwca. Latem planuje się jej otwarcie w Tate Modern w Londynie, a jesienią – w MoMA w Nowym Jorku.

Zdjęcia: materiały prasowe (Musée d'Art Moderne et Contemporain de Strasbourg/ Musées de Strasbourg, Kunstmuseum Basel, Schenkung Marguerite Arp-Hagenbach, The Museum of Modern Art, New York, The Riklis Collection of McCrory Corporation, Museum für Gestaltung, Zürcher Hochschule der Künste, Kunstgewerbesammlung, Courtesy Umberto Romito, Ivan Suta, Alex Delfanne, Stiftung Arp e.V., Berlin, Mick Vincenz/Arp Museum Bahnhof Rolandseck, Remagen, Museo d'arte della Svizzera Italiana, Lugano, Collezione Cantone Ticino, Nic Aluf/Stiftung Arp e.V., Berlin).

  1. Kultura

Vivian Maier – fotografka, która była jak duch

Portret młodej elegantki autorstwa Vivian Maier. (Fot. materiały prasowe © Estate of Vivian Maier, Courtesy of Maloof Collection and Howard Greenberg Gallery, NY)
Portret młodej elegantki autorstwa Vivian Maier. (Fot. materiały prasowe © Estate of Vivian Maier, Courtesy of Maloof Collection and Howard Greenberg Gallery, NY)
To zdjęcie autorstwa Vivian Maier, jedno z co najmniej 150 tysięcy, które zrobiła przez pół wieku. Dziś możemy tylko snuć teorie, dlaczego za życia nigdy żadnego nie opublikowała, zachowując je tylko dla siebie.

Portret młodej elegantki, która wygląda, jakby weszła w kadr prosto ze „Śniadania u Tiffany’ego”, został zrobiony w 1954 roku przed biblioteką publiczną w Nowym Jorku. Bohaterka zdjęcia przykuwa uwagę urodą, ale jej tożsamość pozostaje nieznana. W jeszcze głębszym cieniu tajemnicy pogrążona była jednak twórczość autorki tego portretu. Vivian Maier (1926–2009) – dziś zalicza się ją do najwybitniejszych postaci amerykańskiej fotografii drugiej połowy XX wieku. Tyle że za życia artystki świat nie miał pojęcia o jej istnieniu, a tym bardziej o jej imponującym dorobku.

Maier była jak duch. Żyła samotnie i pilnie strzegła swojej prywatności. Przez kilkadziesiąt lat utrzymywała się z opieki nad dziećmi, mieszkając w domach kolejnych pracodawców. Mówiła z akcentem, więc brano ją za Francuzkę, ale rodziny, z którymi żyła, nie wiedziały tak naprawdę nic pewnego o jej pochodzeniu, przeszłości czy rodzinie. W pamięci podopiecznych zapisała się jako ktoś w rodzaju Mary Poppins – ekscentryczna, choć inspirująca niania. A także osoba, która nie rozstaje się z aparatem fotograficznym.

W 2007 roku John Maloof, z zawodu agent nieruchomości, a z zamiłowania zbieracz staroci, kupił pudło pełne fotograficznych negatywów. Zbiór pojawił się na aukcji majątku pochodzącego z przechowalni do wynajęcia, których klienci przestali płacić za swoje schowki. Jedną z takich niewypłacalnych klientek była Maier, która przekroczyła już osiemdziesiątkę, zmagała się z problemami psychicznymi i powoli traciła kontakt z rzeczywistością; dwa lata później zmarła w domu opieki.

Tymczasem Maloof, studiując nabyte negatywy, nabierał przekonania, że ma do czynienia z pracami artystki wybitnej – z kimś na miarę klasyków fotografii dokumentalnej, takich jak Robert Frank czy Diane Arbus. Poszedł więc tropem tajemniczej autorki, zaczął skupować i promować jej dorobek, a w 2013 roku wyprodukował film dokumentalny „Szukając Vivian Maier”, który zdobył nominację do Oscara i stał się hitem filmowych festiwali. Dziś zdjęcia fotografki krążą po świecie, pokazywane na cieszących się ogromną popularnością wystawach.

Historia Vivian Maier jest niezwykła, ale byłaby tylko interesującą anegdotą, gdyby nie magnetyczna siła jej prac. Fotografowała życie codzienne, ale potrafiła zmieścić w kadrze niezwykłość kryjącą się w zwykłych sytuacjach. Była samotniczką, a jednak w jej portretach obcych osób, które fotografowała na ulicach Nowego Jorku czy Chicago, jest głębokie zrozumienie drugiego człowieka. Formalnie rzecz biorąc, była amatorką. Ale czy to słowo pasuje do kobiety, która fotografowała przez pół wieku i wykonała co najmniej 150 tysięcy zdjęć? Dlaczego nikomu ich nie pokazywała? Odpowiedzi na to pytanie już nie poznamy, podobnie jak nie dowiemy się, czy cieszyłaby się ze sławy, jaką dziś otoczone jest jej nazwisko. Pewne jest tylko, że choć Vivian Maier za życia uznania się nie doczekała, i być może nawet w ogóle go nie pragnęła, to w pełni na nie zasługuje.

Najbliższe wystawy fotografii Vivian Maier to ta w FoLa w Buenos Aires, otwarta do 4 lipca, oraz w Musée du Luxembourg w Paryżu, której otwarcie przesunięto z marca na 15 września.

„Szukając Vivian Maier”, dokument poświęcony fotografce, można obejrzeć na platformach: Nowe Horyzonty, Cineman, VOD.pl, E-Kino pod Baranami.

  1. Styl Życia

Rak – najbardziej uczuciowy znak zodiaku

Opiekuńczy domator o bogatym wnęrzu i silnych, lecz zmiennych uczuciach. (fot. iStock)
Opiekuńczy domator o bogatym wnęrzu i silnych, lecz zmiennych uczuciach. (fot. iStock)
Uczucia, które wzruszają do głębi. O odcieniu matczynym, pełnym poświęcenia, troski, czułości. Od 21 czerwca Słońce jest już w znaku Raka. Zasada Raka to domowe ognisko, przytulny kąt, poczucie bezpieczeństwa. Ale też zmienność uczuć, które związane są z wodą i Księżycem. Kobieca strona z jej biernością i bezradnością.

Rak w zodiaku reprezentuje psychiczne energie, wewnętrzne przeżycia, przypływ uczuć, zalanie obrazami podświadomości. Ten archetyp istnieje po to, żeby poruszyć, wzruszyć, obezwładnić tym, co czujemy. Uczy być jak woda, poddawać się uczuciom i płynąć z nimi. Woda też skrywa tajemnice, uczucia są intymne, tylko nasze. Kto wie, co się kryje w ludzkiej duszy? Duszę usłyszymy dopiero wtedy, gdy wstrząsną nami uczucia, wytrącając z kolein racjonalnego umysłu. Kiedy niemożliwe staje się możliwe za sprawą serca.

Rak, razem z Rybami i Skorpionem, należy do żywiołu wody. A włada nim planeta Księżyc. Esencjonalnie żeńskie jakości, symbole receptywności, przyjmowania. W wodę wszystko może wtargnąć, woda wiele przeniknie. Jej przypływami i odpływami rządzi Księżyc. Zmienny jak uczucia, kapryśny jak emocje, codziennie różny jak kobieta. Płynnie przechodzi z nowiu do pełni, a jednocześnie jest bierny, bo potrzebuje światła Słońca, by być widoczny. A jednak to on ma władzę na światem uczuć. Od niego zależą kobiece nastroje i cykle miesięczne, roślinne soki, ruch fal na oceanach. Potężna jest to energia. Księżyc łączy się z wielkim archetypem matki. Źródłem życia kojarzącym się wodami płodowymi, bezpiecznymi i ciepłymi. Chroniącymi przed złem świata, otulającymi. Zasada Raka bliska jest płodności. Zapłodnienie z perspektywy kobiecej to przyjęcie, znowu poddanie się. Rak to opieka, troszczenie się, pomaganie, najwyższe poświęcenie. Nieodzowne na linii matka - dziecko. Archetyp Raka wnosi do zbiorowej nieświadomości matczyne uczucia, macierzyństwo, bezinteresowną bezwarunkową miłość. Czułość pozbawioną erotyzmu, wibrującą najgłębszym wzruszeniem.

Drugą stroną medalu opiekuńczości jest bezradność i ona też bliska jest temu archetypowi. Silnie zaznaczony Rak w horoskopie urodzeniowym, może wskazywać na tendencje do szukania oparcia w cudzej sile, może naznaczać infantylizmem, pozostaniem na etapie dziecka. Dzieje się tak, gdy Rak w dzieciństwie doświadczy nieutulenia. Jego skrzywdzone wewnętrzne dziecko będzie domagało się ciepła innych osób, do których przylgnie i wobec których będzie zaborczy. Może też mieć słabość do słodyczy, śmietankowych budyni, naleśników i innych mlecznych produktów - ekwiwalentów emocjonalnych braków. Niezależnie od wieku będzie dziecinny. Rak jak nikt inny potrafi kaprysić i mieć dąsy, drażnić zmiennymi nastrojami i tupać nóżką. On wie co to łzy złości, emocjonalne manipulacje i szantaże, obwinianie bezradnością ofiary, atakowanie złośliwościami. Potrafi też zadać cios w plecy.

Rak i poczucie bezpieczeństwa

Rak to temat bojaźliwości, nadwrażliwości, nieufności, zdolności do cierpienia, dużej podatności na zranienia. Nieprzystosowania do tego, że życie wymaga aktywności, inicjatywy, konfrontacji. Rak woli wycofywać się do swojej skorupy niż walczyć. Postępuje tak z lęku przed brutalnością życia, ze strachu przed brakiem szacunku dla jego uczuć, boi się, że ktoś je podepcze. Z tego powodu wznosi mury obronne w postaci domu, swojej twierdzy. Za nieruchomości w kosmogramie odpowiada dom czwarty, przypisywany właśnie Rakowi. Ten delikatny znak, gdy ktoś zagrozi jego rodzinie, szczypie i to mocno. Zostaje znak. Bo dom dla Raka ma być bezpieczny, ma być oazą ciepła, czułości, ma być przytulny jak macica, do której nie wtargnie żadne zło. Dom, tak ważny w archetypie Raka, rozumiany jest też jako ojczyzna, Matka Ziemia. Raki są patriotyczne, sentymentalnie zbierające pamiątki, czujące swoje korzenie, do bólu rodzinne, zaplątane w swoje genealogiczne drzewo i często wcale niepragnące wyjrzeć poza jego listowie. Zasada Raka może oznaczać zaściankowość, zawziętość, fanatyzm, osobiste uprzedzenia, stronniczość. Rak to ochrona. Jego bierna agresja wybucha w obronnych zachowaniach, gdy zagrożona zostaje integralność, gdy ucierpieć mogą uczucia i bezpieczeństwo. Rak odznacza się silnym instynktem samozachowawczym, plemiennymi instynktami. I romantyzmem rozkochanym w polnych kwiatach, Mickiewiczu i Słowackim. Archetyp Raka to swojskość, bezpieczna, bo dobrze znana.

Fale uczuć i emocji

Bliskość, dotyk, przytulanie, to lubi Rak. Ciepły koc i ciepłą herbatę podaną przez ukochaną osobę obdarzoną miłością oraz zaufaniem. Rak kocha rodzinną atmosferę, uwielbia, gdy przy stole gromadzi się cała rodzina i je rosół. Co niedziela i w każde imieniny. Rak oznacza zawsze silne poczucie przynależności, przywiązanie do miejsc i ludzi. Jest zazdrosny, potrafi ściśle przylgnąć do drugiego człowieka. Tak broni się przed bólem emocjonalnym i utratą poczucia bezpieczeństwa. Wpada w histerie bez wyraźnego powodu, urządza sceny zazdrości aż wreszcie zamyka swoje uczucia na cztery spusty. Najgorszym koszmarem dla Raka jest samotność i odcięcie się od przeszłości. Gdy Rak się boi, zaczyna się zamartwiać, głównie o bliskich, nie o siebie. Jest w tym mistrzem. Swoją żywą wyobraźnię wykorzystuje wtedy do tworzenia najczarniejszych katastroficznych scenariuszy, które podsycają jego niepokój. Przestraszony będzie domagał się wsparcia emocjonalnego, a jak go nie otrzyma, ciężko rozchoruje się na żołądek.

Rak wygląda na słabego, miękkiego, ma opinię najbardziej uczuciowego znaku zodiaku. Przypisuje się mu nieśmiałość, empatię, kierowanie się intuicją i siódmym zmysłem. Jak każda księżycowa osoba bezbłędnie potrafi wyczuwać emocje innych, nie muszą paść słowa, żeby Rak wiedział. Przy tej wrażliwości jest jednak wytrwały. Jest niczym Księżyc, pełen tęsknot i nostalgii, ale tak jak on potrafi się odnowić. Swoją siłę czerpie z korzeni, patrzy w przeszłość na pożółkłe rodzinne fotografie. Historia jest dla niego fundamentem, na którym niestrudzenie, bez zbytniego wysilania się i często z pomocą silniejszych, buduje swój ciepły dom na pewnym gruncie.

Nie musisz być solarnym Rakiem, żeby nosić w sobie ten archetyp. Możesz się w nim odnaleźć przy silnej pozycji Księżyca w swoim horoskopie oraz zapełnionym planetami czwartym domem astrologicznym. W tym znaku możesz mieć Marsa, Wenus lub inne planety.

  1. Kultura

Tkane historie – z wizytą u podlaskich tkaczek

Karolina Radulska przy krosnach. (Fot. Karolina Jonderko)
Karolina Radulska przy krosnach. (Fot. Karolina Jonderko)
Jest ich zaledwie 14. Na swoich krosnach podlaskie tkaczki snują − w dwóch kolorach − opowieści o życiu, przyrodzie, otaczającym świecie. Tak powstają unikalne i zjawiskowe tkaniny dwuosnowowe, niemal zapomniana już sztuka ludowa.

Do tej historii doskonale pasowałby początek „Za górami, za lasami…”. Są w niej bowiem krosno i wrzeciono oraz bajkowo brzmiąca nazwa „Kraina Wątku i Osnowy”. Poza tym historia dzieje się jak najbardziej współcześnie, a wspomniana kraina znajduje się jakieś dwie i pół godziny jazdy samochodem od Warszawy.

O niewielkim Janowie, położonym na obrzeżach Puszczy Knyszyńskiej, mówi się, że to stolica polskiej tkaniny dwuosnowowej. Wełnianej, utkanej z dwóch kolorów nici na liczących czasem nawet ponad sto lat krosnach, takiej, której powstanie zajmuje dużo czasu i wymaga cierpliwości. Tkaniny wykonywanej unikalną techniką dwuosnowową, która przetrwała na tych terenach od drugiej połowy XIX wieku.

Tkanina nad którą pracuje Karolina Radulska. (Fot. Karolina Jonderko)Tkanina nad którą pracuje Karolina Radulska. (Fot. Karolina Jonderko)

− Od tamtej pory dwie rzeczy pozostały niezmienne: materiał i metody. Dwuosnowowe tkaniny zawsze powstają z nici wełnianej, którą pozyskujemy z gór, to musi być stuprocentowa owcza wełna. Tkaczki najpierw przędą na kołowrotku nici, następnie je skręcają i barwią. Kiedyś do nadania kolorów używano kory drzew, liści pokrzywy czy łusek cebuli. Dzisiaj stosuje się farby syntetyczne. Potem tworzą osnowę, czyli sposób ułożenia nici. Charakterystyczne jest to, że tkaniny u nas zawsze powstają z dwóch kontrastowych kolorów − podkreśla Karolina Radulska, najmłodsza tkaczka i jednocześnie opiekunka Izby Tkactwa Dwuosnowowego w Janowie. Wychowała się w Wasilówce w gminie Janów. Tkać nauczyła się od swojej teściowej Danuty Radulskiej.

Przyznaje, że tkanie pozwala jej nie tylko kontynuować rodzinną tradycję, lecz także pokazywać światu znakomitą sztukę ludową i chronić ją w ten sposób od zapomnienia. − Do tego mam poczucie, że tworzę coś pięknego i naprawdę wartościowego. I jednocześnie jestem w gronie 14 kobiet w Polsce, które potrafią tworzyć w tej najtrudniejszej technice tkackiej.

Tkanina „Kolędnicy” autorstwa Heleny Malewickiej. (Fot. Karolina Jonderko)Tkanina „Kolędnicy” autorstwa Heleny Malewickiej. (Fot. Karolina Jonderko)



Izba Tkactwa Dwuosnowowego w Janowie, którą się opiekuje, powstała 35 lat temu i zgromadziła w tym czasie prace ponad 20 artystów, którzy na przestrzeni tych lat tworzyli na tym terenie. Ściany zdobi ponad 50 dywanów i makat ich autorstwa. Wśród nich jest także praca Karoliny Radulskiej. Artystka podkreśla, że tkanina dwuosnowowa zawsze była jej bliska, bo do wąskiego grona podlaskich tkaczek, które stosowały tę technikę, należała jej babcia Aurelia Majewska. − Kiedy była młoda, na początku XX wieku, w Janowie pojawiła się Eleonora Plutyńska, artystka i profesorka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zafascynowana tkaninami zaczęła współpracę właśnie z moją rodziną, czyli babcią, rodziną Jaroszewiczów, Aleksandrą Radulską czy Reginą Maselbas.

Karolina Radulska przyznaje, że postać Eleonory Plutyńskiej miała bardzo duży wpływ na historię tkaniny dwuosnowowej. Dzięki jej współpracy z podlaskimi tkaczkami pojawiły się nie tylko nowe motywy wzornictwa, lecz także sposób tkania – wytwarzane tym sposobem dywany stały się grubsze.

Ludgarda Sińsko i jej praca 'cztery pory roku'. (Fot. Karolina Jonderko)Ludgarda Sińsko i jej praca "cztery pory roku". (Fot. Karolina Jonderko)

Ważnym elementem tkanin dwuosnowowych są kompozycje tematyczne, które na nich powstają. Każda z tkaczek ma swój charakterystyczny, rozpoznawalny motyw. Wzory dzielone są na trzy kategorie: tradycyjne, związane z Eleonorą Plutyńską oraz opowiadania. Te pierwsze są najstarsze i przekazywane z pokolenia na pokolenie, nawiązują często do świata roślin, przykładem mogą tu być kwiaty czy gałązka winorośli. Opowiadania to z kolei historie utkane na dywanach, na przykład: las, zabawa, cztery pory roku. Eleonora Plutyńska pokazała natomiast tkaczkom, że mogą tworzyć z głowy, czyli po prostu motywy, które same wymyślą. Te trzy kategorie wzorów można też mieszać. Wszystko zależy od tego, jaką historię chce opowiedzieć autorka albo jaki motyw przewodni zamówi klient. Janowskie tkaczki tkają nie tylko dywany. Można u nich zamówić makatę na ścianę, poszewki na poduszki, torby, a nawet zakładki do książek. Ich prace są znane na całym świecie i trafiły do wielu galerii oraz kolekcji muzealnych, między innymi: w Niemczech, Szwajcarii, Stanach Zjednoczonych, Australii czy Japonii.

Izba Tkactwa Dwuosnowowego w Janowie z muralem namalowanym przez Arkadiusza Andrejkowa. (Fot. Karolina Jonderko)Izba Tkactwa Dwuosnowowego w Janowie z muralem namalowanym przez Arkadiusza Andrejkowa. (Fot. Karolina Jonderko)


Kilka lat temu, dla podtrzymania, ale też ożywienia tradycji tkackich w regionie, powstał Szlak Turystyczny „Kraina Wątku i Osnowy”. Prowadzi przez tereny dwóch gmin, Janowa i Korycina, bo tutaj mieszka większość tkaczek. Szlak obejmuje 14 pracowni. Kiedy wchodzimy do jednej z nich, w Janowie, słychać najpierw charakterystyczny stukot pracy krosna. Niewielka pracownia wypełniona jest słońcem, a na ścianach porozwieszane są tkaniny dwuosnowowe, wszędzie widać leżące nici. Światło, które wpada przez okno, ciepło oświetla uśmiechniętą Ludgardę Sieńko, która właśnie pracuje przy ponadstuletnim krośnie. Pochylona ze skupieniem tka kolejny dywan, który tym razem pojedzie do Gdańska. − Klientów mam z całej Polski, ale też z innych krajów. Najczęściej zamawiają właśnie dywany, a taki o wymiarach, powiedzmy, półtora metra na dwa to jest dużo pracy. Zajmuje przynajmniej miesiąc – pani Ludgarda wie, co mówi, ma za sobą kilkadziesiąt lat doświadczenia.

Każdego roku, zazwyczaj latem, w Janowie odbywają się warsztaty tkackie, podczas których tkaczki dzielą się swoimi umiejętnościami. Wtedy też organizowany jest dla artystek konkurs na tkaninę dwuosnowową. Tak będzie i w tym roku. Przez lipiec i sierpień w Izbie Tkactwa Dwuosnowowego będzie można wziąć udział w warsztatach. 12 września planowane są rozwiązanie konkursu oraz Janowskie Sploty – Święto Tkactwa i Tradycji.

  1. Moda i uroda

Każda z nas chce, by ją usłyszano. Ruszyła nowa kampania Avon

W ramach kampanii #KażdaZNas w ofercie Avon pojawił się unikalny produkt do pielęgnacji delikatnej skóry głowy, który powstał we współpracy z osobami doświadczającymi choroby nowotworowej. (Fot. materiały prasowe Avon)
W ramach kampanii #KażdaZNas w ofercie Avon pojawił się unikalny produkt do pielęgnacji delikatnej skóry głowy, który powstał we współpracy z osobami doświadczającymi choroby nowotworowej. (Fot. materiały prasowe Avon)
Pod hasłem „Każda z nas” Avon startuje z nową kampanią społeczną, która ma wspierać kobiety przechodzące przez raka. Bo każda z nas jest wyjątkowa i zasługuje na to, co najlepsze.

Avon w swojej nowej kampanii społecznej #KażdaZNas zwraca uwagę na potrzeby kobiet, które przechodzą lub przeszły przez nowotwór. Marka odda kobietom głos na swoich kanałach w social mediach, gdzie podzielą się swoimi historiami i doświadczeniami. W ofercie Avon pojawił się też unikalny produkt do pielęgnacji delikatnej skóry głowy, który powstał we współpracy z osobami doświadczającymi choroby nowotworowej. Partnerem akcji jest Stowarzyszenie „Amazonki” Warszawa–Centrum.

(Fot. materiały prasowe Avon)(Fot. materiały prasowe Avon)

Już od 23 lat współpracujemy z marką Avon w ramach kampanii „Avon Kontra Rak Piersi” i programu profilaktycznych badań USG piersi w „Gabinetach z Różową Wstążką”. To naturalne, że dołączyliśmy również do tej inicjatywy. Akcja „Każda z nas” pozwala lepiej zrozumieć osoby chore i ich szczególne potrzeby – również te pielęgnacyjne. Cieszymy się, że Avon pamięta o wszystkich kobietach i stara się pokazać, jakie jesteśmy naprawdę – mówi Ewa Grabiec- Raczak, Prezes Zarządu Stowarzyszenia „Amazonki” Warszawa– Centrum.

Szczególny produkt na szczególne potrzeby

Jesteśmy różne i niepowtarzalne, więc używamy kosmetyków dopasowanych do indywidualnych potrzeb. Avon stworzył łagodny balsam na skórę głowy, który ma pomagać w pielęgnacji wyjątkowo wrażliwej skóry, a jego naturalne składniki nawilżające pozwalać utrzymać właściwy poziom jej nawilżenia.

Dbamy o wszystkie dziewczyny, również te przechodzące przez chorobę nowotworową. Odpowiadamy na ich potrzeby z taką samą uwagą, jak na potrzeby wszystkich kobiet. Chcieliśmy pokazać, że nasz stan zdrowia „nie wykreśla nas” z życia i nas nie definiuje, że każdej z nas należy się wyjątkowa troska i pielęgnacja, bez żadnych wyjątków – dodaje Agnieszka Isa, Dyrektor Generalna Avon Cosmetics Polska.

(Fot. materiały prasowe Avon)(Fot. materiały prasowe Avon)

Balsam do skóry głowy od Avon to coś więcej niż zwykły produkt. To symbol tego, że #KażdaZNas ma własne potrzeby i należy jej się wyjątkowa troska. Co więcej, ma on „magiczne” działanie – pomaga podwójnie! Za każdy sprzedany balsam marka przekaże 1 dodatkowy słoiczek osobom chorym na raka i, co najważniejsze, cały zysk z jego sprzedaży trafi na konto kampanii Avon Kontra Rak Piersi, dzięki której finansowane są USG piersi dla kobiet w całej Polsce. Dodatkowo w ramach kampanii „Każda z nas” Avon przekaże 10 tysięcy sztuk tego produktu na rzecz Stowarzyszenia „Amazonki” Warszawa– Centrum oraz Fundacji Rak’n’Roll, skąd trafią one do osób chorych.