1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Marilyn Monroe - Ołowiany motyl

Marilyn Monroe - Ołowiany motyl

fot. BEW
fot. BEW
Gdyby żyła obchodziłaby dzisiaj 94. urodziny. Z tej okazji przypominamy materiał, który ukazał się w zeszłorocznym sierpniowym wydaniu magazynu "Zwierciadło". Wspominamy w nim życie oraz karierę aktorki. 

Normo Jeane, widzę Cię! Stoję przed Tobą, ja, Marilyn Monroe, Gwiazda kina. A Ty mnie nie widzisz? Bo ja Ciebie stale... Czy to nie zabawne - nie wiem, kim jestem tymczasem tysiące kobiet pragną być mną! Co Ty na to, Normo Jeane? Ty też przecież chcesz od dziecka, chcesz być sławną aktorką! Żaden problem, zaraz to załatwimy. Proszę bardzo, oto podkład, puder, tusz i sztuczne rzęsy.

Marilyn ma czarny i czarujący pieprzyk jak „muszka” XVIII-wiecznej damy z Europy. I włosy tak rozjaśnione, że prawie białe. To jej znak rozpoznawczy. Godzinami siedzi przed lustrem i nakłada makijaż. Gdy się rozpłacze, musi wszystko zmyć i malować się od początku. Głowę wkłada pod wodę nieraz po kilka razy i suszy, i fryzurę układa wciąż od nowa, bo przeistoczenie powinno być perfekcyjne. Dlatego wszędzie się spóźnia, na bankiety, na plan filmowy, na randki. O czym myśli, gdy tak uporczywie patrzy w lustro, czyli w oczy Normy Jeane z Los Angeles, którą była przez pierwsze 20 lat swego życia, zanim obcięła długie ciemne loki? Szaroniebieskie oczy Normy są przerażone. Ale Marilyn czuwa, przyszpila wzrokiem wizerunek w szklanej tafli, aż tęczówki błękitnieją. Teraz uśmiechają się obie. Uśmiech Normy nie jest idealny, dolna warga dominuje, ale Marilyn, po korekcji zgryzu, ma usta cudowne, właśnie takie, o jakich marzą kobiety. I mężczyźni, oczywiście! Bo M.M. jest wcieleniem marzeń! Norma Jeane, brzydka i przerażona, znika z powierzchni lustra. Chowa się głębiej… Poczucie podwójnej osobowości nigdy nie opuści Marilyn Monroe. Gdy wreszcie wychodzi ze swojego mieszkania, w którym wszystko jest białe jak w laboratorium, pozostawia w białym domu czarne myśli.

Czarna dziura

Jako dziecko byłam nieszczęśliwa. Nikt mnie nie kochał, własna matka oddała mnie zaraz po urodzeniu rodzinie zastępczej, przychodziła tylko w weekendy. Potem ta rodzina wzięła sobie inne dzieci, a mnie przekazano ciotecznej babce, której nie znałam. Tak, popchnęłam przybraną siostrę na gorący piec, ale byłam strasznie samotna i nikt tego nie zauważał. Potem oddawano mnie z rąk do rąk, nawet do sierocińca. Gdy miałam 16 lat, wyszłam za mąż za chłopaka z sąsiedztwa, żeby do kogoś należeć. To był dobry chłopak, wstąpił do marynarki i pojechał na wojnę. A ja pracowałam w fabryce samolotów i tam mnie odnalazł reporter gazety; wtedy pierwszy raz spojrzałam w obiektyw i coś zrozumiałam…

Taką mniej więcej historię M.M. opowiadała dziennikarzom przez całe życie. O niekochanej, okłamywanej, przerażonej i samotnej dziewczynce. Czy wszystko było prawdą? Zapewne nie, M.M. miała skłonność do fantazjowania. Jednak wiadomo na pewno, że jej matka nie była w stanie opiekować się dzieckiem z powodu problemów finansowych oraz psychicznych. Ojciec zaś odszedł od rodziny, zanim dziecko przyszło na świat. Zresztą, co do ojcostwa pewności nie ma. Marilyn lubiła opowiadać, że miał wąsik, jak Clark Gable. A jeśli to był właśnie on? Przecież matka była montażystką w Hollywood!

Warunki dorastania dziewczynki nie sprzyjały budowaniu tożsamości. Nie była pewna niczego i uważała, że nic nie jest warta, skoro nikt jej nie chce. Jej psychika, stale konfrontowana z zagrożeniem bezpieczeństwa, nie rozwinęła się prawidłowo. Miała stałe dojmujące poczucie braku czegoś najważniejszego. Nie pomogły setki godzin terapii, psychoanaliz, nawet szpital psychiatryczny. Jedno, co na chwilę koiło duchowy ból, to tulenie jej w ramionach, kołysanie, opowiadanie na okrągło, jaka jest cudowna, utalentowana, najpiękniejsza na świecie. Z czasem potrzebne były alkohol i prochy, coraz więcej alkoholu i prochów, żeby podnieść poczucie wartości, pokonać paraliżujący strach, a potem, żeby uspokoić rozszalałe nerwy, przywołać sen... Zerwanie we wczesnym dzieciństwie więzi emocjonalnej z matką (i z kolejnymi opiekunami, jak to było w przypadku Normy Jeane Mortenson – tak brzmi prawdziwe nazwisko M.M.) bywa przyczyną zaburzeń osobowości typu borderline. Wieczny niepokój, skrajne nastroje, skłonność do agresji lub autoagresji i ta pustka w sercu, którą co chwilę wypełnia lęk, dyżurny demon.

Kobieta dziecko

Pamiętasz, Normo? Gdy byłaś dziewczynką, do nocy siedziałaś w kinie, nikt cię zresztą nie szukał. Przed tobą był wielki ekran, a ty taka mała, całkiem sama. Ale to właśnie uwielbiałaś. To, co na ekranie, bo było takie prawdziwe, nawet popcorn przestawał istnieć. Chciałaś poczuć życie. A teraz ja żyję na ekranie, widzisz mnie?

To, co było nieszczęściem Normy, stało się siłą napędową kariery Marilyn. Norma kręciła się wokół czarnej dziury, jaką w sobie czuła, Marilyn kręciła film za filmem. Obiektyw ją stwarzał za każdym razem, wydobywał z mgły niedoistnienia. Wszyscy, którzy ją wspominają, powtarzają to samo: mogła być niewyspana, chora, wściekła, pijana – gdy poczuła na sobie oko kamery, przeistaczała się w motyla, który czarował otoczenie. Jej głos przestawał być piskliwy, mówiła powoli, chwilami szepcząc, uśmiechała się nieśmiało, patrzyła zniewalająco, szła, jakby płynęła. Bezwiednie wysyłała komunikat: „Jestem właśnie dla ciebie, weź mnie, uratuj…”. Była kwintesencją tej szczególnej kobiecości, która działa jak magnes – kobieta dziecko. Emanowała naturalnością tak bardzo, że aż przekraczała granicę naturalności i stawała się teatralna. W powietrzu iskrzyło. Jej dziwna energia udzielała się innym. W jej towarzystwie mężczyźni czuli się wezwani, kobiety czuły się przegrane, a wszyscy mieli ochotę klaskać. Arthur Miller, czołowy dramaturg amerykański, który był trzecim mężem M.M., zapamiętał, że gdy zobaczył ją po raz pierwszy na jakimś przyjęciu, stała w drzwiach i wyglądała na zagubioną, ze strachu ledwo mówiła. Jednak niedługo potem wyznała mu, że bardzo potrzebuje wsparcia, przyjaźni i nie chce być traktowana jak seksualny gadżet, ciało do wzięcia. I wtedy Millerowi zdało się, że w tym seksownym ciele mieszka piękna dusza, której on może pomóc.

Pigmalion i Galatea

Jednak Arthur Miller był żonaty i dzieciaty, a M.M. miała męża, już nie owego marynarza, teraz bejsbolistę. Włoch z pochodzenia, Joe DiMaggio, był w tamtych latach sławnym sportowcem, przyjacielem Franka Sinatry i wielu ustosunkowanych ludzi show-biznesu. I kochał ją do obłędu! Najchętniej zamknąłby ją w domu i trzymał z dala od tej hollywoodzkiej fabryki snów, która produkowała gwiazdy, ale i frustratów, narkomanów, pijaków. Marilyn, która miała już za sobą musical „Mężczyźni wolą blondynki” i „Słomianego wdowca” (ze słynną sceną na stacji metra, z suknią poderwaną przez podmuch wentylatora), poczuła się więziona, także przez swoją wytwórnię filmową 20th Century Fox, która trzymała ją na wilczej umowie. Elizabeth Taylor brała setki tysięcy dolarów! Ona jakieś grosze. Czmychnęła więc do Nowego Jorku, porzucając także zaborczego męża. To Arthur Miller poradził jej, by stała się prawdziwą aktorką, profesjonalistką, to znaczy rozpoczęła naukę w słynnym Actors Studio. 1955 rok to był milowy krok w jej karierze. Zdeterminowana, pracowała jak szalona, nie spóźniała się, planowała dzień. Przekraczała swoje ograniczenia, z których największymi były brak koncentracji i niemożność zapamiętywania dialogów. Powtarzała tekst setki razy w domu i dziesiątki razy podczas ćwiczeń w studiu. Była w euforii i w rozpaczy na przemian. „Tak, jesteś wybitnie zdolna” – potwierdzał Lee Strasberg, szef Studia, a żona reżysera Paula, osobista nauczycielka gry aktorskiej, dyktowała jej każdy krok i przytulała do swej szerokiej piersi. Przytulała i zapewniała Marilyn, że jest wyjątkowa i niepowtarzalna, zawsze mając dla niej w kieszeni jakieś uspokajające piguły. To był niezwykle intensywny okres w życiu aktorki, która z trudem wytrzymywała takie napięcie. Bo jeszcze przecież założyła z Miltonem H. Greene’em własną firmę producencką! I brała udział w licznych sesjach – to Greene fotografował ją jak nikt przedtem i nikt potem; dojrzał w niej pełnię możliwości i zatrzymał jej twarz na tysiącach odbitek, wartych dziś setki tysięcy dolarów. Oprócz pracy były jeszcze przyjęcia, romanse i niemal codzienna psychoterapia, która miała pomóc w poszukiwaniu siebie. Była sławna, była na wielkich plakatach, kochała Miltona Greene’a i kochała Arthura Millera, z którym miała potajemny romans. Ale kochała też Marlona Brando, kolegę z Actors Studio, bo ją uwielbiał i rozumiał. Kochała wszystkich tych facetów, którym się podobała, bo zachwyt jest zaraźliwy, bo szczęście trzeba cały czas podkręcać, inaczej zniknie. Do tego jeszcze chciała wiedzieć jak najwięcej, czytać mnóstwo książek, kształcić umysł, a DiMaggio… on nie rozumiał nawet „Małego Księcia”! Rozwiodła się. Miller rozwiódł się także. Wzięli ślub: sławny pisarz i ikona kina! Presja niebotycznej popularności sprawiła, że ukryli się w wiejskim domu Millerów, gdzie Marilyn ćwiczyła… życie rodzinne! Gotowała, ale i czytała całe dnie, nawet pisała wiersze. Była bystra, nikt nie miał wątpliwości co do jej inteligencji, jej dowcipy wypowiadane głosem niepewnej dziewczynki mogły uchodzić za szczyt wyrafinowania. Jednak nie znała kanonu dzieł, myliła pojęcia, robiła kardynalne błędy językowe, zapominała, co kto powiedział. Wstydziła się tego bardzo i dlatego potrzebowała swojego Pigmaliona, by ją stworzył. Dopóki trwała namiętność, Miller się starał, a ona słuchała go, pokonując ze wszystkich sił swoje koszmarne rozkojarzenie, pragnęła mu dowieść, że jest jego godna. Gdy jednak fala miłosnego szaleństwa opadła, Millerowi znudziło się intelektualne niańczenie roztrzepanej, targanej sprzecznymi nastrojami żony. Nadzwyczajność wywietrzała, M.M. okazała się codziennym kłopotem, a jej infantylność nie była już wzruszająca. Co robić z kobietą, która histeryzuje z tego powodu, że wędkarze łapią ryby, odkupuje te ryby i wrzuca je z powrotem do wody? Albo próbuje wsadzać do ziemi świeżo ścięte przez kosiarkę kwiaty? „Proszę, nie zabijajcie niczego”, sztukę pod takim tytułem napisał Arthur Miller właśnie w tamtym czasie, bohaterka miała oczywiste cechy M.M. Jednak życie to nie literatura i pisarze to wiedzą najlepiej. Dramaturg nie sprawdził się w roli reżysera domowego, wtrącał się także do kariery M.M., doprowadził do zamknięcia jej firmy producenckiej, a Greene’a, oddanego Marilyn i uczciwego jak nikt w tej branży, zmusił do odejścia. „Teraz znaczy wiecznie” i „Nadzieja, nadzieja, nadzieja” – te natchnione, wygrawerowane na ich ślubnych obrączkach napisy – przestały być aktualne. Monroe wracała do Hollywood, by przeżyć ostatni, najtrudniejszy etap życia. Miała wzlecieć jeszcze wyżej, a potem już spadać na ołowianych skrzydłach, aż do brutalnej sceny finałowej.

O dwóch takich, co zgasili gwiazdę

Normo, jesteś tam jeszcze na dnie lustra? Widzisz, jak ta fryzjerka spaliła mi włosy? Wyglądają jak sfilcowana wełna… Moja skóra, spójrz, jest jak tektura. I ten gruby makijaż, żeby ukryć siateczkę tych okropnych czerwonych naczynek na twarzy. Oczy mam całkiem szare, to twoje oczy, Normo. A moje słynne sterczące piersi… Wiesz, że muszę już używać wkładek do stanika? Obgryzam paznokcie i nie golę nóg. Nie ogarniam tego chaosu we mnie. Tyle lat wysiłku i gdzie obie jesteśmy? Bez rodziny, bez dzieci, bez miłości. Tak bardzo chciałam mieć dziecko, które nie będzie podobne do ciebie, Normo Jeane! Ale wciąż je traciłam albo się go pozbywałam w gabinetach. A kiedy teraz mogłabym je mieć, jego ojciec nie chce o tym słyszeć. Mnie także już nie chce. Pobawił się, jak wszyscy, i rzucił jak lalkę. Monroe Doll…

M.M. latami prowadziła zapiski dziennikowe w rozmaitych zeszytach, terminarzach, na luźnych kartkach. To była jej praca nad sobą, ale też bogaty materiał o jej kontaktach, rozmowach, tajemnicach, nie tylko osobistych. Część z tego zaginęła, a przede wszystkim zeszyt z okresu, gdy była kochanką braci Kennedych, prezydenta Johna Kennedy’ego i zaraz potem (niektórzy uważają, że równocześnie) prokuratora generalnego Roberta Kennedy’ego. To oni, mężczyźni ze szczytów władzy, mieli apetyt na M.M. A ona, wciąż szukająca mentora i męża, poddała się ich woli. Jej instynkt samozachowawczy jak zwykle nie działał jak należy. W ostatnich latach zarabiała krocie, gwiazdorzyła, czyli przekraczała wszystkie granice przyzwoitości. Aktorzy, wybitni, wspominają współpracę z nią jako horror. Clark Gable, słynny Rhett Butler z „Przeminęło z wiatrem”, był tak wyczerpany po „Skłóconych z życiem”, że doznał śmiertelnego wylewu. M.M., stale na prochach, które popijała drinkami, cierpiała na bezsenność, na koszmarne bóle wątrobowe i na potwornego kaca po orgiach, na które ją ściągał szwagier Kennedych Peter Lawford. To było mafijno-polityczne towarzystwo związane z show-biznesem, latające rządowymi helikopterami, upojone władzą i pieniędzmi. To oni nakręcali politykę przełomu lat 50. i 60., ówczesne wojny, zimne i gorące. Marilyn, ubrana tylko w blask swojej sławy, traciła wśród nich resztki zdrowia i reputacji. Na koniec straciła i życie. Jej romanse z największymi politykami były tajemnicą poliszynela. Jej dom pod Los Angeles oraz nowojorski apartament były na podsłuchu. Tak samo zresztą jak telefony obu braci. Mafia i sfery rządowe trwały w miłosno-nienawistnym klinczu. FBI potajemnie współpracowało z mafią, były, ale wierny DiMaggio także, wszystkie strony zatrudniały detektywów. Kennedy zrozumieli, że są osaczeni, kariera jednego i drugiego wisiała na włosku. Zdawało się w tamtej chwili, że jest to włos Marilyn Monroe... M.M., ulubienica dziennikarzy, mogła ich pogrążyć, ponadto Robert obawiał się zamachu na swoje życie. Taśmy z nagraniami odtajniono dopiero po latach. Dziś wiadomo, że śmierć M.M. została poprzedzona kłótnią z Robertem, który gorączkowo szukał podsłuchu. Istniał też zeszyt Marilyn z zapisem tajnych planów politycznych USA, z których zwierzał się w swej pysze prokurator generalny. A głupia Marilyn w swej naiwności je spisywała! Tylko dlatego, by nie wydać się nieuważną słuchaczką temu wspaniałemu mężczyźnie, który mówił, że ją kocha. Tak, była już mocno naćpana tego wieczoru, ale alkoholu nie było w jej krwi. On krzyczał: „Gdzie TO jest?!!!”. Ona wołała, żeby się wynosił.

Fatalny zeszyt zniknął z zamykanej szafki. Marilyn zniknęła z życia obu braci. Zniknęła z lustra, w którym szukała siebie i nie odnalazła. Kazano kłamać jej gosposi, kazano milczeć lekarzom. 36-letnie ciało, już niepotrzebne, zanim trafiło do lodówki i na stół sekcyjny, leżało kilka godzin w kostnicy w schowku na szczotki. Potem były same spekulacje; poziom barbituranów w organizmie aktorki i ich kompozycja były takie, że mogły zabić słonia. A co dopiero motyla… Jak jej to zrobili? Nieelegancko. Zresztą, czy to ważne? Norma Jeane i tak nie mogła dłużej żyć. Po to, by Marilyn Monroe żyła wiecznie na ekranach powszechnej wyobraźni.

Marilyn Monroe, właściwie Norma Jeane Mortenson, ur. w 1926 r. W latach 40. porzuciła pracę w fabryce i zaczęła karierę jako pin-up girl, potem trafiła do branży filmowej. Jej kariera nabrała rozpędu w latach 50. Przełomem okazała się rola w „Niagarze” z 1953 r., docenili ją krytycy, film był także przebojem kasowym i potwierdził jej status seksbomby. W latach 1953 i 1954 znalazła się na liście gwiazd przynoszących wytwórniom największe dochody. W 1955 r. założyła własną firmę producencką i zaczęła studiować aktorstwo w słynnej szkole Actors Studio u Lee Strasberga w Nowym Jorku. W 1960 r. nagrodzono ją Złotym Globem za rolę w filmie „Pół żartem, pół serio”. Jej ostatni ukończony film to „Skłóceni z życiem” z 1961 roku. Była trzykrotnie zamężna, w tym z dramaturgiem Arthurem Millerem (od 1956 do 1961 r.). Jej karierę przerwała nieoczekiwana śmierć w 1962 r.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Kino noir – zestawienie najlepszych filmów

„Asfaltowa dżungla” w reżyserii Johna Hustona to jeden z najważniejszych filmów noir. W roli Angeli Phinlay wystąpiła znakomita Marilyn Monroe. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)
„Asfaltowa dżungla” w reżyserii Johna Hustona to jeden z najważniejszych filmów noir. W roli Angeli Phinlay wystąpiła znakomita Marilyn Monroe. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)
"Wielki sen" z Humphreyem Bogartem, "Gilda" z Ritą Hayworth, "As w potrzasku" z Kirkiem Douglasem, czy "Proszę nie pukać" z Marilyn Monroe to kultowe filmy, które zna prawie każdy. Reprezentują one tzw. kino noir - gatunek, w którym królują czarno-białe kadry, najczęstszym tematem jest zbrodnia, a głównym bohaterem prywatny detektyw z piękną kobietą u swego boku. Zapraszamy na nasz przegląd najlepszych filmów noir.

Kino noir to popularny w latach 40. i 50. XX wieku gatunek w kinie amerykańskim, którego powstanie ściśle wiązało się z atmosferą pesymizmu i niepokoju, jaka zapanowała w Stanach Zjednoczonych wraz z wybuchem II wojny światowej. Sam termin wywodzi się natomiast z francuskiego filmoznawstwa, a po raz pierwszy użyty został w 1946 roku przez krytyka Nino Franka. Historie tzw. „czarnej serii” opierano głównie na klasycznych amerykańskich powieściach kryminalnych. Najczęściej pokazywały one niewyjaśnione zbrodnie, jednak bez moralizowania, happy endów i jasnego podziału na dobro i zło. Głównymi bohaterami zwykle byli prywatni detektywi, przeciętniacy przypadkowo wplątani w świat przestępczy oraz tzw. kobiety fatalne, czyli femme fatale. Najczęściej wybieraną lokacją było natomiast miasto, którego mroczny klimat uzyskiwano za sprawą charakterystycznych środków wizualnych: wyrazistych cieni, mocnych kontrastów i agresywnego montażu.

Najbardziej znanym aktorem kina noir był Humphrey Bogart. Wykształcił on charakterystyczny typ męskiego bohatera – prywatnego detektywa lub przestępcy, cynicznego ironisty i zatroskanego twardziela w prochowcu i z papierosem. Wraz ze swoją żoną Lauren Bacall, która partnerowała mu m.in. w „Wielkim śnie” oraz „Mrocznym przejściu” tworzyli najpopularniejszą parę kina noir, podobnie jak Adrian Ladd oraz Veronica Lake („Pistolet do wynajęcia”, „Błękitna dalia”). Ikoną gatunku stała się również Rita Hayworth („Gilda”, „Dama z Szanghaju”) oraz Jane Greer, kultowa odtwórczyni ról kobiet fatalnych. Innymi znaczącymi aktorami kina noir byli też m.in. James Cagney, Richard Conte, Richard Widmark oraz Robert Mitchum. Do najpopularniejszych filmów noir możemy zaliczyć:

„Sokół maltański” (1941)

Pierwszym w historii filmem noir był „Sokół maltański” w reżyserii debiutującego wówczas Johna Hustona. Grupa podejrzanych osobników nie cofnie się przed niczym, aby zdobyć drogocenny skarb - wysadzoną klejnotami statuetkę sokoła. Detektyw Sam Spade (w tej roli znakomity Humphrey Bogart) za wszelka cenę pragnie dowiedzieć się, dlaczego tak bardzo zależy im na jej zdobyciu - i kto stoi za zamordowaniem jego partnera. W pozostałych rolach wystąpili m.in. Jerome Cowan, Mary Astor oraz nominowany do Oscara Sydney Greenstreet.

Kadr z filmu „Sokół maltański”. (Fot.  Film Stills/Forum)Kadr z filmu „Sokół maltański”. (Fot. Film Stills/Forum)

„Gilda” (1946)

„Gilda” Charlesa Vidora to jeden z najsłynniejszych filmów w dorobku aktorskim Rity Hayworth. Jego akcja toczy się w Buenos Aires, a głównym bohaterem jest nałogowy hazardzista Johnny Farrell (Glenn Ford), który zatrudnia się w jednym z tamtejszych kasyn. Wszystko komplikuje się, gdy żona przełożonego, piękna Gilda, okazuje się być dawną kochanką Johnny'ego. Produkcję krytykowano za prowincjonalność, utrwalanie szkodliwych stereotypów, a nawet przesadne epatowanie seksualnością Hayworth. Mimo to, film odniósł wielki sukces, a dziś zaliczany jest do klasyki amerykańskiego kina.

Kadr z filmu „Gilda”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)Kadr z filmu „Gilda”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

„Wielki sen” (1946)

Filmowa ekranizacja powieści Raymonda Chandlera „Wielki sen” to klasyk nie tylko kina noir, ale również kina detektywistycznego. Tytuł został dodany do National Film Registry, a także znajduje się na liście arcydzieł magazynu „Empire”. Prywatny detektyw Philip Marlowe zostaje wynajęty przez generała Sternwooda, aby rozwikłać sprawę szantażowania jego córki Carmen, która popadła w długi u księgarza Arthura Geigera. Na pozór rutynowa sprawa prowadzi bohatera do mrocznego półświatka Los Angeles pełnego gangsterów, morderców i zepsutych bogaczy. W rolach głównych wystąpili wspomniani wcześniej Humphrey Bogart i Lauren Bacall.

Kadr z filmu „Wielki sen”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Wielki sen”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„Pocałunek śmierci” (1947)

„Pocałunek śmierci” Henry’ego Hathawaya to kolejny klasyczny obraz kina noir. Po nieudanym napadzie na jubilera złodziej zostaje schwytany i odmawia wydania swoich wspólników. Bohater zmienia jednak zdanie, gdy dowiaduje się, że jego żona popełniła samobójstwo. Film był również bardzo udanym debiutem aktorskim Richarda Widmarka, który za drugoplanową rolę psychopatycznego zabójcy otrzymał Złoty Glob oraz nominację do Oscara. Krytycy byli zgodni: aktor stworzył „błyskotliwą kreację, która utrwaliła jego image na wiele lat”.

Kadr z filmu „Pocałunek śmierci”. (Fot. BEW Photo)Kadr z filmu „Pocałunek śmierci”. (Fot. BEW Photo)

„Dama z Szanghaju” (1947)

Kultowa „Dama z Szanghaju” z Orsonem Wellesem po obu stronach kamery opowiada historię marynarza Mike'a O'Hary, który dołącza do rejsu z państwem Bannister, a tym samym zostaje wplątany w morderczą intrygę. Film zaczyna się, gdy Elsa Bannister (Rita Hayworth) zostaje napadnięta przez młodych złodziejaszków podczas spaceru w parku. Gdy pomocy udziela jej Mike, ta proponuje mu, aby zaciągnął się na jacht jej męża. Problem w tym, że na pokładzie przebywa także detektyw Sidney Broome i Grisby, który proponuje O'Harze 5000 dolców za sfingowanie własnej śmierci...

Kadr z filmu „Dama z Szanghaju”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)Kadr z filmu „Dama z Szanghaju”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

„Asfaltowa dżungla” (1950)

Gangsterski klasyk kina noir „Asfaltowa dżungla” polecali niegdyś w kultowym cyklu „Perły z lamusa” Tomasz Raczek i Zygmunt Kałużyński - to chyba najlepsza rekomendacja. Pewien złodziej po wyjściu z więzienia decyduje się na ostatni skok w swej karierze, chcąc ukraść dużą ilość drogocennej biżuterii. W tym celu opracowuje perfekcyjny plan i kompletuje ekipę mającą dokonać rabunku. Jego wspólnicy to kierowca, włamywacz i zabójca, a całe „przedsięwzięcie” ma sfinansować pewien adwokat-bankrut. Wkrótce gangsterzy wpadają jednak w poważne tarapaty. Film wyróżniono m.in. nagrodą na Festiwalu w Wenecji i 4 nominacjami do Oscara.

Kadr z filmu „Asfaltowa dżungla”. (Fot. Mondadori Collection/Universal Images Group/Forum)Kadr z filmu „Asfaltowa dżungla”. (Fot. Mondadori Collection/Universal Images Group/Forum)

”Bulwar zachodzącego słońca” (1950)

Zawierający elementy dramatu, horroru i komedii „Bulwar zachodzącego słońca” Billy'ego Wildera to prawdziwa klasyka gatunku. Film przedstawia historię wygasłej gwiazdy kina niemego, która próbując wrócić na ekran, wiąże się z młodym scenarzystą. Gdy mężczyzna postanawia zakończyć związek, kobieta popada w szaleństwo. Strzela do ukochanego, a moment przybycia policji wykorzystuje jako okazję do swego ostatniego aktorskiego występu. Dogłębnie penetrujący świat show biznesu obraz spodobał się nie tylko widzom, ale również krytyce, o czym najlepiej świadczy 11 nominacji do Oscara oraz 3 statuetki.

Kadr z filmu „Bulwar zachodzącego słońca”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Bulwar zachodzącego słońca”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„Nieznajomi z pociągu” (1951)

Oparty na powieści Patricii Highsmith film „Nieznajomi z pociągu” to wciągająca historia, która wgniecie was w fotel. Podczas podróży pociągiem główni bohaterowie, Guy Haines (Farley Granger) i Bruno Anthony (Robert Walker), rozmawiają o pomyśle na zbrodnię doskonałą: jeden zabija wskazaną przez swego wspólnika ofiarę, po czym drugi rewanżuje się podobnie, dzięki czemu nie sposób powiązać zamordowanych ze sprawcami. Po chwili zawierają umowę: żona Guya „w zamian” za ojca Brunona. Film wyreżyserował i wyprodukował mistrz suspensu Alfred Hitchcock.

Kadr z filmu „Nieznajomi z pociągu”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Nieznajomi z pociągu”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„As w potrzasku” (1951)

Fabuła filmu „As w potrzasku” z legendą kina Kirkiem Douglasem w roli głównej powstała na podstawie dwóch autentycznych wydarzeń. Głównym bohaterem jest tu arogancki reporter, który zostaje zatrudniony w niewielkiej redakcji. Kiedy dowiaduje się o wypadku wewnątrz pobliskiej kopalni, postanawia wykorzystać go do własnych celów. Wyreżyserowany, wyprodukowany i napisany przez Billy'ego Wildera obraz zapewnia widzom całą gamę emocji, trzymając w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. W pozostałych rolach wystąpili m.in. Jan Sterling, Robert Arthur, Porter Hall i Frank Cady.

Kadr z filmu „As w potrzasku”. (Fot. Collection CSFF/Rue des Archives/Forum)Kadr z filmu „As w potrzasku”. (Fot. Collection CSFF/Rue des Archives/Forum)

„Proszę nie pukać” (1952)

Dramat „Proszę nie pukać” oparty na powieści Charlotte Armstrong przedstawia historię Nell Forbes, która po nieudanej próbie samobójczej trafia do szpitala psychiatrycznego. Niedługo po jego opuszczeniu zostaje zatrudniona jako opiekunka do dziecka przez bogate małżeństwo. Rodzina nie zna jednak przeszłości kobiety, która początkowo nie wzbudza niepokoju swoim zachowaniem, lecz w pewnym momencie zaczyna zagrażać nie tylko sobie, ale też swojej podopiecznej. W rolę Nell wcieliła się Marilyn Monroe - była to pierwsza dramatyczna, i zarazem pierwszoplanowa kreacja aktorki.

Kadr z filmu „Proszę nie pukać”. (Fot. BEW Photo)Kadr z filmu „Proszę nie pukać”. (Fot. BEW Photo)

  1. Kultura

Hipnotyzujący, magiczny, iskrzący dowcipem – „Śniegu już nigdy nie będzie” w kinach od 4 czerwca

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Śniegu już nigdy nie będzie". Na zdjęciu Alec Utgoff. (Fot. materiały prasowe)
„Śniegu już nigdy nie będzie” Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta to jeden z najbardziej wyczekiwanych tytułów roku. Prezentowany na międzynarodowych festiwalach film zdążył zachwycić już polskie i międzynarodowe media. Satyryczna opowieść na pograniczu magii i realizmu zabiera widza w wyjątkową podróż w głąb samego siebie.

„Tytułowy śnieg może się wieloznacznie kojarzyć – chociażby ze śmiertelnym żywiołem albo poczuciem bezpieczeństwa, baśniowym powrotem do krainy dzieciństwa. Choć dziś zapewne najbardziej kojarzy się ze zniszczeniem, jakie człowiek wywołał w eko klimacie ziemi, doprowadzając do zmian, przez które śnieg widuje się coraz rzadziej. Bohaterowie naszego filmu, w większości skupieni na własnym, małym, wygodnym świecie, zbyt dużo o tym nie rozmyślają, jednak nie wiedząc czemu zmagają się z poczuciem jakiejś wewnętrznej, duchowej pustki i niezrozumiała tęsknotą za czymś nieokreślonym. Są to różne tęsknoty, za bliskością, dotykiem, seksem, zrozumieniem, wolnością. Są bogaci, syci od strony materialnej, ale głodni duchowo, choć w sposób zupełnie nieuświadomiony. Ich fantazje ogniskują się w jednym – obcym przybyszu, w którym przeglądają się jak w lustrze. On przynosi im wytchnienie. Trudno powiedzieć czy to iluzoryczne, czy prawdziwe doświadczenie, tak jak trudno czasem odróżnić nam własną projekcję od rzeczywistości. Czy magiczny las, do którego przenosi ich przybysz, jest tylko wytworem ich lęków i pragnień, czy istnieje naprawdę. Film nasz, mamy nadzieję, skrywa jakąś tajemnicę, chcieliśmy pobudzić widzów do głębszej refleksji na temat kondycji współczesnego Europejczyka. Zagrać na indywidualnych skojarzeniach, nienachalnie zadać parę pytań, bez tezy i z humorem” – mówią twórcy filmu Małgorzata Szumowska i Michał Englert.

Pewnego mglistego poranka w mieście pojawia się ON – atrakcyjny mężczyzna z prawdziwego, egzotycznego wschodu. Żenia, bo tak brzmi jego imię, ma dar. Jego ręce leczą, a oczy zaglądają w dusze samotnych kobiet. Mężczyzna zatrudnia się jako masażysta na bogatym osiedlu pod miastem. Pracując dla ludzi odgrodzonych murem od „gorszego” świata, poznaje ich historie i osobiste dramaty. Wkrótce niezwykłe zdolności Żeni odmienią życie każdego z nich.

W obsadzie obok Aleca Utgoffa, ukraińsko-angielskiej gwiazdy netflixowego hitu „Stranger Things” i filmu „Mission: Impossible – Rogue Nation”, wystąpiło znakomite grono cenionych polskich aktorek i aktorów: Maja Ostaszewska, Agata Kulesza, Weronika Rosati, Katarzyna Figura, Andrzej Chyra, Łukasz Simlat i Krzysztof Czeczot.

  1. Kultura

Polskie kino dokumentalne na 14. Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” w Moskwie

W programie 14. edycji Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” znalazły się dwie sekcje poświęcone filmom dokumentalnym.
W programie 14. edycji Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” znalazły się dwie sekcje poświęcone filmom dokumentalnym.
Już 20 maja w Rosji rozpoczyna się święto polskiego kina. W programie 14. edycji Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” znalazły się dwie sekcje poświęcone filmom dokumentalnym – „Spojrzenie na świat” i „Spojrzenie na kobietę”.

Sekcja „Spojrzenie na świat”

Sekcja „Spojrzenie na świat” to produkcje polskich reżyserów, których historie, dziejących się w innych krajach. W jej ramach wybierzemy się m.in. na... Syberię. Maciej Cuske w filmie „Wieloryb z Lorino” dotarł do osady w tytułowym Lorino na Półwyspie Czukockim. Mieszkańcy, czyli Czukcze, Inuici i Rosjanie trudnią się polowaniem na wieloryby. Zbiorowy rytuał połowu dostarcza im pożywienia i pozwala przeżyć w trudnych warunkach, jest nadzieją na przetrwanie kolejnej zimy. To opowieść trudnej relacji człowieka z naturą. Film kontempluje wpisaną w porządek natury codzienność Półwyspu Czukockiego i odsłania najbardziej brutalne strony życia w miejscu zapomnianym przez Boga i ludzi. Zdobywca Nagrody za Najlepszy Film Polski Millenium Docs Against Gravity 2020 i Nagrody Specjalnej KFF za najlepszy montaż na 14. Festiwalu Filmów Polskich „Wisła".

Bohaterami filmu Macieja Cuske „Wieloryb z Lorino” są mieszkańcy osady na Półwyspie Czukockim, którzy zajmują się polowaniem na wieloryby. To opowieść trudnej relacji człowieka z naturą. (Fot. materiały prasowe)Bohaterami filmu Macieja Cuske „Wieloryb z Lorino” są mieszkańcy osady na Półwyspie Czukockim, którzy zajmują się polowaniem na wieloryby. To opowieść trudnej relacji człowieka z naturą. (Fot. materiały prasowe)

Jeśli macie ochotę na wyprawę, z nami nie trzeba daleko jechać! Ściana cieni” Elizy Kubarskiej to zapis wyprawy alpinistów (Polak Marcin Tomaszewski oraz Rosjanie Dmitrij Gołowczenko i Sergiej Nilow) na szczyt góry Kumbhakarny w nepalskich Himalajach, liczącej niemal osiem tysięcy metrów. Góra Kumbhakarna to jedna z ostatnich świętych gór Szerpów, nazwana na cześć mitycznego giganta. Dokument jest opowieścią o zderzeniu dwóch kultur. Zachodni alpiniści uznają szczyt za jeden z najtrudniejszych na świecie, a dla nepalskich Szerpów to miejsce zamieszkane przez bogów i ludzie nie mogą wchodzić na jej teren. Do zespołu dołącza miejscowy Nada, który łamie lokalne prawo, by zarobić na edukację swojego syna. Zdjęcia do filmu powstawały w warunkach himalajskiej zimy na wysokościach do 7400 metrów. Reżyser Eliza Kubarska oraz realizatorka dźwięku Zofia Moruś wraz z ekipą spędzili trzy tygodnie na lodowcu u podnóża góry, a Nepal odwiedzili trzykrotnie.

Któż piękniej nie opowiadał o zagranicznych przygodach niż Tony Halik? Podróżnik, dziennikarz, filmowiec jest bohaterem filmu Marcina Borchardta. Prywatny pilot Evity Peron, dziennikarz NBC, laureat Pulitzera. Mieszkaniec komunistycznej Polski, w której ludzie nie posiadali paszportów. „Tu byłem – Tony Halik” - każdy zna ten tekst, nawet jeśli nie pamięta jego programów w telewizji. Poza Polską praktycznie nieznany, w latach 60-80-tych w jakiś dziwny sposób pojawiał się wszędzie tam na świecie, gdzie działo się coś ważnego. Film zawiera niepublikowane filmowe materiały archiwalne, nakręcone przez Halika podczas niezliczonych podróży po całym świecie oraz wywiad z synem podróżnika.

Na Festiwalu przypomniana zostanie filmowa ballada „Happy Olo – pogodna ballada o Olku Dobie” w reżyserii Krzysztofa Pawła Bogocza i Marcina Macuka, utrzymaną w konwencji kina drogi o jednym z najwybitniejszych polskich podróżników - Aleksandrze Dobie, który zmarł 22 lutego tego roku na Kilimandżaro w Tanzanii. Film kręcony jest w trakcie podróży, której celem jest transport kajaka przez pełne uroku polskie krajobrazy, a tytułowy Olo w niebanalny i charakterystyczny dla siebie sposób opowiada swoje historie. Opowieściom tym towarzyszą szalone fragmenty filmów z jego wypraw transatlantyckich, a przygody ilustrują animacje przeplatane piosenkami.

Sekcja „Spojrzenie na kobietę”

W sekcji filmów dokumentalnych „Spojrzenie na kobietę” w centrum opowieści znajduje się płeć piękna. Bohaterką filmu Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei pt. „Lekcja miłości” jest nieco ekscentryczna 70-letnia Jola (aktorka i śpiewaczka Jolanta Janus), matka sześciorga dzieci i żona porywczego mężczyzny. Przez całe życie robiła to, czego oczekiwali od niej inni i udawała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Pewnego dnia coś w niej pękło. Uciekając od nieudanego małżeństwa, z Włoch przeprowadza się do rodzinnego Szczecina, gdzie wreszcie żyje tak, jak zawsze chciała. Marząc o pięknej miłości, której – jak uważa – nigdy nie doświadczyła, poznaje starszego od siebie Wojtka. Czy będzie miała odwagę otworzyć się na nowe uczucie?

Bohaterką filmu Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei „Lekcja miłości” jest 70-letnia Jola, która pewnego dnia postanowiła uciec od nieudanego małżeństwa. Z Włoch przeprowadziła się do rodzinnego Szczecina, gdzie wreszcie żyje tak, jak zawsze chciała. (Fot. materiały prasowe)Bohaterką filmu Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei „Lekcja miłości” jest 70-letnia Jola, która pewnego dnia postanowiła uciec od nieudanego małżeństwa. Z Włoch przeprowadziła się do rodzinnego Szczecina, gdzie wreszcie żyje tak, jak zawsze chciała. (Fot. materiały prasowe)

Film Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej jest opowieścią o Stanisławie Leszczyńskiej – położnej w byłym niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Leszczyńska – nazywana mamą – przyjęła w obozie ponad 3 tys. porodów. Podczas jej, często całodobowych, dyżurów nie umarła ani jedna rodząca kobieta oraz ani jedno dziecko, które przyszło na świat. Bohaterka ratowała życie nowonarodzonych dzieci pomimo rozkazu doktora Mengele, który brzmiał, by zabijać wszystkie noworodki. Narratorem opowieści jest Elżbieta Wiatrowska, wnuczka Stanisławy Leszczyńskiej. Dla reżyserki bohaterka filmu była cioteczną babcią. W filmie przedstawione zostały relacje ludzi, którzy przeżyli obóz koncentracyjny dzięki Leszczyńskiej oraz archiwalne materiały, ilustrowane muzyką Michała Lorenca.

Film „Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej jest opowieścią o Stanisławie Leszczyńskiej, położnej w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. (Fot. materiały prasowe)Film „Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej jest opowieścią o Stanisławie Leszczyńskiej, położnej w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. (Fot. materiały prasowe)

Moskiewska edycja Festiwalu „Wisła” odbędzie się w trybie stacjonarnym od 20 do 30 maja w kinach: "5 gwiazd na Pawieleckiej", "Moskino Kosmos" i "Moskino Bieriozka". Następnie Festiwal wyruszy w podróż do 20 rosyjskich miast m.in. do Soczi i Kazania.

  1. Kultura

Kina otwarte – polecamy filmy, które warto zobaczyć na dużym ekranie

"Ojciec" z oscarową rolą Anthony'ego Hopkinsa to jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku. U boku aktora podziwiać możemy również znaną z serialu "The Crown" Olivię Colman. (Fot. materiały prasowe)
Mamy dobre wieści dla wszystkich kinomaniaków. Od 21 maja będziemy mogli ponownie odwiedzić kinowe sale. Na spragnionych filmowych doznań widzów czeka masa wyśmienitych premier. Na dużym ekranie pojawią się m.in. nagrodzony trzema Oscarami dramat "Nomadland", disneyowska "Cruella" z Emmą Stone oraz reżyserski debiut Floriana Zellera "Ojciec". Podpowiadamy, na które filmy warto zwrócić szczególną uwagę.

”Nomadland”

Powstały na podstawie głośnego reportażu Jessiki Bruder "Nomadland" to opowieść o 60-letniej kobiecie, która z powodu pogarszającej się sytuacji finansowej zmuszona jest spakować cały dobytek do starego kampera i ruszyć w trasę po Stanach Zjednoczonych w poszukiwaniu sezonowych prac. Dramat w reżyserii Chloé Zhao z fenomenalną rolą Frances McDormand nagrodzono w tym roku trzema Oscarami, w tym za najlepszy film.

W kinach od 29 maja.

„Ojciec”

Wyśmienite recenzje krytyków, znakomite nazwiska twórców i doskonała obsada aktorska to główne powody, dla których warto zobaczyć reżyserski debiut Floriana Zellera. Film „Ojciec” opowiada o utracie tożsamości w wyniku choroby oraz nieustannej walce o siebie. W rolach głównych nagrodzony Oscarem Anthony Hopkins ("Milczenie owiec") oraz Olivia Colman ("Faworyta", "The Crown"). To historia, który zapada w pamięć i zostaje z widzem na długo po seansie.

W kinach od 21 maja.

„Minari”

Zaskakująca i zawadiacka, a jednocześnie pełna czułości opowieść o sztuce zapuszczania nowych korzeni. Jakob, którego marzeniem jest posiadanie własnej farmy, przeprowadza swoją koreańską rodzinę do Arkansas. Bliscy nie są zadowoleni ze zmiany, zwłaszcza, gdy okazuje się, że ich nowy dom ma kółka i jest tak wątły, że może sobie nie poradzić z tornadami. Do rodziny dołącza też nieco szelmowska babcia z Korei, która uczy bliskich jak tworzyć nową więź z Ameryką, pielęgnując równocześnie własną tradycję.

W kinach od 18 czerwca.

„Na rauszu”

Kolejny laureat Oscara, tym razem w kategorii „najlepszy film międzynarodowy”. Istnieje teoria, że skromna dawka alkoholu podtrzymywana w organizmie otwiera umysł na otaczający nas świat. Kilku nauczycieli z duńskiej szkoły średniej postanawia sprawdzić, jak owa teoria ma się w praktyce. Film "Na rauszu" ukazuje nie tylko negatywne, ale też pozytywne skutki spożywania napojów wysokoprocentowych. Prosty w przekazie, ale jakże poruszający obraz uzupełnia rewelacyjna kreacja Madsa Mikkelsena.

W kinach od 11 czerwca.

„Cruella”

Pamiętacie demoniczną projektantkę z filmów o dalmatyńczykach? Cruella De Mon od początku stanowiła niezły materiał na niezależną produkcję. Aż w końcu stało się. Najnowsze dzieło wytwórni Walta Disneya wyjaśni widzom, dlaczego Cruella tak naprawdę stała się zła. W rolach głównych zobaczymy Emmę Stone, Emmę Thompson oraz Marka Stronga. Obraz wyreżyserował natomiast Craig Gillespie, twórca "Miłości Larsa" z Ryanem Goslingiem oraz "Jestem najlepsza. Ja, Tonya" z Margot Robbie.

W kinach od 29 maja.

„Proste rzeczy”

Błażej i Magda spełniają marzenie o spokojnym życiu poza miastem. Samodzielnie remontują dom w malowniczej wiosce, korzystając raczej ze swojego sprytu i dobrych pomysłów niż z dużych zasobów finansowych. Pewnego dnia w ich domu pojawia się wuj Błażeja. Między bohaterami rozpoczyna się emocjonalna gra, w której obaj próbują zbliżyć się do prawdy o bliskich osobach. Nagła obecność krewnego wytrąca chłopaka z realizacji powziętych celów i zmusza go do zmierzenia się z bolesną przeszłością.

W kinach od 4 czerwca.

„Śniegu już nigdy nie będzie”

Najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta to historia pochodzącego ze wschodu Żeni, który zatrudnia się jako masażysta na bogatym podmiejskim osiedlu. Pracując dla ludzi odgrodzonych murem od "gorszego" świata, poznaje ich historie i osobiste dramaty, aby wkrótce odmienić życie każdego z nich. W roli głównej zobaczymy znanego z serialu "Stranger Things" Aleca Utgoffa, któremu towarzyszyć będą m.in. Maja Ostaszewska, Agata Kulesza, Weronika Rosati, Katarzyna Figura i Andrzej Chyra.

W kinach od 4 czerwca.

„Niepamięć”

Absurdalny humor i melancholia - tak można podsumować komediodramat „Niepamięć”, którego fabuła przenosi nas do opanowanej przez wirus amnezji Grecji, gdzie ludzie masową chorują na nagły zanik pamięci. Mieszkający w Atenach Aris zostaje objęty programem leczenia, który ma pomóc mu zbudować nowe życie. Terapia polega na wykonywaniu czynności przepisanych przez lekarzy na kasecie magnetofonowej i uchwycenie nowych wspomnień za pomocą polaroidu. Zapowiada się arcyciekawy seans.

W kinach od 25 czerwca.

  1. Kultura

Melissa MacCarthy: "Bez moralizowania proszę!"

Melissa Ann McCarthy, aktorka dwukrotnie nominowana do Oscara – za role w filmach „Druhny” i „Czy mi kiedyś wybaczysz?”. W 2016 roku „Time” umieścił ją na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie, wiele razy znalazła się też w różnych zestawieniach najlepiej opłacanych aktorek.(Fot. Getty Images)
Melissa Ann McCarthy, aktorka dwukrotnie nominowana do Oscara – za role w filmach „Druhny” i „Czy mi kiedyś wybaczysz?”. W 2016 roku „Time” umieścił ją na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie, wiele razy znalazła się też w różnych zestawieniach najlepiej opłacanych aktorek.(Fot. Getty Images)
„Nie masz szans na Hollywood z takimi krągłościami”, usłyszała kiedyś od pewnego menedżera. I paradoksalnie właśnie dlatego doszła do momentu, w którym jest teraz. Trudno zapomnieć jej role, a według licznego grona fanów równie trudno Melissy McCarthy nie pokochać.

Jesteś uwielbiana za role w filmach „Złodziej tożsamości”, „Gorący towar”, „Ghostbusters. Pogromcy duchów” czy ostatnio „Królowe zbrodni”. Grasz w nich kobiety pozbawione kompleksów na punkcie własnej figury. Czujesz, że tym samym robisz w Hollywood rewolucję?
Jeśli już, to czuję się częścią większej zmiany. A ona bierze się z nowego podejścia scenarzystów do postaci kobiet. Nawet nie wiesz, jaka to ulga, kiedy czytasz kwestię swojej bohaterki i lektury nie przerywa ci irytująca myśl: „Że co?! Rany! Która babka by tak powiedziała?!”. Nie chodzi przecież tylko o to, żeby zapełnić ekran kobietami. Ważne jest, żeby ekranowe bohaterki reprezentowały nas naprawdę. Mówiły tak jak my, były wiarygodne psychologicznie, podejmowały określone decyzje i ponosiły ich konsekwencje. Tak, jak robimy my w prawdziwym życiu. No i wreszcie – żeby wyglądały tak jak my.

Uważasz, że to, co dzieje się w branży filmowej, rzeczywiście można nazwać rewolucją czy może to za mocne słowo?
Prawda jest taka, że ja i moje koleżanki i moi koledzy z ekipy możemy wyczyniać nie wiadomo jaką gimnastykę na planie, ale to nie musi przekładać się na uznanie producentów. Głos krytyków też tego nie zmieni – dziennikarze mogą piać z zachwytu, ale dopóki siedzący w biurze wytwórni księgowi nie powiedzą, że film przyniósł zadowalające wpływy, dopóty nie będzie rozmowy o kolejnych takich projektach. Tutaj sędziami są wyłącznie widzowie. Albo nasz film przyjmą i polecą innym, albo odrzucą. Czekam na ich osąd w pokorze, nie panikuję. A musisz wiedzieć, że jestem dość emocjonalną osobą. Kiedy podczas promocji filmu spotkałam się z dziewczynami, z którymi robiłyśmy „Królowe zbrodni” – aktorkami Elisabeth Moss i Tiffany Haddish oraz reżyserką Andreą Berloff – popłakałam się.

Dlaczego?
Było coś wzruszającego w tym, że nad tym projektem pracowały niemal same kobiety. Ja bardzo łatwo się wzruszam, a wtedy spotkałam się z nimi pierwszy raz, odkąd zeszłyśmy z planu. Powróciły wspaniałe wspomnienia z pracy. Nie wiem jak dla nich, ale dla mnie plan filmowy to zawsze w pewien sposób są wakacje. Chociaż muszę uczyć się kwestii i wstawać codziennie bladym świtem, w zamian dostaję coś niezwykle cennego.

Co takiego?
Chociażby komfort korzystania z toalety w pojedynkę [śmiech]. Czegoś takiego nie zaznałam u siebie w domu od 13 lat, czyli odkąd urodziłam pierwsze dziecko i zaadoptowałam psa. Patrząc na dziewczyny, przypomniałam sobie, jak cudowne były miesiące naszej pracy, kiedy mogłyśmy w pełni zaangażować się w swoją robotę, a dodatkowo miałam prywatność, nie musiałam mieć oczu dookoła głowy i zastanawiać się, co zdemolowały moje córki, a co wziął do pyska mój pies.

Zaraz, zaraz… Przecież pracujesz nie tylko jako aktorka. Masz własną kolekcję ubrań, sama szyjesz dla siebie kreacje na gale wręczania nagród. Kiedy się tym zajmujesz?
W ciągu dnia nie mam na to szans. Panuje za duży rozgardiasz. Zazwyczaj szyję po nocach, kiedy dzieciaki i pies śpią, a ja nie muszę się uczyć tekstu. Wtedy siadam do maszyny, co działa na mnie niezwykle odprężająco.

Granie w komediach też cię odpręża? Pytam, bo wielu aktorów twierdzi, że wbrew pozorom właśnie rozśmieszanie widzów to najcięższa robota i że atmosfera na planie komedii potrafi być napięta.
Gatunek nie ma znaczenia, zawsze staram się wycisnąć z tego, co mam do zagrania, wszystko, co się da.

Masz swoje ulubione role? Postaci, które zapamiętasz na zawsze?
Wszystkie po równo obdarowałam swoim ciałem i uwagą. Więc tak jak ważni są dla mnie wszyscy ludzie, bez względu na rasę, płeć i seksualność, tak i wszystkie postaci traktuję tak samo. Co więcej, kocham te moje bohaterki, są dla mnie jak dzieci.

Z Tiffany Haddish i Elisabeth Moss w „Królowych zbrodni” - film dostępny na HBO Go.(Fot. materiały prasowe)Z Tiffany Haddish i Elisabeth Moss w „Królowych zbrodni” - film dostępny na HBO Go.(Fot. materiały prasowe)

Liczyłem, że wskażesz jednak „Królowe zbrodni”, bo to film dobrze oddający ducha naszych czasów: trzy kobiety całkowicie podległe facetom mają dość i buntują się przeciwko patriarchalnym układom. Piękna metafora tego, co dzieje się poza ekranem.
Doceniłam scenariusz „Królowych…” za tę właśnie metaforę. Opowiadamy o kobietach zmęczonych układami. Niby przenosimy się do końcówki lat 70., ale tak naprawdę mówimy o mechanizmach, które obowiązują we współczesnych korporacjach, w ogóle w życiu społecznym. Nie wiem, jak to możliwe, by w XXI wieku na stanowiska menedżerów wciąż byli zatrudniani faceci, którzy krzykiem i presją próbują zarządzać zespołem! Przecież taki nieustannie ponaglany, zestresowany człowiek nie będzie potrafił dać z siebie tego, co ma najlepsze.
W „Królowych…” pokazaliśmy kobiety, które nie tyle buntują się przeciwko takiemu porządkowi, co po prostu znajdują dla niego alternatywę. Nie urządzają sobie polowania na mężczyzn, nie mszczą się na nich, tylko zaczynają działać po swojemu, wypracowują nowy model bez odnoszenia się do bzdurnych męskich reguł. Moja bohaterka nie jest kobietą działającą w gniewie, pragnącą dać każdemu napotkanemu facetowi w twarz. To nie tak. Kobiety u władzy muszą znaleźć własny sposób na zarządzanie, a nie kopiować modelu, który wypracowali mężczyźni. Nasz film opowiada także o tym.

Ty też musiałaś się buntować przeciwko władzy mężczyzn?
Jestem szczęściarą, bo urodziłam się w domu, w którym figura ojca nigdy nie kojarzyła się z siłą. Przez lata nie wyobrażałam sobie, że mama mogłaby bać się taty. Albo że jako dziewczynka miałabym czuć się gorsza od chłopca. Tworzyliśmy naprawdę fajną paczkę przyjaciół, w której każdy liczył się ze zdaniem drugiego, choć moi bliscy nie byli ani hipernowocześni, ani specjalnie wykształceni. Dorastałam w małej mieścinie na farmie, w bardzo katolickim domu. A kiedy mówiłam, że zostanę projektantką, słyszałam: „Świetny pomysł!”, „Dasz radę!”, „Idź za tą myślą!”. Kibicowano moim pomysłom.

McCarthy: 'Najbardziej zależy mi na tym, żeby zamknąć usta moralizatorom'.(Fot. Getty Images)McCarthy: "Najbardziej zależy mi na tym, żeby zamknąć usta moralizatorom".(Fot. Getty Images)

Dzięki temu wierzyłaś, że możesz wszystko?
Przez długi czas tak. Kiedy przeniosłam się do Nowego Jorku, nie miałam grosza przy duszy, amimo to nie zniechęcałam się. Myślałam, że ciężką pracą i cierpliwością zdobędę to, o czym marzę. W pewnym momencie los postanowił dać mi prztyczka w nos.

Co się stało?
Byłam już dość rozpoznawalna jako standuperka, kiedy dowiedziałam się o pewnym castingu. Poszłam na niego i przeżyłam szok. Dookoła mnie czekały same szczupłe, śliczne dziewczyny, a pośród nich ja – która mogłam uchodzić za dwie osoby w przebraniu. Bardzo przytyłam, bo z braku kasy jadłam wyłącznie tanie, niezdrowe jedzenie: makarony, sosy z konserwantami, parówki. Czułam się na tamtym castingu jak bohaterka „Truman Show”, jakby świat przez całe moje życie mnie oszukiwał. Zaczęłam mieć paranoję, że zarówno moja rodzina, jak i przyjaciele po prostu bali się powiedzieć mi, że jestem nieatrakcyjna i że z takim wyglądem niczego w tej branży nie osiągnę. Po tamtej przygodzie stałam się chodzącym kompleksem. Apogeum nadeszło, kiedy spotkałam się z pewnym menedżerem, który powiedział mi, że nie rozumie, jak taka osoba jak ja – zabawna i bystra – może sobie pozwolić na taką figurę. „Nie masz szans na Hollywood z takimi krągłościami”, rzucił mi prosto w twarz.

I…
I wtedy miarka się przebrała. Bunt wziął górę nad użalaniem się. Miałam już serdecznie dość pytania innych o to, co mi wolno i na co zasługuję. Doświadczyłam oświecenia [śmiech]. Uświadomiłam sobie, że o tym, czego pragnę i potrzebuję, próbuje decydować stojący przede mną facet, który nie ma pojęcia, co potrafię, widzi tylko moją tuszę. Dotarł do mnie absurd całej sytuacji i po prostu zaczęłam się śmiać. Nagle poczułam rosnącą pewność, że to nie on, ale ja sama rozstrzygnę, czy zrobię karierę w Hollywood, czy nie. Świat nie składa się przecież z samych szczupłych, długonogich piękności. I nie trzeba mieć doktoratu z socjologii, żeby to zauważyć.

Jak to doświadczenie przełożyło się na twoje granie?
Nauczyłam się jednego: nie mam prawa oceniać moich bohaterek.

McCarthy w duecie z Richardem E. Grantem w „Czy mi kiedyś wybaczysz?” (Fot. materiały prasowe)McCarthy w duecie z Richardem E. Grantem w „Czy mi kiedyś wybaczysz?” (Fot. materiały prasowe)

Nawet kiedy grasz tak kontrowersyjne postaci jak Lee Israel? Oszustkę, która fałszowała listy sławnych pisarzy, a potem sprzedawała je antykwariatom, za co została aresztowana przez FBI w latach 90.? Za rolę w „Czy mi kiedyś wybaczysz?” dostałaś nominacje do Oscara i Złotego Globu.
Przyczyn sukcesu tego projektu upatruję właśnie w niemożności wybronienia Lee. Takie niejednoznaczne, trudne postaci to moim zdaniem przyszłość amerykańskiego kina. Zauważ, że Hollywood niemal nie pokazuje negatywnych głównych bohaterek. One są najczęściej heroinami w opałach albo czekającymi na księcia z bajki nieszczęśliwymi kurami domowymi. Albo bohaterkami przez duże B. Widz ma zawsze z nimi sympatyzować. Mam tego dość, bo kobiety nie są dobre i fajne tylko dlatego, że są kobietami. Mamy różne historie i różne motywacje. Tak samo Kathy z „Królowych zbrodni”. Nie mogłam jej oceniać, bo ona jest w sytuacji, kiedy zostaje sama z małymi dziećmi. A co robić, kiedy wiesz, że twoim dzieciom grozi spanie na ulicy? Ja nie mam wątpliwości, do czego byłabym w takiej sytuacji zdolna.
Lubimy mówić: „Ja na jej miejscu zachowałabym się inaczej”, „Nie pozwoliłabym sobie na coś takiego”, „Na pewno dałoby się tę sytuację rozwiązać w inny sposób”. Niezwykle łatwo przychodzi nam pouczanie i mówienie innym, jak mają żyć.

McCarthy z Octavią Spencer w „Thunder Force” (Netflix, premiera 9 kwietnia).McCarthy z Octavią Spencer w „Thunder Force” (Netflix, premiera 9 kwietnia).

I to mi się bardzo podoba – grasz w filmach, w których nie moralizowania ani litowania się nad kobietami. To daje moc. A czasem nawet supermoc, jak w najnowszym filmie „Thunder Force” – grasz w nim superbohaterkę w kostiumie plus size.
Najbardziej zależy mi na tym, żeby zamknąć usta moralizatorom. Pokazać, że nie mamy prawa oceniać innych, jeśli nie jesteśmy na ich miejscu. Sporo filmów z mojej filmografii pozwala spokojnie przyjrzeć się pokazywanym w nich bohaterkom. Przyjrzeć i łaskawie zamilknąć, darując sobie wszelkie niepochlebne komentarze. 

Melissa Ann McCarthy rocznik 1970. Aktorka dwukrotnie nominowana do Oscara – za role w filmach „Druhny” i „Czy mi kiedyś wybaczysz?”. Karierę rozpoczynała jako standuperka. Studiowała na wydziale ubioru w Southern Illinois University, stworzyła linię ubrań dla kobiet plus size. W 2016 roku „Time” umieścił ją na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie, wiele razy znalazła się też w różnych zestawieniach najlepiej opłacanych aktorek.