1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Premiera "Wiedźmina" na Netflixie - wywiad z Henrym Cavillem

Premiera "Wiedźmina" na Netflixie - wywiad z Henrym Cavillem

(fot. materiały prasowe Netflix)
(fot. materiały prasowe Netflix)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Na kilka dni przed premierą, spotkaliśmy  się z odtwórcą głównej roli w serialu - Henry'm Cavillem, który opowiedział nam co było dla niego największym wyzwaniem w tworzeniu postaci Wiedźmina, jaką scenę zaliczyłby do swoich ulubionych i przede wszystkim, co sam sądzi o "polskiej chlubie", jaką bez wątpienia jest postać Wiedźmina.

Od dziś na platformie Netflix można oglądać długo wyczekiwaną produkcję z polskim rodowodem. "Wiedźmin" stworzony przez Netflixa to kolejna odsłona historii Geralta z Rivii, którą większość z nas poznała dzięki książkom polskiego pisarza Andrzeja Sapkowskiego oraz kultowym i uwielbianym na całym świecie grom komputerowym osadzonym w wiedźmińskim świecie.

Przed wcieleniem się w postać Geralta z Rivii, czytałeś książki Andrzeja Sapkowskiego, grałeś w gry wyprodukowane przez polskie studio CD Projekt Red. Czy czujesz się już specjalistą w wiedźmińskim świecie? Czy Twoje postrzeganie Geralta zmieniło się w związku z coraz intensywniejszym "zgłębianiem" postaci? Henry Cavill:
Nie nazwałbym się ekspertem w temacie, raczej nigdy nie zakładałem, że stanę się kimś takim. Ale uwielbiam tę postać. Geralt jest dla mnie bardzo bliskim bohaterem, jeszcze z czasów, gdy znałem go wyłącznie z gier i książek. Bez wątpienia znajduję z nim osobiste połączenie, zwłaszcza teraz, gdy wcieliłem się w postać Wiedźmina, ta więź jest jeszcze silniejsza. Ta rola to dla mnie ogromne wyróżnienie. Także na pewno czuję się z nim bardzo związany, jest mi bliski, ale czy jestem ekspertem? Nie wiem, chyba prawdziwym ekspertem jest tylko Andrzej Sapkowski.

Co było w Twoim przypadku pierwsze - książki, gry? Z czego czerpałeś inspiracje?
Gry były w pierwszej kolejności. Nie zdawałem sobie początkowo sprawy, że powstały na podstawie książek. Poznałem je dopiero później, jak już mogłem powiedzieć o sobie, że jestem wielkim fanem gier. Więc w moim przypadku to zdecydowanie była miłość do gier. Potem jednak wciągnąłem się równie mocno w książki Andrzeja Sapkowskiego. Niesamowicie mi się spodobały, pochłonęły mnie. Świat Sapkowskiego jest niezwykły, byłem bardzo poruszony, jak czytałem te opowiadania. Znalazłem w tym świecie mnóstwo powiązań ze swoim życiem, dlatego jak tylko dowiedziałem się, że będzie kręcony serial, od razu wykonałem telefon, żeby jego twórcy się ze mną spotkali.

Jesteś ekspertem we wcielaniu się w "superbohaterów". Co jest według Ciebie ciekawego w samym Wiedźminie?
Chyba to, że jest taki emocjonalny, uczuciowy, ale... świetnie to skrywa i nie pokazuje tego światu. To, co dla mnie było wyjątkowe w tej postaci to fakt, że pomimo tego, że Geralt zawsze poszukiwał miłości, "czegoś więcej", to jednak potrafił oddać się w zupełności temu, do czego został stworzony - poszukiwaniu i zwalczaniu potworów. I on to akceptował. Akceptował fakt, że został do tego stworzony i takie było jego zadanie. Starał się robić dobro, ale z drugiej strony nie miał skrupułów, by popełnić okrutne zbrodnie. Wydaje mi się, że ten aspekt jest w nim bardzo interesujący. Zazwyczaj mamy postać "rycerza na białym koniu", który dba tylko o to, by bronić niewinnych i nie robić nic złego. A jak widzimy w Blaviken, Geralt jest w stanie zabić mnóstwo osób...

(fot. materiały prasowe Netflix) (fot. materiały prasowe Netflix)

No właśnie, jako aktor grałeś w wielu filmach, ale jedną z Twoich najpopularniejszych ról jest postać Supermana, należącego do postaci stworzonych przez jedno z największych wydawnictw komiksowych - DC Comics. Superman jest bez wątpienia superbohaterem - postacią pozytywną, ratującą świat i ludzi. Czy to samo mógłbyś powiedzieć o Wiedźminie? Czy według Ciebie mógłby on być wzorem do naśladowania?
I tak i nie. Tak w znaczeniu, że on cały czas ciężko pracuje, by pomagać innym i robi wszystko, by zapewnić ochronę tym, którzy jej potrzebują. Ale tak jak wspomniałem, jest też osobą, która nie waha się popełnić okrutnej zbrodni w tym samym czasie. Więc jeśli chodzi o wzór do naśladowania, to jest to ciężkie pytanie. Ujmę to tak: "tak" dla pomagania innym, "nie" dla popełniania okrutnych zbrodni (śmiech).

Wiedźmin jest bardzo złożoną postacią. Zasadniczo zawsze stara się być neutralny, w książkach próbuje unikać zła, później jego wybór sprowadza się do "mniejszego zła", ale ostatecznie i tak musi wybrać jakąś stronę. Co dla Ciebie było największym wyzwaniem w tworzeniu tak niejednoznacznej postaci?
Szczerze? Nie postrzegałem tego jako ogromne wyzwanie, bo po prostu jestem do niego podobny. Było to dla mnie całkiem naturalne i ja też sam staram się zachować neutralność w wielu sytuacjach. Zawsze staram się, jak mogę robić też dobre rzeczy i przede wszystkim, jak najbardziej staram się unikać zła. Taka postawa była dla mnie naturalna i trzymam kciuki, żeby to było widoczne, czytelne w serialu.

Co byś dodał od siebie do postaci Geralta - podobno wiele uwagi poświęciłeś akcentowi, modulacji głosu, tak by najbardziej pasowała do postaci. Co jeszcze chciałeś "dać" postaci od siebie?
Raczej nie chciałem dodawać stricte niczego od siebie. Na pewno chciałem to zrobić po swojemu, ale uważam, że kreacja postaci przez Sapkowskiego jest zbyt dobra, żeby ją zmieniać, czy dodawać coś wyłącznie od siebie. Moim celem było jedynie to, żeby ta postać była tak wiarygodna, prawdziwa jak to tylko możliwe. Jeśli chodzi o głos Wiedźmina w serialu, to według mnie w książkach mieliśmy do czynienia z luksusem, jakim są bardzo długie dialogi i monologi, złożoną, niuansową narracją, dzięki której mogliśmy odkryć, jaki tak naprawdę jest Geralt - także poprzez jego interakcje z ludźmi. Ponieważ Lauren [Lauren Hissrich, twórczyni serialu - przyp. red.] wprowadziła nową wizję serialu i szerszą perspektywę – mamy trójkę głównych bohaterów od samego początku - istnieją po prostu nieco inne „ramy” do wyrażenia przeze mnie i ukazania postaci Geralta. I dla publiczności, żeby odkryć jego prawdziwe oblicze. Więc musiałem przedstawić głównego bohater "w pigułce". W serialu jest postacią, która zawsze przechodzi do sedna, w książce tego nie robi, wiec to było wyzwaniem. W książce ma długie dialogi, gdzie często rozważa, co będzie robić. W serialu nie mieliśmy tego luksusu, wiec przy pomocy dosłownie mrugnięć, chciałem przekazać, że prawdopodobnie Geralt miałby do powiedzenia w tej sytuacji znacznie więcej. Dlatego dobrałem taki głos, żeby za pomocą mniejszej liczby słów pokazać jak więcej.

(fot. materiały prasowe Netflix) (fot. materiały prasowe Netflix)

Duża część serialu poświęcona jest walkom Wiedźmina - z Renfri, Strzygą, walce w sali balowej. Która z nich była dla Ciebie największym wyzwaniem - także fizycznie, choreograficznie?
Dla mnie najcięższą, ale też i moją ulubioną sceną była walka w Blaviken. Razem z Wolfgangiem Stegemann [koordynator walk - przyp. red.] i jego zespołem zaprojektowaliśmy tę walkę. To jest bardzo techniczna walka, szczególnie pierwsza połowa, która cała jest nagrana jednym kadrem. Było to bardzo duże wyzwanie, każdy musiał zagrać idealnie, inaczej cała scena byłaby do powtórki, a wiadomo, że jest presja czasu. Ale dzięki temu mogliśmy opowiedzieć genialną historię w trakcie walki, a dla mnie było niezwykle istotne, żeby postać "istniała" również w takich momentach, a nie po prostu, żeby była to oderwana od reszty scena walki. Osobiście uważam, że to właśnie w trakcie tej sceny dowiadujesz się bardzo dużo o Wiedźminie -  oglądasz jak się rusza, jak podchodzi do przeciwników, a co najważniejsze, jakie decyzje podejmuje. I tak, było to niezwykle ciężkie, ale uwielbiam tę walkę.

Czy przygotowanie się do roli wymagało od Ciebie jakiegoś specjalnego treningu? Miałeś ułożony jakiś plan treningowy - np. choreografię, walkę mieczem?
Kiedy dotarłem na plan, było to jakiś miesiąc, półtora przed tym, jak zaczęliśmy kręcić. Dla mnie było to dość wcześnie, zazwyczaj dołączam później. Od tego momentu, od razu zacząłem pracę, żeby nabrać formę i skupiłem się na takich elementach, jak praca nóg i walka mieczem. Później zacząłem trening siłowy, jednak ważne jest to, że nie był to trening tylko dla celów estetycznych. Chciałem być wystarczająco zwinny i szybki, żeby wiernie i wiarygodnie odtworzyć sceny walki, no i oczywiście, żeby po prostu fizycznie je przetrwać oraz uniknąć kontuzji.

Jednak nie wszystkie sceny z Geraltem to są sceny poważne, brutalne walki. Są też sceny komediowe, takie jak te z Jaskrem. Czy miałeś do nich jakieś inne podejście?
Tak, moim zdaniem Geralt ma bardzo sarkastyczne poczucie humoru, często niepoprawne, co pokrywa się z moim poczuciem humoru. Przez to też sceny te były dla mnie bardzo przyjemne i dość łatwe. W dodatku bardzo dobrze się grało z Joey'em [Joey Batey - przyp. red.), który świetnie wcielił się w postać Jaskra i jest idealną przeciwwagą dla Geralta. Joey zrobił całą robotę, ja musiałem tylko rzucić odpowiednie spojrzenie i... mieliśmy gotową "komedię".

Tak, to rzeczywiście jedna z najciekawszych relacji w książce.
Zdecydowanie, widać, że ludzie bardzo ich razem lubią.

(fot. materiały prasowe Netflix) (fot. materiały prasowe Netflix)

Czy porównania serialu do gry komputerowej, która odniosła tak wielki sukces na całym świecie - miliony egzemplarzy sprzedanych prawie w każdym zakątku ziemi, ogrom nagród, pozytywne recenzje, jakie otrzymała i stworzenie swego rodzaju kultu Wiedźmina przez fanów na całym świecie to czynnik, który motywował Ciebie/ekipę do działania czy było to dla Ciebie przytłaczające?
Nie uznałbym tego za brzemię, to był zaszczyt, że mogłem być tego częścią. To uczucie było bardzo motywujące, sam jestem przecież ogromnym fanem gier. W ramach ram ustalonych przez Lauren dałem z siebie wszystko, chciałem być pewny, że zrobiliśmy to dobrze i że jestem tak wierny oryginałowi, jak tylko to możliwe.

Jak się czułeś na planie serialu, gdy stopniowo "stawałeś się" Wiedźminem? Mam na myśli tu kostium, wygląd...
Czułem się świetnie, kochałem to. Dla mnie to były 2 godziny make up'u i układania włosów, ale za każdym razem, jak byłem w pełnym kostiumie, makijażu i szkłach kontaktowych - patrzyłem w lustro i to było po prostu magiczne uczucie. Ta praca dla mnie to spełnienie moich marzeń. Uwielbiałem takiego siebie.

Czy myślisz, że serial odniesie sukces, spodoba się publiczności?
Mam taką nadzieję, czas pokaże. To jest jeden z tych momentów, kiedy wszystko zależy od publiczności i ich reakcji. Nie mogę się doczekać ich opinii, bo dobre czy złe, zawsze mogą ulepszyć moją pracę i mogą pozytywnie wpłynąć na serial.

Drugi sezon "Wiedźmina" został już potwierdzony przez Netflixa. Czy jest jakaś scena, której nie możesz się doczekać w przyszłości, żeby ją zagrać? W pierwszym sezonie - Geralt, Yennefer i Ciri są w dużej mierze osobnymi wątkami.
Nie mogę się doczekać tego, jak rozwinie się relacja pomiędzy Geraltem i Ciri, jest to bardzo emocjonalna historia. Jedna z moich ulubionych.

(fot. materiały prasowe Netflix) (fot. materiały prasowe Netflix)

Geralt jako bohater jest specyficzny, jest outsiderem i jest raczej na uboczu. Czy myślisz, że spodoba się to szerszej publiczności, czy może ich odstraszy?
Tak, myślę, że koniec końców wszyscy mamy w sobie coś z takiego outsidera i możemy się utożsamić z tym, co Geralt czuje i myśli. Dlatego uważam, że to przemówi do publiczności. Nawet jeśli widzowie nie poczują tego w pierwszym sezonie, to jak wiemy z książek, Geralt przeżyje jeszcze bardzo, bardzo wiele i z pewnością każdy będzie mógł poczuć z nim własną więź.

Czy uważasz, że czarny, niemalże wisielczy humor książek Sapkowskiego może zostać  umiejętnie przeniesiony do serialu?
Ja go uwielbiam, jak już mówiłem, to jest absolutnie mój typ poczucia humoru. Zobaczymy, część osób go pokocha, a cześć z pewnością odrzuci. Są filmy, które odnoszą gigantyczne sukcesy, a opierają się na konwencji czarnego humoru, jak na przykład "Deadpool". To nie jest ten sam humor, ale w podobnym spektrum, więc myślę, że ludziom się spodoba.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

"Kobieta w oknie" – A.J. Finn o chorobie, która stała się impulsem do napisania bestsellerowej powieści

Amy Adams jako Anna Fox w filmie
Amy Adams jako Anna Fox w filmie "Kobieta w oknie". Film dostępny na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe Netflix.
Szalony psychopata okazuje się zabójcą, a agentka z zaburzeniami afektywno dwubiegunowymi wpada na trop szpiega – kino i literatura coraz częściej sięgają po postaci z problemami psychicznymi. Moda czy może wierny opis naszych czasów? Pytamy pisarza A.J. Finna, który przyznaje, że jego własna choroba była impulsem do napisania bestsellerowej „Kobiety w oknie”. 

Czy fakt, że główna bohaterka twojej książki, Anna Fox, ma agorafobię, jak się potem okazuje, wynikającą z depresji, miał dać wsparcie osobom doświadczającym podobnych problemów? Czy może chciałeś przez to podkreślić, że rozmaite schorzenia psychiczne są tak popularne, że praktycznie wszystkich nas dotykają?
Cudownie, że o to pytasz, bo mam dużo do powiedzenia na ten temat (śmiech). Zacznijmy od genezy powstania tej książki i głównej bohaterki. W wieku 21 lat zdiagnozowano u mnie ciężką depresję kliniczną, z którą zmagałem się przez kolejne 15 lat. Przez ten czas byłem w stanie żyć względnie normalnie i na dość dobrym poziomie – udało mi się zrobić doktorat na Oxfordzie, odnosiłem sukcesy, robiłem całkiem obiecującą karierę w branży wydawniczej, tworzyłem satysfakcjonujące związki i utrzymywałem dobre relacje z rodziną i przyjaciółmi. A jednocześnie byłem głęboko nieszczęśliwy. Próbowałem wszystkiego, żeby sobie pomóc, od farmakoterapii po medytację, od hipnoterapii i terapii elektrowstrząsami po ketaminoterapię – ale nic nie zmieniało mojego stanu. Aż pewnego dnia, trzy lata temu, poszedłem na konsultację do nowego psychiatry, bo chciałem zmienić leki. Wysłuchał mojej opowieści o symptomach i dolegliwościach, która trwała około półtorej godziny i pod koniec powiedział: „Nie wydaje mi się, żeby miał pan depresję. Moim zdaniem cierpi pan na pewną odmianę zaburzeń afektywnych dwubiegunowych“. Byłem zaskoczony i początkowo nie zgodziłem się z  jego diagnozą. Powiedziałem, że oglądałem serial „Homeland” i nie widzę podobieństw między moim stanem a stanem Carrie, głównej bohaterki. Odparł, że są różne rodzaje zaburzeń dwubiegunowych i że według niego ja cierpię na odmianę drugą, w której epizody manii nie są tak euforyczne, za to epizody depresji są o wiele głębsze. Wystarczyło sześć tygodni terapii nowymi lekami, bym poczuł się nie tylko lepiej, ale wręcz doznał transformacji. Wtedy postanowiłem, że chciałbym przyjrzeć się moim doświadczeniom, jakoś je opisać.

Nie jest to jednak książka o depresji.
Nie chciałem pisać książki o depresji, bo to by było zbyt dołujące. Nie mam zamiaru rozwodzić się zbyt długo nad gatunkiem, jakim jest thriller psychologiczny, ale w kryminałach czy powieściach detektywistycznych najbardziej pociąga mnie to, że można je odczytywać na dwu różnych poziomach. Pierwszy poziom, dość powierzchowny, to sama zagadka kryminalna. Jeśli jednak zajrzymy pod powierzchnię fabuły, to wejdziemy na drugi poziom i znajdziemy tam o wiele głębsze spostrzeżenia na tematy społeczne, kulturowe czy właśnie psychologiczne. Nie każda powieść kryminalna czy thriller są tak skonstruowane, ale jeśli taka sztuka uda się autorowi, to z pewnością  wywrze duży wpływ na czytelniku, a przynajmniej zawsze wywiera na mnie. Świetnym przykładem jest „Zaginiona dziewczyna“ Gillian Flynn. Z jednej strony to trzymający w napięciu thriller ze znakomitym zwrotem akcji, a z drugiej – dość przerażający portret socjopatki, czyli osoby, która ma ogromne problemy ze swoją kondycją psychiczną i nawiązywaniem relacji. Ta książka chodziła za mną jeszcze długo po tym, gdy skończyłem ją czytać. Zależało mi na napisaniu takiej właśnie powieści, która oferuje więcej zarówno na poziomie intelektualnym, jak i emocjonalnym. Nie jest tylko samą rozrywką. Przy okazji mogłem zgłębić własne podejście do choroby i dać czytelnikom wgląd w świat wewnętrzny osób zmagających się z problemami psychicznymi.

Nie masz wrażenia, że tzw. zdrowe społeczeństwo trochę się ich obawia?
Jako społeczeństwo nie tylko często stygmatyzujemy takie osoby, ale też unikamy z nimi kontaktu. Po pierwsze dlatego, że zwykle nie wiemy, co im powiedzieć, a po drugie, bądźmy szczerzy – ludzie, którzy cierpią na depresję i inne zaburzenia psychiczne nie są zbyt wesołymi kompanami. Amerykańska psychiatra Kay Redfield Jamison, jedna z wiodących specjalistek w dziedzinie zaburzeń dwubiegunowych, na które też sama cierpi, zauważyła, że osoby w depresji są nudnym towarzystwem. Kiedy jesteś w depresji, tracisz umiejętność doprowadzania siebie i innych do śmiechu. Jamison powiedziała – i tu cytuję dosłownie, bo jej słowa wywarły na mnie duże wrażenie: „Kiedy masz depresję, odczuwasz całym sobą, co to znaczy być starym, słabym, brzydkim i nie mieć wiary w to, że w twoim życiu mogłoby się coś zmienić. Brakuje ci gracji, obycia, nawet koordynacji ruchów, czujesz się niezdarny, nieatrakcyjny, wstyd ci, że jesteś sobą”. Takich ludzi się unika i mówię to jako ktoś, kto cierpiał na depresję przez praktycznie całe dorosłe życie. Podsumowując, stworzyłem postać Anny Fox z wielu powodów. Po pierwsze, pragnąłem ukazać wewnętrzny obraz osoby cierpiącej na depresję, jego głębię i wielowymiarowość. Po drugie, chciałem zwrócić uwagę na to, że osoby cierpiące na depresję tak naprawdę nie chcą jej mieć i nawet jeśli Anna ma duże problemy sama ze sobą i widać, że nie radzi sobie z tym, jak wygląda jej życie, to nie znaczy, że nie robi nic, żeby to zmienić. I po trzecie, tak jak zauważyłaś, chciałem dać Annie jakąś sprawczość, przekonanie, że jest w stanie pomagać innym i mieć realny wpływ na świat wokół siebie. Ona próbuje przysłużyć się innym, być przydatna. Świadczy darmową pomoc psychologiczną w Internecie osobom zmagającym się z agorafobią, i stara się pomóc chłopcu z naprzeciwka, który jej zdaniem też ma problemy psychiczne. I choć nie zawsze trafnie lokuje w ludziach swoje zaufanie, to jednak się stara. Przedstawiając taką osobę w roli głównej bohaterki, chciałem wzbudzić u czytelników nie tylko współczucie, ale również zrozumienie i szacunek do niej. Gdybym miał wymienić jedną wartościową rzecz, jaką dała mi depresja, to byłaby to większa empatia. Myślę teraz o wiele więcej o innych ludziach i troszczę się o nich bardziej niż kiedyś. To mnie łączy z Anną.

Może te wszystkie powody, które wymieniłeś, są przyczyną tego, że we współczesnych serialach czy książkach postaci z psychiczną niedoskonałością pojawiają się coraz częściej.
Współczesna popkultura chętnie sięga po takie postaci, bo choć o zdrowiu społecznym nie mówi się jeszcze powszechnie, to jest to temat, który dotyka coraz większej liczby osób, więc staje się coraz bardziej widoczny. Już sam fakt, że dzięki mojej książce mogę zachęcić ludzi do rozmowy na ten temat, że na przykład teraz udzielam wywiadu pismu psychologicznemu, bardzo mnie cieszy. Z drugiej strony z powodu swojej aktualności temat ten jest często wykorzystywany przez popkulturę w sposób zbyt przedmiotowy. Choroba psychiczna staje się dziś atrakcyjnym dodatkiem do głównego bohatera książki czy filmu. Na przykład w  jednej bardzo popularnej książce, też thrillerze psychologicznym, opowiadającej o kobiecie nadużywającej alkoholu, temat alkoholizmu jest użyty jako wytrych fabularny, by uzasadnić, że może czegoś nie pamiętać. W mojej książce bohaterka też nadużywa alkoholu, ale ma bardzo uzasadniony powód, by to robić.

Sama jestem fanką kryminałów i uważam, że na przykład książki Agathy Christie sprawiły, że psychologia postaci i dociekanie, dlaczego człowiek jest w stanie popełnić zbrodnię, zaczęło nas wreszcie interesować.
Ciekawe, że przywołujesz Agathę Christie, bo jako dziecko zaczytywałem się w jej kryminałach, a potem, kiedy pracowałem w branży wydawniczej, nawet wydawałem jej książki. I choć uważam ją za absolutnego geniusza w kwestii budowania fabuły i tworzenia zagadki, to uważam, że była mniej przekonująca, jeśli chodzi o głębokie psychologiczne portrety postaci. Niedawno przeczytałem, jak konstruowała swoje kryminały. Budowała fabułę do przedostatniego rozdziału, po czym zastanawiała się, która z postaci jest najmniej prawdopodobnym mordercą, cofała się i wstawiała w różne fragmenty książki wskazówki, które uprawdopodobniały, że ta osoba jest mordercą… To tylko anegdota, więc nie musi być prawdziwa, przynajmniej mam taką nadzieję (śmiech). Ale trzeba przyznać, że Christie była bardzo zainteresowana problemami zdrowia psychicznego – w kryminale „A..B..C...” jedna z głównych postaci cierpi na coraz bardziej rozwijającą sie fobię społeczną, ale też ma kompleks Edypa. W innej powieści, mojej ulubionej, zabójcą jest młoda dziewczyna i to według mnie bardzo przekonujący opis socjopatki. Obsesyjna miłość, monomania, socjopatia – to były motywy zabójstw w jej książkach i doceniam sposób, w jaki starała się je jak najlepiej przedstawić i wytłumaczyć. Z kolei w jednej z najbardziej popularnych książek – „Morderstwo w Orient Expressie“ – motywem zbrodni stała się długo przeżywana żałoba, co jest błyskotliwą diagnozą psychiczną.

Nie sądzisz jednak, że niektóre współczesne kryminały oddają niedźwiedzią przysługę osobom z problemami psychicznymi? Irytuję się, kiedy oglądam bądź czytam thriller psychologiczny i na końcu odowiaduję się, że zabójcą jest szalony psychopata.
Absolutnie się zgadzam. We współczesnych powieściach zabójca jest psychopatą zwykle dlatego, że to najłatwiejsze rozwiązanie, a nie dlatego, że autor miał potrzebę stworzenia i opisania takiej postaci. To mi przypomina o sytuacji kryzysu AIDS w latach 70. i 80., kiedy bardzo wiele filmów przedstawiało osoby homoseksualne – zarówno kobiety, jak i mężczyzn – jako morderców, tych złych. Na przykład film „Zadanie specjalne” („Cruising“) z Alem Pacino lub „Nagi instynkt” z  Sharon Stone. Odmienność osób homoseksualnych była wykorzystywana jako łatwe wyjście fabularne i proste wytłumaczenie, dlaczego zabijali. Bo byli inni. Zwykle najbardziej się obawiamy osób, które są inne. Kryminały ukazują ten lęk właśnie poprzez obsadzenie takich osób w roli tych, którzy nam zagrażają. Sięgam po tę analogię po to, by ukazać, że osoby homoseksualne też zasługują na nasze zrozumienie i szacunek, dokładnie tak samo jak każda inna osoba w społeczeństwie, i dokładnie tak jak każda osoba cierpiąca na zaburzenia psychiczne. Gdybym miał jakoś wytłumaczyć autorów, którzy stosują takie rozwiązania fabularne, to powiedziałbym, że może bardziej przerażająca jest dla nas myśl, że ktoś miałby popełnić zbrodnię bez żadnego powodu, ale nie jest w porządku zakładanie, że ktoś rzuci się w wir mordowania tylko dlatego, że ma zaburzenia psychiczne. To,  że osoby, które cierpią na psychopatię, są bardzo często opisywane jako potencjalni zabójcy, jest bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe, ale też wypacza samą naturę tego zaburzenia. I nie mówię tego po to, by bronić psychopatów, tylko tych, którzy są w ich otoczeniu, którzy są przez nich w jakiś sposób atakowani. Sam pracowałem z kimś, kto potem został zdiagnozowany jako psychopata i ten człowiek nie musiał nikogo zabijać, by osiągnąć to, co chciał, potrafił znaleźć o wiele subtelniejsze i paskudniejsze metody, by zniszczyć komuś życie.

W twojej ksiażce bohaterka często ogląda filmy Alfreda Hitchcocka i kino noir, sam przyznajesz się do fascynacji tym gatunkiem. Co ciekawe, w tych filmach bohaterowie, głównie kobiety, często są „wrabiani“ przez inne osoby w chorobę psychiczną, by uczynić ich mało wiarygodnymi świadkami. I cała ich walka polega na tym, żeby udowodnić, że nie są szaleni, że można ufać temu, co widzą i co słyszą. Twoja bohaterka też o to walczy. Może wszystkie osoby mające problemy ze zdrowiem psychicznym walczą o to samo?
Podobno kiedy Alfred Hitchcock był młodym chłopcem, zdarzyło się, że ponieważ był niegrzeczny, rodzice za karę zabrali go na policję i poprosili policjanta, by zamknął go na parę godzin w celi. Hitchcock do końca życia upierał się, że nie zrobił rzeczy, za którą rodzice tak go ukarali, myślę, że dlatego był tak zafascynowany historiami, w których niewinni ludzie muszą tłumaczyć się z fałszywych oskarżeń. Widać to praktycznie w każdym jego filmie, od „Niewłaściwego człowieka” do „Szału”. Jednym z  powodów, dla których uwielbiam filmy Hitchcocka, kino noir i w ogóle stare filmy, jest to, że centralną rolę zajmowała w nich psychologia postaci. I rzeczywiście, często czarne charaktery wykorzystują problemy lub cechy psychologiczne głównych postaci – na przykład wrażliwość lub niską samoocenę – przeciwko nim samym. W konsekwencji bohaterowie wpadają w coś w rodzaj paranoi czy zaburzenia, co sprawia, że w oczach otoczenia są mniej wiarygodni. Oczywiście to też narzędzie fabularne, bo jeśli bohater od początku do końca filmu ma absolutną pewność, co widział i słyszał, nie jest to takie interesujące dla widza. W filmach „Okno na podwórze” Hitchcocka i „Gasnący płomień” George'a Cukora widzimy postaci, które coraz bardziej zapadają się w swoją paranoję i zaczynają wątpić  w to, czy są wiarygodne, a my razem z nimi. W mojej „Kobiecie w oknie” wykorzystuję to samo narzędzie fabularne, by zrobić suspens i popchnąć do przodu akcję. Nie mam zamiaru udowadniać, że choroba Anny nie ma wpływu na to, jak ona odbiera otaczający świat. Z drugiej strony masz rację, że osoby cierpiące na różne zaburzenia psychiczne są z automatu traktowane jako niewiarygodni świadkowie. To nie jest fair, nie można dyskredytować kogoś tylko dlatego, że cierpi na jakąś chorobę, która sprawia, że nie postrzega otoczenia w 100 procentach tak jak osoby zdrowe. Kolejną grupą, której się nie ufa, wręcz systemowo, i której się nie wierzy, są kobiety. Jak często słyszymy, że kobiety są „histeryczne“? A pamiętajmy, że histeria historycznie była klasyfikowana jako zaburzenie. Pisząc ksiażkę, zastanawiałem się, czy inni bohaterowie bardziej ufaliby i wierzyli Annie, gdyby była mężczyzną. I przykro mi to mówić, ale prawdopodobnie tak.

Czasem w redakcji powtarzamy sobie takie zdanie, że wszyscy jesteśmy wariatami, czyli każdy ma coś: manię, pasję, fobię, kompleks. Czy w naszym współczesnym świecie, w którym mamy tendencję do izolacji i zamykania się w sobie, nie jest to czymś, co nas łączy? Dzięki książkom, takim jak twoja, możemy poczuć się bardziej „połączeni“?
Jednym z  centralnych wątków mojej książki jest właśnie samotność oraz to, jak trudno jest tworzyć relacje z innymi i zostać przez otoczenie przyjętym i zaakceptowanym. Jeszcze zanim zacząłem pisać, wiedziałem, że czytanie jest aktem empatii. I choć zawsze uwielbiałem kryminały, to czytałem je z wyjątkową przyjemnością zwłaszcza kiedy zmagałem się z depresją. Dlatego że mogłem się zidentyfikować z postacią, która zmaga się z różnymi problemami życiowymi i wewnętrznymi, a na koniec wszystko się rozwiązuje w jakiś satysfakcjonujący dla niej sposób, co dawało mi nadzieję. Dlatego też, jak sądzę, ludzie, którzy nie mają w jakimś momencie życia szczęścia w miłości, lubią oglądać komedie romantyczne, bo nie tylko mogą się utożsamić z  główną postacią, ale też uwierzyć, że jest i dla nich nadzieja. Kiedy więc czytamy ksiażkę lub oglądamy film, w którym główna postać jest szalonym psychopatą, i czujemy, że to sztucznie wygenerowany wątek, to nic nam to nie daje. Ale kiedy tego typu problemy są pokazane z empatią i zrozumieniem, pomaga to nawiązać więź z drugim człowiekiem. Nigdy nie byłem w śpiączce, ale niedawno przeczytałem książkę o bohaterze, który jest w śpiączce, co pozwoliło mi nie tylko znaleźć empatię wobec osoby, która tego doświadcza, ale też zrozumieć, czym jest to doświadczenie. Natomiast w ciągu ostatniego roku zrozumiałem, że nie tylko czytanie jest aktem empatii, ale też pisanie.

  1. Kultura

„Lupin” wraca z nowym sezonem

Netflix poinformował, że kolejny sezon serialu
Netflix poinformował, że kolejny sezon serialu "Lupin" będzie miał swoją premierę 11 czerwca. (Fot. materiały prasowe Netflix)
Francuska produkcja biła rekordy popularności na całym świecie. „Lupin”, czyli serial inspirowany przygodami najsłynniejszego dżentelmena-włamywacza z genialnym Omarem Sy w roli głównej, już wkrótce wraca z nowym sezonem.

Pierwsza część francuskiej produkcji liczyła jedynie pięć 45-minutowych odcinków, a jej finał wprost wskazywał na to, że historia nie została jeszcze opowiedziana do końca. Ku uciesze miłośników serialu, a było ich wielu, bo już w niecały miesiąc od premiery obejrzało go przeszło 70 milionów subskrybentów na całym świecie, Netflix właśnie zapowiedział jego kolejną część. Premiera drugiego sezonu serialu „Lupin” ma odbyć się 11 czerwca na platformie Netflix.

„Najbardziej poszukiwany człowiek we Francji” – tak w zwiastunie drugiego sezonu serialu „Lupin” został określony jego główny bohater, Assane Diop. Niezwykle przebiegły, a przy tym szarmancki i wzbudzający sympatię Assane, teraz jest zaślepiony żądzą zemsty na Hubercie Pellegrinim za rozbicie rodziny. Przyparty do muru, musi obmyślić nowy plan, nawet jeśli oznacza to narażenie się na niebezpieczeństwo.

„Lupin” został wyreżyserowany przez Louisa Leterriera ("Iluzja") i Marceli Said ("Narcos: Meksyk"). Nie jest to adaptacja kultowej książki Maurice'a Leblanca o słynnym dżentelmenie-złodzieju Arsenie Lupinie, a jej współczesna wersja. W pierwszym sezonie serialu Diop, w akcie zemsty na zamożnej rodzinie, postanawia przeprowadzić serię spektakularnych skoków inspirowanych dokonaniami swojego ulubionego bohatera literackiego. Mężczyzna pragnie w ten sposób pomścić swojego ojca, który 25 lat został oskarżony o przestępstwo, którego nie popełnił, co doprowadziło go do samobójstwa.

W główną rolę serialu wciela się Omar Sy, znany przede wszystkim ze znakomitej roli w komediodramacie „Nietykalni”. Obok niego grają tam między innymi: Vincent Londez, Ludivine Sagnier, Nicole Garcia, Clotilde Hesme, Soufiane Guerrab, Antoine Gouy, Fargass Assandé i Shirine Boutella.

  1. Kultura

Komedie francuskie - najlepsze produkcje prosto z Francji

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Za jakie grzechy, dobry Boże?". (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Ostatnio na łamach naszego portalu pisaliśmy o francuskiej radości życia, która polega m.in. na celebrowaniu małych przyjemności. Trop ten szybko zaprowadził nas do... francuskich komedii. Z tego względu przyglądamy się dziś najlepszym filmom komediowym prosto z Francji. Wybraliśmy tytuły, które bez trudu znajdziecie w polskich serwisach VOD. 

"Jutro będziemy szczęśliwi"

Samuel (Omar Sy) wiedzie beztroskie życie opierające się na przygodnych romansach. Pewnego dnia jego była kochanka Kristin robi mu niespodziankę. „To twoja córka” – mówi i znika. Od tej chwili Samuel staje się pełnoetatowym tatą małej Glorii. O dzieciach nie ma pojęcia, lecz uczucie do dziewczynki dodaje mu sił, aby sprostać wyzwaniom ojcostwa. Sielanka kończy się, gdy Gloria ma 8 lat, a Kristin postanawia ją odzyskać. To świetny film o dojrzewaniu do odpowiedzialności i odkrywaniu, jakimi wartościami warto się kierować.

Film dostępny na player.pl i cineman.pl.

Kadr z filmu 'Jutro będziemy szczęśliwi'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Jutro będziemy szczęśliwi". (Fot. materiały prasowe)

"Rodziny się nie wybiera"

Film "Rodziny się nie wybiera" to najlepszy dowód na to, że Francuzi mają gdzieś poprawność polityczną i uwielbiają żywiołowe komedie pełne kontrowersyjnego humoru. Valentin D. (Dany Boon) jest wychowanym w sierocińcu genialnym projektantem, który swoimi kolekcjami rzuca Paryż i światowy design na kolana. Wszystko zmienia się jednak, gdy o jego istnieniu przypomina sobie jego mieszkająca na północy Francji i posługująca się dziwnym dialektem szalona rodzina, która bez zapowiedzi przyjeżdża do stolicy.

Film dostępny na Netflixie.

Kadr z filmu 'Rodziny się nie wybiera'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Rodziny się nie wybiera". (Fot. materiały prasowe)

"Za jakie grzechy, dobry Boże?"

"Za jakie grzechy dobry Boże" to urocza komedia o tym, co czują rodzice, gdy przyszły zięć jest zupełnie nie z ich bajki. I choć film wyreżyserowali Francuzi, to zawarte w niej problemy są bardzo bliskie wielu Polakom. Marie (Chantal Lauby) i Claude (Christian Clavier) to konserwatywni rodzice czterech córek, którzy pragną, aby ich latorośle poślubiły kulturalnych katolików z Francji. W życiu bohaterek pojawiają się jednak czterej zakochani mężczyźni: Żyd, Arab, Chińczyk i chłopak z Czarnej Afryki...

Film dostępny na vod.pl.

Kadr z filmu 'Za jakie grzechy, dobry Boże?'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Za jakie grzechy, dobry Boże?". (Fot. materiały prasowe)

"Nietykalni"

Tego tytułu chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Mało kto jednak wie, że historia przedstawiona w filmie "Nietykalni" zdarzyła się naprawdę. Sparaliżowany na skutek wypadku milioner (François Cluzet) zatrudnia do pomocy i opieki młodego chłopaka z przedmieścia, który właśnie wyszedł z więzienia (Omar Sy). Zderzenie dwóch skrajnie różnych światów daje początek szeregowi niewiarygodnych przygód i przyjaźni, która czyni ich... nietykalnymi! Pozycja obowiązkowa, jeśli chodzi o francuskie produkcje.

Film dostępny na cineman.pl.

Kadr z filmu 'Nietykalni'. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)Kadr z filmu "Nietykalni". (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)

"Czym chata bogata"

"Czym chata bogata" to wybuchowa komedia twórców "Za jakie grzechy, dobry Boże?". Jean-Etienne Fougerole (Christina Clavier), bogaty pisarz-celebryta podczas telewizyjnego programu, promując swoją nową książkę "Czym chata bogata", nieopatrznie zaprasza pod swój dach romską rodzinę. Gdy do jego wspaniałego domu wprowadzą się nowi lokatorzy, cały świat stanie na głowie. Dwie rodziny, dwa światy, różne obyczaje, czy wzajemne uprzedzenia mogą doprowadzić do... wielkiego cygańskiego wesela.

Film dostępny na Netflixie.

Kadr z filmu 'Czym chata bogata'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Czym chata bogata". (Fot. materiały prasowe)

  1. Kultura

Powstaje nowy serial twórców "Dark". W obsadzie zobaczymy polskiego aktora

Kadr z serialu
Kadr z serialu "1899". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Ruszyły prace nad nowym serialem twórców wielokrotnie nagradzanej produkcji "Dark". Serial "1899" będzie międzynarodową, wielojęzyczną opowieścią, a w jego produkcji wykorzystano najnowocześniejsze technologie. 

Netflix oraz Dark Ways, nowo założona spółka producencka, na której czele stanęli Jantje Friese i Baran bo Odar (twórcy niemieckiego serialu "Dark"), ogłosili start prac na planie serialu „1899” – kolejnej produkcji własnej Netflixa. Serial ma być międzynarodową i wielojęzyczną opowieścią, w której nie zabraknie polskiego akcentu. Zagra w nim bowiem Maciej Musiał. Oprócz niego w "1899" zobaczymy: Emily Beecham, Aneurin Barnard, Andreas Pietschmann, Miguel Bernardeau, Lucas Lynggaard T0nnesen, Rosalie Craig, Clara Rosager, Maria Erwolter, Yann Gael, Mathilde Ollivier, Jose Pimentao, Isabella Wei, Gabby Wong, Jonas Bloquet, Fflyn Edwards, Alexandre Willaume i Anton Lesser.

– "1899" ma być serialem prawdziwie europejskim, a jego bohaterowie pochodzący z różnych krajów będą używać ojczystych języków. Jesteśmy dumni z tego, że udało nam się zaprosić do udziału w tym ekscytującym przedsięwzięciu utalentowane osoby z całego świata - mówi scenarzystka, producentka i showrunnerka nowej produkcji, Jantje Friese.

Serial ma być wyjątkowy również ze strony technologicznej. Będzie bowiem kręcony na wybudowanym specjalnie na jego potrzeby wirtualnym planie filmowym. Największy w Europie wirtualny plan filmowy wykorzystujący ekrany LED typu „Volume”  zapewnia twórcom filmowym ogromne możliwości i umożliwia opowiadanie historii w zupełnie nowy, innowacyjny sposób. – „1899’” stał się pionierską produkcją, zarówno w kontekście Niemiec, jak i całego regionu. Stworzona na potrzeby naszego serialu infrastruktura to niezwykle nowoczesna innowacja na niemieckim rynku produkcji filmowej, która może przynieść ogromne kreatywne korzyści filmowcom i innym twórcom na całym świecie - mówi reżyser i producent, Baran bo Odar.

O czym będzie opowiadał serial „1899”? To rozpisana na osiem odcinków historia tajemniczych losów statku z imigrantami, który płynie z Europy do Nowego Jorku. Pasażerowie reprezentują różne środowiska i narodowości, ale wszyscy mają te same marzenia i nadzieję na odmianę losu w nowym stuleciu oraz nowe życie za granicą. Gdy niespodziewanie na otwartym morzu napotykają drugi statek, który od miesięcy uważano za zaginiony, zdarzenia przybierają nieoczekiwany obrót. To, co znajdują na pokładzie drugiego statku, zamieni ich podróż do ziemi obiecanej w przypominającą koszmar łamigłówkę, w której skupiają się tajemnice przeszłości łączące wszystkich bohaterów. Data premiery "1899" na platformie Netflix nie jest jeszcze znana.

  1. Kultura

Nowości Netflixa i HBO idealne na majówkę

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Kobieta w oknie". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Tegoroczna majówka nie będzie należała do najcieplejszych, dlatego wszystkich spragnionych dobrego kina zapraszamy na przegląd najciekawszych nowości, które obejrzycie w tym czasie (i nie tylko) na Netflixie i HBO GO.

"Homeland", sezon 8

Kontynuacja i tym samym finałowy sezon jednego z najlepszych seriali szpiegowskich w historii. Historię niezwykle charyzmatycznej agentki CIA śledzimy już od tak dawna, że ciężko opisać wszystkie kryzysy polityczne, spiski i tajemnice, które odkryła w swojej długiej karierze. Ostatni sezon "Homeland" polecamy nie tylko (takim jak my) oddanym fanom Carrie i Saula Berensona, ale zwłaszcza osobom, które dotychczas omijały "Homeland". Gwarantujemy, że w ciągu całej majówki dotrzecie do 8. sezonu i wspólnie zobaczymy, jak kończy się ta trzymająca w napięciu (i to w każdym sezonie, co zdarza się rzadko!) historia. Sezon ósmy "Homeland" zadebiutuje na platformie 1 maja.

"Tlen"

12 maja na platformie Netflix pojawi się nowy film oryginalny pt. "Tlen". To opowieść o młodej kobiecie (w tej roli znana m.in. z "Bękartów wojny" Mélanie Laurent), która budzi się ze śpiączki w kapsule kriogenicznej. Aby się z niej wydostać nie ma zbyt dużo czasu - musi zrobić to jak najszybciej, ponieważ w kapsule niebawem zabraknie jej tlenu. Jak na razie brzmi to raczej przerażająco i klaustrofobicznie, ale "Tlen" okrzyknięto premierą miesiąca, więc damy mu kredyt zaufania.

"Kobieta w oknie"

Kolejny thriller, który zaprezentuje nam w najbliższych dniach Netflix to "Kobieta w oknie" z główną rolą Amy Adams to opowieść o cierpiącej na agorafobię (lękiem przed przebywaniem w otwartych przestrzeniach) psycholożce dziecięcej, która obserwuje z okna idealną rodzinę mieszkającą po drugiej stronie ulicy. Kobieta przypadkowo staje się świadkiem brutalnej zbrodni, co jeszcze bardziej wpłynie na jej dotychczasowe życie i problemy, z jakimi się zmaga. Film oparty został na książce A. J. Finna z 2018 roku o tym samym tytule.

"Kto zabił Sarę?", sezon 2

Największy hit Netflixa ostatnich miesięcy już powraca z kolejnym sezonem. Meksykański serial, który od tygodni utrzymuje się na szczycie rankingu najchętniej oglądanych produkcji Netflixa opowiadający o tragicznej zbrodni dokonanej na tytułowej Sarze w pierwszym sezonie zostawił nas z wieloma niewiadomymi w zasadzie bezustannie kierując podejrzenia na innego bohatera. W tym sezonie mamy dowiedzieć się więcej i może ostatecznie będziemy mogli odpowiedzieć sobie na nurtujące wszystkich pytanie - kto naprawdę zabił Sarę?

"Boyhood"

Choć na tę produkcję, która pojawi się na Netflixie poczekamy do drugiej połowy miesiąca (premierę na platformie zapowiedziano na 16 maja), w tym wypadku naprawdę warto czekać. "Boyhood" to opowieść o chłopcu, którego losy śledzimy od 5. do 18. roku życia. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że prace nad filmem trwały ponad 12 lat. Reżyser pokazał tu bowiem rzeczywiste dorastanie i wchodzenie w dorosłość, gdzie przez cały czas bohaterów grają ci sami aktorzy. Kto nie widział, warto poczekać.

"Tajemnica Brokeback Mountain"

Tego samego dnia na platformie (16 maja) ukaże się jeden z najlepszych filmów w karierze Jaka Gylenhaalla i Heatha Ledgera - opowieść o rodzącym się uczuciu pomiędzy dwoma mężczyznami, którzy początkowo bronią się przed tym - wówczas wstydliwym, niezrozumiałym dla nich uczuciem. Z biegiem lat każdy z nich znajduje sobie żonę, rodzą im się dzieci, jednak pamięć o ukochanym nie przemija. Poruszający i w pewnym sensie przełomowy film, który w tym roku skończył 16 lat.

"Mare z Easttown"

Nowy serial kryminalny z Kate Winslet w roli głównej od niedawna zadebiutował na platformie HBO GO. I trzeba przyznać, że jest to serial wyjątkowo udany, z ciekawie rozwijającą się fabuła i przede wszystkim - świetną grą, zwłaszcza Winslet. Choć w ciągu pierwszych kilkunastu minut wydaje się powielać znane nam już serialowo schematy - małe miasteczko, każdy się zna od lat, nieszczęśliwe rodziny, w końcu tragiczna zbrodnia - "Mare z Easttown" ogląda się naprawdę z ogromnym zaciekawieniem. Serial doskonale buduje klimat, zagadka staje się coraz cięższa do rozwiązania, a poszczególne postaci tak niejednoznaczne i w sumie dziwaczne, że na kolejne odcinki czeka się z utęsknieniem.

"Rocky"

Na platformę HBO GO w tym miesiącu dodane zostaną wszystkie filmy o legendarnym pięściarzu Rocky'm, w tym m.in. "Rocky", "Rocky II", "Rocky III", "Rocky IV", "Rocky V", "Rocky Balboa", "Creed: Narodziny legendy", "Creed II" oraz dokumentalny "Rocky: 40 lat legendy". Jedno jest pewne - fani Rocky'ego będą mogli urządzić sobie maraton z idolem, reszta nadrobić zaległości klasyki kina.

"Opowieść podręcznej", sezon 4

Kontynuacja kultowego serialu powstałego na podstawie bestsellerowej i nagrodzonej wieloma nagrodami książki Margaret Atwood. W czwartym już sezonie June, jako przywódczyni rebeliantów, staje do walki z Gileadem. I w tym sezonie również przeniesiemy się do brutalnego świata, w którym życie kobiet stało się prawdziwą udręką. Wszystkich fanów serialu nie trzeba zachęcać, ale tym, którzy nie widzieli mocno polecamy.