1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. „Wąż” - nowy kryminalny serial Netflixa

„Wąż” - nowy kryminalny serial Netflixa

Jenna Coleman, Tahar Rahim. „Wąż”, 8 odcinków, premiera 2 kwietnia, Netflix.
Jenna Coleman, Tahar Rahim. „Wąż”, 8 odcinków, premiera 2 kwietnia, Netflix.
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Egzotyczne plenery, stylowa muzyka, kolorowe kostiumy, a do tego wciągająca historia oparta na prawdziwych wydarzeniach. „Wąż” to świetnie zrealizowany thriller, który trzyma w napięciu od pierwszego do ostatniego odcinka.

Doniesienia na temat Charlesa Sobhraja wypełniały kiedyś czołówki światowych gazet. Ten oszust, pół Wietnamczyk, pół Hindus, wychowany we Francji w szkole z internatem, w połowie lat 70. stał się numerem jeden na liście morderców poszukiwanych przez Interpol. Działał w Tajlandii, ale też w Nepalu i Indiach, na tzw. szlaku hipisów polował na młodych turystów z Zachodu szukających oświecenia, wolności albo po prostu wrażeń. Podawał się za handlarza drogich kamieni, zdobywał ich zaufanie, odurzał i okradał, często zabijał. Oglądając jego postępki, trudno nie pomyśleć, jak łatwym celem dla wszelkiej maści łotrów są turyści. I że dziś, w dobie Internetu i social mediów, kiedy to nie tak łatwo zniknąć bez śladu, Sobhraj miałby o wiele trudniejsze zadanie.

W tytułowej roli zobaczymy Tahara Rahima, który dostał ostatnio nominację do Złotego Globu i BAFT-y za udział w „Mauretańczyku”. Sobhraj w jego interpretacji w jednej chwili potrafi dostrzec ludzkie słabości, wie kogo uwieść, a kogo przekupić czy zastraszyć. Z jednej strony jest pewnym siebie narcystycznym psychopatą, który gardzi swoimi ofiarami i czuje się bezkarny, z drugiej człowiekiem bez przynależności, który mści się na świecie za odrzucenie i od dziecka doświadczaną pogardę. Historia jego awanturniczego życia jest jednak przede wszystkim trzymającym w napięciu dreszczowcem, który opowiada o spotkaniu zła i bezinteresownego idealizmu. Bo na drodze Charlesa Sobhraja staje początkujący pracownik holenderskiej ambasady, który stawia na szali karierę i własne bezpieczeństwo, by upomnieć się o pamięć niewinnych ofiar i wymierzyć mordercy sprawiedliwość.

„Wąż”, 8 odcinków, premiera 2 kwietnia, Netflix.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Regencycore - nowy trend po serialu Netflixa

 Veronique Heilbrunner na paryskim tygodniu mody (2020) (Fot. Imaxtree)
Veronique Heilbrunner na paryskim tygodniu mody (2020) (Fot. Imaxtree)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Hit Netflixa – serial „Bridgertonowie” – przyczynił się do powstania nowego trendu, w którym moda regencji łączy się ze współczesnymi rozwiązaniami. Regencycore jest pełne romantyzmu, kolorów, piór i pereł. W nowym świetle pokazuje styl znany nam choćby z powieści Jane Austen. I sprawia, że tym bardziej tęsknimy za możliwością „wielkiego wyjścia”.

Hit Netflixa – serial „Bridgertonowie” – przyczynił się do powstania nowego trendu, w którym moda regencji łączy się ze współczesnymi rozwiązaniami. Regencycore jest pełne romantyzmu, kolorów, piór i pereł. W nowym świetle pokazuje styl znany nam choćby z powieści Jane Austen. I sprawia, że tym bardziej tęsknimy za możliwością „wielkiego wyjścia”.

Czasy regencji – uznawane za jedne z najbardziej eleganckich, stylowych i dekadenckich. Na ulicach wielkich miast spacerowali dandysi, dla których codzienne ubieranie było normą performance’u. Biżuteria i ozdoby błyszczały w blasku słońca, a na salony wkraczał walc. Nowy, kontrowersyjny taniec, początkowo, przez publiczne obejmowanie, uznany za niemoralny. Gdy odtańczono go w Wiedniu po raz pierwszy, urażone damy ostentacyjnie opuściły salę balową, sugerując, że tak bliskie przytulanie może wywołać różnego rodzaju choroby. Ale młodzi go pokochali i wkrótce stał się nieodłączną częścią europejskich przyjęć. W tym samym takcie wirują bohaterowie jednej z najgłośniejszych produkcji Netflixa, serialu „Bridgertonowie”, który zaraz po premierze na całym świecie zebrał widownię liczącą ponad 60 milionów. Mariaż ulubionych kostiumowych filmów z intrygą przypominającą tą ze słynnej „Plotkary” okazał się przepisem na sukces, a styl w nim prezentowany przyczynił się do powstania nowego trendu 2021 roku, który otrzymał nazwę regencycore.

Tajemnice arystokracji

Oparty na popularnej serii książek Julii Quinn serial to pełna dramatów historia szlacheckich rodzin rozgrywająca się w 1813 roku. Londyńskie czasy regencji pokazane są jako pełne skandali i tajemnic (rozgrywających się wśród arystokratów, monarchii, debiutantek i ich zalotników), które regularnie w swoich felietonach ujawnia anonimowa Lady Whistledown. Ale co tam fabuła – spójrzcie na ich stroje! Kolorowe i pełne fantazji, ukazujące modę czasów georgiańskich w nowym świetle. To właśnie za ich sprawą na popularności zyskują dziś empirowe, odcięte przy biuście kreacje, bufiaste rękawy, pełne barw i wzorów, czy mieniące się muśliny. Potwierdza to raport analityków Lyst, zgodnie z którym od czasu premiery serialu liczba wyszukiwań frazy „gorsety” wzrosła o 123 proc. O 93 proc. wzrosło zainteresowanie sukniami empirowymi, o 49 proc. – opaskami z pereł i piór. Długie rękawiczki w stylu Daphne Bridgerton wyszukujemy o 23 proc. częściej. Podobnie dzieje się z kolorami. Zgodnie z badaniami Lyst pod względem barw dominują popularne w czasach regencji róż i żółć.

Veronique Heilbrunner na paryskim tygodniu mody (2020) (Fot. Imaxtree) Veronique Heilbrunner na paryskim tygodniu mody (2020) (Fot. Imaxtree)

Blichtr i piękno

Moda czasów regencji odcinała się od nienaturalnych sylwetek stylu rokoko. Choć wciąż obowiązywały w niej gorsety, brak sztywnej krynoliny sprawiał, że była o wiele bardziej nowoczesna. Idealna na zmiany, jakie niosła za sobą nowa era. A było ich sporo, bowiem od 1811 roku nastąpił moment wielkich przemian obyczajowo-kulturalnych, często porównywanych do rewolucji lat 60. XX wieku. Dokładnie w tym roku w Wielkiej Brytanii król Jerzy III, przez chorobę, został uznany za niezdolnego do rządzenia, a tron jako regent przejął jego syn, książę Walii. Jerzy (później koronowany jako Jerzy IV) dał się poznać jako niegrzeczny, lubiący zabawę książę, który choć nigdy nie postawił stopy na polu bitwy, pokonał najsłynniejszego człowieka ówczesnej Europy, Napoleona Bonapartego. Paradoksem jest, że określany mianem grubego głupca regent rozpoczął erę wznoszącą Wielką Brytanię na szczyty wyrafinowania. Jak tylko uwolnił się spod kontroli rodzicielskiej, zaczął prawdziwie szaleńcze życie – niezliczone kochanki (mówi się, że szantażował kobiety samobójstwem), nielegalny ślub i gigantyczne sumy przeznaczane na stroje. To wszystko sprawiło, że ówcześni twórcy karykatur zyskali nową muzę i doskonałą ofiarę swoich prześmiewczych szkiców. Na jednym z nich umieszczono scenę z głośnego przyjęcia, które książę regent wyprawił w 1811 roku z okazji otrzymania nowej funkcji. W sali próbowało się zmieścić 30 tysięcy osób, przez co część została poturbowana i wyszła ze złamaniami, inni – z poszarpanymi ubraniami. A te były przecież nie tylko piękne, lecz także szalenie drogie.

Powrót do natury

By znaleźć początki romantycznego stylu regencji, musimy cofnąć się o parę lat i przenieść na drugą stronę kanału La Manche, gdzie królowa Francji Maria Antonina z fascynacją słucha o naturalistach pokroju Jeana-Jacques’a Rousseau. Postanawia więc wydać majątek na sztucznie wykreowaną niedaleko Wersalu wioskę, przypominającą normandzką wieś. Tuż przed rewolucją francuską spędzała tam całe dnie, zrzucając przy tym mało wygodne warstwy tafty i zastępując je delikatnymi, bawełnianymi białymi sukienkami przypominającymi halki. Na cześć królowej nazwano je chemise à la reine. Ku zaskoczeniu dworu w takiej kreacji pozowała także do portretu pędzla Élisabeth Vigée-Lebrun, który wywołał we Francji niemałe oburzenie. Nie zmienia to faktu, że fason chemise à la reine stał się niezwykle popularny, po latach także w Wielkiej Brytanii czasów regencji.

Moda regencji a Bridgertonowie

Choć kostiumy z serialu „Bridgertonowie” niewątpliwie czerpią z mody czasów regencji, to przez wprowadzone unowocześ­nienia różnią się od tych z filmów „Duma i uprzedzenie” czy nawet z najnowszej ekranizacji słynnej powieści „Emma”. Może właśnie dlatego pokochał je Internet XXI wieku?

Anya Taylor-Joy w filmie „Emma” (2020). (Fot. BEW) Anya Taylor-Joy w filmie „Emma” (2020). (Fot. BEW)

Regencycore, zgodnie z XIX-wieczną modą, skupia się na sylwetce z wysoko odciętą talią i głębokim, kwadratowym dekoltem. Choć wciąż korzystano z gorsetów, nie musiały być one tak ciasno wiązane, bowiem nowe kroje nie podkreślały talii. Suknie wciąż sięgały ziemi, czasem doszywano do nich sunący po ziemi tren. Arystokracja kochała biżuterię, dodatki w rodzaju eleganckich rękawiczek czy charakterystycznych zdobionych czapek oraz kolory, które świadczyły o ich bogactwie. Intensywne pigmenty były przecież bardzo drogie. Ale też barwy przez nie uzyskane nie były tak intensywne jak w serialu Netflixa. Dla przykładu ostrą magentę udało się uzyskać dopiero dekady później, w 1859 roku. Podobnie sprawa wygląda z dekoracyjnością kreacji Bridgertonów i Featheringtonów – choć hafty i zdobienia były w czasach regencji niezwykle popularne, w rzeczywistości nie były aż tak strojne. Wszystkie tkaniny zdobiono wówczas ręcznie, więc by ceny materiałów nie sięgały kosmosu, trzeba było się ograniczyć. W regencycore nie ma tego problemu. Kreacje są zdobne, mieniące i pełne nasyconych kolorów, co było celem Ellen Mirojnick, kostiumografki serialu, która nadzorowała ręczne szycie 7500 strojów. Nowoczesności dodają im mocno uwspółcześnione makijaże, fryzury, brokat, a także akcesoria – sztuczna biżuteria, perły, pióra, spinki, kolie. Nowa wizja mody regencyjnej jest więc mieszanką obecnych trendów z tymi z epoki georgiańskiej, przez co łatwiej nam je przetłumaczyć na język współczesnej ulicy. Współcześni projektanci już od kilku sezonów czerpią z mody czasów georgiańskich i wiktoriańskich, chętnie bawiąc się historycznymi rozwiązaniami, typu: romantyczne falbany, bufki, kryzy, stójki, a nawet podkreślając talię gorsetami. Takie rozwiązania dodają nowoczesnym kreacjom romantyzmu i kobiecości. Często korzystają z nich: Simone Rocha, Sarah Burton z Alexander McQueen, Giambattista Valli, Alessandro Michele z Gucci, Julien Dossena z Paco Rabanne czy Kate i Laura Mulleavy z Rodarte. Regencycore doskonale się w te tendencje wpisuje, bo choć sama regencja księcia Walii trwała dziewięć lat, to o modzie regencyjnej często mówi się jako o tej panującej do czasów wiktoriańskich.

Inna rzeczywistość

Jest jeszcze jeden aspekt obecnej mody na historię. Według ekspertek psychologii mediów, dr Pameli B. Rutledge i dr Shiry Gabriel, oglądanie filmów kostiumowych przynosi pozytywne korzyści, w tym poprawę zdrowia psychicznego. Nic więc dziwnego, że w tak trudnym roku, jakim był 2020, jeszcze chętniej wracamy do ulubionych historycznych dramatów, a nowe produkcje, jak „Małe kobietki”, „Emma” czy właśnie „Bridgertonowie”, biją rekordy popularności. „Oglądając kolejny odcinek serialu kostiumowego, na błogie 40 minut przenosimy się do świata niezwykle oddalonego i różnego od tego, w którym obecnie żyjemy. Łatwiej jest zapomnieć o swoich problemach, gdy zastanawiasz się, jak do licha żyli ludzie, którzy musieli borykać się z koniecznością korzystania z nocnika, nie wspominając już o niepraktycznych ubraniach”, czytamy w magazynie wydawanym przez British Council. Przenosząc się do czasów bez prądu, bieżącej wody i zwyczajnych dla nas wygód, zdajemy sobie sprawę z tego, w jak komfortowych czasach żyjemy. Obserwujemy świat bez telefonów, Inter­netu i aplikacji, w którym rozrywką byli inni ludzie, a życie toczyło się wolniej. Na listy czekało się tygodnie lub miesiące, podczas gdy dzisiaj na wysłane wiadomości spodziewamy się natychmiastowej odpowiedzi.

Keira Knightley w filmie „Duma i uprzedzenie” (2005). (Fot. BEW) Keira Knightley w filmie „Duma i uprzedzenie” (2005). (Fot. BEW)

W czasach rozszalałego konsumpcjonizmu i świata instant mamy wyrzuty sumienia, gdy się nie rozwijamy albo nie jesteśmy produktywni, co przy lockdownie może być szczególnie uciążliwe. Podróże po przeszłości pozwalają więc nie tylko oderwać się na chwilę od tego, co wokół, lecz także utwierdzają w przekonaniu, że wolniejszy i niezależny od Internetu tryb życia też może być fascynujący. Załóżmy więc suknię z wysokim stanem, perły i biżuterię w stylu regencycore i wirujmy w rytm walca. Nawet jeśli na razie tylko we własnym domu. 

  1. Kultura

Meksykański serial "Kto zabił Sarę?" nowym liderem na Netflixie

Meksykański serial kryminalny
Meksykański serial kryminalny "Kto zabił Sarę?" został nowym liderem na platformie Netflix. (Fot. materiały prasowe Netflix)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Tydzień. Tyle wystarczyło nowemu serialowi Netflixa "Kto zabił Sarę?", aby stać się najchętniej oglądaną produkcją na platformie. Meksykański kryminał w pięknym stylu zdetronizował dotychczasowego lidera - medyczny "New Amsterdam", który przez ostatnie dwa tygodnie utrzymywał się na szczycie listy TOP 10. 

Meksykańskie seriale na Netflixie mają się naprawdę nieźle. Po sukcesie czarnej komedii "Dom kwiatów" i komediodramacie "Córka innej matki" przyszedł czas na mroczny thriller "Kto zabił Sarę?" oparty na scenariuszu José Ignacio Valenzueli. Ten dziesięcioodcinkowy serial kryminalno-sensacyjny z elementami telenoweli to wielowątkowa historia, której bohaterowie szukają odpowiedzi na zawarte w tytule serialu pytanie.

Tytułowa Sara (Ximena Lamadrid) ginie w tragicznych okolicznościach podczas wakacji ze znajomymi. Za porwanie oraz morderstwo dziewczyny zostaje oskarżony jej brat, Alex Guzman (Manolo Cardona). Gdy niesłusznie skazany mężczyzna wychodzi po 18 latach z więzienia, planuje dokonać skrupulatnie zaplanowanej zemsty. Jedyne, czego pragnie, to odegrać się na Rodolfie Lazcano (Alejandro Nones), który wrobił go w zabójstwo. Sytuacja komplikuje się jednak, gdy bohater nawiązuje sentymentalną relację z Elisą (Carolina Miranda), najmłodszą córką Lazcano, i gdy odkrywa, że Rodolfo jest niewinny, a jego reputację zniszczył ktoś zupełnie inny - ktoś, kto umiejętnie ukrywał się w cieniu. W ten sposób Alex poznaje najmroczniejsze tajemnice i zewnętrzne zawirowania wokół majętnej rodziny Lazcano, której dosłownie każdy członek ma coś na sumieniu. Zdrady, romanse, homofobia, hipokryzja, handel ludźmi i brutalne morderstwa to tylko niektóre z ich grzeszków.

https://www.youtube.com/watch?v=tyU4zz_ds-s

Oprócz wymienionych wcześniej aktorów, na ekranie podziwiać możemy także inne gwiazdy meksykańskiej telewizji, w tym Ginésa García Millána, Claudię Ramírez oraz Eugenia Sillera.

Największą zaletą produkcji jest bez wątpienia dobre prowadzenie wątku kryminalnego. Trzeba przyznać, że niespodziewane zwroty akcji oraz umiejętne odkrywanie kolejnych elementów układanki to coś, co wychodzi twórcom najlepiej. Do plusów można zaliczyć także naturalną grę aktorów oraz niewymuszone dialogi. Ciekawym zabiegiem jest również fabuła rozmieszczona na dwóch planach czasowych, co sprawia, że seans jest jeszcze bardziej interesujący. Niestety produkcja ma również sporo niedociągnięć. Przede wszystkim twórcy wzięli na warsztat zbyt dużo wątków, z których większość urywa się w połowie. W oczy rzuca się także powierzchowne potraktowanie istotnych dla meksykańskiego społeczeństwa problemów, w tym m.in. homofobii, zabójstw oraz znęcania się nad kobietami. Dobrze, że takie tematy zostały poruszone przez twórców, jednak można było poświęcić im nieco więcej uwagi.

"Kto zabił Sarę?" powróci z drugim sezonem

Choć serial zadebiutował na platformie zaledwie kilka dni temu, zapowiedziano już premierę drugiego sezonu, który wystartuje na Netflixie już 19 maja. Ogłoszono również, że na ekranie pojawią się też zupełnie nowe twarze, m.in. Matias Novoa, Daniel Gimenez Cacho i Antonio de la Vega. Na razie niewiele wiadomo na temat fabuły, jednak wiele wskazuje na to, że kryminalna intryga nabierze jeszcze większych rumieńców, a my w końcu poznamy odpowiedzi na mnożące się w trakcie pierwszego sezonu pytania.

  1. Kultura

"Ally McBeal" powraca. Powstaje reboot kultowego serialu

 Serial
Serial "Ally McBeal" z Calistą Flockhart zyskał miliony fanów na całym świecie. (Fot. BEW Photo)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Przebojowa prawniczka Ally McBeal powraca. Jak donoszą zagraniczne portale, serialowy hit przełomu tysiącleci, doczeka się rebootu, czyli produkcji luźno nawiązującej do oryginalnej serii. 

Rozgrywający się w środowisku prawniczym serial "Ally McBeal" to przepełniona niebanalnym humorem historia życia i miłosnych perturbacji pewnej młodej bostońskiej prawniczki. Produkcja zadebiutowała w 1997 roku i od razu stała się hitem - najpierw w Stanach Zjednoczonych, później również w Polsce. Do roku 2005 powstało łącznie 5 sezonów, na które składa się 112 odcinków, a każdy z nich opowiada o innej sprawie, którą zajmuje się tytułowa bohaterka wraz ze swoimi przyjaciółmi.

Charyzmatyczna Ally McBeal (w tej roli Calista Flockhart) ma około 30 lat i jest osobą z niezwykle bogatym życiem wewnętrznym. Posiada szaloną wyobraźnię, jest zabawna, wrażliwa i romantyczna, ale potrafi też dogryźć. Na sali rozpraw radzi sobie znakomicie, jednak w życiu prywatnym miewa zarówno spektakularne wzloty, jak i bolesne upadki. Na co dzień pracuje w bostońskiej kancelarii Cage & Fish, prowadzonej przez jej kolegę z czasów studiów, Richarda Fisha (Greg Germann) oraz jego wspólnika, Johna Cage'a (Peter MacNicol). W firmie spotyka swoją pierwszą miłość – żonatego już Billy'ego Thomasa (Gill Bellows), z którym spędziła swoje dzieciństwo i nastoletnie lata, jednak rozłączyły ich odległe miejsca studiów. W kancelarii Richarda pracuje również jego Billy'ego, Georgia Thomas (Courtney Thorne-Smith). Gdy dawni kochankowie odkrywają, że ich uczucie nie do końca wygasło, sytuacja robi się nieco niezręczna. Żadne z nich nie planuje jednak odchodzić z pracy...

Serial 'Ally McBeal' z Calistą Flockhart zyskał miliony fanów na całym świecie. (Fot. BEW Photo) Serial \"Ally McBeal\" z Calistą Flockhart zyskał miliony fanów na całym świecie. (Fot. BEW Photo)

Po ogłoszeniu powrotu kultowych seriali z lat 90. - mowa tu o oczywiście o "Przyjaciołach" i "Seksie w wielkim mieście" - przyszedł czas na "Ally McBeal". Według doniesień zagranicznych portali, już wkrótce ma postać reboot tego uwielbianego przez widzów hitu. Produkcja jest na razie na wczesnym etapie. W prace nad projektem zaangażowany jest twórca oryginalnej wersji serialu, czyli David E. Kelley (tym razem powraca nie jako scenarzysta, a producent wykonawczy), natomiast w roli nietuzinkowej prawniczki prawdopodobnie ponownie zobaczymy Calistę Flockhart. Wciąż nie potwierdzono jednak reszty obsady. Nie znamy również daty premiery produkcji oraz tego, gdzie ją zobaczymy. Spekuluje się, że nowa "Ally McBeal" pojawi się na platformie streamingowej Hulu, na której dostępne są obecnie wszystkie dotychczasowe sezony serialu. Czy nowa wersja powtórzy sukces oryginału? Tego dowiemy się niebawem.

  1. Kultura

"New Amsterdam" - nowy król seriali medycznych

"New Amsterdam". (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Polacy oszaleli na punkcie "New Amsterdam". Serial jest aktualnym hitem na Netflixie i od kilku tygodniu utrzymuje się na szczycie listy TOP 10 najchętniej oglądanych produkcji na platformie. 

Seriale medyczne od lat cieszą się ogromną popularnością. Zaczęło się od "Szpitala na peryferiach" i "Dr Quinn". Później serca widzów podbił "Ostry dyżur", następnie "Chirurdzy" i "Doktor House". Dziś produkcje te spokojnie można określić mianem kultowych. I kiedy wydawałoby się, że złotą erę tego typu seriali mamy już za sobą, na horyzoncie pojawił się "New Amsterdam", amerykański dramat medyczny Davida Schulnera, twórcy m.in "Gotowych na wszystko".

Jeśli lubicie produkcje o lekarzach, z pewnością zainteresuje was ten tytuł. Wyprodukowany dla stacji NBC serial zadebiutował w Stanach Zjednoczonych we wrześniu 2018 roku i bardzo szybko okazał się przebojem. Telewizyjna adaptacja książki "Twelve Patients: Life and Death at Bellevue Hospital" autorstwa Erica Manheimera garściami czerpie bowiem z najpopularniejszych seriali lekarskich, takich jak "Code Black: Stan krytyczny", "Szpital Nadziei" czy "Doktor House". Teraz "New Amsterdam" dostępny jest również dla Polskich widzów, którzy - podobnie jak Amerykanie - oszaleli na jego punkcie. Serial jest aktualnym hitem na Netflixie i od kilku tygodniu utrzymuje się na szczycie listy TOP 10 najchętniej oglądanych produkcji na platformie. Póki co można zobaczyć tam dwa pierwsze sezony. Pierwsza seria liczy 22, a druga 18 odcinków (każdy z nich trwa po około 40 minut). Co ciekawe, trzeci sezon miał już swoją premierę w USA, natomiast nie jest jeszcze wiadomo kiedy będzie on dostępny dla polskiej widowni.

Główną rolę w serialu gra Ryan Eggold, aktor znany z takich produkcji jak "Czarne bractwo. BlacKkKlansman", "Ojcowie i córki" czy "Czarna lista". Na ekranie partnerują mu m.in. Janet Montgomery ("Salem"), Tyler Labine ("Porąbani"), Freema Agyeman ("Sense8") oraz Anupam Kher ("Poradnik pozytywnego myślenia").

Fabuła

Akcja serialu dzieje się w samym sercu Nowego Jorku, a głównym jej bohaterem jest charyzmatyczny doktor Max Goodwin. Ceniący sobie niezależność i spokój lekarz obejmuje stanowisko dyrektora medycznego w jednym z najstarszych publicznych szpitali w Stanach Zjednoczonych, tytułowym New Amsterdam Medical Center. Placówka potrzebuje jednak wielu zmian i to nie tylko personalnych. Bohater robi więc wszystko, aby zrewolucjonizować jej działanie i przywrócić miejscu dawną świetność. Postanawia porzucić swoje przyzwyczajenia, aby zapewnić pacjentom należytą opiekę i zawalczyć o ich prawa przed zarządem szpitala. Teraz każdy nowy dzień to rewolucja. I nie chodzi tu tylko o reformę zaniedbanej placówki. Wiele wyzwań niesie również życie osobiste Goodwina. Mężczyzna dowiaduje się bowiem, że ma raka. I tu pojawia się pytanie: czy będzie walczył o swoje życie tak samo, jak walczy o swoich pacjentów? Ponadto niebawem ma zostać ojcem, co zmusza go także do tego, aby naprawić swój związek - o ile jego pracoholizm i oddanie sprawom szpitala mu na to pozwolą...

Losy doktora przeplatają się też z historiami innych postaci: pacjentów, których niezwykłe historie poznajemy w każdym odcinku, a także ordynatorów najważniejszych oddziałów szpitala, m.in. onkolożki dr Sharpe, kardiochirurga dr Reynoldsa, psychologa dr Frome'a i neurologa dr Kapoora.

"New Amsterdam" - w czym tkwi fenomen serialu?

Choć "New Amsterdam" został już okrzyknięty współczesnym "Ostrym dyżurem", znacznie odbiega od typowych seriali medycznych. Dobrze wypada przede wszystkim pod kątem aktorskim, ponadto jest świetnie zrealizowany, ma piękne zdjęcia oraz znakomitą ścieżkę dźwiękową. Wszystkie te elementy tworzą spójną, wiarygodną całość. Poza tym, twórcy oferują widzom różnorodność i dynamikę wydarzeń, co sprawia, że już pierwszy odcinek wgniata w fotel i jest niezwykle wciągający.

Zdaniem wielu "New Amsterdam" należy rozpatrywać jednak bardziej jako science fiction, niż dramat obyczajowy. Naiwność bohaterów, odrealnienie i masa błędów logicznych to główne zarzuty stawiane pod adresem twórców. Zero brutalności oraz rzetelność i profesjonalizm lekarzy również pozostawia wiele do zastanowienia, a dobroć i gotowość do poświęceń bohaterów staje się z czasem nieco mecząca. Ale może widzowie właśnie tego teraz najbardziej potrzebują - lekkiego serialu z pozytywnym przesłaniem.

Mimo to, produkcję można zaliczyć do udanych. Jest przyjemna w odbiorze, niekiedy nawet wzruszająca, a więc idealna na obecne, bez wątpienia trudne czasy. Być może nie jest to serial przełomowy, jednak warto poświęcić na niego swój wolny czas. Miejmy nadzieję, że potencjał "New Amsterdam", który bez wątpienia jest ogromny, nie zostanie zaprzepaszczony w kolejnych sezonach.

Trzeci sezon

Trzeci sezon serialu, który zadebiutował na antenie NBC w Stanach Zjednoczonych 2 marca, poświęcony jest pandemii koronawirusa. Twórcy postanowili jednak nieszablonowo potraktować temat i skupić się bardziej na ludzkich uczuciach, o czym opowiedział sam David Schulner: "Wszyscy znają historię pierwszej fali, drugiej fali, trzeciej fali. Na pierwszym planie są oddziały intensywnej terapii, respiratory. A my staramy się wyjść poza to, opowiedzieć bardziej ludzkie historie i historie, o których być może nie usłyszymy w wiadomościach, ale które również są ważne". Na ten moment nie jest jednak wiadomo, kiedy trzeci sezon serialu "New Amsterdam" pojawi się w Polsce.

https://www.youtube.com/watch?v=ZvMCbzrToAo

  1. Kultura

"Sky Rojo" - nowy serial twórców "Domu z papieru"

 Verónica Sánchez i Lali Espósito w
Verónica Sánchez i Lali Espósito w "Sky Rojo". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
To prawdziwa gratka dla miłośników mocnych wrażeń i niespodziewanych zwrotów akcji. Na Netflix już za chwilę trafi "Sky Rojo", czyli długo wyczekiwany serial duetu Álex Pina i Esther Martínez Lobato, twórców "Domu z papieru".

To prawdziwa gratka dla miłośników mocnych wrażeń i niespodziewanych zwrotów akcji. Na Netflix już za chwilę trafi "Sky Rojo", czyli długo wyczekiwany serial duetu Álex Pina i Esther Martínez Lobato, twórców "Domu z papieru".

To jest mój klub. Spędzamy noce na czerwonej skórzanej sofie, starając się wyglądać wystarczająco cudownie, by jacyś podli faceci chcieli się z nami kochać. Tak Coral (Verónica Sánchez) opisuje Club Las Novias, dom publiczny, z którego ucieka wraz z Wendy (Lali Espósito) i Giną (Yany Prado). Trzy kobiety wyruszają w pogoń, podczas której na swojej drodze napotkają wiele niebezpieczeństw. Ich plan ma tylko jedno założenie: przeżyć następne pięć minut.

Verónica Sánchez i Lali Espósito w 'Sky Rojo'. (Fot. materiały prasowe Netflix) Verónica Sánchez i Lali Espósito w \"Sky Rojo\". (Fot. materiały prasowe Netflix)

"Sky Rojo" to pełna akcji, adrenaliny i czarnego humoru opowieść o ucieczce. Coral, Wendy i Gina uciekają w poszukiwaniu wolności, a w pogoń za nimi ruszają Moisés (znany z "Domu z papieru" Miguel Ángel Silvestre) i Christian (Enric Auquer), czyli zbiry Romea (Asier Etxeandia) — alfonsa i właściciela klubu nocnego Las Novias.

https://www.youtube.com/watch?v=PSr9xuLhccc

Sky Rojo to historia ucieczki trzech kobiet, ale także opowieść o nich samych - trzech ofiarach handlu żywym towarem, które wyrywają się z matni, w którą są uwikłane. Serial opowiada o ich marzeniach, pokazuje piekło, jakie stało się ich udziałem, przyjaźń i solidarność, jaka je połączyła, a przy tym także niesamowitą energię, która utrzymuje je przy życiu - mówią twórcy Sky Rojo, Álex Pina i Esther Martínez Lobato.

Czarny humor, potężna dawka akcji i czysta adrenalina - oto obietnica "Sky Rojo".  Premiera serialu odbędzie się już 19 marca na platformie Netflix. Serial ma składać się z dwóch sezonów, z których pierwszy ma mieć osiem, 25-minutowych odcinków. Twórcy nazwali go "latynoską miazgą" - co to znaczy? Przekonamy się już za chwilę.