1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Filmy na Blue Monday - najlepsze komedie na poprawę humoru

Filmy na Blue Monday - najlepsze komedie na poprawę humoru

"Dziennik Bridget Jones" to pozycja obowiązkowa na Blue Monday. (Fot. Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Blue Monday to według badań najbardziej depresyjny dzień w roku. Co zrobić, aby nie poddać się wszechobecnemu spleenowi i nieco poprawić sobie nastrój? Oczywiście sięgnąć po dobry film. Mamy nadzieję, że dzięki naszym propozycjom, chociaż trochę poczujecie się lepiej. 

Przypadający na trzeci poniedziałek stycznia Blue Monday, czyli najbardziej depresyjny dzień w roku, to pseudonaukowy termin wprowadzony w 2004 roku przez Cliffa Arnalla, brytyjskiego psychologa pracującego na Uniwersytecie Cardiff. Naukowiec wyznaczył datę najgorszego dnia roku za pomocą wzoru matematycznego uwzględniającego czynniki meteorologiczne (krótki dzień i niskie nasłonecznienie), psychologiczne (świadomość niedotrzymania postanowień noworocznych) i ekonomiczne (kończące się terminy płatności kredytów związanych z zakupami świątecznymi). Co w związku z tym zrobić? Sięgnąć po niezawodną kulturę! Dobra komedia o motywującym przekazie zawsze zdaje egzamin, a do tego nie musimy nawet ruszać się z domu. Przed wami filmy, które z pewnością poprawią wam nastrój.

"Poradnik pozytywnego myślenia"

Nagrodzony Oscarem "Poradnik pozytywnego myślenia" to historia Pata, który po ośmiu miesiącach terapii wraca do rodzinnego domu, aby zacząć nowe życie. Jego konsekwentna strategia zmienia się, gdy poznaje intrygującą dziewczynę z sąsiedztwa, Tiffany. Wzajemna niechęć pary ekscentryków przeradza się w niespodziewaną więź, a wszystkie dotychczasowe plany mogą stać się jedynie nieważnymi wspomnieniami. W rolach głównych znani i lubiani hollywoodzcy aktorzy: Bradley Cooper, Jennifer Lawrence i Robert De Niro.

Film dostępny na platformie Netflix.

Kadr z filmu 'Poradnik pozytywnego myślenia'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Poradnik pozytywnego myślenia". (Fot. BEW Photo)

"Nietykalni"

Życie pisze najlepsze scenariusze. Oparty na faktach film "Nietykalni" to jedna z tych pozycji, które błyskawicznie poprawiają humor i zostają z widzem na długo po seansie. Fabuła wydaje się banalna: sparaliżowany milioner zatrudnia do opieki młodego chłopaka z przedmieścia, który właśnie wyszedł z więzienia. Film kryje jednak wiele ciepła i szczerości, których dziś tak bardzo nam potrzeba. Pozostawia również miejsce do refleksji nad własnym życiem i zachęca do tego, aby zatrzymać się na chwilę, wziąć głęboki oddech i docenić to, co się ma. Z czystym sumieniem polecamy.

Film dostępny jest na platformie cineman.pl.

Kadr z filmu 'Nietykalni'. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum) Kadr z filmu "Nietykalni". (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)

"Jak zostać królem"

Obsypana deszczem nagród komedia historyczna "Jak zostać królem" z pewnością poprawi wam dziś humor. Po szokującej abdykacji Edwarda VIII na tronie Anglii zasiada Jerzy VI. Jego problem z wysławianiem się staje się jednak ogromną przeszkodą w wypełnianiu monarszych obowiązków. Jedyną osobą, która może mu pomóc jest australijski specjalista od dykcji. Wkrótce między nauczycielem a uczniem zaczyna rodzić się przyjaźń. Film zachwyca doskonałą realizacją, błyskotliwymi dialogami, piękną scenografią oraz rewelacyjną grą aktorską w wykonaniu plejady gwiazd brytyjskiego kina.

Film dostępny na platformie cineman.pl.

Kadr z filmu 'Jak zostać królem'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Jak zostać królem". (Fot. BEW Photo)

"Dziennik Bridget Jones"

Pozycja obowiązkowa. Oglądana za setnym razem bawi tak samo jak za pierwszym. Przezabawna ekranizacja bestsellerowej powieści Helen Fielding to idealny wybór na najbardziej depresyjny dzień w roku. To historia lekko zwariowanej i nieco pogubionej w sprawach sercowych 32-latki, która w ramach realizacji postanowień noworocznych zaczyna prowadzić dziennik. W rolach głównych przezabawna Reene Zellweger, czarujący Hugh Grant oraz uroczo nieporadny Colin Firth. Polecamy również kolejne części – „Bridget Jones 2: W pogoni za rozumiem” oraz „Bridget Jones 3”.

Film dostępny na platformie Netflix.

Kadr z filmu 'Dziennik Bridget Jones'. (Fot. NG Collection/Interfoto/Forum) Kadr z filmu "Dziennik Bridget Jones". (Fot. NG Collection/Interfoto/Forum)

"Kocha, lubi, szanuje"

Steve Carell, Ryan Gosling, Emma Stone i Julianne Moore w jednej z najlepszych komedii romantycznych ostatniej dekady. Film dostarcza śmiechu i wzruszeń, a także skłania do tego, aby naprawdę uwierzyć w miłość. Przesadnie poprawny Cal Weaver ma dobrą pracę, ładny dom, udane dzieci i szkolną miłość za żonę. Idealne życie mężczyzny rozpada się jednak na kawałki, gdy ten dowiaduje się, że jego druga połowa chce się rozwieść. W przepracowaniu rozstania pomaga mu poznany w pobliskim pubie przystojny podrywacz Jacob Palmer. Jeśli szukacie zabawnego filmu z przemyślanym scenariuszem oraz doskonałą grą aktorską, "Kocha, lubi, szanuje" będzie strzałem w dziesiątkę.

Film dostępny na platformie Netflix.

Kadr z filmu 'Kocha, lubi, szanuje'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Kocha, lubi, szanuje". (Fot. BEW Photo)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Nie tylko Indiana Jones i Han Solo – przegląd filmów z Harrisonem Fordem

Harrison Ford ma na koncie dziesiątki przeróżnych kreacji aktorskich, które stały się częścią amerykańskiej kultury masowej. Do takich zaliczamy m.in. Hana Solo z „Gwiezdnych wojen” oraz Indianę Jonesa. (Fot. Armando Gallo/Zuma Press/Forum)
Harrison Ford ma na koncie dziesiątki przeróżnych kreacji aktorskich, które stały się częścią amerykańskiej kultury masowej. Do takich zaliczamy m.in. Hana Solo z „Gwiezdnych wojen” oraz Indianę Jonesa. (Fot. Armando Gallo/Zuma Press/Forum)
Jego filmografia naprawdę robi wrażenie – weźmy chociażby same filmy o Indianie Jonesie, czy „Gwiezdne wojny”. Harrison Ford wielokrotnie wcielał się w kultowe postacie, jednak warto pamiętać też o innych, równie znakomitych kreacji aktorskich, które zapewniły mu międzynarodową sławę i trwałe miejsce w historii kina. Z okazji urodzin aktora przypominamy najważniejsze z nich.

”Gwiezdne wojny”

Gdy w 1975 roku George Lucas poszukiwał „nowych twarzy” do roli Hana Solo w „Gwiezdnych wojnach”, wśród kandydatów byli m.in. Sylvester Stallone, Bill Murray, Christopher Walken, Jack Nicholson, Al Pacino, Steve Martin i Chevy Chase. Lucas poprosił Forda o pomoc w przesłuchaniu: czytanie linijek z innymi aktorami oraz wyjaśnianie koncepcji i historii za scenami, które czytali. Lucas został ostatecznie przekonany i obsadził go w jednej z głównych ról. Film „Nowa nadzieja” (1977) odniósł ogromny sukces na całym świecie, stając się jednym z najbardziej kasowych filmów wszech czasów, a rola Hana Solo uczyniła z Forda supergwiazdę. Aktor z powodzeniem wystąpił też w dalszych częściach futurystycznej epopei: „Imperium kontratakuje” (1980), „Powrót Jedi” (1983), „Przebudzenie Mocy” (2015) i „Skywalker. Odrodzenie” (2019).

Filmy dostępne na: Premiery Canal+, Player, Apple TV, CHILI

Kadr z filmu „Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja” (reż. George Lucas, 1977). (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)Kadr z filmu „Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja” (reż. George Lucas, 1977). (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)

„Indiana Jones”

Niebywałą popularność przyniosła mu także kreacja Indiany Jonesa w filmie „Poszukiwacze zaginionej arki” (1981), wspólnej produkcji Stevena Spielberga i George’a Lucasa. Chociaż Spielberg od początku był zainteresowany obsadzeniem w tytułowej roli Forda, to Lucas miał wątpliwości. Ustąpił, dopiero gdy Tom Selleck odrzucił ich propozycję. Film odniósł wielki sukces, a rola Forda przeszła do historii kina. W związku z tym, trzy lata później powstał prequel – „Indiana Jones i Świątynia Zagłady”, a w 1989 roku sequel – „Indiana Jones i ostatnia krucjata”. Seria filmów o niezwykłym archeologu stała się fenomenem i zyskała miano kultowych. Ford powrócił później do roli Indiany Jonesa grając mały epizod w serialu „Kroniki młodego Indiany Jonesa” (1992) oraz biorąc udział czwartym filmie z serii, „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” (2008).

Filmy dostępne na: Premiery Canal+, Player, Apple TV, CHILI, Amazon Prime Video

Harrison Ford jako Indiana Jones. Aktor wcielił się w postać nieustraszonego archeologa aż pięć razy – wystąpił w czterech filmach z serii i serialu „Kroniki młodego Indiany Jonesa”. (Fot. Collection CSFF/Rue des Archives/Forum)Harrison Ford jako Indiana Jones. Aktor wcielił się w postać nieustraszonego archeologa aż pięć razy – wystąpił w czterech filmach z serii i serialu „Kroniki młodego Indiany Jonesa”. (Fot. Collection CSFF/Rue des Archives/Forum)

„Łowcy Androidów”

W 1982 roku Harrison Ford zagrał w kultowym thrillerze science-fiction "Łowca androidów" w reżyserii Ridleya Scotta. Główny bohater filmu, członek specjalnego oddziału policji Rick Deckard, tropi i eliminuje replikantów, czyli istoty stworzone za pomocą biotechnologii do wykonywania niebezpiecznych zadań i kolonizacji innych planet. Rola ta bez wątpienia ugruntowała pozycję Forda w Hollywood. Co ciekawe, aktor nie był pierwszym wyborem do zagrania Deckarda. Pierwotnie angaż miał otrzymać Dustin Hoffman, jednak reżyser filmu uznał, iż nie przypomina on postaci „twardego gliniarza”.

Film dostępny na: Netflix, Apple TV

Kadr z filmu „Łowcy androidów” (reż. Ridley Scott, 1982). (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)Kadr z filmu „Łowcy androidów” (reż. Ridley Scott, 1982). (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)

„Świadek”

Znacząca w karierze Harrisona Forda była również rola w „Świadku” (1985) Petera Weira, za którą aktor otrzymał swoją pierwszą, i jedyną jak do tej pory nominację do Oscara. Film opowiada historię młodego amisza Samuela Lappa, który podczas podróży z matką pociągiem staje się świadkiem morderstwa. Zabójcami okazują się skorumpowani policjanci, którzy od teraz podążają za chłopcem. Sprawę prowadzi natomiast nieustraszony John Book, którego zadaniem jest ochrona świadków zdarzenia. Mężczyzna musi zamieszkać w małym miasteczku amiszów, dostosować się do nowego stylu życia i zweryfikować swoje uczucia do matki chłopca.

Film dostępny na: Apple TV, CHILI

Kadr z filmu 'Świadek' (reż. Peter Weir, 1985). (Fot. BEW Photo)Kadr z filmu "Świadek" (reż. Peter Weir, 1985). (Fot. BEW Photo)

„Czas patriotów”

W dorobku artystycznym Forda znajdują się zarówno ambitne kreacje dramatyczne, jak też role amantów i twardych, silnych facetów. W latach 90. aktor występował głównie w thrillerach i filmach akcji, jak na przykład „Czasie patriotów” (1992), gdzie zagrał Jacka Ryana, byłego analityka CIA, który trafia w sam środek zamachu terrorystycznego. Bohaterska interwencja mężczyzny ratuje życie wysoko postawionego urzędnika, ale ma też skutki uboczne - Ryan rani śmiertelnie jednego z zamachowców, brata przywódcy i organizatora zamachu. Teraz naszego bohatera czeka najtrudniejsza ze wszystkich misji: walka o życie swoje i swojej rodziny.

Film dostępny na: Apple TV, CHILI

Kadr z filmu „Czas patriotów” (reż. Phillip Noyce, 1992). (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)Kadr z filmu „Czas patriotów” (reż. Phillip Noyce, 1992). (Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)

„Stan zagrożenia”

Harrison Ford jako Jack Ryan pojawia się także w filmie „Stan zagrożenia” (1994). Tym razem będący już wicedyrektorem CIA bohater zostaje uwikłany w wojnę przeciwko narkotykom. Jego zadaniem jest rozprawienie się z handlarzami, którzy zamordowali bliskiego przyjaciela prezydenta. Ryan próbuje postępować zgodnie z prawem, ale Biały Dom nie grzeszy cierpliwością, a jeden z doradców aranżuje nielegalną akcję wojskową. Nikt jednak nie wie, jak daleko sięgają macki kokainowej mafii. Oddział wysłany do kolumbijskiej dżungli zostaje rozbity, a zleceniodawcy operacji wikłają się w układy z mafią. Kiedy zawodzą środki prawne, Ryan podejmuje działania na własną rękę.

Film dostępny na: Apple TV, CHILI

Kadr z filmu „Stan zagrożenia” (reż. Phillip Noyce, 1994). (Fot. Paramount Pictures/Entertainment Pictures/Forum)Kadr z filmu „Stan zagrożenia” (reż. Phillip Noyce, 1994). (Fot. Paramount Pictures/Entertainment Pictures/Forum)

„Ścigany”

Ważnym momentem w karierze Forda był również występ w „Ściganym” (1993), remake'u popularnego serialu. Aktor wciela się tu w dr Richarda Kimble, szanowanego chirurga z Chicago, który zostaje niesłusznie oskarżony o morderstwo żony. Jedynym wyjściem, aby udowodnić swą niewinność, jest dla niego ucieczka i odnalezienie prawdziwego zabójcy. Bohater rozpoczyna więc śledztwo na własną rękę. W pogoni za nim wysłany zostaje najlepszy i najbardziej wytrwały śledczy – obsesyjny detektyw Sam Gerard, który nie spocznie, dopóki nie pojmie uciekiniera. Film trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty – nie będziecie zawiedzeni.

Film dostępny na: Netflix

Kadr z filmu „Ścigany” (reż. Andrew Davis, 1993). (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)Kadr z filmu „Ścigany” (reż. Andrew Davis, 1993). (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)

„Frantic”

Aktor miał też okazję zagrać u polskiego reżysera, Romana Polańskiego. Film „Frantic” (1988) przedstawia opowieść, w której sentymentalna podróż do Paryża zamienia się w prawdziwy koszmar. Gdy żona dr Richarda Walkera znika bez śladu, mężczyzna przeczuwa, że było to porwanie. Zanim jednak odkryje, kto i dlaczego uprowadził jego ukochaną, musi zmierzyć się z nietypowymi wyzwaniami. W desperackiej wędrówce ku prawdzie towarzyszy mu piękna Michelle, która, jak się wkrótce okazuje, w jego towarzystwie nie znalazła się przypadkowo… Zdecydowanie warto obejrzeć, nie tylko dla roli Forda.

Film dostępny na: Apple TV

Kadr z filmu „Frantic” (reż. Roman Polański, 1988). (Fot. The Mount Company/Entertainment Pictures/Forum)Kadr z filmu „Frantic” (reż. Roman Polański, 1988). (Fot. The Mount Company/Entertainment Pictures/Forum)

  1. Kultura

„Jak wywołałem byłą żonę” z Judi Dench – poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”

„Jak wywołałem byłą żonę”. W rolach głównych Dan Stevens, Leslie Mann, Isla Fisher i laureatka Oscara Judi Dench w swojej najzabawniejszej roli od lat. 
(Fot. materiały prasowe M2 Films)
„Jak wywołałem byłą żonę”. W rolach głównych Dan Stevens, Leslie Mann, Isla Fisher i laureatka Oscara Judi Dench w swojej najzabawniejszej roli od lat. (Fot. materiały prasowe M2 Films)
Do kina weszła właśnie najgłośniejsza komedia tego lata. Gwiazda filmu, wspaniała Judi Dench, tylko nam zdradza, dlaczego ta produkcja ma dla niej wartość sentymentalną i, opowiadając o pracy na planie, wraca do swojej młodości i dzieciństwa.

– Propozycja, żebym zagrała Madame Arcati jest w pewnym sensie spełnieniem marzeń – mówi Dench siedząc w studiu, gdzie powstawała część zdjęć do filmu „Jak wywołałem byłą żonę”. Ta przyjemna komedia jest adaptacją teatralnej farsy brytyjskiego dramaturga Noëla Cowarda (1899-1973). Zgodnie z polskim tytułem (innym niż oryginalny „Blithe spirit”, czyli dosłownie „beztroska duszyczka”, choć u nas sztuka Cowarda znana jest jako „Seans”) to opowieść o wywołanym podczas seansu spirytystycznego duchu pierwszej żony. Duch wywołany zostaje przypadkiem, kiedy niejaki Charles Condomine, pisarz w kryzysie twórczym, wraca myślami do swojej nieżyjącej małżonki, muzy, źródła natchnienia i najlepszych literackich pomysłów. Nostalgia dopada go akurat w czasie prywatnej sesji wywoływania duchów prowadzonej przez cenione medium Madame Arcati. Efekt? Arcati ściąga panią Condomine z zaświatów, a Charles odzyskuje źródło natchnienia. Problem w tym, że w posiadłości państwa Condomine’ów rezyduje już druga żona. Czy można wysłać ducha z powrotem na tamten świat? A może lepiej próbować jakoś wytrwać w tak nietypowym trójkącie? Kto na tej sytuacji zyska a kto bezpowrotnie wszystko straci?

– Nie śmiem zdradzić, co jeszcze przydarzy się bohaterom, żeby nie psuć komuś zabawy – uśmiecha się Judi Dench. Ikona kina, słynna M. z serii o Bondzie, Królowa Elżbieta z „Zakochanego Szekspira” czy Evelyn Greenslade z „Hotelu Marigold”, o swojej najnowszej roli opowiada z rozbawieniem, ale i wzruszeniem, bo właśnie ta współpraca z kilku powodów miała dla niej wartość sentymentalną.

55-letniemu reżyserowi „Jak wywołałem byłą żonę” Edwardowi Hallowi na planie Dench cały czas powtarzała, jak bardzo przypomina on swojego ojca. Bo to właśnie ojciec Eda Halla był w karierze początkującej Judi Dench postacią kluczową. Peter Hall, wizjoner brytyjskiego teatru z doskonałą intuicją do wyłuskiwania aktorskich talentów, namówił młodziutką Judi, żeby opuściła dotychczasowy zespół Old Vic i grała u niego. Miał rację, to wtedy zaczęła się jej wielka sceniczna kariera, jej głośne szekspirowskie role, do których wkrótce dołączyły role filmowe.

– Poznałam Petera w roku 1962, przekonał mnie do rozwinięcia skrzydeł. Poznałam też wtedy jego rodzinę. Ed odziedziczył po ojcu talent. To takie osobliwe, bo „Jak wywołałem byłą żonę” jest przecież filmem o duchach i ja w pewnym sensie na planie widziałam nawet więcej niż ducha Petera w Edzie. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam tego doświadczyć.

(Fot. materiały prasowe M2 Films)(Fot. materiały prasowe M2 Films)

Judi Dench przyznaje również, że jest inne wydarzenie, którego nie może zapomnieć, a które przywołują pytania o najnowszy film z jej udziałem. Film, przypomnę, oparty na sztuce Noëla Cowarda, postaci na Wyspach bardzo znanej, w środowisku teatralnym wręcz legendarnej:

– Byłam wtedy bardzo młodą aktorką i kiedy akurat nie grałam spektakli w Old Vicu, znajomi pokazywali mi wszystko, co się da w Londynie. Jednego wieczoru obejrzałam w Teatrze Savoy jakąś adaptację sztuki Cowarda, być może chodziło nawet o „Seans”, tego już nie pamiętam, w każdy razie po spektaklu powiedziano mi, że muszę kogoś poznać. To był on, Coward, ujrzałam go na szczycie schodów. Podszedł do mnie, przedstawiono nas sobie, uścisnęliśmy sobie dłonie. Nigdy tego nie zapomnę, moja ręka pachniała potem jego wodą po goleniu. Chyba potem specjalnie nie myłam jej jakiś czas [śmiech]. Dla mnie to był magiczny moment.

I wreszcie, praca na planie nad filmem, którego akcja toczy się w latach 30. XX wieku była dla Dench podróżą sentymentalną aż do czasów, kiedy była dzieckiem. Kręcili we wnętrzach modernistycznej willi zbudowanej przed II wojną światową, wypełnionej meblami z tamtego okresu, imponujący jest też wybór kostiumów, z których część pochodzi z archiwalnych muzealnych zbiorów z lat 30.

– Pamiętam te czasy. Urodziłam się przecież w 1934 roku – dodaje aktorka – Mój ojciec był lekarzem, z moją mamą, Dublinianką, mieszkali w Yorku. Najpierw urodzili się moi bracia, potem ja. Dużą popularnością cieszyło się wtedy pewne medium, kobieta nawiązująca kontakt z duchami. Mój ojciec ją osobiście poznał, nie wiem, czy jako lekarz czy to on przyszedł do niej. To był dzień po moich narodzinach. Wiem, że owa kobieta powiedziała mu „Bardzo miło mi słyszeć o twojej córce Judith”. Ojciec nie wiedział jeszcze, jak będę miała na imię. I tak właśnie zostałam Judith [śmiech].

Na pytanie, czy wierzy w życie pozagrobowe, Dench odpowiada, że ciężko jest stwierdzić, że po drugiej stronie niczego nie ma, zwłaszcza biorąc pod uwagę niektóre rzeczy, które jej się przydarzyły: – Uważam, że jest cały świat zjawisk, o którego istnieniu nie wiemy.

Dodaje też, że właśnie teraz jest idealny moment na historie takie, jak ta z filmu. O duchach, o miłości aż po grób. Zaadaptowaną na potrzeby kina, ale i naszych czasów, bo twórcy filmu postarali się, żeby wątek rywalizacji między dwoma żonami miał pro kobiece przesłanie. O zmianach względem oryginału Dench mówi z szelmowskim uśmieszkiem: – Ktoś je pokocha, kto inny uzna ją za zbrodnię na oryginale.

Ważne, jak podkreśla, że widzowie mają szansę zapomnieć. O czym?

– O słowie na sześć liter – Judi Dench najpierw zniża głos, po czym zaczyna bezgłośnie sylabizować „c-o-r-o-n-a” – Którego specjalnie nie wypowiem na głos.

I trudno nie przyznać jej racji. „Jak wywołałem byłą żonę” to film skutecznie poprawiający humor. Angielskie niebo wygląda tu jak niebo nad Toskanią, do tego dochodzą intensywnie kolorowe stroje, wnętrza i pocztówkowe krajobrazy, na czele z nieziemsko Białymi Klifami z Dover. Dzieje się dużo i szybko, sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie, a w finale sprawiedliwości staje się zadość. Przyłączam się do rekomendacji Judi Dench: skoro mamy lato, niech więc będzie lekko i przyjemnie.

  1. Kultura

Filmy i seriale na weekend – poleca Joanna Olekszyk

Kadr z filmu „Francuskie wyjście” w reżyserii Azazela Jacobsa (dostępny przez serwis Premiery CANAL+). (Fot. materiały prasowe)
Kadr z filmu „Francuskie wyjście” w reżyserii Azazela Jacobsa (dostępny przez serwis Premiery CANAL+). (Fot. materiały prasowe)
Szukacie rozrywki na weekend? Zapraszamy przed ekran! Redaktor naczelna miesięczników "Zwierciadło" i "Sens" Joanna Olekszyk poleca filmy i seriale, które obejrzycie zarówno w kinie, jak i w domu. Gwarantujemy, że każdy znajdzie coś dla siebie.

„Śniegu już nigdy nie będzie”

Żenia ma dar. Dzięki jego masażom zestresowane i nieszczęśliwe mieszkanki pewnego zamkniętego osiedla pod Warszawą mogą zaznać chwili wytchnienia. Ale to dzięki jego spokojowi, umiejętności słuchania innych oraz… hipnozy – mogą zrozumieć, czego naprawdę potrzebują. Kim naprawdę jest Żenia? Jaką tajemnicę z przeszłości ukrywa? I jakie tajemnice mieszkańców ujawni? Świetne aktorstwo, zwłaszcza Aleca Utgoffa i Agaty Kuleszy.

Film „Śniegu już nigdy nie będzie” (reż. Małgorzata Szumowska, Michał Englert), w kinach. (Fot. materiały prasowe)Film „Śniegu już nigdy nie będzie” (reż. Małgorzata Szumowska, Michał Englert), w kinach. (Fot. materiały prasowe)

„Oslo”

można spojrzeć na ten film jako na opowieść o niemożności rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego albo zobaczyć w nim przebłysk nadziei. Zrealizowany trochę jak sztuka teatralna, a trochę jak dokument, pokazuje historię tajnych negocjacji między Izraelczykami i Palestyńczykami, które doprowadziły do porozumień z Oslo w 1993 roku. Ich cichymi bohaterami byli Mona Juul z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Norwegii i jej mąż Terje Rød-Larsen, socjolog. Choć rozejm wkrótce zerwano, pamięć o nim pozwala wierzyć, że dobra facylitacja czyni cuda.

Film „Oslo” (reż. Bartlett Sher), dostępny na HBO i HBO GO. (Fot. materiały prasowe)Film „Oslo” (reż. Bartlett Sher), dostępny na HBO i HBO GO. (Fot. materiały prasowe)

„Francuskie wyjście”

Stolica Francji ma długą historię bycia filmowym ratunkiem dla zagubionych amerykanów. Nie inaczej jest tym razem. W rejs z Nowego Jorku do Paryża wyruszają matka (świetna Michelle Pfeiffer) i syn. Ona nie przepracowała w życiu ani godziny, on też nie kwapi się do stabilizacji, a w zaniepokojenie jest go w stanie wprawić jedynie brak szampana w lodówce. Próżniaczy styl życia ma jednak swoją cenę – kompletne oderwanie od rzeczywistości i utrata więzi. Widmo rychłego bankructwa może być więc dla nich ratunkiem.

Film „Francuskie wyjście” (reż. Azazel Jacobs), dostępny przez serwis Premiery CANAL+. (Fot. materiały prasowe)Film „Francuskie wyjście” (reż. Azazel Jacobs), dostępny przez serwis Premiery CANAL+. (Fot. materiały prasowe)

„Pogoń za miłością”

Brawurowa ekranizacja powieści nancy mitford jest bardzo na czasie. W końcu już księżna Diana mówiła, że największą współczesną chorobą jest poczucie bycia niekochanym. Lindzie, bohaterce „Pogoni za miłością”, jak każdej panience z dobrego angielskiego domu w latach 20. doskwiera nie tylko brak rodzinnego ciepła, ale też przemożna nuda. W romansach upatruje jedynej radości życia. Nadmiernie uczuciowa, spontaniczna i niewykształcona… napyta tym sobie trochę biedy.

Serial „Pogoń za miłością” (reż. Emily Mortimer), dostępny na BBC Prime. (Fot. materiały prasowe)Serial „Pogoń za miłością” (reż. Emily Mortimer), dostępny na BBC Prime. (Fot. materiały prasowe)

„Dochodzenie”

O śmierci szwedzkiej dziennikarki kim wall, która przeprowadzała wywiad z wizjonerem i biznesmenem na jego łodzi podwodnej, było głośno kilka lat temu. Film pokazuje dochodzenie, jakie rozpoczęła kopenhaska policja po zgłoszeniu jej zaginięcia. Tym, co odróżnia ten serial od wielu podobnych, jest jego niezwykła ascetyczność i kameralność. A także szacunek wobec ofiary i jej bliskich oraz brak niezdrowej fascynacji jej mordercą.

Serial „Dochodzenie” (reż. Tobias Lindholm), dostępny przez serwis Premiery CANAL+. (Fot. materiały prasowe)Serial „Dochodzenie” (reż. Tobias Lindholm), dostępny przez serwis Premiery CANAL+. (Fot. materiały prasowe)

  1. Kultura

Tilda Swinton u Almodovara – historia jednego spotkania

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Takiego filmowego projektu nikt się ani po Pedrze Almodóvarze, ani po Tildzie Swinton nie spodziewał.

Nigdy wcześniej razem nie współpracowali. Almodóvar nigdy nie nakręcił anglojęzycznego filmu. I jeszcze długość „Ludzkiego głosu” – pół godziny. Co z pozostałą niemal godziną seansu? Po tym, jak wybrzmi ostatnia scena filmu, zaglądamy z wizytą do mistrza hiszpańskiego kina i do ikony kina brytyjskiego. W gabinecie u Pedra, wiadomo, feeria kolorów i spacerujący leniwie kot. U Tildy – minimalistyczne wnętrze ze ścianami w tym samym odcieniu co jej strój. Zgodnie z nową pandemiczną tradycją rozmawiają online, każde od siebie. O inspiracjach, współpracy, różnicach językowych, przyjaźni. Taki oto zestaw: film plus spotkanie z jego twórcami, możemy oglądać w kinie. I to się sprawdza. Najpierw bardzo almodóvarowska opowieść, wściekłość zranionej kobiety, czysta furia idealnie równoważona powściągliwością Swinton. A po tym wszystkim dowiadujemy się od samych zainteresowanych, jak ten efekt wypracowali i co jeszcze dla nas razem szykują.

(Fot. materiały prasowe)(Fot. materiały prasowe)

  1. Kultura

"Zachowaj spokój" – Netflix zapowiada kolejną ekranizację powieści Harlana Cobena

W najnowszej adaptacji powieści Harlana Cobena na ekranie zobaczymy m.in. Magdalenę Boczarską i Leszka Lichotę. (Fot. materiały prasowe Netflix)
W najnowszej adaptacji powieści Harlana Cobena na ekranie zobaczymy m.in. Magdalenę Boczarską i Leszka Lichotę. (Fot. materiały prasowe Netflix)
„Zachowaj spokój” to tytuł drugiej polskiej produkcji opartej na bestsellerowej powieści Harlana Cobena. Dynamiczny i pełen zwrotów akcji thriller, choć nie jest kontynuacją głośnego "W głębi lasu", pokaże dalszy losy kilku jego bohaterów.

Akcja 6-odcinkowego serialu „Zachowaj spokój” rozgrywa się na zamożnym osiedlu, gdzie pozostająca w bliskich relacjach lokalna społeczność wiedzie spokojne życie. Wszystko zmienia się, gdy 18-letni Adam znika bez śladu. Niebezpieczeństwo szybko eskaluje, a zaniepokojeni rodzice robią wszystko, by chronić swoje dzieci, które u progu dorosłości postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce.

Główne role w drugiej polskiej adaptacji powieści Harlana Cobena zagrają Magdalena Boczarska i Leszek Lichota. Aktorzy wcielają się w szczęśliwe małżeństwo, Annę i Michała Barczyk. Ich syna, Adama, zagra natomiast znany z serialu „Rojst'97” Krzysztof Oleksyn. Do swoich ról powrócą Agnieszka Grochowska i Grzegorz Damięcki, którzy wystąpili już w poprzedniej polskiej ekranizacji powieści autora, „W głębi lasu”. W serialu pojawią się również Jacek Poniedziałek, Justyna Wasilewska, Wiktoria Gorodeckaja i Bartłomiej Topa, a także aktorzy młodego pokolenia: Agata Łabno, Marta Piętka, Jakub Pruski i Mikołaj Śliwa.

– Niezwykle cieszę się z możliwości ponownej współpracy z Netflixem i utalentowanymi polskimi twórcami. Mam nadzieję, że widzowie w Polsce i na całym świecie będą oczarowani zwrotami akcji w „Zachowaj spokój” i cieszę się, że poznają nie tylko nowych bohaterów, granych przez Magdalenę i Leszka, ale także dowiedzą się, jak potoczyły się losy Laury i Pawła po zakończeniu akcji „W głębi lasu”mówi Harlan Coben, autor powieści „Zachowaj spokój”.

Za reżyserię serialu odpowiedzialni są Michał Gazda i Bartosz Konopka, za scenariusz Agata Malesińska i Wojtek Miłoszewski, a za produkcję ATM Grupa. Premiera „Zachowaj spokój” na Netflix zaplanowana jest na 2022 rok.