1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Nowa wystawa w Muzeum Polin - "Tu Muranów"

Nowa wystawa w Muzeum Polin - "Tu Muranów"

Wystawa w Muzeum Polin -
Wystawa w Muzeum Polin - "Tu Muranów" (materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Od 26 czerwca w Muzeum Polin będzie można oglądać nową wystawę czasową "Tu Muranów", opowiadającą historię tego warszawskiego osiedla i losy jego mieszkańców, a także postaci kojarzonych z dzielnicą – od jego najdawniejszych początków po czasy współczesne, a nawet scenariusze przyszłości.

Wystawa "Tu Muranów" w Muzeum POLIN prezentuje niezwykłą, wielopoziomową historię Warszawy. Pod pozornie znaną warstwą zwiedzający odkryją kolejne wymiary przeszłych, obecnych i przyszłych losów miasta.

Van de Poll, 1934, Niderlandzkie Archiwum Narodowe; Nowa wystawa w Muzeum Polin - 'Tu Muranów' Van de Poll, 1934, Niderlandzkie Archiwum Narodowe; Nowa wystawa w Muzeum Polin - "Tu Muranów"

Najistotniejsze w opowieści o Muranowie, z kuratorskiego punktu widzenia, było ukazanie warstwowości jego dziejów w taki sposób, by w równym stopniu skupić uwagę na każdym z prezentowanych okresów historycznych i losach żyjących wówczas ludzi – mówi kuratorka wystawy Kamila Radecka-Mikulicz. I dodaje: Wystawę adresujemy nie tylko do warszawian, ale także osób interesujących się szerzej historią społeczną miast, architekturą, urbanistyką. Mamy nadzieję, że okaże się interesująca z uwagi na przedstawiane w niej osobiste historie i uniwersalność poruszanych tematów, takich jak przemiany społeczne na przestrzeni lat, utopie urbanistyczne, zadomowienie czy wreszcie lokalność, obywatelski i sąsiedzki aktywizm oraz miejska przyroda.

Pielęgniarki doglądają niemowląt w prowizorycznym oddziale położniczym Szpitala św. Zofii w oblężonej Warszawie, Wrzesień 1939, fot. Julien Bryan Pielęgniarki doglądają niemowląt w prowizorycznym oddziale położniczym Szpitala św. Zofii w oblężonej Warszawie, Wrzesień 1939, fot. Julien Bryan

Na samym początku opowieści widzowie przeniosą się do XVIII wieku, by poznać Wenecjanina tęskniącego za ojczystą wyspą Murano. Kolejnym etapem podróży będzie spacer dawną Dzielnicą Północną, która przed wojną była centrum żydowskiego życia – w czasach, gdy Warszawa była domem największej w Europie Diaspory. Przespacerują się przedwojenną ulicą Nalewki, wówczas tętniącą życiem reprezentacyjną ulicą handlową, nie ustępującą wielkością i różnorodnością sklepów, warsztatów i towarów dzisiejszej Marszałkowskiej w Warszawie, czy Piotrkowskiej w Łodzi.

14) Warszawa, ul. Nalewki, róg Długiej, pocztówka : nakł. J. Ślusarski, POLONA 14) Warszawa, ul. Nalewki, róg Długiej, pocztówka : nakł. J. Ślusarski, POLONA

Poznają dramatyczne losy Żydów, których uwięziono w utworzonym tu warszawskim getcie. Dowiedzą się, jak planiści odbudowujący stolicę z wojennych gruzów zakładali nowe, modernistyczne osiedle, poznają historie słynnych warszawskich windziarek, które przysłużyły się budowie nowoczesnej dzielnicy, zajrzą na podwórka powojennego Muranowa.

5) Brygada kobieca budująca blok mieszkalny. Na dalszym planie widoczna wieża kościoła ewangelicko-reformowanego, 1952 – 1959, fot. Siemaszko Zbyszko NAC 5) Brygada kobieca budująca blok mieszkalny. Na dalszym planie widoczna wieża kościoła ewangelicko-reformowanego, 1952 – 1959, fot. Siemaszko Zbyszko NAC

Uwagę zwiedzających z pewnością przyciągnie dzieło Jadwigi Sawickiej, uznanej twórczyni, której prace znajdują się w narodowych kolekcjach sztuki. Artystka przygotowała przestrzenny kolaż-mural, przypominający o wielowarstwowej, ludzkiej historii tego miejsca. Powstawał on na chwilę przed ponownym otwarciem muzeum, już w przestrzeni wystawy, wskutek nakładania i zdzierania kilku warstw wydruków ze słowem „głosy” w językach jidysz, polskim i angielskim.

Zdzieranie kolejnych warstw to proces odwrotny od naturalnego nawarstwiania się pokładów znaczeń – tłumaczyła artystka. Jest świadomym aktem; jednocześnie wolą poznania, dotarcia do dna/sedna, jak i działaniem formalnym: chęcią stworzenia całościowego obrazu, w którym wszystkie te warstwy byłyby jednocześnie obecne – dodaje Sawicka.

Od połowy lipca zwiedzający będą mogli zobaczyć instalację artysty Artura Żmijewskiego i badaczki pamięci Zagłady Zofii Waślickiej-Żmijewskiej. To dzięki ich projektowi po raz pierwszy wystawę czasową będzie można oglądać także na zewnątrz Muzeum. Tematem fotografii i filmów są obiekty archeologiczne znalezione podczas budowy muzeum, takie jak brytfanka do pieczenia, sztućce, szklanki, okulary, czy zwykły zegarek. Sądziliśmy, że zdjęcia te powinny być stonowaną, ale nacechowaną uczuciowo opowieścią o tych rzeczach. Dla każdego z wybranych przedmiotów znaleźliśmy odpowiadający mu współczesny kontekst. Zardzewiałe nożyce krawieckie położyliśmy wśród niedokończonych ubrań w zakładzie krawieckim i tak sfotografowaliśmy. Naczynia kuchenne trafiły między dzisiejsze garnki, a sztućce na świeże obrusy – mówią Żmijewscy.

Nożyce, Fot. Artur Żmijewski, 2020, Zdjęcia wykonane przez Artura Żmijewskiego w warsztatach i pracowniach. Przedstawiają obiekty archeologiczne - przedmioty codziennego użytku - wydobyte z ziemi podczas budowy Muzeum POLIN. Nożyce, Fot. Artur Żmijewski, 2020, Zdjęcia wykonane przez Artura Żmijewskiego w warsztatach i pracowniach. Przedstawiają obiekty archeologiczne - przedmioty codziennego użytku - wydobyte z ziemi podczas budowy Muzeum POLIN.

Prace fotograficzne artysty będzie można również oglądać w przestrzeni wystawy – wykonane w szczególny sposób współczesne zdjęcia wybranych muranowskich lokalizacji.

Tu Muranów, wystawa czasowa Muzeum POLIN, 26.06.2020 - 22.03.2021

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Pejzaż po zagładzie – wystawa Wilhelma Sasnala w Muzeum Polin

Na wystawie Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” w Muzeum Polin zobaczymy m.in. obraz
Na wystawie Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” w Muzeum Polin zobaczymy m.in. obraz "Bez tytułu". Otwarcie 17 czerwca. (Fot. materiały prasowe)
W malarstwie Wilhelma Sasnala mocno obecny jest temat Zagłady. Zapytany o źródło tego zainteresowania, artysta odpowiedział, że chciał przepracować poczucie braku i poczucie winy, z którym wcześniej się mierzył. Jak wyjaśnił, wzięło się to z troski o siebie, a nie sentymentu.

Efektem tego procesu są m.in obrazy, które będą prezentowane w Muzeum Polin. Wśród ok. 60 prac pochodzących z ostatniego 20-lecia jest kilka, które powstało specjalnie z myślą o tej wystawie. Artysta inspirował się m.in. prozą Tadeusza Borowskiego. Warszawska ekspozycja jest rzadką okazją do zapoznania się z twórczością Sasnala w takiej skali, ponieważ jego obrazy są rozproszone po publicznych i prywatnych kolekcjach na całym świecie, a w Polsce były prezentowane po raz ostatni kilkanaście lat temu.

Otwarcie wystawy Wilhelma Sasnala „Taki pejzaż” 17 czerwca w Muzeum Polin.

  1. Kultura

„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893” – nowa wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Nad morzem , 1886, olej, tektura , Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Jedyna pociecha, 1891, pastel, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Ulica Unter den Linden w Berlinie 1890, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (Fot. Piotr Safjan, Piotr Ligier, Krzysztof Wilczyński; Muzeum Narodowe w Warszawie)
Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Nad morzem , 1886, olej, tektura , Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Jedyna pociecha, 1891, pastel, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Ulica Unter den Linden w Berlinie 1890, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (Fot. Piotr Safjan, Piotr Ligier, Krzysztof Wilczyński; Muzeum Narodowe w Warszawie)
„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893” - to pierwsza polska artystka, która osiągnęła międzynarodową sławę. Jej twórczość będzie można podziwiać niebawem na wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) to pierwsza polska artystka, która osiągnęła międzynarodową sławę. Jej twórczość była prezentowana na najważniejszych europejskich wystawach i doceniania przez krytyków sztuki z wielu krajów. Także dziś obrazy i fascynujące losy malarki wzbudzają duże zainteresowanie publiczności, a wiele dzieł Bilińskiej trafiło do kanonu polskiej sztuki. Jednak całokształt twórczości i biografia artystki wciąż czekają na opracowanie.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Portret własny, 1887, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Krakowie. (fot. Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Krakowie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Portret własny, 1887, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Krakowie. (fot. Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Krakowie)

Celem wystawy jest prezentacja możliwie najszerszego wyboru prac malarskich i rysunkowych Bilińskiej (w tym dzieł do tej pory nieznanych), pochodzących z polskich i zagranicznych muzeów oraz kolekcji prywatnych. Głównym wątkiem wystawy będzie artystyczna kariera Bilińskiej, wiodąca od pierwszych prób malarskich w Warszawie poprzez naukę w paryskiej Académie Julian ku udziałowi w międzynarodowych wystawach sztuki.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), W oknie, 1890, pastel, płótno, Musée d’art modern et contemporain de Saint-Etienne Métropole (fot. Joëlle Villa, Musée d’art modernę et contemporain de Saint-Etienne Métropole)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), W oknie, 1890, pastel, płótno, Musée d’art modern et contemporain de Saint-Etienne Métropole (fot. Joëlle Villa, Musée d’art modernę et contemporain de Saint-Etienne Métropole)

Prezentacja będzie poruszać zagadnienia natury artystycznej, takie jak akademizm w twórczości Bilińskiej, portret jako preferowany przez nią temat malarski czy technika pastelu, w której wypowiadała się równie często jak w malarstwie olejnym. Inne kwestie, które zamierzamy podjąć, to samoświadomość artystki i jej widzenie pozycji twórcy w świecie, wyrażające się m.in. w kreowaniu własnego wizerunku w autoportretach.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Fort Boyard, 1889, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Krzysztof Wilczyński, Muzeum Narodowe w Warszawie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Fort Boyard, 1889, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Krzysztof Wilczyński, Muzeum Narodowe w Warszawie)

Niezwykle interesujące są również wątki biograficzne: pokonywanie przez malarkę materialnych i osobistych trudności na drodze do zawodowego sukcesu czy jej relacje towarzyskie i uczuciowe. Twórczości Bilińskiej nie sposób przedstawić bez zarysowania ograniczeń, jakich w XIX wieku doświadczały kobiety w ramach instytucji sztuki i kształcenia artystycznego oraz ze względu na normy i oczekiwania społeczne.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Autoportret niedokończony, 1892 olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Piotr Ligier, Muzeum Narodowe w Warszawie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Autoportret niedokończony, 1892 olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Piotr Ligier, Muzeum Narodowe w Warszawie)

Ta znakomita malarka i jednocześnie silna kobieta może być interesującą postacią. Kobieta, która zmagała się z przeciwnościami losu (w niedługich odstępach czasu zmarł ojciec artystki, jej przyjaciółka i narzeczony), poważna choroba serca i w rezultacie przedwczesna śmierć uniemożliwiła realizację jej marzenia – planowała otworzyć w Warszawie szkołę malarstwa dla kobiet, wzorowaną na uczelniach paryskich. Bilińska obsypana za życia nagrodami, zapomniana po śmierci, ostatnio cieszy się coraz większym zainteresowaniem. W dobie coraz intensywniejszych badań nad twórczością kobiet artystek końca XIX wieku malarka jawi się jako jedna z najlepszych reprezentantek pokolenia artystek wychodzących z zapomnienia.

„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893”, Muzeum Narodowe w Warszawie, 25 czerwca – 10 października 2021

  1. Kultura

Kultura od kołyski

Instytucje kultury są coraz bardziej otwarte na postulaty rodzin. Chcą dostosować się do ich potrzeb. (Fot. iStock)
Instytucje kultury są coraz bardziej otwarte na postulaty rodzin. Chcą dostosować się do ich potrzeb. (Fot. iStock)
Wiadomo, że czym skorupka za młodu… Że im wcześniej zaszczepimy  w dzieciach potrzeby obcowania z kulturą, tym lepiej dla dzieci i kultury. Ale to nie takie proste. Same chęci rodziców nie wystarczą. Potrzebne jest także dostosowanie się instytucji kultury do potrzeb tej grupy odbiorców.

Takie wnioski wynikają z badań Fundacji Rodzic w mieście, która przebadała  1000 rodziców dzieci w wieku 0-6 lat ze wszystkich województw, o różnej sytuacji materialnej, płci, wykształceniu. Okazało się, że bez względu na dzielące rodziców różnice, wszyscy chcą korzystać z instytucji kultury, bo uznają, że takie placówki, jak muzea, galerie sztuki, teatry, kina, mają wartość edukacyjną i pomagają ich dzieciom się rozwijać. Jednak aż 64 proc. ankietowanych deklaruje, że od kiedy mają dziecko, rzadziej odwiedzają instytucje kultury. Co im to utrudnia?

Najczęściej wymienianą przeszkodą jest strach. 75 proc. badanych uważa, że wizyta w instytucji kultury z małych dzieckiem to źródło stresu. Rodzice boją się, że nie będą mieli gdzie przewinąć dziecka, nakarmić, a nawet usiąść. Aż 61 proc. z nich wyznało, że byli zmuszeni  opuścić wydarzenie bądź wyjść z instytucji kultury, ponieważ potrzeb dzieci nie dało się zaspokoić na miejscu. Obawiając się, że sytuacja się powtórzy, rezygnują z wizyt ze swoimi małymi dziećmi w muzeach, czy galeriach i wybierają inne aktywności.

Do tego dochodzi strach przed reakcją personelu. Rodzice mają obawy, że pracownicy nie rozumieją potrzeb i możliwości dzieci, będą zwracać im uwagę na „niewłaściwe zachowanie”, jak choćby hałas. Miejsca też nie zawsze są zorganizowane zgodnie z potrzebami dzieci i rodziców.

Z badania wynika, że współcześnie aż 3/4 rodziców liczy się ze zdaniem dziecka co do wyboru instytucji kultury, którą odwiedzą. Dla części z nich zdanie dzieci jest decydujące. To powinna być ważna wskazówka dla placówek.  Powinny one tak organizować swoje przedsięwzięcia, żeby były dla dzieci przeżyciem, niosły niepowtarzalne wrażenia. Schematyczne formy i powtarzalne treści na pewno skutecznie zniechęcą dzieci do powrotu. Dlatego Fundacja podkreśla, że projektowanie wydarzeń w instytucjach kultur jako przeżyć ma ogromne znaczenie.

Ważna jest też łatwość korzystania przez dziecko z zasobów danego miejsca, dostosowanie go do możliwości małego odbiorcy. Dobrym pomysłem są podwyższenia, usytuowanie eksponatów na odpowiedniej wysokości, czytelne i łatwe do zrozumienia opisy czy interaktywne ekrany ułatwiają dzieciom korzystanie z zasobów kultury.

Dobra wiadomość jest taka, że instytucje kultury są coraz bardziej otwarte na postulaty rodzin. Chcą dostosować się do ich potrzeb, jednak nie wiedzą jak to zrobić lub obawiają się wysokich kosztów. Okazuje się jednak, że w bardzo prosty sposób można rodzicom ułatwić wizytę w muzeum czy galerii. Co postulują rodzice? Najważniejsza jest profesjonalna i pomocna kadra, wyrozumiali i przyjaźni pracownicy – przewodnicy. Ogromnie ważną i w sumie prostą do zorganizowania sprawą, są miejsca do siedzenia: sofy, zwykłe ławki, które wpływają na komfort wizyty w placówce - na takie ułatwienie wskazało aż 51 proc. ankietowanych. Kolejny ważny postulat - możliwość dotykania przedmiotów, bo to wpływa na komfort rodzica, ale też trafia w potrzeby poznawcze najmłodszych gości.

Nowoczesność i uwzględnianie potrzeb dzieci – to jest ten pożądany kierunek, wynikający z badań. Warto nim podążać. Wyjdzie to na dobre i dzieciom i instytucjom kultury.

Rodzic w mieście to fundacja, która powstała z potrzeby reprezentacji w debacie publicznej rodziców żyjących w miastach. Głośno mówi o potrzebach rodziców, pełnym prawie do korzystania z miasta, swobodnego i bezpiecznego poruszania się po nim, godnej pracy, czyli takiej, która pozwala na rozwijanie ambicji zawodowych i jednoczesne życie w rodzinach. Więcej informacji o działaniach Fundacji można znaleźć na stronie: rodzicwmiescie.pl

  1. Kultura

Rewolucja w sztuce - kto dziś rządzi art worldem?

Otobong Nkanga „Wetin you go do?” (2015). (Fot. materiały prasowe)
Otobong Nkanga „Wetin you go do?” (2015). (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Nikt nie mówił, że sztuka należy do białych mężczyzn, bo do niedawna nie trzeba było tego mówić, tak po prostu wyglądała rzeczywistość. Czy wiele się w tej kwestii zmieniło?

Kto był najbardziej wpływową postacią świata sztuki w 2020 roku? Ruch Black Lives Matter. Tak w każdym razie uważa magazyn „Art Review”. Mało kto przyzna, że przejmuje się rankingami, ale prawie każdy na nie zerka. Pod koniec każdego roku między­narodowa społeczność artystyczna spogląda zatem właśnie na „Art Review”, czekając na „Power 100” – dorocznie aktualizowaną, prestiżową listę stu osób, które rządzą art worldem.

Dobry ranking poznać można po tym, że chwyta w żagle zmieniający się wiatr. I tak, rok temu „Power 100” otwierał Glenn D. Lowry, dyrektor MoMA w Nowym Jorku. Co znaczy zastąpienie go na pierwszej pozycji przez Black Lives Matter? Lowry symbolizuje tradycyjny układ władzy. To biały i, powiedzmy sobie szczerze, niemłody mężczyzna, szef jednej z najpotężniejszych instytucji artystycznych, która przesądza niejednokrotnie, co zostanie wpisane do globalnej historii sztuki, a co znajdzie się na historii tej marginesie.

A Black Lives Matter? Ruch społeczny pozbawiony przywództwa, najbardziej spektakularnie manifestujący się w ulicznych protestach – co taki zbiorowy aktor spektaklu politycznego ma wspólnego ze sztuką? BLM istnieje od kilku lat, ale w centrum debaty znalazł się w roku 2020, po śmierci zamordowanego przez policję Afroamerykanina George’a Floyda. To zdarzenie było kroplą, która przepełniła czarę dyskryminacji i niesprawiedliwości. Wywołało kryzys, którego głosem i symbolem stało się BLM. Mogłoby się wydawać, że pola bitew z rasizmem znajdują się daleko od wystawowych sal i muzealnych kolekcji. Przeciwnie. Policyjna przemoc i inne formy codziennej dyskryminacji to nie istota problemu, ale jedynie jego symptom. Problemem jest rasizm głęboko wpisany w kulturę, dlatego zmiana nie może się skończyć w muzeach. Musi się w nich zacząć.

Zamaskowana prawda

W połowie lat 80. w nowojorskich muzeach zaczęły się pojawiać kobiety w maskach goryli. Były to członkinie kolektywu Guerrilla Girls – artystycznego komanda, które wypowiedziało partyzancką wojnę seksizmowi w sztuce. Organizowały protesty w salach wystawowych, ale upubliczniały także twarde dane. Wyliczyły na przykład, że wśród twórców, których dzieła znajdują się w kolekcji Metropolitan Museum, kobiety stanowią zaledwie 5 proc. Za to wśród kobiet, które przedstawione są w pracach znajdujących się w zbiorach tej instytucji, aż 85 proc. ukazanych jest nago. To właśnie z tamtych czasów pochodzi słynny plakat Guerrilla Girls z nagą „Odaliską” Ingresa w masce małpy i retorycznym pytaniem: „Czy kobieta musi być naga, aby znaleźć się w muzeum?”.

Plakat kolektywu Guerrilla Girls „Do women have to be naked to get into the Met. Museum?” (1989). (Fot. materiały prasowe) Plakat kolektywu Guerrilla Girls „Do women have to be naked to get into the Met. Museum?” (1989). (Fot. materiały prasowe)

A w jaki sposób w muzeach mogły znaleźć się osoby o innym niż biały kolorze skóry? Jeśli wśród osób reprezentowanych przez muzea kogoś było mniej niż (białych) kobiet, to tylko czarnych artystów – nie mówiąc o czarnych artystkach. Próżno było też szukać czarnych twarzy na obrazach. Jedyne takie oblicza, które zdarzało się widywać w salach wystawowych, to te należące do sprzątaczek i muzealnych strażników.

Rewolucja feministyczna w sztuce trwa, stąd na piątym miejscu wspomnianego rankingu w tym roku znajduje się ruch #MeToo. Rewolucja rasowa dopiero się zaczyna, ale jaskółki tego przewrotu widać już w programach światowych instytucji. Może się wydawać, że najpotężniejszym obecnie kuratorem sztuki jest koronawirus, który zamyka wystawy i zmienia terminy ich otwarć. Epidemia jednak wcześniej czy później przeminie, zaś świadomość, że sztuka nie należy już wyłącznie do białych mężczyzn, ma duże szanse pozostać z nami na zawsze. Powiedzieć, że 2021 będzie rokiem czarnych wystaw, to przesadzić. Ale zainteresowanie czarnymi artystkami nigdy jeszcze nie było tak duże.

Klasyczki, gwiazdy, pionierki

Tate Britain w Londynie weszło w nowy rok z retrospektywą Lynette Yiadom-Boakye, poetki i malarki słynącej z portretów. Osoby przedstawiane przez artystkę wydają się intensywnie obecne, rzeczywiste. I bez wyjątku są fikcyjne. Są też, podobnie jak autorka, czarne i ten fakt ma fundamentalne znaczenie. Kiedy w muzeach oglądamy wizerunki białych ludzi, rasa jest ostatnią kwestią, którą dostrzegamy w postaciach bogów, świętych i królów, w autoportretach malarzy i w portretach ich muz. Tym bardziej nie dostrzegamy nieobecności osób czarnych, dopóki ich wizerunki nie wypełnią obrazów, galerii, muzeów – tak jak dzieje się to na wystawie Yiadom-Boakye. Jej obrazy nie niosą żadnych politycznych aluzji. Nie muszą, ponieważ samo malowanie czarnych osób ma swoją polityczną wagę.

Lynette Yiadom-Boakye „To improvise a mountain” (2018). (Fot. materiały prasowe) Lynette Yiadom-Boakye „To improvise a mountain” (2018). (Fot. materiały prasowe)

Podobna idea napędza sztukę fotografki Deany Lawson. Jej prace mają w sobie intymność właściwą fotografii prywatnej, ale jednocześnie rodzaj osobliwej monumentalności: każde zdjęcie Lawson jest w rzeczywistości pieczołowicie aranżowane i reżyserowane. Wszystkie jej zdjęcia układają się w rodzaj rodzinnego albumu, który przekracza granice zarówno osobiste, jak i geograficzne, bo artystka fotografuje wielką czarną rodzinę i symbole czarnej kultury w różnych częściach świata, od Nowego Jorku przez Brazylię po Kongo. Artystka została laureatką Nagrody im. Hugona Bossa jako pierwsza fotografka w historii tego wyróżnienia. Jak wszyscy laureaci została uhonorowana wystawą retrospektywną w Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku, której otwarcie zaplanowano na wiosnę.

2021 to rok, w którym muzea będą celebrowały klasyczki czarnej sztuki, takie jak nieżyjąca od czterech dekad abstrakcjonistka Alma Thomas czy sędziwa już Lorraine O’Grady, która zanim została artystką, pracowała między innymi jako analityczka w wywiadzie, by w latach 80. stać się performerką, konceptualistką, czasem też prowokatorką łączącą sztukę z aktywizmem.

Lorraine O’Grady „Art is... (Girl pointing)” (1983/2009). (Fot. materiały prasowe) Lorraine O’Grady „Art is... (Girl pointing)” (1983/2009). (Fot. materiały prasowe)

Na fundamencie twórczości takich pionierek jak O’Grady budowały kariery czarne artystki następnego pokolenia. Jedną z nich jest Kara Walker, dziś jedna z najbardziej prominentnych postaci amerykańskiej sztuki. Do końca lutego trwa pokaz jej instalacji w Hali Turbin Tate Modern, a tymczasem artystka już szykuje się do tournée z retrospektywą, którą w 2021 roku pokażą kolejno Kunstmuseum w Bazylei, Schirn Kunsthalle we Frankfurcie i De Pont Museum w Tilburgu.

W latach 90. Kara Walker szokowała pięknymi na pierwszy rzut oka, ale drastycznymi w treści pracami, które przypominały teatr cieni. Opowiadała epizody z historii niewolnictwa: okrucieństwo tych dziejów do dziś kładzie się długim cieniem na kwestie rasowe, i to nie tylko w USA. Podobnie długi cień rzuca przeszłość kolonialna, którą w swojej sztuce zajmuje się między innymi Otobong Nkanga. Urodzona w Nigerii i mieszkająca w Antwerpii była gwiazdą ostatniego Biennale w Wenecji. Teraz szykuje dwie nowe wystawy w dwóch prestiżowych europejskich instytucjach: Castello di Rivoli w Turynie oraz w ekskluzywnym Kunsthaus Bregenz w Austrii.

Kara Walker na tle swojej pracy „Fons Americanus” w Hali Turbin w Tate Modern (2019). (Fot. Ben Fisher). (Fot. materiały prasowe) Kara Walker na tle swojej pracy „Fons Americanus” w Hali Turbin w Tate Modern (2019). (Fot. Ben Fisher). (Fot. materiały prasowe)

Tate Modern planuje z kolei zakończenie roku retrospektywą Lubainy Himid, urodzonej w 1954 roku na Zanzibarze artystki, ale też kuratorki, która w latach 80. jako jedna z pierwszych w Wielkiej Brytanii zaczęła pokazywać czarne twórczynie.

Lubaina Himid „Freedom and Change” (1984). (Fot. materiały prasowe) Lubaina Himid „Freedom and Change” (1984). (Fot. materiały prasowe)

Samospełniająca się przepowiednia

Świat sztuki nie jest wprawdzie kierowany przez żadną grupę trzymającą władzę, ale pozostaje za to bardzo podatny na odruchy stadne. Zainteresowanie sztuką czarnych, a zwłaszcza czarnych artystek, rozwijało się od kilku lat, ale eksplodowało po wystąpieniach ruchu BLM w 2020 roku. W tym zainteresowaniu jest oczywiście wiele z mody. W 2021 roku muzeum, które chce być na czasie, nie może ignorować kwestii rasowych, podobnie jak nie może pozostawać obojętne na problematykę genderową. Mówimy jednak o modzie, która nie przeminie bez śladu. Sztuka w tym wypadku działa jak samospełniająca się przepowiednia. Jeżeli coś staje się możliwe w galerii, dlaczego nie miałoby stać się możliwe w rzeczywistości? Zmiany, które naprawdę następują, to te, które wcześniej spełniły się w wyobraźni.

Rubryka powstaje we współpracy z Jankilevitsch Collection.

  1. Kultura

Zamknięte muzea podczas lockdownu prezentują w sieci... swoje najbrzydsze eksponaty [zdjęcia]

fot. iStock
fot. iStock
Challenge rozpoczął się prawie rok temu, jednak niektóre muzea dalej prześcigają się w publikacji najbardziej odrażających eksponatów dostępnych w ich zasobach. W ten sposób muzea na całym świecie starają się walczyć nie tylko z nudą i lockdownem, ale dalej wzbudzać zainteresowanie odbiorców i zaciekawiać ich swoimi zbiorami.

Inicjatywa wyszła od Yorkshire Museum znajdującego się w miejscowości York, w Wielkiej Brytanii. Pracownicy muzeum zaprezentowali wówczas na swoim twitterowskim koncie jeden z eksponatów przedstawiający... pukiel włosów kobiety z Rzymu z przełomu III i IV w. Pod hashtagiem #CreppiestObject zaczęły pojawiać się coraz nowsze wpisy prezentujące inne ciekawe i w przeważającej mierze odrażające dzieła.

Jednym z najbardziej przerażających eksponatów okazała się... syrenka znajdująca się w muzeum Natural Sciences NMS w Edynburgu. Pozostałe zbiory prezentowane były przez placówki z całego świata m.in. przez Muzeum Historii Naturalnej z Niemiec, York Art Gallery, Brampton Museum, czy The National Museum of Toys and Miniatures z Missouri. Przez niecały rok w wyzwaniu wzięło udział wiele muzeów, które prezentowały takie dziwadła, jak chociażby: wypchanego lisa z ludzką twarzą, połączenie małpy i ryby, odciętą nogę zamieniona w zwierzę czy... stado szczurów splątanych ogonami.

Wśród ciekawszych eksponatów znalazły się również takie, które wzbudziły w oglądających nie tylko odrazę, ale również zaciekawiły swoją oryginalnością. Ogromne emocje wzbudziła tu chociażby XVII wieczna maska chroniąca przed zarazą oraz... nietoperz zamknięty w butelce.

"Wspaniale, że możemy wraz z innymi muzeami dzielić się naszymi kolekcjami z ludźmi, kiedy nasze drzwi są zamknięte. Mamy tylko nadzieję, że nie przyprawiliśmy nikogo o koszmary!" – powiedziała Millicent Carroll z York Museums Trust, organizacji sprawującej pieczę nad Yorkshire Museum.

Jak już będzie to możliwe, z chęcią wybierzemy się, aby zobaczyć niektóre z nich na żywo!