1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Sylvia Plath - w nieustannej walce o poezję, pracę i życie

Sylvia Plath - w nieustannej walce o poezję, pracę i życie

Sylvia Plath. (Fot. BEW Photo)
Sylvia Plath. (Fot. BEW Photo)
Siedem ostatnich miesięcy jej życia to pasmo niefortunnych zdarzeń, balansowanie na skraju najsilniejszych emocji i nierówna walka o odzyskanie własnej tożsamości. Pomiędzy tym Sylvia Plath pisała swoje najlepsze wiersze, pielęgnowała kontakty z bliskimi i opiekowała się dwójką małych dzieci. Co popchnęło genialną poetkę do samobójstwa? 

Fragmenty pochodzą z książki "Ostatnie dni Sylvii Plath. Biografia" Carla Rollysona, wydawnictwo Prószyński i S-ka. Premiera 11 marca

Ona nigdy nie chciała mieszkać na wsi! To był jego pomysł. Czym był dla niego dom? Niczym więcej, zdawało się, niż postojem w podróży. Kiedy go poznała, był niechlujnym absolwentem Cambridge, który wciąż snuł się po uczelni, nie robiąc nic poza dyletanckimi wprawkami poetyckimi. Miał wspaniały głos, nad którego doskonaleniem ciężko pracował. Zależało mu na tym, aby robić wrażenie na publiczności. Pewnego razu urzekł nim Bena Sonnenberga do tego stopnia, że ten spadł z krzesła. Ted Hughes pomógł mu wstać, nie przerywając deklamacji. Wibracje „głębokiego jak Anglia” głosu Hughesa wprawiły wtedy w drżenie ciało Sonnenberga, wspominał, posługując się cytatem ze słynnego wiersza Pike. Plath nie była więc jedyną osobą, którą Hughes potrafił zahipnotyzować głosem.

Praca wymagająca umycia włosów i założenia garnituru byłaby dla niego wyparciem się ideałów, dowodem sprzedajności. Jakich znowu ideałów? – mogła go zapytać. Czyż nie wypierał się ich właśnie, zachowując swoje wiersze dla siebie i wąskiego grona przyjaciół? Nie realizował się jako poeta i pozbawiał świat możliwości obcowania ze swoją sztuką. Wzruszał na to ramionami i przywoływał uśmiech, który rozjaśniał jego mroczną, przystojną twarz. Później to wszystko go przytłoczyło: pierwsza nagroda literacka od Harpera, dom na wsi (Court Green) i praca w londyńskiej rozgłośni radiowej BBC. Poczuł się niejako wmanewrowany przez Sylvię. „Zrobiłaś ze mnie profesjonalistę”, oświadczył z wyrzutem, jakby pozbawiając go statusu amatora, ograbiła go z niewinności. To on był pokrzywdzony! Podejrzewała, co mogą oznaczać te jego podróże z Court Green do Londynu. Al Alvarez czynił podobne sugestie. Ted traktował ją jednak jak przewrażliwioną kurę domową i reagował oburzeniem na wszelkie przejawy braku zaufania. Tak samo było w Smith College. Co robi u jego boku studentka z Amherst, kilkadziesiąt kilometrów od własnej uczelni? – zapytała. Odpowiedział, że jak zwykle histeryzuje i jest chorobliwie zazdrosna. Tymczasem ona nie miała wątpliwości: nawet jej koleżanki, które nie lubiły Teda, poszłyby z nim do łóżka bez wahania, gdyby ten zrobił pierwszy ruch. Potem w Court Green zadzwonił telefon. To była ona, Assia Wevill. Zapytała o Teda nienaturalnie niskim głosem; Sylvia domyśliła się, że próbuje brzmieć jak mężczyzna. Wtargnęła do ich domu niczym Lamia z wiersza Keatsa; ta kobieta, która doprowadziła do takiej furii swoją profesorkę ze studiów w British Columbia, będącą zazwyczaj uosobieniem łagodności, że ta poderwała się od stołu podczas lunchu. „Ty suko!” – krzyknęła i wyszła. Sylvia wyrwała telefon ze ściany i wyrzuciła Teda ze swego życia. Kazała mu się wynosić, NATYCHMIAST, w obecności swojej matki. To była upokarzająca i bolesna, a zarazem jedyna metoda na poradzenie sobie z tym bierno-agresywnym człowiekiem, który niczego nie robił samodzielnie i manipulował przyjaciółmi oraz (jak się okazało) kochankami, przedstawiając ją jako gorgonę tłamszącą spontanicznego, rozrywkowego, niezależnego Teda, jakiego wszyscy znali i kochali.

Nawet sposób, w jaki ją zostawił, był irytujący. Nie protestował. Po prostu pojechał pociągiem do Londynu, gdzie rozgościł się na cudzych kanapach, rozkoszując się wolnością charyzmatycznego chłopca poety. Panie go uwielbiały, a panowie się o niego martwili. Wyrzuciła go, skarżył się z miną winowajcy. Ale co miał zrobić? Była przecież taka wymagająca, nieubłagana, odpowiedzialna. Skazany na wygnanie salwował się ucieczką. To on był w rozpaczy. On usiłował ratować ich małżeństwo. Wziął na siebie winę, oczywiście, ale właśnie w tym rzecz: obarczała go swoimi problemami. Tymczasem Sylvia obserwowała z wściekłością, jak łatwo jego przyjaciele dają się omamić jego fałszywą skruchą, jak się litują nad biednym Tedem, niezdolnym sprostać jej wyśrubowanym wymaganiom. Jakże prędko stał się w ich oczach ofiarą całej tej sytuacji! Porzucony przez żonę na pastwę losu, sam siebie biczował. Jego samooskarżanie działało lepiej niż jej oburzenie, które traktowano jako kolejny dowód niemożliwego do zaspokojenia perfekcjonizmu Plath. Odebrała mu swoje wsparcie, więc Ted jak zwykle zwrócił się do ubóstwiających go przyjaciół, wchodząc w rolę wiernego druha i przywódcy. Natychmiast uzyskał rozgrzeszenie.

Dzięki niemu wszyscy mogli poczuć się znów młodzi i serdeczni. Ted o rozbieganym spojrzeniu z karykatury Davida Levine’a nie istniał, był dziełem paranoicznego umysłu autora portretu przedstawiającego twarz z ostro zarysowanym podbródkiem i nosem jak przęsło mostu, przypominającą twierdzę. Problem stanowiła poważna, obowiązkowa, psująca wszystkim zabawę Sylvia. Pracowita mistrzyni synonimów blakła w porównaniu z ich kolorowym Tedem. Miała serdecznie dość kampanii „pozwól Tedowi być sobą”. Kiedy wchodziła do baru, zacieśniali szeregi, utyskiwali, że odciąga od nich Teda i nie potrafi się bawić, nie szanuje irlandzkiej fantazji i wielowiekowej wesołej tradycji wspólnego tworzenia przy piwie. Przy czym nikt z nich nie pochodził z Irlandii. Niepotrzebnie próbuje tak bardzo wszystko kontrolować, mówili. Ale co oni o niej wiedzieli; o tym, co pisała w swoich dziennikach – że kobieta nie może tak po prostu wejść do baru i dołączyć do męskiego towarzystwa, żeby nie zostało to odebrane jako deklaracja dostępności seksualnej. Naturalnie? Spontanicznie? Jak dokładnie kobieta, którą Ted nazywał „poetessą”, miała się zachowywać w tej cholernej, braterskiej atmosferze? Jak brat Sylvia? I o czym Ted marzył w takich chwilach? O wyprawie na ryby ze starszym bratem Geraldem? Braterska więź przebiła się przez śluby małżeńskie, spychając na drugi plan Sylvię, która usiłowała udawać silniejszą, niż była, na kartach pamiętnika i w listach, jednocześnie przeciwstawiając się dyktaturze męskiego klubu. Ostry seks w sypialni? Jak najbardziej. Ale zaznaczanie swej obecności w innych sferach życia, w których tradycyjnie dominują mężczyźni, to doprawdy nadmierna agresja. Nawet wrażliwy i krzepki wielbiciel górskich wspinaczek Al Alvarez, dorównujący Tedowi na każdym polu poza pisaniem wierszy, nie rozpoznał w Sylvii poetki, z którą współpracował jako wydawca, lecz zobaczył w niej jedynie uległą żonę kolegi od kieliszka, kiedy odwiedził ich po raz pierwszy we wspólnym domu. Konwencjonalnie wyglądająca kobieta o brązowych – już nie platynowych – włosach musiała sama przypomnieć zdumionemu Alvarezowi, że publikował jej wiersze. Że ma własne miejsce na poetyckim parnasie.

Każda minuta była dla niej walką o życie, o pracę, o poezję, które próbował zawłaszczyć Ted.

[...]

Czwartego lutego 1963 roku, tydzień przed tym, jak odebrała sobie życie, Sylvia Plath napisała list do Ruth Barnhouse, w którym przedstawiła dokładny opis swojej sytuacji i prognozę. Po siedmiu miesiącach separacji z mężem nadal budowała swoją niezależność. Zgodnie z analizą Barnhouse Plath doszła do wniosku, że w wyniku „bałwochwalczej miłości” – opisywanej przez Ericha Fromma w książce O sztuce miłości, którą przeczytała za namową terapeutki – zatraciła własne ja, robiąc z męża „idola i ojca”. Opisała siebie jako pragnącą wyjść z cienia człowieka, którego obawiała się stracić. Ale on utrudniał jej to, pozostając kochającym ojcem dla Friedy, gdy jednocześnie podtrzymywał znajomość ze swoją „dziewczyną z agencji reklamowej”, Assią Wevill.

Po rozstaniu z Tedem Hughesem usiłowała nadać swoim dniom stały rytm, szukała powtarzalnych rytuałów codzienności, by jakoś zapełnić miejsce po nim. Nazywała ten czas po jego odejściu wychodzeniem z pustki. To, co opisywała, było rodzajem żałoby, zastoju trzymającego ją w stanie swoistego „zamrożenia”, które utrudniało znoszenie bólu. Pisanie, skupienie sprzyjające powrotowi do równowagi, a także zlecenia od czasopism i BBC, które przynosiły zawodowe spełnienie profesjonalnej i zdyscyplinowanej części jej osobowości – w tym wszystkim szukała ratunku. Aż do momentu gdy poczuła się „wypisana na krawędź szaleństwa”. Miała „wizję najgorszego”, w tym powrotu do szpitala psychiatrycznego. Pigułki nasenne i mikstury uspokajające pomagały jej utrzymać się na nogach, lecz była „śmiertelnie przerażona. Powinnam skapitulować i wyciągnąć całun”.

Wpadła w panikę, osuwała się w chaos, wyobrażała sobie siebie w otchłani, z której patrzyła do góry na swoją przerażającą matkę męczennicę po jednej stronie i własne piękne dzieci po drugiej. Obwiniała samą siebie, konfrontując się z „zimnym wiatrem oskarżeń”. Ledwo mogła się ubrać czy zrobić posiłek, samo poruszanie sprawiało jej problem. Doktor Horder, czuwający nad ogólnym stanem zdrowia Plath, umówił ją na wizytę z lekarką psychiatrą – co Plath uznała za ironię losu w czasie, gdy pierwsza powieść o załamaniu nerwowym sprzed lat właśnie zbierała pochlebne recenzje. Praca umysłowa wydawała się jej ponad siły. Czuła się jak tchórz. W tamtych czasach samobójstwo „nadal było stygmatyzowane, uznawane za oznakę niewybaczalnego moralnego upadku”. Leczenie farmakologiczne depresji było jeszcze w powijakach, a pomysł, że samobójstwo może być wynikiem „biologicznej burzy w mózgu”, nie przyszedłby do głowy Plath, która chciała się poddać. Umrzeć i skończyć z tym wszystkim, wysyłając dzieci do Teda – te myśli, zdała sobie sprawę, były częścią swoistego „defetystycznego cyklu”, z którego pragnęła się wyzwolić. Ale czuła się „niezdolna do bycia sobą i kochania siebie”. Nie napisała, co trzyma ją przy życiu, lecz zakończyła list słowami: „Dzieci płaczą. Muszę je zabrać na podwieczorek”.

Nieobecny mąż, jego kochanka, lękliwe usposobienie matki, marazm, w który sama się wpędzała, samotność, dzieci – w jaki sposób to wszystko doprowadziło do przeraźliwej rozpaczy tamtego dnia, kiedy po raz ostatni szukała pomocy u Barnhouse? Co się stało podczas jej ostatniego fatalnego tygodnia w lutym?

'Ostatnie dni Sylvii Plath', Carl Rollyson, Wydawnictwo: Prószyński i S-ka. (Fot. materiały prasowe) "Ostatnie dni Sylvii Plath", Carl Rollyson, Wydawnictwo: Prószyński i S-ka. (Fot. materiały prasowe)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Radek Rak laureatem Nagrody Literackiej Nike

Radek Rak został laureatem Nagrody Literackiej Nike 2020 za książkę
Radek Rak został laureatem Nagrody Literackiej Nike 2020 za książkę "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli". (Fot. screen Instagram @radek_rak_/materiały prasowe)
Radek Rak został laureatem Nagrody Literackiej Nike 2020 za książkę "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli". W poprzednich edycjach tę nagrodę dostali m.in.: Czesław Miłosz, Tadeusz Różewicz, Jerzy Pilch, Olga Tokarczuk i Mariusz Szczygieł.

- Ta książka to klechda. Jak każda klechda jest triumfem wyobraźni i dotyka twardej rzeczywistości, prawdziwego świata. Snuje historie nie z tej ziemi i jednocześnie opowiada coś, co drzemie w realnej historii. W naszej wspólnej podświadomości, w podglebiu języka, którym mówimy. W tym paśmie realności, z którym mierzy się "Baśń o wężowym sercu", jest coś poruszającego i okrutnego zarazem. Coś co powinno zostać opowiedziane - mówił podczas wręczania Nagrody Literackiej Nike przewodniczący jury profesor Paweł Próchniak.

„Baśń o wężowym sercu” to książka, która powstała wskutek inspiracji Radka Raka postacią Kóby Szeli, znaną ze "Słowa o Jakóbie Szeli" Brunona Jasieńskiego. Jak czytamy w opisie od wydawcy, „Baśń” jest próbą stworzenia na nowo mitologii Galicji. Nie jest powieścią historyczną, i choć napisana z dużym szacunkiem dla ówczesnych realiów społecznych, obyczajowych i politycznych, to zawieszona pozostaje między historią a mitem. Wyrasta z legend, w które obrosła postać chłopskiego przywódcy – tych prawdziwych i tych stworzonych przez Radka Raka. Śledzimy losy młodego Kóby Szeli, wzrusza nas miłość, jaką obdarzyła go Żydówka Chana, czujemy razy pańskiego bata, przeżywamy zauroczenie zmysłową Malwą, wędrujemy przez krainę baśni, żeby zamieszkać we dworze i poczuć zapach krwi rabacji 1846 roku. To powieść o dobru i złu, które czają się w każdym z nas, o nierównych szansach, o Galicji i o Polsce. Powieść pełną rozbuchanego erotyzmu, ironii i humoru, nakarmioną mrokiem ludzkich serc.

33-letni Radek Rak dzieli pracę pisarza i weterynarza. Jako autor debiutował w 2014 roku książką "Kocham cię, Lilith", która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Później związał się z Wydawnictwem Powergraph, gdzie wydał dwa kolejne tytuły: "Puste niebo" (2016) i "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli" (2019). Za "Puste niebo" został nagrodzony Złotym Wyróżnieniem w Nagrodzie Literackiej im. Jerzego Żuławskiego i nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Jego "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli" była też nominowana m.in. do Nagrody Literackiej "Gdynia".

- Jestem zaskoczony, nie przygotowałem sobie niczego mądrego, co mógłbym powiedzieć, bo trochę lepiej piszę, niż mówię. Jestem zaszczycony i cieszę się bardzo - mówił Radek Rak, odbierając najważniejszą nagrodę literacką w Polsce.

Nagrodę Nike Czytelników dostała natomiast Joanna Gierak-Onoszko, za reportaż "27 śmierci Toby'ego Obeda". Autorka spędziła w Kanadzie dwa lata, sprawdzając, co ukryto pod tamtejszą kulturową mozaiką, by opowiedzieć to w formie reportażu. Joanna Gierak-Onoszko kreśli obraz Kanady, który burzy nasze wyobrażenia o tym kraju. To opowieść o winie i pojednaniu, zbrodni bez kary i ludziach, którzy wymykają się przeznaczeniu.

Nagroda Literacka Nike to nagroda za książkę roku. Przyznawana jest corocznie, od 1997 roku, za najlepszą książkę roku poprzedniego, a jej pierwszym laureatem był Wiesław Myśliwski. Zwycięzca wyłaniany jest w trzyetapowym konkursie. Pierwszy etap to przyznanie przez jury 20 nominacji, drugi to wybór siedmiu finalistów. Decyzję o przyznaniu nagrody jury podejmuje w dniu jej ogłoszenia i wręczenia, czyli podczas ostatniego etapu konkursu. Zwycięzca otrzymuje nagrodę pieniężną w wysokości 100 tys. złotych i statuetkę zaprojektowaną przez Gustawa Zemłę. Fundatorami nagrody są „Gazeta Wyborcza” i Fundacja Agory.

  1. Styl Życia

Ekomisja Julii Fiedorczuk

Julia Fiedroczuk (Fot. Albert Zawada/WL)
Julia Fiedroczuk (Fot. Albert Zawada/WL)
Aktywizm musi być przekonujący, radosny, piękny. Inaczej jest to tylko bezproduktywne czarnowidztwo − mówi Julia Fiedorczuk, i przekonuje, żeby potrzebny do działania zachwyt czerpać z poezji.

Pięć lat temu wspólnie z meksykańskim poetą i tłumaczem mieszkającym w Warszawie, Gerardem Beltránem napisaliśmy trójjęzyczny (po polsku, hiszpańsku i angielsku) esej pt. „Ekopoetyka. Ekologiczna obrona poezji”, w którym staraliśmy się przyjrzeć temu pojęciu od strony etymologicznej. Ma ono źródłosłów grecki, gdzie eko, czyli oikos oznacza dom, gospodarstwo domowe, społeczność, a poiesis − tworzenie, tak jak robi to rzemieślnik: z elementów. Zatem chodzi o głęboki namysł, ale i pewien rodzaj życiowych praktyk nakierowanych na budowanie świata jako wspólnego domu wszystkich istot, nie tylko ludzi, na Ziemi.

Zawsze ciekawiło mnie, jak życie ludzkie splecione jest z życiem innych istot i procesów, które zachodzą na Ziemi, i moje pisanie od początku jest zanurzone w tych tematach. Im bardziej się nimi interesowałam, tym bardziej docierała do mnie świadomość straty, jakiej dziś doświadczamy w związku z wielkim wymieraniem gatunków. Ta strata jest faktem, więc musimy przeżyć żałobę, żeby móc odzyskać pewien rodzaj sprawczości. A poezja jest przestrzenią, która pomaga przejść przez proces żałoby ekologicznej. Nie tylko jako źródło narzędzi, ale też miejsce do zbudowania pewnego rodzaju zachwytu, który da nam energię do działania. Poezja daje także silniejsze odczuwanie życia i świata, a to jest ważne, bo aktywizm musi być przekonujący, radosny, piękny. Inaczej jest to tylko bezproduktywne czarnowidztwo.

Niezbyt interesują mnie tzw. wiersze o przyrodzie, bo uważam, że są nieprzekonujące i nieadekwatne do współczesnego świata. Interesuje mnie za to poezja, która za pomocą swojej formy, metafory i głębokiej pracy z wyobraźnią, z dźwiękiem, głosem i oddechem – reaguje na to, jak nasza planeta zmieniła się w ciągu ostatnich 20 lat. Jako amerykanistka uważnie obserwuję, co dzieje się w poezji w tamtejszym obszarze językowym, i zauważam, że jest to coś w rodzaju laboratorium metafory, sposobów mówienia. Z moich zainteresowań literaturoznawszych wyrosła właśnie ekopoetyka.

Szkoła rzemiosła

Razem z Filipem Springerem otworzyliśmy Szkołę Ekopoetyki, w której chcemy przekuć koncepcję w praktykę. Rozszerzyliśmy ją do przestrzeni namysłu także nad tym, w jaki sposób nasze praktyki językowe wpływają na kształtowanie relacji z więcej niż ludzkimi istotami i w jaki sposób odnieść się do faktu, że kryzys planetarny jest w pierwszym rzędzie kryzysem wyobraźni. Zaprosiliśmy osoby, które pracują z wyobraźnią – pisarzy, dziennikarzy, artystów – i które są zainteresowane budowaniem tego domu w sposób adekwatny do tego, jak działa przyroda, i wyzwaniami, które stawia przed nami epoka antropocenu. Przez rok podczas dziewięciu zjazdów będziemy czytać teksty i wspólnie je analizować, ale będziemy też wędrować po Polsce, spotykać się z różnymi ludźmi, począwszy od artystów, kulturoznawców, poprzez specjalistów od klimatu, po przyrodników. Pojedziemy na przykład zobaczyć krajobraz zniszczony przez kopalnię odkrywkową, ale też zobaczymy piękne miejsca, niektknięte przez ludzką działalność; będziemy słuchać i milczeć.

Zależy nam na zbudowaniu wrażliwości i języka, który nie będzie powtarzał szkodliwych klisz, używanych czasami także przez ludzi szczerze zaangażowanych w przyrodę. Często używamy na przykład słowa „natura”, a co ono właściwie dla nas znaczy? Bardzo liczymy na to, że nasi słuchacze będą zaszczepiać ten rodzaj wrażliwości tam, gdzie funkcjonują.

Julia Fiedorczuk, pisarka, poetka, tłumaczka i krytyczka literacka, adiunkt w Zakładzie Literatury Amerykańskiej Instytutu Anglistyki UW, współtwórczyni pierwszej w Polsce rocznej Szkoły Ekopoetyki, której pierwsza edycja właśnie się rozpoczęła. 

  1. Kultura

Znamy siedmioro finalistów Nagrody Literackiej Nike

Laureata tegorocznej edycji konkursu Nike poznamy 4 października. (Fot. Materiały prasowe)
Laureata tegorocznej edycji konkursu Nike poznamy 4 października. (Fot. Materiały prasowe)
Znamy już listę siedmiu tytułów książek, których autorzy powalczą o Nagrodę Literacką Nike 2020. W finale znalazły się dwie powieści, dwa eseje, biografia i dwie książki reporterskie.

Nagroda Literacka Nike to nagroda za książkę roku. Przyznawana jest corocznie, od 1997 roku, za najlepszą książkę roku poprzedniego, a jej pierwszym laureatem był Wiesław Myśliwski. Zwycięzca wyłaniany jest w trzyetapowym konkursie. Pierwszy etap to przyznanie przez jury 20 nominacji, drugi to wybór siedmiu finalistów. Decyzję o przyznaniu nagrody jury podejmuje w dniu jej ogłoszenia i wręczenia, czyli podczas ostatniego etapu konkursu. Laureata tegorocznej edycji konkursu Nike poznamy 4 października. Fundatorami nagrody są „Gazeta Wyborcza” i Fundacja Agory.

Oto lista siedmiu książek, których autorzy powalczą o nagrodę za najlepszą książkę roku 2020

Radek Rak, "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli", Wydawnictwo Powergraph. "Baśń" jest próbą stworzenia na nowo mitologii Galicji. Nie jest powieścią historyczną, i choć napisana z dużym szacunkiem dla ówczesnych realiów społecznych, obyczajowych i politycznych, to zawieszona pozostaje między historią a mitem. Wyrasta z legend, w które obrosła postać chłopskiego przywódcy – tych prawdziwych i tych stworzonych przez Radka Raka. Śledzimy losy młodego Kóby Szeli, wzrusza nas miłość, jaką obdarzyła go Żydówka Chana, czujemy razy pańskiego bata, przeżywamy zauroczenie zmysłową Malwą, wędrujemy przez krainę baśni, żeby zamieszkać we dworze i poczuć zapach krwi rabacji 1846 roku. Radek Rak napisał powieść o dobru i złu, które czają się w każdym z nas, o nierównych szansach, o Galicji i o Polsce. Powieść pełną rozbuchanego erotyzmu, ironii i humoru, nakarmioną mrokiem ludzkich serc.

Filip Zawada, "Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek", Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. O ludziach, którzy mają dużo miłości, ale nie mają komu jej dać. Na świecie pewnych jest tylko kilka rzeczy. Za wyrażanie się nie dostajesz deseru (kto by go zresztą jadł). Błażej to beksa i irytujący dureń, który gówno wie o życiu. A dorośli zajmują się samymi pierdołami, no chyba, że są kierowcami cystern. I bądź tu mądry, kiedy kot Szatan znika w tajemniczych okolicznościach, sklepikarka Stefa rodzi sobie nagle dziecko, a za zakonnicami to już w ogóle nie trafisz."Rozdeptałem czarnego kota…" to historia poszukiwania swojego miejsca na Ziemi, planecie ludzi. Świeża, błyskotliwa proza, która sprawia, że zaczynasz widzieć, jak bardzo świat z twoich wyobrażeń różni się od tego, w którym żyjesz. Z każdą stroną uświadamiasz sobie, że tę książkę Filip Zawada napisał właśnie o tobie.

Agnieszka Dauksza, "Jeremianka", Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Gdzie jest Maria? Maria Jarema. Ona o sobie zawsze: Jarema. O niej najczęściej: Jaremianka. Kobieta awangarda. Emancypantka, zaangażowana aktywistka – niekwestionowany autorytet. Jedna z najzdolniejszych i najbardziej charyzmatycznych artystek XX wieku. Dziewczyna ze Starego Sambora na Kresach, która przyjechała do Krakowa, by „wymyślić sztukę na nowo”. Studiowała pod kierunkiem Xawerego Dunikowskiego, współtworzyła Grupę Krakowską i teatr Cricot, właśnie z nią najchętniej współpracował Tadeusz Kantor. Ukochana żona Kornela Filipowicza, matka Aleksandra, siostra bliźniaczka Nuny, ceniona przyjaciółka m.in. Różewiczów, Sternów, Przybosiów. W ich wspomnieniach jawi się jako wcielenie ruchu, zmienna, zachwycająca postać, która pozostawiała po sobie wrażenie niedosytu. Gdy poznała diagnozę swojej choroby, pracowała w zapamiętaniu, by namalować każdy kolejny obraz – chociaż jeszcze jeden. Jej prace wciąż zdumiewają nowatorstwem pomysłów, inspirują i prowokują. „Nie umarła” – twierdzili zgodnie jej bliscy.

Piotr M. Majewski, "Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu", Wydawnictwo Krytyka Polityczna. Brudne intrygi polityczne, wielkie spektakle propagandowe, zawiła walka wywiadów i perfidne kampanie prowadzone na łamach prasy. To książka o kulisach uprawiania polityki. Autor przedstawia w niej modelowy przypadek sytuacji, gdy w imię ratowania pokoju Europa uczyniła milowy krok w kierunku katastrofalnej wojny.

Monika Sznajderman, "Pusty las", Wydawnictwo Czarne. Żyjąc, zajmujemy miejsce tych, którzy byli przed nami, taka jest oczywista kolej rzeczy. Jak jednak żyć w miejscu, w którym garstka ludzi zajmuje miejsce po ośmiuset, jak wypełnić taką przestronną pustkę? Szczególnie gdy tych ośmiuset nie odeszło tak, jak nakazuje czas, lecz zmiotła ich historia? "Pusty las" to opowieść autorki o życiu w Wołowcu, beskidzkiej wsi, z której kolejno znikali szukający szczęścia za oceanem biedacy, wizjonerscy nafciarze, Żydzi, Cyganie, Łemkowie. To także jej hołd dla tego miejsca na ziemi, jego historii, przyrody i jego mieszkańców.

Paweł Piotr Reszka, "Płuczki. Poszukiwacze żydowskiego złota", Wydawnictwo Agora. Wyobrażasz sobie, że grupa osób mogłaby bezcześcić miejsca pochówku w poszukiwaniu drogocennych rzeczy? Z książki Pawła Piotra Reszki pod tytułem „Płuczki. Poszukiwacze żydowskiego złota” dowiesz się, że taki proceder trwał całymi latami i był źródłem stałego dochodu dla wielu osób. Jak to możliwe? Masowe mogiły w Bełżcu i Sobiborze to miejsca ostatniego spoczynku tysięcy ofiar, które straciły życie w tamtejszych obozach zagłady. Byli to głównie Żydzi, którzy zostali zgładzeni, a ich groby stały się miejscem procederu uprawianego przez mieszkańców pobliskich wsi całymi latami. Rozkopywali oni bezimienne mogiły każdego dnia, w poszukiwaniu tytułowego „żydowskiego złota”. „Na Icki”, w poszukiwaniu złota, chodzili ojcowie, synowie, żony i córki, sąsiedzi, a nawet małe dzieci. Przeszukiwali groby, a prochy zmieszane z ziemią przepłukiwali w rzece, a nawet robili specjalne doły, tzw. płuczki, aby łatwiej im było znaleźć złoto. Paweł Piotr Reszka poszukiwał na tych terenach ludzi, którzy z perspektywy czasu oceniliby negatywnie te praktyki. Tymczasem z jego książki wynika, że tylko on ocenia takie działanie, jako godne potępienia. Osoby zaangażowane w cały proceder i ich rodziny zobojętnieli na wszystko. Traktowali masowe mogiły Żydów jak pola, na których można znaleźć złoto. Przekonaj się, co kierowało kopaczami i co myślą o takich występkach ich potomkowie. Czy żałują? Czy sądzą, że to co zrobili ich przodkowie było złe?

Joanna Gierak-Onoszko, "27 śmierci Toby'ego Obeda", Wydawnictwo Heraclon International. To też jest Kanada: siedem zapałek w słoiku, sny o czubkach drzew, powiewające na wietrze czerwone suknie, dzieci odbierane rodzicom o świcie. I ludzie, którzy nie mówią, że są absolwentami szkół z internatem. Mówią: jesteśmy ocaleńcami. Przetrwaliśmy. – Zniszczono cały nasz naród. Nigdyśmy się nie podnieśli. W Europie ekscytujecie się modą na Kanadę, bo patrzycie na nią przez kolorowe skarpetki naszego nowoczesnego premiera. Ale prawda mniej się nadaje do lajkowania – mówi jeden z bohaterów książki. Joanna Gierak-Onoszko spędziła w Kanadzie dwa lata, sprawdzając, co ukryto pod tamtejszą kulturową mozaiką. W swoim reportażu autorka kreśli obraz Kanady, który burzy nasze wyobrażenia o tym kraju. Dlaczego Kanada ściąga dziś z pomników i banknotów swoich dawnych bohaterów? Jak to możliwe, że odbierano tam dzieci rodzicom? Czyja ręka temu błogosławiła? "27 śmierci Toby’ego Obeda" to reporterska opowieść o winie i pojednaniu, zbrodni bez kary i ludziach, którzy wymykają się przeznaczeniu.

Powyższe opisy książek pochodzą od ich wydawców.

  1. Kultura

Znamy nominacje do Nagrody Literackiej Nike 2020

Nagroda Literacka Nike przyznawana jest corocznie, od 1997 roku, za najlepszą książkę roku poprzedniego. (Fot. BEW PHOTO)
Nagroda Literacka Nike przyznawana jest corocznie, od 1997 roku, za najlepszą książkę roku poprzedniego. (Fot. BEW PHOTO)
Zostały ogłoszone tytuły 20 książek, które powalczą o Nagrodę Literacką Nike 2020. Po raz pierwszy listę nominowanych poznaliśmy jedynie za pomocą mediów - zwykle lista była podawana podczas Warszawskich Targów Książki, które w tym roku zostały odwołane. Finalistów poznamy we wrześniu, a laureata 4 października.

 

Nagroda Literacka Nike to nagroda za książkę roku. Przyznawana jest corocznie, od 1997 roku, za najlepszą książkę roku poprzedniego, a jej pierwszym laureatem był Wiesław Myśliwski. Celem nagrody jest promocja literatury polskiej, ze szczególnym zwróceniem uwagi na powieść, choć w konkursie startować mogą wszystkie gatunki literackie (w tym autobiografie, eseje, pamiętniki) i humanistyka o wybitnych wartościach literackich. Zwycięzca otrzymuje nagrodę pieniężną w wysokości 100 tys. złotych i statuetkę zaprojektowaną przez Gustawa Zemłę. Wśród laureatów poprzedniej edycji byli między innymi: Czesław Miłosz, Tadeusz Różewicz, Jerzy Pilch, Dorota Masłowska, Olga Tokarczuk i Mariusz Szczygieł.

Nagroda Literacka Nike 2020 - nominacje

W tym roku 20 nominowanych tytułów do Nagrody Literackiej Nike to:
  • "Jaremianka" Agnieszka Dauksza,
  • "27 śmierci Toby’ego Obeda", Joanna Gierak-Onoszko,
  • "Kalendarz majów", Konrad Góra,
  • "W czasach szaleństwa", Magdalena Grochowska,
  • "Potop", Salcia Hałas,
  • "Tancerka i zagłada. Historia Poli Nireńskiej", Weronika Kostyrko,
  • "Feluni", Ewa Kuryluk,
  • "Miłość w trybie awaryjnym", Ewa Lipska,
  • "Stramer", Mikołaj Łoziński,
  • "Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu", Piotr M. Majewski,
  • "Znikanie", Izabela Morska,
  • "Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli", Radek Rak,
  • "Płuczki", Paweł Piotr Reszka,
  • "Kafka. Życie w przestrzeni bez rozstrzygnięć", Tadeusz Sławek,
  • "Dziennik. Jeszcze jedno zdanie", Tadeusz Sobolewski,
  • "Pusty las", Monika Sznajderman,
  • "Srebro ryb", Krzysztof Środa,
  • "Pianie kogutów, płacz psów", Wojciech Tochman,
  • "Substancja nieuporządkowana", Adam Zagajewski,
  • "Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek", Filip Zawada.
W jury tegorocznej edycji konkursu zasiądą: Teresa Bogucka, Agata Dowgird, Maryla Hopfinger, Dariusz Kosiński, Iwona Kurz, Anna Nasiłowska, Magdalena Piekara, Paweł Próchniak, Szymon Rudnicki.

Zwycięzca wyłaniany jest w trzyetapowym konkursie. Pierwszy etap to przyznanie przez jury 20 nominacji, drugi to wybór siedmiu finalistów podawany do wiadomości we wrześniu. Decyzję o przyznaniu nagrody jury podejmuje w dniu jej ogłoszenia i wręczenia. Laureata tegorocznej edycji konkursu Nike poznamy 4 października. Fundatorami nagrody są „Gazeta Wyborcza” i Fundacja Agory.

  1. Kultura

Konkurs o Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej za książkę poetycką w tym roku został zwieszony

"Wszelki wypadek. Fundacja Wisławy Szymborskiej ludziom pióra" to Fundusz, który ma stanowić pomoc dla pisarzy i tłumaczy, którzy wskutek pandemii koronawirusa stracili źródła utrzymania. (Screen: FB Nagrody im. Wisławy Szymborskiej)
Tegoroczna VIII edycja konkursu o Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej za książkę poetycką została zawieszona. W zamian powstał fundusz "Wszelki wypadek. Fundacja Wisławy Szymborskiej ludziom pióra", który ma nieść pomoc autorom i tłumaczom, którzy w wyniku pandemii stracili źródła dochodu.

Fundacja Wisławy Szymborskiej, która jest organizatorem konkursu o Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej, poinformowała, że podjęła decyzję o zawieszeniu tegoroczneej edycji konkursu. - W wyniku epidemii COVID-19 wielu ludzi pióra nieoczekiwanie straciło źródła dochodów i znalazło się w dramatycznej sytuacji finansowej, więc w porozumieniu z naszymi sponsorami jednogłośnie podjęliśmy decyzję, by środki, które miały być przeznaczone w tym roku na Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej, zostały przesunięte na Fundusz Zapomogowy - poinformował Michał Rusinek, prezes Fundacji Wisławy Szymborskiej.

Fundacja razem ze sponsorami - Bankiem BNP Paribas, firmą Sobiesław Zasada Automotive oraz Browarem Tenczynek - postanowiła więc przeznaczyć 100 tys. złotych na pomoc artystom i uruchomić Fundusz Zapomogowy "Wszelki wypadek. Fundacja Wisławy Szymborskiej ludziom pióra". Fundusz ten ma stanowić pomoc dla pisarzy i tłumaczy, którzy wskutek pandemii koronawirusa stracili źródła utrzymania.

Michał Rusinek poinformował również, że wszystkie książki poetyckie zgłoszone do tegorocznej edycji konkursu automatycznie przejdą do edycji przyszłorocznej. Prosił też o zrozumienie decyzji, szczególnie poetów i wydawców, którzy zgłosili swoje dzieła do tegorocznego konkursu.

https://www.facebook.com/nagroda.szymborskiej/videos/900213063754097/

- W tej wyjątkowej sytuacji przychodzą mi na myśl słowa Wisławy Szymborskiej, która w odczycie noblowskim zauważyła, że „wszelka wiedza, która nie wyłania z siebie nowych pytań, staje się w szybkim czasie martwa”. Te słowa w prosty i klarowny sposób podkreślają, że nasze ciągłe poszukiwania tego, jak można coś zrobić lepiej – napędzają świat. Świat, który dziś wstrzymał oddech i zamknął w nas domach, ale przecież nie przestał żyć, nie wyzbył się emocji, nie spoczął na laurach. Podobnie nie zrobili tego ludzie pióra, którzy tym bardziej zadają dziś pytania o ludzką kondycję, uczucia i wartości, o przyszłość. Będąc marką pozostającą zawsze blisko ludzkich potrzeb i emocji uważamy, że wsparcie twórców w tej trudnej chwili jest nie tylko naszym obowiązkiem, ale również wyrazem zwyczajnej, ludzkiej solidarności – dodał Przemek Gdański, prezes zarządu Banku BNP Paribas.

Nagroda im. Wisławy Szymborskiej to międzynarodowe wyróżnienie, przyznawane co roku za książkę poetycką wydaną w języku polskim w roku poprzedzającym. Organizowana jest przez Fundację Wisławy Szymborskiej. Szczegółowe informacje dotyczące pomocy finansowej w ramach Funduszu "Wszelki wypadek. Fundacja Wisławy Szymborskiej ludziom pióra" można znaleźć na stronie Fundacji Wisławy Szymborskiej.