1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Powrót z niepamięci - rozmowa z Moniką Sznajdermann

Powrót z niepamięci - rozmowa z Moniką Sznajdermann

Monika Sznajdermann, pisarka i założycielka Wydawnictwa Czarne (Fot. Weronika Ławniczak)
Monika Sznajdermann, pisarka i założycielka Wydawnictwa Czarne (Fot. Weronika Ławniczak)
Wypieranie historii nie pozwala nam dojrzeć. Nawet z tą najbardziej tragiczną, związaną z zagładą, musimy się skonfrontować. Nie powinniśmy brać na siebie win przodków, ale żyjemy na „skażonej ziemi” i mamy obowiązek przywracania pamięci o tych, którzy tu zginęli. Im właśnie poświęciła swoje Monika Sznajdermann, pisarka i założycielka Wydawnictwa Czarne.

Lubi pani wracać do miasta czy ono tylko męczy?
Bardzo mnie męczy. Wytrzymuję tu kilka dni, trzy, cztery, i muszę uciec. W domu, w Beskidzie, też mnie dopada ten straszny zamęt w social mediach i innych mediach, dlatego czasami uciekam na łąkę, od tej ilości spraw, sporów, newsów, fake newsów, dyskusji. Tego świata, który kręci się coraz szybciej i wsysa człowieka. Ale w mieście czuję to fizycznie. Osaczają mnie bodźce wizualne i dźwiękowe, inwazyjna, pełna wydarzeń przestrzeń, sprawy.

Ponownie tu zamieszkać, to wydaje się niemożliwe?
Już bym nie umiała. Cierpiałabym. Ja już jestem dzikusem. Od ponad 30 lat mieszkam w ciszy, na odludziu. I tego mi potrzeba do życia. Nie umiem żyć w rejwachu. Odwykłam.

A dlaczego właściwie wtedy, 30 lat temu, pani wyjechała? Sama pani pisze: „Trudno wyjaśnić tę siłę przyciągania, która wytrąciła mnie z trajektorii oczywistego życia”.
Odkąd pierwszy raz pojechałam w Beskid Niski, już zawsze chciałam tu mieszkać. Być może tak właśnie pokierowałam swoim życiem, żeby to się stało. A może to był przypadek. Nie wiem.

Żyć w mieście nie można, a pracować?
Tym bardziej nie. Tam, w Beskidzie, wszystko jest łatwiejsze. Skupienie, koncentracja łatwiej przychodzą w ciszy i na pustkowiu. Od początku prowadzenia wydawnictwa pracuję sama. Oczywiście, wpadam do miasta z przyjemnością, na rozmaite narady, żeby się spotkać, coś omówić. Ale praca oznacza dla mnie samotność. Dużo spaceruję, a podczas spacerów przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły.

Czyli w mieście nie powstałoby Wydawnictwo Czarne?
Gdybym została tutaj, na pewno nie stworzyłabym wydawnictwa. W mieście bym się miotała i ilość bodźców by mnie prawdopodobnie zabiła. Wydawnictwo przydarzyło się jako konsekwencja rozmaitych wcześniejszych wyborów związanych z przeprowadzką w góry.

Tam, czyli w Wołowcu, pisze też pani książki. Teraz wychodzi druga, „Pusty las”, poprzednia miała tytuł „Fałszerze pieprzu. Historia rodzinna”. Obie mówią o przeszłości i ludziach, których nie ma. Pierwsza o historii pani rodziny ze strony matki i ojca, jednej katolickiej, drugiej żydowskiej. A ta druga książka jest o przeszłości miejsca, w którym pani dziś żyje, czyli o Beskidzie i ludziach, którzy kiedyś tam mieszkali, a potem zostali wysiedleni. To zapomniani ludzie i zapomniane, tragiczne historie. Czy to znaczy, że słowo „pamięć” jest dla pani najważniejsze? A może „niepamięć”?
To dwie strony jednego medalu, nie da się tak ich porównać. Pamięć to skomplikowana rzecz, bo przecież nie pamiętamy ludzi, którzy odeszli przed naszym urodzeniem, jeśli już, to jest to postpamięć albo i to nawet nie. Więc raczej przywołujemy z niebytu, wywołujemy do istnienia, dajemy powtórne życie, niż pamiętamy.

Niepamięć o Holocauście i ludziach, którzy zginęli, jest bardziej obecna w naszym życiu niż pamięć. Nie ma ludzi, nie ma domów, nie ma grobów. W pierwszej książce pomogły pani zdjęcia, które nagle do pani przyszły z Ameryki, od rodziny. Były takim wehikułem pamięci.
A w „Pustym lesie” są to księgi parafialne, dokumenty sądowe i urzędowe, akta szkolne. To dzięki nim możemy ożywić pustą, martwą przestrzeń wokół nas, zaludnić puste miejsce w historiach rodzinnych i w historii naszego kraju. Jak duchy wywołać tych, którzy byli tu przed nami. I potem zaraz ich uśmiercić, bo przecież oni wszyscy umarli. Ale i tak pozostaną już z nami.

Zanim to się stało, żyła pani bez nich. Jak pani pisze: „w cieniu milczenia”. Brakowało ich pani? Tych przodków, bliskich przecież, całej rodziny pani ojca, która zginęła w Holocauście?
Nie wiem, czy jako dziecko ten brak sobie do końca uświadamiałam. Chyba nie, to była raczej intuicja, jakieś przeczucia, jakieś fantomowe bóle. Bo nagle dziecko czuje, że coś w rodzinie jest nie tak. Nie ma babci, nie ma dziadka, nie ma ciotek, wujów ani kuzynów, a wszyscy mają. I dlaczego tak jest? To się zaczyna od poczucia pustki, od zaniepokojenia, pytania przychodzą później. A potem z tych pytań rodzi się świadomość braku.

Dużo teraz mamy do czynienia z pamięcią o historii. Widzimy na co dzień, jak ona może być różna dla różnych ludzi, ale też może być wykorzystywana, manipulowana w przestrzeni publicznej, w polityce. Dowiadujemy się, że całe połacie pamięci zostały zniszczone, jej fragmenty jakby amputowane. Przez ideologie, przez historyków, ale też przez ludzi, którzy milczeli, chcąc w ten sposób uporać się z traumą. Pani ojciec milczał…
To był efekt i traumy, i świadomej decyzji. Mój ojciec nie rozmawiał o wojnie z nikim z rodziny. Nie rozmawiał z moją mamą, nie rozmawiał ze mną, bo chciał nas chronić przed tym, co przeżył. Tak robi bardzo wiele osób, które przeżyły Zagładę. Ale są i tacy, którzy mówią o tym bez przerwy. Nie wiem, co jest dla nich i dla rodzin trudniejsze.

Może nasi rodzice, dziadkowie mieli jakąś rację, że tak milczeli. Chcieli dla nas dobrze, nie chcieli nas zatruć wojną, śmiercią, tragedią.
Tak, oczywiście, że tak. Takie właśnie były powody ich milczenia. Tylko że te wyparte wspomnienia wracają. Na starość, w bezsennych nocach, w traumatycznych sytuacjach.

Wszystko to też wraca do nas, do następnych pokoleń. Nawet jeśli rodzice, dziadkowie właśnie chcieli nas przed tym chronić. Pani przywołuje w książce słynny wiersz Paula Celana „Fuga śmierci”, w którym poeta pisze o „czarnym mleku” zagłady. Może nie chcieli, żebyśmy je pili. Czy naprawdę musimy?
Musimy, bo Holocaust to część naszej historii. Historia mojego ojca jest moją historią i częścią polskiej historii. Dlatego nie mogłam napisać książki wyłącznie o rodzinie polskiej albo żydowskiej, bo to byłaby fałszywa historia. Żydzi, historia tego, co się wydarzyło podczas wojny, są częścią naszej tożsamości. I im szybciej to zaakceptujemy, tym szybciej dojrzejemy. Choć obawiam się, że to może się nigdy nie stać. Jest cała masa różnych niszczycieli pamięci, którzy próbują w opowieści o polskiej historii pokazywać tylko jedynie słuszny dziś nurt, który mówi o nas jako o narodzie szlachetnym, bohaterskim i ofiarnym. To zaś prowadzi wyłącznie do niebezpiecznego mentalnego dziecinnienia. Krajobraz wokół nas zaludnia się spotworniałymi starymi dziećmi.

A przeszłości nie da się zagrzebać…
Nie da się. Dopóki jej nie poznamy, nie będziemy w stanie sobie z nią poradzić. Dopóki jej nie poznamy, będzie nas straszyła. A dopóki będzie straszyła, będziemy się przed nią bronić i ją wypierać. Z tego lęku i nieprzepracowanego, ukrytego poczucia winy staniemy się agresywni i podatni na taką wiedzę, która nasze niepokój i lęk uśmierzy.

Książka „Pusty las” jest o historii Beskidu, w którym pani teraz mieszka. Czy tam pamięć o przeszłości, o wojnie i śmierci, która zniszczyła Żydów, Cyganów, Łemków, Ukraińców, jest żywa?
Łemkowie dbają o pamięć, upominają się o przeszłość. Organizują się w stowarzyszenia, są festiwale łemkowskie, jest tablica upamiętniająca akcję „Wisła”. Ale już o Żydach, z których nie pozostał tu nikt, nie pamięta się nawet w Gorlicach, gdzie przed wojną stanowili połowę mieszkańców – mimo że na placu, gdzie do niedawna stała jedna z synagog, jest pomnik ku czci żydowskich ofiar Zagłady z Gorlic i okolic. Bo tablice, pomniki to za mało, nawet w przypadku historii Łemków, którzy, jak powiedziałam przed chwilą, o tę pamięć dbają. Nie idzie za tym na przykład konsekwentna, mądra edukacja. Z wysiedlenia powróciło niewielu Łemków. Jest za to dużo polskiej ludności napływowej, która zjawiła się tam zaraz po wysiedleniach, i to skutecznie zabiło pamięć. Wstydzono się i bano przyznawać do swojej tożsamości. To wszystko było potworną traumą, zarówno akcja „Wisła”, jak i wcześniejsze wysiedlenia do Związku Radzieckiego, i obóz pracy w Jaworznie, gdzie wiele osób trafiło bez żadnego wyroku ani powodu, pod byle pretekstem, a nawet bez pretekstu. Potem wolano o tym zapomnieć. A strach w ludziach drzemie nadal.

Pamięć o wydarzeniach pozostaje niedokładna, fałszywa, ułomna.
Tak, to są wielkie przestrzenie przemilczenia i wyparcia.

I różnych pamięci…
Tak, oczywiście, bo pamięć Polaków, osadników jest całkiem inna niż pamięć Łemków, którzy zostali stamtąd wygnani.

Są też pamięci równoległe, tak jak w przypadku pani dwóch rodzin: tej katolickiej, ziemiańskiej rodziny mamy i żydowskiej rodziny ojca. Mamy świadomość tej dwoistości, równorzędności losów? A zarazem ich nieprzenikalności, która też jest powodem niepamięci?
Jak już wspomniałam, miałam pokusę napisania tylko o moich żydowskich przodkach. To byłaby tragiczna opowieść, ale w pewnym sensie czysta, oczywista. Jeszcze jedna historia zgładzonej podczas wojny żydowskiej rodziny. A poprzez zestawienie losów polskich i żydowskich książka zyskała zupełnie inny, nowy wymiar – pokazałam tę nieprzystawalność, kompletny brak wspólnoty, wzajemne niezrozumienie.

Powodów tego można szukać w historii, ale też w psychologii. Odgradzamy się od tego, co straszne. Udajemy, że nie wiemy. Zajmujemy się czymś innym, życiem. Kiedy ginęło getto w Warszawie, w USA ludzie cieszyli się z premiery „Bambiego”. Kiedy ginęło Aleppo, spacerowaliśmy w słońcu i siedzieliśmy w kawiarniach.
To się dzieje cały czas i wszędzie, i nigdy się nie skończy.

Czyli nie uczymy się?
Nie, absolutnie nie.

Pani książki mogą coś zmienić?
Nie pisałam ich z poczuciem, że mam coś zmienić. Książki żyją swoim życiem, każdy, kto pisze, wie, że w pewnym momencie książka już nie jest jego, już sobie idzie w świat. I autor może mieć tylko nadzieję, że zostanie odczytana w sposób, który jest mu bliski. Choć też niekoniecznie musi się tak stać. Ale wierzę, że dobra książka może wiele zmienić.

Pisała pani, żeby odkryć, poznać po prostu ludzi z rodziny pani ojca. Stali się bliscy?
Nie umiem myśleć bez łez o bracie mojego ojca, dziecku, które ze swoim ojcem pojechało z getta w Warszawie pociągiem do Treblinki. Nie jestem też w stanie przestać o nim myśleć. A z dorosłych bardzo bliska stała mi się babcia. Była tak wyrazistą postacią i zostawiła po sobie dużo śladów: listy, opowiadanie, zdjęcia. Dosyć łatwo było mi ją ożywić i mam poczucie, że dobrze ją poznałam. I że chyba opisałam ją taką, jaka była. Jest mi bardzo bliska poprzez swoje temperament, niezależność.

Była nowoczesna, niemal nam współczesna. Można by ją sobie wyobrazić tu, za rogiem, w kawiarni na placu Zbawiciela.
Byłaby pierwsza do rozmaitych manifestacji, do feminizmu, do ekologii. Poszukiwała, studiowała to to, to tamto. Rozwiodła się. To przecież nie było takie częste, żeby dziewczyna, Żydówka, tak żyła. Wyobrażam sobie, że demonstrowałaby w obronie rozmaitych wolności, praw mniejszości. Była wyzwolona, po rozwodzie miała jakiegoś przyjaciela. Była po prostu nowoczesną kobietą. To mi się w niej podoba. Podobnie zresztą jak polska babcia. Miały wiele cech wspólnych. Mam szczęście pochodzić z rodu takich kobiet.

„Pod skórą naszej rzeczywistości historia bulgocze i kipi”. To pani słowa. Ta świadomość ukrytego może męczyć…
I męczy. Na przykład gdy nie mogę po prostu podziwiać przyrody, bo zaraz przychodzi refleksja, że za tym pięknem czai się coś strasznego, że pod tą trawą spoczywają czyjeś kości. Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy zachwycają się na przykład pięknem syberyjskiej tajgi. Dla mnie to miejsce jest tak znaczące, że nie umiem oddzielić przyrody od tego, co się w niej kryje, co kryje się w historii tego miejsca. Piszę o tym, że w polskich miastach są zielone skwery urządzone w miejscach, które były miejscami kaźni, że są lasy posadzone na miejscach zagłady. To wszystko uczy, żeby w pewnych miejscach kuli ziemskiej nie dowierzać temu, co się widzi, żeby nie dowierzać rzeczywistości. I wyczulić się na to, że ona do nas w rozmaity sposób mówi. Czasem odbiera się to podświadomie. A czasem człowiek coś czyta i nagle zaczyna pojmować, że na przykład w Lublinie na Wieniawie były sztetl i cmentarz żydowski i że po tym nie ma śladu, jest stadion. Zawsze towarzyszą mi niedowierzanie, podejrzliwość wobec tego, co nas otacza, nawet, a może szczególnie wtedy, gdy jest piękne.

Zatruta rzeczywistość wokół.
Martin Pollack nazywa tę rzeczywistość skażoną, można też nazwać ją zranioną. Oczywiście, nie wszędzie tak się stało, są miejsca nieskalane, ale jednak znając historię, nie możemy nie wiedzieć, że często to, co wydaje się tak niewinnie piękne, podszyte jest czyjąś tragedią, czyjąś okrutną śmiercią.

Jak z tym żyć? Znalazła pani sposób? To są książki?
Tak, moim sposobem są książki. Ale myślę, że wszyscy powinniśmy o tym wiedzieć. Istnieje wystarczająco dużo źródeł i przekazów, żeby się otworzyć na karty polskiej historii, wyparte i zapomniane, nawet na najtrudniejszą z nich, jaką jest Zagłada,  albo na to, że w Beskidzie przed nami ktoś żył – Rusini, Żydzi, Romowie. Nie byli żadnymi gośćmi, byli u siebie. Ich losy współtworzą polską historię i nic już tego nie zmieni. Nie chodzi o to, żeby przenosić na siebie winy przodków, lecz o to, żeby nie udawać, że nie ma tej historii. Tylko musimy odważyć się i chcieć.

Książki autorstwa Moniki Sznajdermann, Wydawnictwo Czarne (materiały prasowe) Książki autorstwa Moniki Sznajdermann, Wydawnictwo Czarne (materiały prasowe)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Serial "Cień i kość" powróci z drugim sezonem

Archie Renaux jako Malyen Oretsev i Jessie Mei Li jako Alina Starkov w serialu
Archie Renaux jako Malyen Oretsev i Jessie Mei Li jako Alina Starkov w serialu "Cień i kość". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Gratka dla miłośników fantasy, których tej wiosny zachwycił nowy serial Netflixa "Cień i kość". Produkcja, oparta na bestsellerowych powieściach Leigh Bardugo o uniwersum Griszów, doczeka się drugiego sezonu.

Pierwsza część opowieści o uniwersum Griszów w ciągu 28 dni od premiery została obejrzana w ponad 55 milionach gospodarstw domowych. Serial znalazł się w zestawieniu TOP 10 w 93 krajach na całym świecie i zajął pierwsze miejsce w 79 krajach, w tym w Australii, Brazylii, Niemczech, Rosji, Hiszpanii, RPA i USA. Po jego premierze trylogia "Cień i kość" oraz składająca się z dwóch części powieść "Szóstka wron" powróciły na listy bestsellerów na całym świecie i przez ponad miesiąc utrzymywały się na pierwszym miejscu listy bestsellerów "New York Timesa". Niewątpliwy sukces wróżył kontynuację serialu - teraz jest to już oficjalne. „Cień i kość” doczeka się drugiego sezonu, a poinformowali o tym członkowie jego obsady.

- Piszę o uniwersum Griszów już od prawie dziesięciu lat, więc jestem zachwycona, że będziemy mogli kontynuować tę przygodę. Jest tak wiele miejsc, które ledwo zdążyliśmy odwiedzić i nie mogę się doczekać, aby przedstawić widzom więcej świętych, żołnierzy, bandytów, złodziei, książąt i szeregowców, którzy sprawiają, że ten świat jest tak zabawny do odkrywania. To będzie prawdziwa magia widzieć, jak nasza genialna, utalentowana obsada się powiększa - mówi autorka książek i producentka wykonawcza serialu Leigh Bardugo.

Drugi sezon serialu „Cień i kość” ma składać się z ośmiu godzinnych odcinków. Jessie Mei Li (Alina Starkov), Archie Renaux (Malyen Oretsev), Freddy Carter (Kaz Brekker), Amita Suman (Inej), Kit Young (Jesper Fahey), Ben Barnes (Generał Kirigan), Danielle Galligan (Nina Zenik) i Calahan Skogman (Matthias Helvar) ponownie wcielą się w swoje role. Dodatkowe szczegóły dotyczące castingu zostaną podane w późniejszym terminie.

"Cień i kość" miał swoją premierę na platformie Netflix w kwietniu tego roku. Serial jest osadzony w rozdartym wojną świecie, a jego główną bohaterką jest osierocona w dzieciństwie Alina Starkov, szeregowa żołnierka, która odkrywa w sobie nadzwyczajną moc mogącą być kluczem do wyzwolenia jej kraju. Ogromne zagrożenie ze strony Fałdy Cienia wisi nad krajem, a Alina zostaje odcięta od wszystkiego, co znała do tej pory, aby odbyć szkolenie wojskowe jako żołnierka elitarnej armii władających magią Griszów. Opanowanie nowych zdolności przychodzi jej z trudem i stopniowo zdaje sobie sprawę, że sojusznicy i wrogowie są dwiema stronami tej samej monety i nic nie jest tym, na co wygląda w tym niezwykłym świecie. Toczy się konflikt między niebezpiecznymi przeciwnikami, wśród których znajduje się także szajka charyzmatycznych przestępców. Przetrwanie będzie wymagało czegoś więcej niż tylko magii.

  1. Kultura

Festiwal Młodzi i Film – przegląd filmów, które warto zobaczyć

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Pollywood". (Fot. materiały prasowe)
Młodzi i Film to najstarszy w Polsce festiwal, podczas którego można zobaczyć tylko debiuty. Debiutowali na nim m.in. Krzysztof Zanussi, Agnieszka Holland, Xawery Żuławski, Łukasz Palkowski, Katarzyna Rosłaniec, Maria Sadowska, czy Jan P. Matuszyński.

Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych Młodzi i Film na stałe wpisał się już na mapę filmowych festiwali Polski, i jako jedyny w takim zakresie skupia się na najnowszych dokonaniach debiutujących reżyserów. Impreza obejmuje dwa konkursy: Pełnometrażowych i Krótkometrażowych Debiutów Filmowych, a także pokazy pozakonkursowe w sekcjach: Debiut zagraniczny, Na dłuższą metę (Debiut dokumentalny), Retrospektywy, czy pokazy filmów jurorów oraz pokazy specjalne, ale też spotkania Szczerość za szczerość z ekipami filmów konkursowych, spotkania branżowe dla uczestników festiwalu, czy klub festiwalowy, w którym odbywają się koncerty oraz autorskie spotkania Macieja Buchwalda pod hasłem "Zawód: aktor”. Wstęp na wszystkie wydarzenia otwarte festiwalu jest bezpłatny.

Plakat 40. edycji Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film. Jego twórcą jest Wilhelm Sasnal.Plakat 40. edycji Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film. Jego twórcą jest Wilhelm Sasnal.

Każdego roku liczba zgłoszonych filmów do dwóch konkursów wzrasta - w tym to około 200 tytułów. Festiwal stał się też miejscem spotkań młodych twórców filmowych oraz aktorów. Gośćmi w ostatnich latach byli m.in.: Agata Buzek, Sylwia Chutnik, Jacek Borcuch, Zofia Wichłacz, Karolina Czarnecka, Bartosz Gelner, Marcin Kowalczyk, Bartosz Bielenia, Eliza Rycembel, Dorota Masłowska, Agnieszka Grochowska, Ewa Kasprzyk, Andrzej Grabowski, Katarzyna Herman, ale też Wojciech Pszoniak, Jerzy Bończak i Anna Dymna.

W tym roku szczególnej uwadze polecamy sekcję Na dłuższą metę. Debiuty dokumentalne, która powraca po rocznej przerwie. W jej ramach zobaczymy aż siedem pełnometrażowych filmów dokumentalnych:

„Furia”, reż. Krzysztof Kasior

Ola ma 25 lat, pracuje w call center w małym miasteczku. Nie dogaduje się z rodzicami, a w pobliżu nie ma nikogo naprawdę bliskiego. Kiedy problemy przybierają na sile, dostaje skierowanie na terapię. Jednak zamiast na kozetkę, zaczyna chodzić na treningi MMA, brutalne walki w klatce... Dokumentalna opowieść o Aleksandrze Roli, wyjątkowej i bezkompromisowej zawodniczce MMA, która ku zdumieniu całego środowiska, w ciągu roku pokonała wszystkie przeciwniczki w Polsce, mimo że trenować zaczęła niewiele wcześniej. Opowieść o marzeniach i spełnianiu wyznaczonych celów oraz cenie, jaką za to płacimy.

Kadr z filmu 'Furia'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Furia". (Fot. materiały prasowe)

„Krafftówna w krainie czarów”, reż. Maciej Kowalewski, Piotr Konstantinow

Po seansie spotkanie z twórcami i Barbarą Krafftówną

„W tej chwili nie wiem kim jestem. Wiedziałam kim byłam rano” – to zdanie zostaje w sercu na zawsze. Jak i spojrzenie, łagodnych zielonych oczu Barbary Krafftówny. Niech was to nie zmyli – w zaskakującym portrecie bohaterka bez wieku opowiada o sobie i świecie wyobraźni, który był dla niej ratunkiem (w trudnych chwilach) i inspiracją (na scenie). Jej świadectwo wzrusza: mądrej, czułej, na wskroś nowoczesnej i bystrej obserwatorki. Ale też osoby samotnej, która w zmieniającej się rzeczywistości co chwilę musiała definiować własną niezależność, aktorstwo, kobiecość. Krafftówna opowiadając o sobie przekracza granice realizmu, jest najmłodsza z nas wszystkich.

Kadr z filmu 'Krafftówna w krainie czarów'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Krafftówna w krainie czarów". (Fot. materiały prasowe)

„Między nami”, reż. Dorota Proba

Program Pierwszy Dokument

Intymny portret trzech związków. Trzy bardzo różne pary decydują się podjąć szczerą rozmowę, zainicjowaną zestawem pozornie prostych pytań. Powoli tworzy się przestrzeń dla wymiany skrywanych emocji i wyznań, nieoczywistych pragnień. Nie ma przepisu na udany związek, podobnie jest z filmem – coś co mogłoby wypaść jak zestaw truizmów, tutaj staje się prostolinijnym, dowcipnym, ale nade wszystko zaskakującym zapisem kilku wariantów tej samej historii o miłości. Cóż z tego, że opowiadamy cały czas to samo, pytanie jak to robimy. W życiu podobnie jak w kinie – warto się zaskakiwać.

Kadr z filmu 'Między nami'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Między nami". (Fot. materiały prasowe)

„Pollywood”, reż. Paweł Ferdek

Podróż do źródeł kina. Czym jest film? Skąd się wzięło to marzenie, by snuć opowieść na ekranie, by mamić innych swoimi wizjami? Czy kino to iluzja, czy prawda? Co nam daje, a co rekompensuje samym twórcom? I co tak naprawdę oznacza w tym środowisku sukces, jak go osiągnąć, a jednocześnie pozostać wiernym sobie? Autotematyczny film drogi, podczas której reżyser z Polski stara się odpowiedzieć na te najważniejsze z punktu widzenia filmowca pytania. Bo niezależnie od tego skąd pochodzisz, jeśli czujesz magię kina, to stajesz się częścią pewnej społeczności – ludzi światłoczułych.

Kadr z filmu 'Pollywood'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Pollywood". (Fot. materiały prasowe)

„Po złoto. Historia Władysława Kozakiewicza”, reż. Ksawery Szczepaniak

Po seansie spotkanie z twórcami i Władysławem Kozakiewiczem

Władysław Kozakiewicz podczas Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku nie dość że zdobył złoto i pobił rekord świata, to jeszcze, pod wpływem emocji i presji, wyprowadzony z równowagi przez sowiecką publiczność, pokazał jej tzw. wała. Niesportowy gest miał swoje symboliczne i polityczne znaczenie. Film w dynamiczny i dowcipny sposób opowiada o drodze jaką przebył słynny tyczkarz, stawia pytania o kryzys formy „Kozaka”, o emigrację, ale też o istotę sportu. Narratorem jest sam Władysław Kozakiewicz, a twórcom udało się wzbogacić jego wypowiedzi o unikatowe materiały archiwalne. Świetny montaż to kolejny atut tej produkcji.

Kadr z filmu 'Po Złoto. Historia Władysława Kozakiewicza'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Po Złoto. Historia Władysława Kozakiewicza". (Fot. materiały prasowe)

„Toomanykicks”, reż. Dawid Wawrzyszyn

Pierwszy polski dokument o kolekcjonerach butów sportowych. Wnikliwa analiza pasji jedenastu bohaterów oraz przemian kulturowo-społeczno-gospodarczych, jakie zaszły w Polsce od 1989 roku. Pytanie o to, ile par to już za dużo, w świecie prawdziwych sneakerheadów nie istnieje. Dzięki nim poznajemy historię rozkwitu polskiego designu w ostatnich trzech dekadach wolności, ale dowiadujemy się też wiele o znaczeniu sportu i muzyki w ich życiu. Wielu bohaterów filmu osiągnęło sukces nie tylko w Polsce, ale także na arenie międzynarodowej.

Kadr z filmu 'Toomanykicks'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Toomanykicks". (Fot. materiały prasowe)

„Xabo, Ksiądz Boniecki”, reż. Aleksandra Potoczek

To nie jest hołd, pomnik, laurka na cześć. To intymny dziennik, który wyraża naszą wspólną, wielką tęsknotę – za pięknym i mądrym przewodnikiem, za doradcą, za człowiekiem, który wie więcej i zachowuje spokój mimo wszystko. Ksiądz Boniecki, który jest solą w oku instytucji kościoła i ma zakaz publicznych wypowiedzi do prasy – poza „Tygodnikiem Powszechnym” – cały czas jeździ na spotkania, rozmawia, pyta, słucha, daje odczyty, przynosi nadzieję. Podczas trzyletniej wędrówki wraz z księdzem Bonieckim ekipa przemierzyła 50 tys. kilometrów.

Kadr z filmu 'Xabo. Ksiądz Boniecki'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Xabo. Ksiądz Boniecki". (Fot. materiały prasowe)

Blok Na dłuższą metę. Debiuty dokumentalne będzie miał osobne otwarcie: w poniedziałek 14.06 o godzinie 16.30 tuż przed galowym otwarciem całego festiwalu. Sekcję dokumentalną zainauguruje w tym roku film „Krafftówna w krainie czarów” – piękny, kreacyjny filmowy portret dokumentalny w reżyserii Macieja Kowalewskiego i Piotra Konstantinowa. Barbara Krafftówna będzie Gościem honorowym wieczoru i wraz z twórcami po seansie spotka się z publicznością. Po rozmowie autorzy i Bohaterka filmu będą obecni na Gali otwarcia Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film 2021.

  1. Kultura

Niewidzialna rzeźba włoskiego artysty została sprzedana za 15 tys. euro

Salvatore Garau. (Fot. Instagram @salvatore_garau)
Salvatore Garau. (Fot. Instagram @salvatore_garau)
Dzieło sztuki, które istnieje tylko w wyobraźni włoskiego artysty. Niematerialna i niewidzialna rzeźba stworzona przez Salvatore Garau została sprzedana na aukcji za 15 tys. euro.

"Io sono" (po włosku „Jestem”) – tak Salvatore Garau nazwał swoje wyjątkowe dzieło. Wyjątkowe, bo... niewidzialne. Rzeźba to tak naprawdę próżnia, która według włoskiego artysty jest „niczym innym jak przestrzenią pełną energii”. „Nawet jeśli ją opróżnimy i nic nie zostanie, to zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga, nic nie ma wagi. Dlatego ma energię, która jest skondensowana i przekształcona w cząsteczki, czyli w nas" – tłumaczył Garau hiszpańskiemu serwisowi informacyjnemu Diario AS.

(Screen: art-rite.it)(Screen: art-rite.it)

Rzeźba została wystawiona na sprzedaż w maju we włoskim domu aukcyjnym Art-Rite. Szacowano, że osiągnie cenę pomiędzy 6-9 tys. euro. Ostatecznie rzeźba „Io sono” została sprzedana za 15 tys. euro, a szczęśliwy nabywca jako fizyczny dowód otrzymał jedynie certyfikat autentyczności, podpisany przez samego Garau, oraz wytyczne, według których dzieło musi zostać wystawione w prywatnym domu, na wolnej przestrzeni o wymiarach około pięć na pięć stóp (1,5 x 1,5 metra).

Nie jest to pierwsze tego typu dzieło w dorobku Garau. W lutym tego roku na Piazza Della Scala w Mediolanie artysta wystawił „Budda im contemplation”, podobnie niewidoczną rzeźbę, której granice wyznaczał kwadrat taśmy na brukowanym chodniku. Z kolei przed nowojorską giełdą zainstalował „Afrodite cries”, o którym świadczył pusty biały okrąg - projekt wsparł Włoski Instytut Kultury.

  1. Kultura

„Wszyscy wszystko zjedli” – film o sile kobiet i dzieleniu się dobrem

"Wszyscy wszystko zjedli" opowiada historię Madiny, doświadczonej przemocą domową Czeczenki, która uciekła wraz z rodziną do Polski, aby zbudować nowe życie na nieswojej ziemi. (Fot. materiały prasowe)
"Wszyscy wszystko zjedli" to historia przyjaźni, tolerancji, dokument o udzielaniu i dawaniu pomocy. A przede wszystkim opowieść o sile kobiet i o dzieleniu się dobrem.

Film „Wszyscy wszystko zjedli” opowiada historię dziewczynki, która przeżyła dwie krwawe wojny. Dziewczyny, którą wydano za mąż, wbrew jej woli, bez miłości. Matki, która całą swoją miłość oddaje dzieciom. Dlaczego zabawki wożono jej aż z Kazachstanu? Dlaczego ukończyła tylko trzy klasy podstawówki? Jak przetrwała domowy terror? Skąd znalazła się w Polsce? No, i jak jej mieszka się u rodziny Stuhrów? Dwuosobowa ekipa filmowa (reżyser, operator i dźwiękowiec Kamil Witkowski oraz pomocnik reżysera Marina Hulia) zaprasza do mlaskania, wąchania, dumania.

Madina, doświadczona przemocą domową Czeczenka, uciekła wraz z rodziną do Polski, aby zbudować nowe życie na nieswojej ziemi. Tutaj przygarnęła ją rodzina Stuhrów. Kobieta, wraz z innymi czeczeńskimi matkami, gotuje – nie tylko dla rodziny i przyjaciół; gotuje dla warszawskich bezdomnych oraz dla samotnych staruszek w podwarszawskiej Radości. Miesza w dużym garze smaki i zapachy, losy i opowieści.

– Nareszcie! Jednak marzenia się spełniają! Po wielu latach starań w końcu udało mi się zagrać w filmie u boku samej Madiny Mazalievej! Bo to Dobra Kobieta jest Maciej Stuhr.

– Na całym świecie kobiety walczą o swoje człowieczeństwo, a nie status „samicy gatunku homo sapiens”. Trudno to robić nie mając domu. Nie mając nic. Kobiety takie, jak Madina, zwyciężają ludzką obojętność. Jak to robią? Czym to robią? Talerzem zupy rozdają miłość. Dziękujemy Ci, Madino, że ratujesz świat. Dzięki Tobie ma czym się „najeść” do syta Dorota Sumińska.

Wszyscy wszystko zjedli. Do cna. Bo Madina jest geniuszem gotowania. Będzie kroiła, wałkowała, lepiła, doprawiała. Z ekranu popłynie do Was zapach ziół i przypraw kuchni Madiny. O jedzeniu będzie, o mlaskaniu. O głodzie będzie. O matczynej miłości i o tym, jak Europa wyzwoliła Madinę.

Premiera filmu „Wszyscy wszystko zjedli” 10 czerwca o godzinie 18:00 w warszawskim Kinie Muranów.

  1. Kultura

„Łasuch” – recenzja serialu

Kadr z serialu
Kadr z serialu "Łasuch". Premiera 4 czerwca na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe)
Bajka, której akcja dzieje się w postapokaliptycznym świecie? Czemu nie, dorośli mają swojego „Mad Maxa”, teraz czas na młodszych widzów.

Świat opanowała pandemia, tym razem jednak nie wystarcza noszenie maseczek, a na horyzoncie nie widać skutecznych szczepionek. Choroba jest śmiertelna i zaraźliwa, więc wybucha chaos. Jedyne obowiązujące teraz prawo, to prawo silniejszego. Niemal w tym samym czasie przydarza się zagadkowy fenomen. Dzieci przychodzące na świat z nieznanych powodów okazują się hybrydami, częściowo ludźmi, a częściowo zwierzętami. Taki jest właśnie bohater tej historii Gus, pół chłopiec, pół jeleń. Wygląda, jak zwykły 10-latek, ale ma jelenie rogi i uszy oraz wyjątkowy węch. Przez pierwsze lata żył z ojcem w głębokiej głuszy, z dala od ludzi i cywilizacji. Teraz jest zmuszony wyruszyć w świat, żeby odnaleźć swoją mamę. A zadanie to niełatwe, bo hybrydy nie cieszą się wśród ludzi popularnością.

Kadr z serialu 'Łasuch'. Premiera 4 czerwca na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe)Kadr z serialu "Łasuch". Premiera 4 czerwca na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe)

„Łasuch” to kolejna po „The End of the Fucking World” frapująca adaptacja komiksu. Choć jego wydawca sugeruje, że lepiej, żeby czytali go dorośli, serial sprawdzi się jako kino familijne, choć w wypadku dzieci w wieku 12 lat i starszych. Odcinki trzymają w napięciu, są świetnie zrealizowane i poruszają aktualnym, ekologicznym przesłaniem.

8-odcinkowy serial „Łasuch” można oglądać na platformie Netflix od 4 czerwca.