1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Emma Thompson – życie zaczyna się po czterdziestce

Emma Thompson – życie zaczyna się po czterdziestce

Emma Thompson prawdziwe spełnienie jako aktorka, żona i matka odnalazła dopiero przy drugim mężu i po czterdziestce. (Fot. Armando Gallo/Zuma Press/Forum)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Kiedy inni przybierają na czerwonym dywanie wymyślne pozy, ona woli robić głupie miny. Nie ma dla niej tematu tabu, nie cierpi hipokryzji. Uważa, że fakt, że nigdy nie uchodziła za piękność, pozwalał jej bardziej skupić się na pracy. Prawdziwe spełnienie jako aktorka, żona i matka odnalazła dopiero przy drugim mężu i po czterdziestce.

Kiedy gości w którymś z programów typu talk-show, wiadomo, że nie będzie nudno. U Ellen DeGeneres bez cienia skrępowania udawała goryla i kaczkę, w „Graham Norton Show” wyznała, że w latach 90. została zaproszona na randkę przez Donalda Trumpa, ale odmówiła. Znana jest też z tego, że na czerwonym dywanie wpycha się w kadr, gdy fotografowani są inni aktorzy, i robi dziwne miny. Emma Thompson cieszy się życiem, kocha swoją pracę i jest naprawdę rewelacyjna w tym, co robi. Choć prawie dwa lata temu skończyła 60 lat, absolutnie nie myśli o emeryturze. Co więcej, przyznaje, że dopiero teraz czuje się fantastycznie. Ma wolność wyboru, niczym nie musi się przejmować – szuka więc nowych pomysłów. Może też pozwolić sobie na odmawianie.

W życiu osobistym również widzi same pozytywy. Tak naprawdę docenia to, że się starzeje. Sporo osób z jej rodziny i grona przyjaciół nie dożyło bowiem takiego wieku. – Menstruacja już za mną, menopauza przeszła, dzieci dorosły, w małżeństwie po tylu latach też nie muszę już się o nic martwić. Czuję, że to będzie najlepsza dekada w moim życiu, trochę jak bycie młodzieżą wśród staruszków – przekonuje.

I nie są to tylko puste słowa. Na początku 2021 roku, o ile pandemia nie pokrzyżuje tych planów, rozpoczyna zdjęcia do komedii „Good Luck To You, Leo Grande” w reżyserii Sophie Hyde. Thompson wcieli się w postać Nancy Stokes, 55-letniej wdowy, która pragnie przeżywać przygody i uprawiać seks. Dobry seks! Robi więc dogłębny research i na noc pełną erotycznych uniesień zamawia usługi seksterapeuty Leo Grande. Jakże daleko Nancy do niezapomnianej Elinor Dashwood, bohaterki „Rozważnej i romantycznej” w reżyserii Anga Lee z 1996 roku, zmuszonej powściągać uczucia do uroczego Edwarda Ferrasa, granego przez Hugh Granta! Prywatnie aktorka nie ma w sobie nic z introwertycznej Elinor, a braku romantyzmu z pewnością nie można jej odmówić.

Emma Thompson jako Elinor w "Rozważnej i romantycznej" na zawsze skradła serca widzów. (Fot. BEW Photo)

Wszystko zaczyna się po 40.

Urodziła się 15 kwietnia 1959 roku w Londynie. Pochodzi z artystycznej rodziny – matka oraz siostra są aktorkami, ojciec prowadził w BBC jeden z najpopularniejszych programów dla dzieci. Ojcem chrzestnym Emmy był zaś słynny reżyser teatralny Ronald Eyre. Jak sama dziś mówi, na aktorstwo była po prostu skazana. Dziś chętnie podkłada głos w animacjach i bajkach dla dzieci. To rodzaj hołdu dla jej ojca. Kiedy miała 21 lat, umarł przedwcześnie na zawał serca. Był dobrym aktorem, ale rozpoznawano go głównie jako narratora serialu animowanego „Magiczna karuzela”. Ojciec skrycie cierpiał, że nie doceniono wielu jego teatralnych i filmowych ról. Bał się, że na zawsze zostanie głosem z „Magicznej karuzeli”. Wtedy uznawano programy dla dzieci za produkcje drugiej kategorii, dziś na szczęście to się zmieniło. – Wychowałam się w zwariowanym domu wśród aktorów, reżyserów, pisarzy i innych ekscentryków – wspominała Emma w jednym z wywiadów. – Moi dwaj ojcowie chrzestni byli homoseksualni, czego nie ukrywano – zapewnia aktorka. – Babcia od 12. roku życia pracowała jako służąca. Molestował ją pracodawca, który nie mógł doczekać się potomstwa ze swoją żoną. Kiedy babcia urodziła mu syna, próbowali jej go odebrać. Przeżyła straszne chwile, ale się nie poddała. O tych trudnych sprawach zawsze mówiono u nas otwarcie. Szczerość pomaga oswoić cierpienie.

Emma Thompson należy do grona aktorek, których pozycja zawodowa nie załamała się nagle po przekroczeniu 40. roku życia, a wręcz rozkręciła. (Fot. Frédéric Dugit/Forum)

Jej kariera jest świetnym przykładem na to, że aktor zawsze zyskuje, gdy oprócz talentu otrzymuje także w pakiecie inteligencję. Jeśli talent odpowiada za jakość gry, to inteligencja wydaje się kluczowa przy doborze repertuaru. Wprawdzie Emma nie ma na swoim koncie samych doskonałych filmów, ale też trudno znaleźć w zestawie granych przez nią postaci osobę banalną, nieciekawą czy schematyczną. Wręcz przeciwnie – udało jej się ze współczesnego kina brytyjskiego, i w nieco mniejszym stopniu amerykańskiego, wyłowić te role, które dają aktorce zdecydowanie więcej do zagrania niż tylko kolejną nieszczęśliwą żonę czy bohaterkę romansu. Nawet w „Rozważnej i romantycznej” jej postać przeżywa swój romans inaczej, niż zakładają to schematy, bo w filmach, gdzie miłość jest nieodwzajemniona, częściej to mężczyźni cierpią bardziej niż kobiety.

Należy też do zdecydowanie węższego grona aktorek, których pozycja zawodowa nie załamała się nagle po przekroczeniu 40. roku życia, a wręcz rozkręciła. Zdaniem niektórych krytyków jest to kwestia jej urody. Thompson, co powtarza w wielu wywiadach, nigdy nie była obsadzana w rolach ślicznotek, a więc starzenie się nie odebrało jej głównego powodu, dla którego pojawiała się na ekranie. Jej sposób gry – oparty na budowaniu postaci inteligentnych, wrażliwych i łatwych do polubienia – sprawdza się na każdym etapie kariery. Do tego umiejętne łączenie elementów komediowych i dramatycznych, sprawia, że większość granych przez nią postaci zdaje się prawdziwa i naturalna. Jednocześnie procentuje olbrzymi dystans Thompson do samej siebie. Zupełnie w jej stylu jest powiedzieć w wywiadzie, że zagrała w filmie, bo całkiem dobrze płacą, czy przyznać, że w wytrzymaniu na planie filmowym czasem pomaga alkohol.

"Late night" pozwoliła Emmie Thompson znów pokazać ogromny talent komediowy. (Fot. materiały prasowe)

Mężczyźni jej życia

Aktorka nie odmawia rozmów o sprawach prywatnych. Nie boi się przyznać do swoich słabości, na przykład do depresji po rozstaniu z pierwszym mężem Kennethem Branaghem. – Tak naprawdę opowiedziałam o niej całkiem niedawno, choć minęło już tak wiele lat. Pamiętam, jak siedziałam otępiała z bólu, ubrana w czarny szlafrok Kena, jedną z rzeczy, które zostawił w mieszkaniu. Stać mnie było jedynie na pełzanie z łóżka do komputera i z powrotem. Pracowałam wtedy nad adaptacją „Rozważnej i romantycznej”. Tylko to jakoś mnie utrzymywało przy życiu – wspomina.

Decydujący był dla niej 1986 rok, prywatnie i zawodowo. Zagrała wtedy swoją pierwszą dramatyczną rolę w serialu telewizyjnym „Koleje wojny” u boku młodego, wspaniale zapowiadającego się aktora, uznawanego za najwybitniejszego odtwórcę postaci szekspirowskich – Kennetha Branagha. – Najpierw rzuciła mi się w oczy jego dziwna fryzura – wyznała po latach aktorka. – Kiedy wszedł do garderoby, pomyślałam: czy to jest natapirowane? Bo włosy stały mu dęba.

Emma Thompson i jej pierwszy mąż - aktor Kenneth Branagh. (Fot. Moore/Interfoto/Forum)

Byli parą przez trzy lata. Kenneth oświadczył się w nowojorskim Central Parku, na co Emma wykrzyknęła: „Absolutnie nie!”. W końcu zgodziła się i jeszcze w tym samym roku młoda para zagrała główne role w kinowej wersji „Henryka V” wyreżyserowanej przez Branagha. Odtąd tę parę aktorów nazywano nieoficjalną parą królewską. Nazwiska małżonków stały się w Stanach Zjednoczonych znane i zapewne gdyby zdecydowali się tam zostać, to mogliby kontynuować amerykańskie kariery. Dlaczego się tak nie stało? Wybitny aktor teatralny Derek Jacobi napisał we wspomnieniach, że Emma Thompson jako aktorka zupełnie pozbawiona próżności nie miała szans utrzymać się w szalonym świecie Hollywood. W 1995 roku Thompson i Branagh byli już po rozwodzie. Prasa spekulowała, że któraś ze stron nie dochowała wierności (chodzi o prawdopodobny romans Kennetha z Heleną Bonham Carter). Jeżeli Emma cierpiała, to doskonale to ukrywała, promując swój nowy film. Pojawiły się jednak głosy, że to raczej statuetka Oscara dla Emmy za „Powrót do Howards End” – zdobyta wcześniej od ambitnego małżonka – przyczyniła się do rozstania.

Drugiego męża, aktora Grega Wise'a, poznała na planie „Rozważnej i romantycznej”. – Kiedy się spotkaliśmy, Greg w ogóle nie wziął mnie pod uwagę – śmieje się Emma. – Oficjalnie wciąż byłam mężatką, no i mam te kilka latek więcej niż on… Greg zaczął więc podrywać Kate Winslet. Dopiero po zakończeniu zdjęć, kiedy przestaliśmy się widywać, coś zaświtało mu w głowie. Jesteśmy zakochani tyle lat. Rozczula mnie, że gotuje dla mnie, kiedy po pracy smutna i zmęczona wracam do domu. Kenneth jest typem pracoholika, wulkanem energii. Greg to spokojny, ciepły człowiek. Obu jednak łączy poczucie humoru.

Emma Thompson z drugim mężem i... Orderem Imperium Brytyjskiego za działalność artystyczną, 2018 rok. (Fot. East News)

Skandalistka, aktywistka, matka

Dwa lata temu w pałacu Buckingham odbyła się uroczystość wręczenia Orderów Imperium Brytyjskiego. Wśród uhonorowanych osób znalazła się Emma Thompson wyróżniona za działalność artystyczną. Aktorka, która zna księcia Williama od czasu, gdy był małym chłopcem, w momencie gdy wręczał jej odznaczenie, zapytała, czy może skraść mu buziaka. Na co zmieszany William odpowiedział, że prosi, by jednak tego nie robiła. Przyjmując w 1996 roku Złoty Glob za scenariusz do „Rozważnej i romantycznej”, zaprezentowała podziękowanie napisane z perspektywy znudzonej całą imprezą Jane Austen. Z kolei na gali Nagród National Board of Review Emma Thompson i wręczająca jej statuetkę Meryl Streep ścigały się na cytaty i żarty z przemysłu filmowego, przedstawiając się jako „facetożerne feministki”.

Kiedy kilka lat temu zasugerowałam w czasie spotkania z prasą w Londynie, że lubi prowokować, drażnić, wsadzać kij w mrowisko, roześmiała się tylko. – Jeżeli ktoś tak o mnie myśli, to pewnie dlatego, że nienawidzę hipokryzji – zapewniła. – Może czasami jestem za bardzo szczera, a za mało dyplomatyczna? Przyznaję, to nie ułatwia mi życia. Bywa i tak, że zabieram głos w słusznej sprawie, ale jak się potem okazuje, w nieodpowiednim miejscu i czasie, albo z kolei moje żarty brane są całkiem na serio. Jednak nie robię tego specjalnie. Nie mam natury skandalistki. Irytuje mnie tylko to, że poglądy stają się niewygodne na ogół wtedy, gdy zaczynamy mówić o takich sprawach, jak polityka, wiara czy sfera obyczajowa, a kiedy dyskutujemy o sztuce i rozrywce, to nie ma żadnego problemu.

Od lat jest aktywistką. Sławę wykorzystuje, żeby walczyć o ekologię czy prawa kobiet. W liście do „Guardiana” opublikowanym w 2016 roku wezwała londyńczyków, aby w wyborach burmistrza miasta głosowali na Partię Równości Kobiet. „Popieram Partię Równości Kobiet, ponieważ chcę dożyć chwili, w której problem nierównych płac kobiet i mężczyzn zostanie rozwiązany. Różnica wynagrodzeń w naszej wielkiej i rzekomo nowożytnej stolicy wynosi aż 23 procent” – pisała.

W roli polityczki Vivienne Rook w brytyjskim serialu "Rok za rokiem". (Fot. materiały prasowe HBO)

Dużą część gaż przeznacza na cele charytatywne. Jest patronką Rady ds. Uchodźców, współpracuje z organizacją pozarządową ActionAid, podróżuje do Afryki w ramach akcji poszerzenia wiedzy o HIV i AIDS. Bardzo ważna dla niej jest też ochrona środowiska. W 2009 roku było głośno o tym, jak razem z Greenpeace kupiła ziemię niedaleko lotniska Heathrow, by powstrzymać jego rozbudowę (oznaczałaby ona znaczne zwiększenie emisji gazów cieplarnianych). Wiele lat temu razem z córką wybrała się na ekspedycję „Ratujmy Arktykę”, mającą uświadomić społeczeństwu ryzyko związane z wydrążaniem tam szybów naftowych. Działa również na rzecz misji medycznych, np. Breast Cancer Care. Dopiero jednak, gdy w 2003 roku na przyjęciu gwiazdkowym Refugee Council, brytyjskiej organizacji pomagającej uchodźcom, spotkała dziecko żołnierza z Rwandy, uznała, że ma szansę naprawdę coś zmienić. Zaprosiła więc do domu na święta 16-letniego wtedy Tindyebwę Agabę, a potem z mężem i córką stworzyli dla niego nieoficjalną rodzinę zastępczą. Tindyebwa dziś jest ekspertem w zakresie praw człowieka i eseistą. – Kiedy trzy lata przed adopcją Tindy’ego urodziła się nasza biologiczna córka Gaia, kończyłam 40 lat, myślałam, że to chyba ostatni moment na macierzyństwo – opowiada. – Więc tak, jestem wielką szczęściarą!

To dzięki Gai, a potem Tindy’emu rodzina stała się dla niej ważniejsza od kariery. Długo marzyła o tym, by zostać matką, z pierwszym mężem to się nie udało, mimo leczenia i mnóstwa badań. Dzisiaj dzieci to jej największa duma. Lubi powtarzać, że Gaia jest owocem miłości do Grega. Nie zawahała się, będąc u szczytu sławy, odpocząć od aktorstwa i wyruszyć razem z mężem i córką na globtroterską włóczęgę.

Emma Thompson u boku Alana Rickmana w filmie "To właśnie miłość", nieprzemijającym świątecznym hicie, gdzie zagrała jedną z najbardziej przejmujących scen w historii kina. (Fot. BEW Photo)

Lady Sherlock

Są kobiety, które uwielbiają, gdy skaczą przy nich charakteryzatorzy i styliści. Ona do nich nie należy. Woli pokazywać ludziom prawdziwą twarz. – Ciągle te szpilki, niewygodne suknie. Na przyjęciu po wręczeniu Oscarów, ku zgorszeniu kolegów i dziennikarzy, zdjęłam buty na wysokich obcasach i narzuciłam jakąś chustkę na ramiona. Od razu poczułam się lepiej – wspomina Emma. – A powinniście zobaczyć mnie w Szkocji w plastikowej przeciwdeszczowej pelerynie! Na szczęście nigdy nie uchodziłam za piękność. I dobrze, bo niekiedy kobiety zbyt ufają swojej urodzie, a gdy ona przemija, zostają z niczym…

Jej wygląd bardzo się zmienił na przestrzeni lat, ale ma to dużo wspólnego z tym, jak czuje się jako kobieta. Nigdy nie uważała się za osobę próżną. Kiedy była na studiach w Cambridge, ogoliła głowę i nosiła workowate ubrania. Potem była punkówą. Twierdzi, że to, co wtedy realizowała, to deseksualność. Miało to związek z ówczesnym wojowniczym feminizmem. Dziś jednak bycie kobietą jest dla niej znacznie wygodniejsze niż w wieku dwudziestu kilku lat. – Nigdy nie chciałam zamieszkać w Hollywood – zapewnia. – Nie mogłabym tam żyć. Za każdym razem, gdy wybieram się do Los Angeles, myślę: o Boże, jestem za gruba, żeby tam jechać!

Jej epizod ginekolożki w "Bridget Jones 3" zostaje w pamięci na dłużej niż cały film (na zdjęciu podczas premiery filmu). (Fot. Julie Edwards/BEW Photo)

Od amerykańskiej obsesji na punkcie szczupłego wyglądu woli zdecydowanie włoskie „dolce vita”. Do Wenecji, którą uwielbia, przyjeżdża, odkąd skończyła 16 lat. To tutaj przeniosła się na krótko, zaraz po brexicie. A jednak serce zostawiła w Szkocji, którą kocha ponad wszystko. Ma tam domek nad brzegiem Loch Eck. Jej mama pochodzi z Glasgow, Emma wychowywała się w Szkocji. Dziś też lubi tam uciekać za każdym razem, gdy czuje się przybita i przytłoczona poczuciem bezsilności, jakie przyniosła pandemia.

Czy ma jeszcze jakieś marzenia? O tak, śni jej się… Sherlock Holmes. – Od dziecka uwielbiałam opowiadania Arthura Conana Doyle’a. To dzięki nim zaczęłam uważnie obserwować zachowania moich rówieśników i dorosłych. To była nauka dedukcji, a jednocześnie cudowna zabawa. Bardzo lubiłam wcielać się w Sherlocka w dzieciństwie, kiedy więc zostałam aktorką, zazdrościłam moim kolegom, a ostatnio Benedictowi Cumberbatchowi, że mogą go zagrać, bo są mężczyznami – wyznała w jednym z wywiadów. – Odkąd jednak Lucy Liu zagrała w serialu doktora Watsona, moja nadzieja, że ktoś w końcu powierzy kobiecie rolę genialnego detektywa, bardzo wzrosła.

Najważniejsze nagrody: oprócz Orderu Imperium Brytyjskiego aktorka ma na swoim koncie dwa Oscary (za scenariusz adaptowany do „Rozważnej i romantycznej” oraz za najlepszą kobiecą rolę pierwszoplanową w filmie „Powrót do Howards End”), dwa Globy (w tych samych kategoriach), dwie Bafty („Rozważna i romantyczna”, „Powrót do Howards End” oraz za seriale „Kolejne wojny” i „Tutti frutti”).

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze