1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Seriale – nowości, które warto zobaczyć

Seriale – nowości, które warto zobaczyć

Kadr z serialu
Kadr z serialu "Pure". (Fot. materiały prasowe)
Wśród serialowych nowości, są takie, które naprawdę warto zobaczyć. Oto produkcje, które obejrzycie z przyjemnością.

„Witamy na odludziu”, 8 odcinków, HBO GO

Nie spodziewajcie się kolejnego skandynawskiego kryminału. To bardziej czarna komedia w duchu braci Coen z elementami westernu. Akcja „Witamy na odludziu” rozgrywa się na północnych krańcach Norwegii, na dawnym terytorium Samów. Odwiedzamy niewielką, odizolowaną od świata społeczność, która składa się z samych oryginałów. Są tu: skorumpowany szef policji z chorobą Leśniowskiego-Crohna, opętana przez złego ducha sprzedawczyni, fińscy przemytnicy alkoholu, sutener w żałobie, przeklinająca Boga pastorka, no i patrząca na tę zwariowaną zbieraninę nauczycielka, która pojawiła się w Utmark, żeby zacząć nowe życie. Głównym wątkiem jest jednak zacięta rywalizacja między popijającym i niezbyt wygadanym hodowcą owiec Finnem a bezwzględnym Bilzim, dla którego Norwegowie to intruzi na ziemiach jego przodków. Zaczyna się banalnie, od konfliktu o owce, na które poluje ukochany pies Lapończyka. Sprawy się komplikują, gdy żona Finna opuszcza go i wraz z ich 12-letnią córką, najdojrzalszą z całego towarzystwa, wprowadza się do domu Bilziego.

„Nierealne”, 6 odcinków, HBO i HBO GO

W Londynie roku 1896 na skutek tajemniczego zjawiska część mieszkańców zostaje obdarzonych nadprzyrodzonymi zdolnościami. Chodzi głównie o kobiety, które bynajmniej nie zjednują sobie sympatii ogółu, są traktowane jako zagrożenie, a nawet prześladowane. Głównym bohaterkom serialu – skorej do bitki wieszczce i pomysłowej wynalazczyni – dzięki wsparciu filantropki z wyższych sfer udaje się stworzyć dla „dotkniętych” azyl. Serial jest jak ćwiczenie z wyobraźni, co by było, gdybyśmy przenieśli fabułę „X-Men” do wiktoriańskiej Anglii i wzbogacili ją feministycznym podtekstem. Produkcyjny rozmach robi wrażenie, ale mnożenie w nieskończoność wątków i pomysłów trochę nuży.

„Pure”, 6 odcinków, BBC First

Nerwica natręctw może się przejawiać kompulsywnym myciem rąk albo ciągłym sprawdzaniem, czy zakręciliśmy wodę. W przypadku 24-letniej Marnie manifestuje się obsesyjnymi myślami na temat seksu. Kiedy na 25-leciu ślubu rodziców wyobraźnia podsuwa jej pornoscenki z rodziną w rolach głównych, Marnie pęka. Ucieka do Londynu. Chce się w końcu dowiedzieć, co z nią nie tak. Może podświadomość daje jej do zrozumienia, że jest lesbijką albo seksoholiczką? Twórcy umiejętnie łączą komediową konwencję o dojrzewaniu grupy 20-latków z tematem wpływu nerwicy na życie, w tym relacje z bliskimi i przyjaciółmi.


  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

„Wąż” - nowy kryminalny serial Netflixa

Jenna Coleman, Tahar Rahim. „Wąż”, 8 odcinków, premiera 2 kwietnia, Netflix.
Jenna Coleman, Tahar Rahim. „Wąż”, 8 odcinków, premiera 2 kwietnia, Netflix.
Egzotyczne plenery, stylowa muzyka, kolorowe kostiumy, a do tego wciągająca historia oparta na prawdziwych wydarzeniach. „Wąż” to świetnie zrealizowany thriller, który trzyma w napięciu od pierwszego do ostatniego odcinka.

Doniesienia na temat Charlesa Sobhraja wypełniały kiedyś czołówki światowych gazet. Ten oszust, pół Wietnamczyk, pół Hindus, wychowany we Francji w szkole z internatem, w połowie lat 70. stał się numerem jeden na liście morderców poszukiwanych przez Interpol. Działał w Tajlandii, ale też w Nepalu i Indiach, na tzw. szlaku hipisów polował na młodych turystów z Zachodu szukających oświecenia, wolności albo po prostu wrażeń. Podawał się za handlarza drogich kamieni, zdobywał ich zaufanie, odurzał i okradał, często zabijał. Oglądając jego postępki, trudno nie pomyśleć, jak łatwym celem dla wszelkiej maści łotrów są turyści. I że dziś, w dobie Internetu i social mediów, kiedy to nie tak łatwo zniknąć bez śladu, Sobhraj miałby o wiele trudniejsze zadanie.

W tytułowej roli zobaczymy Tahara Rahima, który dostał ostatnio nominację do Złotego Globu i BAFT-y za udział w „Mauretańczyku”. Sobhraj w jego interpretacji w jednej chwili potrafi dostrzec ludzkie słabości, wie kogo uwieść, a kogo przekupić czy zastraszyć. Z jednej strony jest pewnym siebie narcystycznym psychopatą, który gardzi swoimi ofiarami i czuje się bezkarny, z drugiej człowiekiem bez przynależności, który mści się na świecie za odrzucenie i od dziecka doświadczaną pogardę. Historia jego awanturniczego życia jest jednak przede wszystkim trzymającym w napięciu dreszczowcem, który opowiada o spotkaniu zła i bezinteresownego idealizmu. Bo na drodze Charlesa Sobhraja staje początkujący pracownik holenderskiej ambasady, który stawia na szali karierę i własne bezpieczeństwo, by upomnieć się o pamięć niewinnych ofiar i wymierzyć mordercy sprawiedliwość.

„Wąż”, 8 odcinków, premiera 2 kwietnia, Netflix.

  1. Kultura

Historie, które zapadają w pamięć. Poznaj seriale obyczajowe, których nigdy nie zapomnisz

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Najlepsze historie to te, które zapadają w pamięć na długo. Czasem wystarczy niewiele, by utożsamić się z bohaterami, z którymi pozornie nic nas nie łączy. W ten sposób możesz przeżywać historie i uczestniczyć w wydarzeniach, które wcześniej nawet Ci się nie śniły. Taką furtką do innego świata mogą być seriale. W ofercie Netflixa nie brakuje porywających i emocjonujących opowieści. Przedstawiamy porcję seriali online, które zostaną z Tobą na dłużej.

Historie z życia wzięte

Nie od dziś wiadomo, że najbardziej przejmujące historie potrafi napisać samo życie. Te najsłynniejsze ze stron gazet i książek do historii trafiają również na ekrany – coraz częściej także te małe. By móc wspólnie je przeżywać wystarczy dostęp do internetu domowego i konto na Netflixie.

Jednym z najpopularniejszych tytułów na platformie jest „The Crown” – serial przeprowadzi Cię przez lata panowania królowej Elżbiety II. Każdy kolejny sezon  przedstawia inny okres z jej życia, opowiada o wyzwaniach, z którymi w danej dekadzie musiał zmagać się Pałac Buckingham. To także rzut oka za kulisy pałacowego życia, nie tylko pod względem podejmowania ważnych decyzji, ale także codzienności.   

W poszukiwaniu mocniejszych wrażeń warto zapoznać się z serią „American Crime Story”. Dwa sezony serialu ukazują dwie wstrząsające historie kryminalne z końca XX wieku. „Sprawa O.J. Simpsona” to klasyczny dramat sądowy, ukazujący kulisy sprawy, którą w latach 90. żyła cała Ameryka. Z kolei „Zabójstwo Versace” to próba wejścia w umysł i zrozumienia motywów mordercy słynnego projektanta.  

Czy animacje mogą wzruszać?

Seriale animowane to gatunek, który zdominowały produkcje komediowe. „Family Guy” czy „South Park” to serie, które w absurdalny sposób obśmiewają rzeczywistość. Ale czy tego typu produkcja może poruszyć? Udowodnił to Raphael Bob-Waksberg – twórca serialu „BoJack Horseman”.

Tytułowy BoJack to serialowy aktor, który szczyt popularności ma już dawno za sobą. Mimo to wciąż szuka sposobu na to, by odnaleźć się w brutalnym i bezlitosnym Hollywood. Jednocześnie zmaga się z demonami przeszłości, które w żaden sposób nie pozwalają mu znaleźć upragnionego spokoju. To dojrzała i oryginalna opowieść ubrana w szaty animowanej komedii. Z pewnością nie zabraknie w niej uśmiechu ani wzruszeń.    

Historie o przemijaniu

Serialowe opowieści to nie tylko historie 20 i 30-latków. Oferta seriali online Netflixa pokazuje, że wyjątkowe historie przytrafiają się niezależnie od wieku. Pierwszym przykładem jest serial „Grace i Frankie”, w której w głównych rolach występują Jane Fonda i Lily Tomlin. Życie obu pań wywraca się, gdy wychodzi na jaw, że ich mężowie od lat mają ze sobą romans. Ten nowy początek stawia przed nimi wiele wyzwań, ale jednocześnie umacnia ich przyjaźń.  

Podobny ton utrzymuje również inna produkcja, także z gwiazdorską obsadą. „The Kominsky Method” to historia aktora Sandy’ego Kominsky’ego (w tej roli Michael Douglas) i jego wieloletniego agenta Normana Newlandera (Alan Arkin). Pomimo wieku i związanych z nim ograniczeń obydwaj na co dzień mierzą się z urokami i cieniami życia w Los Angeles – mieście sukcesu i wiecznej młodości.   

Śmiech lekarstwem na wszystko

Te najbardziej poruszające historie to często również te najcięższe i bolesne. Ich bohaterowie muszą zmierzyć się z utratą tego, co najcenniejsze i sprostać nowej, często niezwykle trudnej rzeczywistości. Mimo to nie tracą zapału i każdego dnia stawiają czoła kolejnym wyzwaniom. Bo śmiech to najlepsze lekarstwo. Chwile radości i wzruszenia podczas wieczoru z serialami online zapewni Ricky Gervais i jego komediodramat „After Life”. To opowieść o dziennikarzu, który po śmierci żony musi rozpocząć życie na nowo. Mimo negatywnego nastawienia do otaczających go ludzi z czasem udaje mu się odnaleźć spokój. Po takim seansie nic nie będzie już takie samo. 

Niezapomnianych historii szukaj w Vectrze

Wybierając telewizję i internet domowy w Vectrze, w pakiecie zyskujesz również dostęp do platformy Netflix. Tam czeka na ciebie całe mnóstwo seriali, filmów i programów, które wzruszają, bawią i na długo pozostają w sercach. Oglądaj najnowsze produkcje, gdziekolwiek jesteś – przed telewizorem, na laptopie, tablecie lub telefonie.   

  1. Kultura

Ałbena Grabowska: „Stulecie” ma niesamowite szczęście do świetnych aktorów

Ałbena Grabowska (Fot. Materiały prasowe Wydawnictwa Zwierciadło)
Ałbena Grabowska (Fot. Materiały prasowe Wydawnictwa Zwierciadło)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Miłośnicy serialu „Stulecie Winnych” doczekali się na kontynuację losów swoich ulubionych bohaterów. Rozmawiamy z Ałbeną Grabowską, autorką bestsellerowej sagi. 

Właśnie ruszył trzeci sezon serialu na podstawie twojego „Stulecia Winnych”. Czy jakiś aktor lub aktorka wyjątkowo ujęli cię w nim interpretacją którejś postaci? Muszę zacząć od tego, że „Stulecie” ma niesamowite szczęście do świetnych aktorów. Kingi Preis, Janka Wieczorkowskiego, Kasi Kwiatkowskiej, Arkadiusza Janiczka czy Adama Ferencego już nawet nie wspominam, bo to, że stworzą cudowne kreacje, było dla mnie pewne. Największe wrażenie zrobili jednak na mnie młodzi aktorzy. Przede wszystkim wszyscy przeczytali książkę, choć nie było takiego obowiązku i nikt takiego warunku nie stawiał. Jednak oni uważali, że w pełni zrozumieją swoją postać dopiero kiedy poznają pierwowzór literacki, co było dla mnie ogromnie wzruszające. Kiedy byłam na planie, bo pełniłam tam między innymi rolę konsultantki medycznej, miałam okazję większość z nich poznać i często byłam pytana: „Czy dobrze to zrozumiałem? Czy dobrze to oddałam?”. Mówię tu zwłaszcza o Lidce Sadowej, która grała Annę Iwaszkiewicz i o Ani Grycewicz, która grała Ewę Wierusz-Kowalską – trudną, złożoną postać, nie tyle negatywną, co tragiczną.

Muszę też przyznać, że absolutnie się zakochałam, jeśli chodzi o pierwszy sezon, w Kubie Zającu, który zagrał Floriana Winnego. I w drugim Jakubie – Jakubie Sasaku, który zagrał Damiana – też bardzo dramatyczną rolę. Jego akurat nie poznałam na planie, ale zawsze proszę, by go serdecznie pozdrowić, bo jestem pod ogromnym wrażeniem jego dojrzałej, wyważonej, niehisterycznej interpretacji tej roli.

Pewnym fenomenem okazały się dziewczynki, czyli grające Manię i Anię – Karolina Bacia i Weronika Humaj. Pięknie poprowadziły swoje postaci, pokazały bliskość siostrzaną, a jednocześnie konflikt, rozdracie, ale też osamotnienie czy sieroctwo – w bardzo szlachetny i pełen tęsknoty sposób. Obie mi się bardzo podobały.

W nowym sezonie pojawiają się też nowi aktorzy… Tak, bo dojrzewa nowe pokolenie Winnych. Kamila Bujalska gra Basię, Sonia Mietelica – Ewę, no i niespodzianka: pojawia się Weronika Humaj w roli Kasi. W tym sezonie też zakochałam się w kilku chłopcach – Filipie Gurłaczu w roli męża Basi i Marcinie Francu –wspaniałym musicalowym aktorze, jednym z najlepszych głosów młodego pokolenia, który zagra muzyka Michała juniora skrzypka. Przepiękna, duża rola.

Za fantastyczny uważam pomysł producentów, żeby Weronika, która grała młodą Anię Winną, zagrała teraz jej siostrzenicę, czyli Kasię. To zupełnie inna osobowość i inna ścieżka życiowa. Ciekawa jestem ogromnie, jak widzowie to przyjmą. Moim zdaniem to był strzał w dziesiątkę. Weronika sobie wspaniale poradziła z tą rolą, a nie jest to tuzinkowa postać – aktorka, alkoholiczka, samotna matka, borykająca się z wieloma demonami. Myślę, że sama Weronika też jest zadowolona z tego, jak tę kolejną skomplikowaną rolę udało jej się zagrać.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

No i niczym w kolejnym sezonie „The Crown” mamy też zamianę aktorek grających główne postaci, czyli Anię i Manię... ...co wzbudziło bardzo zażartą dyskusję wśród fanów sagi. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu. Na szczęście podobno tylko ja się przejęłam tymi wszystkimi inwektywami, które padały pod adresem twórców serialu, że jak tak można, że to profanacja... Nikt z obsady nie wziął sobie tego specjalnie do serca, natomiast ja poczułam się wywołana do tablicy i sprowokowana do obrony aktorek, które przecież dopiero teraz możemy ocenić na ekranie.

Miałam okazję poznać Urszulę Grabowską, kiedy byłam na planie, tym razem z moim synkiem, który grał jej ulubionego ucznia, Piwońskiego – to w ogóle osobny temat mój Franek i ja oraz nasze epizody w serialu – widziałam, jak ona interpretuje rolę Ani i byłam zachwycona. Na bazie tego, co pokazała Weronika Humaj, Urszula pociągnęła tę postać w kierunku dojrzałości, nowych doświadczeń i emocji, jakie pojawiły się w jej życiu. Strasznie jestem ciekawa, jak drugą siostrę, Manię zagra inna cudowna aktorka – Magdalena Walach. Muszę też zdradzić coś, czego jej nie mówiłam, a mam nadzieję, że będę miała okazję  – kiedy pisałam „Stulecie”, to nie wyobrażałam sobie wszystkich postaci jako konkretnych osób czy aktorów, natomiast było kilka osób, które sobie umiejscowiłam w głowie i jedną z nich była właśnie pani Magdalena, którą widziałam w osobie Michelle. Miałam ją przed oczami, kiedy pisałam tę postać. Na ramówce poznałam Marysię Pawłowską, która zagrała w serialu Michelle, no i też zrobiła to koncertowo.

Już w pierwszym odcinku nowej serii widzowie przeżyli wielkie emocje. Pamiętam, jakie reakcje wzbudzał pierwszy sezon, zwłaszcza scena, w której nie wiemy, co dzieje się z dzieckiem jednej z bohaterek, Władzi Winnej. A ja pamiętam te oskarżycielskie pytania następnego dnia w sklepie spożywczym: „Co pani zrobiła z tym dzieckiem?”. „Proszę spokojnie oglądać dalej” – prosiłam. Ale to dobrze, że tak się dzieje, że ludzie tak reagują. Uważam, że nie powinno się uładzać i romantyzować pewnych dramatów, bo potem będziemy mieć do czynienia z czymś miałkim, powierzchownym. Wojna w serialu była pokazana w bardzo dramatyczny sposób i czasy PRL-u też zostały odarte z nostalgii, którą czasami zdarza nam się odczuwać wobec tamtego okresu. Bywa, że słyszę: „No i co? Źle wtedy było?”. No źle.

Dokładnie rok temu na łamach „Sensu” powiedziałaś, że horoskop na 2020 rok wieszczy, że to będzie dla ciebie bardzo twórczy okres. Był? I to jak! Napisałam podczas niego trzy książki. A oprócz tego scenariusz do filmu fabularnego i libretto do musicalu. Z tego musicalu jestem chyba najbardziej dumna. Daniel Wyszogrodzki napisał teksty piosenek, muzykę – Tomek Szymuś, a choreografię opracowała Iwona Pavlović. Całość jest oparta na dwóch największych legendach Warmii i Mazur: o królu Sielaw i rodzinie Warmii i Mazura oraz ich córkach: Łynie i Kiesnie, czyli tamtejszych rzekach. Premiera realizacyjna miała miejsce w grudniu w Filharmonii Olsztyńskiej. To niezwykłe przedsięwzięcia, bardzo lokalne. Bardzo bym chciała, by widzowie mogli je wreszcie zobaczyć, jak tylko sytuacja epidemiologiczna na to pozwoli.

A sprawdzałaś, jaki masz horoskop na ten rok? Jeszcze nie, ale mam nadzieję, że będzie to dla mnie rok odpoczynku i zbierania owoców wytężonej pracy minionego roku. No i że będzie sprzyjał mi też osobiście.

  1. Kultura

"Plemiona Europy" - nowy serial twórców "Dark"

"Plemiona Europy" to tytuł nowego katastroficznego serialu Netflixa, który przedstawi niepokojącą wizję przyszłości. (Fot. Gordon Timpen/materiały prasowe Netflix)
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Twórcy głośnego hitu "Dark" prezentują zupełnie nową produkcję. Serial zatytułowany "Plemiona Europy" przedstawia niepokojącą wizję przyszłości, w której Europa podzielona jest na walczące ze sobą mikropaństwa. Fani katastroficznych przygodówek z pewnością nie będą zawiedzeni!

"Plemiona Europy" to nowy przygodowo-katastroficzny serial Netflixa, za którego odpowiadają twórcy "Dark", głośnego hitu platformy. Produkcja, której głównym motywem były podróże w czasie, okazała się strzałem w dziesiątkę i odniosła ogromny sukces, stając się jednym z najchętniej oglądanych seriali ostatnich lat. Producenci wykonawczy z W&B Television: Quirin Berg, Max Wiedemann oraz Maximilian Vetter, postanowili ponownie przenieść nas w czasie. Akcja "Plemion Europy" dzieje się w 2074 roku. Po tajemniczej katastrofie kontynent podzielony jest na niezliczone państwa plemienne walczące o dominację. Los ludzkości leży w rękach zdanej wyłącznie na siebie trójki rodzeństwa, która wpada w sam środek krwawej wojny.

"Wizja przyszłości Philipa Kocha (jednego z reżyserów serialu - przyp. red.) zapewnia ekscytującą rozrywkę. Jesteśmy niezmiernie szczęśliwi, że możemy wraz z Wiedemann & Berg przedstawić tę odważną historię światu" - powiedział o nowej produkcji Netflixa Rachel Eggebeen, dyrektor ds. produkcji.

Serial składa się z 6 odcinków. W rolach głównych występują dobrze zapowiadający się aktorzy młodego pokolenia: Emilio Skraya, Henriette Confurius oraz Davida Ali Rashed. W obsadzie znaleźli się również Melika Foroutan, Robert Finster, Ana Ularu, a także znany z roli Ulricha Nielsena w serialu "Dark", Oliver Masucci.

Czy "Plemiona Europy" powtórzą sukces "Dark"? Wiele na to wskazuje. Od dnia premiery, czyli od 19 lutego 2021 roku, serial nie schodzi z listy 10 najchętniej oglądanych produkcji na Netflixie. Zwiastun możecie zobaczyć poniżej.

  1. Kultura

"Firefly Lane" - piękna przyjaźń

Katherine Heigl i Sarah Chalke jako Tully i Kate w
Katherine Heigl i Sarah Chalke jako Tully i Kate w "Firefly Lane". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Przyjaźń, która przetrwa nawet najgroźniejszą burzę. "Firefly Lane" ogląda się przede wszystkim dla dwóch głównych ról, bo to one uczyniły tę historię wyjątkową. To idealny czasoumilacz, jakby nakręcono go właśnie po to, by otulał w zimowe wieczory. 

Choć swoją premierę miał na początku lutego, nadal nie schodzi z czołówki najchętniej oglądanych pozycji Netflixa w Polsce. Serial o wdzięcznym tytule "Firefly Lane" trafi w gust wszystkich, którzy po ciężkim dniu potrzebują chwili wytchnienia. Wzruszający, nieco ckliwy, a jednocześnie bardzo przyjemny i wciągający. Zasługuje na obejrzenie zwłaszcza dla dwóch głównych ról.

"Firefly Lane" powstał na kanwie powieści Kristin Hannah o tym samym tytule. Autorka znana jest z powieści obyczajowych pełnych emocji i wnikliwych analiz relacji międzyludzkich, po które najchętniej sięgają kobiety. Napisała już niemal 30 książek, te najbardziej znane to: "Słowik", "Nocna droga" i "Wielka samotność". Jak sama przyznaje, "Firefly Lane" to jej najbardziej osobista książka. I choć nie powstała na podstawie prawdziwych doświadczeń, w jednej z głównych bohaterek, Kate Mularkey, odnajduje cząstkę siebie. Hannah nie angażowała się jednak w pracę nad ekranizacją. Dała wolną rękę jego producentce, Maggie Friedman, podkreślając, że serial jest dziełem scenarzystki, nie pisarki.

Serial Netflixa to historia Tully i Kate. Jako nastolatki mieszkały po sąsiedzku przy Firefly Lane w Seattle i zostały najlepszymi przyjaciółkami. Są jak ogień i woda, mimo tego idealnie się dopełniają.

(Fot. materiały prasowe Netflix) (Fot. materiały prasowe Netflix)

Tully Hart jest uwielbiana przez wszystkich, niezależnie od płci. Niesamowicie ambitna, pewna siebie, nieco lekkomyślna. Po przeżyciu traumatycznego dzieciństwa, podczas którego jedynie Kate trwała niestrudzenie u jej boku, wkracza w lata 80. zdeterminowana i żądna wielkiej kariery jako dziennikarka. Z wierzchu emanuje szczęściem, seksualnością i chęcią przygód, w środku skrywa jednak ogromny smutek, przez który nie potrafi nawiązywać prawdziwych relacji. Zawsze osiąga to, co sobie zaplanuje - na początku lat 2000 jest już jedną z najbardziej znanych prezenterek telewizyjnych, ma własny program, jest gwiazdą.

A u jej boku ciągle stoi Kate Mularkey - inteligentna, nieśmiała, czasem niezdarna, ale jednocześnie posiadająca ogromne serce. I chociaż to Tully przyciąga całą uwagę, Kate jest duszą ich przyjaźni. Na tym schemacie zresztą, tuż po studiach, zaplanowały swoją karierę - Tully miała prowadzić program, którego producentką będzie Kate. Marzenie się spełniło, ale gdy Tully wspinała się po szczeblach kariery, Kate oddała się spokojnemu życiu jako żona i matka.

Razem przeżywają trzydzieści lat wzlotów i upadków, triumfów i rozczarowań, złamane serca i szczęśliwą miłość, a także trójkąt miłosny, który nadwyrężył ich przyjaźń. Jedna z nich osiąga bajeczne bogactwo i sławę, podczas gdy druga zamiast kariery wybiera rodzinę. Przez dekady ich więź pozostaje nienaruszona - do momentu, gdy los postawi je przed ciężką próbą.

(Fot. materiały prasowe Netflix) (Fot. materiały prasowe Netflix)

Akcja serialu toczy się w kilku płaszczyznach czasowych, dzięki czemu bohaterki wydają się być nadzwyczaj bliskie. Wcielają się w nie cztery aktorki, jednak to kreacje Katherine Heigl ( "Chirurdzy", "Brzydka prawda") i Sarah Chalke ("Hoży doktorzy", "Niewłaściwa Missy") grają pierwsze skrzypce. Idealnie dopasowane, perfekcyjnie wpasowane w klimat - to dla nich ogląda się ten serial. "Firefly Lane" być może nie jest rozrywką najwyższych lotów, jednak jako czasoumilacz sprawdza się fantastycznie. Jest jak pięknie opowiedziana historia miłosna. Tym szlachetniejsza, że wydarzyła się między przyjaciółkami.