1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. "Jestem kim chcesz" - pierwszy audiomusical w Polsce

"Jestem kim chcesz" - pierwszy audiomusical w Polsce

Audiomusical
Audiomusical "Jestem kim chcesz" jest dostępny od 2 listopada w Audiotece. (Fot. materiały prasowe)
"Jestem kim chcesz" to pierwszy w Polsce audiomusical, czyli wyjątkowe połączenie audiobooka z musicalem. Widowisko zostało oparte na motywach "Pigmaliona" George’a Bernarda Shawa - na postawie tego samego dzieła powstał niegdyś amerykański musical "My fair lady".

Audiomusical “Jestem kim chcesz” powstał w ramach akcji "Usłysz kulturę". Dzieło z autorskim tekstem, librettem i muzyką stworzyli artyści Teatru Muzycznego Roma oraz Audioteki.

Akcja widowiska dzieje się w swingującym Londynie lat 60'. Z rewolucją obyczajową, społeczną i kulturalną doskonale korespondującą z bieżącymi problemami i kryzysem wartości. To z jednej strony bardzo dobrze znana historia na motywach “Pigmaliona” George’a Bernarda Shawa, z drugiej wibrujący energią i bardzo współczesnym przesłaniem musical. Profesor fonetyki Henry Higgins twierdzi, że dzięki lekcjom muzyki, wymowy i dobrych manier każda osoba jest w stanie wejść na towarzyskie salony. Zakład z przyjacielem doprowadza do eksperymentu na żywej osobie - młodej, krzykliwej i wulgarnej kwiaciarce. Pigmalion porusza wciąż aktualny problem podziałów społecznych i polaryzacji poglądów - To prosty komunikat - “chcę żebyś myślał i mówił tak, jak ja”. Shaw obnaża ten mechanizm i ze wspaniałą lekkością drwi zarówno z naiwnych aspiracji, jak i snobistycznych urojeń - mówi Bartosz Szpak, reżyser musicalu, autor libretta i tekstów piosenek. Jak dodaje, nie chciał zwyczajnie przenieść akcji do roku 2020, dlatego wybrał lata 60-te i swingujący Londyn. Z rewolucją obyczajową, społeczną i kulturalną doskonale korespondującą z bieżącymi problemami i kryzysem wartości.

- Audiomusical to zupełnie nowy format, coś czego do tej pory jeszcze nie było. Jestem przekonany, że efekt końcowy będzie fantastyczny, bo talent naszych artystów gwarantuje sukces, czego dowodzą produkcje na deskach Teatru Muzycznego Romy, w których występują. To nasz pierwszy wspólny projekt z Audioteką i mam nadzieję, że będą kolejne - mówi Wojciech Kępczyński, Dyrektor Naczelny TM Roma.

Kompozytorką i producentką muzyki jest Marta Zalewska - wokalistka, multiinstrumentalistka, kompozytorka i autorka tekstów. - Starałam się stworzyć utwory, które oddadzą klimat i estetykę tamtego bardzo inspirującego okresu w muzyce i sztuce - mówi Marta Zalewska. - We współpracy z Błażejem Domańskim, odpowiedzialnym za miks i mastering, użyliśmy mikrofonów, wzmacniaczy i instrumentów z epoki. Wszystkie utwory nagraliśmy na taśmę. Dzięki temu uzyskaliśmy analogowe brzmienie, na którym mi zależało - wyjaśnia.

W audiomusicalu zagrali artyści związani z Teatrem Muzycznym Roma, m.in Marta Masza Wągrocka, Wojciech Paszkowski i Adam Krylik. W rolę narratora wcieli się Krzysztof Banaszyk.

Audiomusical jest dostępny od 2 listopada w Audiotece - bezpłatnie w odcinkach dla subskrybentów Audioteka Klub, oraz od razu w całości płatnie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Premiera spektaklu "Tysiąc nocy i jedna. Szeherezada 1979."

(Fot. Bartek Barczyk)
(Fot. Bartek Barczyk)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Projekt Wojciecha Farugi i Magdy Fertacz inspirowany jest "Baśniami Tysiąca i Jednej Nocy" oraz osobą Oriany Fallaci, wybitnej włoskiej dziennikarki i pisarki, autorki głośnych wywiadów z najbardziej wpływowymi postaciami XX wieku.

Twórcy spektaklu przez pryzmat perskich baśni przybliżają nam historię islamskiej rewolucji irańskiej z 1979 roku. Opowiadają nam tę historię, a wydarzeniem, wokół którego snują opowieść jest rzeczywiste spotkanie Fallaci z przywódcą duchowym i politycznym rewolucji - ajatollahem Chomeinim. Reporterka spędza w Teheranie kilka dni i nocy, z których jedna staje się szczególna. Ośmielając się odsłonić włosy w obecności duchownego, stawia się w niebezpiecznej sytuacji. Podobnie jak baśniowa Szeherezada, dzięki opowiadaniom i rozmowom ratuje swoje życie.

„Natura ludzka jest niezrozumiała, nitka dzieląca dobro od zła jest tak cienka, niewidoczna (…). Czasami ta nitka przerywa się w dłoniach, mieszając dobro ze złem w tajemnicy, w której się gubisz.” Oriana Fallaci

(Fot. Bartek Barczyk) (Fot. Bartek Barczyk)

(Fot. Bartek Barczyk) (Fot. Bartek Barczyk)

Na scenie: Marta Konarska, Bożena Adamek, Hanna Bieluszko, Agnieszka Kościelniak, Alina Szczegielniak, Karolina Kazoń, Marta Waldera, Karolina Kamińska, Andrzej Grabowski, Tadeusz Zięba, Jerzy Światłoń, Antoni Milancej, Daniel Malchar, Karol Kubasiewicz, Krystian Łysoń (gościnnie).

Pozostali twórcy spektaklu: Reżyseria: Wojciech Faruga, scenariusz i dramaturgia: Magda Fertacz, scenografia, kostiumy, światła: Katarzyna Borkowska, muzyka: Bartosz Dziadosz, choreografia: Krystian Łysoń, multimedia: Paweł Penarski, asystentka reżysera: Dominika Przybyszewska (WRD AST), reżyseria dźwięku: Tomasz Dziedzic, inspicjent, asystent reżysera: Bartłomiej Oskarbski, producent: Agata Schweiger.

Team: Edyta Sotowska - Śmiłek, Kinga Wiktoria Kowalska, Katarzyna Słowiak, Anna Cieślik, Elżbieta Orłowska, Mateusz Bernat przy wsparciu zespołu technicznego Teatru.

Premiera spektaklu "Tysiąc nocy i jedna. Szeherezada 1979." w teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Premiera, piątek 26 marca 2021, godz.: 19:00

  1. Kultura

Maria Pakulnis - parę osób, mały czas

Maria Pakulnis: Niczego nie żałuję. Po prostu kocham żyć. (Fot. Szymon Szcześniak/LAF)
Maria Pakulnis: Niczego nie żałuję. Po prostu kocham żyć. (Fot. Szymon Szcześniak/LAF)
Aktorka brawurowa. Gra kobiety wyraziste, mocne, pewne siebie. Niosą tajemnicę, którą ona przez lata skrywała. Maria Pakulnis w serialu „Osiecka” gra zranioną mamę Agnieszki, chodzące dobro, jakby próbowała przytulić świat.

Oglądając pani wspaniałą rolę matki Agnieszki Osieckiej, zastanawiałem się, skąd pomysł na obronę jej beznadziejnej miłości do porzucającego ją męża.
Znam obyczajowość epoki, w której się wychowała, dokładnie pamiętam takie panie z sąsiedztwa. Ludzie przeżywali ze sobą piekło, ale się nie rozstawali. Żony nie godziły się na rozwód, bo nie umiały zostać same. Maria Osiecka, ta z serialu, wciąż mogłaby dźwignąć nowe życie. A nawet nie chciała wyjść z domu. Uznała, że jeśli ludzie nie będą jej widywać, to nie będą mówić. Na początku jeszcze się ubierała, ale potem została w koszuli nocnej i szlafroku. Dzisiaj umielibyśmy rozpoznać w tym jeden z objawów depresji. Panią Osiecką widziałam może ze dwa razy, odwiedzając Agnieszkę, przemykającą w szlafroku do kuchni, kłaniałam jej się z daleka.

Gra ją pani tak, jakby zawsze była gotowa do stworzenia domu, cokolwiek by się stało.
Żyła nadzieją, że stanie się cud i może Wiktor chociaż na Wigilię przyjdzie. Zostały same. Kiedy Agnieszka się wyprowadzała, Maria próbowała wywierać na niej presję. „Nie zrobisz mi tego” – mówiła. Kiedy Agnieszka tłumaczyła, że ma prawie 30 lat, usłyszała od matki: „A ja 70”.

Kim była dla pani Agnieszka Osiecka?
Kiedy ją poznałam, miałam 28 lat, ona 48. Poznałyśmy się u mnie w domu, bo Krzysztof [Zaleski, mąż] zaprosił ją, aby porozmawiać o przedstawieniu „Niech no tylko zakwitną jabłonie”, bardzo chciał je wyreżyserować. Potem bywała u nas często – nie tylko kiedy pracowali nad scenariuszem. Przesiadywała ze mną w kuchni, podpierając głowę, rozmawiałyśmy na różne tematy, a ja patrzyłam na jej piękne dłonie. Podjeżdżała swoim autem, myśmy nie mieli samochodu, żyliśmy skromnie, i zarządzała spontaniczne wycieczki. Pamiętam taki wyjazd nad morze. Była jesień, ale wciąż jeszcze ciepły dzień, leżeliśmy na piasku na zupełnie pustej plaży. Snuliśmy rozmowy, spokojne, ciche. Czułam się jak w sztuce Czechowa. Jej piękno udzielało się światu. Spotkania z nią były dla mnie kojące. Była właściwie ptakiem, sfruwała do nas, ale nie pozwalała się schwycić. Byłam młoda, zapatrzona w jej naturalność. Nigdy nie była umalowana, czasami z jakiejś okazji używała czerwonej szminki. Nie farbowała włosów. Eteryczna, zjawiskowa. My, dziewczyny tamtego czasu, byłyśmy naturalne. Nie wymyślałyśmy siebie. Ważniejsze było to, co w środku – wrażliwość, delikatność, talent.

A jednak każda z was miała swój styl.
Miałyśmy poczucie estetyki dzięki obracaniu się w specyficznym środowisku. Docierały do nas modowe nowinki ze świata, a musiał wystarczyć bazar w Rembertowie, gdzie zresztą ubierały się głównie panie śpiewające na estradach. Można tam było kupić trochę odważniejsze ciuchy. Od czasu do czasu jeździłyśmy po pończochy. Ale podstawowe to było mieć małą czarną, która służyła nam przez lata. Pamiętam, że jako dziewczyna bardzo długo zbierałam pieniądze, żeby kupić do niej klasyczne szpilki.

W jednym z wywiadów mówiła pani, że w szkole teatralnej urodziła się na nowo. To co było przed?
To ogromna cezura. Byłam w mojej rodzinie pierwszym pokoleniem urodzonym w Polsce. Rodzina, ze strony ojca i matki, mieszkała na Litwie. Uciekali do Polski przed „ruskimi”. Osiedlili się na Mazurach, w Giżycku, wtedy dość szarym miasteczku. Były prawdziwe zimy i piękne lata. Jeziora i lasy. Nic się właściwie nie działo do powstania słynnego kina Fala, którego kierownikiem został nasz sąsiad. My, dzieci, chodziliśmy na poranki filmowe. To była mała społeczność, skupiona wokół jednej ulicy, która nas wychowywała, bo nikt się specjalnie dziećmi nie przejmował, nie organizował nam czasu. Starsze dzieci nas edukowały, wymyślały dla nas zabawy. Ktoś postanowił, że zrobimy cyrk, fajnie, może nawet zarobimy, sprzedając bilety po złotówce.

Dlaczego cyrk?
Bo czasem przyjeżdżał do Giżycka prawdziwy cyrk z oświetloną areną, artystami w kolorowych kostiumach, orkiestra gra, gaśnie światło i jest magia. Siedziało się na drewnianych ławkach. Ktoś z rodziców pracował w wojsku, a była w Giżycku duża jednostka, i załatwił ogromny namiot. Pinezkami przywiesiliśmy plakaty na naszej lipowej alei. W namiocie był zawieszony trapez, na którym ćwiczyłam w stroju wyszytym cekinami. Miałam pewnie siedem lat. Na głowach grzywy z białej bibuły, bo przygotowaliśmy też taniec koników. Zrobiła się potem afera, że to nielegalne.

Pani rodzice, którzy zostawili wszystko na Litwie, umieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości?
Poznali się na Litwie, byli bardzo młodzi. Zakochali się w sobie. Wojna to pokrzyżowała. Mój ojciec był w wileńskim AK razem ze swoim starszym bratem Henrykiem, który kończył prawo na Uniwersytecie Wileńskim [do 1939 roku Uniwersytet Stefana Batorego – przyp. red.]. Henryk jako oficer został zastrzelony w Katyniu. Mój ojciec ukrywał się w lasach. Ujawnił się, kiedy przyszedł nakaz NKWD – groził wywiezieniem na Syberię, jeśli tego nie zrobi. Więc się ujawnił i wywieźli go na Workutę. Dziadkowie uciekli do Polski. Dziadek, który znał się na kolejnictwie, znalazł pracę w Giżycku. Nie wiedział, co stało się z jego synem. Kiedy po paru latach wypuścili ojca z obozu pracy, odnalazł rodzinę przez Czerwony Krzyż. Wysiadł w Giżycku z pociągu, rodzony ojciec go nie rozpoznał, tak był zniszczony. Tymczasem rodzina mojej mamy osiadła pod Wrocławiem. Tam odnalazł ją mój tata. Zeszli się. Przywiózł mamę do Giżycka, założyli rodzinę. Ale było ciężko. Zwłaszcza mamie, bo była daleko od swoich bliskich.

Doświadczenia wojenne pani ojca miały wpływ na życie rodziny?
Mogę się tylko domyślać, bo sam nie chciał opowiadać. Może nie mógł? Bał się? Był przystojnym, wysportowanym mężczyzną. Miał dużo energii. Ale nie do końca się pozbierał po wojnie. Pił. Nie potrafili się z mamą porozumieć. Możliwe, że mama była w głębokiej depresji. Dzieci tego nie wiedzą, prawda? Dzieci chcą być bezpieczne, czuć się potrzebne.

A pani tego nie czuła?
Nie, nigdy. Ale może pewnych spraw nie rozumiałam? Na pewno czułam się gorsza i jakaś taka… Jednocześnie miałam poczucie dumy, więc bardzo wiele chowałam w sobie. Wiedziałam, że nikt za mną nie stoi, bałam się, a byłam po prostu małym człowiekiem. Nie przeszła mi przez głowę myśl, że moje życie mogłoby inaczej wyglądać. Mogłam jedynie o czymś marzyć, coś sobie wyobrażać.

O czym pani marzyła?
O jasności, cieple, miłości…

Żeby ktoś przytulił?
Żeby ktoś przytulił. Tak było… Gdyby nie pojawiło się aktorstwo, to byłabym wspaniałą pielęgniarką w szpitalu w Giżycku. Przez pięć lat na praktykach w liceum pielęgniarskim robiłam z pasją to, co mi kazano. Byliśmy uczeni oddania drugiemu człowiekowi. To była szkoła z dyscypliną, jak zakon. Nosiłyśmy szare fartuszki z białym kołnierzykiem, białymi mankietami, czepkiem, który trzeba było codziennie ręcznie prać, krochmalić i prasować. Pielęgniarstwo wydawało mi się świetnym fachem, chciałam jak najszybciej pójść do pracy i na siebie zarabiać. Dobrze, że mogłam skończyć takie liceum. W nim wzięła mnie pod swoje skrzydła polonistka, pani Krystyna Drab, zasugerowała, że mogłabym zdawać do szkoły teatralnej. Nie wiem dlaczego. Nigdy nie byłam specjalnie otwarta. Należałam do tych, które z boku obserwują. Widocznie zobaczyła to coś, co ukrywałam. W tym czasie jej syn zdawał na reżyserię dźwięku, więc przywiozła nas do Warszawy na egzaminy. Była pierwszą, która się mną zaopiekowała. To ona znalazła mnie na liście przyjętych na studia. To było wielkie szczęście. Mogłam zacząć stawać się dojrzałym człowiekiem.

To był pani anioł?
Tak, zdarzył się cud.

Jeszcze na studiach zagrała pani w filmie „Dolina Issy”. Kogo pani widzi, gdy patrzy na siebie tamtą?
Siebie, która rodzi się na Litwie. Wtedy zadawałam sobie pytanie: jak by wyglądało moje życie? Przecież mogłam się tam urodzić. Mała wieś, domy rozrzucone po pagórkach, rzeczki. To jedno z moich najpiękniejszych wspomnień z pracy. Do tego reżyserował pan Tadeusz Konwicki – cudny, ciepły człowiek, też z Litwy, i jak ja – zodiakalny Rak.

Co by pani powiedziała tej dziewczynie?
Śmiej się z głupot. Nie bierz wszystkiego do siebie. Nie bój się. Jeżeli przychodzi złe, a do każdego przychodzi, to odejdzie. Na końcu jest światło. Póki człowiek żyje, daje radę. Czasem trzeba popełnić głupstwo, podjąć trudną decyzję, zaryzykować.

Tak zaryzykowała pani tuż po szkole teatralnej, wyjeżdżając do Słupska. Skąd taki pomysł?
To było rok przed stanem wojennym. Marek Grzesiński, który reżyserował nasz dyplom, wyjeżdżał objąć tam teatr, montował drużynę. Mieliśmy robić wielkie rzeczy. Całą grupą zdecydowaliśmy, że jedziemy. Tymczasem dostałam telefon z Teatru Współczesnego. Poszłam na spotkanie i powiedziałam dyrektorowi Maciejowi Englertowi, że jestem po słowie z ludźmi z mojego roku. W tamtej sekundzie nie pomyślałam, jaką szansę mi daje. To do mnie dotarło, kiedy wyszłam z teatru. Wpadłam w rozpacz. Powiedziałam kolegom, że chyba zostanę w Warszawie. Odpowiedzieli, że wobec tego też nie jadą. Poczułam odpowiedzialność za wszystkich, ale byłam załamana. Nie było nikogo, kto by mi poradził. Wtedy zadzwonił dyrektor Englert i powiedział, że rozumie, bo sam był kiedyś w podobnej sytuacji. „Do zobaczenia za rok” – usłyszałam. To był moment euforii. Wyjechaliśmy. Wytrzymaliśmy jeden sezon. Kiedy zrobiła się zupełna beznadzieja, podobnie jak wszędzie, zrozumieliśmy, że coś się szykuje, że trzeba szybko wracać. Tak się szczęśliwie złożyło, że Maciej Englert po roku przyjął mnie do zespołu. Bardzo szybko zrozumiałam, że najważniejszy jest start przy wybitnych artystach, mistrzach.

Krzysztof Zaleski powiedział pani, co pomyślał, widząc panią po raz pierwszy?
Myśmy o sobie nie mówili. Bankietowaliśmy, szczególnie w stanie wojennym, bo kiedy chcieliśmy się wieczorem spotkać i pogadać, to musieliśmy siedzieć do rana z powodu godziny policyjnej. Kiedy Krzysztof mnie zobaczył, byli wokół mnie ludzie, to było spontaniczne spotkanie. Słuchaliśmy świetnego jazzu, rozmawialiśmy o spektaklu, do którego się szykował. Lubiłam go, bardzo mi się podobał, ale zakochaliśmy się w sobie jakoś tak po drodze. Tak wówczas było – chemia między ludźmi rodziła się z rozmów, poznawania się. Krzysztof był erudytą, rozmowy z nim były fascynujące. W ogóle tyle brało się z bycia z ludźmi. To było najważniejsze. Pierwszy festiwal filmowy odbywał się jeszcze w Gdańsku, nie było czerwonych dywanów, przebierania się. Liczyły się filmy. Po projekcjach były nasiadówki albo spacery. Pamiętam, jak Sławek Idziak prowadził nas, wesołą grupę, nocnym Gdańskiem. Taki był nasz świat, prosty, zwyczajny. Trzymaliśmy się razem, bo byliśmy na siebie zdani. Filmy powstawały bez gonitwy, szarpania się. Naszą świętością był teatr. Każde słowo wypowiadane ze sceny coś znaczyło.

Aktorstwo to terapia?
Oczywiście, bardzo mi pomogło, bo długo nie wiedziałam, kim jestem. Bywałam różnymi postaciami. Mierzyłam się z psychiką obcych postaci, wchodziłam w nią głęboko, stawałam się nimi i w ten sposób szukałam swojej tożsamości. Nawet nie wiem, jak to nazwać. Grając, mogłam pewne sprawy wykrzyczeć, wypowiedzieć, przeżyć. Kim jestem? To pytanie nieustannie we mnie było. Co ty, człowieku, możesz dać drugiemu i sobie?

Pani mąż mówił, że można być pokonanym, ale nie zwyciężonym.
Teraz, po tylu latach, osiągnęłam już pewien spokój i pełną świadomość tego, na co mnie stać. Ale na pewno przez całe życie przepracowywałam masę tematów. To za długa rozmowa by była… Pewność siebie i swoich decyzji zabija wrażliwość. Kiedy urodziłam syna, uczyłam się relacji z tym małym człowiekiem, uczyłam się tak patrzeć, żeby go zrozumieć i coś mu przekazać. Zalewałam małego Jasia miłością, jakiej sama nie miałam. Byłam już dojrzałą matką, najstarszą na oddziale położniczym. Miałam 33 lata i byłam starą pierworódką. Wiedziałam, że skoro zdecydowałam się na dziecko, to teraz będę je kochać, kochać, kochać.

A kiedy syn się do pani przytulał?
Rozpływałam się szczęśliwa. Nawet dzisiaj to czuję, kiedy mój wyższy ode mnie i dorosły syn obejmuje mnie ramieniem i mówi: „Matka, kocham cię. Jesteś moim największym przyjacielem”. Pamiętam, kiedy pierwszy raz powiedział do mnie: „Mama”. Narodziło się uczucie nie do opisania.

Zawsze była pani gotowa tworzyć dom, dawać go innym? Pytam o to, pamiętając pani rolę Marii Osieckiej.
Nigdy nie skupiałam się na tym, żeby leżeć, pachnieć i uczyć się ról. Twardo chodzę po ziemi. Musiałam wszystko zabezpieczyć, tak by dom w pełni funkcjonował. U mnie zawsze wszystko było przygotowane, zorganizowane, łącznie z wakacjami. Zawsze ogarniałam wiele frontów. Pełna logistyka – zakupy, gotowanie, żeby ugościć przyjaciół, uszczęśliwić, dawać dobro, tak, dawać dom.

A za panią ktoś ogarniał sprawy?
Niekoniecznie.

Maria Pakulnis: My, dziewczyny tamtego czasu, byłyśmy naturalne. Nie wymyślałyśmy siebie. Ważniejsze było to, co w środku – wrażliwość, delikatność, talent. (Fot. Szymon Szcześniak) Maria Pakulnis: My, dziewczyny tamtego czasu, byłyśmy naturalne. Nie wymyślałyśmy siebie. Ważniejsze było to, co w środku – wrażliwość, delikatność, talent. (Fot. Szymon Szcześniak)

Widziałem panią w teatrze Komedia. Ma pani frajdę z dawania radości widzom?
Ostatnią moją rolą w teatrze Ateneum była matka, która straciła dziecko, w „Trash Story”, dojmującym spektaklu. Mam piękne wspomnienia z tej pracy, bo spotkałam Jadzię Jankowską-Cieślak, która zawsze była dla mnie mistrzynią. Ale był to czas, kiedy odchodził mój mąż. Przez dwa lata zajmowałam się nim. Moje umiejętności pielęgniarskie bardzo się przydały. Po śmierci Krzysztofa poczułam się psychicznie zmuszona do odejścia z teatru. Podjęłam wielkie ryzyko, po 20 latach na etacie, ale poczucie krzywdy, niezgoda na to, jak mnie potraktowano, i duma Litwinki wzięły górę. Zostałam sama z dzieckiem i musiałam na nowo zbudować rzeczywistość. Moim jedynym zabezpieczeniem było mieszkanie. Wpadłam w panikę. Wtedy Tomasz Dutkiewicz zaproponował mi udział w spektaklu „Dziewczyny z kalendarza” w teatrze Komedia. Znałam film, tekst był dobry. Z przyjemnością zagrałam. Spektakl bardzo podobał się publiczności. Pojawiły się kolejne lekkie role. Każde zadanie traktowałam zawsze jako kształtowanie warsztatu. Jestem wdzięczna Tomkowi, dzięki niemu mogłam żyć normalnie i się rozwijać. Umiem przekazać głębokie treści, ale też widza rozśmieszyć, co jest jeszcze trudniejsze, by po sekundzie go wzruszyć, pozwolić mu w siebie zajrzeć.

Do stawania się dojrzałym człowiekiem potrzeba wybaczenia?
Oczywiście. Dawno wybaczyłam wszystkim, którzy mnie skrzywdzili, niesprawiedliwie oceniali. Sama nauczyłam się nikogo nie oceniać.

Pani zajmowała się mamą pod koniec jej życia.
Tak.

Wyjaśniłyście to sobie?
Nie umiałyśmy nawiązać kontaktu. Po prostu wypełniałam obowiązki. Nie wiem, na czym polegała ta przepaść między nami. Może nie umiała inaczej?

Powiedziała jej to pani?
Cały czas żyła tak, jakby nie opuściła Litwy. Nie musiała tego mówić. Wiedziałam, co się dzieje. Była tylko tęsknota. To życie tu, teraz nie liczyło się. Wspominała piękne dzieciństwo, młodość, spotkania, powozy, przyjęcia… To był jej świat. Też mam bardzo pojemną pamięć, ale żyję tu i teraz. Niczego nie żałuję. Po prostu kocham żyć. 

Maria Pakulnis aktorka. Była związana z warszawskimi teatrami: Współczesnym, Dramatycznym, Ateneum. W kinie debiutowała na studiach („Dolina Issy”). Ważniejsze role stworzyła w filmach: „Bez końca”, „Dekalog III”, „Jezioro Bodeńskie”, „Obywatel Piszczyk”, „Konsul”, „Pajęczarki”, „Bezmiar sprawiedliwości”, a także w serialach: „Ekstradycja”, „Tylko miłość”, „Prawo Agaty”, a ostatnio także „Osiecka” i „Żywioły Saszy”. Laureatka nagród: im. Zbigniewa Cybulskiego, aktorskiej na MFF w Taorminie, Brązowych Lwów na FPFF w Gdańsku, Złotego Ekranu, Wielkiego Splendoru, a także za kreację aktorską na festiwalu Dwa Teatry.

  1. Kultura

Paszporty Polityki 2020. Oto najciekawsze osobowości minionego roku

Laureatami 28. edycji Paszportów Polityki zostali: Piotr Domalewski (film), Justyna Sobczyk (teatr), Mira Marcinów (literatura), Małgorzata Mirga-Tas (sztuki wizualne), Ania Karpowicz (muzyka poważna), duet Siksa (muzyka popularna) oraz Different Tales (kultura cyfrowa). (Fot. Polityka/Leszek Zych)
Laureatami 28. edycji Paszportów Polityki zostali: Piotr Domalewski (film), Justyna Sobczyk (teatr), Mira Marcinów (literatura), Małgorzata Mirga-Tas (sztuki wizualne), Ania Karpowicz (muzyka poważna), duet Siksa (muzyka popularna) oraz Different Tales (kultura cyfrowa). (Fot. Polityka/Leszek Zych)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Dziś wieczorem po raz 28. wręczono Paszporty Polityki, jedne z najważniejszych i najbardziej prestiżowych nagród w świecie kultury. Kogo wyróżniono w tym roku? Prezentujemy pełną listę laureatów. 

Paszporty Polityki to prestiżowa nagroda przyznawana przez tygodnik "Polityka" od 1993 roku. Wymyślił ją wieloletni szef działu kultury Zdzisław Pietrasik. Od 28 lat wręczana jest każdego roku młodym twórcom za wybitne osiągnięcia artystyczne. Artyści nagradzani są w następujących kategoriach: film, teatr, literatura, sztuki wizualne, muzyka poważna, muzyka popularna oraz, od 2016 roku, kultura cyfrowa. Od 2002 roku przyznawana jest także nagroda specjalna dla Kreatora Kultury. To wyróżnienie otrzymują osoby lub instytucje, które w sposób szczególny i niestandardowy przyczyniają się do krzewienia kultury polskiej w kraju i na świecie. W tym roku ogłoszono również wyjątkową Nagrodę Specjalną Kultura Zdalna 2020. Wszystkich laureatów wyłania specjalna kapituła składająca się z dziennikarzy tygodnika "Polityka".

Tegoroczna edycja Paszportów Polityki z pewnością przejdzie do historii. Większość zaplanowanych na 2020 rok wydarzeń kulturalnych odwołano, przesunięto, a w najlepszym razie przeniesiono do sieci. Ucierpieli zatem wszyscy zatrudnieni w tej branży ludzie. Najbardziej – ci najmniej widoczni. Wśród artystów szczególnie mocno dotknięci zostali debiutanci wchodzący do rywalizacji o uwagę w potrzaskanym sezonie oraz ci, którzy są w najlepszym momencie swojej kariery, a ich najwybitniejsze osiągnięcia trafiają do zamrażarki albo prezentowane są na sali z ograniczoną widownią. Widząc, w jak dramatycznej sytuacji są twórcy kultury, tygodnik "Polityka" postanowił zatem  podwyższyć finansowy wymiar nagrody i po raz pierwszy w historii przyznać w tym roku paszportowe „diety” nie tylko nagrodzonym, ale również nominowanym we wszystkich kategoriach.

Wśród nominowanych do Paszportów Polityki w 2020 roku znaleźli się:
  • film: Jan Holoubek, Maciej Cuske, Piotr Domalewski;
  • teatr: Maciej Pesta, Jędrzej Piaskowski i Hubert Sulima, Teatr 21;
  • literatura: Igor Jarek, Mira Marcinów, Patrycja Sikora;
  • sztuki wizualne: Małgorzata Mirga-Tas, Karol Palczak, Joanna Piotrowska;
  • muzyka poważna: Ania Karpowicz, Krystian Lada, Martyna Pastuszka;
  • muzyka popularna: 1988 (Przemysław Jankowiak), Marek Pędziwiatr, duet Siksa;
  • kultura cyfrowa: Different Tales, One More Level, Ovid Works.

Nazwiska zwycięzców ogłoszono 26 stycznia 2021 roku, podczas gali transmitowanej na żywo przez telewizję TVN. Wręczenie nagród ze względów bezpieczeństwa odbyło się bez udziału publiczności i mediów.

Paszporty Polityki 2020. Najciekawsze osobowości minionego roku według tygodnika "Polityka"

Film: Piotr Domalewski

Reżyser, scenarzysta, dramaturg, aktor (rocznik 1983). Pochodzi z Łomży. Ukończył z wyróżnieniem Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie oraz reżyserię na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Zaczynał jako aktor Teatru Wybrzeże, grając m.in. w spektaklach Anny Augustynowicz. Występował na deskach Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu oraz w warszawskim Teatrze Roma. W 2017 roku jego pełnometrażowy debiut reżyserski „Cicha noc” (na podstawie własnego scenariusza) zdobył Złote Lwy na festiwalu w Gdyni, 10 Orłów i był nominowany do Paszportu Polityki. „Jak najdalej stąd” potwierdza jego autorską oryginalność, wyrażając zbiorowe odczucia Polaków AD 2020.

Piotr Domalewski - laureat Paszportu Polityki 2020w kategorii film. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Piotr Domalewski - laureat Paszportu Polityki 2020w kategorii film. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Teatr: Justyna Sobczyk (Teatr 21)

Aktorami Teatru 21 są osoby z zespołem Downa i autyzmem. Bazując na własnych doświadczeniach, poddają krytycznej analizie status prawny i społeczny osób z niepełnosprawnościami w Polsce. Unikatowym treściom towarzyszy równie oryginalna forma, co razem uczyniło z Teatru 21 jedną z najbardziej cenionych grup teatralnych w kraju. Powstała w 2005 roku, ma na koncie kilkanaście różnorodnych, nierzadko brawurowych i dowcipnych spektakli, wyreżyserowanych przez swoją założycielkę Justynę Sobczyk i zrealizowanych z różnymi instytucjami i artystami. Od 2020 roku Teatr 21 prowadzi Centrum Sztuki Włączającej – społeczną instytucję kultury poświęconą twórczości artystów z niepełnosprawnościami i włączaniu w pole sztuki, kultury i nauki różnorodnych grup społecznych.

Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21 - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii teatr. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21 - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii teatr. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Literatura: Mira Marcinów

Filozofka i doktor psychologii. Urodziła się w 1985 roku w Szczecinku. Pracuje jako adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. W 2017 roku ukazał się tom 1. jej „Historii polskiego szaleństwa”. Wcześniej opublikowała „Na krawędzi wolności: szaleństwo jako wybór w filozofii Henryka Struvego” i – wspólnie z Bartłomiejem Dobroczyńskim – „Niezabliźnioną ranę Narcyza: dyptyk o nieświadomości i początkach polskiej psychoanalizy”. Rok temu została finalistką Nagrody Naukowej Polityki, a w tym roku otrzymała nominację za swój debiut prozatorski „Bezmatek” (wyd. Czarne), napisaną wyjątkowym, zarazem dzikim i precyzyjnym językiem opowieść o relacji córki i matki.

Mira Marcinów - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii literatura. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Mira Marcinów - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii literatura. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Sztuki wizualne: Małgorzata Mirga-Tas

Mówi o sobie, że ma trzy tożsamości: artystki, Polki i Romki. I ta ostatnia, konsekwentnie znajdująca wyraz w jej sztuce, ujmuje widzów swą autentycznością. Urodziła się w 1978 roku, ukończyła ASP w Krakowie i po studiach powróciła w rodzinne strony; mieszka w Czarnej Górze, na granicy Spisza i Podhala. Z czasem wypracowała własny, charakterystyczny styl malarski charakteryzujący się bogactwem wyrazistych kolorów, mnogością ornamentów, dekoracyjnością, czerpiącą z etnograficznego dorobku wspólnoty. A równocześnie są to prace niezwykle narracyjne, niemal reporterskie sceny rodzajowe z życia rodziny, sąsiadów, romskich społeczności.

Małgorzata Mirga-Tas - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii sztuki wizualne. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Małgorzata Mirga-Tas - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii sztuki wizualne. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Muzyka poważna: Ania Karpowicz

Flecistka i organizatorka. Urodzona w 1983 roku w Warszawie, studiowała w Łodzi i Detmold. W latach 1999–2015 nagradzana na ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach. W latach 2006–2008 członkini European Union Youth Orchestra. W 2013 roku założyła kooperatywę muzyczną Hashtag Ensemble; zespół występuje na większości festiwali nowej muzyki w Polsce. Inicjowała szereg koncertów i festiwali, w tym WarszeMuzik, w ramach którego na podwórkach kamienic–ostańców getta warszawskiego grane są utwory kameralne kompozytorów – Żydów polskich. Jako solistka w swoim repertuarze kładzie szczególny nacisk na muzykę XX i XXI w. Angażuje się też w promocję twórczości kobiet.

Ania Karpowicz - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka poważna. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Ania Karpowicz - laureatka Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka poważna. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Muzyka popularna: Siksa

Duet określany często jako punkowo–performerski, utworzony w 2014 roku przez wokalistkę, aktorkę i poetkę Alex Freiheit oraz basistę Buriego. Grupę założyli w Toruniu, mieszkają w Gnieźnie, a zagrali wspólnie ponad 250 koncertów w całej Polsce i za granicą. Ich występy to monologi Alex na tle przesterowanej gitary basowej. W interakcji z publicznością nabierają oryginalnych walorów dramatycznych. Nominację przyniósł im najnowszy album „Zemsta na wroga”, jak poprzednie podejmujący tematy seksistowskiej opresji. W proroczo gorącym, prowokującym, niestroniącym od wulgaryzmów stylu konfrontuje perspektywę feministyczną z postawami prawicowego radykalizmu.

Duet Siksa - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka popularna. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Duet Siksa - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii muzyka popularna. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Kultura cyfrowa: Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales)

W deklaracji, jaką niesie nazwa studia Different Tales, nie ma cienia przesady. To są rzeczywiście Inne Opowieści. Odmienne formą, jak i intencją, od tradycyjnych gier wideo – to interaktywna proza, ilustrowana statycznymi głównie obrazami, z dźwiękowym pejzażem w tle. Jak znakomite rezultaty można osiągnąć, podążając tą ścieżką, dowodził już debiut studia: „Wanderlust: Travel Stories”, który zaowocował nominacją do Paszportów w roku ubiegłym. Tym razem o nominacji przesądziła opowieść „Werewolf: The Apocalypse – Heart of the Forest”, historia studentki z USA, która przybywa do Puszczy Białowieskiej w poszukiwaniu swoich korzeni.

Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales) - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii kultura cyfrowa. (Fot. Polityka/Leszek Zych) Marta Malinowska, Jacek Brzeziński, Artur Ganszyniec (Different Tales) - laureaci Paszportu Polityki 2020 w kategorii kultura cyfrowa. (Fot. Polityka/Leszek Zych)

Nagrodę Specjalną Kultura Zdalna otrzymał Artur Liebhart, dyrektor Festiwalu Filmowego Millennium Docs Against Gravity, natomiast tytuł Kreatora kultury przyznano Bożenie i Lechowi Janerkom. 

  1. Kultura

„Spóźnione odwiedziny” - premiera online w Teatrze Słowackiego w Krakowie

„Spóźnione odwiedziny” - premiera online w Teatrze Słowackiego w Krakowie. (Fot. Bartek Barczyk)
„Spóźnione odwiedziny” - premiera online w Teatrze Słowackiego w Krakowie. (Fot. Bartek Barczyk)
Spektakl „Spóźnione odwiedziny” w reżyserii Iwony Kempy zaczyna się trochę jak "Bóg mordu" Yasminy Rezy: dwa małżeństwa spotykają się, by porozmawiać o problemie, który skłócił ich dzieci. Tym razem jednak nie będzie śmiesznie, bo i temat nie nastraja do żartów.

Wykluczenie, hejt, samobójstwo – to problemy, które poruszają "Spóźnione odwiedziny" i które rozpaliły pospektaklowe dyskusje wśród publiczności w Kanadzie czy na West Endzie. Jak ta historia może rezonować w Polsce? W dzisiejszej Polsce? "Spóźnione odwiedziny" to fascynująca sztuka niewystawianego dotąd w naszym kraju, a cieszącego się ogromnym zainteresowaniem na świecie młodego kanadyjskiego artysty, Jordana Tannahilla. Premiera transmitowana będzie 29 stycznia na żywo z Domu Machin. Na scenie zobaczymy Dominikę Bednarczyk, Natalię Strzelecką, Macieja Jackowskiego, Marcina Sianko oraz gościnnie studentów AST: Aleksandra Gałązkę i Jakuba Suwińskiego.

  1. Kultura

Teatr na sylwestra. Jakie spektakle online warto obejrzeć?

Aleksandra Popławska w spektaklu TR Warszawa
Aleksandra Popławska w spektaklu TR Warszawa "Między nami dobrze jest". (Fot. materiały prasowe TR Warszawa)
Przed nami sylwestrowa noc - zupełnie inna, niż w poprzednich latach. Zamiast hucznego świętowania proponujemy więc wieczór ze sztuką teatralną online. Bo przecież dobry teatr to rozrywka doskonała. 

Teatr Kwadrat, "Ślub doskonały"

Wyłącznie w sylwestrowy wieczór, na platformie VOD Teatru Kwadrat „Ślub doskonały”, czyli znakomita farsa brytyjskiego dramaturga Robina Hawdona w gwiazdorskiej obsadzie sprzed lat. Rejestracja przedstawienia odbyła się na scenie Teatru Kwadrat 22 grudnia 2018 r., gdy w słynnym spektaklu wystąpili po raz ostatni Paweł Małaszyński, Andrzej Nejman, Marta Żmuda Trzebiatowska i Katarzyna Glinka.

Spektakl online dostępny na platformie VOD Teatru Kwadrat wyłącznie 31.12.2020 r. w godz. 20.00 – 23.59. Cena biletu: 39zł. Obsada: Paweł Małaszyński, Andrzej Nejman, Marta Żmuda-Trzebiatowska, Katarzyna Glinka. Ilona Chojnowska, Aldona Jankowska, Andrzej Grabarczyk. 

Teatr Powszechny, "Dobrobyt"

fot. Szymon Rogiński https://www.powszechny.com/spektakle/dobrobyt,s1715.html

Opublikowany przez Teatr Powszechny Wtorek, 22 grudnia 2020

Historia młodej pary, która otrzymuje zaproszenie na weekendowy pobyt w ekskluzywnym spa. Hotel położony w nadmorskim, zimnym klimacie, otoczony surową przyrodą, to zhierarchizowany system, w którym każdy zna swoje miejsce. Młody mężczyzna szybko dostosowuje się do wewnętrznych zasad hotelu, a obietnica płynących z tego korzyści przesłania jego trzeźwy osąd. Przeciw podporządkowaniu się występuje jednak kobieta – jej opór wywołuje nieoczekiwane następstwa. Spektakl o tym, jak nasza osobowość na każdym kroku ulega manipulacjom, które wymusza system polityczno-gospodarczy nagradzający oportunizm komfortem. Według logiki tego systemu działają nie tylko dyktatury, ale także kapitalizm współczesnych demokracji. Jak na razie, jedyną alternatywą jest wykluczenie, samotność i autoagresja.

Spektakl online dostępny na platformie VOD Teatru Powszechnego 31.12 o godzinie 19:00. Cena biletu: 30zł. Obsada: Klara Bielawka, Arkadiusz Brykalski, Anna Ilczuk, Michał Jarmicki, Wiktor Loga-Skarczewski, Natalia Łągiewczyk, Ewa Skibińska.

Teatr Powszechny, "Ronja, córka zbójnika"

Teatr Powszechny przygotował również propozycję dla najmłodszych widzów. Bohaterka kultowej powieści Astrid Lindgren jest „dzieckiem lasu”, żyje w symbiozie z przyrodą, jest wyczulona na potrzeby i cierpienie zwierząt, w relacjach z ludźmi kieruje się braterstwem i wrażliwością. Musi jednak odnaleźć się w świecie ludzi zarządzanym przez zbójników. Jakie przygody czekają Ronję? Czy jej uczucie do Birka przetrwa mimo konfliktu dwóch zwaśnionych rodów zbójnickich? Czy dzieci mogą wykazać się większą odwagą i otwartością niż dorośli? „Mówili o lesie. Ale nim sama nie zobaczyła, jak jest mroczny i zadziwiający ze swymi szumiącymi drzewami, nie rozumiała, czym jest las. I teraz śmiała się cichutko tylko dlatego, że istnieją rzeki i lasy. Prawie nie była w stanie tego pojąć – oto istnieją ogromne drzewa i wielka woda, i one żyją; czyż na samą myśl o tym można się nie uśmiechać?”

Spektakl online dostępny na platformie VOD Teatru Powszechnego 31.12 o godzinie 16:00. Cena biletu: 30zł. Obsada: Klara Bielawka, Aleksandra Bożek, Michał Czachor, Mamadou Góo Bâ, Andrzej Kłak, Mateusz Łasowski, Oskar Stoczyński, Kazimierz Wysota.

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, "Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale"

"Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale" to opera komiczna we dwóch aktach oryginalnie przez Wojciecha Bogusławskiego napisana z muzyką Jana Stefaniego, a właściwie singspiel, czyli śpiewogra inspirowana Mozartem i jego "Uprowadzeniem z Seraju" i "Czarodziejskim fletem". Wystawiona po raz pierwszy w 1794 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie, i od tego momentu pojawia się regularnie na polskich scenach i w repertuarze opery narodowej, a przez Leona Schillera okrzyknięta została pierwszą operą narodową. Narodowość tego dzieła opiera się na próbie uchwycenia wiejskiego krajobrazu, na wesołych i rubasznych scenach gdzie Krakowiacy, śpiewając uprawiają ziemie i śpiewając biją się za nią. Miłość, intrygi, konflikt klanów, śpiew i taniec. Brzmi to prawie jak scenariusz na musical country albo polskie West Side Story. Bliższy nam aniżeli wydaje się na pierwszy rzut oka.

Transmisja online na stronie internetowej teatru im. J. Słowackiego 31 grudnia, godz. 20:00. Cena biletu: 29zł. Obsada: Tomasz Wysocki, Ewelina Cassette, Dorota Godzic, Lidia Bogaczówna, Katarzyna Zawiślak-Dolny, Agnieszka Kościelniak, Alina Szczegielniak, Mateusz Bieryt, Dominik Stroka, Bożena Zawiślak-Dolny, Daniel Malchar, Antoni Milancej, Rafał Szumera,  Karol Kubasiewicz, Karolina Kazoń, Oskar Malinowski. 

TR Warszawa, "Między nami dobrze jest"

To jeden z największych przebojów TR Warszawa – oblegany przez widzów, chwalony przez krytykę i wielokrotnie nagradzany na festiwalach spektaklem "Między nami dobrze jest" to śmieszny i poruszający portret podzielonego polskiego społeczeństwa, przytłoczonego ciężarem traumatycznej historii, rozdartego między narodową dumę i poczucie wstydu. Za pomocą szalonego, pełnego inwencji języka i ostrego jak brzytwa humoru Masłowska portretuje współczesną Polskę, w której nuworysze, pseudoartyści i medialni celebryci spotykają się z rozczarowaną młodzieżą i żyjącymi na skraju ubóstwa ludźmi z klasy pracującej. Wszyscy próbują utrzymać się na powierzchni toksycznej mieszaniny komercji, katolickiego nacjonalizmu i idealizowanej tragicznej przeszłości. Spektakl Grzegorza Jarzyny, zastępcy dyr. ds. artystycznych TR Warszawa i jednego z najważniejszych polskich reżyserów, oparty jest na sztuce Doroty Masłowskiej – laureatki Nagrody Literackiej NIKE.

Transmisja online na platformie TR Warszawa 31 grudnia o godz. 20:00. Cena biletu: 49,90zł. Obsada: Aleksandra Popławska, Lech Łotocki, Magdalena Kuta, Maria Maj, Natalia Kalita, Agnieszka Podsiadlik, Justyna Wasilewska, Adam Woronowicz, Rafał Maćkowiak.

Teatr Studio, "Powrót Tamary"

Cezary Tomaszewski wraca do jednego z najbardziej legendarnych przedstawień w historii Teatru Studio, wystawionej oryginalnie w 1990 roku „Tamary”. I odnajduje jej mroczną tajemnicę, ukrytą pod powierzchnią atrakcyjnej fabuły opowieść o narodzinach faszyzmu. Rok 1919. Gabriele D’Annunzio wraz z weteranami pierwszej wojny światowej zajmuje Rijekę i na niewiele ponad rok powołuje niezależną Regencję Carnaro. Ten gest jest odpowiedzią na niezrealizowane aspiracje Włochów tego regionu, którzy wpuszczają poetę-żołnierza do miasta i nazywają go swoim Il Comendante. Wolne miasto Fiume staje się państwem, którego konstytucja zakłada organizację życia społecznego przez muzykę, dni rozpoczynają się odczytami poezji z balkonu, mieszkańcy sami siebie nazywają piratami, a co za tym idzie w modę wchodzą czarne koszule z trupimi czaszkami. Rok 1927. Polska malarka Tamara Łempicka odwiedza D’Annunzia w jego posiadłości - Vittoriale degli Italiani – podarowanej mu przez Benito Mussoliniego. Prowadzący namiętną korespondencję z Tamarą poeta liczy na bliższe spotkanie. Jak dokumentuje jednak jedna z wielu kochanek Il Comendante – Aelis Mazoyer, Łempicka nie ulega zalotom artysty. Rok 1990. W warszawskim teatrze Studio Waldemar Dąbrowski produkuje, a Maciej Wojtyszko reżyseruje pierwszy prawdziwie „kapitalistyczny” spektakl w Polsce. „Tamara” na podstawie dramatu Johna Krizanca staje się wydarzeniem dla aspirujących do miana elity mieszkańców Warszawy. Spektakl przyciąga swoją nieoczywistą formą – grany jest w całym teatrze, a widzowie mogą śledzić wybraną postać i jej losy. W ramach spektaklu przewidziana jest kolacja organizowana przez hotel Holiday Inn. Odbija się to na cenach biletów – gdyby spektakl odbywał się dziś, trzeba by było zapłacić za niego około 400 zł. W przedstawieniu kwestie dotyczące sentymentu, jakim bohaterowie obdarzają czasy Regencji Carnaro, a także wątki dotyczące rodzącego się faszyzmu włoskiego ustępują wątkom obyczajowym i sensacyjnym. Rok 2020. Sto lat po zajęciu Rijeki i trzydzieści po premierze „Tamary”. W teatrze Studio powstaje spektakl w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego opierający się na fenomenie przedstawienia z 1990 roku i wydobywający z niego zaniechane wątki. Młody faszyzm lat 20. sąsiaduje tu bezpośrednio z młodym kapitalizmem lat 90.

Transmisja online na platformie VOD Teatru Studio 31.12.2020 od godziny 19:00. Cena biletu: 20zł. Obsada: Jan Peszek, Sonia Roszczuk, Monika Świtaj, Dominika Biernat, Monika Obara, Marcin Pempuś, Bartosz Porczyk, Marta Zięba, Filip Perkowski, Mateusz Smoliński. 

Studio Buffo, koncert sylwestrowo-noworoczny