1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Charlize Theron o swojej roli w filmie "Gorący temat"

Charlize Theron o swojej roli w filmie "Gorący temat"

Charlize Theron na tegorocznej Oscarowej imprezie Vanity Fair. (Fot. BEW PHOTO)
Charlize Theron na tegorocznej Oscarowej imprezie Vanity Fair. (Fot. BEW PHOTO)
Najpierw była seksafera, która wstrząsnęła całą Ameryką i sprawiła, że ruch #MeToo urósł w siłę. Teraz powstał o tym film. "Gorący temat" to dla Charlize Theron dużo więcej niż udana rola. To także nagroda za determinację. I symbol solidarności z innymi kobietami.

Prawie metr osiemdziesiąt, bez trzech centymetrów. Posągowa sylwetka, a do tego spojrzenie, które na długo pozostaje w pamięci. Tak jak jej życiorys. Charlize Theron to z jednej strony dziecko szczęścia, pierwsza w historii aktorka z RPA nagrodzona Oscarem. Z drugiej – dziewczyna, która bardzo wcześnie zetknęła się z mroczniejszą stroną życia. Dorastała w czasach apartheidu, kiedy to tablice z oznaczeniami „tylko dla białych” czy wydzielone miejsca dla kolorowych w środkach transportu były na porządku dziennym. W 1994 roku w RPA wreszcie oficjalnie ogłoszono koniec apartheidu, a Nelson Mandela został pierwszym czarnoskórym prezydentem. Tylko że 19-letnia wówczas Theron mieszkała już poza Afryką. I dopiero dekadę później, jako znana aktorka, przyznała, że wyjazd był ucieczką bardziej od dawnego życia niż z własnego kraju. Że jej ojciec nie zginął – jak mówiła wcześniej – w wypadku samochodowym, a został zastrzelony przez mamę Charlize. W obronie własnej. Do dziś gwiazda twierdzi, że tamto doświadczenie jej nie złamało, przeciwnie, uruchomiło w niej jakąś wewnętrzną siłę. Zdarzyło jej się mówić otwarcie o alkoholizmie ojca, przyczynie tamtej tragedii, ale i miłości, jakiej zaznała w domu ze strony obojga rodziców. Dzięki mamie miała szansę wyjechać, pracować jako tancerka baletowa, a później, kiedy dopadła ją ciężka kontuzja kolana, jako modelka. Zdaje się, że owa siła zadecydowała też o karierze aktorskiej. Jeśli tylko wierzyć legendzie, jak to jeden z agentów filmowych dostrzegł Theron w banku. Robiła akurat karczemną awanturę, wykazując przy tym taką charyzmę, że ów agent postanowił zaprosić ją na przesłuchanie.

Jest wyrazista i na ekranie, i w życiu. Dziennikarze, którzy mają okazję przeprowadzać wywiad z Theron, zgadzają się, że to jedna z najbardziej bezpośrednich w kontakcie hollywoodzkich gwiazd. Nie stroni od mocnych słów, nie stroi fochów, krążą legendy o jej pracowitości. Aktorka samotnie wychowuje dwójkę adoptowanych dzieci, znosząc dzielnie komentarze w sieci na temat tej decyzji i metod wychowawczych. Poglądy Theron na równouprawnienie (ostro walczy m.in. o równe zarobki dla kobiet w branży filmowej) są również wyraziste. Chyba najlepiej oddaje je jedna z jej dosadnych wypowiedzi:

„Jestem dumna, że jestem piep...ną feministką”
Stąd też decyzja, żeby wziąć udział w filmie „Gorący temat”. Który wyprodukowała i w którym zagrała Megyn Kelly, dziennikarkę kanału Fox News. To ona w lipcu 2016 roku razem z innymi pracownicami tej stacji doprowadziła do odejścia dyrektora Rogera Ailesa, którego wspólnie oskarżyły o molestowanie seksualne.

Tekst: Zofia Fabjanowska

Charlize Theron z Nicole Kidman i Margot Robbie, kadr z filmu 'Gorący temat'. (Fot. materiały prasowe Monolith Films) Charlize Theron z Nicole Kidman i Margot Robbie, kadr z filmu "Gorący temat". (Fot. materiały prasowe Monolith Films)

Charlize Theron w rozmowie z Arturem Zaborskim

Jestem pod wrażeniem, jak bardzo można upodobnić się do granej bohaterki. Wiele razy przechodziłaś na ekranie transformację, ale to, jak zmieniłaś się na potrzeby najnowszej roli, przebija wszystko. Przez pierwsze 30 minut oglądania nie byłem w stanie rozpoznać cię na ekranie. Pamiętasz, jak grałam w filmie „Monster”? [To za tę rolę aktorka dostała w 2004 roku Oscara – przyp. red.]. Nosiłam wtedy charakteryzację, której wykonanie zajmowało za każdym razem kilka godzin. Recenzenci piali z zachwytu, po tamtej roli oczekiwania wobec mnie niewyobrażalnie urosły. A przecież w takich przypadkach to, jak wyglądam na ekranie, w najmniejszym stopniu nie zależy ode mnie. To praca sztabu ludzi – makijażystów, kostiumografów, techników. Kiedy zdecydowałam się, że zagram w „Gorącym temacie”, od razu wiedziałam, że muszę się otoczyć najlepszymi specjalistami na rynku. A nie ma wybitniejszego speca od Kazu Hiro [charakteryzatora m.in. z Oscarem i nagrodą BAFTA na koncie – przyp. red.]. Człowieka tak zajętego, że praktycznie nie bierze nowych zleceń. Musiałam go błagać. A kiedy w końcu się mną zajął, przypomniałam sobie, jakim koszmarem są takie przemiany [śmiech].

Kazu zaprojektował osiem protez, które musiałam nosić. Najgorsza była ta podtrzymująca łuki brwiowe, bo powodowała, że nie mogłam przymknąć oczu. Nieraz czułam nieznośne pieczenie spojówek i nic nie mogłam z tym zrobić. A to i tak nic w porównaniu z treningiem emisji głosu.

Podobno przypłaciłaś go zdrowiem.
Skoro moja bohaterka Megyn Kelly jest autentyczną osobą, żeby się do niej upodobnić, musiałam zapoznać się z jak najobszerniejszym materiałem dokumentalnym. Było tego naprawdę dużo – w końcu Megyn przez lata występowała na antenie Fox News, mogłam jej zachowania studiować do woli. Uczyłam się jej sposobu chodzenia, śmiechu, przejęłam jej tiki, zaczęłam reagować jak ona i mówić jak ona. To ostatnie kosztowało mnie szczególnie dużo wysiłku. Miałam fantastyczną trenerkę emisji głosu, która ostrzegała mnie, że mam być ostrożna przy pracy ze strunami głosowymi, ale nie potraktowałam tych zaleceń poważnie. Nie zdawałam sobie po prostu sprawy, że można uszkodzić struny głosowe. Przez lata grania w filmach akcji nie załatwiłam się tak jak tym razem. Nadwerężyłam struny do tego stopnia, że przez trzy tygodnie byłam niema. Nie przesadzam, nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Dużo mnie to doświadczenie nauczyło. Pierwszy raz straciłam kontrolę nad swoim ciałem, przestało reagować na komendy, które mu wydawałam. Teraz traktuję to wydarzenie symbolicznie.

Co miało symbolizować?
Wszystkie kobiety, które w wyniku molestowania pozbawiono głosu. Wierzę, że takie filmy jak „Gorący temat” im go przywracają, że działają jak remedium.

Nie miałaś obaw, że jeśli weźmiesz tę rolę, rozzłościsz swoich fanów? Ty, znana feministka, grasz dziennikarkę, która długo była twarzą prawicowej telewizji i bohaterką konserwatywnej Ameryki.
Zawsze się obawiam, kiedy mam grać kogoś, kto się ode mnie znacząco różni. Nie chodzi tylko o poglądy polityczne, ale też o podejście do natury, planety, zwierząt, drugiego człowieka. Tak było i tym razem. Zresztą tę samą zagwozdkę miała Nicole Kidman grającą Gretchen Carlson, pierwszą dziennikarkę Foxa, która oskarżyła Ailesa. Nicole była akurat na planie drugiego sezonu „Wielkich kłamstewek”, kiedy odebrała od nas telefon. Skonfundowana zapytała Meryl Streep, co powinna zrobić. Ta tylko zmrużyła wymownie oczy za okularami i tym swoim charakterystycznym mruknięciem, którym w serialu zawsze mówi bohaterom, co mają robić, wycedziła: „Cholera, jasne, że tak!” [śmiech].

Dlaczego w ogóle zajęłaś się tym tematem? Dlaczego postanowiłaś wyprodukować ten film i zagrać w nim jedną z głównych ról?
Bo takie postaci jak Megyn – które trudno jednoznacznie ocenić, wprawiające nas w zakłopotanie – to największe szczęście dla aktorów. Nigdy nie chciałam budować Megyn pomnika. Nawet kiedy teraz o niej myślę, towarzyszą mi mieszane uczucia. Nie mogę powiedzieć, że ją uwielbiam, choć może trochę tak jest. Nie powiem ci, że mi imponuje, choć skłamałabym, mówiąc, że nie robi na mnie wrażenia. Megyn zaprzedała się Fox News, stacji produkującej fake newsy i hołdującej wartościom, które mnie nie definiują. A jednocześnie to Megyn rozwaliła tę stację od środka, to między innymi dzięki niej rozkręcał się ruch #MeToo, który odbił się szerokim echem na całym świecie. Kiedy molestujący kobiety szef stacji Roger Ailes został obalony, inne pracownice zdały sobie sprawę, że mają po swojej stronie przepisy i adwokatów gotowych je egzekwować. Zadziałał efekt domina i rewolucja ruszyła w świat. W ten oto sposób Megyn, kobieta, która wcześniej występowała przeciwko kobietom, stała się dla nich ogromnym wsparciem.

Wiesz doskonale, że nie wszystkim ruch #MeToo się podoba. Są głosy, i to także kobiece, że to próba przerzucenia winy na mężczyzn, którym ofiary nie miały przecież obowiązku ulegać.
Dlatego bardzo ważne dla mnie, i jako aktorki, i jako producentki, było to, żeby pokazać, jak kobiety różnią się między sobą. Nie można przypisywać płci cech moralnych. Nie wszystkie kobiety są dobre, nie każda z nas jest uczciwa, nie mamy wpisanego w genotyp etycznego postępowania. Nie twierdzę, że nie zdarzają się sytuacje, kiedy to kobiety z własnej inicjatywy próbują coś ugrać przez łóżko. Mam też świadomość, że #MeToo i Time’s Up, jak to się dzieje przy okazji wszystkich rewolucji, mogły skrzywdzić także niewinnych mężczyzn, udowodniono przecież kilka przypadków niesłusznie oskarżonych osób. My, kobiety, musimy więc walczyć zarówno z seksualną opresją ze strony facetów, jak i z niemoralnym wykorzystywaniem koniunktury przez inne kobiety. Natomiast wiem jedno: świat jeszcze nigdy na taką skalę nie sympatyzował z kobietami. Trzeba zrobić z tego właściwy użytek. Mężczyźni muszą wiedzieć, że to nie jest rewolucja wymierzona w nich jako płeć, tylko w praktyki, które stały się w pewnym momencie normą.

„Po co nam kolejny film o #MeToo?” – także takie komentarze towarzyszyły waszej premierze. Ludzie argumentowali, że jest ostatnio wysyp produkcji na ten temat.
Po co? Odpowiedź jest prosta: po to, żeby pokazywać nowy punkt widzenia. Po jednej z projekcji „Gorącego tematu” podszedł do mnie mężczyzna, który powiedział, że dzięki filmowi zrozumiał, że był świadkiem napastowania seksualnego swojej koleżanki z biura. Wtedy nie zdawał sobie z tego sprawy, nie poskładał skrawków informacji w całość. Zrozumiał dopiero wtedy, kiedy w naszym filmie zobaczył punkt widzenia ofiary. I właśnie o to nam chodziło. O te wszystkie szczegóły, które w prawdziwym życiu powinny nas zaniepokoić.

Na przykład?
Zasłanianie okien w biurach, kiedy w środku są tylko dwie osoby, zamykanie drzwi na klucz, zauważalne zmiany humoru naszych koleżanek, niepokój związany z odwiedzaniem szefa. Ofiary, z którymi rozmawiałam, wielokrotnie mówiły, że najbardziej bolesne było dla nich to, że nikt nie zauważał ich krzywdy.

A ty sama? Czujesz się dziś, w 2020 roku, bezpieczniejsza, niż kiedy zaczynałaś karierę?
W Hollywood pojawiły się jasne reguły, które określają, co wolno, a czego już nie. Dzięki temu w naszym środowisku coraz częściej słychać: „Nie podoba mi się to, co robisz”, i to zarówno z ust kobiet, jak i mężczyzn. Wreszcie walczymy o siebie, stawiamy granice i nie boimy się reagować, kiedy ktoś je narusza. Choć, oczywiście, bawi mnie, kiedy słyszę, że #MeToo rozwiązało wszystkie problemy i nie ma więcej tematu. Jesteśmy na samym początku nowej ery. Właściwie to trudno mi uwierzyć, jak powoli idą zmiany, które dotyczą pozycji i roli kobiety. Kiedy zastanawiam się, jak za kilka pokoleń ludzie będą myśleli o czasach, w których żyjemy, wyobrażam sobie, że będą mieli takie same skojarzenia, jakie ja mam z XIX wiekiem. Czyli niby postęp techniczny, niby rozwój cywilizacyjny, a obyczajowo nadal średniowiecze.

Co masz do powiedzenia mężczyznom, którzy twierdzą, że teraz boją się skomplementować kobietę, że jest seksowna?
Mnie samej kiedyś nie przeszkadzało zwracanie się do faceta: „Ale ciacho!”, „gorący towar”, „niezły tyłeczek”. A dzisiaj nie przeszłoby mi coś takiego przez gardło. Zrozumiałam, jaką takie słowa mają wagę, z czym się wiążą, jak uprzedmiotowiają osobę, o której mówimy.

Czyli zgadzasz się, że w czasach #MeToo komplementowanie stało się trudniejsze.
Ale nie niemożliwe. My, kobiety, chcemy być podrywane, słyszeć, że dobrze wyglądamy. Nie wyobrażam sobie, żeby reakcją na miłe słowa mogło być z mojej strony: „P..prz się, koleś!”. Ale też jeśli ktoś dwa razy zastanowi się nad znaczeniem słów i ich wagą, to co w tym złego? Co może być złego w tym, że nie powiesz mi, że jestem seksowna, bo uznasz, że to może naruszyć moje poczucie godności? Wolę nie usłyszeć komplementu niż zostać zraniona. Granica pomiędzy tym, co przystoi, a co nie, jest bardzo wyraźna. Nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. Naprawdę nie tak trudno ocenić, które określenia są OK, a które nie.

Czy nie o to właśnie chodzi? O zmianę perspektywy. Żeby przestać mówić o zmianach i o rewolucji, tylko o normie, oczywistościach, które do tej pory traktowaliśmy jak puste deklaracje.
Jak to możliwe, że w 2019 roku wśród nominowanych do Oscara nie było ani jednej reżyserki? Albo że wśród 44 prezydentów USA nie ma ani jednej prezydentki? Ekscytujemy się każdym większym osiągnięciem kobiety w polityce czy w zarządach korporacji. Czy naprawdę mam się cieszyć, że polityczka zaszła daleko w wyborach – zwłaszcza że przegrała z człowiekiem, który neguje globalne ocieplenie? Serio, to jest powód do otwierania szampana? Nie w moim świecie. Dobrze, że sama nie jestem polityczką, bo brakuje mi cierpliwości w takich sytuacjach. Od razu skacze mi ciśnienie.

A kiedy tak ci skacze, jaką znajdujesz sobie odskocznię?
Coraz częściej gram w komediach. Jeśli film w tym gatunku jest dobry, autentycznie pozwala mi się uspokoić. Niedawno zagrałam z Sethem Rogenem w „Niedobranych”. W normalnych okolicznościach oburzam się, kiedy tylko temat dyskryminacji pojawi się na tapecie, a tym razem mieliśmy na planie ubaw z polityków, mizoginów, homofobów i rasistów. Było pięknie!

Praca jako odskocznia? Podejrzewam cię o pracoholizm. Kiedy przy okazji przygotowań do roli straciłaś głos, zrobiłaś sobie chociaż chwilę przerwy?
Martwiłam się tylko o film. Kombinowałam, jak możemy poprzestawiać sceny, żebym mogła w nich wystąpić, zamiast zastanawiać się, jak się wyleczyć. W końcu dotarło do mnie, że z moimi priorytetami jest coś nie tak. Dopiero to skłoniło mnie do myślenia: „Charlize, czy naprawdę to, w czym grasz, jest dla ciebie ważniejsze od twojego zdrowia?”. Niby odpuściłam, ale w myślach cały czas błagałam wszystkie dobre duchy i siły, żeby wreszcie pozwoliły mi przemówić przed kamerą. Jednocześnie przekonywałam samą siebie, że jeśli tak się nie stanie, to nie będzie moja wina.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

"Proste rzeczy" – czuła opowieść o poszukiwaniu życiowych fundamentów

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Proste rzeczy", na zdjęciu Błażej Sitowski. (Fot. Jarosław Sosiński/Before my eyes)
Mówią: rzuć wszystko i wyjedź z miasta. Ale co dalej? Ucieczka z miejskiej dżungli to dopiero początek, zwłaszcza wtedy, gdy zabieramy ze sobą bagaż nierozwiązanych spraw rodzinnych, tak jak bohater filmu "Proste rzeczy" Grzegorza Zaricznego.

Nagrodzony na prestiżowym festiwalu Sundance Grzegorz Zariczny to reżyser, który odważnie eksploruje terytorium na granicy fabuły i dokumentu. W „Prostych rzeczach”, czułej opowieści o poszukiwaniu życiowych fundamentów, podpatruje autentyczną relację Błażeja (Błażej Kitowski), Magdy (Magdalena Sztorc) i ich córki Ali, wprowadzając do historii katalizator w postaci fikcyjnego wujka (Tomasz Schimscheiner) – brata zmarłego ojca Błażeja, który pojawia się, by pomóc młodym w remoncie wiejskiego domu. To punkt wyjścia do refleksji nad rodzinnymi relacjami i uporządkowania bolesnych spraw z przeszłości. Zariczny w umiejętny sposób zderza tu słodko-gorzką codzienność z bezmiarem uniwersalnych problemów.

Grzegorz Zariczny, ur. w 1983 roku absolwent reżyserii filmowej Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego oraz kursu dokumentalnego w Szkole Wajdy. W 2012 roku jego dokument krótkometrażowy „Gwizdek” miał premierę światową i otrzymał Grand Prix na festiwalu filmowym w Sundance. W 2016 roku zrealizował debiut fabularny „Fale”, który miał premierę w Konkursie Głównym MFF w Karlovych Varach. W 2020 roku ukończył swój drugi film fabularny „Proste rzeczy”, który miał polską premierę w Konkursie Głównym MFF Nowe Horyzonty. (Fot. Jarosław Sosiński/Before my eyes)Grzegorz Zariczny, ur. w 1983 roku absolwent reżyserii filmowej Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego oraz kursu dokumentalnego w Szkole Wajdy. W 2012 roku jego dokument krótkometrażowy „Gwizdek” miał premierę światową i otrzymał Grand Prix na festiwalu filmowym w Sundance. W 2016 roku zrealizował debiut fabularny „Fale”, który miał premierę w Konkursie Głównym MFF w Karlovych Varach. W 2020 roku ukończył swój drugi film fabularny „Proste rzeczy”, który miał polską premierę w Konkursie Głównym MFF Nowe Horyzonty. (Fot. Jarosław Sosiński/Before my eyes)

Rozmowa z odtwórcami głównych ról: Magdaleną Sztorc i Błażejem Kitowskim

Jaką rolę w filmie odegrały wasze doświadczenia?
Grzegorz Zariczny zaprosił nas do udziału w filmie „Proste rzeczy” w momencie, kiedy byliśmy świeżo upieczonymi rodzicami. Nasza córka Alicja miała niecały rok. W tym czasie również zdecydowaliśmy się przeprowadzić na wieś i zaadaptować tam sobie część domu. Byliśmy w trakcie prac, kiedy zaczęły się rozmowy o wspólnej realizacji filmu. Najważniejszą postacią w tym układzie był Błażej. Grzegorz chciał opowiedzieć o jego trudnej relacji z ojcem i pokazać, jak młody mężczyzna – ojciec i partner - mierzy się z bolesnymi doświadczeniami z przeszłości, by odnaleźć spokój i siłę do działania w teraźniejszości.

Czy kamera w sferze intymnej jest rodzajem terapii? Przejrzeniem się w lustrze?
Kamera w sferze intymnej jest na pewno dużym przeżyciem, przynajmniej w życiu naturszczyków. Podeszliśmy do tematu z dużym zaangażowaniem, z wiarą, że historia, którą chce opowiedzieć Grzegorz, bazująca na naszych doświadczeniach, ale jednocześnie pozostająca fabułą, współgrająca z wrażliwością i wizją Grześka, będzie miała sens i będzie ważna dla widza. Chcielibyśmy, żeby ta historia kogoś poruszyła. Włożyliśmy w to dużą część siebie. Błażej na pewno musiał otworzyć swoją puszkę Pandory – dużo go to kosztowało. Czy film okazał się terapią? Nie, to tylko film.

Kadr z filmu 'Proste rzeczy', na zdjęciu Magdalena Sztorc i Błażej Sitowski. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Proste rzeczy", na zdjęciu Magdalena Sztorc i Błażej Sitowski. (Fot. materiały prasowe)

Mieliście precyzyjny scenariusz czy improwizowaliście?
Bazowaliśmy raczej na treatmencie. Rozpisaliśmy historię, którą chcieliśmy opowiedzieć na sceny. Każdą scenę Grzegorz z nami omawiał, każda miała swój cel. My również inspirowaliśmy Grześka – przez wiele tygodni spotykaliśmy się weekendami, opowiadaliśmy o naszej codzienności, działaniach, planach, wspomnieniach. Oprócz nas i Grzegorza, w spotkaniach brał udział Tomasz Schimscheiner (filmowy wujek), Weronika Bilska (autorka zdjęć) i Bartosz Świderski (drugi reżyser).Podczas planu zdjęciowego każda scena była improwizowana. Mówiliśmy własnym językiem, niemieliśmy rozpisanych dialogów. Najczęściej wszystko działo się w jednym dublu, w długich ujęciach – jedna kłótnia, jedna scena na rybach, itd. Ogromne znaczenie w tym projekcie i jego finalnym kształcie miał też montaż – trwał ponad rok.

Czy film wpłynął na waszą rodzinę?
Cieszymy, że mogliśmy wziąć udział w takim przedsięwzięciu. Nie da się tego wymazać. To też ważna rodzinna pamiątka. Jednocześnie był to eksperyment, trochę igranie z ogniem, z emocjami, z przeszłością. Nie zawsze czuliśmy się na to gotowi. Do dziś prowadzimy dyskusje, czy to miało sens, czy ten film nie utrudnił nam pewnych spraw. Czy to tak naprawdę nie było wywoływanie duchów, które dopiero teraz zaczynają nas nękać. Czy dopiero teraz nie nadszedł czas, żeby pewien rozdział zamknąć.

Film Grzegorza Zaricznego „Proste rzeczy” w kinach od 4 czerwca.

  1. Kultura

Kino noir – zestawienie najlepszych filmów

„Asfaltowa dżungla” w reżyserii Johna Hustona to jeden z najważniejszych filmów noir. W roli Angeli Phinlay wystąpiła znakomita Marilyn Monroe. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)
„Asfaltowa dżungla” w reżyserii Johna Hustona to jeden z najważniejszych filmów noir. W roli Angeli Phinlay wystąpiła znakomita Marilyn Monroe. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)
"Wielki sen" z Humphreyem Bogartem, "Gilda" z Ritą Hayworth, "As w potrzasku" z Kirkiem Douglasem, czy "Proszę nie pukać" z Marilyn Monroe to kultowe filmy, które zna prawie każdy. Reprezentują one tzw. kino noir - gatunek, w którym królują czarno-białe kadry, najczęstszym tematem jest zbrodnia, a głównym bohaterem prywatny detektyw z piękną kobietą u swego boku. Zapraszamy na nasz przegląd najlepszych filmów noir.

Kino noir to popularny w latach 40. i 50. XX wieku gatunek w kinie amerykańskim, którego powstanie ściśle wiązało się z atmosferą pesymizmu i niepokoju, jaka zapanowała w Stanach Zjednoczonych wraz z wybuchem II wojny światowej. Sam termin wywodzi się natomiast z francuskiego filmoznawstwa, a po raz pierwszy użyty został w 1946 roku przez krytyka Nino Franka. Historie tzw. „czarnej serii” opierano głównie na klasycznych amerykańskich powieściach kryminalnych. Najczęściej pokazywały one niewyjaśnione zbrodnie, jednak bez moralizowania, happy endów i jasnego podziału na dobro i zło. Głównymi bohaterami zwykle byli prywatni detektywi, przeciętniacy przypadkowo wplątani w świat przestępczy oraz tzw. kobiety fatalne, czyli femme fatale. Najczęściej wybieraną lokacją było natomiast miasto, którego mroczny klimat uzyskiwano za sprawą charakterystycznych środków wizualnych: wyrazistych cieni, mocnych kontrastów i agresywnego montażu.

Najbardziej znanym aktorem kina noir był Humphrey Bogart. Wykształcił on charakterystyczny typ męskiego bohatera – prywatnego detektywa lub przestępcy, cynicznego ironisty i zatroskanego twardziela w prochowcu i z papierosem. Wraz ze swoją żoną Lauren Bacall, która partnerowała mu m.in. w „Wielkim śnie” oraz „Mrocznym przejściu” tworzyli najpopularniejszą parę kina noir, podobnie jak Adrian Ladd oraz Veronica Lake („Pistolet do wynajęcia”, „Błękitna dalia”). Ikoną gatunku stała się również Rita Hayworth („Gilda”, „Dama z Szanghaju”) oraz Jane Greer, kultowa odtwórczyni ról kobiet fatalnych. Innymi znaczącymi aktorami kina noir byli też m.in. James Cagney, Richard Conte, Richard Widmark oraz Robert Mitchum. Do najpopularniejszych filmów noir możemy zaliczyć:

„Sokół maltański” (1941)

Pierwszym w historii filmem noir był „Sokół maltański” w reżyserii debiutującego wówczas Johna Hustona. Grupa podejrzanych osobników nie cofnie się przed niczym, aby zdobyć drogocenny skarb - wysadzoną klejnotami statuetkę sokoła. Detektyw Sam Spade (w tej roli znakomity Humphrey Bogart) za wszelka cenę pragnie dowiedzieć się, dlaczego tak bardzo zależy im na jej zdobyciu - i kto stoi za zamordowaniem jego partnera. W pozostałych rolach wystąpili m.in. Jerome Cowan, Mary Astor oraz nominowany do Oscara Sydney Greenstreet.

Kadr z filmu „Sokół maltański”. (Fot.  Film Stills/Forum)Kadr z filmu „Sokół maltański”. (Fot. Film Stills/Forum)

„Gilda” (1946)

„Gilda” Charlesa Vidora to jeden z najsłynniejszych filmów w dorobku aktorskim Rity Hayworth. Jego akcja toczy się w Buenos Aires, a głównym bohaterem jest nałogowy hazardzista Johnny Farrell (Glenn Ford), który zatrudnia się w jednym z tamtejszych kasyn. Wszystko komplikuje się, gdy żona przełożonego, piękna Gilda, okazuje się być dawną kochanką Johnny'ego. Produkcję krytykowano za prowincjonalność, utrwalanie szkodliwych stereotypów, a nawet przesadne epatowanie seksualnością Hayworth. Mimo to, film odniósł wielki sukces, a dziś zaliczany jest do klasyki amerykańskiego kina.

Kadr z filmu „Gilda”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)Kadr z filmu „Gilda”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

„Wielki sen” (1946)

Filmowa ekranizacja powieści Raymonda Chandlera „Wielki sen” to klasyk nie tylko kina noir, ale również kina detektywistycznego. Tytuł został dodany do National Film Registry, a także znajduje się na liście arcydzieł magazynu „Empire”. Prywatny detektyw Philip Marlowe zostaje wynajęty przez generała Sternwooda, aby rozwikłać sprawę szantażowania jego córki Carmen, która popadła w długi u księgarza Arthura Geigera. Na pozór rutynowa sprawa prowadzi bohatera do mrocznego półświatka Los Angeles pełnego gangsterów, morderców i zepsutych bogaczy. W rolach głównych wystąpili wspomniani wcześniej Humphrey Bogart i Lauren Bacall.

Kadr z filmu „Wielki sen”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Wielki sen”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„Pocałunek śmierci” (1947)

„Pocałunek śmierci” Henry’ego Hathawaya to kolejny klasyczny obraz kina noir. Po nieudanym napadzie na jubilera złodziej zostaje schwytany i odmawia wydania swoich wspólników. Bohater zmienia jednak zdanie, gdy dowiaduje się, że jego żona popełniła samobójstwo. Film był również bardzo udanym debiutem aktorskim Richarda Widmarka, który za drugoplanową rolę psychopatycznego zabójcy otrzymał Złoty Glob oraz nominację do Oscara. Krytycy byli zgodni: aktor stworzył „błyskotliwą kreację, która utrwaliła jego image na wiele lat”.

Kadr z filmu „Pocałunek śmierci”. (Fot. BEW Photo)Kadr z filmu „Pocałunek śmierci”. (Fot. BEW Photo)

„Dama z Szanghaju” (1947)

Kultowa „Dama z Szanghaju” z Orsonem Wellesem po obu stronach kamery opowiada historię marynarza Mike'a O'Hary, który dołącza do rejsu z państwem Bannister, a tym samym zostaje wplątany w morderczą intrygę. Film zaczyna się, gdy Elsa Bannister (Rita Hayworth) zostaje napadnięta przez młodych złodziejaszków podczas spaceru w parku. Gdy pomocy udziela jej Mike, ta proponuje mu, aby zaciągnął się na jacht jej męża. Problem w tym, że na pokładzie przebywa także detektyw Sidney Broome i Grisby, który proponuje O'Harze 5000 dolców za sfingowanie własnej śmierci...

Kadr z filmu „Dama z Szanghaju”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)Kadr z filmu „Dama z Szanghaju”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

„Asfaltowa dżungla” (1950)

Gangsterski klasyk kina noir „Asfaltowa dżungla” polecali niegdyś w kultowym cyklu „Perły z lamusa” Tomasz Raczek i Zygmunt Kałużyński - to chyba najlepsza rekomendacja. Pewien złodziej po wyjściu z więzienia decyduje się na ostatni skok w swej karierze, chcąc ukraść dużą ilość drogocennej biżuterii. W tym celu opracowuje perfekcyjny plan i kompletuje ekipę mającą dokonać rabunku. Jego wspólnicy to kierowca, włamywacz i zabójca, a całe „przedsięwzięcie” ma sfinansować pewien adwokat-bankrut. Wkrótce gangsterzy wpadają jednak w poważne tarapaty. Film wyróżniono m.in. nagrodą na Festiwalu w Wenecji i 4 nominacjami do Oscara.

Kadr z filmu „Asfaltowa dżungla”. (Fot. Mondadori Collection/Universal Images Group/Forum)Kadr z filmu „Asfaltowa dżungla”. (Fot. Mondadori Collection/Universal Images Group/Forum)

”Bulwar zachodzącego słońca” (1950)

Zawierający elementy dramatu, horroru i komedii „Bulwar zachodzącego słońca” Billy'ego Wildera to prawdziwa klasyka gatunku. Film przedstawia historię wygasłej gwiazdy kina niemego, która próbując wrócić na ekran, wiąże się z młodym scenarzystą. Gdy mężczyzna postanawia zakończyć związek, kobieta popada w szaleństwo. Strzela do ukochanego, a moment przybycia policji wykorzystuje jako okazję do swego ostatniego aktorskiego występu. Dogłębnie penetrujący świat show biznesu obraz spodobał się nie tylko widzom, ale również krytyce, o czym najlepiej świadczy 11 nominacji do Oscara oraz 3 statuetki.

Kadr z filmu „Bulwar zachodzącego słońca”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Bulwar zachodzącego słońca”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„Nieznajomi z pociągu” (1951)

Oparty na powieści Patricii Highsmith film „Nieznajomi z pociągu” to wciągająca historia, która wgniecie was w fotel. Podczas podróży pociągiem główni bohaterowie, Guy Haines (Farley Granger) i Bruno Anthony (Robert Walker), rozmawiają o pomyśle na zbrodnię doskonałą: jeden zabija wskazaną przez swego wspólnika ofiarę, po czym drugi rewanżuje się podobnie, dzięki czemu nie sposób powiązać zamordowanych ze sprawcami. Po chwili zawierają umowę: żona Guya „w zamian” za ojca Brunona. Film wyreżyserował i wyprodukował mistrz suspensu Alfred Hitchcock.

Kadr z filmu „Nieznajomi z pociągu”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Nieznajomi z pociągu”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„As w potrzasku” (1951)

Fabuła filmu „As w potrzasku” z legendą kina Kirkiem Douglasem w roli głównej powstała na podstawie dwóch autentycznych wydarzeń. Głównym bohaterem jest tu arogancki reporter, który zostaje zatrudniony w niewielkiej redakcji. Kiedy dowiaduje się o wypadku wewnątrz pobliskiej kopalni, postanawia wykorzystać go do własnych celów. Wyreżyserowany, wyprodukowany i napisany przez Billy'ego Wildera obraz zapewnia widzom całą gamę emocji, trzymając w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. W pozostałych rolach wystąpili m.in. Jan Sterling, Robert Arthur, Porter Hall i Frank Cady.

Kadr z filmu „As w potrzasku”. (Fot. Collection CSFF/Rue des Archives/Forum)Kadr z filmu „As w potrzasku”. (Fot. Collection CSFF/Rue des Archives/Forum)

„Proszę nie pukać” (1952)

Dramat „Proszę nie pukać” oparty na powieści Charlotte Armstrong przedstawia historię Nell Forbes, która po nieudanej próbie samobójczej trafia do szpitala psychiatrycznego. Niedługo po jego opuszczeniu zostaje zatrudniona jako opiekunka do dziecka przez bogate małżeństwo. Rodzina nie zna jednak przeszłości kobiety, która początkowo nie wzbudza niepokoju swoim zachowaniem, lecz w pewnym momencie zaczyna zagrażać nie tylko sobie, ale też swojej podopiecznej. W rolę Nell wcieliła się Marilyn Monroe - była to pierwsza dramatyczna, i zarazem pierwszoplanowa kreacja aktorki.

Kadr z filmu „Proszę nie pukać”. (Fot. BEW Photo)Kadr z filmu „Proszę nie pukać”. (Fot. BEW Photo)

  1. Kultura

Hipnotyzujący, magiczny, iskrzący dowcipem – „Śniegu już nigdy nie będzie” w kinach od 4 czerwca

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Śniegu już nigdy nie będzie". Na zdjęciu Alec Utgoff. (Fot. materiały prasowe)
„Śniegu już nigdy nie będzie” Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta to jeden z najbardziej wyczekiwanych tytułów roku. Prezentowany na międzynarodowych festiwalach film zdążył zachwycić już polskie i międzynarodowe media. Satyryczna opowieść na pograniczu magii i realizmu zabiera widza w wyjątkową podróż w głąb samego siebie.

„Tytułowy śnieg może się wieloznacznie kojarzyć – chociażby ze śmiertelnym żywiołem albo poczuciem bezpieczeństwa, baśniowym powrotem do krainy dzieciństwa. Choć dziś zapewne najbardziej kojarzy się ze zniszczeniem, jakie człowiek wywołał w eko klimacie ziemi, doprowadzając do zmian, przez które śnieg widuje się coraz rzadziej. Bohaterowie naszego filmu, w większości skupieni na własnym, małym, wygodnym świecie, zbyt dużo o tym nie rozmyślają, jednak nie wiedząc czemu zmagają się z poczuciem jakiejś wewnętrznej, duchowej pustki i niezrozumiała tęsknotą za czymś nieokreślonym. Są to różne tęsknoty, za bliskością, dotykiem, seksem, zrozumieniem, wolnością. Są bogaci, syci od strony materialnej, ale głodni duchowo, choć w sposób zupełnie nieuświadomiony. Ich fantazje ogniskują się w jednym – obcym przybyszu, w którym przeglądają się jak w lustrze. On przynosi im wytchnienie. Trudno powiedzieć czy to iluzoryczne, czy prawdziwe doświadczenie, tak jak trudno czasem odróżnić nam własną projekcję od rzeczywistości. Czy magiczny las, do którego przenosi ich przybysz, jest tylko wytworem ich lęków i pragnień, czy istnieje naprawdę. Film nasz, mamy nadzieję, skrywa jakąś tajemnicę, chcieliśmy pobudzić widzów do głębszej refleksji na temat kondycji współczesnego Europejczyka. Zagrać na indywidualnych skojarzeniach, nienachalnie zadać parę pytań, bez tezy i z humorem” – mówią twórcy filmu Małgorzata Szumowska i Michał Englert.

Pewnego mglistego poranka w mieście pojawia się ON – atrakcyjny mężczyzna z prawdziwego, egzotycznego wschodu. Żenia, bo tak brzmi jego imię, ma dar. Jego ręce leczą, a oczy zaglądają w dusze samotnych kobiet. Mężczyzna zatrudnia się jako masażysta na bogatym osiedlu pod miastem. Pracując dla ludzi odgrodzonych murem od „gorszego” świata, poznaje ich historie i osobiste dramaty. Wkrótce niezwykłe zdolności Żeni odmienią życie każdego z nich.

W obsadzie obok Aleca Utgoffa, ukraińsko-angielskiej gwiazdy netflixowego hitu „Stranger Things” i filmu „Mission: Impossible – Rogue Nation”, wystąpiło znakomite grono cenionych polskich aktorek i aktorów: Maja Ostaszewska, Agata Kulesza, Weronika Rosati, Katarzyna Figura, Andrzej Chyra, Łukasz Simlat i Krzysztof Czeczot.

  1. Kultura

Polskie kino dokumentalne na 14. Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” w Moskwie

W programie 14. edycji Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” znalazły się dwie sekcje poświęcone filmom dokumentalnym.
W programie 14. edycji Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” znalazły się dwie sekcje poświęcone filmom dokumentalnym.
Już 20 maja w Rosji rozpoczyna się święto polskiego kina. W programie 14. edycji Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” znalazły się dwie sekcje poświęcone filmom dokumentalnym – „Spojrzenie na świat” i „Spojrzenie na kobietę”.

Sekcja „Spojrzenie na świat”

Sekcja „Spojrzenie na świat” to produkcje polskich reżyserów, których historie, dziejących się w innych krajach. W jej ramach wybierzemy się m.in. na... Syberię. Maciej Cuske w filmie „Wieloryb z Lorino” dotarł do osady w tytułowym Lorino na Półwyspie Czukockim. Mieszkańcy, czyli Czukcze, Inuici i Rosjanie trudnią się polowaniem na wieloryby. Zbiorowy rytuał połowu dostarcza im pożywienia i pozwala przeżyć w trudnych warunkach, jest nadzieją na przetrwanie kolejnej zimy. To opowieść trudnej relacji człowieka z naturą. Film kontempluje wpisaną w porządek natury codzienność Półwyspu Czukockiego i odsłania najbardziej brutalne strony życia w miejscu zapomnianym przez Boga i ludzi. Zdobywca Nagrody za Najlepszy Film Polski Millenium Docs Against Gravity 2020 i Nagrody Specjalnej KFF za najlepszy montaż na 14. Festiwalu Filmów Polskich „Wisła".

Bohaterami filmu Macieja Cuske „Wieloryb z Lorino” są mieszkańcy osady na Półwyspie Czukockim, którzy zajmują się polowaniem na wieloryby. To opowieść trudnej relacji człowieka z naturą. (Fot. materiały prasowe)Bohaterami filmu Macieja Cuske „Wieloryb z Lorino” są mieszkańcy osady na Półwyspie Czukockim, którzy zajmują się polowaniem na wieloryby. To opowieść trudnej relacji człowieka z naturą. (Fot. materiały prasowe)

Jeśli macie ochotę na wyprawę, z nami nie trzeba daleko jechać! Ściana cieni” Elizy Kubarskiej to zapis wyprawy alpinistów (Polak Marcin Tomaszewski oraz Rosjanie Dmitrij Gołowczenko i Sergiej Nilow) na szczyt góry Kumbhakarny w nepalskich Himalajach, liczącej niemal osiem tysięcy metrów. Góra Kumbhakarna to jedna z ostatnich świętych gór Szerpów, nazwana na cześć mitycznego giganta. Dokument jest opowieścią o zderzeniu dwóch kultur. Zachodni alpiniści uznają szczyt za jeden z najtrudniejszych na świecie, a dla nepalskich Szerpów to miejsce zamieszkane przez bogów i ludzie nie mogą wchodzić na jej teren. Do zespołu dołącza miejscowy Nada, który łamie lokalne prawo, by zarobić na edukację swojego syna. Zdjęcia do filmu powstawały w warunkach himalajskiej zimy na wysokościach do 7400 metrów. Reżyser Eliza Kubarska oraz realizatorka dźwięku Zofia Moruś wraz z ekipą spędzili trzy tygodnie na lodowcu u podnóża góry, a Nepal odwiedzili trzykrotnie.

Któż piękniej nie opowiadał o zagranicznych przygodach niż Tony Halik? Podróżnik, dziennikarz, filmowiec jest bohaterem filmu Marcina Borchardta. Prywatny pilot Evity Peron, dziennikarz NBC, laureat Pulitzera. Mieszkaniec komunistycznej Polski, w której ludzie nie posiadali paszportów. „Tu byłem – Tony Halik” - każdy zna ten tekst, nawet jeśli nie pamięta jego programów w telewizji. Poza Polską praktycznie nieznany, w latach 60-80-tych w jakiś dziwny sposób pojawiał się wszędzie tam na świecie, gdzie działo się coś ważnego. Film zawiera niepublikowane filmowe materiały archiwalne, nakręcone przez Halika podczas niezliczonych podróży po całym świecie oraz wywiad z synem podróżnika.

Na Festiwalu przypomniana zostanie filmowa ballada „Happy Olo – pogodna ballada o Olku Dobie” w reżyserii Krzysztofa Pawła Bogocza i Marcina Macuka, utrzymaną w konwencji kina drogi o jednym z najwybitniejszych polskich podróżników - Aleksandrze Dobie, który zmarł 22 lutego tego roku na Kilimandżaro w Tanzanii. Film kręcony jest w trakcie podróży, której celem jest transport kajaka przez pełne uroku polskie krajobrazy, a tytułowy Olo w niebanalny i charakterystyczny dla siebie sposób opowiada swoje historie. Opowieściom tym towarzyszą szalone fragmenty filmów z jego wypraw transatlantyckich, a przygody ilustrują animacje przeplatane piosenkami.

Sekcja „Spojrzenie na kobietę”

W sekcji filmów dokumentalnych „Spojrzenie na kobietę” w centrum opowieści znajduje się płeć piękna. Bohaterką filmu Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei pt. „Lekcja miłości” jest nieco ekscentryczna 70-letnia Jola (aktorka i śpiewaczka Jolanta Janus), matka sześciorga dzieci i żona porywczego mężczyzny. Przez całe życie robiła to, czego oczekiwali od niej inni i udawała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Pewnego dnia coś w niej pękło. Uciekając od nieudanego małżeństwa, z Włoch przeprowadza się do rodzinnego Szczecina, gdzie wreszcie żyje tak, jak zawsze chciała. Marząc o pięknej miłości, której – jak uważa – nigdy nie doświadczyła, poznaje starszego od siebie Wojtka. Czy będzie miała odwagę otworzyć się na nowe uczucie?

Bohaterką filmu Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei „Lekcja miłości” jest 70-letnia Jola, która pewnego dnia postanowiła uciec od nieudanego małżeństwa. Z Włoch przeprowadziła się do rodzinnego Szczecina, gdzie wreszcie żyje tak, jak zawsze chciała. (Fot. materiały prasowe)Bohaterką filmu Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei „Lekcja miłości” jest 70-letnia Jola, która pewnego dnia postanowiła uciec od nieudanego małżeństwa. Z Włoch przeprowadziła się do rodzinnego Szczecina, gdzie wreszcie żyje tak, jak zawsze chciała. (Fot. materiały prasowe)

Film Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej jest opowieścią o Stanisławie Leszczyńskiej – położnej w byłym niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Leszczyńska – nazywana mamą – przyjęła w obozie ponad 3 tys. porodów. Podczas jej, często całodobowych, dyżurów nie umarła ani jedna rodząca kobieta oraz ani jedno dziecko, które przyszło na świat. Bohaterka ratowała życie nowonarodzonych dzieci pomimo rozkazu doktora Mengele, który brzmiał, by zabijać wszystkie noworodki. Narratorem opowieści jest Elżbieta Wiatrowska, wnuczka Stanisławy Leszczyńskiej. Dla reżyserki bohaterka filmu była cioteczną babcią. W filmie przedstawione zostały relacje ludzi, którzy przeżyli obóz koncentracyjny dzięki Leszczyńskiej oraz archiwalne materiały, ilustrowane muzyką Michała Lorenca.

Film „Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej jest opowieścią o Stanisławie Leszczyńskiej, położnej w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. (Fot. materiały prasowe)Film „Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej jest opowieścią o Stanisławie Leszczyńskiej, położnej w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. (Fot. materiały prasowe)

Moskiewska edycja Festiwalu „Wisła” odbędzie się w trybie stacjonarnym od 20 do 30 maja w kinach: "5 gwiazd na Pawieleckiej", "Moskino Kosmos" i "Moskino Bieriozka". Następnie Festiwal wyruszy w podróż do 20 rosyjskich miast m.in. do Soczi i Kazania.

  1. Kultura

Kina otwarte – polecamy filmy, które warto zobaczyć na dużym ekranie

"Ojciec" z oscarową rolą Anthony'ego Hopkinsa to jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku. U boku aktora podziwiać możemy również znaną z serialu "The Crown" Olivię Colman. (Fot. materiały prasowe)
Mamy dobre wieści dla wszystkich kinomaniaków. Od 21 maja będziemy mogli ponownie odwiedzić kinowe sale. Na spragnionych filmowych doznań widzów czeka masa wyśmienitych premier. Na dużym ekranie pojawią się m.in. nagrodzony trzema Oscarami dramat "Nomadland", disneyowska "Cruella" z Emmą Stone oraz reżyserski debiut Floriana Zellera "Ojciec". Podpowiadamy, na które filmy warto zwrócić szczególną uwagę.

”Nomadland”

Powstały na podstawie głośnego reportażu Jessiki Bruder "Nomadland" to opowieść o 60-letniej kobiecie, która z powodu pogarszającej się sytuacji finansowej zmuszona jest spakować cały dobytek do starego kampera i ruszyć w trasę po Stanach Zjednoczonych w poszukiwaniu sezonowych prac. Dramat w reżyserii Chloé Zhao z fenomenalną rolą Frances McDormand nagrodzono w tym roku trzema Oscarami, w tym za najlepszy film.

W kinach od 29 maja.

„Ojciec”

Wyśmienite recenzje krytyków, znakomite nazwiska twórców i doskonała obsada aktorska to główne powody, dla których warto zobaczyć reżyserski debiut Floriana Zellera. Film „Ojciec” opowiada o utracie tożsamości w wyniku choroby oraz nieustannej walce o siebie. W rolach głównych nagrodzony Oscarem Anthony Hopkins ("Milczenie owiec") oraz Olivia Colman ("Faworyta", "The Crown"). To historia, który zapada w pamięć i zostaje z widzem na długo po seansie.

W kinach od 21 maja.

„Minari”

Zaskakująca i zawadiacka, a jednocześnie pełna czułości opowieść o sztuce zapuszczania nowych korzeni. Jakob, którego marzeniem jest posiadanie własnej farmy, przeprowadza swoją koreańską rodzinę do Arkansas. Bliscy nie są zadowoleni ze zmiany, zwłaszcza, gdy okazuje się, że ich nowy dom ma kółka i jest tak wątły, że może sobie nie poradzić z tornadami. Do rodziny dołącza też nieco szelmowska babcia z Korei, która uczy bliskich jak tworzyć nową więź z Ameryką, pielęgnując równocześnie własną tradycję.

W kinach od 18 czerwca.

„Na rauszu”

Kolejny laureat Oscara, tym razem w kategorii „najlepszy film międzynarodowy”. Istnieje teoria, że skromna dawka alkoholu podtrzymywana w organizmie otwiera umysł na otaczający nas świat. Kilku nauczycieli z duńskiej szkoły średniej postanawia sprawdzić, jak owa teoria ma się w praktyce. Film "Na rauszu" ukazuje nie tylko negatywne, ale też pozytywne skutki spożywania napojów wysokoprocentowych. Prosty w przekazie, ale jakże poruszający obraz uzupełnia rewelacyjna kreacja Madsa Mikkelsena.

W kinach od 11 czerwca.

„Cruella”

Pamiętacie demoniczną projektantkę z filmów o dalmatyńczykach? Cruella De Mon od początku stanowiła niezły materiał na niezależną produkcję. Aż w końcu stało się. Najnowsze dzieło wytwórni Walta Disneya wyjaśni widzom, dlaczego Cruella tak naprawdę stała się zła. W rolach głównych zobaczymy Emmę Stone, Emmę Thompson oraz Marka Stronga. Obraz wyreżyserował natomiast Craig Gillespie, twórca "Miłości Larsa" z Ryanem Goslingiem oraz "Jestem najlepsza. Ja, Tonya" z Margot Robbie.

W kinach od 29 maja.

„Proste rzeczy”

Błażej i Magda spełniają marzenie o spokojnym życiu poza miastem. Samodzielnie remontują dom w malowniczej wiosce, korzystając raczej ze swojego sprytu i dobrych pomysłów niż z dużych zasobów finansowych. Pewnego dnia w ich domu pojawia się wuj Błażeja. Między bohaterami rozpoczyna się emocjonalna gra, w której obaj próbują zbliżyć się do prawdy o bliskich osobach. Nagła obecność krewnego wytrąca chłopaka z realizacji powziętych celów i zmusza go do zmierzenia się z bolesną przeszłością.

W kinach od 4 czerwca.

„Śniegu już nigdy nie będzie”

Najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta to historia pochodzącego ze wschodu Żeni, który zatrudnia się jako masażysta na bogatym podmiejskim osiedlu. Pracując dla ludzi odgrodzonych murem od "gorszego" świata, poznaje ich historie i osobiste dramaty, aby wkrótce odmienić życie każdego z nich. W roli głównej zobaczymy znanego z serialu "Stranger Things" Aleca Utgoffa, któremu towarzyszyć będą m.in. Maja Ostaszewska, Agata Kulesza, Weronika Rosati, Katarzyna Figura i Andrzej Chyra.

W kinach od 4 czerwca.

„Niepamięć”

Absurdalny humor i melancholia - tak można podsumować komediodramat „Niepamięć”, którego fabuła przenosi nas do opanowanej przez wirus amnezji Grecji, gdzie ludzie masową chorują na nagły zanik pamięci. Mieszkający w Atenach Aris zostaje objęty programem leczenia, który ma pomóc mu zbudować nowe życie. Terapia polega na wykonywaniu czynności przepisanych przez lekarzy na kasecie magnetofonowej i uchwycenie nowych wspomnień za pomocą polaroidu. Zapowiada się arcyciekawy seans.

W kinach od 25 czerwca.