1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Eliza Rycembel o roli w serialu "Osiecka"

Eliza Rycembel o roli w serialu "Osiecka"

Serial „Osiecka” będzie miał premierę w 25 grudnia 2020 roku w TVP. W rolę młodej Agnieszki Osieckiej wcieli się Eliza Rycembel. (Fot. materiały prasowe TVP)
Wielka poetka, ale i kobieta z krwi i kości, z otwartym umysłem, superwrażliwa – tak o Agnieszce Osieckiej mówi Eliza Rycembel. Aktorka wcieli się w nią w serialu „Osiecka”. Jak to było znaleźć się w jej skórze?

Serial „Osiecka” będzie miał premierę w 25 grudnia 2020 roku w TVP; 13 odcinków wyreżyserowali Robert Gliński i Michał Rosa. W rolę Agnieszki Osieckiej wcielą się Eliza Rycembel oraz Magdalena Popławska. Oprócz nich pojawią się m.in. Grzegorz Małecki (w roli Jeremiego Przybory), Mikołaj Roznerski (w roli Wojtka Frykowskiego) czy Jędrzej Hycnar  (w roli Marka Hłaski).

Ile lat ma „twoja” Agnieszka?
Poznajemy ją jako 17-latkę. Ja wcielam się w nią do czasu, gdy skończy 28 lat, pożegna już Marka Hłaskę i weźmie ślub z Wojtkiem Frykowskim.

Czyli grasz i dziewczynkę, i kobietę?
Tak, dlatego to tak ciekawe aktorskie wyzwanie. Z odcinka na odcinek mogę pokazywać dojrzewanie mojej bohaterki, ale też pobawić się budowaniem jej fizyczności. Na początku jest dzierlatką, choć bardzo inteligentną – jej rodzice wkładali dużo energii i pieniędzy w to, żeby była dobrze wykształcona – aż w końcu staje się dojrzałą artystką, która lokuje się jak najdalej od polityki, skupiając na pisaniu. I na miłościach.

Jaka była Agnieszka dzierlatka?
Trochę mądrzejsza niż jej rówieśnicy, a jednocześnie – właśnie z tego powodu – bardziej samotna. Jej ojciec był wolny duchem, miał liczne grono kochanek, ale jednocześnie bardzo mu zależało na rozwoju córki – wysyłał ją na rozmaite zajęcia dodatkowe. Na przykład zaskoczyło mnie, że w młodości trenowała pływanie i była prawdziwą sportsmenką. Ponieważ jednak miała tyle zajęć, jej życie prywatno-towarzyskie cierpiało. Według mnie dopiero na studiach, i to tych na łódzkiej Filmówce, stała się świadomą siebie, młodą kobietą. Wreszcie wyrwała się z domu i zaczęła decydować o sobie.

To było wychowywanie pod kloszem, w oderwaniu od świata?
Powiedziałabym, że była raczej krótko trzymana, a to nie to samo. Większą część dzieciństwa spędziła, ucząc się, czytając i trenując, ale zwykle w otoczeniu dorosłych. Już wtedy dużo pisała i zawierała przyjaźnie, miała też swoje miłości i miłostki, tylko jej grafik był tak ciasno wypełniony, że praktycznie nie bardzo miała na to czas. No i wiecznie się gdzieś spóźniała (śmiech).

Przez moment widzimy Agnieszkę jako młodą socjalistkę.
W pierwszym odcinku jest rzeczywiście działaczką ZMP, ale to były takie czasy, że wszyscy młodzi należeli do grup czy związków. Pielęgnowali w nich różne wartości społeczne, ale też byli indoktrynowani. W drugim odcinku widzimy, jak Agnieszka idzie na pierwsze studia i zaczyna wątpić we wszystko, co do tej pory jej wpajano. To był moment, w którym odkleiła się od polityki i od określania, kim jest, na bardzo długi czas. Skupiła się tylko i wyłącznie na sztuce, która z jednej strony nie jest zaangażowana, a z drugiej bardzo istotne są w niej tematy społeczne. Na przykład jej „Kochankowie z ulicy Kamiennej“ to obserwacja prosto z łódzkiej ulicy. W jej tekstach zawsze jest drugie, ale i trzecie dno, społeczno-polityczne. Lubię to w niej.

Czyli kolejna odsłona: Agnieszka artystka. I Agnieszka… kochanka?
Po prostu Agnieszka – zakochana kobieta, wolna, w pewnym sensie niezależna, pragnąca przygody. Ona zawsze nade wszystko chciała doświadczać życia. To, że miała tak wielu kochanków i tak wiele różnych przygód, brało się z jej otwartego umysłu. Oczywiście nie była idealna. Całe szczęście, miała papier i długopis, więc wszystko mogła zapisać.

Moim zdaniem była świetną psycholożką. To niesamowite, jak bardzo można odnaleźć się w jej tekstach, nawet dzisiaj, kilkadziesiąt lat od ich powstania.
W każdym jej tekście widać jak na dłoni, co naprawdę przeżywała, oczywiście mówię tu o tekstach pisanych nie na zamówienie. One są nadal aktualne. I uniwersalne. Z drugiej strony widać w nich jej osobiste dojrzewanie. Chociażby do roli żony, matki. Praca przy tym serialu była dla mnie szansą na poznanie jej jako kobiety z krwi i kości, a nie poetki czy autorki tekstów do piosenek, którą ludzie z mojego pokolenia znają dość powierzchownie. Zobaczyłam w niej superwrażliwą osobę, reżyserkę, może nie najlepszą, ale jednak wykształconą w tym kierunku, do tego megainteligentną.

Była obecna w twoim życiu, zanim ty wkroczyłaś w jej?
Była bardzo obecna w piosenkach, zwłaszcza tych w wykonaniu Maryli Rodowicz, nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo. Oczywiście z racji zawodu czytałam wcześniej jej utwory, listy, które wymieniała z Jeremim Przyborą. Wiedziałam więc o niej sporo. W szkole teatralnej raz w roku zawsze był egzamin, na który musieliśmy uczyć się jakiegoś jej tekstu. Dlatego bardzo się ucieszyłam, że mogę ją zagrać. Uważam, że powinniśmy robić filmy o wielkich ludziach w trudnych czasach, a zwłaszcza o wielkich kobietach, w czasach, które były dla nich niełatwe. Wtedy artystkom trudno było przebić się w męskim świecie, w dodatku aby tworzyć i być publikowanym, trzeba było omijać państwową cenzurę.

Swoją rolę budowałaś na jakichś konkretnych jej cechach? Zaletach? Wadach?
Mocno skupiłam się na fizyczności, konkretnej motoryce, o której rozmawiałam wcześniej z reżyserem i Magdą Popławską, która gra Agnieszkę Osiecką w późniejszych latach. Na przykład na jej geście przechylania głowy, kiedy z kimś rozmawiała i chciała go lepiej zrozumieć. Starałam się znaleźć w sobie ten rodzaj skupienia, zasłuchania i całkowitego zainteresowania drugą osobą. Ją najbardziej interesowali ludzie.

Pytasz o słabości. Nie sądzę, żebym na jakiejś się skupiała szczególnie, choć były dla mnie istotne. Na przykład zastanawiałam się, czy ona płakała, czy okazywała słabość przy ludziach. Doszłyśmy z Magdą do wniosku, że nie, nie pozwalała sobie na łzy przy innych, zwłaszcza przy mężczyznach, którzy ją krzywdzili albo których ona krzywdziła – to się zawsze wydarzało gdzieś na osobności. Ważne było dla mnie, by odnaleźć momenty, w których mogła się rozsypać, a potem wziąć w garść i ruszyć dalej. Zrozumiałam też, że ona wszystkich swoich mężczyzn naprawdę kochała. Niezależnie od tego, czy to trwało godzinę, rok czy dziesięć lat – jej uczucia zawsze były szczere. W scenach z moimi filmowymi partnerami chciałam oddać to jej zapatrzenie, tę czułość i dobroć i nie oceniać ich przez pryzmat mojej postaci.

Oni w dużej mierze też ją kształtowali.
I to bardzo, każdy jej coś dał. Marek Hłasko pewnie sprowadził ją na złe tory, a jednocześnie, jak przypuszczam, dał jej największą namiętność i umiłowanie dla wolności. Był prawdziwym artystą w jej życiu. Podobnie jak znacznie starszy Przybora. Powtarzał, że są bratnimi duszami, które powinny spotkać się w innym czasie. Myślę, że ona była tym typem kobiety, który przyjaźni się głównie z mężczyznami. Oczywiście były Ela Czyżewska, jej inne koleżanki, ale filary w jej życiu stanowili mężczyźni, niezależnie od tego, czy byli to jej kochankowie, ojciec, czy tak jak Wojciech Solarz – bardzo dobrzy i wierni przyjaciele.

Wśród nich wszystkich – najważniejsza była chyba figura ojca.
Ojciec rzeczywiście odcisnął duże piętno na jej życiu i charakterze. Kiedy rozmawialiśmy na próbach o jej młodości, często powoływaliśmy się na to, co pisała w dziennikach – że chciała uciec od losu matki, która całe życie czekała, aż mąż wróci do domu. Siedziała w oknie, z papierosem w dłoni i była nieszczęśliwa. To coś, co Agnieszce się bardzo nie podobało. Nie chciała być też jak ojciec, ale on – artysta, grający na fortepianie – imponował jej. Ostatecznie powieliła bardzo wiele schematów z jego życia.

Sądzisz, że była szczęśliwa? Zastanawiałaś się na nad tym?
Tak, kiedyś zadałam sobie to pytanie. I od razu pomyślałam: „Oczywiście, że była szczęśliwa, przecież miała tylu cudownych ludzi wkoło i robiła takie fantastyczne rzeczy”. Ale potem naszła mnie refleksja, że może było dokładnie na odwrót. Sądzę, że bywała szczęśliwa – w sytuacjach towarzyskich, wśród bliskich i kiedy tworzyła. W swojej samotni pewnie dużo cierpiała i przeżywała, a przynajmniej tak wynika z jej dzienników, kiedy zaś wychodziła do innych – odżywała. Ale nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

Może to nasza współczesna obsesja – te pytania o szczęście. Kiedyś ludzie niewiele o tym myśleli, po prostu żyli.
Może. Pewnie takie pytania częściej pojawiają się pod koniec życia, a ja mówię o jej młodości. W późniejszych latach to nałóg stawał się jej motorem napędowym i to musiało ją rujnować. Alkoholizm kobiet to nadal temat tabu.

Z jednej strony była świętością narodową...
...a z drugiej ludzie widzieli ją pijaną pod stołem. Cała Saska Kępa żyła tym, że znowu ktoś ją odprowadzał wieczorem, bo nie dała rady utrzymać się na nogach.

Jak sądzisz, co może dać nam, dzisiejszym dziewczynom w twoim wieku i kobietom po 30., 40., pamięć o niej?
Mnie spotkanie z Agnieszką dało bardzo dużo siły, tolerancji, akceptacji i nadziei na to, że nawet jeśli jesteś w najgłębszym dole, to możesz z niego wyjść, bo zwątpienie to tylko chwila. Następna może być już szczęśliwa. Czas leczy rany – to wybrzmiewa w jej piosenkach. Zaszczepiła we mnie niezależność i przekonanie, że warto spełniać swoje marzenia, zakochiwać się w innych ludziach, pozwalać sobie na doświadczanie życia na wszelkie sposoby. Zamiast krygować się – wychodzić poza szablon, mówić, co się myśli. Najbardziej jednak będę pamiętała o tym, by najpierw myśleć, a potem mówić. Agnieszka nigdy nie mówiła bzdur. I zawsze patrzyła przed siebie, nie wstecz.

Eliza Rycembel, rocznik ’92, absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie, aktorka filmowa i teatralna. Znana z takich filmów, jak „Obietnica”, „Carte blanche”, „Nina”, „Ciemno, prawie noc“ czy „Boże Ciało”. Za rolę w tym ostatnim dostała nagrodę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Występuje także na deskach warszawskiego Teatru Nowego i w grupie teatralnej Potem-o-tem.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze