50. urodziny Jennifer Lopez. Wszystkie wcielenia dziewczyny z Bronksu

Jennifer Lopez na czerwonym dywanie podczas 91. ceremonii wręczenia Oscarów, 24 lutego 2019 roku. (Fot. BEW PHOTO)

Jeśli wyznaczy sobie cel, po prostu go realizuje. Zamiast jednej kariery w show-biznesie zrobiła trzy. Dziewczyna z Bronksu, tancerka, która została multimilionerką, gwiazdą kina, telewizji i muzyki pop. Ma powody do świętowania – właśnie kończy 50 lat.

Żadne skromne urodziny w gronie najbliższych – J. Lo wkroczyła w kolejną dekadę życia z pompą, trupą taneczną i fajerwerkami. Jej amerykańska trasa koncertowa „It’s my party” zaczęła się w czerwcu, trwała dwa miesiące, a zakończył ją koncert w Miami w prawdziwe urodziny gwiazdy. Na zachętę dla fanów nagrała przed trasą nową piosenkę „Medicine”, która natychmiast stała się hitem. Na wrzesień planowana jest premiera jej najnowszego filmu „Hustlers”. A skoro jej partner, bejsbolista Alexander Rodriguez, oświadczył jej się w marcu na plaży na Bahamach, to potem może ślub. Czy Lopez ma w ogóle czas na sen?

– Chwila, moment. Wyjaśnijmy sobie coś od razu. – Promieniejąca mimo wczesnej godziny Jennifer Lopez siedzi w studiu radiowym nowojorskiej stacji WHTZ. – Wszystko, co robię, robię z pasji. Proces tworzenia – wszystko jedno, czy jest to gra w filmie, produkowanie go, wydanie nowej płyty, czy – jak teraz – złożenie w całość show na trasę koncertową, to elektryzująca frajda. Coś, co sprawia, że czuję się tak podekscytowana, jak kiedy byłam nastolatką i zaczęłam tańczyć w show na Broadwayu. To uczucie się nie starzeje. I nigdy nie rozumiałam, dlaczego miałam je zamknąć do jednej szuflady: skoro jestem tancerką, to nie powinnam się porywać na grę przed kamerą? A jeśli jestem aktorką, to nie powinnam śpiewać? Przez wiele lat to słyszałam i powiem jedno: jeśli chcesz coś robić, bo masz coś do zaoferowania albo chcesz po prostu spróbować swoich sił: do dzieła!

Lopez przyznaje jednak, że wiele lat zajęło jej zrozumienie, że największą przeszkodą na drodze do spełnienia jej marzeń była ona sama. – Słuchałam nie tych głosów krytyki, co potrzeba – przyznała na sofie w programie u Ellen DeGeneres. – My, kobiety, potrafimy niestety wyłowić z chóru pochwał i konstruktywnej krytyki ten jeden głos, który mówi: „jesteś kiepska, z czym do ludzi, nie uda ci się”. I to właśnie on tkwi ci w głowie miesiącami. Warto też dodać, że jeśli jesteś kobietą, która odnosi sukcesy, to nie jest to jeden głos – jest ich wiele. Mężczyźni słyszą ich znacznie mniej.

Jenny z dzielnicy

W domu zawsze mówiono jej, że może wszystko. Środkowa z trzech córek portorykańskich imigrantów dorastała w domu pełnym muzyki i tańca. Rodzice uważali, że jeśli dziewczynki będą się bawić w amatorski teatr musicalowy, to nie wpadną w złe towarzystwo na podwórku, gdzie handlowało się narkotykami, a czasem któregoś z sąsiadów znajdowano z kulą w głowie. Podczas gdy jej dwie siostry dostawały nagrody za osiągnięcia w nauce, Jennifer kolekcjonowała trofea sportowe. W ostatniej klasie liceum trafiła na casting do filmu i po zagraniu małej rólki doszła do wniosku, że chce zostać słynną aktorką. Każdą wolną chwilę poświęcała na lekcje tańca: balet, step, jazz, flamenco. Z college’u zrezygnowała po pierwszym semestrze. – Mama chciała, żebym została prawniczką. Dla mnie jednak najważniejszy był taniec i brakowało mi czasu na cokolwiek innego. To był pierwszy i jedyny raz, kiedy rodzice zakwestionowali mój wybór – wspominała w wywiadzie dla MTV w 1999 roku. – Na pewno się o mnie bali, ale jeden argument doprowadził mnie do szału. „Latynosi nie zostają gwiazdami filmowymi. Latynosi nie pracują w show-biznesie!” – przekonywał mój tata. Odmówiłam rezygnacji z tańca, więc mama postawiła mi ultimatum: albo mieszkasz w moim domu na moich zasadach, albo musisz się wyprowadzić. Spakowałam się i wyszłam.

Jenny nie miała pieniędzy i dachu nad głową. Spała kątem w studiu tanecznym, codziennie chodziła na castingi. – Było mi strasznie ciężko i często chodziłam głodna. Wiele razy nie dostałam pracy, bo słyszałam „nie potrzebujemy latynoskiej tancerki”. Mogłam się tylko pocieszać, że coś w końcu zmieni się na lepsze, że nie zawsze tak będzie. Ryczałam do poduszki. Niespodziewany angaż do zespołu wykonującego składankę najlepszych broadwayowskich musicali podczas pięciomiesięcznego tournée po Europie był jak prezent od losu. 500 dolarów tygodniowo?! Taki majątek? Lopez podekscytowana zarówno perspektywą zarobienia pieniędzy i zobaczenia kawałka świata, jak i zapisanymi w kontrakcie darmowymi obiadami. Następnym krokiem była praca w Japonii, gdzie w spektaklu „Synchronicity” mogła pokazać również swój talent wokalny i choreograficzny. To zaowocowało pracą z zespołem New Kids On the Block i angażem do trupy tanecznej w popularnym programie telewizyjnym „Living in Colour” – tego samego, do którego odbyła poprzednio trzy castingi i przegrywała, łykając łzy. Przeprowadzka do Kalifornii uświadomiła jej, że pierwsze marzenie na jej liście właśnie się spełniło: jest zawodową tancerką, występuje z najlepszymi. W Los Angeles była jednak zupełnie sama, a dziewczyny z programu nie przyjęły jej do swojej paczki. – Byłam samotna, a praca w tym programie nie należała do najmilszych punktów w mojej karierze – wspominała. – Zainwestowałam więc w lekcje aktorstwa, chodziłam na nie codziennie, po powrocie do domu uczyłam się. Co tydzień latałam do Nowego Jorku, żeby odwiedzić rodzinę.

Dlaczego więc nie zrezygnowała z nielubianej pracy i nie pojechała w trasę koncertową z Janet Jackson, która kilkakrotnie dzwoniła do niej z propozycją? Bo panna Lopez po raz kolejny zagryzła zęby i miała już inne plany. Kolejne marzenie czekało na spełnienie. Miała przecież zostać aktorką. Albo jeszcze lepiej – gwiazdą.

J.Lo podbija świat

Role filmowe zaczęły spływać powoli, ale stopniowo coraz lepsze. Od produkcji, które trafiały bezpośrednio do dystrybucji wideo, przez serial telewizyjny, po pracę u boku takich gwiazd jak Wesley Snipes i Woody Harrelson w „Pociąg z forsą” czy w „Krew i wino” z Jackiem Nicholsonem. Samotność w Los Angeles zagłuszyła małżeństwem z kubańskim kelnerem Ojanim Noą. Choć trwało niecały rok, zaowocowało licznymi procesami sądowymi, gdy Noa postanowił wzbogacić się na rosnącej sławie byłej żony i zaczął zarabiać na sprzedawaniu wiadomości o niej do prasy plotkarskiej. Sprawa o prawa własności do filmu nakręconego podczas ich podróży poślubnej ciągnie się do dziś. Wygrany casting do „Seleny”, ekranowej biografii meksykańskiej gwiazdy muzyki, nareszcie skierował na Lopez całą uwagę filmowego światka. Nie tylko dlatego, że za tytułową rolę Jennifer dostała okrągły milion dolarów – najwyższą gażę w historii zapłaconą wówczas latynoskiej aktorce. W „Selenie” Lopez udowodniła, zresztą nie po raz pierwszy, że nie tylko potrafi świetnie grać, ale również śpiewać. Konsekwencją był kontrakt na płytę w wytwórni Sony i oferty ról od takich reżyserów jak Oliver Stone (w „Drodze przez piekło” z Seanem Pennem) czy Steven Soderbergh („Co z oczu, to z serca” z George’em Clooneyem). Krytycy wystawiali jej najwyższe noty. Obstawiali, że widzowie są świadkami narodzin kolejnej, wielkiej gwiazdy ekranu. Dlatego fakt, że zwiastujący jej pierwszą płytę singiel „If You Had My Love” wylądował na pierwszym miejscy listy przebojów, wprawił wszystkich w zdumienie. Czy ta dziewczyna nie wie, co robi?! Rezygnuje z kariery filmowej, żeby zostać gwiazdą popu, zwariowała?!

– Doskonale wiedziałam, że kontrakt na płytę dostałam nie dlatego, że Tommy Mottola, ówczesny szef Sony Music, zachwycił się moim głosem. Chodziło o to, jak wyglądam. Więc zrobiłam wszystko, żeby pokazać, co naprawdę potrafię – mówiła Lopez w wywiadzie dla Jessa Cagle’a w People TV. – Poza tym byłam na tyle młoda, żeby rzucić się w to na główkę. Wydawało mi się, że wszystko wiem, że nic mnie nie zaskoczy. Kiedy dziś patrzę na siebie, wtedy trudno mi uwierzyć, jak okropnie byłam arogancka! Nagle Jennifer była wszędzie. Jako aktorkę znało ją wyselekcjonowane grono widzów. Hity z jej debiutanckiej płyty „On the 6” nucił cały świat. Jej zdjęcia z rozdania nagród Grammy, gdzie pojawiła się w sukience Versace z dekoltem poniżej pępka, w ciągu doby obejrzano w raczkującym wtedy Internecie prawie milion razy. Bynajmniej nie dlatego, że u jej boku stał wtedy jej ówczesny partner, raper Sean „Puff Diddy” Combs. – Związek z Puffym dał mi wtedy bardzo wiele: wiedzę o biznesie muzycznym, słuchałam jego rad, chłonęłam jego wiedzę jak gąbka, a on chętnie się nią dzielił. Zawsze walił prosto z mostu, może nie było to przyjemne, ale byłam na tyle mądra, żeby wyciągnąć z tego jak najwięcej – mówiła Cagle’owi. Combs oferował jednak więcej atrakcji, niż była w stanie wziąć na swoje barki: zamieszanie w strzelaninę w Nowym Jorku i oskarżenie go o nielegalne posiadanie broni było ponad jej siły. Po rozstaniu znalazła ukojenie w ramionach tancerza Crisa Judda, za którego prawie natychmiast wyszła za mąż. Ten związek też nie przetrwał ani jej pracoholizmu, ani rosnącej sławy. Jej drugi album „J. Lo” poszybował od razu na pierwsze miejsce listy przebojów, a jej najnowsza komedia romantyczna, „Powiedz tak” z Matthew McConaugheyem, pobiła rekordy wpływów kasowych. Małżeństwo z Juddem, którego swego czasu określała jako „bratnią duszę”, skończyło się rozwodem po zaledwie dziesięciu miesiącach. Mimo że nigdy nie mówiła publicznie o swoim życiu prywatnym, nie była w stanie kontrolować prasy brukowej. Stała się jej ulubioną bohaterką. Następnemu związkowi Lopez, z będącym wówczas u szczytu sławy aktorem Benem Affleckiem, nadano przydomek „Bennifer”, a ich zaręczyny były jednym z największych showbiznesowych wydarzeń roku, na równi ze spektakularną porażką ich wspólnego filmu „Gigli”. Do ślubu nie doszło. – Jestem tradycyjną romantyczką, wierzę w szacunek, wierność i dawanie sobie wolności w związku – wyznała w jednym z niedawnych wywiadów Lopez. – Ale do tego trzeba dojść na własnych błędach. Co nie znaczy, że należy zwątpić w miłość. Trzeba po prostu kochać mądrzej.

Pół roku później wyszła za mąż za dawnego przyjaciela, muzyka Marka Anthony’ego.

Co jest najważniejsze

– To teraz nam powiedz, jak się dowiedziałaś, że będziesz miała bliźniaki – Max, syn Lopez, z trudem może usiedzieć przy kuchennym stole. Mama pozwoliła swoim dzieciom przeprowadzić wywiad ze sobą na jej kanale na YouTube, a 11-latki są wyraźnie podekscytowane. – Byliśmy z waszym tatą w trasie koncertowej i dziwnie się poczułam. Oczywiście, że coś podejrzewałam! Lekarz zrobił USG i pokazał mały bąbelek w moim brzuchu: „o proszę, to jest wasze dziecko!” A potem pojechał tą głowicą od aparatu kawałek dalej i znalazł drugi bąbelek! A ja zaczęłam się histerycznie śmiać: będziemy mieć bliźniaki! – opowiada przed kamerą Jennifer. O ile jej córka słucha zachwycona, Max znika gdzieś poza kadrem i już nie wraca. – No cóż, tego należało się spodziewać – komentują jego matka i siostra.

Choć związek z Markiem Anthonym dał artystce wymarzone dzieci, ich małżeństwo rozpadło się, kiedy bliźniaki miały trzy lata. Był to też najgorszy moment w jej dotychczasowej karierze – owoce artystycznej współpracy z mężem, głównie po hiszpańsku, odnosiły sukcesy w Ameryce Łacińskiej, ale znacznie mniejsze w USA. Kariera filmowa, z wyjątkiem roli w komedii „Sposób na teściową”, za którą Lopez dostała oszałamiającą gażę 15 milionów dolarów, zwolniła tempa, ale jej konto bankowe pęczniało szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.

Macierzyństwo przyniosło kolejne wyzwania i przetasowanie priorytetów. W trakcie kilkuletniej rezydencji w Las Vegas, gdzie J. Lo wystąpiła w ponad 120 koncertach, najwyraźniej z powodu nadmiaru wolnego czasu skupiła się na rozwijaniu swoich komercyjnych przedsięwzięć: kolejnej kolekcji ubrań, udziału w kampaniach reklamowych i promowania własnych perfum, z których każde niezmiennie podbijają rynek. Produkcja telewizyjna? Jej serial „The Fosters” był hitem sieci ABC Family. Kolejna płyta, kolejne filmy… Normalny człowiek padłby na twarz, ale wszystko wskazuje na to, że dla Lopez czas się zatrzymał.

– Jennifer ma więcej energii niż ludzie młodsi od niej o połowę – mówił w programie u Ellen DeGeneres jej narzeczony, gwiazdor baseballa Alexander Rodriguez. Z J. Lo są parą od dwóch lat, a razem z jej bliźniętami i jego córkami z poprzedniego małżeństwa wychowują razem czworo dzieci. – Nie wiem, jak ona to robi: śpiewa, występuje, gra w filmach, jest uważną i zawsze obecną mamą, gotuje, trenuje, odbiera milion telefonów, zarządza, planuje, ale też dba o siebie i o wszystkich wokół. Czasem wyłącza telefon i mówi „dość, nie mogę więcej”. I wtedy wyjeżdżamy gdzieś, gdzie mamy czas tylko dla siebie.

Nie da się też ukryć, że gwiazda wygląda dziś jeszcze lepiej niż 20 lat temu. Nie chwali się publicznie, jakiemu cudotwórcy od medycyny estetycznej powierzyła swoją twarz, ale cokolwiek robi, robi to dobrze. Internetowa fora urodowe huczą od domysłów na temat tego, jakim zabiegom się poddaje, ale fakt, że ma pełną mimikę twarzy i wciąż może zmarszczyć czoło nie umknął niczyjej uwadze. Sama J. Lo wyjawiła tylko, że unika słońca, nie pija alkoholu ani niczego z kofeiną, w domu się nie maluje i codziennie ćwiczy przynajmniej godzinę. Taniec, pilates, ciężary, bieganie. Bez wymówek, bez wykrętów. Do filmu „Hustlers”, w którym gra striptizerkę, nauczyła się tańczyć na rurze i dorobiła się kaloryfera na brzuchu. – Może to dobry moment, żeby powiedzieć też wreszcie, że nigdy nie ubezpieczyłam swojej pupy! – wyznała ze śmiechem w programie „Carpool Karaoke”.

W marcu tego roku na Bahamach, podczas jednego z rzadkich wspólnych wyjazdów, Alex Rodriguez przez cały dzień powtarzał w kółko w głownie dwa zdania zaplanowanych od jakiegoś czasu oświadczyn. Chciał, żeby wszystko wyszło idealnie. Przez trzy poprzednie dni sprawdzał nawet, o której godzinie dokładnie zachodzi słońce, aby wstrzelić się w idealny moment. Na szczęście Jennifer powiedziała „tak”.

– Ślub? Nie, tego jeszcze nie planujemy, chcemy się nacieszyć narzeczeństwem – śmiała się Lopez z wywiadzie radiowym. Lato będzie jedną wielką urodzinową imprezą. Kiedy patrzę za siebie, to widzę, że osiągnęłam niesamowicie dużo. Ale wiem też, że wciąż mam mnóstwo do zrobienia: i we własnym imieniu, i dla innych. I naiwnie mam nadzieję, że nigdy nie zabraknie mi na to siły.

 

Jennifer Lopez urodziła się w 1969 roku w Bronksie, w Nowym Jorku. Córka portorykańskich imigrantów, technika komputerowego i gospodyni domowej, druga z trzech sióstr. Od dziecka uczyła się tanca i śpiewu, odnosiła sukcesy w sporcie i teatrze amatorskim. Karierę w show-biznesie zaczynała jako tancerka w produkcjach na Broadwayu, później w telewizji i na trasach koncertowych New Kids on the Block i Janet Jackson. Zagrała w filmach takich jak „Selena”, „Droga przez piekło”, „Powiedz tak”, „Cela”, „Co z oczu, to z serca”, „Sposób na teściową”, „Oczy anioła”, „Parker” czy „Zatańcz ze mną”. Jej najnowszy film, „Hustlers” będzie miał premierę we wrześniu tego roku. Lopez, znana też jako J. Lo, jest również międzynarodową gwiazdą muzyki pop, wydała osiem płyt i jest autorką wielu słynnych przebojów; śpiewa po angielsku i po hiszpańsku. Przez trzy sezony zasiadała jako jurorka w „Amerykańskim Idolu”, od dwóch lat produkuje i sędziuje w programie talent show „World od Dance”. Jej majątek wyceniany jest na ponad 300 milionów dolarów. Trzykrotnie zamężna, jest mamą 11-letnich bliźniąt, Emme i Maxa. W marcu zaręczyła się z amerykańskim gwiazdorem baseballa Alexandrem Rodriguezem. Mieszka w Los Angeles.