1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Polskie ludowe pająki zachwycają świat

Polskie ludowe pająki zachwycają świat

(Fot. Ola O Smit)
Zobacz galerię 16 Zdjęć
Karolina Merska, artystka z Lublina, która tworzy swoje pająki w Londynie, opowiedziała nam dlaczego postanowiła ocalić od zapomnienia ludowe dekoracje, które do tej pory kurzyły się w skansenach. Wraz z odkrywaniem dawnego rękodzieła rekonstruuje historie ludowych twórczyń i przybliża polską sztukę ludową londyńczykom.

W pierwszej połowie XIX w. jednym z najważniejszych elementów dekoracyjnych wiejskich izb były pająki - wyrabiane ze słomy, włóczki, kawałków materiału i bibuły przestrzenne konstrukcje, przypominające żyrandole. Tradycja wykonywania pająków powszechna była w całej Polsce znacznie wcześniej i odwoływała się do magicznych obrzędów oraz koncepcji kosmologicznych.

Czy pierwsze pająki, które powstawały w Polsce na samym początku, różniły się od tych, które dziś znamy i które ty tworzysz? Pierwsze pająki były bardzo proste. Wykonywano je na przykład z buraka, w którego bulwę wbijano kawałki słomy. Ludzie starali się dekorować swoje izby tym, co mieli pod ręką. Dlatego używano ziemniaków, buraków, selera, a także farbowanego w łupinach cebuli i skorupach orzechów pierza. Dopiero później, gdy w sklepach pojawiły się kolorowy papier i bibuła, zaczęto wykorzystywać je do dekoracji pająków, jakie dziś znamy.

A czy wiemy, jaką funkcję, oprócz tej dekoracyjnej, spełniały pająki? Dawniej wierzono, że słoma ma magiczne właściwości, zapewnia dobrobyt i potrafi wypędzić z chałupy złe demony. Pozostałości tych magicznych praktyk zachowały się w wielu współcześnie praktykowanych rytuałach, takich jak topienie Marzanny czy umieszczanie sianka pod obrusem wigilijnej kolacji. Pająki wykonywano z żyta i wieszano je nad stołem podczas obchodów Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Na początku wykonywano je z okazji świąt, później przygotowywano pająki na chrzciny, wesela i inne ważne uroczystości. W jednym ze starych czasopism czytałam o przesądach związanych z pająkami. Na przykład kiedy do domu, w którym mieszkała panna na wydaniu przychodził kawaler, a pająk zaczynał kręcić się w lewo, to traktowano to jako zły znak. Uważam, że niezwykle ważne jest, żeby przypominać te dawne wierzenia, które związane są z pająkami.

Pająki były powszechną ozdobą w całej Polsce, ale ich kształty w zależności od regionu bywały rozmaite. Ty zajmujesz się przede wszystkim konstrukcjami, które są rozbudowane w poziomie i pionie. Wykonuję pająki, które nawiązują kształtem do żyrandola i w taki sposób są najczęściej określane. Składają się z obręczy, mają ramiona i ozdobione są pomponami. Pająki żyrandolowe można spotkać w całej Polsce, ale w każdym regionie wyglądają inaczej. Na Lubelszczyźnie ozdabiano je piórami, w łowickim miały charakterystyczną tarczę z kolorowej włóczki. Na Kurpiach na żyrandolowego pająka mówi się kierec. To efektowna podsufitowa dekoracja, której ramiona wykonane ze skręconych taśm papieru rozchodzą się promieniście od środka pokoju.  Na Podlasiu pająki robiono z grochu i fasoli, w niektórych regionach wykonywano je z pociętych kawałków lnu przypominających delikatne pierze, a nawet ze szczeciny.

Skąd w ogóle wpadłaś na pomysł, żeby zająć się ludowymi pająkami? Pamiętasz, gdzie zobaczyłaś je po raz pierwszy? Urodziłam się w Lublinie i z pająkami zetknęłam się po raz pierwszy w skansenie Muzeum Wsi Lubelskiej, w którym są pięknie zachowane chaty. Tak naprawdę moja miłość do pająków zaczęła się dopiero w Krakowie, do którego wyjechałam studiować historię sztuki. Od zawsze pociągała mnie sztuka ludowa, antropologia i etnografia. I chociaż nie studiowałam dizajnu, to chciałam pokazywać piękno ludowych pająków, żeby nie kurzyły się tylko w tych skansenach.

Po studiach od razu wyjechałaś do Londynu. Historyczka sztuki, która zaczyna zajmować się tworzeniem ludowych pająków w stolicy Wielkiej Brytanii to dość nietypowe. Jak wyglądały twoje pierwsze sufitowe dekoracje? Miałam ogromne szczęście, że znalazłam się właśnie w Londynie, to miasto, które niesamowicie chłonie inne kultury. Zaczęłam tworzyć ludowe pająki, ponieważ chciałam dzielić się z innymi tym, co od dawna mnie fascynowało i co związane jest moim dziedzictwem. Na początku analizowałam konstrukcję pająków przeglądając zdjęcia w starych czasopismach. Mam całkiem niezłą wyobraźnię przestrzenną, dlatego rozumiałam w jaki sposób są wykonane. Pamiętam swojego pierwszego pająka w kształcie gwiazdy. Kiedy rozłożyłam go na blacie stołu, wyglądał wspaniale, ale okazało się, że zapomniałam o jednym bardzo ważnym elemencie i  konstrukcja złożyła się w pół. Wtedy nie wiedziałam też w jaki sposób zrobić kwiaty, które ozdabiają pająki. Wycięłam po prostu kawałki krepiny i zszyłam je ze sobą. Teraz się śmieje, że to bardziej przypominało eksperymentalne krawiectwo papieru.

(Fot. Ola O Smit)

(Fot. Ola O Smit)

Później zaczęłaś poznawać konstrukcję pająków u źródła, odwiedzając ludowe artystki w Polsce. Razem z moją przyjaciółką Karoliną, która również mieszka w Londynie i studiowała tutaj antropologię kultury, jeździłyśmy po Polsce i odwiedzałyśmy regionalnych artystów. Karolina jest też fotografką i filmowcem i oprócz tego, że interesuje się antropologią, potrafiła w odpowiedni sposób udokumentować działania artystyczne twórców. Zawsze robiło mi się smutno, gdy dowiadywałam, że niektóre wzory bezpowrotnie zaginęły. Młode pokolenia nie zawsze są zainteresowane kontynuacją sztuki ludowej.

W jaki sposób szukałyście twórczyń? Chodziłyście po wsiach i pytałyście, kto robi pająki? Niemalże. Do artystek docierałyśmy często dzięki poczcie pantoflowej, poprzedzonej wielogodzinnymi poszukiwaniami w Internecie. Odwiedzałyśmy regionalne jarmarki i kontaktowałyśmy się z gminnymi ośrodkami kultury. Często miałam do dyspozycji jedynie zdjęcie ludowego pająka z jakiegoś starego czasopisma z podpisem i w ten sposób próbowałam odnaleźć jego twórczynie. Poszukiwania tych osób było fascynującym zajęciem. Jeździłyśmy np. na Kurpie i tam kierowano nas do ludowych artystek, które nadal zajmują się tworzeniem pająków.

(Fot. Ola O Smit)

Jestem ciekawa w jaki sposób reagowały starsze panie, kiedy nagle w ich domach pojawiały się dwie dziewczyny z Londynu i pytały, jak robi się ludowe pająki. To są zawsze bardzo miłe spotkania. Siadamy sobie przy herbacie i domowym cieście, oglądamy wspólnie ich prace – na przykład kwiaty z papieru czy właśnie pająki, przeglądamy archiwalne zdjęcia ze starymi wzorami. Często te spotkania przeradzają się w bardzo bliskie znajomości. Na przykład pani Zofia, która ma ponad osiemdziesiąt lat, zaproponowała po kilku latach spotkań ze mną, żebyśmy mówiły sobie po imieniu i zaczęła traktować mnie po prostu jak swoją koleżankę. Czasem zdarzało się, że poznawałam całe wielopokoleniowe rodziny, tak było w przypadku pana Józefa, który mieszka pod Zakopanem. Mam wrażenie, że wiele osób czuje się trochę zapomniana i bardzo cieszy je to, że ktoś interesuje się ich twórczością i chce dowiedzieć się o niej więcej. Zawsze pytam twórców i twórczynie o ich podejście do rękodzieła i tradycji. Wcześniej, kiedy nie było żadnych podręczników o sztuce ludowej, cała wiedza przekazywana była ustnie z pokolenia na pokolenie. Dziś zdarza się, że tworzeniem pająków zajmują się jeszcze dzieci tych artystek, ale wnuki nie bardzo garną się do nauki, dla nich to nie jest ani atrakcyjne ani ciekawe. Moje podróże po Polsce służą także temu, żeby pokazać te osoby oraz ich twórczość. Byłoby szkoda, gdyby to wszystko przepadło i zostało zapomniane.

Ludowe pająki, którymi zajmujesz się zawodowo to nie wszystko, co łączy cię z rękodziełem. W Londynie otworzyłaś również sklep, w którym popularyzujesz polską sztukę ludową. Po spotykaniach z artystami i dokumentacji ich prac narodził się pomysł sklepu “Folka”. Teraz dopiero widzę, jak wszystko, czym się zajmowałam zatoczyło koło i w bardzo piękny sposób się ze sobą połączyło. Zawsze zastanawiałam się nad tym, co będę robiła w życiu, a teraz wydaje mi się, że w końcu znalazłam odpowiedź.

Chciałam, żeby w sklepie “Folka” dostępne było rękodzieło z różnych krajów, nie tylko z Polski, ale także z Rumunii, Ukrainy, Niemiec, Francji czy Holandii. Niestety Brexit trochę pokrzyżował nam plany i utrudnił dostęp do wielu europejskich twórców. Polska tradycyjna sztuka ludowa jest bardzo ważną częścią sklepu i to dzięki niej to miejsce jest unikatowe. Polskie rękodzieło najbardziej podoba się klientom, którzy odwiedzają nasz sklep. Najzabawniejsze jest to, że wiele osób myśli, że sprzedajemy meksykańską sztuką ludową, ponieważ to co widzą na wystawie kojarzy im się właśnie z twórczością Fridy Kahlo. Dla mnie niezwykle ważny jest walor edukacyjny sklepu, kiedy mogę pokazywać, że w Polsce mamy taką piękną i kolorową sztukę ludową.

Czym najbardziej zachwycają się londyńczycy? Wielkanocnymi palemkami! Sama uwielbiam palmy ludowe i już od kilku lat sprowadzam je z Polski. Tutaj różnie były nazywane, mówiono na nie “szczotka” albo kwiatki na patyku. Starałam się znaleźć dla nich jakąś angielską nazwę, ale w pewnym momencie zauważyłam, że klienci zaczęli dopytywać, kiedy będą “Easter palm”, co uświadomiło mi, że doskonale wiedzą, czym są te nasze palemki. Co ciekawe, w Londynie palmy zyskały całkiem nową funkcję. W Polsce kojarzone są wyłącznie ze świętami wielkanocnymi, a tutaj traktowane są jak unikatowy bukiet i sprzedają się przez cały rok. Wiem, że wiele osób wręcza palmy zamiast kwiatów np. na Dzień Mamy. Nasze polskie mamy byłyby pewnie mocno zdziwione, gdyby w ramach bukietu otrzymały wielkanocną palemkę.

Ze swoimi pająkami trafiałaś w różne miejsca na świecie. Najbardziej egzotycznym było chyba New Delhi. Na festiwal designu do Indii pojechałam na zaproszenie Polskiego Instytutu. Wykonałam dużą instalację - kilkumetrowego pająka żyrandolowego - w której starałam się połączyć polską sztukę ludową z tamtejszą, dlatego ozdobiłam go girlandami żywych kwiatów, którymi hindusi dekorują wnętrza swoich świątyń. Pająk zawisł w centrum designu w Bangalur, a jego zdjęcie znalazło się we wszystkich krajowych mediach. Wbrew pozorom kultura hinduska jest bardzo podobna do polskiej, jest równie kolorowa.

Okazało się, że ludowe pająki doskonale pasują do współczesnych wnętrz i dziś znowu traktowane są jako element dekoracyjny. Staram się pokazywać sztukę ludową bardziej jako nowoczesny design, wyjść trochę z tej ludowości. W naszym kraju pająki nadal nie kojarzą się z nowoczesnymi wnętrzami. Polska była chyba ostatnim krajem, który zobaczył, że takie ozdoby mogą być fajne. Czasami tak bywa, że gdy mamy coś przed oczami, to nie potrafimy tego docenić. Media w Polsce zainteresowały się moją działalnością dopiero wtedy, kiedy o moich pająkach zaczęły pisać zagraniczne magazyny wnętrzarskie. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę popularyzować polską sztukę ludową w Londynie i jednocześnie obserwować coraz większe zainteresowanie rękodziełem w Polsce. Wiele młodych osób zaczyna robić pająki, powstają ciekawe konta na Instagramie.

W maju ukaże się twoja książka poświęcona pająkom. To praktyczny poradnik, dzięki któremu krok po kroku będzie można stworzyć swojego pająka. Na razie dostępna będzie niestety wyłącznie w języku angielskim. Nadal nie mogę w to uwierzyć. W mojej książce chciałam skupić się przede wszystkim na pokazaniu projektów, ale także opowiedzieć historię pająków i związane z nimi tradycje. Przygotowałam piętnaście różnych wersji pająków, zarówno tradycyjnych, jak i nowoczesnych. Starałam się pokazać, że tradycyjne pająki można tworzyć również w oparciu o inne surowce, jak metalowe rurki, makaron czy wełniane pompony. Pokazuje też, jak zrobić pająka ślubnego z żywych kwiatów. Chciałabym zainspirować wszystkich do tego, żeby korzystając z tradycyjnych wzorów, tworzyli autorskie projekty. Książka „Making mobiles” na razie dostępna jest tylko w języku angielsku, ale wiem, że jest spore zainteresowanie w Polsce, dlatego liczę, że pojawi się także jej tłumaczenie. Projekt mojego jednego pająka można znaleźć w książce Doroty Borodaj zatytułowanej “Ręcznie robione”, która jest poświęcona współczesnemu rzemiosłu i rękodziełu. Wiem, że autorce udało się dotrzeć do wielu bardzo ciekawych stowarzyszeń i artystów z Polski, którzy tworzą z papieru, drewna, gliny, słomy czy wikliny wykorzystując tradycyjne techniki. Bardzo się cieszę, że mogłam się pojawić w tym opracowaniu.

Karolina Merska (Fot. Ola O Smit)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze