1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Katarzyna Bonda - Przywracać światu porządek

Katarzyna Bonda - Przywracać światu porządek

Katarzyna Bonda: wolałabym nie wieszczyć, nie chcę być Kasandrą. (Fot. Rafał Masłow)
Katarzyna Bonda: wolałabym nie wieszczyć, nie chcę być Kasandrą. (Fot. Rafał Masłow)
Katarzyna Bonda zmieniła formułę powieści kryminalnej. Jej książki nie schodzą z list bestsellerów, a prawa do nich kupili najwięksi światowi wydawcy. Właśnie opublikowała nową powieść „Miłość czyni dobrym”, drugą część trylogii. Tym razem penetruje zło, którego świat nie chce zauważyć. Przeczytała 120 tomów akt, żeby zrozumieć modus operandi uwodziciela.

Główny bohater pani nowej książki, Daniel Skalski, „umie rozkochiwać w sobie ludzi, że mózg staje”. Diabeł?
Wszyscy mu ulegali. Nie tylko z powodu luksusu, szybkich samochodów. Dokładnie przestudiowałam akta, bo pierwowzorem był największy polski oszust. Zaczął od fałszowania czeków pocztowych. Wciągnął w to kobietę, która się w nim kochała. Potem oszukiwał innych, na coraz większą skalę. Nie był wykształcony, a nabierali się ludzie od niego o wiele mądrzejsi. W końcu ścigały go policje całego świata, CBŚ, Interpole. Ludzie nie widzieli, kim jest. Tego właśnie szukałam. Byłam ciekawa, jak można funkcjonować wyłącznie w świecie władzy i kontroli. Czym to różni się od zbrodni seryjnych morderców? Pod spodem ten sam lęk i gniew napędzające do czynów. To, że miał gładką powierzchowność i rozkochiwał ludzi, nasunęło mi trop archetypu diabła.

Przeraził panią?
O wiele bardziej niż lektura akt. Naprawdę czytałam wszelkie możliwe akta spraw dewiantów kawałkujących zwłoki, bezlitosnych gangsterów, a przejęłam się złem fundowanym przez pozornie uroczego człowieka. Tacy ludzie są wśród nas, spotykamy ich.

Mówiła pani kiedyś, że kryminał jest zwykle diagnozą społeczną.
Dlaczego ludzie wyszli na ulicę? Ponieważ czują się oszukani. Dopóki nie spadła zasłona, myśleliśmy, że rzeczywistość jest inna. Pozwalamy zawłaszczać naszą przestrzeń, na wiele się zgadzamy, bo inaczej w ogóle trudno byłoby funkcjonować, i pewnego dnia prawda wychodzi na jaw. To wywołuje gniew, często za późno.

Gniew ujawnił niezwykłą moc kobiet. Zmienią świat?
Kobiety mają moc bomby atomowej. Mamy boginię Kali. Kiedy jest zagniewana, wściekła, zaczyna walczyć i niszczyć, aby przywrócić porządek. To kobiety wyszły i krzyczą. Nie mężczyźni. Uzbroiły się w transparenty. Ujawniło się nasze siostrzeństwo. Wyszła jedna, za nią następne, a z nimi przyjaciółki, siostry, matki. Tak było od wieków. A to dopiero początek.

Jaką perspektywę pani widzi?
To na pewno wojna. A tam, gdzie front, może się zdarzyć wszystko. Obserwuję świat wycinkowo. Pisząc, jestem skupiona na temacie książki. Wychodzę z „jaskini” tylko po to, żeby złapać powietrza. I wtedy dopada mnie rzeczywistość. Byłam na dokumentacji w sądzie w Lublinie. Miałam telefon: „Halo, wracaj!”. Bo zapowiedziano lockdown, a ja w ogóle nie wiedziałam, że pandemia. Na dworcu dwie kobiety szarpały się o bilet. Studenci chcieli wrócić do domów, zaczęła się panika, jak to zrobić. Ze sklepów znikały papier toaletowy, mydło, ziemniaki. Zrozumiałam, że nie jestem w stanie bić się o bilet. Od razu zobaczyłam, co gotuje się pod pokrywką. Już wtedy wiedziałam, że zawrze. Pół roku później wszyscy wyszli na ulicę. Kiedy pisze się książkę kryminalną, musi się pojawić pierwsza krew, żeby ruszyła fabuła. Nieustannie włączają mi się mechanizmy fabularne. Dlatego wolałabym nie wieszczyć, nie chcę być Kasandrą.

Katarzyna Bonda: Jestem zero-jedynkowa, albo burza, czarne, błyskawice, albo sentymentalne niebo. (Fot. Rafał Masłow) Katarzyna Bonda: Jestem zero-jedynkowa, albo burza, czarne, błyskawice, albo sentymentalne niebo. (Fot. Rafał Masłow)

Mężczyźni piszący kryminały stawiają na wątki przygodowe, kobiety chcą uleczyć świat – mówiła pani w wywiadzie. Z tym założeniem pisze pani trylogię „Wiara – nadzieja – miłość”? Rozgrywa się na szerokim europejskim tle.
Ta seria jest zupełnie inna, i nie do końca wiem, czy powieść, o której rozmawiamy, to klasyczny kryminał. Główny bohater nie jest orędownikiem dobra, czyli utrudniam sobie leczenie świata. Ale bardzo możliwe, że eksplorowanie ciemnej strony jest stawianiem diagnozy. Na pewno staram się zrozumieć genezę zła. To silniejsze ode mnie. I może to jest klucz – kobiety chcą zrozumieć: skąd, dlaczego? Bo po co innego byśmy pisały reportaże, literaturę piękną, gatunkową? Każda opowieść kryminalna powinna przynieść czytelnikowi katharsis. Bo przecież grzebiemy w lęku. W świecie realnym niełatwa jest walka z lękiem. W opowieści kryminalnej rozwiązujemy zagadkę i zamykamy temat.

Pisze pani: „W ogóle się nie bój, ludzie mają radar na lęk”. Dlaczego wciąż jest w nas za mało odwagi?
Podświadomie wszystko wiemy, ale sygnały docierają do nas zbyt późno. To zrozumiałe, bo żyjemy w iluzji. A oszuści, ci przebiegli szachiści, planują swoje ruchy z dużym wyprzedzeniem. Czasem wystarczyłoby się poddać intuicji, ciału, które często czuje wcześniej. Myślimy, że wszystko jest w porządku, a ciało sygnalizuje co innego. Nie należy się bać. Lepiej uświadomić sobie emocje i je przyjąć. Uczyniłam tak, kiedy w kraju zaczęło być gorąco. Pomyślałam: „Właściwie i cóż? Jaki mam na to wpływ?”.

Pani ma. Pani książki docierają do milionów czytelników.
W maju, po pierwszym rzucie pandemii, miałam zaplanowane wydanie dokumentalnej książki „Motyw ukryty. Z archiwum profilera”, napisanej z Bogdanem Lachem. To historie, które rozwiązywał na podstawie akt zbrodni. Pomyślałam: „Jaki to ma teraz sens?”. Ale nie udało się zatrzymać machiny wydawniczej. Okazało się, że ludzie chcą akurat czytać o zwyrodnialcach, uciekając w to od niewidocznego niebezpieczeństwa, którego nie rozumieją. Niektórzy schowali się w tej lekturze przed pandemią. Woleli zwykłą niegodziwość od tej enigmatycznej. Dla mnie to było szokujące. Fascynuje mnie, że ludzie zachowują się inaczej niż przed pandemią. Poczucie zagrożenia sprawia, że zaczynają myśleć o sobie i przestają udawać. Odsłaniają lęk. Zrozumiałam, że cały czas się czegoś boję. Odkąd zostałam matką, towarzyszył mi lęk o siebie, o dziecko. Stałam się jego więźniem. To w czasie pandemii postanowiłam, że już nie będę się bać, po prostu przyjmę to, co przychodzi. Lepiej szukać dobra niż zła i pilnować, żeby z nas wypływało, spotykało nas. Od lat, najpierw jako dziennikarka, a później pisarka, jestem zainfekowana przestrzenią zła. Piszę stale o ludzkiej słabości. Bo z niej bierze się zbrodnia. Wymyśliłam tę serię, żeby odnaleźć wyższy element, coś, co mnie znów zaintryguje.

Widzi pani czasami siebie w córce?
Nieustannie, na przykład swoje wady, w dodatku przerysowane. Moje dziecko ma w tej chwili 14 lat. Słyszę, jak zmienia się jej głos. Widzę, że inaczej mówi, kiedy rozmawia ze mną, a inaczej z rówieśnikami. Jakbym oglądała serial.

Jaka była 14-letnia Kasia w Hajnówce?
Bardzo grzeczna, bo przecież dziewczynka nie sprawia kłopotów – nie paliłam, nie brałam narkotyków, nie wagarowałam, ale miałam niewyparzoną gębę. To się nie zmieniło. Zawsze byłam przemądrzała. Niezależności nie nabywa się z wiekiem, po prostu się ją ma albo nie. Jeżeli się z kimś nie zgadzałam, mógł to być nauczyciel, wchodziłam w dyskusję. To co, że będą kłopoty. Gubiło mnie przekonanie, że zawsze wiem najlepiej. Do dziś usiłuję z tym walczyć. Bezskutecznie. Grałam na fortepianie, w siatę, przed lekcjami chodziłam na gimnastykę korekcyjną. Bunt pojawił się później.

Co się stało?
Usłyszałam od pani profesor, że może powinnam się zająć innym rodzajem sztuki. To wystarczyło. Miałam 18 lat i poczułam, że lata ćwiczeń na marne. Nie wiem, skąd tyle mocy i rozumu, żeby się nie załamać. Uratował mnie atawizm, bo natychmiast wymyśliłam dziennikarstwo. Na pewno przygotowało mnie do pisania. Do dzisiaj podziwiam ludzi, którzy siadają i piszą, mają odwagę, brawurę. U mnie wszystko jest ciężko wypracowane. Czasami się zastanawiam, czy w ogóle mam prawo to robić. Wiem, że moje książki sprzedają się w wielkich nakładach. Jak ktoś chce mi dopiec, mówi, że to z powodu krzykliwych sukienek i trzepotania rzęsami. Tak też jest. W branży, w której działam, jest w tej chwili naprawdę ciasno. Jedna książka może autora zniszczyć i jedna może ponownie go wynieść.

Pamiętam, jak wydawnictwo Muza rozesłało katalog z pani modową sesją. To było nowe. Pisarze ciągle chodzili w porozciąganych swetrach. Na targach książki spotykałem panią w długiej sukni, wbijającą w swoje książki pieczątkę „królowa kryminału”.
Najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu i z nikim nie rozmawiała. Chciałabym, żeby moje książki same się broniły. Kiedy Muza rozesłała ten katalog, byłam na rynku już siedem czy osiem lat. Pan zobaczył mnie dopiero w nim.

Przyznaję.
To o czym w ogóle mówimy? Przez rozwój technologii, media społecznościowe czytelnik zbliżył się do autora. Nie zrobiłam tych zdjęć, bo mam ładne sukienki, tylko żeby skontaktować się z odbiorcą. Wcześniej nie wiedziałam, dla kogo piszę. Przymierałam głodem, ale nie rezygnowałam z pisania. Kiedy zaczęłam chodzić do telewizji śniadaniowej, dawać wywiady kolorowym pismom, moi koledzy napominali. Odpowiadałam: „Dzięki temu ktoś się dowie o mojej książce”. Dzisiaj wszyscy to robią, a czas powyciąganych swetrów się skończył. Chcę dobrze wyglądać, występując w ogromnych salach pełnych ludzi. Z szacunku dla tych, którzy przyszli. Spotkania ze mną są wspólną fiestą. Moi czytelnicy też są elegancko ubrani.

A pieczątka „królowej kryminału”?
Zygmunt Miłoszewski napisał o mnie takie zdanie. Wydawca wykorzystał je na okładce „Pochłaniacza”, pierwszego tomu serii o Saszy Załuskiej. To był mój pierwszy sukces komercyjny. Wydawca zorganizował przyjęcie z tortem. Byłam oniemiała, bo to była niespodzianka. Akurat byłam w zapisie, w środku książki, i nie chciałam tam iść. Z tej okazji dostałam pieczątkę. Pan prezes przedstawił wynik. 150 tysięcy w trzy tygodnie! „Dlaczego tak mało?” – zapytałam. Nie wiem, skąd takie zdanie przyszło mi do głowy. To wzbudziło śmiech. Każda kolejna książka przynosiła większe nakłady. Ale nie mam pewności, że ludzie nadal będą chcieli czytać to, co piszę. Może nadejdzie czas zupełnie innych książek? A ja będę jak ten dinozaur…

Ale w koronie.
Królestwa nie są takie, jak wyglądają.

Pani ojciec mówił, że w życiu nie ma dużych decyzji.
Tata powiedział to na łożu śmierci. Umierał na raka. Wyznał, że umówili się z mamą, jak się pobierali, że on będzie podejmował same duże i ważne decyzje. Okazało, że nie ma żadnych dużych decyzji. Są tylko małe. Całym naszym życiem zarządzała jego Ninka, czyli moja mama.

Czyli w pani domu nie było patriarchatu?
No dobra, tato, nie chciałam tego powiedzieć, ale… Był między rodzicami cichy układ, że załatwiają sprawy między sobą. Jeżeli mamie się coś nie podobało, potrafiła tatę dotkliwie zrugać. Miał dla niej ogromny szacunek, wiedział, że jest mądra. Ale nie wychylała się z narzucaniem swojego zdania. Zostawiała mu poczucie królewskiej władzy. Jeżeli porównałabym ich do króla i królowej, to etykieta była zachowywana. Długo uważałam, że to zakłamanie. Dzisiaj myślę, że to było zdrowe.

Pani mama, będąc dzieckiem, straciła matkę w pogromie wsi prawosławnych na Podlasiu w 1946 roku. Jak to na nią wpłynęło?
Emanowała z niej siła. Ubierała się dość ekstrawagancko. Byłam zażenowana, kiedy przychodziła na wywiadówki. Chciałam, żeby była normalna i miała trwałą, a nie warkocz i kapelusz z wielkim rondem. To dobrze oddaje jej osobowość. W życiu nie założę kapelusza z wielkim rondem. Mama od dziecka przygotowywała mnie na to, żebym sobie poradziła w każdych warunkach. Wszyscy mówią, że jestem silna, ale zbroję założyłam z czasem. Pod nią jestem delikatna. Biorę na warsztat tak ciężkie tematy, bo zło mnie dotyka. Moja mama, widząc moją kruchość, starała się mnie chronić. Miała 43 lata, czyli tyle, ile ja teraz, jechała do szpitala i żegnała się ze mną. Oczywiście nie powiedziała, co jej grozi. Tego też nie lubię, bo mam alergię na zakłamywanie rzeczywistości. Jechała na operację, z której mogła nie wrócić, miała tego świadomość, i nic nie powiedziała. Dziecko czuje, że coś jest pod spodem. Starała się, aby pożegnanie nie było ani zbyt suche, ani zbyt wylewne. Wróciła ze szpitala. Trzeba mieć wiele hartu ducha, żeby zniszczyć nowotwór. Myślę, że to zrobiła, bo nie wiedziała, jak sobie poradzę, jeśli umrze. Umarła w 2018 roku.

O pogromie, w którym zginęła pani babcia, napisała pani w powieści „Okularnik”. Temat był w domu obecny?
Nie. Na tym polegał mój wkurw na rodziców. Teraz tak mogę powiedzieć, bo nie żyją. Przy nich nie przeklinałam ani nie paliłam. Na temat pogromu milczała cała społeczność. W liceum z białoruskim językiem nauczania też nigdy nikt nic nie powiedział. Dlatego musiałam o tym napisać. Każdą książką zamykam swoje tematy. Moje książki muszą ze mną rezonować. Nie terapeutyzują mnie wprost, nie są spowiedzią, ale przychodzą nieprzypadkowo. Mam świadomość, że tylko ja mogłam taką książkę w taki sposób napisać. Długo zastanawiałam się, czy mam siłę, żeby to zadanie dźwignąć. Bo pisząc, zawsze totalnie wchodzę w temat.

Książki panią zmieniają?
Tak. Każda książka mnie zmienia. Pisząc je, przechodzę transformację. Czasem zastanawiam się, dlaczego mam takie życie. Teraz się z tym pogodziłam, ale był moment złości, bo chciałam mieć normalne życie, jak wszystkie kobiety – mówić delikatnym głosem, opiekować się ogniskiem domowym, mieć męża wojownika. Ale kiedy uświadomiłam sobie, że całe życie podejmuję decyzje, które oddalają mnie od tego scenariusza, zrobiło mi się lżej.

W wywiadzie dla „Playboya” mówiła pani, że pani mężczyzna musi być wysoki, żylasty, w typie Clinta Eastwooda, nie wychuchany i nie pisarz. No i pojawił się Remigiusz Mróz.
[śmiech] Kurczę.

I we wszystkich studiach telewizyjnych mówiliście o miłości.
[śmiech] Dlaczego ja wtedy tego nie przeczytałam?! Trzeba było mi to wcześniej wyciągnąć! Chcę potwierdzić zeznania sprzed lat, są nadal aktualne. Dziwne, że pan teraz to odnalazł. Widzi pan, jestem przemądrzała…

A ten obraz za panią, na który zerkam?
Kupiłam go w Paryżu. To dzieło Davida Sali, ilustratora i rysownika komiksów. Pojechałam z dzieckiem. Przez okno galerii zobaczyłam jego obraz. Po prostu musiałam go mieć. Zapytałam, ile kosztuje. Marszand powiedział, że jest już sprzedany. Tak jak cała wystawa poza jedną akwarelą. To właśnie ta. Jest inspirowana „Nowelą szachową” Stefana Zweiga. To były moje 40. urodziny, symbol przejścia, i chciałam zrobić sobie prezent. Fascynuje niebo, które – jak mi powiedział znajomy malarz – jest w tym kolorze trudne do osiągnięcia. Mieszkałam na 60 metrach, w jednym pokoju – kuchnia, pracownia, łóżko, miejsce dla psa. Postawiłam ten obraz i pomyślałam, że kiedyś będę miała gabinet tylko po to, żeby go powiesić. I tak się stało.

Jakie jest pani niebo?
Błękitne. Jeśli jest burzowe, wypatruję, aż zrobi się dziura i spod spodu wyłoni się błękit.

Co najtrudniej namalować na pani niebie?
Wiem, co najłatwiej – zaczernić farbą i namalować błyskawicę. Nie lubię obłoków, nie chcę ich, niech to niebo będzie całkiem jasne i z ptakami. Teraz na chwilę przymknęłam oczy i zobaczyłam czarne ptaki. Widzi pan, jestem zero-jedynkowa, albo burza, czarne, błyskawice, albo sentymentalne niebo. Ale to drugie najtrudniej namalować.

Katarzyna Bonda, autorka trylogii kryminalnej z Hubertem Meyerem, tetralogii z profilerką Saszą Załuską, powieści kryminalnych inspirowanych prawdziwymi zdarzeniami. Teraz publikuje trylogię „Wiara – nadzieja – miłość”, dotąd ukazały się „Miłość leczy rany” i „Miłość czyni dobrym”. Na podstawie powieści „Lampiony” powstał serial TVN „Żywioły Saszy”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Książki miesiąca [czerwiec]

Spośród wielu nowości książkowych, wybraliśmy 4 tytuły warte uwagi. (Fot. iStock)
Spośród wielu nowości książkowych, wybraliśmy 4 tytuły warte uwagi. (Fot. iStock)
Sezon urlopowy właśnie się zaczyna, a wakacje bez dobrej książki się nie liczą! Spośród wielu nowości, wybraliśmy te warte uwagi. Dobrej lektury!

W imieniu niewidzialnych

Bernardine Evaristo, „Dziewczyna, kobieta, inna”, Wydawnictwo Poznańskie. (Fot. materiały prasowe)Bernardine Evaristo, „Dziewczyna, kobieta, inna”, Wydawnictwo Poznańskie. (Fot. materiały prasowe)

Na naszym rynku wydawniczym to z pewnością jedna z najważniejszych premier tego roku. Dwa lata temu Brytyjka Bernardine Evaristo otrzymała Bookera. Może ją kojarzycie: stała na zdjęciu obok Margaret Atwood, która zwyciężyła ex aequo i na której skupiała się uwaga mediów. Evaristo jest pierwszą wyróżnioną Bookerem czarnoskórą pisarką. A wątek nieobecności eksploruje w swoim doskonałym zbiorze opowiadań o outsiderkach, kobietach niewidzialnych ze względu na płeć, kolor skóry, orientację seksualną, a nierzadko z tych trzech powodów naraz. To także książka o tęsknocie, czasem tak głęboko ukrytej, że poza świadomością. I o uciszaniu własnych potrzeb, bo jakoś nie pasują do wyobrażeń na swój temat. Jedna z bohaterek, czarnoskóra lesbijka Amma, twórczyni niszowego teatru, pragnie dziecka. Tylko czy to nie jest antyfeministyczne?! Evaristo pisze błyskotliwie i dowcipnie, nieco się podśmiewa z zacietrzewienia, podziałów i mód, a jednocześnie świetnie rozumie rozterki swoich bardzo różnych bohaterów. Arcydzieło.

Szlaki (nie)znane

Elżbieta Dzikowska „Polska znana i mniej znana VI”, wyd. Bernardinum. (Fot. materiały prasowe)Elżbieta Dzikowska „Polska znana i mniej znana VI”, wyd. Bernardinum. (Fot. materiały prasowe)

Elżbieta Dzikowska, historyczka sztuki, sinolożka, podróżniczka, snuje fascynujące gawędy. To już szósty tom cyklu, w którym przeciera ojczyste szlaki, przyglądając się kościołom (te polichromatyczne ambony, barokowe ołtarze!), zamkom, pałacom, badając każdy niemal kamień. Na trasie mijamy mniejsze miejscowości, jak: Zgierz, Konin, Warta czy Gryfino, a większym przyglądamy się z mniej opatrzonej strony. To także wyprawa w poszukiwaniu pochowanych skarbów sztuki. Zachwycająca ta Polska.

Pożytki z dialogu

Gabriel García Márquez, Mario Vargas Llosa „Dwie samotności”, wyd. Muza. (Fot. materiały prasowe)Gabriel García Márquez, Mario Vargas Llosa „Dwie samotności”, wyd. Muza. (Fot. materiały prasowe)

Autorów przedstawiać nie trzeba. Mniej osób pewnie wie, że Márquez i Llosa poróżnili się i nie rozmawiali przez 30 lat (poszło o kobietę). Zanim to nastąpiło, przyjaźnili się, a książka jest zapisem ich rozmowy z lat 60., gdy proza Ameryki Łacińskiej trafiła pod strzechy. Twórcy pasjonująco dyskutują o literaturze i krytycznie podchodzą do własnych dzieł. Są tu różne smaczki, a nawet swego rodzaju „aktualność”: kiedy Mario Vargas przyznaje się Gabrielowi Garcíi, że ma obsesję na punkcie „Dziennika roku zarazy” Defoe.

Zawsze przy tobie

Kazuo Ishiguro „Klara i słońce”, wyd. Albatros. (Fot. materiały prasowe)Kazuo Ishiguro „Klara i słońce”, wyd. Albatros. (Fot. materiały prasowe)

To pierwsza książka, którą Kazuo Ishiguro wydał już jako laureat Nobla. Autor spełnia w niej marzenie z dzieciństwa wielu z nas – o posiadaniu na własność przyjaciela, który byłby zawsze obecny, wyrozumiały i kochałby nas bezwarunkowo. W powieści taką więź zapewnia ludziom… sztuczna inteligencja. A konkretnie SP, czyli Sztuczni Przyjaciele, uważni, empatyczni, wspierający. Taka jest też Klara, wypatrzona w sklepowej witrynie przez dziewczynkę imieniem Josie. Ładna wizja, w której maszyny mogłyby więcej nauczyć nas, ludzi, niż my je.

  1. Kultura

Znamy 20 tytułów nominowanych do Nagrody Literackiej Nike

Finał tegorocznej edycji konkursu o Nagrodę Literacką Nike odbędzie się 3. października. (Ilustracja: FB @Nagroda Literacka Nike)
Finał tegorocznej edycji konkursu o Nagrodę Literacką Nike odbędzie się 3. października. (Ilustracja: FB @Nagroda Literacka Nike)
Ogłoszono listę 20 nominowanych książek do Nagrody Literackiej Nike 2021. Jakie tytuły w tym roku mają szansę zdobyć polski odpowiednik literackiego Nobla?

Nagroda Literacka Nike to nagroda za książkę roku. Przyznawana jest corocznie, od 1997 roku, za najlepszą książkę roku poprzedniego, a jej pierwszym laureatem był Wiesław Myśliwski. Celem nagrody jest promocja literatury polskiej, ze szczególnym zwróceniem uwagi na powieść, choć w konkursie startować mogą wszystkie gatunki literackie (w tym autobiografie, eseje, pamiętniki) i humanistyka o wybitnych wartościach literackich.

Podstawowym warunkiem udziału w konkursie jest samodzielne autorstwo książki oraz wydanie książki w roku minionym. Zwycięzca otrzymuje nagrodę pieniężną w wysokości 100 tys. złotych i statuetkę zaprojektowaną przez Gustawa Zemłę. Wśród laureatów poprzednich edycji byli między innymi: Czesław Miłosz, Tadeusz Różewicz, Jerzy Pilch, Dorota Masłowska, Olga Tokarczuk i Mariusz Szczygieł. Natomiast w zeszłym roku, wyborem jury, laureatem nagrody został Radek Rak za książkę „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”, a Nagrodę Nike Czytelników dostała Joanna Gierak-Onoszko, za reportaż „27 śmierci Toby'ego Obeda”.

Nagroda Literacka Nike 2021 - nominacje

W czwartek, 10 czerwca, na łamach tradycyjnego i cyfrowego wydania "Gazeta Wyborcza" przedstawiła nominacje do Literackiej Nagrody Nike 2021. W jubileuszowej, 25. edycji konkursu, o nagrodę powalczą książki:

  • „Panny z Wesela” Monika Śliwińska
  • „Kajś” Zbigniew Rokita
  • Zastrzał albo trochę” Robert Pucek
  • Podwójne wahadło” Jacek Podsiadło
  • „Najlepsze miasto świata” Grzegorz Piątek
  • Sztuka bycia niepotrzebnym” Edward Pasewicz
  • Bezmatek” Mira Marcinów
  • Książka o śmieciach” Stanisław Łubieński
  • Bestiariusz nowohucki” Elżbieta Łapczyńska
  • Lajla znaczy noc” Aleksandra Lipczak
  • Ludowa historia Polski” Adam Leszczyński
  • Tab_s” Justyna Kulikowska
  • Długie spacery nad Olzą” Jerzy Kronhold
  • Odmieńcza rewolucja” Joanna Krakowska
  • Skrywane” Michał Komar
  • Strażnicy fatum” Bożena Keff
  • Halny” Igor Jarek
  • „Zaświaty” Krzysztof Fedorowicz
  • Pomarli” Waldemar Bawołek
  • „Fuerte” Kasper Bajon

Wyboru dokonało jury, w którym w tym roku zasiedli: Teresa Bogucka, Przemysław Czapliński, Maryla Hopfinger, Inga Iwasiów, Dariusz Kosiński, Iwona Kurz, Tadeusz Nyczek, Magdalena Piekara i Szymon Rudnicki.

Finał tegorocznej edycji konkursu odbędzie się 3. października, natomiast listę siedmiu finalistów poznamy na początku września. Decyzję o przyznaniu nagrody jury podejmuje w dniu jej ogłoszenia i wręczenia. Jej fundatorami są „Gazeta Wyborcza” i Fundacja Agory.

  1. Kultura

Książki z sensem, które warto przeczytać w tym miesiącu

Najciekawsze lektury na maj poleca Monika Stachura. (Fot. iStock)
Najciekawsze lektury na maj poleca Monika Stachura. (Fot. iStock)
W tym miesiącu Monika Stachura, nasza redakcyjna koleżanka, poleca fascynujące lektury: "Miłość w czasach niepokoju", "Instagram bez filtra", "Jak dobrze być trzeźwym" oraz "Wczoraj i jutro". Przeczytajcie, dlaczego zachęca, aby po nie sięgnąć.

”Miłość w czasach niepokoju. Niepublikowane wywiady”, Józef Tischner, wyd. WAM

Byłem analfabetą, jeśli chodzi o wiarę, analfabetą, jeśli chodzi o miłość, dawałem ludziom tylko nadzieję – powiedział kiedyś ks. Tischner. Można by się sprzeczać o to, kto wobec tego analfabetą nie jest, ale mniejsza o to, bo końcowka myśli, ta o nadziei – jest bezcenna. Skąd ta nadzieja? Z miłości, którą możemy wybrać – a właściwie wybierać wielokrotnie, bo nie jest dana raz na zawsze. Cykl wykładów poświęconych tematowi wolności, które trafiły do tego tomu, został przeprowadzony w roku akademickim 1993/1994 dla studentów Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. „Co ogranicza wolność człowieka?” – pyta ksiądz profesor i odpowiada, że są to różne lęki i strachy. Dziś, gdy coraz mocniej zapadamy się w wywołany pandemią niepokój i lęk, te słowa brzmią szczególnie. Podobnie jak tytuł książki – „Miłość w czasach niepokoju”. Szczerze zachęcam do lektury tych wykładów (jakby listów z „tamtej strony”), w których miłość w wielu odsłonach komentowana jest tekstami filozoficznymi i teologicznymi, ale też opowieściami o górach, intuicji i muzyce.

”Miłość w czasach niepokoju. Niepublikowane wywiady”, Józef Tischner, wyd. WAM”Miłość w czasach niepokoju. Niepublikowane wywiady”, Józef Tischner, wyd. WAM

„Instagram bez filtra. Historia od środka”, Sarah Frier, wyd. Feeria

Tylko w 2020 roku na świecie sprzedano ponad 1,3 mld smartfonów... Instagram jako jedna z pierwszych marek wyczuł ten trend i stał się – jak pisze Sarah Frier – „celebrotwórczą maszynką do zdobywania lajków, jakiej świat nie widział” . Za lajkami przyszła siła oddziaływania, bo miliony instagramerów mają większy zasięg niż wielkie tytuły prasowe, więc to, co pokazują na swoich profilach, zmienia potrzeby osób w różnych stronach świata. Amerykańska reporterka zbadała dokładnie drogę, jaką przebył start-up, zanim stał się narzędziem, które modeluje naszą codzienność. I to nawet jeśli ktoś nie korzysta z tej aplikacji.

„Instagram bez filtra. Historia od środka”, Sarah Frier, wyd. Feeria„Instagram bez filtra. Historia od środka”, Sarah Frier, wyd. Feeria

„Jak dobrze być trzeźwym”, Catherine Gray, wyd. Prószyński i S-ka

Uzależnienie od alkoholu nie musi przyjmować postaci pijaczka, który prosi o kilka złotych. To bardzo demokratyczny problem, bo picie jest fajne. No i przecież „trochę alkoholu jeszcze nikomu nie zaszkodziło”. Tymczasem badania rezonansem wskazują, że obojętna dla organizmu ilość alkoholu po prostu nie istnieje. Kiedy Catherine Gray, brytyjska pisarka i dziennikarka, uświadomiła sobie, że jest uzależniona – był to dopiero początek wychodzenia z nałogu, bo rezygnację z alkoholu traktowała jak stratę. Klucz do sukcesu leżał w zmianie przekonań. Tym, jak do niej doprowadzić, dzieli się w swojej książce.

„Jak dobrze być trzeźwym”, Catherine Gray, wyd. Prószyński i S-ka„Jak dobrze być trzeźwym”, Catherine Gray, wyd. Prószyński i S-ka

„Wczoraj i jutro”, Anna Paszkiewicz, Kasia Walentynowicz, wyd. Widnokrąg

Zwykle po fakcie trudno dojść do tego, kto pierwszy rozpoczął kłótnię. Tak było też w przypadku bohaterów tej książki, tytułowych Wczoraj i Jutro. I jak też bywa, szybko ich spór sprowadził się do tego, kto jest ważniejszy: starsze i bogate w doświadczenia Wczoraj czy niepewne i pełne nadziei Jutro? I gdyby nie niespodziewany gość: Dziś, to pewnie ta dwójka kłóciłaby się w nieskończoność. Dlaczego? Bo dziś, czyli „tu i teraz”, to jedyne, co się liczy, bo mamy na nie wpływ. Małe dzieci umieją się cieszyć chwilą, ale wiele z nich traci tę umiejętność pod wpływem dorosłych. Zatem może tę książkę powinni przeczytać przede wszystkim rodzice.

„Wczoraj i jutro”, Anna Paszkiewicz, Kasia Walentynowicz, wyd. Widnokrąg„Wczoraj i jutro”, Anna Paszkiewicz, Kasia Walentynowicz, wyd. Widnokrąg

  1. Kultura

Katarzyna Michalak – książki. Najlepsze powieści autorki

Przedstawiamy książki Katarzyny Michalak – 5 serii, które warto przeczytać. (Fot. iStock)
Przedstawiamy książki Katarzyny Michalak – 5 serii, które warto przeczytać. (Fot. iStock)
Ten, kto zaczytuje się w polskiej literaturze obyczajowej, na pewno ceni pozycje autorstwa Katarzyny Michalak. Wartka akcja, błyskotliwe dialogi, wyraziści bohaterowie oraz ogromny ładunek emocjonalny – to cechy charakterystyczne jej twórczości. Przedstawiamy książki Katarzyny Michalak – 5 serii, które warto przeczytać.

Dwie największe miłości Katarzyny Michalak to pisanie i… zwierzęta, bo z wykształcenia jest lekarką weterynarii. Pierwszą książkę napisała już w wieku 6 lat, a od 2008 roku jej powieści trafiają na listy bestsellerów i grono ich miłośników stale się powiększa. Jest jedną z najbardziej poczytnych autorek w naszym kraju, obok powieści obyczajowych wspaniale odnajduje się w literaturze erotycznej i fantastyce. Książki Katarzyny Michalak to ogromna dawka różnorodnych emocji, historie trzymające w napięciu i niebanalni bohaterowie, w których autorka często skrywa cząstkę siebie. I choć jej powieści czytają głównie kobiety, przypadną do gustu wszystkim, którzy uwielbiają historię o wielkich, spełnionych marzeniach.

„Słoneczna trylogia”

Katarzyna Michalak, 'Poczekajka', 'Słoneczna trylogia. Tom 1', Wydawnictwo Literackie.Katarzyna Michalak, "Poczekajka", "Słoneczna trylogia. Tom 1", Wydawnictwo Literackie.

To zdecydowanie najpopularniejsze książki Katarzyny Michalak, w skład których wchodzi jej literacki debiut – „Poczekajka”, pierwsza część „Słonecznej trylogii”. To urzekająca opowieść o miłości, magii i sile marzeń. Jej bohaterką jest dwudziestopięcioletnia Patrycja, która kocha zwierzęta i… magię. Patrycja marzy o Miłości, takiej przez duże M, nie wie jednak, gdzie jej szukać. Spotkanie z kręgiem czarownic na pewnym sabacie przynosi odpowiedź: „Znajdź małą, żółtą chatkę gdzieś na krańcu świata, a spotkasz Jego”. Patrycja, kierując się słowami „Bądź wierna. Idź”, wyrusza w pogoń za marzeniem, nie wiedząc, co ją czeka podczas tej przygody, kogo spotka w cichej, spokojnej wsi zwanej Poczekajką, kto okaże się jej przyjacielem, a kto wrogiem i jaką cenę przyjdzie jej zapłacić na końcu drogi. Kolejne tomy trylogii to „Zachcianek” i „Zmyślona”, w których znajdziemy kontynuację historii Patrycji, pełną zwrotów akcji, ciepła i humoru.

„Leśna trylogia”

Katarzyna Michalak, 'Leśna polana', 'Leśna trylogia. Tom 1', Wydawnictwo Znak.Katarzyna Michalak, "Leśna polana", "Leśna trylogia. Tom 1", Wydawnictwo Znak.

Mały domek pośród wiekowych świerków, ukryty gdzieś w lesie – to właśnie w nim Katarzyna Michalak umieściła centrum kolejnej serii swoich książek. Na „Leśną trylogię” składają się tytuły: „Leśna polana”, „Czerwień jarzębin” oraz „Błękitne sny”. Bohaterami opowieści są trzy przyjaciółki – Gabrysia, Majka i Julia – które nie miały łatwego życia. O Majce i Julii rodzice zapomnieli, a Gabriela od najmłodszych lat musiała dbać o siebie i o przybranego ojca, którego ubeckie tortury pozbawiły zdrowia i sił. Przyjaciółkom towarzyszą trzej bracia – Wiktor, Marcin i Patryk, których życie również nie oszczędzało. Mogliby się stoczyć na samo dno i obwiniać tego, który zamienił pierwsze lata ich życia w piekło: swojego ojczyma. Ich drogi przecięły się właśnie na Leśnej Polanie. Znaleźli tam miłość, prawdziwą przyjaźń i… zło, któremu potrafią się przeciwstawić tylko najodważniejsi.

„Seria Mazurska”

Katarzyna Michalak, 'Gwiazdka z nieba', 'Seria mazurska. Tom 1', Wydawnictwo Znak.Katarzyna Michalak, "Gwiazdka z nieba", "Seria mazurska. Tom 1", Wydawnictwo Znak.

Katarzyna Michalak serie swoich książek niemal zawsze nasyca pięknem natury. Tym razem akcja rozgrywa się w maleńkiej, mazurskiej wsi. „Seria Mazurska” to pięć książek z bohaterami, w których z pewnością każdy odnajdzie cząstkę siebie. Nataniel, który stracił wszystko, by później zyskać to, o czym zawsze marzył. Marta, którą los obdarzył wymarzoną córką, jednak ich relacja nie należy do najłatwiejszych. Spragniony miłości Mateusz i jego spełnione pragnienie. W kolejnych tomach dołączają do nich winny wielu łajdactw Siergiej Sodarow, który otrzymał od losu szansę odkupienia win, oraz Natalia i Damian, równie mocno poranieni przez życie. Chociaż wszystko wydaje się odwracać przeciwko nim, nieustannie gonią za marzeniami i szczęściem. Czy zdołają je odnaleźć?

„Seria kwiatowa”

Katarzyna Michalak, 'Ogród Kamili', 'Seria kwiatowa. Tom 1', Wydawnictwo Mazowieckie.Katarzyna Michalak, "Ogród Kamili", "Seria kwiatowa. Tom 1", Wydawnictwo Mazowieckie.

Opowieść o przyjaźni, miłości i wybaczeniu. Katarzyna Michalak książki z „Serii kwiatowej” owiała romantyzmem w najczystszej postaci. Składają się na nią trzy tytuły: „Ogród Kamili”, „Zacisze Gosi” i „Przystań Juli” – jak łatwo się można domyślić, poznajemy w nich losy trzech bohaterek. Kamila marzy o prawdziwej miłości, własnym domu i różanym ogrodzie. Do Gosi, sąsiadki Kamili, z którą połączyła ją prawdziwa przyjaźń, nieoczekiwanie powraca przeszłość. Julia postanowiła zacząć wszystko od nowa. Spakowała do samochodu dorobek całego życia i ruszyła przed siebie, byle dalej od rozczarowań i zdrady. Jak potoczą się losy przyjaciółek? Czy każda z nich poczuje się tak prawdziwie szczęśliwa i przestanie patrzeć w przeszłość, by zacząć żyć tu i teraz?

„Trylogia autorska”

Katarzyna Michalak, 'Pisarka', 'Trylogia autorska. Tom 1', Wydawnictwo WM.Katarzyna Michalak, "Pisarka", "Trylogia autorska. Tom 1", Wydawnictwo WM.

Książka, którą oddaję do Waszych rąk, jest wyjątkowa. Nie tylko dlatego, że to czterdziesta powieść w moim dorobku, jest też najbardziej osobista ze wszystkich dotychczasowych. Nie muszę dodawać, że włożyłam w nią mnóstwo emocji i serca? – napisała o „Pisarce”, pierwszej książce z cyklu „Trylogia autorska”, sama Katarzyna Michalak. Jest to historia pisarki, która spośród tysięcy słów wybiera te najpiękniejsze, by je splatać w niezapomniane historie. To również opowieść o dwojgu młodych ludziach, Weronice i Wiktorze, którzy mają tylko siebie, pragną jedynie poczucia bezpieczeństwa i prawa do miłości. Kolejne części z cyklu, „Zagubiona” i „Marzycielka”, opowiadają o pierwszej miłości, zdradzie, opuszczeniu, samotności, ale też wielkim uczuciu. To historia poruszająca, wstrząsająca i prawdziwa – właśnie za te emocje czytelnicy kochają książki Katarzyny Michalak.

  1. Kultura

Książki miesiąca [maj]

Czytanie książek na łonie natury to wyjątkowo przyjemna forma relaksu. (Fot. iStock)
Czytanie książek na łonie natury to wyjątkowo przyjemna forma relaksu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Jak co miesiąc wybraliśmy kilka książek spośród wielu nowości wydawniczych, które polecamy waszej uwadze. Dobrej lektury.

(Nie) tylko moja historia

Mocna rzecz. Bardzo osobista  książka o towarzyszu wielu polskich rodzin: alkoholu.

Aleksandra nie nazywa Mireczka ojcem, a on sam się do ojcostwa nieszczególnie poczuwał. Pił, stracił prawa rodzicielskie, alimentów nie płacił. O Mireczku przypominają córce sterta dokumentów z sądów, judasze w drzwiach, przez które odruchowo wygląda też po jego śmierci, i wspomnienia, raczej przykre, z jakimiś iskierkami nadziei. Nikt nie marzy o takim dzieciństwie. „Ja, dziecko, pragnę rodzica idealnego. Żadnych rzygów, wstydliwego darcia mordy nocą […] obitych nosów, złamanych żeber, swoich, czyichś”, pisze Zbroja. W dorosłości stawia czoła temu, co było, bo to jej osobista opowieść, której nie da się, stety, niestety, skasować. Ta intymna książka – debiut prozatorski Zbroi: dziennikarki, redaktorki, autorki reportaży – nie daje odpowiedzi, kim był jej ojciec i dlaczego pił, bo to zawsze trudno ustalić. Ale może przynieść ulgę, a przede wszystkim jest historią wielu trzydziestoparoletnich dzieci. Wreszcie opowiedzianą.

Aleksandra Zbroja „Mireczek”, Agora, s. 264. Aleksandra Zbroja „Mireczek”, Agora, s. 264.

 

Samotni czy niezależni?

Jak z samotnością radzą sobie mieszkańcy Północy, dla których dystans między ludźmi to chleb powszedni? A może to stereotyp? Katarzyna Tubylewicz, reporterka i tłumaczka, pyta o to swoich szwedzkich rozmówców: ludzi kultury, mediów, nawet tutejszą terapeutkę. Okazuje się, że Szwedzi nie są takimi indywidualistami, jak ich malują, a samotność ma niejedno oblicze. Sztuki niezgadzania się ze sobą mogliby się uczyć od nas, a my od nich spędzania czasu sam na sam z naturą i swoimi myślami. I wszyscy by zyskali.

Katarzyna Tubylewicz „Samotny jak Szwed?”, Wielka Litera, s. 272. Katarzyna Tubylewicz „Samotny jak Szwed?”, Wielka Litera, s. 272.

Wydarzyło się naprawdę

Dzięki Jennifer Croft świat czyta po angielsku między innymi książki Olgi Tokarczuk, a teraz ta wybitna tłumaczka objawia też swój talent pisarski. Z dużą wrażliwością opowiada o chorobie młodszej siostry, ich symbiotycznej relacji, która z czasem zmienia się i dojrzewa. A także o swoich głębokich rozterkach. Autorka przyznaje, że w powieści nie ma ani jednego zmyślenia, to zbiór historii przypominających polaroidy. Zdjęcia też tu są, więc ma się wrażenie, że ogląda się album. Całość robi niezwykłe wrażenie.

Jennifer Croft „Odeszło, zostało”, Wydawnictwo Literackie, s. 292. Jennifer Croft „Odeszło, zostało”, Wydawnictwo Literackie, s. 292.

Z drugiej strony

Coraz więcej przyszłych ojców towarzyszy partnerkom przy porodzie, ale i tak większość poradników kierowana jest do przyszłych mam. Stąd ta książka, przewodnik autorstwa taty trójki dzieci, który jak życzliwy kolega tłumaczy, co się dzieje przez te kluczowe dziewięć miesięcy. Począwszy od… poczęcia. Bywa dowcipnie (nie zmuszaj partnerki do jedzenia zdrowej żywności!), ale i nie brak trudnych wątków, jak poronienie. Słowem, cała proza i poezja ciąży oczami partnera, który chce być obecny na każdym jej etapie.

Mark Woods „Ciąża dla facetów”, Marginesy, s. 336. Mark Woods „Ciąża dla facetów”, Marginesy, s. 336.