1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Jane Fonda - klimat na rewolucję

Jane Fonda - klimat na rewolucję

Nie jestem materiałem na partnerkę dla faceta, który boi się silnych kobiet - mówi Jane Fonda. (Fot. HBO)
Nie jestem materiałem na partnerkę dla faceta, który boi się silnych kobiet - mówi Jane Fonda. (Fot. HBO)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Ma 82 lata, ale nawet pandemia nie jest w stanie powstrzymać jej od działania. I nic sobie nie robi z tego, że za obywatelskie nieposłuszeństwo spędziła noc w celi. Jane Fonda ma wprawę w walce o słuszne idee. Ekolodzy ostrzegają, że Ziemia staje w płomieniach, a ona chce ugasić ten pożar. Razem z nami.

Cześć, witam na TikToku, nazywam się Jane Fonda i przypomnę teraz swój trening – oświadcza, leżąc na lewym boku w obcisłej czerwonej bluzce z dekoltem w serek. Potem widzimy przebitkę z archiwalnym nagraniem z lat 80. uśmiechniętej Fondy w połyskującym trykocie. I powrót do ćwiczeń na TikToku: „W górę i w dół, w górę i w dół. I znowu – Fonda bez śladu zadyszki demonstruje kultowe już dzisiaj ćwiczenie, podnosząc wyprostowaną nogę. Cięcie. Teraz stoi blisko obiektywu w czerwonym płaszczu: „Wiecie co? W telewizji i Internecie jest już za dużo treningów, tak naprawdę chciałabym, żebyście razem ze mną wysilili się dla planety. Sprawa jest pilna, mamy kryzys klimatyczny. Bez względu na to, czy siedzicie na kanapie, czy na macie do jogi, dołączcie do moich Piątkowych Alarmów Przeciwpożarowych [ang. Fire Drill Fridays]. Przyszłość was potrzebuje, ja was potrzebuję”.

To nagranie z początku kwietnia bieżącego roku i nie ma związku z Ochotniczymi Strażami Pożarnymi. Wszystko zaczęło się o wiele wcześniej, w realu. Inspiracją dla Fondy była lektura ostatniej książki Naomi Klein „On Fire: The (Burning) Case for a Green New Deal” [W ogniu. Palący argument na rzecz Nowego Zielonego Ładu]. A przede wszystkim Greta Thunberg, nastoletnia liderka międzynarodowego ruchu klimatycznych strajków młodzieży.

Noc w areszcie

Idąc za jej wzorem i za przykładem inicjatywy Fridays for Future (Młodzieżowy Strajk Klimatyczny to polska część tego ruchu), od 11 października i w każdy następny piątek aż do stycznia Jane Fonda z pomocą Greenpeace’u postanowiła organizować przed Kapitolem protestacyjne marsze. „Będę na Kapitolu w każdy piątek bez względu na pogodę – zapowiedziała w mediach społecznościowych. – Nie mogę dłużej przyglądać się z boku, jak wybrani przez nas politycy ignorują, a nawet wspierają przemysł wydobywczy, który dla zysku niszczy naszą planetę”.

Podczas zatrzymań w Waszyngtonie Jane Fonda ani razu nie stawiała oporu przed aresztowaniem. Do radiowozu odprowadzały ją okrzyki gapiów: „Kochamy cię, Jane” i „Dziękujemy!”. (Fot. Getty Images) Podczas zatrzymań w Waszyngtonie Jane Fonda ani razu nie stawiała oporu przed aresztowaniem. Do radiowozu odprowadzały ją okrzyki gapiów: „Kochamy cię, Jane” i „Dziękujemy!”. (Fot. Getty Images)

Słowa dotrzymała, wynegocjowała przerwę od kręcenia finałowego sezonu serialu „Grace i Frankie” i przeprowadziła się na cztery miesiące do Waszyngtonu. Ruszyła też strona Fire Drill Fridays, zachęcająca do aktywizmu na rzecz ochrony środowiska. Przy organizacji pomagał jej mały zespół, choć za wiele odpowiadała sama. Prawnicy radzili Fondzie, jak łamać prawo na tyle, żeby zostać zatrzymaną przez policję, ale nie trafić do więzienia. Czasem zdarzały się jednak potknięcia, jak wtedy, gdy spędziła noc w celi po proteście 1 listopada. Była bardzo dzielna, za materac służył jej czerwony płaszcz, ale przyznała przyjaciołom, że dało się to we znaki jej starym kościom. „Nie ryzykuję zbyt wiele. Jestem biała i sławna. Zdaje się, że prokurator generalny nakazał traktować mnie łagodnie” – uspokajała wszystkich martwiących się o jej zdrowie.

Suknia z odzysku

Trudno byłoby znaleźć lepszy pomysł na nagłośnienie sprawy, protesty przyciągnęły uwagę wszystkich mediów. Zwłaszcza ten, podczas którego skrępowana plastikowymi opaskami zastępującymi kajdanki Fonda przekornie wykrzykiwała do kamery podziękowania dla kapituły BAFTA za przyznanie jej nagrody Britannia za wybitne osiągnięcia filmowe. Na ceremonię wręczenia do Londynu nie pojechała, za to filmik z tego incydentu został zaprezentowany podczas gali BAFTA i stał się przebojem Internetu. W lutym przeniosła protesty przed ratusz w Los Angeles. U jej boku stanął m.in. Joaquin Phoenix. Dwa dni później, 9 lutego, podczas tegorocznych Oscarów, Jane prezentowała nominowanych w kategorii: najlepszy film. I znowu przyciągnęła spojrzenia. Nie tylko dlatego, że zmieniła kolor włosów z blondu na stalowy odcień bieli. Na scenę wkroczyła z przewieszonym przez ramię czerwonym płaszczem marki Chanel, tym, który stał się już symbolem protestów. Na sobie miała piękną czerwoną suknię od Eliego Saaba, ale, uwaga, wystąpiła już w niej sześć lat wcześniej na festiwalu w Cannes. Tak jakby publicznie potwierdzała swoje postanowienie, że wspomniany płaszcz będzie ostatnim kupionym przez nią ubraniem. „Naprawdę nie musimy bez przerwy kupować. Nie powinniśmy budować w ten sposób swojej tożsamości. Nie potrzebujemy więcej rzeczy. Ja też muszę się do tego zastosować” – mówiła dziennikarzom.

Na tegorocznej ceremonii wręczenia Oscarów wystąpiła w sukni, którą założyła sześć lat wcześniej na otwarcie festiwalu w Cannes (po prawej), i z płaszczem symbolizującym jej walkę o planetę. Pokazała w ten sposób, jak poważnie traktuje zobowiązanie, że będzie on ostatnim kupionym przez nią ubraniem. (Fot. Forum) Na tegorocznej ceremonii wręczenia Oscarów wystąpiła w sukni, którą założyła sześć lat wcześniej na otwarcie festiwalu w Cannes (po prawej), i z płaszczem symbolizującym jej walkę o planetę. Pokazała w ten sposób, jak poważnie traktuje zobowiązanie, że będzie on ostatnim kupionym przez nią ubraniem. (Fot. Forum)

Może i nie kupuje nowych ubrań, ale je sprzedaje. Na stronie janefonda.com można nabyć tęczowy dres z charakterystycznym barwnym lampasem. Cały zysk idzie na ruch Fire Drill Fridays i organizację dokarmiającą najgorzej opłacanych robotników, pracowników służby zdrowia oraz ludzi w potrzebie. Dzięki ekologicznemu zaangażowaniu zatrudniono ją też w roli modelki do kampanii pierwszej zrównoważonej kolekcji w historii marki Gucci. Reklamuje linię wykorzystującą organiczne materiały z recyklingu.

Jane sama w domu

Przed wybuchem pandemii planowała zrobić sobie przerwę od grania i wyruszyć w trasę po Stanach, żeby ostrzegać przed zmianami klimatycznymi. „Mam 82 lata, co się bardzo przydaje, bo ludzie mówią: »Kurczę, jeśli ona daje radę, to my też możemy«” – żartowała.

W marcu koronawirus zrewidował te plany, ale Fonda szybko ogłosiła, że od 3 kwietnia przenosi Alarmy Przeciwpożarowe do przestrzeni online. I chociaż musiała zamknąć się sama w domu, nie przestała działać. Na żartobliwym filmiku z TikToka widać, jak intensywny jest jej dzień. Wstaje w czerwonym płaszczu, idzie sobie zrobić kawę, potem ćwiczy w swoim tęczowym dresie (obok komentarz: „Takie przysiady robiłam w więzieniu”), następnie razem ze swoją suczką Tulią czyta prasę. Potem uczestniczy w spotkaniu na Zoomie, popijając martini, i wreszcie zasypia z głową na klawiaturze laptopa.

Jane Fonda jest bardzo aktywna w Internecie. Furorę robią jej filmiki z TikToka. Pokazuje w nich, jak wygląda jej dzień w czasie lockdownu, i zachęca do udziału w ruchu Fire Drill Fridays. (Fot. media społecznościowe Jane Fondy) Jane Fonda jest bardzo aktywna w Internecie. Furorę robią jej filmiki z TikToka. Pokazuje w nich, jak wygląda jej dzień w czasie lockdownu, i zachęca do udziału w ruchu Fire Drill Fridays. (Fot. media społecznościowe Jane Fondy)

Wielu z nas niepokoi się zniszczeniem środowiska i zmianami klimatu, ale na ogół nie wiemy, co można w tej sprawie zrobić. „Podjęcie działań to forma terapii redukującej lęk i niepokój” – podpowiada Jane Fonda. A na poparcie tej tezy podaje własny przykład: „Koronawirus pokazał mi, że jestem odporna na trudne sytuacje, nie przeszkadza mi samotność i nigdy się nie nudzę”.

Sztuczka z kajdankami

Ryzyko aresztu to dla Jane Fondy nic nowego. Na początku lat 70. jej życie składało się głównie z marszów protestacyjnych, wieców i demonstracji. Walczyła z dyskryminacją kolorowych, nierównością kobiet, biedą, rozprzestrzenianiem się broni nuklearnej, ale przede wszystkim – z wojną w Wietnamie, na dwa lata rezygnując z filmowego planu. Na kilka godzin zatrzymywano ją za to, że maszerowała z Indianami walczącymi o odzyskanie swojej ziemi. I jeszcze za rozpowszechnianie literatury pacyfistycznej wśród żołnierzy – w Teksasie i w Karolinie Południowej. Ale najgłośniejsze zatrzymanie miało miejsce na lotnisku w Cleveland w 1970 roku. Aktorka wracała z objazdu po kanadyjskich uniwersytetach, na których wygłaszała antywojenne mowy, żeby wziąć udział w demonstracji w Ohio. Na demonstrację już nie dotarła, ponieważ oskarżono ją o przemycanie narkotyków i skutą przewieziono do miejscowego więzienia. Dzięki temu, że Fonda ma wyjątkowo elastyczne stawy – co z ochotą demonstrowała wiele lat później na filmiku dla „Vanity Fair” – udało jej się wyswobodzić z kajdanek. Tak powstało słynne zdjęcie z aresztu, na którym ma włosy ufarbowane na ciemny kolor, fryzurę na czeskiego piłkarza i w geście protestu wznosi pięść. Dziś jest ono symbolem walki z władzą i można je znaleźć na kubkach i T-shirtach.

Zdjęcie symbol, pamiątka z aresztowania w Cleveland z gestem zapożyczonym od Czarnych Panter (1970). W Cannes w 1989 r. zgodziła się zapozować polskiemu fotografowi, by pokazać poparcie dla Solidarności. Była zorientowana w sytuacji politycznej naszego kraju, w 1987 r. nawet odwiedziła Polskę. Zdjęcie symbol, pamiątka z aresztowania w Cleveland z gestem zapożyczonym od Czarnych Panter (1970). W Cannes w 1989 r. zgodziła się zapozować polskiemu fotografowi, by pokazać poparcie dla Solidarności. Była zorientowana w sytuacji politycznej naszego kraju, w 1987 r. nawet odwiedziła Polskę.

Zatrzymano ją na polecenie samego prezydenta Nixona, by zszargać jej wizerunek. Narkotyki okazały się jednak zwykłymi witaminami i szybko ją wypuszczono. Przy okazji wydało się, że Fonda od dłuższego czasu była pod obserwacją FBI, śledzono ją, podsłuchiwano jej rozmowy telefoniczne i otwierano prywatną korespondencję. Po dwóch latach wniosła pozew przeciwko byłemu już prezydentowi Richardowi Nixonowi, FBI oraz CIA. Oskarżyła ich o naruszenie praw obywatelskich, nękanie i rozpowszechnianie nieprawdziwych oskarżeń. W maju 1979 roku zawarto z nią ugodę, administracja państwowa nie wypłaciła odszkodowania, ale musiała przyznać się do winy.

Rewolucja zaczyna się w mięśniach

Także słynne VHS-y z początku lat 80., na których Jane Fonda ćwiczy aerobik, wzięły się z jej społecznikowskiego zacięcia. Była wtedy żoną Toma Haydena, współorganizatora słynnych marszów domagających się praw obywatelskich na amerykańskim Południu i antywojennego aktywisty. Tom i Jane prowadzili zaangażowane życie. Wspierali Czarne Pantery, radykalne ugrupowanie walczące o prawa Afroamerykanów. Założyli kampanię na rzecz pokoju w Indochinach. Organizowali nawet letnie obozy dla dzieciaków, których rodzin nie było stać na wakacje. Zbierając środki dla Kampanii na rzecz Demokracji Gospodarczej, organizacji męża, Jane stała się inicjatorką zupełnie nieoczekiwanej rewolucji. Nakłoniła kobiety do ćwiczeń, właściwego odżywiania i przejęcia kontroli nad własnym ciałem. To wtedy nagrała pierwszy zestaw ćwiczeń aerobiku i wydała go na kasetach wideo. Materiał stał się najpopularniejszą kasetą wszech czasów, a towarzysząca mu książka „Gimnastyka Jane Fondy” przez dwa lata zajmowała pierwsze miejsce listy bestsellerów „New York Timesa”. Zyski trafiły na konto organizacji Toma, ale Fonda w późniejszych latach, nie będąc już jego żoną, nagrywała kolejne serie ćwiczeń, otworzyła też sieć klubów fitness. Do dziś zresztą praktykuje jogę i pilates, po rozwodzie ze swoim kolejnym mężem, Tedem Turnerem, nagrała cykl filmów z gimnastyką dla starszych osób. „Nie mogę już wykonywać swoich oryginalnych ćwiczeń, bo zrobiłabym sobie krzywdę – mówi, wskazując na biodra. – Przeszłam operację stawów”.

Moc kina

Oprócz aktywności fizycznej zaleca wszystkim, niezależnie od wieku, aktywność społeczną, najlepiej w sprawie, w którą wierzymy. „Aktywizm jest lepszy niż prozac. Wyciągnie cię ze smutku, bo tak działa życie zgodne z naszymi głębokimi wartościami” – mówi.

W obliczu ostatnich protestów przeciwko systemowemu rasizmowi, które rozgorzały po śmierci George’a Floyda w trakcie brutalnej interwencji policji w Minneapolis, „biała i sławna” Fonda wypada mocno i wiarygodnie. Od dawna współpracuje z organizacją Black Lives Matter zaangażowaną w walkę z rasizmem. Nie mówiąc już o tym, że w 1982 roku adoptowała czarnoskórą Mary „Lulu” Williams, gdy jej należący do Czarnych Panter ojciec trafił do więzienia, a matka popadła w alkoholizm. Lulu, za zgodą matki, wychowywała się z dziećmi Fondy, mieszkała z nimi w Santa Monica i była traktowana jak członek rodziny. Jane tak jak dawniej odważnie mówi o uprzywilejowaniu białych. Rozmawia z czarnymi aktywistami o tym, jak można wesprzeć społeczności, które reprezentują, i pojawia się w CNN, żeby komentować protesty odbywające się w całych Stanach.

Pytana dzisiaj, czy bardziej czuje się aktorką, czy aktywistką, odpowiada bez wahania, że tą drugą. Dodaje jednak szybko: „Widzę, że aktorstwo to świetna platforma dla aktywizmu. Dzięki temu, że gram w popularnym serialu »Grace i Frankie«, mam większą szansę dotrzeć do ludzi. I jestem za to wdzięczna”.

Kadr z serialu „Grace i Frankie”, obok Jane Fondy – Lily Tomlin, aktorki przyjaźnią się nie tylko w netflixowej produkcji, ale i w prawdziwym życiu. (Fot. materiały prasowe) Kadr z serialu „Grace i Frankie”, obok Jane Fondy – Lily Tomlin, aktorki przyjaźnią się nie tylko w netflixowej produkcji, ale i w prawdziwym życiu. (Fot. materiały prasowe)

Po raz pierwszy odkryła, że kino może mówić coś ważnego, kiedy zagrała w „Czyż nie dobija się koni?” w 1969 roku. Film Sydneya Pollacka, który przyniósł Fondzie pierwszą nominację do Oscara, pokazywał amerykańskie społeczeństwo w czasach wielkiego kryzysu, udręczone nierównościami społecznymi, biedą i brakiem perspektyw. Sprawił, że Fonda zaczęła patrzeć na kino jak na nowe narzędzie wprowadzania zmian w życie społeczne. Niespełna dekadę później wyprodukowała „Powrót do domu” o problemach weteranów wojny w Wietnamie. Dostała za niego swojego drugiego po „Klute” Oscara. Potem był jeszcze katastroficzny „Chiński syndrom” zwracający uwagę na zagrożenia związane z energią atomową, a także komedia „Od dziewiątej do piątej”, poruszająca problemy nierównej płacy i molestowania kobiet przez przełożonych. Wyprodukowała także film, który pomógł jej rozwiązać własne problemy, sięgające jeszcze czasów dzieciństwa.

Rodzinna terapia

Jako dziecko była chłopczycą łażącą po drzewach. Nie chciała mieć nic wspólnego z matką, która wymagała leczenia w szpitalach psychiatrycznych, wolała „zwycięską drużynę taty”, wielkiego aktora Henry’ego Fondy wielbionego przez całą Amerykę. Próbowała walczyć o jego zainteresowanie, ale on zwracał na nią uwagę tylko wtedy, gdy coś zbroiła albo źle się prezentowała. Zdarzało mu się mówić, że jest za gruba. Dla dziewczynki przekaz był jasny – żeby zasłużyć na miłość, trzeba perfekcyjnie wyglądać. Nie bez powodu wszystkie późniejsze żony Henry’ego, tak jak zresztą córka, cierpiały na bulimię.

Być może wybór aktorstwa był nie tylko sposobem na finansową niezależność, jak Jane deklaruje w wywiadach, ale też próbą zbliżenia do ojca niepotrafiącego okazywać uczuć. Jeśli tak, to udało się to dopiero w 1981 roku, kiedy zagrali ojca i córkę w filmie „Nad złotym stawem”, którego scenariusz tak przypominał ich prawdziwą relację, że zadziałał jak rodzaj terapii. Filmowy ojciec Norman (podobnie jak realny Henry Fonda) jest szorstki, nie umie okazywać czułości. Jego córka Chelsea wspomina, jak dokuczał jej w dzieciństwie, wypominając zbędne kilogramy. „Może powinniśmy nawiązać normalne kontakty? Za długo jesteśmy na siebie źli” – mówi w jednej ze scen Chelsea. „Pierwsze słyszę, myślałem, że się po prostu nie lubimy” – odpowiada jej Norman. „Chcę być twoją przyjaciółką”. „Będziesz przyjeżdżać częściej? Mama by się cieszyła”. „Będę przyjeżdżać częściej”. W czasie kręcenia Fonda zagrała nieco inaczej niż na próbach, czego Henry nie znosił, i w trakcie dialogu chwyciła go za rękę. Cofnął ją i odwrócił głowę, by ukryć prawdziwe łzy wzruszenia.

Na planie filmu „Nad złotym stawem” (1981 ) – z ojcem Henrym Fondą i Katharine Hepburn. W dzieciństwie Jane fantazjowała, że Hepburn jest jej matką. (Fot. Getty Images) Na planie filmu „Nad złotym stawem” (1981 ) – z ojcem Henrym Fondą i Katharine Hepburn. W dzieciństwie Jane fantazjowała, że Hepburn jest jej matką. (Fot. Getty Images)

To była jego ostatnia rola, dostał za nią swojego pierwszego Oscara. Jane, odwiedzając ojca w ostatnich dniach jego życia, zdała sobie sprawę z dwóch rzeczy. Że nie boi się śmierci i że nie chce umierać, żałując, tak jak on, że czegoś nie zrobiła.

W wywiadzie dla „People” wyznała, że głęboki wpływ miała na nią także przedwczesna śmierć matki. Jako 13-latka dopiero z gazety dowiedziała się, że przyczyną nie był zawał, ale samobójstwo. Frances Ford Seymour podcięła sobie gardło w szpitalu psychiatrycznym. Jane przez większość życia starała się o niej nie myśleć, nie chodziła na jej grób. Zmieniło się to, gdy wpadła jej w ręce dokumentacja medyczna matki ze szpitala. Dowiedziała się, że Frances w dzieciństwie była seksualnie wykorzystywana. Fonda zrozumiała wtedy, dlaczego była taka, jaka była, i wybaczyła jej. „Jeśli twój rodzic nie potrafi być obecny, patrzeć na ciebie z miłością, odwzajemniać twojego zainteresowania – zawsze obwiniasz o to siebie. Pozbycie się tego poczucia winy zajmuje wiele czasu” – mówiła w wywiadzie dla Oprah Winfrey.

Ostatni rozdział dedykuję sobie

Zawsze była szczera wobec dziennikarzy oraz swoich fanów.  Także dziś, gdy na potęgę korzysta z  social mediów (TikToka, Facebooka, Instagrama oraz bloga), stara się być uczciwa w swoich postach. „Czasem zamieszczam zdjęcia, na których wyglądam na trochę zabiedzoną, a raz nawet takie, na którym widać, że wypadł mi ząb. To się stało w restauracji w Portugalii i wrzuciłam to online” – mówi zadziornie. To z jej strony akt odwagi, bo praca nad samoakceptacją od zawsze była dla niej codziennym trudem, długą, niekończącą się walką. Spore poruszenie wywołała jej niedawna deklaracja, że nie zamierza więcej kłaść się pod nóż chirurga plastycznego. Ktoś może złośliwie powiedzieć: „Najwyższy czas”, ale dla niej to przełom. Do niedawna musiała stale zmieniać się fizycznie, żeby podtrzymać dobre samopoczucie. Całe życie walczyła z brakiem pewności siebie, kompleksami na punkcie wyglądu i niskim poczuciem własnej wartości.

Twierdzi, że mimo wielu zawodowych sukcesów wychodziła za mężczyzn, żeby zyskać tożsamość. U boku reżysera Rogera Vadima była nowofalową gwiazdą kina i seksbombą, polityk Tom Hayden sprawił, że zrezygnowała z hollywoodzkiego blichtru i stała się wojowniczką o społeczną sprawiedliwość. Dla Teda Turnera zrezygnowała z grania i stała się stateczną żoną magnata koncernu medialnego. Żadne z jej małżeństw nie było demokratyczne, to ona próbowała się dostosować, przypodobać, zasłużyć na miłość. Dla każdego ze swoich mężów musiała też inaczej wyglądać. A kiedy wzajemna fascynacja się wypalała, zawsze myślała, że to koniec, nikt nie będzie jej już zauważał. Czuła się pusta.

Portret Jane Fondy z 1965 r. Portret Jane Fondy z 1965 r.

Jak jest teraz? „Staję się autentyczna, to dla mnie ważne – deklaruje. – Jeśli chodzi o emocjonalną stabilność, poczucie szczęścia, to mam lepsze wyniki niż moi rodzice. Mam farta, ale zasłużyłam na swoje szczęście”. Wielkim odkryciem była dla niej myśl, że nie potrzebuje mężczyzny, żeby dać sobie radę w życiu, a najprawdziwsza czuje się wśród przyjaciółek. Bycie singlem to jej świadomy wybór: „Ten rozdział życia dedykuję sobie. Zamknęłam sklep tam na dole”. W końcu odnalazła też intymność, której tak potrzebowała, w relacjach z dziećmi i wnukami.

Emerytura? Nic z tego, w działaniu czuje się jak ryba w wodzie. Ukuła nawet teorię, że starsze kobiety są najdzielniejszymi aktywistkami. „Co masz do stracenia, gdy już się zestarzejesz?! Nie jestem materiałem na partnerkę dla faceta, który boi się silnych kobiet. Wychodziłam już za takich trzy razy. Teraz żyję sama, mam czas i odwagę” – mówi. A my możemy dołączyć do jej walki o planetę, w końcu stawką jest przyszłość ludzkości.

Jane Fonda jest wciąż aktywna zawodowo, ale przede wszystkim zaangażowana w walkę przeciwko zmianom klimatu. (Fot. Forum) Jane Fonda jest wciąż aktywna zawodowo, ale przede wszystkim zaangażowana w walkę przeciwko zmianom klimatu. (Fot. Forum)

Jane Fonda, ur. w 1937 r., aktorka, producentka, aktywistka, autorka książek i guru fitnessu. Wystąpiła w ponad 50 filmach, ale znana jest także z działalności społecznej i filantropijnej. Trzykrotnie zamężna: z francuskim reżyserem Rogerem Vadimem, politykiem Tomem Haydenem oraz magnatem medialnym Tedem Turnerem. Z pierwszym mężem ma córkę Vanessę, z drugim – syna Troya, nieformalnie adoptowała też Mary Williams. Ma również dwójkę wnucząt, Malcolma i Vivę.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

"Proste rzeczy" – czuła opowieść o poszukiwaniu życiowych fundamentów

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Proste rzeczy", na zdjęciu Błażej Sitowski. (Fot. Jarosław Sosiński/Before my eyes)
Mówią: rzuć wszystko i wyjedź z miasta. Ale co dalej? Ucieczka z miejskiej dżungli to dopiero początek, zwłaszcza wtedy, gdy zabieramy ze sobą bagaż nierozwiązanych spraw rodzinnych, tak jak bohater filmu "Proste rzeczy" Grzegorza Zaricznego.

Nagrodzony na prestiżowym festiwalu Sundance Grzegorz Zariczny to reżyser, który odważnie eksploruje terytorium na granicy fabuły i dokumentu. W „Prostych rzeczach”, czułej opowieści o poszukiwaniu życiowych fundamentów, podpatruje autentyczną relację Błażeja (Błażej Kitowski), Magdy (Magdalena Sztorc) i ich córki Ali, wprowadzając do historii katalizator w postaci fikcyjnego wujka (Tomasz Schimscheiner) – brata zmarłego ojca Błażeja, który pojawia się, by pomóc młodym w remoncie wiejskiego domu. To punkt wyjścia do refleksji nad rodzinnymi relacjami i uporządkowania bolesnych spraw z przeszłości. Zariczny w umiejętny sposób zderza tu słodko-gorzką codzienność z bezmiarem uniwersalnych problemów.

Grzegorz Zariczny, ur. w 1983 roku absolwent reżyserii filmowej Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego oraz kursu dokumentalnego w Szkole Wajdy. W 2012 roku jego dokument krótkometrażowy „Gwizdek” miał premierę światową i otrzymał Grand Prix na festiwalu filmowym w Sundance. W 2016 roku zrealizował debiut fabularny „Fale”, który miał premierę w Konkursie Głównym MFF w Karlovych Varach. W 2020 roku ukończył swój drugi film fabularny „Proste rzeczy”, który miał polską premierę w Konkursie Głównym MFF Nowe Horyzonty. (Fot. Jarosław Sosiński/Before my eyes)Grzegorz Zariczny, ur. w 1983 roku absolwent reżyserii filmowej Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego oraz kursu dokumentalnego w Szkole Wajdy. W 2012 roku jego dokument krótkometrażowy „Gwizdek” miał premierę światową i otrzymał Grand Prix na festiwalu filmowym w Sundance. W 2016 roku zrealizował debiut fabularny „Fale”, który miał premierę w Konkursie Głównym MFF w Karlovych Varach. W 2020 roku ukończył swój drugi film fabularny „Proste rzeczy”, który miał polską premierę w Konkursie Głównym MFF Nowe Horyzonty. (Fot. Jarosław Sosiński/Before my eyes)

Rozmowa z odtwórcami głównych ról: Magdaleną Sztorc i Błażejem Kitowskim

Jaką rolę w filmie odegrały wasze doświadczenia?
Grzegorz Zariczny zaprosił nas do udziału w filmie „Proste rzeczy” w momencie, kiedy byliśmy świeżo upieczonymi rodzicami. Nasza córka Alicja miała niecały rok. W tym czasie również zdecydowaliśmy się przeprowadzić na wieś i zaadaptować tam sobie część domu. Byliśmy w trakcie prac, kiedy zaczęły się rozmowy o wspólnej realizacji filmu. Najważniejszą postacią w tym układzie był Błażej. Grzegorz chciał opowiedzieć o jego trudnej relacji z ojcem i pokazać, jak młody mężczyzna – ojciec i partner - mierzy się z bolesnymi doświadczeniami z przeszłości, by odnaleźć spokój i siłę do działania w teraźniejszości.

Czy kamera w sferze intymnej jest rodzajem terapii? Przejrzeniem się w lustrze?
Kamera w sferze intymnej jest na pewno dużym przeżyciem, przynajmniej w życiu naturszczyków. Podeszliśmy do tematu z dużym zaangażowaniem, z wiarą, że historia, którą chce opowiedzieć Grzegorz, bazująca na naszych doświadczeniach, ale jednocześnie pozostająca fabułą, współgrająca z wrażliwością i wizją Grześka, będzie miała sens i będzie ważna dla widza. Chcielibyśmy, żeby ta historia kogoś poruszyła. Włożyliśmy w to dużą część siebie. Błażej na pewno musiał otworzyć swoją puszkę Pandory – dużo go to kosztowało. Czy film okazał się terapią? Nie, to tylko film.

Kadr z filmu 'Proste rzeczy', na zdjęciu Magdalena Sztorc i Błażej Sitowski. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Proste rzeczy", na zdjęciu Magdalena Sztorc i Błażej Sitowski. (Fot. materiały prasowe)

Mieliście precyzyjny scenariusz czy improwizowaliście?
Bazowaliśmy raczej na treatmencie. Rozpisaliśmy historię, którą chcieliśmy opowiedzieć na sceny. Każdą scenę Grzegorz z nami omawiał, każda miała swój cel. My również inspirowaliśmy Grześka – przez wiele tygodni spotykaliśmy się weekendami, opowiadaliśmy o naszej codzienności, działaniach, planach, wspomnieniach. Oprócz nas i Grzegorza, w spotkaniach brał udział Tomasz Schimscheiner (filmowy wujek), Weronika Bilska (autorka zdjęć) i Bartosz Świderski (drugi reżyser).Podczas planu zdjęciowego każda scena była improwizowana. Mówiliśmy własnym językiem, niemieliśmy rozpisanych dialogów. Najczęściej wszystko działo się w jednym dublu, w długich ujęciach – jedna kłótnia, jedna scena na rybach, itd. Ogromne znaczenie w tym projekcie i jego finalnym kształcie miał też montaż – trwał ponad rok.

Czy film wpłynął na waszą rodzinę?
Cieszymy, że mogliśmy wziąć udział w takim przedsięwzięciu. Nie da się tego wymazać. To też ważna rodzinna pamiątka. Jednocześnie był to eksperyment, trochę igranie z ogniem, z emocjami, z przeszłością. Nie zawsze czuliśmy się na to gotowi. Do dziś prowadzimy dyskusje, czy to miało sens, czy ten film nie utrudnił nam pewnych spraw. Czy to tak naprawdę nie było wywoływanie duchów, które dopiero teraz zaczynają nas nękać. Czy dopiero teraz nie nadszedł czas, żeby pewien rozdział zamknąć.

Film Grzegorza Zaricznego „Proste rzeczy” w kinach od 4 czerwca.

  1. Kultura

Kino noir – zestawienie najlepszych filmów

„Asfaltowa dżungla” w reżyserii Johna Hustona to jeden z najważniejszych filmów noir. W roli Angeli Phinlay wystąpiła znakomita Marilyn Monroe. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)
„Asfaltowa dżungla” w reżyserii Johna Hustona to jeden z najważniejszych filmów noir. W roli Angeli Phinlay wystąpiła znakomita Marilyn Monroe. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)
"Wielki sen" z Humphreyem Bogartem, "Gilda" z Ritą Hayworth, "As w potrzasku" z Kirkiem Douglasem, czy "Proszę nie pukać" z Marilyn Monroe to kultowe filmy, które zna prawie każdy. Reprezentują one tzw. kino noir - gatunek, w którym królują czarno-białe kadry, najczęstszym tematem jest zbrodnia, a głównym bohaterem prywatny detektyw z piękną kobietą u swego boku. Zapraszamy na nasz przegląd najlepszych filmów noir.

Kino noir to popularny w latach 40. i 50. XX wieku gatunek w kinie amerykańskim, którego powstanie ściśle wiązało się z atmosferą pesymizmu i niepokoju, jaka zapanowała w Stanach Zjednoczonych wraz z wybuchem II wojny światowej. Sam termin wywodzi się natomiast z francuskiego filmoznawstwa, a po raz pierwszy użyty został w 1946 roku przez krytyka Nino Franka. Historie tzw. „czarnej serii” opierano głównie na klasycznych amerykańskich powieściach kryminalnych. Najczęściej pokazywały one niewyjaśnione zbrodnie, jednak bez moralizowania, happy endów i jasnego podziału na dobro i zło. Głównymi bohaterami zwykle byli prywatni detektywi, przeciętniacy przypadkowo wplątani w świat przestępczy oraz tzw. kobiety fatalne, czyli femme fatale. Najczęściej wybieraną lokacją było natomiast miasto, którego mroczny klimat uzyskiwano za sprawą charakterystycznych środków wizualnych: wyrazistych cieni, mocnych kontrastów i agresywnego montażu.

Najbardziej znanym aktorem kina noir był Humphrey Bogart. Wykształcił on charakterystyczny typ męskiego bohatera – prywatnego detektywa lub przestępcy, cynicznego ironisty i zatroskanego twardziela w prochowcu i z papierosem. Wraz ze swoją żoną Lauren Bacall, która partnerowała mu m.in. w „Wielkim śnie” oraz „Mrocznym przejściu” tworzyli najpopularniejszą parę kina noir, podobnie jak Adrian Ladd oraz Veronica Lake („Pistolet do wynajęcia”, „Błękitna dalia”). Ikoną gatunku stała się również Rita Hayworth („Gilda”, „Dama z Szanghaju”) oraz Jane Greer, kultowa odtwórczyni ról kobiet fatalnych. Innymi znaczącymi aktorami kina noir byli też m.in. James Cagney, Richard Conte, Richard Widmark oraz Robert Mitchum. Do najpopularniejszych filmów noir możemy zaliczyć:

„Sokół maltański” (1941)

Pierwszym w historii filmem noir był „Sokół maltański” w reżyserii debiutującego wówczas Johna Hustona. Grupa podejrzanych osobników nie cofnie się przed niczym, aby zdobyć drogocenny skarb - wysadzoną klejnotami statuetkę sokoła. Detektyw Sam Spade (w tej roli znakomity Humphrey Bogart) za wszelka cenę pragnie dowiedzieć się, dlaczego tak bardzo zależy im na jej zdobyciu - i kto stoi za zamordowaniem jego partnera. W pozostałych rolach wystąpili m.in. Jerome Cowan, Mary Astor oraz nominowany do Oscara Sydney Greenstreet.

Kadr z filmu „Sokół maltański”. (Fot.  Film Stills/Forum)Kadr z filmu „Sokół maltański”. (Fot. Film Stills/Forum)

„Gilda” (1946)

„Gilda” Charlesa Vidora to jeden z najsłynniejszych filmów w dorobku aktorskim Rity Hayworth. Jego akcja toczy się w Buenos Aires, a głównym bohaterem jest nałogowy hazardzista Johnny Farrell (Glenn Ford), który zatrudnia się w jednym z tamtejszych kasyn. Wszystko komplikuje się, gdy żona przełożonego, piękna Gilda, okazuje się być dawną kochanką Johnny'ego. Produkcję krytykowano za prowincjonalność, utrwalanie szkodliwych stereotypów, a nawet przesadne epatowanie seksualnością Hayworth. Mimo to, film odniósł wielki sukces, a dziś zaliczany jest do klasyki amerykańskiego kina.

Kadr z filmu „Gilda”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)Kadr z filmu „Gilda”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

„Wielki sen” (1946)

Filmowa ekranizacja powieści Raymonda Chandlera „Wielki sen” to klasyk nie tylko kina noir, ale również kina detektywistycznego. Tytuł został dodany do National Film Registry, a także znajduje się na liście arcydzieł magazynu „Empire”. Prywatny detektyw Philip Marlowe zostaje wynajęty przez generała Sternwooda, aby rozwikłać sprawę szantażowania jego córki Carmen, która popadła w długi u księgarza Arthura Geigera. Na pozór rutynowa sprawa prowadzi bohatera do mrocznego półświatka Los Angeles pełnego gangsterów, morderców i zepsutych bogaczy. W rolach głównych wystąpili wspomniani wcześniej Humphrey Bogart i Lauren Bacall.

Kadr z filmu „Wielki sen”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Wielki sen”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„Pocałunek śmierci” (1947)

„Pocałunek śmierci” Henry’ego Hathawaya to kolejny klasyczny obraz kina noir. Po nieudanym napadzie na jubilera złodziej zostaje schwytany i odmawia wydania swoich wspólników. Bohater zmienia jednak zdanie, gdy dowiaduje się, że jego żona popełniła samobójstwo. Film był również bardzo udanym debiutem aktorskim Richarda Widmarka, który za drugoplanową rolę psychopatycznego zabójcy otrzymał Złoty Glob oraz nominację do Oscara. Krytycy byli zgodni: aktor stworzył „błyskotliwą kreację, która utrwaliła jego image na wiele lat”.

Kadr z filmu „Pocałunek śmierci”. (Fot. BEW Photo)Kadr z filmu „Pocałunek śmierci”. (Fot. BEW Photo)

„Dama z Szanghaju” (1947)

Kultowa „Dama z Szanghaju” z Orsonem Wellesem po obu stronach kamery opowiada historię marynarza Mike'a O'Hary, który dołącza do rejsu z państwem Bannister, a tym samym zostaje wplątany w morderczą intrygę. Film zaczyna się, gdy Elsa Bannister (Rita Hayworth) zostaje napadnięta przez młodych złodziejaszków podczas spaceru w parku. Gdy pomocy udziela jej Mike, ta proponuje mu, aby zaciągnął się na jacht jej męża. Problem w tym, że na pokładzie przebywa także detektyw Sidney Broome i Grisby, który proponuje O'Harze 5000 dolców za sfingowanie własnej śmierci...

Kadr z filmu „Dama z Szanghaju”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)Kadr z filmu „Dama z Szanghaju”. (Fot. Columbia Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

„Asfaltowa dżungla” (1950)

Gangsterski klasyk kina noir „Asfaltowa dżungla” polecali niegdyś w kultowym cyklu „Perły z lamusa” Tomasz Raczek i Zygmunt Kałużyński - to chyba najlepsza rekomendacja. Pewien złodziej po wyjściu z więzienia decyduje się na ostatni skok w swej karierze, chcąc ukraść dużą ilość drogocennej biżuterii. W tym celu opracowuje perfekcyjny plan i kompletuje ekipę mającą dokonać rabunku. Jego wspólnicy to kierowca, włamywacz i zabójca, a całe „przedsięwzięcie” ma sfinansować pewien adwokat-bankrut. Wkrótce gangsterzy wpadają jednak w poważne tarapaty. Film wyróżniono m.in. nagrodą na Festiwalu w Wenecji i 4 nominacjami do Oscara.

Kadr z filmu „Asfaltowa dżungla”. (Fot. Mondadori Collection/Universal Images Group/Forum)Kadr z filmu „Asfaltowa dżungla”. (Fot. Mondadori Collection/Universal Images Group/Forum)

”Bulwar zachodzącego słońca” (1950)

Zawierający elementy dramatu, horroru i komedii „Bulwar zachodzącego słońca” Billy'ego Wildera to prawdziwa klasyka gatunku. Film przedstawia historię wygasłej gwiazdy kina niemego, która próbując wrócić na ekran, wiąże się z młodym scenarzystą. Gdy mężczyzna postanawia zakończyć związek, kobieta popada w szaleństwo. Strzela do ukochanego, a moment przybycia policji wykorzystuje jako okazję do swego ostatniego aktorskiego występu. Dogłębnie penetrujący świat show biznesu obraz spodobał się nie tylko widzom, ale również krytyce, o czym najlepiej świadczy 11 nominacji do Oscara oraz 3 statuetki.

Kadr z filmu „Bulwar zachodzącego słońca”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Bulwar zachodzącego słońca”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„Nieznajomi z pociągu” (1951)

Oparty na powieści Patricii Highsmith film „Nieznajomi z pociągu” to wciągająca historia, która wgniecie was w fotel. Podczas podróży pociągiem główni bohaterowie, Guy Haines (Farley Granger) i Bruno Anthony (Robert Walker), rozmawiają o pomyśle na zbrodnię doskonałą: jeden zabija wskazaną przez swego wspólnika ofiarę, po czym drugi rewanżuje się podobnie, dzięki czemu nie sposób powiązać zamordowanych ze sprawcami. Po chwili zawierają umowę: żona Guya „w zamian” za ojca Brunona. Film wyreżyserował i wyprodukował mistrz suspensu Alfred Hitchcock.

Kadr z filmu „Nieznajomi z pociągu”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Nieznajomi z pociągu”. (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„As w potrzasku” (1951)

Fabuła filmu „As w potrzasku” z legendą kina Kirkiem Douglasem w roli głównej powstała na podstawie dwóch autentycznych wydarzeń. Głównym bohaterem jest tu arogancki reporter, który zostaje zatrudniony w niewielkiej redakcji. Kiedy dowiaduje się o wypadku wewnątrz pobliskiej kopalni, postanawia wykorzystać go do własnych celów. Wyreżyserowany, wyprodukowany i napisany przez Billy'ego Wildera obraz zapewnia widzom całą gamę emocji, trzymając w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. W pozostałych rolach wystąpili m.in. Jan Sterling, Robert Arthur, Porter Hall i Frank Cady.

Kadr z filmu „As w potrzasku”. (Fot. Collection CSFF/Rue des Archives/Forum)Kadr z filmu „As w potrzasku”. (Fot. Collection CSFF/Rue des Archives/Forum)

„Proszę nie pukać” (1952)

Dramat „Proszę nie pukać” oparty na powieści Charlotte Armstrong przedstawia historię Nell Forbes, która po nieudanej próbie samobójczej trafia do szpitala psychiatrycznego. Niedługo po jego opuszczeniu zostaje zatrudniona jako opiekunka do dziecka przez bogate małżeństwo. Rodzina nie zna jednak przeszłości kobiety, która początkowo nie wzbudza niepokoju swoim zachowaniem, lecz w pewnym momencie zaczyna zagrażać nie tylko sobie, ale też swojej podopiecznej. W rolę Nell wcieliła się Marilyn Monroe - była to pierwsza dramatyczna, i zarazem pierwszoplanowa kreacja aktorki.

Kadr z filmu „Proszę nie pukać”. (Fot. BEW Photo)Kadr z filmu „Proszę nie pukać”. (Fot. BEW Photo)

  1. Kultura

Hipnotyzujący, magiczny, iskrzący dowcipem – „Śniegu już nigdy nie będzie” w kinach od 4 czerwca

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Śniegu już nigdy nie będzie". Na zdjęciu Alec Utgoff. (Fot. materiały prasowe)
„Śniegu już nigdy nie będzie” Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta to jeden z najbardziej wyczekiwanych tytułów roku. Prezentowany na międzynarodowych festiwalach film zdążył zachwycić już polskie i międzynarodowe media. Satyryczna opowieść na pograniczu magii i realizmu zabiera widza w wyjątkową podróż w głąb samego siebie.

„Tytułowy śnieg może się wieloznacznie kojarzyć – chociażby ze śmiertelnym żywiołem albo poczuciem bezpieczeństwa, baśniowym powrotem do krainy dzieciństwa. Choć dziś zapewne najbardziej kojarzy się ze zniszczeniem, jakie człowiek wywołał w eko klimacie ziemi, doprowadzając do zmian, przez które śnieg widuje się coraz rzadziej. Bohaterowie naszego filmu, w większości skupieni na własnym, małym, wygodnym świecie, zbyt dużo o tym nie rozmyślają, jednak nie wiedząc czemu zmagają się z poczuciem jakiejś wewnętrznej, duchowej pustki i niezrozumiała tęsknotą za czymś nieokreślonym. Są to różne tęsknoty, za bliskością, dotykiem, seksem, zrozumieniem, wolnością. Są bogaci, syci od strony materialnej, ale głodni duchowo, choć w sposób zupełnie nieuświadomiony. Ich fantazje ogniskują się w jednym – obcym przybyszu, w którym przeglądają się jak w lustrze. On przynosi im wytchnienie. Trudno powiedzieć czy to iluzoryczne, czy prawdziwe doświadczenie, tak jak trudno czasem odróżnić nam własną projekcję od rzeczywistości. Czy magiczny las, do którego przenosi ich przybysz, jest tylko wytworem ich lęków i pragnień, czy istnieje naprawdę. Film nasz, mamy nadzieję, skrywa jakąś tajemnicę, chcieliśmy pobudzić widzów do głębszej refleksji na temat kondycji współczesnego Europejczyka. Zagrać na indywidualnych skojarzeniach, nienachalnie zadać parę pytań, bez tezy i z humorem” – mówią twórcy filmu Małgorzata Szumowska i Michał Englert.

Pewnego mglistego poranka w mieście pojawia się ON – atrakcyjny mężczyzna z prawdziwego, egzotycznego wschodu. Żenia, bo tak brzmi jego imię, ma dar. Jego ręce leczą, a oczy zaglądają w dusze samotnych kobiet. Mężczyzna zatrudnia się jako masażysta na bogatym osiedlu pod miastem. Pracując dla ludzi odgrodzonych murem od „gorszego” świata, poznaje ich historie i osobiste dramaty. Wkrótce niezwykłe zdolności Żeni odmienią życie każdego z nich.

W obsadzie obok Aleca Utgoffa, ukraińsko-angielskiej gwiazdy netflixowego hitu „Stranger Things” i filmu „Mission: Impossible – Rogue Nation”, wystąpiło znakomite grono cenionych polskich aktorek i aktorów: Maja Ostaszewska, Agata Kulesza, Weronika Rosati, Katarzyna Figura, Andrzej Chyra, Łukasz Simlat i Krzysztof Czeczot.

  1. Kultura

Polskie kino dokumentalne na 14. Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” w Moskwie

W programie 14. edycji Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” znalazły się dwie sekcje poświęcone filmom dokumentalnym.
W programie 14. edycji Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” znalazły się dwie sekcje poświęcone filmom dokumentalnym.
Już 20 maja w Rosji rozpoczyna się święto polskiego kina. W programie 14. edycji Festiwalu Polskich Filmów „Wisła” znalazły się dwie sekcje poświęcone filmom dokumentalnym – „Spojrzenie na świat” i „Spojrzenie na kobietę”.

Sekcja „Spojrzenie na świat”

Sekcja „Spojrzenie na świat” to produkcje polskich reżyserów, których historie, dziejących się w innych krajach. W jej ramach wybierzemy się m.in. na... Syberię. Maciej Cuske w filmie „Wieloryb z Lorino” dotarł do osady w tytułowym Lorino na Półwyspie Czukockim. Mieszkańcy, czyli Czukcze, Inuici i Rosjanie trudnią się polowaniem na wieloryby. Zbiorowy rytuał połowu dostarcza im pożywienia i pozwala przeżyć w trudnych warunkach, jest nadzieją na przetrwanie kolejnej zimy. To opowieść trudnej relacji człowieka z naturą. Film kontempluje wpisaną w porządek natury codzienność Półwyspu Czukockiego i odsłania najbardziej brutalne strony życia w miejscu zapomnianym przez Boga i ludzi. Zdobywca Nagrody za Najlepszy Film Polski Millenium Docs Against Gravity 2020 i Nagrody Specjalnej KFF za najlepszy montaż na 14. Festiwalu Filmów Polskich „Wisła".

Bohaterami filmu Macieja Cuske „Wieloryb z Lorino” są mieszkańcy osady na Półwyspie Czukockim, którzy zajmują się polowaniem na wieloryby. To opowieść trudnej relacji człowieka z naturą. (Fot. materiały prasowe)Bohaterami filmu Macieja Cuske „Wieloryb z Lorino” są mieszkańcy osady na Półwyspie Czukockim, którzy zajmują się polowaniem na wieloryby. To opowieść trudnej relacji człowieka z naturą. (Fot. materiały prasowe)

Jeśli macie ochotę na wyprawę, z nami nie trzeba daleko jechać! Ściana cieni” Elizy Kubarskiej to zapis wyprawy alpinistów (Polak Marcin Tomaszewski oraz Rosjanie Dmitrij Gołowczenko i Sergiej Nilow) na szczyt góry Kumbhakarny w nepalskich Himalajach, liczącej niemal osiem tysięcy metrów. Góra Kumbhakarna to jedna z ostatnich świętych gór Szerpów, nazwana na cześć mitycznego giganta. Dokument jest opowieścią o zderzeniu dwóch kultur. Zachodni alpiniści uznają szczyt za jeden z najtrudniejszych na świecie, a dla nepalskich Szerpów to miejsce zamieszkane przez bogów i ludzie nie mogą wchodzić na jej teren. Do zespołu dołącza miejscowy Nada, który łamie lokalne prawo, by zarobić na edukację swojego syna. Zdjęcia do filmu powstawały w warunkach himalajskiej zimy na wysokościach do 7400 metrów. Reżyser Eliza Kubarska oraz realizatorka dźwięku Zofia Moruś wraz z ekipą spędzili trzy tygodnie na lodowcu u podnóża góry, a Nepal odwiedzili trzykrotnie.

Któż piękniej nie opowiadał o zagranicznych przygodach niż Tony Halik? Podróżnik, dziennikarz, filmowiec jest bohaterem filmu Marcina Borchardta. Prywatny pilot Evity Peron, dziennikarz NBC, laureat Pulitzera. Mieszkaniec komunistycznej Polski, w której ludzie nie posiadali paszportów. „Tu byłem – Tony Halik” - każdy zna ten tekst, nawet jeśli nie pamięta jego programów w telewizji. Poza Polską praktycznie nieznany, w latach 60-80-tych w jakiś dziwny sposób pojawiał się wszędzie tam na świecie, gdzie działo się coś ważnego. Film zawiera niepublikowane filmowe materiały archiwalne, nakręcone przez Halika podczas niezliczonych podróży po całym świecie oraz wywiad z synem podróżnika.

Na Festiwalu przypomniana zostanie filmowa ballada „Happy Olo – pogodna ballada o Olku Dobie” w reżyserii Krzysztofa Pawła Bogocza i Marcina Macuka, utrzymaną w konwencji kina drogi o jednym z najwybitniejszych polskich podróżników - Aleksandrze Dobie, który zmarł 22 lutego tego roku na Kilimandżaro w Tanzanii. Film kręcony jest w trakcie podróży, której celem jest transport kajaka przez pełne uroku polskie krajobrazy, a tytułowy Olo w niebanalny i charakterystyczny dla siebie sposób opowiada swoje historie. Opowieściom tym towarzyszą szalone fragmenty filmów z jego wypraw transatlantyckich, a przygody ilustrują animacje przeplatane piosenkami.

Sekcja „Spojrzenie na kobietę”

W sekcji filmów dokumentalnych „Spojrzenie na kobietę” w centrum opowieści znajduje się płeć piękna. Bohaterką filmu Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei pt. „Lekcja miłości” jest nieco ekscentryczna 70-letnia Jola (aktorka i śpiewaczka Jolanta Janus), matka sześciorga dzieci i żona porywczego mężczyzny. Przez całe życie robiła to, czego oczekiwali od niej inni i udawała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Pewnego dnia coś w niej pękło. Uciekając od nieudanego małżeństwa, z Włoch przeprowadza się do rodzinnego Szczecina, gdzie wreszcie żyje tak, jak zawsze chciała. Marząc o pięknej miłości, której – jak uważa – nigdy nie doświadczyła, poznaje starszego od siebie Wojtka. Czy będzie miała odwagę otworzyć się na nowe uczucie?

Bohaterką filmu Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei „Lekcja miłości” jest 70-letnia Jola, która pewnego dnia postanowiła uciec od nieudanego małżeństwa. Z Włoch przeprowadziła się do rodzinnego Szczecina, gdzie wreszcie żyje tak, jak zawsze chciała. (Fot. materiały prasowe)Bohaterką filmu Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei „Lekcja miłości” jest 70-letnia Jola, która pewnego dnia postanowiła uciec od nieudanego małżeństwa. Z Włoch przeprowadziła się do rodzinnego Szczecina, gdzie wreszcie żyje tak, jak zawsze chciała. (Fot. materiały prasowe)

Film Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej jest opowieścią o Stanisławie Leszczyńskiej – położnej w byłym niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Leszczyńska – nazywana mamą – przyjęła w obozie ponad 3 tys. porodów. Podczas jej, często całodobowych, dyżurów nie umarła ani jedna rodząca kobieta oraz ani jedno dziecko, które przyszło na świat. Bohaterka ratowała życie nowonarodzonych dzieci pomimo rozkazu doktora Mengele, który brzmiał, by zabijać wszystkie noworodki. Narratorem opowieści jest Elżbieta Wiatrowska, wnuczka Stanisławy Leszczyńskiej. Dla reżyserki bohaterka filmu była cioteczną babcią. W filmie przedstawione zostały relacje ludzi, którzy przeżyli obóz koncentracyjny dzięki Leszczyńskiej oraz archiwalne materiały, ilustrowane muzyką Michała Lorenca.

Film „Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej jest opowieścią o Stanisławie Leszczyńskiej, położnej w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. (Fot. materiały prasowe)Film „Położna” w reżyserii Marii Stachurskiej jest opowieścią o Stanisławie Leszczyńskiej, położnej w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. (Fot. materiały prasowe)

Moskiewska edycja Festiwalu „Wisła” odbędzie się w trybie stacjonarnym od 20 do 30 maja w kinach: "5 gwiazd na Pawieleckiej", "Moskino Kosmos" i "Moskino Bieriozka". Następnie Festiwal wyruszy w podróż do 20 rosyjskich miast m.in. do Soczi i Kazania.

  1. Kultura

Kina otwarte – polecamy filmy, które warto zobaczyć na dużym ekranie

"Ojciec" z oscarową rolą Anthony'ego Hopkinsa to jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku. U boku aktora podziwiać możemy również znaną z serialu "The Crown" Olivię Colman. (Fot. materiały prasowe)
Mamy dobre wieści dla wszystkich kinomaniaków. Od 21 maja będziemy mogli ponownie odwiedzić kinowe sale. Na spragnionych filmowych doznań widzów czeka masa wyśmienitych premier. Na dużym ekranie pojawią się m.in. nagrodzony trzema Oscarami dramat "Nomadland", disneyowska "Cruella" z Emmą Stone oraz reżyserski debiut Floriana Zellera "Ojciec". Podpowiadamy, na które filmy warto zwrócić szczególną uwagę.

”Nomadland”

Powstały na podstawie głośnego reportażu Jessiki Bruder "Nomadland" to opowieść o 60-letniej kobiecie, która z powodu pogarszającej się sytuacji finansowej zmuszona jest spakować cały dobytek do starego kampera i ruszyć w trasę po Stanach Zjednoczonych w poszukiwaniu sezonowych prac. Dramat w reżyserii Chloé Zhao z fenomenalną rolą Frances McDormand nagrodzono w tym roku trzema Oscarami, w tym za najlepszy film.

W kinach od 29 maja.

„Ojciec”

Wyśmienite recenzje krytyków, znakomite nazwiska twórców i doskonała obsada aktorska to główne powody, dla których warto zobaczyć reżyserski debiut Floriana Zellera. Film „Ojciec” opowiada o utracie tożsamości w wyniku choroby oraz nieustannej walce o siebie. W rolach głównych nagrodzony Oscarem Anthony Hopkins ("Milczenie owiec") oraz Olivia Colman ("Faworyta", "The Crown"). To historia, który zapada w pamięć i zostaje z widzem na długo po seansie.

W kinach od 21 maja.

„Minari”

Zaskakująca i zawadiacka, a jednocześnie pełna czułości opowieść o sztuce zapuszczania nowych korzeni. Jakob, którego marzeniem jest posiadanie własnej farmy, przeprowadza swoją koreańską rodzinę do Arkansas. Bliscy nie są zadowoleni ze zmiany, zwłaszcza, gdy okazuje się, że ich nowy dom ma kółka i jest tak wątły, że może sobie nie poradzić z tornadami. Do rodziny dołącza też nieco szelmowska babcia z Korei, która uczy bliskich jak tworzyć nową więź z Ameryką, pielęgnując równocześnie własną tradycję.

W kinach od 18 czerwca.

„Na rauszu”

Kolejny laureat Oscara, tym razem w kategorii „najlepszy film międzynarodowy”. Istnieje teoria, że skromna dawka alkoholu podtrzymywana w organizmie otwiera umysł na otaczający nas świat. Kilku nauczycieli z duńskiej szkoły średniej postanawia sprawdzić, jak owa teoria ma się w praktyce. Film "Na rauszu" ukazuje nie tylko negatywne, ale też pozytywne skutki spożywania napojów wysokoprocentowych. Prosty w przekazie, ale jakże poruszający obraz uzupełnia rewelacyjna kreacja Madsa Mikkelsena.

W kinach od 11 czerwca.

„Cruella”

Pamiętacie demoniczną projektantkę z filmów o dalmatyńczykach? Cruella De Mon od początku stanowiła niezły materiał na niezależną produkcję. Aż w końcu stało się. Najnowsze dzieło wytwórni Walta Disneya wyjaśni widzom, dlaczego Cruella tak naprawdę stała się zła. W rolach głównych zobaczymy Emmę Stone, Emmę Thompson oraz Marka Stronga. Obraz wyreżyserował natomiast Craig Gillespie, twórca "Miłości Larsa" z Ryanem Goslingiem oraz "Jestem najlepsza. Ja, Tonya" z Margot Robbie.

W kinach od 29 maja.

„Proste rzeczy”

Błażej i Magda spełniają marzenie o spokojnym życiu poza miastem. Samodzielnie remontują dom w malowniczej wiosce, korzystając raczej ze swojego sprytu i dobrych pomysłów niż z dużych zasobów finansowych. Pewnego dnia w ich domu pojawia się wuj Błażeja. Między bohaterami rozpoczyna się emocjonalna gra, w której obaj próbują zbliżyć się do prawdy o bliskich osobach. Nagła obecność krewnego wytrąca chłopaka z realizacji powziętych celów i zmusza go do zmierzenia się z bolesną przeszłością.

W kinach od 4 czerwca.

„Śniegu już nigdy nie będzie”

Najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta to historia pochodzącego ze wschodu Żeni, który zatrudnia się jako masażysta na bogatym podmiejskim osiedlu. Pracując dla ludzi odgrodzonych murem od "gorszego" świata, poznaje ich historie i osobiste dramaty, aby wkrótce odmienić życie każdego z nich. W roli głównej zobaczymy znanego z serialu "Stranger Things" Aleca Utgoffa, któremu towarzyszyć będą m.in. Maja Ostaszewska, Agata Kulesza, Weronika Rosati, Katarzyna Figura i Andrzej Chyra.

W kinach od 4 czerwca.

„Niepamięć”

Absurdalny humor i melancholia - tak można podsumować komediodramat „Niepamięć”, którego fabuła przenosi nas do opanowanej przez wirus amnezji Grecji, gdzie ludzie masową chorują na nagły zanik pamięci. Mieszkający w Atenach Aris zostaje objęty programem leczenia, który ma pomóc mu zbudować nowe życie. Terapia polega na wykonywaniu czynności przepisanych przez lekarzy na kasecie magnetofonowej i uchwycenie nowych wspomnień za pomocą polaroidu. Zapowiada się arcyciekawy seans.

W kinach od 25 czerwca.