1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. "Sweat" – o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

"Sweat" – o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

Jeśli pokazujesz na Instagramie jedynie swoje radości i sukcesy, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów (kadr z filmu \
Jeśli pokazujesz na Instagramie jedynie swoje radości i sukcesy, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów (kadr z filmu "Sweat" w reżyserii Magnusa von Horna, w kinach od 18 czerwca). (Fot. materiały prasowe)
Zamknięci w wirtualnej rzeczywistości mamy złudzenie, że kontrolujemy swoje życie. Co się stanie, kiedy pozbędziemy się tej iluzji? O filmie „Sweat” Magnusa von Horna rozmawiają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: Z najnowszych badań IQS wynika, że prawie połowa dziewcząt w wieku 10-15 lat chce zostać w przyszłości instagramerkami, tiktokerkami, youtuberkami. Z kolei większość ich matek odnosi się do tego negatywnie. Z drugiej strony jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, ma talent albo jakiś inny zasób, to dlaczego nie?
Grażyna Torbicka: Oczywiście, to jest również sposób na życie, jednak bycie influencerką samo w sobie nie jest stymulujące. Moim zdaniem talent, żeby mógł się rozwinąć, musi mieć jeszcze pewne zaplecze, również to edukacyjne. Nie mam nic przeciwko influencerkom, pod warunkiem że w tym, co mają do powiedzenia, jest jakaś merytoryka czy doświadczenie, którym się ze mną dzielą.

Bohaterka filmu „Sweat”, Sylwia Zając (w tej roli Magdalena Koleśnik) dzieli się swoim doświadczeniem, czyli treningiem fizycznym, i jest w tym dobra. Wydaje mi się też, że daje innym to, czego sama nie dostała od matki, czyli pełną akceptację: „uwierz w siebie, dasz radę, możesz się zmienić”. I to jest jej zasób.
To bardzo dobrze nakręcony portret, przez cały czas jesteśmy bardzo blisko bohaterki. I właściwie tak jak ona, żyjemy w jej telefonie komórkowym i widzimy kolorowy świat pełen uśmiechów. Sylwia wie, że ma wpływ na tych, którzy ją oglądają. Dlatego jeśli myje zęby, to robi to tylko drewnianą ekologiczną szczoteczką. A jeśli zamawia kolejną porcję jedzenia diety pudełkowej, to nigdy w plastikowych opakowaniach. Jest świadoma swojej roli.

To jest bardzo waleczna dziewczyna. Widać, że stanęła na własnych nogach, tak jak mówisz, wykorzystując media społecznościowe do tego, żeby zaistnieć. Nie pamiętam, czy Sylwia ma jakieś wykształcenie, ale uważam, że to, co robi, czym się zajmuje, jest po prostu złudne. Bo nie daje jej żadnego fundamentu. Czy ona inwestuje w siebie, w sensie rozwoju? Mam co do tego wątpliwości.

Mówisz dokładnie tak jak matki dziewcząt z badania, o którym wspominałam. Te kobiety wolałyby, żeby ich córki poszły na studia, z kolei córki – instagramerki – nie widzą takiej potrzeby. Edukacja uniwersytecka nie daje dziś gwarancji na zdobycie wymarzonej i dobrze płatnej pracy.
Ale po studiach też możesz zostać influencerką, tyle że masz już jakiś fundament. Chodzi mi o kontakt z tak zwanym realem. Uważam, że ten film pokazuje nam dziewczynę, która poświęcając się istnieniu w mediach społecznościowych, traci kontakt ze światem rzeczywistym. Dla mnie ta historia zaczyna się dopiero w połowie filmu, kiedy następuje atak stalkera, obserwującego Sylwię pod domem. Wtedy gdy dziewczyna nawiązuje z nim emocjonalny kontakt. Dostrzega, że jej bratnią duszą – bo równie samotną jak ona – jest jej prześladowca. Ten film dotyka mnie najbardziej właśnie w tym momencie, bo widzę tu kunszt Magnusa von Horna, czyli reżysera, który nas zaskakuje.

Według mnie to najlepsza scena tego filmu.
Bo ona cię trzyma. Może ci się podobać lub nie, ale łapie cię emocjonalnie i długo nie wypuszcza. Sylwia widzi, że skrzywdziła człowieka, który jest bezbronny. Dla mnie ważna była również scena, gdy główna bohaterka sprowadza do domu chłopaka, którego chce wykorzystać do tego, żeby postraszył jej prześladowcę. Jednak chłopak myśli, że skoro go zaprasza, to może dojdzie między nimi do czegoś jeszcze...

Pomyślałam wtedy, że jest odpowiedzialna za to, co się stało, i poczułam wstyd, że tak myślę. Ale właśnie tak pokazał to Magnus von Horn…
On pokazał nam to w ten sposób, żeby podkreślić brak logiki w zachowaniu Sylwii. Ta dziewczyna żyje w wirtualnym świecie, który wykreowała, i sądzi, że wszystko będzie się w nim działo tak, jak ona sobie zaplanuje. Tymczasem rzeczywisty świat ma dotyk i ten dotyk jest czasem czuły, a czasem mocniejszy, gwałtowny, a nawet brutalny i bolesny. Sylwia dopiero zaczyna się o tym przekonywać. Uwidacznia to także scena w telewizji śniadaniowej, kiedy dziewczyna ewidentnie przestaje kontrolować sytuację. Widzi rozdźwięk między swoim wyobrażeniem a tym, jak jest naprawdę.

Bardzo nie podobało mi się to, jak prowadzący potraktowali Sylwię, było mi jej żal. Uważam, że obroniła się w tym momencie swoją autentycznością. Jakby właśnie wtedy zdała sobie sprawę ze swojej słabości i z tego, że to OK być słabą.
Pytanie, w jakim stopniu Sylwia się zmieni. Czy inaczej spojrzy na swoje życie? A może pomyśli, że to był kolejny genialny krok marketingowy, dzięki któremu dostanie więcej lajków...

A ja w nią wierzę!
I ja mam nadzieję, że Sylwia jednak coś zrozumiała, bo dotknęła nieszczęścia drugiego człowieka.

Dla kogo ten film mógłby być terapeutyczny? Moim zdaniem „Sweat” jest świetny dla nastolatków i młodych dorosłych. Po to, żeby pokazać im, że mają prawo do słabości, a nie tylko do bycia „najlepszą wersją siebie”. I że warto kontaktować się z tym, co trudne i niewygodne w życiu, ale za to prawdziwe. Co piąty nastolatek ma dzisiaj objawy depresyjne, a media społecznościowe potęgują to zjawisko…
„Sweat” może być istotny dla młodych osób, bo pokazuje pułapkę, w którą wpadają, żyjąc wyłącznie w świecie wirtualnym. Jednak robi to nie z perspektywy rodzica czy innego dorosłego, ale kogoś takiego jak oni. Zresztą sama widzę, jak reagują widzowie w wieku naszej bohaterki, jak im się „Sweat” podoba i jak mocno go przeżywają...

A co czułaś, gdy Sylwia wrzuciła do sieci filmik, na którym płacze? Co myślisz o mówieniu nie tylko pozytywnych rzeczy o sobie w przestrzeni Internetu? Dzisiaj jest taki trend, żeby mówić o swoich słabościach, ludzie przeżywają na Instagramie żałobę, mówią o swoich kompleksach. Dla mnie to zdecydowanie za dużo, nie chcę tego czytać, mam w sobie opór.
Myślę, że jeśli pokazujesz na Facebooku czy Instagramie jedynie swoje radości, sukcesy i zdobycze, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów. Aż dochodzisz do relacji z własnego pogrzebu. Sztuka filmowa też przechodziła ten etap i nie chcę teraz porównywać mediów społecznościowych do sztuki, ale powiem tyle, że powraca dobrze znane hasło: „wszystko na sprzedaż”. Nasza bohaterka już wie, że nie musi być idealna. Teraz czas przekonać się, czy ludzie ją taką zaakceptują. Ciekawa jestem, czy widzowie ją pokochają.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze